
BUDOWA CHINSKIEGO MURU
Beim Bau der chinesischen Maurer
FRANZ KAFKA
Chinski Mur w punkcie najbardziej wysunietym na polnoc jest juz ukonczony.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Chinski Mur w punkcie najbardziej wysunietym na polnoc jest juz ukonczony. Budowe prowadzono od strony poludniowo-zachodniej i poludnio-wschodniej i tutaj mur polaczono. Ten system podzialu na czesci byl rowniez podczas budowy stosowany w mniejszym zakresie przez obie wielkie armie robocze, armie wschodnia i zachodnia. Odbywalo sie to w ten sposob, ze tworzono grupy, zlozone mniej wiecej z dwudziestu robotnikow, ktore mialy za zadanie postawic odcinek muru dlugosci okolo pieciuset metrow, jednoczesnie zas grupa sasiednia, zmierzajaca tamtej naprzeciw, budowala mur takiej samej dlugosci. Kiedy jednak doszlo do polaczenia obu odcinkow, wcale nie prowadzono dalszej budowy na nastepnym tysiacu metrow, lecz kazda grupe robotnikow przesuwano do dalszego stawiania muru w zupelnie inne okolice. Przy takim systemie powstaly naturalnie w murze liczne powazne luki, ktore stopniowo i powoli wypelniano, chociaz niektore z nich dopiero wowczas, gdy ukazalo sie juz obwieszczenie o ukonczeniu muru. Co wiecej, istnieja podobno luki, ktorych w ogole nie zamurowano, jest to jednak twierdzenie nalezace byc moze do wielu legend, powstalych w zwiazku z budowa muru; czlowiek sam na wlasne oczy i wlasna miara wskutek olbrzymiej rozleglosci budowy w zadnym razie nie zdola tego sprawdzic.
Istnieja podobno luki, ktorych w ogole nie zamurowano.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Oczywiscie mozna by zrazu sadzic, ze byloby pod kazdym wzgledem korzystniej prowadzic budowe w sposob ciagly, albo przynajmniej kazda z dwoch glownych czesci stawiac jako calosc. Mur przeciez, jak powszechnie sie glosi i jak wszystkim wiadomo, pomyslany zostal jako oslona przed ludami polnocy. Czy jednak mur, ktory nie stanowi zwartej calosci, moze chronic? Taki mur nie tylko nie chroni, lecz sam znajduje sie w ciaglym niebezpieczenstwie. Odosobnione fragmenty muru w pustynnych okolicach z latwoscia moga byc wciaz na nowo burzone przez koczownikow, zwlaszcza ze w tym wlasnie czasie owe plemiona, przestraszone budowa muru, z niepojeta szybkoscia – jak szarancza przenosily sie z miejsca na miejsce i d1atego moze orientowaly sie w caloksztalcie postepujacej budowy lepiej od nas – budowniczych muru. Mimo wszystko jednak dzielo nie moglo chyba zostac inaczej niz w ten wlasnie sposob wykonane. Zeby to zrozumiec, trzeba wziac pod uwage, ze mur mial byc nasza oslona na czas dlugich stuleci; najstaranniej przeprowadzona budowa, wykorzystanie wiedzy wszystkich znanych epok i narodow w zakresie budownictwa, stale poczucie osobistej odpowiedzialnosci budowniczych, nalezaly do nieodzownych warunkow wykonania tego dziela. Przy mniej waznych robotach mozna bylo zatrudnic niewykwalilfikowanych robotnikow z ludu, pracujacych na dniowki – mezczyzn, kobiety, dzieci, kazdego, kto zglosil sie ze wzgledu na niezly zarobek;
Przy mniej waznych robotach mozna bylo zatrudnic
niewykwalilfikowanych robotnikow z ludu,
pracujacych na dniowki – mezczyzn, kobiety, dzieci.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
ale juz do kierowania czterema robotnikami konieczny byl roztropny pracownik, zaprawiony w zawodzie murarskim, czlowiek, ktory calym sercem potrafil wczuc sie w zamierzenia budowniczych. Im zas wazniejsza powierzano prace, tym wieksze byly wymagania. I rzeczywiscie odpowiedni ludzie znalezli sie do dyspozycji, chociaz moze nie w takiej masie, jaka przy tej budowie okazala sie konieczna, ale mimo wszystko liczba ich byla ogromna.
Do kierowania czterema robotnikami konieczny byl roztropny pracownik,
zaprawiony w zawodzie murarskim,
czlowiek, ktory calym sercem potrafil wczuc sie w zamierzenia budowniczych.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Do realizacji dziela nie przystapiono w sposob lekkomyslny. Na piecdziesiat lat przed rozpoczeciem budowy ogloszono w calych Chinach, ktore postanowiono otoczyc murem, sztuke budowlana, a zwlaszcza rzemioslo murarskie za najwazniejsza dziedzine wiedzy, a wszystkie inne sprawy uznawano tylko w tej mierze, w jakiej laczyly sie one z budownictwem. Przypominam sobie dokladnie, ze jako male dzieci, jeszcze niezbyt pewnie stojace na nogach, gromadzilismy sie w ogrodku naszego nauczyciela i musielismy budowac z kamykow cos w rodzaju muru, po czym nauczyciel, podkasawszy swe szaty, w biegu rzucal sie na ten mur i oczywiscie wszystko rozwalal, a nam tak ostro wypominal nieudolnosc budowy, ze zanoszac sie od placzu rozbiegalismy sie na wszystkie strony i wracalismy do rodzicow. Drobny to szczegol, ale znamienny dla ducha owych czasow.Szczesliwym zbiegiem okolicznosci, rozpoczeto budowe muru, wlasnie kiedy zdalem ostatni egzamin w najnizszej szkole. Mowie o szczesciu, poniewaz wielu ludzi, ktorzy wczesniej osiagneli szczyty dostepnego im wyksztalcenia, przez dlugie lata nie wiedzialo, co poczac ze swoja wiedza i marzac o najwspanialszych budowlach tulalo sie z miejsca na miejsce, nie przynoszac nikomu pozytku, i cale ich masy staczaly sie na dno nedzy. Ci jednak, ktorzy wreszcie znalezli sie przy budowie, chociazby jako najnizsi ranga kierownicy prac, rzeczywiscie okazali sie godni tego zaszczytu. Byli to murarze, ktorzy wiele mysleli o swym dziele i nie przestawali sie nad nim zastanawiac, czuli sie bowiem zrosnieci z budowa od chwili, gdy polozyli pierwszy kamien pod fundamenty.
Ci jednak, ktorzy wreszcie znalezli sie przy budowie,
chociazby jako najnizsi ranga kierownicy prac,
rzeczywiscie okazali sie godni tego zaszczytu.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Murarzy tych ozywiala naturalnie nie tylko chec jak najrzetelniejszego wykonania pracy, lecz rowniez niecierpliwosc, z jaka pragneli wreszcie ujrzec skonczone dzielo w calej jego doskonalosci. Nie zna tej niecierpliwosci najemny robotnik, ten goni tylko za zarobkiem, natomiast wyzsi, a nawet sredniej rangi kierownicy widza tyle szczegolow postepujacej budowy, ze juz to samo podnosi ich na duchu. Ale o nizszych pracownikow, umyslowo przerastajacych postawione im, male na pozor zadania, trzeba bylo zatroszczyc sie w inny sposob. Trudno bylo na przyklad nakazac im przez cale miesiace, a nawet lata, stawiac kamien na kamieniu w jakiejs nie zamieszkanej, pustynnej okolicy, o setki mil od ich stron rodzinnych; beznadziejnosc takiej wytezonej pracy, nie wiodacej do celu nawet na przestrzeni dlugiego zycia ludzkiego, wtracilaby ich w rozpacz, a przede wszystkim zmniejszylaby ich wydajnosc.
...przez cale miesiace, a nawet lata, stawiac kamien na kamieniu ...
beznadziejnosc takiej wytezonej pracy,
nie wiodacej do celu nawet na przestrzeni dlugiego zycia ludzkiego...
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Dlatego zdecydowano sie na wieloczesciowy system budowy. Piecset metrow muru mozna bylo zbudowac w czasie pieciu mniej wiecej lat; potem kierownicy raczej byli juz nazbyt wyczerpani, tracili cale zaufanie do siebie, do swego dziela i do swiata. Dlatego, dopoki jeszcze zyli podnioslymi nastrojami, wywolanymi uroczystoscia polaczenia muru, przenoszono ich w dalekie, bardzo dalekie strony; w czasie podrozy ogladali tu i owdzie wznoszace sie juz gotowe kompleksy murow, przejezdzali obok kwater wyzszych kierownikow, ktorzy wreczali im odznaczenia honorowe, slyszeli radosne okrzyki nowych armii roboczych, przybylych z glebi kraju, widzieli, jak wycinano cale lasy przeznaczone na budowe rusztowan, widzieli, jak rozbijano gory na pojedyncze bloki kamienne, wysluchiwali w swietych miejscach spiewow poboznych ludzi, ktorzy modlili sie o ukonczenie dziela.
...slyszeli radosne okrzyki nowych armii roboczych, przybylych z glebi kraju...
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
To wszystko usmierzalo ich niecierpliwosc. Spokojne zycie, panujace w ich stronach rodzinnych, w ktorych przez pewien czas przebywali, dodawalo im sil, a powazanie, jakim cieszyli sie wszyscy pracownicy budowlani, pokorna wiara, z jaka sluchano ich opowiesci, nadzieje, jakie prosty, cichy obywatel laczyl z przyszlym ukonczeniem muru, to wszystko budzilo nowy entuzjazm. Jak wiecznie ufne dzieci zegnali sie wowczas z rodzinnymi stronami, opanowywala ich nieprzeparta chec dalszej pracy przy dziele narodowym. Wyjezdzali z domu wczesniej, niz to bylo konieczne, polowa mieszkancow odprowadzala ich daleko poza granice wioski. Na wszystkich drogach oddzialy robotnikow, flagi, sztandary – nigdy dotychczas nie widzieli, ze tak wielka, bogata, piekna i godna milosci jest ich kraina. Kazdy rodak byl bratem, dla ktorego stawialo sie mur obronny, bratem, ktory wraz z wszystkim, co posiadal i czym byl, przez cale swe zycie pozostawal im wdzieczny za ich prace. Jednosc! Jednosc! Piers przy piersi, wspolny marsz calego narodu, krew, juz nie uwieziona w ciasnym ukladzie krazenia, lecz blogo plynaca i ciagle powracajaca poprzez nieskonczone Chiny.
Jednosc! Jednosc! Piers przy piersi, wspolny marsz calego narodu,
krew, juz nie uwieziona w ciasnym ukladzie krazenia,
lecz blogo plynaca i ciagle powracajaca poprzez nieskonczone Chiny.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Dzieki temu wlasnie staje sie zrozumialy system budowania muru odcinkami; istnieja jednakze dalsze jeszcze przyczyny. Nic tez nadzwyczajnego, ze tak dlugo zatrzymuje sie przy tej sprawie; jest ona centralna idea calej budowy muru, chociaz zrazu moglaby sie wydawac malo istotna. Ale nie mozna nigdy dosyc gleboko wniknac wlasnie w te kwestie, jesli sie zamierza przekazac mysli i przezycia swej epoki.Przede wszystkim trzeba sobie jednak powiedziec, ze dokonano wowczas dziel, ktore niewiele ustepuja budowie Wiezy Babilonskiej, lecz jesli chodzi o zboznosc celu, przynajmniej zgodnie z ludzkimi zamiarami, stanowia one wlasnie przeciwienstwo tamtej budowy. Wspominam o tym, poniewaz w czasach, gdy zaczynano stawiac mur, pewien uczony napisal ksiazke, w ktorej ukazal bardzo dokladnie powyzsze analogie. Staral sie tym sposobem udowodnic, ze budowa Wiezy Babilonskiej nie doszla do skutku wcale nie z gloszonych powszechnie powodow albo ze przynajmniej wsrod tych znanych przyczyn nie wymienia sie najwazniejszych. Jego materialy dowodowe skladaly sie nie tylko z rozpraw i sprawozdan, ale – jak twierdzil – przeprowadzil nawet na miejscu badania i wykryl, ze budowa spelzla i musiala spelznac na niczym na skutek slabosci fundamentow. Oczywiscie pod tym wzgledem nasze czasy ogromnie przewyzszaja tamta zamierzchla epoke. Prawie kazdy wyksztalcony wspolczesny czlowiek jest z zawodu murarzem, nieomylnym w kwestiach dotyczacych zakladania fundamentow.
Prawie kazdy wyksztalcony wspolczesny czlowiek jest z zawodu murarzem,
nieomylnym w kwestiach dotyczacych zakladania fundamentow.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Lecz ow uczony nie zamierzal wcale na tym poprzestac, ponadto bowiem stwierdzal, ze nasz Wielki Mur stanowic bedzie po raz pierwszy w dziejach ludzkosci bezpieczny fundament pod budowe nowej Wiezy Babilonskiej. A wiec wpierw mur, a nastepnie wieza. Ksiazka byla wowczas przez wszystkich rozchwytywana, ale wyznam, ze jeszcze dzisiaj niezupelnie rozumiem, jak ow uczony wyobrazal sobie budowe takiej wiezy.
Lecz ow uczony ... stwierdzal, ze nasz Wielki Mur stanowic bedzie
po raz pierwszy w dziejach ludzkosci
bezpieczny fundament pod budowe nowej Wiezy Babilonskiej.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
W jaki sposob mur, ktory nie tworzyl nawet zamknietego kregu, tylko pewnego rodzaju wycinek kola lub polkole, mial stac sie fundamentem wiezy? Moglo to przeciez byc tylko rozumiane w sensie symbolicznym. Ale do czego by sluzyl wowczas mur, ktory byl czyms rzeczywistym, dzielem trudu i zycia setek tysiecy ludzi? I po co w owej ksiazce nakreslono plany wiezy, co prawda bardzo mgliste, po co przedstawiono szczegolowe propozycje zjednoczenia sil narodu przy tym poteznym, nowym dziele?Wiele w owym czasie – ta ksiazka stanowi tylko jeden z przykladow – bylo zametu myslowego, byc moze z tego wlasnie powodu, ze tak liczne rzesze usilowaly w miare moznosci na tym jednym zadaniu skupic cala swoja uwage. Istota ludzka, w gruncie rzeczy lekkomyslna, z natury podobna do unoszacego sie w powietrzu pylu, nie znosi zadnego skrepowania; nawet gdy sama sobie nalozy peta, wkrotce jak szalona zacznie szarpac swe wiezy i wreszcie mur, lancuch oraz sama siebie rozerwie na strzepy. Mozliwe, ze i takie poglady, stojace nawet w sprzecznosci z idea postawienia muru, uwzglednione zostaly przez kierownictwo przy decydowaniu sie na etapowa budowe. My – mowie tutaj w imieniu wielu ludzi – poznawalismy wlasciwie dopiero samych siebie powtarzajac litere po literze rozporzadzenia wladz naczelnych i dochodzilismy do wniosku, ze gdyby nie nasze kierownictwo, to ani wiedza wyniesiona ze szkoly, ani nasz ludzki rozsadek nie wystarczylyby nawet do wykonania drobnych zadan, ktore nam powierzono w ramach tej wielkiej calosci. W pomieszczeniu, w ktorym urzedowalo naczelne kierownictwo – gdzie zas ono sie znajdowalo i kto w nim zasiadal, nie wiedzial i nie wie nikt, kogo o to pytalem – w tym pomieszczeniu krazyly chyba wszystkie ludzkie mysli i pragnienia oraz dla przeciwwagi rowniez wszystkie ludzkie losy i spelnione nadzieje. A na dlonie kreslacych plany kierownikow padal przez okno odblask boskich swiatow.
I dlatego nielatwo bezstronnemu obserwatorowi pojac, ze kierownictwo – gdyby naprawde tego chcialo – nie umialo przezwyciezyc rowniez wszelkich trudnosci stojacych na przeszkodzie jednolitej budowie muru. Pozostaje wiec tylko wniosek, ze zwierzchnictwo z gory zamierzalo stawiac mur malymi odcinkami. Ale budowanie odcinkami bylo jedynie srodkiem zastepczym, chybiajacym ponadto celu. Z tego wynika, ze kierownictwo chcialo czegos, co nie mialo sensu. – Dziwaczny wniosek! – Oczywiscie, ale rowniez z innych powodow jest on usprawiedliwiony. Dzisiaj mozna juz chyba o tym mowic, nie narazajac sie na niebezpieczenstwo. Wowczas bowiem ukrywana skrzetnie zasada wielu, nawet najwartosciowszych ludzi, bylo: probuj, jak tylko mozesz, zglebic zarzadzenia zwierzchnikow, ale tylko do pewnej granicy, potem przestan sie zastanawiac. Bardzo rozsadna zasada, ktora zostala zreszta jeszcze szerzej wyjasniona w powtarzanej czesto pozniej przypowiesci: Nie dlatego, zeby ci to mialo zaszkodzic, powinienes zrezygnowac z dalszego wyciagania wnioskow, nie jest bowiem wcale rzecza pewna, czy ci to zaszkodzi. Nie mozna tu w ogole mowic o szkodliwosci i nieszkodliwosci. Po prostu stanie sie z toba to samo, co z rzeka na wiosne. Rzeka wzbiera, rosnie w potege, lepiej uzyznia ziemie nad swoimi rozleglymi brzegami, przedluza swe trwanie i bieg ku morzu i jest don podobniejsza i wspanialsza. – Tak dalece zastaniawiaj sie nad zarzadzeniami kierownictwa. Potem jednak rzeka wystepuje z brzegow, traci zarysy i ksztalty, plynie ku swemu ujsciu wolniej, usiluje wbrew przeznaczeniu stworzyc male morze srodladowe, szkodzi uprawnym polom, a przeciez nie moze na stale zachowac takich rozmiarow, lecz znowu splywa w dawne lozysko i nawet zalosnie wysycha podczas nastepnej, goracej pory roku. – Tak dalece nie zastanawiaj sie nad zarzadzeniami kierownictwa.
Przypowiesc ta mogla oczywiscie byc nader trafna w okresie budowy muru, dla mojej dzisiejszej relacji posiada ona jednak znaczenie co najmniej ograniczone. Moje dociekania maja wszakze tylko waznosc historyczna, z rozwianych dawno oblokow zaden grom juz nie spadnie i dlatego moge szukac dla budowy muru odcinkami wyjasnienia, siegajacego glebiej niz wszystko, czym sie niegdys probowano zadowolic. Granice wyznaczone mi przez moja inteligencje sa i tak dosyc ciasne, obszary zas, ktore musze przebyc – niezmierzone.
Granice wyznaczone mi przez moja inteligencje sa i tak dosyc ciasne,
obszary zas, ktore musze przebyc – niezmierzone.
Przed kim mial nas Wielki Mur chronic?
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Przed kim mial nas Wielki Mur chronic? Przed plemionami polnocy. Pochodze z poludniowo-wschodnich Chin. Zadne plemie z polnocy nie moze nam tutaj zagrozic. Czytamy o nich w starozytnych kiegach; okrucienstwa, ktore ludy te zgodnie ze swa natura popelniaja, dobeda nam czasem z piersi westchnienie w cichej altanie. Na trafnie odmalowanych obrazach artystow ogladamy te twarze potepiencow, szeroko rozwarte pyski, szczeki najezone ostrymi dlugimi zebami, przebiegle zmruzone oczy, jak gdyby juz z ukosa wypatrujace lupu, ktory zmiazdza i rozerwa w swych paszczach. Gdy dzieci bywaja niegrzeczne, pokazujemy im te obrazki i dziatwa z placzem tuli sie zaraz do naszej piersi. Ale nic wiecej o tych polnocnych ludach nie wiemy. Nie widzielismy ich nigdy i jesli pozostaniemy w naszej wiosce, nigdy ich nie ujrzymy, nawet gdyby na dzikich koniach zechcieli pedzic na oslep prosto w nasze okolice – zbyt wielki jest kraj, zeby mogl ich az do nas przepuscic, zablakaja sie w pustce bez konca.Jesli wiec tak sie rzeczy maja, dlaczego porzucamy ojczyste strony, nasza rzeke i mosty, matke i ojca, placzaca zone, dzieci, ktore powinny sie uczyc, i sami odjezdzamy do szkoly w odleglym miescie, a mysla wybiegamy jeszcze dalej na polnoc, do budowy muru? Dlaczego? – Spytaj kierownikow. Oni nas znaja. Oni, ktorzy martwia sie o najwazniejsze sprawy, wiedza o nas wszystko, znaja nasze drobne zajecia, widza, jak wspolnie siedzimy pod niska strzecha, a modlitwa, ktora ojciec rodziny odmawia w kregu swych najblizsych, podoba sie im albo sie nie podoba. I, jesli wolno mi w ten sposob myslec o kierownictwie, chcialbym powiedziec, ze moim zdaniem kierownictwo istnialo juz wczesniej i wcale nie pojawilo sie tak, jak na przyklad najwyzsi mandaryni, ktorzy nabrawszy pod wplywem pieknego porannego snu ochoty do dzialania, w pospiechu zwoluja posiedzenie, jak najspieszniej podejmuja decyzje i wieczorem wsrod bicia bebnow zmuszaja mieszkancow do zrywania sie z lozek, kazac im wykonac zarzadzenie, chociazby chodzilo jedynie o zorganizowanie iluminacji ku czci jakiegos bostwa, ktore wczoraj okazalo sie dla panow przychylne, mimo ze juz nazajutrz, zaledwie wygasna lampiony, cwicza tych ludzi w jakims ciemnym zaulku. Tymczasem nasze kierownictwo istnialo juz chyba z dawien dawna, tak samo zas bylo z postanowieniem budowy muru. A niewinne i plemiona z polnocy wierzyly, ze wlasnie one to spowodowaly, a czcigodny, nieswiadomy niczego cesarz sadzil rowniez, ze on wydal takie zarzadzenie. My, ktorzy stawialismy mur, wiemy, ze bylo inaczej, i milczymy.
My, ktorzy stawialismy mur, wiemy, ze bylo inaczej, i milczymy.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Juz wowczas w okresie budowy muru i pozniej – az do dzisiejszego dnia zajmowalem sie niemal wylacznie etnologia porownawcza – albowiem istnieja okreslone zagadnienia, ktorych tajniki zglebic mozna w jakiejs mierze tylko przy pomocy tej nauki – i przy tym stwierdzilem, ze my, Chinczycy, posiadamy niektore instytucje narodowe i panstwowe odznaczajace sie jedyna w swoim rodzaju prostota, inne zas sa wyjatkowo niezrozumiale. Zawsze mnie korcilo i jeszcze dzisiaj korci mnie zbadanie przyczyn takiego stanu rzeczy, zwlaszcza zas tego drugiego zjawiska, gdyz powyzsze kwestie dotycza w znacznej mierze rowniez budowy muru.
My, Chinczycy, posiadamy niektore instytucje narodowe i panstwowe odznaczajace sie
jedyna w swoim rodzaju prostota, inne zas sa wyjatkowo niezrozumiale.
... powyzsze kwestie dotycza w znacznej mierze rowniez budowy muru.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Tak wiec do najbardziej niezrozumialych naszych instytucji nalezy przede wszystkim wladza cesarska. Oczywiscie, zwlaszcza kola dworskie w Pekinie maja w tych sprawach pewne rozeznanie, chociaz jest ono raczej pozorne niz rzeczywiste. Takze profesorowie prawa panstwowego i historii udaja tylko, ze sa w tych sprawach dobrze zorientowani i ze moga swoja wiedze przekazac studentom. Latwo zrozumiec, ze im nizej schodzi sie do szkol podstawowych, tym bardziej zanikaja watpliwosci dotyczace znajomosci zagadnienia i polowiczna wiedza zalewa na wysokosc szczytow gorskich nieliczne, od wiekow wykute formulki, ktore wprawdzie nic nie stracily ze swej odwiecznej oczywistosci, lecz w tych oparach mgly pozostana niezrozumiane na wieki.Ale o instytucje cesarstwa trzeba by moim zdaniem pytac wlasnie lud, poniewaz on jest ostatnia podpora cesarza. Co prawda moge tu mowic jedynie o moich stronach rodzinnych. Jesli pominac bostwa pol uprawnych i odbywajace sie przez caly rok ku ich czci tak bardzo urozmaicone i piekne nabozenstwa – wszystkie nasze mysli kierujemy ku cesarzowi. Nie ku obecnie panujacemu jednakze albo raczej – kierowalibysmy mysli ku niemu, gdybysmy go znali lub mieli o nim jakies dokladne wiadomosci. Wprawdzie zawsze staralismy sie gorliwie czegos z tej dziedziny dowiedziec – tego jednego bylismy ciekawi – ale – choc brzmi to dziwnie, nie moglismy uzyskac niemal zadnych dokladnych danych ani od pielgrzyma, ktory przeciez wedruje przez liczne krainy, ani od mieszkancow bliskich lub odleglych wiosek, ani od marynarzy, ktorzy zegluja nie tylko po naszych rzeczkach, ale i po swietych rzekach. Wiele sie wprawdzie slyszalo, z tej wielosci wszakze nie mozna bylo nic scislego wylowic.
Kraj nasz jest tak wielki – zadna basn nie odtworzy jego ogromu, wystarczy dlan zaledwie sklepienia niebios – ale Pekin jest tylko jednym malym punktem, a cesarski palac co najwyzej drobnym punkcikiem. Natomiast wielkosc cesarza sama w sobie siega ponad wszystkie pietra swiata. Zywy cesarz, czlowiek do nas podobny, tak jak my wypoczywa w lozku, ktore jest chyba dosc obszerne, ale ktoz wie, moze nawet bywa niekiedy zbyt waskie i krotkie. Podobnie jak my cesarz prostuje czasem konczyny, a gdy jest bardzo zmeczony, ziewa zarysowanymi delikatnie ustami. Ale jak mamy sie o tym dowiedziec my, ludzie z poludnia, oddaleni o tysiace mil – bo przeciez graniczymy juz prawie z wyzyna Tybetu. Ponadto zas kazda wiesc, nawet gdyby do nas dotarla, nadeszlaby zbyt pozno i od dawna bylaby juz przestarzala. Wokol cesarza tloczy sie blyszczacy, a jednak mroczny tlum dworakow – zlosliwosc i wrogosc przebrana w szaty sluzby i przyjaciol – przeciwwaga cesarstwa, zawsze gotowych zatrutymi strzalami zestrzelic cesarza z chwiejacej sie szali tronu. Instytucja cesarstwa jest niesmiertelna, ale poszczegolni cesarze upadaja, traca wladze, nadchodzi nawet zmierzch calych dynastii i oddech ich konczy sie jednym krotkim rzezeniem. O tych walkach i cierpieniach narod nigdy sie nie dowie; jak zapoznieni, obcy w miescie przybysze stoja wszyscy u konca ciasno zatloczonej i bocznej uliczki, spokojnie spozywajac zapasy zabrane na droge, podczas gdy na rynku w srodmiesciu, z dala od nich, odbywa sie egzekucja ich pana.
Istnieje podanie, ktore doskonale wyraza te wzajemne stosunki. Cesarz – glosi podanie – tobie, prostemu czlowiekowi, nedznemu swemu poddanemu, cieniowi, ktory przed sloncem cesarskim skryl sie w najdalszej dali, tobie wlasnie z loza smierci pragnie ow cesarz przeslac wazna nowine. Goncowi kazal kleknac obok lozka i szeptem przekazal mu te wiadomosc; tak bardzo mu na niej zalezalo, ze kazal ja sobie jeszcze powtorzyc na ucho.
Cesarz tobie, prostemu czlowiekowi, nedznemu swemu poddanemu, cieniowi,
ktory przed sloncem cesarskim skryl sie w najdalszej dali,
tobie wlasnie z loza smierci pragnie ow cesarz przeslac wazna nowine.
Goncowi kazal kleknac obok lozka i szeptem przekazal mu te wiadomosc...
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
...tak bardzo mu na niej zalezalo, ze kazal ja sobie jeszcze powtorzyc na ucho.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Skinieniem glowy potwierdzil, ze goniec dokladnie go zrozumial. I wobec wszystkich swiadkow swojej smierci – albowiem wielkie zawadzajace sciany zostaly zburzone i na wznoszacych sie daleko w gore tarasach stoja kolem magnaci calego kraju – wobec tych wszystkich ludzi odprawil posla. Goniec wyruszyl natychmiast – silny niezmordowany czlowiek toruje sobie droge przez cizbe, wysuwajac przed siebie raz to, raz tamto ramie, jesli spotyka sie z oporem, wskazuje na swa piers, gdzie widnieje znak slonca; totez latwiej od innych przepycha sie naprzod.
Goniec wyruszyl natychmiast – silny niezmordowany czlowiek toruje sobie droge przez cizbe,
wysuwajac przed siebie raz to, raz tamto ramie,
jesli spotyka sie z oporem, wskazuje na swa piers, gdzie widnieje znak slonca...
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Ale tlumy sa tak liczne; mieszkania tych ludzi ciagna sie bez konca. Gdyby otwarla sie przed nim wolna przestrzen, jakze raznie pomknalby przed siebie i chyba wkrotce uslyszalbys juz u swoich drzwi radosne uderzenia jego piesci. Lecz jakze bezskutecznie musi sie trudzic; wciaz jeszcze usiluje przecisnac sie przez komnaty centralnego palacu; nigdy tedy nie przejdzie, a gdyby mu sie to nawet udalo, jeszcze by nic nie zyskal; trzeba by przebyc nowe dziedzince, po dziedzincach zas drugi, okalajace palac; i znowu schody i place; i jeszcze jeden palac; i tak ciagle przez tysiaclecia; a jesliby wreszcie wydostal sie za ostatnia brame – ale nigdy, przenigdy to sie nie stanie – rozciagnie sie dopiero przed nim stolica, srodek swiata, cala zasypana wlasnymi odpadkami. Nikt tamtedy nie przebrnie, zwlaszcza zas z poselstwem od zmarlego. – Ty zas siedzisz przy oknie i probujesz je sobie wymarzyc, kiedy zbliza sie wieczor.W ten wlasnie sposob taka beznadziejnosc i taka pelnie nadziei wiaze lud z wyobrazeniami o cesarzu. Nikt nie wie, jaki cesarz obecnie rzadzi i nawet co do nazwy dynastii istnieja watpliwosci. W szkole naucza sie po kolei wielu szczegolow, ale ogolna niewiedza w tych sprawach jest tak wielka, ze ogarnia ona nawet najlepszego ucznia. Na tronie stawia sie u nas nie zyjacych od dawna cesarzy, a ten, ktory juz tylko zyje w piesni, wlasnie w ostatnim czasie wydal rozporzadzenie, odczytywane przez kaplana przed oltarzem. Dopiero teraz stacza sie bitwy, ktore odbyly sie w dawnych wiekach, i z rozgoraczkowana twarza wpada sasiad do twego domu, przynoszac ci wiadomosc o tym wydarzeniu. Wciaz na nowo popelniaja swe zbrodnie zony cesarza wylegujace sie w sytosci na jedwabnych poduszkach, sprowadzane przez chytrych dworakow z zacnej drogi cnoty, palajace zadza wladzy, ogarniete chciwoscia, plawiace sie w rozkoszach. Im wiecej czasu przeminelo, tym jaskrawiej rozblyskuja wszystkie barwy i z glosnym okrzykiem zalosci nagle nasza wies dowiaduje sie, ze pewna krolowa sprzed tysiacleci dlugimi haustami spijala krew wlasnego malzonka.
Tak oto postepuje lud z dawnymi wladcami, a z kolei obecnie panujacych myli z umarlymi. Jesli kiedykolwiek na przestrzeni calego ludzkiego zywota zjawi sie przypadkiem w naszej wiosce cesarski urzednik, ktory odbywa objazdy prowincji i w imieniu panujacego wysuwa pewne zadania, sprawdza spisy podatkowe, wizytuje lekcje w szkole, wypytuje sie kaplana o nasze mysli i uczynki, i potem, zanim zasiadzie w swej lektyce podsumowuje to wszystko w rozwleklych napomnieniach skierowanych do spedzonych w tym celu mieszkancow gminy, wowczas usmiech zdziwienia wystepuje na wszystkich twarzach, jeden spoglada ukradkiem na drugiego i schyla sie ku swym dzieciom, azeby go urzednik nie mogl obserwowac. Jakze to, mysli sobie kazdy z nich, o umarlym mowi jak o zywym; ten cesarz juz przeciez dawno odszedl ze swiata, dynastia wygasla, pan urzednik kpi sobie z nas, ale bedziemy udawali, zesmy tego nie zauwazyli, aby go nie obrazic. Naprawde jednak bedziemy posluszni tylko rozkazom naszego obecnego pana, inaczej dopuscilibysmy sie grzechu. I gdy tylko oddali sie lektyka urzednika, jakis samowolnie wyniesiony na tron cesarz wydobywa sie ze zmurszalej urny i mocno staje na nogach jako pan naszej wioski.
Podobnie tez przewroty panstwowe oraz wspolczesne wojny z reguly niewiele tylko obchodza tutejszych ludzi. Przypomina mi sie wlasnie pewne zdarzenie z czasow mej mlodosci. W sasiedniej, lecz badz co badz znacznie oddalonej od nas prowincji wybuchlo powstanie. Nie pamietam juz jego przyczyn, zreszta nie sa one dla nas wazne. Kazdego poranka nasuwa sie tam dosyc powodow do wszczecia powstania, lud jest w tych stronach niespokojny. Otoz pewnego razu jakis zebrak, ktory wedrowal po tej prowincji, przyniosl do domu mojego ojca ulotke wydana przez powstancow. Obchodzilismy wlasnie swieto, nasze izby pelne byly gosci, posrodku siedzial kaplan, odczytujacy ulotke. Nagle wszyscy wybuchneli smiechem, w tloku podarto kartke, zebrak, ktorego wprawdzie juz sowicie obdarowano, zostal wypchniety kulakami z pokoju. Wszyscy sie rozeszli. Dlaczego? Otoz dialekt sasiedniej prowincji rozni sie powaznie od naszego narzecza, co wyraza sie tez w pewnych formach jezyka pisanego, ktore dla nas maja charakter archaiczny. Ledwie wiec kaplan odczytal dwie strony, wszystko bylo wiadome. Przeciez to stare dzieje, o ktorych dawno slyszano, ktore sie juz dawno przebolalo. I chociaz, jak sobie przypominam, ustami tego zebraka przemawiala do nas nieodparcie grozna prawda zyciowa, ze smiechem kiwano glowami i nie chciano o tym slyszec. Tak latwo wymazuje sie u nas terazniejszosc.
Jesliby ktos na podstawie tych zjawisk doszedl do wniosku, ze w rzeczywistosci nie mamy zadnego cesarza, nie mijalby sie zbytnio z prawda. Powtarzam: nie istnieje chyba lud bardziej do cesarza przywiazany niz my, mieszkancy poludnia, ale to przywiazanie na nic sie nie zda cesarzowi. Co prawda z kolumienki u skraju wioski swiety smok swoj dech ognisty holdowniczo kieruje dokladnie w kierunku Pekinu, ale Pekin jest dla ludzi ze wsi czyms bardziej odleglym niz zycie pozagrobowe. Czyzby doprawdy istniala taka wies, w ktorej dom stoi przy domu, zakrywajac wszystkie pola, dalej niz mozna siegnac wzrokiem z naszego wzgorza i gdzie miedzy tymi domami stoja we dnie i w nocy ludzie – glowa przy glowie? Latwiej, niz wyobrazic sobie takie miasto, moglibysmy uwierzyc, ze Pekin i tamtejszy cesarz stanowia jednosc, cos w rodzaju chmury, zmieniajacej spokojnie, pod sloncem swoje ksztalty na przestrzeni dziejow.
Nastepstwem takich pogladow jest oczywiscie swobodny, nieskrepowany tryb zycia. W zadnym razie nie pozbawiony jednak wiezow moralnych – bo takiej czystosci obyczajow jak w mej ojczyznie nie spotkalem prawie nigdzie w swych podrozach. – Ale jest to jednak tryb zycia niepodporzadkowany zadnemu dzisiejszemu prawu, uznajacy jedynie nauki i przestrogi, przekazane nam przez tradycje dawno minionych czasow.
Wystrzegam sie uogolnien i nie twierdze, ze w ten sam sposob ukladaja sie stosunki we wszystkich dziesieciu tysiacach wsi naszej prowincji, czy nawet w pieciuset chinskich prowincjach. Ale na podstawie wielu dziel z tej dziedziny, ktore przeczytalem, jak rowniez opierajac sie na wlasnych spostrzezeniach – zwlaszcza przy budowie muru material ludzki umozliwial wrazliwemu czlowiekowi wedrowke przez dusze mieszkancow wszystkich niemal prowincji – a wiec w oparciu o to wszystko moge chyba powiedziec, ze poglad panujacy na temat wladzy cesarza zawsze i wszedzie zachowuje pewien rys zasadniczy, wspolny z pogladami rozpowszechnionymi w moich ojczystych stronach. Nie pragne oczywiscie przedstawic tych pojec w dodatnim swietle, wprost przeciwnie. Co prawda powstaly one glownie z winy rzadzacych, ktorzy do dzisiejszego dnia w najstarszym panstwie swiata albo je zaniedbali dla spraw innych, albo tez nie umieli uksztaltowac instytucji cesarstwa jako wartosci tak oczywistej, azeby bezposrednio i bez przerwy promieniowala ona az po najdalsze granice kraju. Ale z drugiej strony na dnie tego zjawiska lezy tez brak wyobrazni lub silnej wiary w narodzie, ktory nie zdobyl sie na to, azeby cesarza wyrwac z samotni w Pekinie i przycisnac go zywego i wspolczesnego do swej wiernopoddanczej piersi, ktora przeciez pragnie tylko poczuc ten uscisk i w nim roztopic sie na wieki.
Nasze poglady nie sa wiec chyba zbyt chwalebne. Kazdego tym bardziej musi zdumiewac, ze wlasnie owa slabosc jest – jak sie okazuje – jedna z najwazniejszych sil jednoczacych narod; co wiecej, jesli mozna tu uzyc tak smialego okreslenia – jest po prostu gruntem, na ktorym zyjemy. Gdyby wiec owa ujemna ocene szczegolowo uzasadnic, nie bylaby to proba wstrzasniecia sumieniami, ale – znacznie gorzej – usuniecie gruntu spod naszych stop. I dlatego na razie nie mam zamiaru posunac sie dalej w rozwazaniach nad tym zagadnieniem.
Nasze poglady nie sa zbyt chwalebne.
Kazdego tym bardziej musi zdumiewac, ze wlasnie owa slabosc
jest jedna z najwazniejszych sil jednoczacych narod;
co wiecej – jest po prostu gruntem, na ktorym zyjemy.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Z niemieckiego przelozyl Alfred Kowalkowski
Andrzej Ploski (ur. 1949) jest znanym polskim artysta-malarzem, grafikiem i ilustratorem ksiazek. Wyksztalcony w krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych, od roku 1975 mieszka w Lund, w Szwecji.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||