
W uzupelnieniu wspomnien o Profesorze Henryku Niewodniczanskim zamieszczonych w Zwojach 36 publikujemy trzy wspomnienienia o Nim Profesora Jerzego Janika.Dziekuje Profesorowi Jerzemu Janikowi za Jego zgode na opublikowanie tutaj tych wspomnien. (AMK)
HENRYK NIEWODNICZANSKI
JAKO BUDOWNICZY KRAKOWSKIEGO OSRODKA FIZYCZNEGO
JERZY A. JANIK
To opracowanie opiera sie wylacznie na mojej pamieci i nie rosci sobie pretensji do wyczerpania calosci zagadnienia. Moje osobiste doswiadczenie poczatku obecnosci Henryka Niewodniczanskiego w Krakowie laczy sie z budynkiem przy ul. Golebiej 13, w ktorym pracowalem od 1947 r., jako mlodszy asystent u Profesora Konstantego Zakrzewskiego. W czasie gdy zaczynalem te prace, bylo w tym budynku (ktorego celowo nie nazywam w tym momencie Instytutem Fizyki UJ) dwoch profesorow – Profesor Konstanty Zakrzewski, kierownik Zakladu Fizyki Doswiadczalnej oraz Profesor Jan Weyssenhoff, kierownik Zakladu Fizyki Teoretycznej. Jezeli dobrze pamietam, Profesor Henryk Niewodniczanski zostal przez Uniwersytet Jagiellonski zaproszony na stanowisko kierownika nowokreowanego II Zakladu Fizyki Doswiadczalnej. Podzial terytorialny byl taki, ze I Zaklad (dotychczas jedyny) zajmowal I pietro budynku przy ul. Golebiej 13, II Zaklad (nowoutworzony) zajal czesc II pietra (reszte zajmowal Zaklad Fizyki Teoretycznej), a parter i suteryny stanowily pracownie studenckie prowadzone wspolnie przez I i II Zaklad. Zaproszenie Profesora Niewodniczanskiego do Krakowa nastapilo z inicjatywy Profesorow Zakrzewskiego i Weyssenhoffa. Niedlugo po przybyciu Profesora Niewodniczanskiego do Krakowa, niewatpliwie w wyniku wspolnych uzgodnien wszystkich trzech profesorow, zaproszony zostal i objal kierownictwo drugiego zakladu fizyki teoretycznej (zdaje sie pod nazwa Zakladu Mechaniki Teoretycznej) Profesor Jan Blaton. Tak wiec w drugiej polowie 1947 r. budynek przy ul. Golebiej 13 byl "federacja " czterech autonomicznych zakladow, na czele ktorych stali czterej profesorowie. Jedna z waznych "instytucji" spajajacych te "federacje" bylo Krakowskie Konwersatorium Fizyczne, tzw. czwartkowe, ktorego tworca, w latach bezposrednio poprzedzajacych II wojne swiatowa, byl prof. Jan Weyssenhoff.Osrodkowi fizycznemu przy ul. Golebiej 13 nie dane bylo jednak rozwijac sie nadal w oparciu o ten "federacyjny embrion". W 1948 r. nagle zmarl Profesor Konstanty Zakrzewski, a niedlugo po nim zginal tragicznie w Tatrach Profesor Jan Blaton. Wkrotce potem nastapilo skupienie wladzy w budynku przy ul. Golebiej 13 w rekach prof. Niewodniczanskiego, ktory po pierwsze doprowadzil do tego, ze odtad dzialal tylko jeden Zaklad Fizyki Doswiadczalnej pod jego kierownictwem, a po drugie doprowadzil do zgody rektora UJ na utworzenie, pod kierownictwem naczelnym Niewodniczanskiego, Instytutu Fizyki UJ znacznie przedtem zanim struktura instytutowa w uczelniach stala sie czyms normalnym. Dzis, patrzac wstecz, widze owczesny manewr profesora Niewodniczanskiego jako swoisty "zamach stanu". Nie pisze jednak tych slow z wydzwiekiem krytycznym. Mysle bowiem, ze Profesor mial juz wowczas klarowna wizje dzialania jako budowniczy osrodka fizycznego z prawdziwego zdarzenia, o jednolitym, kompetentnym i sprezystym kierownictwie, i o stylu podobnym do najlepszych wzorow zagranicznych. Skupienie wladzy w jego reku bylo niezbedne dla realizacji tej wizji.
Wazne chyba jest zobaczenie jak wygladala w tym poczatkowym okresie "nowej ery" polityka kadrowa Niewodniczanskiego. Otoz, juz zaraz po przybyciu do Krakowa zaprosil on do wspolpracy kilkoro osob, ktore w jakis sposob stanowily krag jego wspolpracownikow, znajomych czy przyjaciol w latach przedwojennych i wojennych w Wilnie. Byli to Aleksander Gamysz, Boleslaw Makiej, wowczas juz dojrzali fizycy, oraz Danuta Kunisz i Andrzej Hrynkiewicz, wtedy jeszcze konczacy studia fizyki studenci. Odziedziczonych po Profesorze Zakrzewskim asystentow i adiunktow wyraznie, jak to teraz widac, podzielil Profesor na dwie grupy: tych ktorych ze wzgledu na wiek, wzglednie przylgniecie do "starej" sytuacji, nie widzial jako wspolbudowniczych wizji, i tych, na ktorych sie oparl i dla ktorych stal sie wychowawca. Tak wiec z grona "starych" wspolpracownikow Zakrzewskiego odeszli Jan Wesolowski i Jerzy Gierula. Pozniej nawet Niewodniczanski "poswiecil" jednego ze swoich dawnych wspolpracownikow Boleslawa Makieja. Adam Strzalkowski i ja, pierwotnie zwiazani z Zakrzewskim, dolaczylismy do "gwardii" Niewodniczanskiego, ktora nastepnie stopniowo rosla i obejmowala nazwiska takie jak: Hrynkiewicz, Garnysz, Kuniszowna, Strzalkowski, Grotowski, Swierszczewski i, piszacy te slowa – Janik. Utworzony przez Profesora, jak juz wspomnialem znacznie wczesniej niz to sie stalo powszechne w uczelnianych strukturach, Instytut Fizyki UJ mial oczywiscie zakodowane niejako przez styl Profesora tendencje rozwojowe. Baza materialna dla tych tendencji stala sie typowo powojenna, romantyczna, akcja kilku (chyba dwoch) tzw. wypraw berlinskich. Zdaje mi sie, ze pomysl akcji wyszedl ze strony ojca jednego z owczesnych pracownikow Zakladu Fizyki Teoretycznej Ryszarda Kolodziejskiego, ktory to ojciec – Henryk Kolodziejski – byl blisko owczesnych sfer rzadowych. Przez niego uzyskano pieniadze i placet na zorganizowanie wyprawy do Niemiec. W magazynach wielu fabryk i przedsiebiorstw niemieckich po klesce wojennej znajdowaly sie bezcenne wprost materialy elektroniczne a takze urzadzenia laboratoryjne i warsztatowe, ktore ekipa w skladzie: Niewodniczanski, Weyssenhoff, Kolodziejski i Gierula wynajdywala i skupowala, najczesciej za produkty w naturze np. za slonine, itp. Oczywiscie wiem o tym tylko z opowiadan, ale dobrze pamietam jak doskonale byly zaopatrzone tymi materialami magazyny Instytutu Fizyki UJ jeszcze przez dlugie lata, przez ktore pracowalismy nad naszymi pracami doktorskimi a pozniej dalszymi pracami naukowymi, czerpiac ze "skarbow berlinskich".
Ciekawe, ze nieprzerwany rozwoj Instytutu Fizyki UJ trwal mimo lat stalinowskich, mimo niemozliwosci wyjazdow zagranicznych, mimo powojennego ubostwa i trudnosci. Nie pamietam dokladnie w ktorym roku, ale oczywiscie juz po latach stalinowskich, zaczeto mowic o koniecznosci budowy nowego budynku Instytutu Fizyki UJ; stary, przy ul. Golebiej 13 coraz mniej nadawal sie jako budynek laboratoryjny nowoczesnego Instytutu. Wladze uniwersyteckie mnie chcialy powierzyc role tzw. seniora tej budowy. Przestraszylem sie tego i prosilem Profesora o znalezienie kogos innego. Podjela sie tej roli Danuta Kunisz, nasza nieodzalowana Kolezanka, zawsze chetna do ofiarowywania swego czasu i sil za drugich. W roku 1964 nastapil ingres Instytutu do nowowybudowanego gmachu przy ul. Reymonta 4. O dalszym rozwoju tego Instytutu, poprzez kreacje nowych Katedr i Zakladow i poprzez liczne doktoraty i habilitacje, nie bede pisal. Zreszta wkrotce po 1968 r. zmuszony zostalem do mego rozstania sie z Uniwersytetem Jagiellonskim.
Przechodze teraz do drugiej czesci tych wspomnien tzn. do dzialania Profesora, ktore doprowadzilo ostatecznie do powstania Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie. Otoz najwczesniejszym z sekwencji dzialan do tego zmierzajacych bylo nawiazanie przez Niewodniczanskiego chyba juz w 1948 albo 1949 roku kontaktow z tzw. Wojskowym Instytutem Technicznym, w skrocie WIT-em. W powojennej Polsce wladze organizowaly wiele tego czy innego typu inicjatyw, ktore mialy na celu rozszerzenie w osrodkach uniwersyteckich zarowno stanu liczebnego kadry naukowej jak i zakresu badan, przez dodatkowe, poza limitami dydaktycznymi, finansowanie. Rzecza naturalna wowczas bylo pojawianie sie w budynkach uniwersyteckich na niektorych pokojach szyldow z nazwami innych, nieuniwersyteckich instytucji. Jedna z pierwszych takich inicjatyw byla wlasnie inicjatywa wojska, a wlasciwie (podobno) dalekowzrocznie patrzacego na rozwoj kraju generala Spychalskiego. Gdy patrze wstecz na te czasy jestem przekonany, ze mimo rozpoczynajacych sie wlasnie lat stalinizmu w Polsce, niektorym wybitnym ludziom w rzadzie istotnie chodzilo o dobro kraju. Mam chyba prawo do takiego sadu, gdyz wlasnie moje owczesne prace zostaly objete finansowaniem przez WIT. Dla mnie cala sprawa zaczela sie jeszcze w 1948 r. gdy za sugestia profesora Niewodniczanskiego zajalem sie rozpraszaniem neutronow, jako zjawiskiem lezacym u podstaw mojej przyszlej pracy doktorskiej. Podczas rozmow Profesora z przedstawicielem WIT-u, ktorym nota bene byl fizyk Bronislaw Buras z Warszawy, obecnie profesor, zmuszony po 1968 roku okolicznosciami do emigracji, wyklula sie propozycja azebym, przy okazji pomiarow potrzebnych do mojej pracy doktorskiej, zmierzyl wlasnosci absorpcyjne kilku materialow budowlanych, w zwiazku z mozliwoscia uzycia ich jako materialow na schrony czy ekrany przed promieniowanie neutronowym. Waznosc tych badan byla niewatpliwie pozorna, istotny dla decydentow byl natomiast ogolny rozwoj czegos, co mozna by nazwac embrionem fizyki jadrowej w Polsce. Jasno bylo to widac z rozmow, ktore prowadzilismy wowczas z Bronislawem Burasem, przyjezdzajacym od czasu do czasu do nas na cos w rodzaju inspekcji (nota bene w mundurze pulkownika LWP). Ze wspolpracy z WIT-em odnieslismy sporo korzysci – w naszych magazynach pojawily sie, obok znajdujacych sie tam jeszcze materialow z ekspedycji berlinskich, nowe materialy elektroniczne i inne, a takze przyrzady. Nie pamietam dokladnie kiedy, ale chyba w zwiazku z procesem generalow Ludowego Wojska Polskiego w latach stalinowskich, nastapil upadek wplywow gen. Spychalskiego i likwidacji WIT-u. (Czesc inwentarza WIT-u przejela powstajaca wowczas Wojskowa Akademia Techniczna, WAT).
Rychlo na szczescie pojawila sie nowa inicjatywa podpierajaca niewystarczajace mozliwosci uniwersytetow, a mianowicie inicjatywa zwiazana z utworzeniem w Polsce Polskiej Akademii Nauk. W 1953 r. powstal jako jeden z instytutow PAN Instytut Fizyki PAN w Warszawie (z siedziba poczatkowo w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Hozej 69). W Krakowie, pod kierownictem Profesora Niewodniczanskiego ustanowiony. zostal wowczas Zaklad Fizyki Jadra Atomowego tegoz Instytutu PAN, usytuowany znow w uniwersyteckim budynku fizyki przy ul. Golebiej 13. Wkrotce nastapil silny rozwoj tego Zakladu, tak ze w jakims sensie przypominal on tkanke nowotworowa na ciele fizyki uniwersyteckiej. Sytuacja nie zawsze byla prawidlowa. Niektorzy nasi koledzy w budynku przy ul. Golebiej 13 byli tylko pracownikami Uniwersytetu Jagiellonskiego, a inni (jak rowniez piszacy te slowa) byli rowniez na dodatkowych etatach PAN-u. Prowadzilo to niewatpliwie do poczucia nierownosci, krzywdy, faworyzowania pewnych badan przy tylko wegetacji innych, itp.
W 1956 (chyba) roku wladze uznaly, ze badaniom jadowym w Polsce nalezy sie silny priorytet. Tlem tej sytuacji byla niewatpliwa odwilz w sytuacji miedzynarodowej, wzajemna otwartosc przy wymianie informacji z dziedzin jadrowych miedzy Zachodem a Zwiazkiem Radzieckim na I Konferencji Genewskiej poswieconej pokojowemu wykorzystaniu energii jadrowej, a takze, jezeli chodzi o Polske, specyficzna, liberalna sytuacja, ktora powstala u nas w 1956 r. Zostal powolany urzad Pelnomocnika Rzadu do Spraw Wykorzystania Energii Jadrowej w Polsce; pelnomocnikiem zostal niezwykle pozniej popularny i lubiany w srodowisku fizykow jadrowych minister Wilhelm Billig. Urzad min. Billiga, dysponujac od razu odpowiednimi srodkami, wystapil z inicjatywa budowy w Polsce silnego osrodka jadrowego. Tu wlasnie Henryk Niewodniczanski znow okazal sie genialnym wprost taktykiem. Dzieki jego mianowicie umiejetnosciom i inicjatywie organizacja budowy w Polsce osrodka jadrowego odroznila nasz kraj od wszystkich pozostalych krajow socjalistycznych, ktore przystapily rownolegle do podobnych akcji. Niewodniczanski zdolal mianowicie przekonac wladze, ze w Polsce nalezy zbudowac nie jeden, ale dwa osrodki jadrowe, jeden w Warszawie, oparty na zakupionym w Zwiazku Radzieckim reaktorze, a drugi w Krakowie, oparty na rowniez zakupionym w ZSRR cyklotronie.
Ostatnim moim wspomnieniem z tych czasow niech bedzie odbyta chyba gdzies w 1956 roku "wycieczka" z profesorem Niewodniczanskim, delegacja z Warszawy i przedstawicielami wladz miejskich Krakowa, w okolice miasta dla wybrania miejsca, na ktorym stanie przyszly instytut. Wybor padl na teren w Bronowicach, pomiedzy ul. Radzikowskiego a Sosnowiecka...
Henryk Niewodniczanski wykladajacy w Instytucie Fizyki Jadrowej w Krakowie, wczesne lata 1960.
(Archiwum Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie; Fot. Bronislaw Motyka, IFJ)
MOJE SPOTKANIA Z PROFESOREM.
NIEPRAWDOPODOBNE MARZENIA
JERZY A. JANIK
Trzeba, zebym sie wytlumaczyl ze slowa "spotkania". Przeciez przez dwadziescia lat Profesora widywalem niemal codziennie w Instytucie – trudno takie przebywanie razem nazywac spotkaniami. A jednak, we wspomnieniach ukazuja mi sie zawsze oddzielne obrazy, jak gdyby kamienie milowe mojej z Profesorem znajomosci. Rowniez pewnego wyjasnienia potrzebuje fakt nazywania Go Profesorem, przy czym nie chodzi tu o trywialne wyjasnienie, ze Mu sie tytul nalezal. Dla mnie, wtedy i teraz, to slowo Profesor bylo synonimem Nauczyciela. Szereg osob nazywalo Go "Papa", oczywiscie, w jakims analogicznym sensie byl on dla nas wszystkich jak gdyby ojcem. Ale ja pozostane przy slowie Profesor – mnie ono najbardziej odpowiada.Pierwsze moje spotkanie z Profesorem. ktore wyraznie pamietam, mialo miejsce w 1948 r., niedlugo po smierci Profesora Konstantego Zakrzewskiego, ktorego asystentem bylem od niedawna. Przypominam sobie jak stalem z grupa innych osieroconych pracownikow owczesnego Zakladu I, w gabinecie Profesora na drugim pietrze Collegium Witkowskiego przy ul. Golebiej 13, i sluchalem slow o przejeciu nad nami opieki.
Wkrotce potem uzyskalem magisterium i nieporadnie zaczalem rozgladac sie za tematem przyszlej pracy doktorskiej. Pewnego dnia wezwal mnie Profesor i powiedzial:
"Drogi Kolego, kilka lat przed wojna probowalismy w Cambridge, wraz z moim wspolpracownikiem Westcottem, badac absorpcje neutronow w roznych materialach. Neutrony uzyskiwalismy ze zrodla radowo-berylowego. Poniewaz chodzilo o absorpcje neutronow powolnych, spowalnialismy je otaczajac warstwa parafiny. A poniewaz chcielismy otrzymac jakas informacje o zaleznosci absorpcji od energii neutronow, zrodlo wraz z parafina zalewalismy przy niektorych pomiarach cieklym azotem, co prowadzilo do innego, z maksimum przy nizszych energiach, rozkladu energii neutronow, niz w temperaturze pokojowej. Moze wy, Kolego, zajelibyscie sie absorpcja neutronow, jako tematyka waszej pracy doktorskiej?".To bylo wszystko; ani slowa o tym skad wezme neutrony! Ani slowa o aparaturze – bylo jasne, ze to moja sprawa i ze musze ja sam zbudowac! Ani slowa o tym, co dokladnie mam mierzyc i w jakich warunkach – jasne bylo, ze po przestudiowaniu zagadnienia musze sam skonkretyzowac temat! Jestem do dzisiaj gleboko przeswiadczony, ze to bylo wlasnie jak najbardziej wlasciwe zainicjowanie pracy doktorskiej przez wytrawnego Nauczyciela. Nie ma co ukrywac, ze to spotkanie z Profesorem zawazylo na calym moim zyciu.Okolo roku 1950 Profesor ustalil zwyczaj wspolnego omawiania spraw rozwoju fizyki krakowskiej, Kilkoro z nas stalo sie, bez jakichs formalnych aktow, kims w rodzaju "przybocznych" Profesora: Danuta Kunisz – w dziedzinie optyki, Andrzej Hrynkiewicz – w dziedzinie promieniowania beta i gamma, Adam Strzalkowski, a pozniej rowniez Kazimierz Grotowski, Stefan Swierszczewski i Andrzej Budzanowski – w dziedzinie reakcji jadrowych. Ja zaczalem odgrywac role "przybocznego" eksperta w dziedzinie zastosowania rozpraszania neutronow w fizyce molekularnej oraz w fizyce skondensowanych stanow materii. Stalo sie tak dlatego, ze owa zasugerowana przez Profesora praca doktorska, dala zaleznosci transmisji neutronow od energii takie, ze wydawaly sie one byc specyficzne dla efektow struktury krystalicznej substancji badanych. Postepujac dalej ta droga zajalem sie sprawa rozpraszania neutronow na molekulach wykonujacych wewnetrzna rotacje, potem sprawa rozpraszania neutronow na cieczach, cieklych krysztalach oraz substancjach magnetycznych. Czy Profesor byl z tego zadowony? Wydaje mi sie, ze nie bardzo. Juz wowczas zdecydowal sie na koncentracje wysilkow na optyce atomowej – tematyce prac okresu jego mlodosci i na fizyce jadrowej sensu stricto, a przede wszystkim na reakcjach jadrowych. Jakkolwiek moja tematyka wykraczala poza te ramy, Profesor udzielil i udzielal jej pelnego poparcia. Taki byl format czlowieka, ktory nie hamowal inicjatyw wyrastajacych poza jego planami, lecz przyjmowal je i bronil ich prawa do rozwoju, jezeli zaszla taka potrzeba.
W kazdym razie, tym ktorzy dzisiaj tak latwo mowia o braku perspektyw, warto uprzytomnic jaka utopia byly Profesora i nasze plany w tym okresie wczesnych lat piecdziesiatych. Polska znajdowala sie w prawdziwych okowach systemu stalinowskiego. Granice byly szczelnie zamkniete. Wyjazd na studia zagraniczne byl praktycznie niemozliwy i to zarowno na zachod jak i na wschod. Aparatura naukowa dostepna byla tylko ta, ktora budowalismy wlasnymi rekoma. Porownanie ze standardami swiatowymi implikowalo druzgoczaca krytyke naszych planow rozwoju fizyki jadrowej w osrodku krakowskim. Doskonale pamietam jak zebralismy sie pewnego dnia w gabinecie Profesora a On zakomunikowal nam o przyznaniu przez jakas panstwowa komisje pewnej, relatywnie do normalnych przydzialow budzetowych, dosc duzej dotacji. "Jak Koledzy sadza", spytal Profesor, "na co powinnismy te pieniadze zuzyc; ja sadze ze powinnismy rozpoczac budowe jakiegos wiekszego urzadzenia". "Mysle, ze moglby to byc betatron", powiedzialem. "Mysle, ze powinien to byc cyklotron", powiedzial ktorys z moich kolegow, chyba Andrzej Hrynkiewicz. "Tak, ja tez mam na mysli cyklotron", powiedzial Profesor. Tak zapadla decyzja najbardziej utopijna, jakiej bylem swiadkiem w moim zyciu. Losy krakowskiego tzw. malego cyklotronu to juz inne opowiadanie, ktore przez kogos innego powinno byc napisane. Warto tu moze tylko powiedziec, ze rozpoczelismy, wspolnie z Profesorem, od poglebienia piwnicy pod Collegium Witkowskiego przy ulicy Golebiej 13. Razem z Nim wynosilismy na powierzchnie sredniowieczny gruz i piasek, przygotowujac miejsce pod przyszly cyklotron. I nie ulega dla mnie zadnej watpliwosci ze gdyby nie owczesna decyzja budowy cyklotronu dzisiejsza fizyka krakowska wygladalaby calkiem inaczej. Unikniecie przez nia wady zasciankowosci, pozniejsze partnerstwo miedzynarodowe i olbrzymi rozwoj, to urzeczywistnienie sie, contra spem, wizji Profesora, ktorego nie przerazala ani jej wielkosc ani male szanse. Na szczescie, przyszly inne czasy – koniunktura dla fizyki jadrowej w swiecie, oferta Zwiazku Radzieckiego sprzedazy cyklotronu i reaktora, rok 1956 w Polsce, otwarcie granic dla naukowych kontaktow zagranicznych – to wszystko stworzylo sytuacje, dzieki ktorej sukces Profesora stal sie mozliwy.
PROFESOR HENRYK NIEWODNICZANSKI
W ZJEDNOCZONYM INSTYTUCIE BADAN JADROWYCH W DUBNEJ
JERZY A. JANIK
Trzeba na samym wstepie powiedziec, ze Profesor znal tak dobrze jezyk rosyjski, ze mogl uchodzic za Rosjanina. Opowiem zdarzenie, o ktorym slyszalem od syna Profesora – Jerzego Niewodniczanskiego. Otoz pewnego razu, przyleciawszy do Moskwy, nie znalazl na Szeremietiewie samochodu, ktory mial go zawiezc do Dubnej. Wzial wiec taksowke, zeby dostac sie do miasta i stamtad dalej dzialac. Po drodze rozmawial z kierowca taksowki. "A Pan skad przylecial?" – spytal kierowca. "Z Polski" – odpowiedzial Profesor. "A dlugo Pan tam byl?" – "Dosc dlugo". – "A jak mogl Pan wytrzymac z tymi wrednymi Polakami?".Profesor zostal zaproszony do ZSRR, zeby wraz z profesorem Andrzejem Soltanem uczestniczyc w "narodzinach" Zjednoczonego Instytutu. Byly to dosc osobliwe narodziny, a mialy miejsce w roku 1956. Troche wiecej niz dekade wczesniej, w Dubnej, na polecenie Berii, powstal Instytut sowiecki, do ktorego, nota bene, zostali przymusowo przywiezieni specjalisci z pozniejszej NRD, na – jak sie okazalo – mniej wiecej dziesiecioletni okres. W tym czasie dzialania Instytutu zbudowano unikatowe urzadzenia – fazotron, "fabryke mezonow" i inne, a takze uruchomiono szereg laboratoriow zajmujacych sie detektorami czastek, analiza danych itp. Zbudowano tez miasto – rodzaj miasteczka uniwersyteckiego – z niezbednym zapleczem handlowym, poczta, stacja kolejowa itp. Stacja kolejowa laczyla niejako te naukowa wyspe z Moskwa, polozona na poludnie od Dubnej, w odleglosci ponad 100 km.
Otoz, w 1956 roku ZSRR wystapil z propozycja umiedzynarodowienia Instytutu. Czlonkami nowego, "Zjednoczonego" Instytutu staly sie kraje bloku sowieckiego oraz Chiny (ktore nieco pozniej wystapily, w wyniku konfliktow sowiecko-chinskich). Zostala powolana Rada Naukowa Zjednoczonego Instytutu Badan Jadrowych, a takze inne organy przedstawicielskie, jak rady o charakterze specjalistycznym, komitety itp. Polska zostala jednym z krajow czlonkowskich. Bylo to bezposrednio po Pazdzierniku [1956]. Pewien (relatywnie niemaly) stopien liberalizacji, ktory wtedy u nas nastapil, wywolal u kolegow sowieckich i z innych krajow czlonkowskich pewien szacunek (czasem – lekliwy szacunek). Szybko okazalo sie, ze otwarcie polskiej nauki na Zachod, bedace skutkiem Pazdziernika, moze byc w jakims stopniu wykorzystane przez ZIBJ. Polacy stali sie sui generis transmisja, ulatwiajaca kontakty z Zachodem. Bylo naturalne, ze pierwszym niesowieckim wicedyrektorem ZIBJ zostal profesor Marian Danysz z Warszawy, doskonale znany i ceniony po drugiej stronie "zelaznej kurtyny".
Profesor Niewodniczanski byl chyba idealnym czlonkiem organow przedstawicielskich ZIBJ, a w szczegolnosci Rady Naukowej ZIBJ i bardziej specjalistycznej Rady Naukowej Niskich Energii. Byl urodzonym dyplomata, taktownym, ale nie lekajacym sie wypowiadac szczerze. Byl – w dobrym tego slowa znaczeniu – "obywatelem swiata", szczegolnie dobrze znajacym Niemcy i Anglie, gdzie pracowal przed wojna. Byl przy tym polskim patriota, dbajacym o nasze interesy w ZIBJ. I wreszcie byl poliglota, swietnie znajacym obce jezyki, a jego rosyjski byl, jak juz powiedzialem, po prostu idealny. Jedyne, co moglo roznic jego rosyjski od tego, ktory byl w Dubnej w uzyciu, to "przedrewolucyjnosc" tego jezyka – brak pewnych nieco wulgarnych nalecialosci, ktore podobno charakteryzuja wspolczesny jezyk rosyjski, jak twierdza niektorzy. Ja nie bylem, ani nie jestem dosc kompetentny, zeby to zauwazyc.
Profesor Niewodniczanski stal sie od razu szanowanym i liczacym sie partnerem takich sowieckich uczonych, jak: Georgij Nikolajewicz Florow, Benedikt Piotrowicz Dzelepow, Ilja Michajlowicz Frank, Nikolaj Nikolajewicz Bogolubow. To partnerstwo umacnialo sie podczas kilkakrotnych w ciagu roku wyjazdow Profesora do Dubnej na posiedzenia rad, o ktorych byla mowa przed chwila.
Podczas tych posiedzen delegacji polskiej towarzyszyli zwykle tzw. eksperci – niewatpliwie uczestnicy nizszej rangi – chociaz nie odczuwalismy tego wtedy bolesnie. Pamietam zdarzenie nastepujace: Otrzymalem polecenie wygloszenia krotkiego komunikatu na posiedzeniu Rady Naukowej Niskich Energii. Mowilem (jak mi sie zdawalo) po rosyjsku. Zauwazylem, ze Profesor podczas mego wykladu robil jakies notatki. Po wykladzie powiedzial: "Doskonale mowiliscie po rosyjsku, kolego. Robiliscie tylko przecietnie siedem bledow na minute – razem 210 bledow".
Mysle, ze nie bedzie niewlasciwe zakonczyc to opowiadanie humorystycznym, ale bardzo charakterystycznym dla sylwetki Profesora obrazkiem: Pewnego wieczoru, po przyjeciu z okazji posiedzenia Rady Naukowej, wyszlismy z Profesorem na spacer nad Wolge. Nad rzeka Profesor wyjal z jednej ze swych licznych kieszeni latarke i probowal oswietlic drugi brzeg. Na prozno. Profesor powiedzial: "Ta latarka ma zasieg 500 m, ale Wolga ma tutaj 700 m szerokosci". Wszyscy mieli watpliwosci – Wolga jest znacznie wezsza w Dubnej, ale nikt nic nie powiedzial. Potem przeplynal statek. Patrzac na niego Profesor powiedzial: "Wiecie koledzy, dzisiaj rano widzialem tu statek, ktory byl dwa razy dluzszy niz szerokosc Wolgi". "Ach!" – powiedzial ktos – "To ten statek mial dlugosci 1 km 400 m. To na pewno najwiekszy statek na swiecie!" Profesor zmienil temat...
Pierwodruk w tomie: Henryk Niewodniczanski 1900 – 1968.
Materialy z Posiedzenia Naukowego PAU w dniu 17 listopada 2000 r.
Polska Akademia Umiejetnosci, Archiwum Nauki PAN i PAU,
W sluzbie nauki, Nr 8, 2003, Krakow 2003.
Profesor Dr. Jerzy A. Janik jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Jagiellonskiego i bylym Kierownikiem Zakladu III Badan Strukturalnych Instytutu Fizyki Jadrowej im. Henryka Niewodniczanskiego w Krakowie. Jest szeroko znanym w swiecie autorytetem w badaniach magnetycznych i dynamicznych wlasnosci struktur ciala stalego przy pomocy rozpraszania powolnych neutronow.W latach 1961-1963 byl moim pierwszym profesorem fizyki na Uniwersytecie Jagiellonskim.
Andrzej Kobos

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||