
To krotkie omowienie dwoch posmiertnych ksiazek Joanny Pollakowny ukazalo sie w Plusie-Minusie w dziale recenzji pod tytulem "Leszek Dlugosz poleca". Ponizszy tytul, zaaprobowany przez Autora, pochodzi ode mnie. (AMK).
KIEDY TU JAKO GOSC BAWILA
LESZEK DLUGOSZ
Z uczuciem radosci i wzruszenia podpowiadam ksiazki autorstwa Joanny Pollakowny: tom esejow Weneckie tesknoty i zbiorek wierszy Ogarnales mnie chlodem. Niestety, obydwie ukazaly sie juz jako tzw. dziela posmiertne. Pollakowna (1939-2002) poetka, historyk sztuki, eseistka, autorka monografii, ksiazek o sztuce. Jako tworca byla kims znanym, uznanym, nagradzanym. A jednak nie opuszcza mnie przeswiadczenie, ze byla kims nie dosc rozpoznanym. Ba, moze nawet kims, powiedzialbym, przeoczonym. Jakby krytyka, a w slad za nia tzw. szersza opinia, nie dostrzegala rangi, klasy tej tworczosci.Zastanawiam sie, co decyduje, ze utwory slabe, bywa – wrecz blahe, uzyskuja niepomierny rezonans. Orszaki rzeczoznawcow, ba, cale dwory, bija w tarabany, rzecz jasna naglasniajac przy okazji i siebie. A pozycje tak znaczaco wyrozniajace sie przechodza niespostrzezone. Nie dostepujac takich lask. Objawienia w blasku nadzwyczajnosci. Mysle, ze powaga tonu, powsciagliwosc, brak "min", prostota – wiec zalety pisarstwa i postawy Pollakowny – to nie sa cechy pomocne do wykreowania "gwiazdy literatury". Zreszta przekonajcie sie. Wezcie do reki te niewielkie ksiazeczki. Mysle, ze gdyby przyszlo je zrecenzowac tak jednym slowem, slowo "olsnienie" byloby najwlasciwsze. Ktoz z takim znawstwem, a przy tym niemal z miloscia, potrafi oprowadzac czytelnika po obrazach. Podpowiadac, jak na nie patrzec. Jak je umiec czytac.
Niezwykla jest tez prostota jej mowy poetyckiej. Jakis krystaliczny ton tych strofek, jak ktos to ujal. Ich wyrafinowana muzycznosc. A przy tym, norwidowska niemal niekiedy kondensacja refleksji. Siadasz czlowieku nad tymi "drobnymi wierszykami" i milkniesz poruszony pieknem, odwaga dotykania spraw i chwili ostatecznej. Wyciszeniem, a przeciez nalezaloby powiedziec wiecej – heroicznym wyciszeniem.
Ot, zdziebelko niech bedzie przykladem:
"W tym, t e r a z przezroczystym
otwartym na przestrzal
rozpaczliwie sie nie szarp
nie wyrywaj z wnetrza
– bo stluczesz te ampule
na pozor bezpieczna
ktora z a d n e przemierza
unoszac cie w wiecznosc".
Jeszcze jedna mysl – Pollakowna byla laureatka nagrody Czeslawa Milosza. Akurat przypominaja mi sie jego slowa, kiedy swiatu polecal poezje Anny Swirszczynskiej: "Jakiego to goscia mielismy". Jestem przekonany, toz samo, ta sama konstatacja odnosi sie i do tego przeoczenia. Do Joanny Pollakowny. Kiedy tu jako Gosc bawila.
Joanna Pollakowna, "Ogarnales mnie chlodem", Wydawnictwo Znak, Krakow 2003.
Joanna Pollakowna, "Weneckie tesknoty", Wydawnictwa WAB, Warszawa 2003.
Pierwodruk: Plus-Minus, Warszawa 19 lipca 2003

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||