BESTIARVM   POLONORVM


(fragmenty   Polonia...,   1575)





MARCIN   KROMER





Marcin Kromer: De Origine et Rebvs Gestis Polonorvm...
Pierwsze wydanie. Officina Joannis Oporini, Bazylea, 1555.




Marcin Kromer: Polonia: Sive de Origine et Rebvs Gestis...
Officina Birkmannica sumptibus Arnoldi Mylij, Kolonia, 1589.
Z kolekcji   «Imago Poloniae»   Tomasza Niewodniczańskiego.


Zarówno w jeziorach, jak i w stawach występują te same gatunki ryb, bo i tu i tam mamy szczupaki, leszcze, okonie, płaszczki (jeśli tylko należy tak nazywać ryby, które potocznie określamy jako karasie), sumy, sandacze, cyrty czyli certy, które - jeśli się nie mylę - nazwę tę otrzymały u Niemców dla swego wybornego smaku, liny, węgorze, karpie, które Włosi nazywają królewskimi, o łacińskiej nazwie cyprini, jak utrzymuje Jan Dubrawski, biskup ołomuniecki; ale te ryby rzadziej się spotyka w jeziorach aniżeli w stawach, do których wpuszcza się pieczołowicie młode sztuki na zarybek, jakby do akwarium. Niektóre jeziora dostarczają ryb nazywanych u nas sielawicami i sielawami, a u Niemców marenami; jest to ryba słodkawa i smaczna, podobna do śledzia.

Wśród ryb rzecznych spotyka się na ogół te same, któreśmy wyliczyli, jak też i wyborne nade wszystko następujące gatunki: pstrąg, barbo czyli czerwonobroda (nazywają ją barweną), przydenka, oczkowiec, który także zowie się minogiem, aloza czyli borbocha; zwłaszcza jej wątroba stanowi szczególny przysmak, a nasi nazywają tę rybę miętusem. Dalej idą: lipień, śliz, brzana, ukleja, jazgarz oraz ryba nazywana u nas białą; łacińskich nazw dać im nie potrafimy, ale co nam przeszkadza iść za przykładem Alberta Wielkiego i innych pisarzy zajmujących się podobnymi sprawami i określać te gatunki rodzimymi nazwami, dostosowując je do łacińskiej wymowy? Skorzystaliśmy i my z tej swobody w niektórych miejscach powyżej.

W raki i węgorze obfituje przede wszystkim rzeka Nida, ponadto w węgorze i stynki bogaty jest Hab oraz niektóre inne jeziora pruskie. Ryb morskich niezbyt wiele gatunków ma ten kraj. Znakomite są zwłaszcza śledzie, które Niemcy nazywają heringami; jak Polska długa i szeroka spożywa się je przede wszystkim zakonserwowane w soli, ba, rozpowszechnione są i na Litwie, w Czechach, na Śląsku, na Morawach i na Węgrzech - tak nieprzebrane są ich ilości. Ale na wybrzeżu Prus mało ich się łowi, natomiast przywozi się je tam z Chersonezu Cymbryjskiego, ze Skandii i Oceanu Niemieckiego, w wielkich ilościach i w doskonałym gatunku. Nie brak i pomuchli ani skarp.

Nie wiem, czy łososia i troć mam zaliczyć do ryb morskich, czy tez rzecznych, bo oba te gatunki można łowić i w morzu i w rzekach, ale w określonych porach roku opuszczają one morze i płyną w górę rzeki, pod prąd, przeskakując przeszkody, na których też chwyta się je w umieszczone tam pułapki; a tym przyjemniejsze są w smaku, im dalej zdołają odpłynąć od morza i Habu. W istocie rzeczy wszystkie ryby, które żyją na przemian w rzekach oraz w jeziorach i morzu, smaczniejsze są, gdy się je łowi w rzekach, aniżeli złowione w morzu czy w jeziorach.

Tu trzeba bezwzględnie wspomnieć o niezwykłych właściwościach niektórych wód. Jest na Spiszu potok spływający ze stromych gór, którego krople ścinają się w substancję twardą jak kamień, tak że same przez się powstają z tego tworzywa filary podpierające sklepione kanały; tymi kanałami spływa ów strumień na młyńskie koło. Jest i źródło czy też jeziorko, z którego się sączy woda szkodliwa dla zdrowia i biją zgubne opary; zwierzęta i ptaki giną na miejscu nie tylko na skutek skosztowania tej wody: zabija już samo jej tchnienie.

W niektórych miejscach Polski są także zdroje ciepłych wód, o zapachu siarki i ałunu, leczące liszaje i wrzody tak u ludzi, jak i u zwierząt zaprzęgowych.

Ale od wód i ich mieszkańców przejdźmy do zwierząt lądowych. Spośród dziczyzny rodzi ta kraina obfitość zajęcy, saren, wiewiórek, a także gdzieniegdzie królików, wreszcie jeleni, dzików, niedźwiedzi i w niektórych miejscach - wilków. Z łowów na jelenie słyną zwłaszcza bory niepołomickie i radomskie, w jelenie, łosie i żubry obfitują Prusy Książęce i graniczące z nimi Mazowsze, przede wszystkim zaś Podole, gdzie całymi stadami pasą się na polach nie tylko te zwierzęta, lecz także i dzikie konie.




Żubr.
(B. Vigenere: Les Chroniques et annales de Pologne,   Paris, 1573.)


Żubr jest zwierzęciem przeogromnym, ale bardzo szybkim w biegu. Zbrojny w wielkie i z lekka do wewnątrz zakrzywione rogi, potrafi wziąć na nie konia wraz z jeźdźcem i raz po raz wysoko wyrzucać go w górę, a średniej grubości drzewa wywraca z korzeniami. O potężnych jego rozmiarach najlepiej i to jeszcze świadczy, iż na łbie jego pomiędzy rogami - dwu, a nawet trzech ludzi siąść sobie może; skórę ma kosmatą i szorstką, a pod dolną szczęką zwisa mu broda i uwłosione podgardle. Zasolone mięso żubra stanowi wyborny przysmak na magnackich i książęcych stołach; róg pięknie dźwięczy, toteż używają go często myśliwi. Żubrem lub zambrem nazywają go nasi ziomkowie, ale równie i bliżsi naszych czasów Grecy.




Łoś.
(B. Vigenere: Les Chroniques et annales de Poloigne,   Paris, 1573.)


Onager to nazwa łosia; twierdzą, że tenże łoś to zwierzę alce, o którym pisze Pliniusz i niektórzy inni starożytni autorowie. Jest to zwierz o długich nogach i długich uszach, nieco większy od konia, o sierści szarobrunatnej; samiec ma łeb rogaty. Kopyto zadnich nóg łosia, jeśli je zestrugać na początku jesieni - przy czym sztuka musi być jeszcze żywa - jest pożądanym lekiem, szczególnie dla cierpiących na padaczkę.

Miejsca górzyste na pograniczu z Węgrami obfitują także w dzikie kozy.




Polowanie na tura.
(B. Vigenere: Les Chroniques et annales de Pologne,   Paris, 1573.)


Tury wreszcie, czyli leśne bawoły zwane przez nas turami, pojawiają się jedynie w lasach mazowieckich, pod Wiskitkami. I tych także zwierząt mięso służyć może człowiekowi za pokarm.

Futer na strojne okrycia dostarcza pantera - czy może jest to rodzaj wilka polującego na sarny: nasi zwą to zwierzę rysiem; ma ono plamy na brzuchu i na nogach, które to części skóry najwyżej są cenione; a dalej: sobole czy tumaki, który to gatunek nazywamy kunami, lisy, rosomaki oraz wydry i bobry, żyjące w wodzie i na lądzie; co do tych bobrów, muszę powiedzieć, że ich ogon zalicza się do przysmaków i potrawa zeń uchodzi za potrawę rybną, przy czym reszta mięsa jest niemal bezpożyteczna. Zwierzę to buduje sobie drewniane chaty na brzegach rzek i jezior, przegrodzone na parę komór umieszczonych jedna nad drugą i w zależności od podnoszenia się poziomu wody zmienia miejsce zamieszkania, tak żeby mając ogon zanurzony w wodzie, resztą ciała pozostawać na czymś suchym. Futro ma na grzbiecie szorstkie, lecz podbite miękkim puchem; robi się z niego wyłogi, zdobiące zimową odzież i czapki.

Również i łapy niedźwiedzie wraz z palcami stanowią znany przysmak, futra natomiast służą za wierzchnie okrycie; niektórzy chcąc sobie nadać pozór dzikości, zaczęli nawet ubierać w nie pachołków.

Króliki, zające i wiewiórki dostarczają zarówno doskonałych futer na ubiory, jak i mięsa do jedzenia. Na Podolu są ponadto zwierzęta wielkości wiewiórek czy królików, pędzące życie w norach, wyposażone w różnobarwne i nakrapiane futerka, również poszukiwane jako ozdoba szat i płaszczy niewieścich; powszechnie nazywają je krzeczkami.

We wszelki zaś rodzaj dzikich zwierząt obfituje szczególnie Litwa, gdyż puszcze jej są nieprzejrzane.

Warto się dowiedzieć, jak wygląda polowanie na żubry. Oto na Podolu, na rozległych polach, pojedyncze sztuki, które odłączyły się od stada, obalają jeźdźcy, uzbrojeni w łuki i strzały. Rozstawiwszy się w regularne koła podjeżdżają jeden po drugim do zwierzęcia i wypuszczają na nie strzały, po czym spiąwszy konia ostrogą umykają spiesznie do tyłu; bestia natomiast rozjuszona raną, którą jej zadano, goni za uciekającymi; teraz strzela do niej inny łucznik, a zwierzę zostawia w spokoju poprzedniego wroga i poczyna ścigać znów tego, póki znużone śmiertelnie nie padnie od ran i gonitwy. Kiedy zaś wytropią je myśliwi w lasach, na upatrzonym jakimś obszarze spędzeni specjalnie w tym celu wieśniacy obalają drzewa i zamykają w ten sposób zwierzynę w swego rodzaju zagrodzie i to zarówno pojedyncze sztuki, jak i całe stada, tak że ujść stamtąd nie mogą; potem buduje się na poczekaniu ogrodzone podium, czy trybunę, dla władcy, dam i dostojników, z której by bezpiecznie przyglądać się mogli widowisku, a następnie ustawia się myśliwców, zaopatrzonych w oszczepy, każdego pod wyznaczonym dla niego drzewem. Niebawem tętent jeźdźców, wrzask i szczucie psiarni płoszą zwierza, zmuszając go do opuszczenia gęstwy leśnej i wyjścia na środek ostępu; tam oszczepami kłują go ukryci za drzewami myśliwi, zawsze ten, do którego zwierz się najbardziej przybliży. Żubr rozjuszony ciosem uderza rogami w drzewo, za którym się kryje prześladowca, a gdy pień zbyt wąski jest na to, aby mogły się weń wbić oba rogi naraz, zwierz napiera czołem i całym cielskiem potężnym na drzewo, przy czym po obu stronach sterczą mu rogi. Tymczasem raz wbite w pierś bestii żelazo wpycha głębiej myśliwy cofając się przed atakującym go i krążącym wokół drzewa zwierzęciem; nie brak przy tym i psów silniejszych, które kąsaniem przychodzą z pomocą, póki zwierz ugodzony śmiertelnie czy też zgoła wyczerpany nie padnie. A jeżeli myśliwy chybi w zamachu albo niezbyt szczęśliwie ugodzi, czy nawet zostanie przez zwierzę wzięty na rogi i obalony, któryś z bliżej stojących obławników rzuca bestii przed oczy płachtę czerwoną; jest to bowiem kolor, który najwięcej ją drażni. Zwierz zostawia poprzedniego wroga i obraca się ku nowemu: a ten cofając się do swego drzewa zadaje cios, tym razem skuteczny. Myśliwi unikają dotknięcia języka żubra; wysunąwszy nieco jęzor zwierz przyciąga nim do siebie człowieka, nawet choćby dotknął jedynie samego brzegu jego odzieży, bo ma ten organ bardzo szorstki.

Niedźwiedzie natomiast, choć to zwierz przeogromny, chwyta się i żywcem, zarzucając na nie sieci; nadbiega potem wielu naraz myśliwców, którzy drewnianymi, rozwidlonymi żerdziami przyciskają do ziemi łeb i łapy bestii, póki nie zostanie skrępowana liną. Tak związaną zamyka się do drewnianej klatki, w ten sposób, żeby się nie mogła ruszyć, i wywozi się ją z lasu. Później, zależnie od upodobania, wypuszcza się zwierza urządzając widowisko i łowy, już to w mieście, już to na otwartej przestrzeni; a wiąże się tak, aby za jednym pociągnięciem zwieszającej się z klatki liny niedźwiedź został rozwiązany.

Sam oglądałem kiedyś przedstawienie, na którym niewielki koń, i to kastrowany, toczył walkę z ogromnym niedźwiedziem: podbiegając z pewnej odległości wałach obracał się zadem, atakował zwierza wierzgając kopytami, po czym umykał; niedźwiedź jednakże przywiązany był na nieco dłuższej linie do potężnego pala. Ale przejdźmy już do innych zagadnień.

Jeśli chodzi o rodzaj zwierząt zaprzęgowych, Polska obfituje w woły i konie, nie posiada natomiast wielbłądów, osłów i mułów; sprowadza się je niekiedy skądinąd, ale zadomowić się im trudno. Bogaty jest ten kraj także w owce i kozy. Również i ptactwa nieprzebrane ma ilości, bo oprócz hodowanego po zagrodach drobiu - kur i kogutów, tak samo jak sprowadzonych całkiem od niedawna indyków - nie brak gęsi, kaczek i gołębi. Do wyszukanych przysmaków należą: drop - niektórzy zwą go także bistardą, a to dlatego, że jest nieco ociężały w ruchach z powodu masywnego ciała, i ledwie odrywa się od ziemi; następnie paw, żuraw, łabędź, kuropatwa, jarząbek, przepiórka oraz ptaki zwane przez naszą ludność cietrzewiem, cieciorką i głuszcem, to jest jakby mającym przytępiony słuch. I żeby już pominąć drapieżne orły, sokoły, jastrzębie, kanie, sępy, krogulce, czaple i wiele innych, występuje również olbrzymia ilość mniejszych ptaków, nadających się do jedzenia.

Wśród tych ostatnich słynie szczególnie ptaszek, który wraz ze śniegiem pojawia się niemal wyłącznie na równinach pod Łowiczem i niebawem znika; niewiele większy od wróbla, nazwę śnieguły otrzymał od śniegu.

Rzadziej spotkać można drozda i pardwę, którą określamy tu nazwą ojczystą, bo łacińskiej nie mamy. Jest to ptak leśny, niewiele mniejszy od kury; żyje na równinach Rusi i Podola.

Tamże spotyka się zielononogie przepiórki, których przepiórki spożycie powoduje konwulsje.

Większe i delikatniejsze z ptaków odlatują stadami w okresie poprzedzającym nastanie zimy, a powracają z nową wiosną; niektóre mniejsze, jak jaskółki i jerzyki, łączą się wzajemnie nóżkami i skrzydełkami tworząc jeden spleciony kłąb i zanurzają się w głąb jezior, bagien i stawów, z nastaniem zaś wiosny wynurzają się z wody, rozplątują swoje więzy i ulatują w powietrze. Kiedy w zimie rybacy wyciągną je w sieciach, choć pozbawione czucia i nieruchome - odżywają, jeśli je zbliżyć do ognia albo umieścić na ciepłym przypiecku i zaczynają fruwać, lecz natychmiast zamierają, czy to od przemarznięcia, czy to od ciepłoty ognia i od dymu, do którego nie przywykły. Wszystkie inne, bardziej wytrzymałe na mróz, pędzą życie w lasach albo w pobliżu domostw i osiedli.




Tekst za wydaniem:
Marcin Kromer: Polska czyli o położeniu, ludności, obyczajach, urzędach i sprawach publicznych Królestwa Polskiego księgi dwie.
Przekład:   Stefan Kozikowski.
Wydawnictwo Pojezierze, Olsztyn 1977.

Ryciny żubra, łosia i tura pochodzą z tego wydania. Tytuł całości pochodzi od redakcji Zwojów.









Copyright © 1997-200
7 Zwoje