MOJE WSPOMNIENIE O PROFESORZE





ANDRZEJ BUDZANOWSKI



Profesora Niewodniczanskiego poznalem, a raczej zobaczylem po raz pierwszy w lipcu 1949 roku w Tatrach nad Morskim Okiem. Wracalem wowczas z Rysow, gdzie mialem szczescie w tym dniu zobaczyc tak zwane "widmo Brokenu", tj. cien czlowieka na chmurze otoczony barwna aureola. Nie przypuszczalem wowczas, ze zarowno postac Profesora jak i optyczne zjawisko meteorologicznej glorii odegraja juz niedlugo wazna role w moim zyciu.

Na wyklady Profesora zaczalem uczeszczac w semestrze zimowym roku akademickiego 1950/1951. Fascynowala mnie zrecznosc, z jaka przy swojej ogromnej posturze poruszal sie w eleganckich zamszowych butach na miekkiej grubej sloninie wsrod przyrzadow wykonujac osobiscie znakomicie przygotowane demonstracje. Wiedzielismy, ze Profesor pracowal w drugiej polowie lat trzydziestych w Cambridge u Rutherforda. W ciemnych czasach stalinowskich byl wiec dla nas symbolem swiatowej fizyki, ktorej rabka tajemnicy uchylal nam w czasie naszych spotkan.

Profesor mial przy swoim gabinecie na drugim pietrze w Collegium Witkowskiego laboratorium pelne wspanialych przyrzadow, przywiezionych w latach powojennych z zachodnich stref okupacyjnych w Niemczech oraz otrzymanych w darze od przyjaciol rutherfordczykow. Jesienia 1953 roku Pani Danuta Kunisz, ktora byla wowczas opiekunem studentow III roku zawiadomila mnie, ze bede odrabial tak zwana III pracownie u Profesora. Sadzilem. ze bedzie to praca z optyki i nawet sprowadzilem z USA znakomity zreszta podrecznik Herzberga Spectra of Diatomic Molecules. Ku mojemu zaskoczeniu Profesor oswiadczyl: "Nie, praca bedzie z fizyki jadrowej. Mam tutaj artykul o liczniku iskrowym. Sprobujcie zbudowac taki licznik". Mialem wiec przez caly semestr zapewniony wstep do Jego laboratorium i dostep do wszystkich zgromadzonych tam skarbow. Z czelusci szuflady w olbrzymim biurku Profesor wydobyl kawalek rudy uranowej (smolki), ktorego mialem uzyc jako zrodla czastek alfa przy uruchamianiu licznika. Profesor byl urodzonym eksperymentatorem i cieszyl sie kazdym nowym urzadzeniem. Kiedy w liczniku zaczely przeskakiwac pierwsze iskry Profesor osobiscie sprawdzil, czy zblizanie i oddalanie smolki powoduje pojawianie sie i znikanie iskier. a nastepnie zawolal dr Janika. wowczas juz "wyzwolonego pracownika naukowego", u ktorego od pewnego czasu magistrantka p. Czawnicka bezskutecznie usilowala uruchomic podobny licznik. Profesor z duma oswiadczyl, ze w Jego laboratorium licznik dziala. Byla to charakterystyczna cecha Profesora. Zawsze cieszyl sie z sukcesow swoich uczniow. Dla uzupelnienia tej historii dodam, ze licznik p. Czawnickiej okazal sie byc dobrym, tylko zrodlo czastek alfa, ktorym dysponowala, bylo tak slabe, ze nie mogla otrzymac obserwowalnego efektu.

Po zakonczeniu III pracowni z zalem musialem opuscic skarbiec Profesora i zbudowac sobie nowe stanowisko doswiadczalne do pracy magisterskiej w pokoju 34, ktory byl glowna wylegarnia fizykow jadrowych.

Pamietam, kiedy przynioslem pierwsza pisana na maszynie propozycje tekstu pracy magisterskiej, Profesor stwierdzil, ze jest to zupelnie nieczytelne i udzielil mi swoich slynnych rad dotyczacych maszynopisania: jeden odstep po przecinku, dwa odstepy po kropce i piec a linea. Do dzis slysze jak wystukiwal palcem po biurku "tata tatata". I rzeczywiscie, teksty zaczely nagle pieknie wygladac.

Profesor mawial zawsze: "Kulego, musicie sami pisac na maszynie. Nigdy nie wiecie w jakich znajdziecie sie okolicznosciach". Swiete slowa. Brzmi to moze smiesznie. ale dzieki tym radom wiele moich prac moglem wyslac na czas do publikacji, nie mowiac juz o listach i dokumentach.

Duza przyjemnoscia bylo pisane prac z Profesorem. Umawialismy sie zwykle pozno wieczorem. Kiedy natrafial na niejasne zdanie czytajac na glos pytal "cos tu jest nie w porzadku". Do dzis stosuje z powodzeniem ten system.

Uwazalem Profesora za dziecko szczescia. Prace, ktore wykonalismy wspolnie z Profesorami Kazikiem Grotowskim i Adamem Strzalkowskim nad efektem Brokenu w rozpraszaniu czastek alfa byly pieknym polaczeniem zjawisk optycznych znanych w meteorologii z fizyka jadrowa. Tak jak gdyby Profesor polaczyl swoje mlodziencze bliskie Jego sercu prace z optyki z wielkim uznaniem, jakim darzyl Rutherforda. Znakomity przyklad jednosci praw fizyki. Do dzis pamietam entuzjastyczna kartke z kongresu w Japonii w roku 1967, na ktorym Profesor referowal nasze ostatnie wyniki z tej dziedziny. Pelni euforii nie wiedzielismy, ze bliska byla juz chwila, w ktorej musielismy sami stawic czolo trudnym czasom, jakie nastaly dla nauki polskiej po roku 1968 bez Jego opieki i rady. Zawsze przed podjeciem trudnych decyzji wywoluje w pamieci obraz naszego Papy i zadaje sobie pytanie, jak On by teraz postapil.


Tekst z rekopisu Autora z roku okolo 1988.




Profesor Dr. Andrzej Budzanowski jest Dyrektorem Instytutu Fizyki Jadrowej im. Henryka Niewodniczanskiego w Krakowie.




Tablica ku czci Henryka Niewodniczanskiego
w Instytucie Fizyki Jadrowej im. Henryka Niewodniczanskiego w Krakowie, 1988.
(Fot. Andrzej Kobos)





Teksty o Henryku Niewodniczanskim zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2003 Zwoje