
Pierwodruk ponizszego artykulu nastapil w tomie:
Henryk Niewodniczanski 1900 – 1968.
Materialy z Posiedzenia Naukowego PAU w dniu 17 listopada 2000 r.
Polska Akademia Umiejetnosci, Archiwum Nauki PAN i PAU,
W sluzbie nauki, Nr 8, 2003, Krakow 2003.Ilustracje, poza tymi, ktorych inne zrodlo podane jest explicité, pochodza rowniez z w/w ksiazki.
Pragne wyrazic tutaj serdeczne podziekowania trzem osobom:
- Panu Profesorowi Jerzemu Wyrozumskiemu, Sekretarzowi Generalnemu Polskiej Akademii Umiejetnosci (ktora posiada copyright na te ksiazke), za uprzejme udzielenie mi zgody na publikacje ponizszego artykulu i ilustracji w internetowych Zwojach.
- Panu Profesorowi Adamowi Strzalkowskiemu za przeslanie mi tej ksiazki oraz za natychmiastowe posredniczenie w uzyskaniu zgody PAU na te publikacje w Zwojach.
- Autorowi, Panu Profesorowi Kazimierzowi Grotowskiemu za przeslanie mi elektronicznej wersji tego tekstu.
Andrzej Kobos
HENRYK NIEWODNICZANSKI
TWORCA KRAKOWSKIEGO OSRODKA FIZYKI JADROWEJ
KAZIMIERZ GROTOWSKI
Henryk Niewodniczanski wykladajacy w Instytucie Fizyki Jadrowej w Krakowie, lata 1960.
(Archiwum Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie)
Blisko pol wieku temu, w Bronowicach, na obrzezach Krakowa, zaczely rosnac budynki, ktore sa dzisiaj siedziba Instytutu imienia Henryka Niewodniczanskiego. Jak to bylo mozliwe, ze w Krakowie, miescie prowincjonalnym, nie cieszacym sie u wladz PRL-u dobra opinia, powstala nowa instytucja naukowa, w ktorej zainstalowano nowoczesny na owe czasy akcelerator, cyklotron U-120? Dzieki temu, nadspodziewanie predko Krakow stal sie znanym osrodkiem fizyki jadrowej i jej zastosowan, ktorego prace zaczely byc cytowane w miedzynarodowych czasopismach naukowych. Bylo to niewatpliwa zasluga profesora Henryka Niewodniczanskiego, ktorego setna rocznice urodzin uczcilismy w Polskiej Akademii Umiejetnosci uroczysta sesja.Aby zrozumiec zdarzenia sprzed piecdziesieciu lat, powinnismy jeszcze raz, w skrocie, przesledzic droge zyciowa Henryka Niewodniczanskiego.
Urodzil sie w Wilnie, dnia 10 grudnia 1900 roku. Do szkol srednich uczeszczal w Wilnie, Rylsku i Briansku (Rosja) i znowu w Wilnie, gdzie w czerwcu 1920 roku uzyskal z odznaczeniem swiadectwo dojrzalosci. Studiowal nauki fizyczne, matematyczne i astronomiczne na Uniwersytecie Stefana Batorego.
Kopia pierwszej strony pierwszego indeksu Henryka Niewodniczanskiego,
Uniwersytet Stefana Batorego, Wilno, 1920.
(Courtesy: Profesor Romuald Brazis, Wilno)
W czerwcu 1924 roku uzyskal absolutorium, a rok pozniej stopien doktora filozofii, na podstawie rozprawy pt. O absorpcji pasmowej i fluorescencji par rteci.Nalezy pamietac, ze czasy gimnazjalne i poczatek studiow Niewodniczanskiego na Uniwersytecie to pierwsza wojna swiatowa, rewolucja i wojna bolszewicka, w ktorej bral – choc krotko – czynny udzial, wreszcie pierwsze, trudne lata w odrodzonej Polsce.
Bardzo predko poznano sie na wyjatkowych uzdolnieniach mlodego Henryka Niewodniczanskiego. Juz we wrzesniu 1921 roku zostaje stypendysta Departamentu Oswiaty Tymczasowej Komisji Rzadzacej Litwy Srodkowej, a cztery miesiace pozniej zastepca asystenta u profesora Waclawa Dziewulskiego. W 1927 wyjezdza na rok do Tybingi, gdzie pracuje pod kierunkiem profesora Walthera Gerlacha. Habilituje sie wiosna 1932 roku, majac 31 lat.
Zaraz po kolokwium habilitacyjnym Niewodniczanski poslubia Irene Prawochenska, corke Romana Prawochenskiego, profesora UJ. Jak powiedziala nam kiedys Pani Irena Niewodniczanska, poznala Henryka na wycieczce kajakowej. Byl pelen humoru i cale towarzystwo zasmiewalo sie z jego dowcipow. Profesor czynnie uprawial sporty wodne i byl przez pewien czas prezesem Akademickiego Zwiazku Sportowego.
Irena i Henryk Niewodniczanscy w dniu slubu, Wilno, 28 marca 1932.
Pierwsze lata pracy naukowej poswieca Henryk Niewodniczanski optyce atomowej i molekularnej, nauce, ktora w owych czasach stala na czele badan nad struktura materii, bedac zrodlem inspiracji dla rodzacej sie mechaniki kwantowej. Owczesna dzialalnosc mlodego Henryka wspomina w liscie Jan Weyssenhoff, profesor Uniwersytetu Jagiellonskiego, byly profesor Uniwersytetu Stefana Batorego:"zaczal swa kariere naukowa od prac nad fluorescencja pary rteci i od razu wykazal wielkie uzdolnienie do badan doswiadczalnych w dziedzinie fizyki, gdyz juz w swej pracy doktorskiej udowodnil blednosc pogladow lorda Rayleigh'a i jego szkoly w Anglii, ktorzy utrzymywali i starali sie poprzec doswiadczalnie, ze zdolna do fluorescencji (pod wplywem naswietlania linia rezonansowa rteci 2536.7 Å) jest tylko swiezo powstala para rteci. Tymczasem Niewodniczanskiemu udalo sie wykazac niezbicie na drodze doswiadczalnej fluorescencje w parze rteci, dowolnie dlugo przechowywanej w naczyniu zamknietym, nie zawierajacym ani sladu rteci cieklej."
Kochanemu Jankowi Blatonowi
Strona tytulowa publikacji Henryka Niewodniczanskiego o liniach wzbronionych w widmie olowiu,
Acta Physica Polonica, tom II, 1934;
u gory odreczna dedykacja:
z bardzo serdecznymi wyrazami od autora
Wilno 28. 7. 1934.
(Archiwum Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie)
Rozglos i uznanie miedzynarodowe przyniosly Niewodniczanskiemu badania nad problemem wzbronionych linii atomowych. Opracowuje wydajna metode uzyskiwania tych linii w mieszaninach nieznacznych ilosci par metali z gazami szlachetnymi, poddanych wyladowaniom elektrycznym wysokiej czestosci. Uzyskala ona w swiecie nazwe "metody Niewodniczanskiego". I tutaj przychodzi najwieksze odkrycie jego zycia, a jednoczesnie najwieksze osiagniecie polskiej fizyki okresu miedzywojennego. Bylo nim stwierdzenie istnienia magnetycznego promieniowania dipolowego. Jedna z linii wzbronionych, w widmie promieniowania emitowanego przez mieszanine par olowiu z gazem szlachetnym, zostala zinterpretowana przez Jana Blatona i Henryka Niewodniczanskiego jako czyste przejscie magnetyczne dipolowe. Henryk potwierdzil to w nastepnym eksperymencie przez obserwacje poprzecznego efektu Zeemana. W 1936 roku otrzymal Niewodniczanski nagrode Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, przyznawana co dwa lata za najlepsza prace z fizyki. W 1965 roku, na miedzynarodowej konferencji w Amsterdamie, poswieconej 100. rocznicy urodzin Pietera Zeemana, wlasnie Niewodniczanskiemu powierzono zreferowanie prac z zakresu optyki atomowej, wykonanych w naszej czesci Europy.
Komparator do pomiaru odleglosci linii widmowych,
uzywany przez Henryka Niewodniczanskiego do badan z fizyki atomowej, opatrzony plakietka z jego nazwiskiem.
(Zbiory Instytutu Fizyki UJ)
Warto sobie uswiadomic, jak wygladala wowczas praca w fizyce eksperymentalnej. Henryk Niewodniczanski pracowal wlasciwie sam, budujac aparature badawcza i wykonujac pomiary. W badaniach magnetycznego promieniowania dipolowego wspomagal go Jan Blaton, dyskutujac, jak mozna przypuszczac, teoretyczne aspekty wykonywanych eksperymentow. Henryk Niewodniczanski, poza gleboka znajomoscia fizyki i intuicja badawcza, byl obdarzony wielka zrecznoscia manualna. Nie zatracil jej z uplywem lat. Doskonale poslugiwal sie roznymi narzedziami, np. palnikiem do obrobki szkla, i do niego wlasnie przychodzilismy w Instytucie Fizyki UJ przy ulicy Golebiej 13, prosic (czesto z dusza na ramieniu) o zreperowanie zerwanej, cienkiej nici precyzyjnego elektrometru. Warto bylo ogladac taka operacje wykonywana jego wielkimi dlonmi.W 1934 roku Henryk Niewodniczanski otrzymuje stypendium Fundacji Rockefellera i wyjezdza na rok do Cambridge, aby pracowac w The Royal Society Mond Laboratory i Cavendish Laboratory. Zabiera ze soba zone Irene i rocznego syna Tomasza. Z uwagi na szefa obydwu tych instytucji, Lorda Rutherforda of Nelson, Cambridge bylo wowczas "swietym miejscem" rodzacej sie fizyki jadrowej, do ktorego zjezdzali sie najzdolniejsi ludzie pracujacy w tej branzy.
Lord Ernest Rutherford of Nelson (siedzi szosty od lewej)
ze swoimi wspolpracownikami w Cavendish Laboratory, Cambridge, czerwiec 1935.
Henryk Niewodniczanski stoi pierwszy z lewej w trzecim rzedzie.
W Cambridge Niewodniczanski radykalnie zmienia kierunki swoich zainteresowan. Poczatkowo ma pracowac w grupie [Rosjanina] Piotra Kapicy i zajmowac sie fizyka niskich temperatur. Wraz z mlodym Amerykaninem, Henry A. Boorse'em, bada zmiany elektrycznego oporu metali w temperaturach cieklego wodoru i helu. W sierpniu 1934 roku Kapica wyjezdza do Zwiazku Radzieckiego i zostaje tam zatrzymany na rozkaz Stalina. Rutherford postanawia przekazac mu do Rosji jego aparature. Henryk szybko konczy rozpoczete prace, aby przeniesc sie do Cavendish Laboratory. W zwiazku z tymi planami – pisze Niewodniczanski –"zaczelismy z Boorse'm bardzo solidnie w Mond Lab. pracowac. Zjawiamy sie zaraz po 9-ej rano, na lunch do domow nie jezdzimy (na rowerach), a ze soba termos, kanapki i owoce przywozimy i tak bez wychodzenia w Lab. do 6:30 wieczorem siedzimy az nas ostatnich wylewaja, swiatlo i inne prady w Lab. wylaczajac."
H. Niewodniczanski, H. A. Boorse and C. J. Milner przed Mond Laboratory, Cambridge 1935.
(Photo and courtesy: D. Shoenberg)
W Cavendish Laboratory Henryk Niewodniczanski przystepuje do badan w fizyce jadrowej. Wspolnie z C. H. Westcottem mierzy absorpcje neutronow w roznych substancjach i wzbudzanie przez neutrony sztucznej promieniotworczosci w srebrze i miedzi. Neutrony sa spowalniane w parafinie, w temperaturze cieklego azotu i wodoru. Niewodniczanski jest zafascynowany ta dziedzina i postanawia dzialac w tym kierunku po powrocie do Polski.Tymczasem otrzymuje list od profesora Dziewulskiego, ze z dniem 1 stycznia 1935 roku otrzyma w Wilnie etat adiunkta.
"Bardzo serdecznie dziekuje Kochanemu Panu Profesorowi – pisze w odpowiedzi – za tak mily list i do tego z tak przyjemna wiadomoscia, ktora nas oboje (z zona) ucieszyla. To juz urzadza, pozwala na zupelniejsze poswiecenie sie pracy naukowej, bez potrzeby stalego rozpraszania sie na zajmowanie sie sprawami z praca naukowa nic wspolnego nie majacymi, jak akwizytorska dzialalnosc przedstawiciela handlowego. Przy skromnym urzadzeniu sie VI-tka plus 2 godziny cwiczen moze w Wilnie na utrzymanie rodziny wystarczyc. Tem jeszcze przyjemniej, ze adiunktura wydaje sie byc stanowiskiem bardziej ustabilizowanem, niz asystentura docenta."
I tak, w tym miejscu dowiadujemy sie, ze w owych czasach mozna bylo byc habilitowanym asystentem.Po roku pobytu w Cambridge Niewodniczanscy wracaja do Wilna. Henryk, pelen zapalu, wystepuje o zasilek z Funduszu Kultury Narodowej i rozpoczyna organizacje laboratorium fizyki jadrowej. O nastroju swiadczy list wyslany do profesora Jana Weyssenhoffa:
"Nastawiam sie na przygotowanie do najwlasciwszego zuzycia zasilku w wysokosci zl 14.500, ktory jest przeznaczony na zakup 50 mg radu i na rozmaite przyrzady i materialy do pracy nad neutronami i indukowana promieniotworczoscia. Obecnie juz adaptujemy domek w podworzu Zakladu (dawna studnia i pompa) na locum do przechowywania bromku radu i pobierania i oczyszczania radonu. Moze wiec juz za pol roku, lub nawet wczesniej, zaczniemy konkurowac z Cavendish Lab., z Joliot'ami itd."
W tym samym mniej wiecej czasie Rada Wydzialu Matematyczno-Przyrodniczego Uniwersytetu Poznanskiego proponuje Henrykowi Niewodniczanskiemu objecie Katedry Fizyki Doswiadczalnej. Jest wiosna 1937 roku. We wrzesniu przychodzi nominacja na profesora nadzwyczajnego. Niewodniczanscy przenosza sie do Poznania. Henryk Niewodniczanski ma wowczas 36 lat.Jest to punkt zwrotny w jego karierze. Konczy sie etap indywidualnego badacza, ktory przyniosl Niewodniczanskiemu wielkie osiagniecia. Zaczyna sie o wiele trudniejszy etap organizatora nauki.
W Poznaniu zastaje Niewodniczanski okropna ciasnote i balagan. Pisze do Weysenhoffa:
"Dziekuje Panu Profesorowi bardzo serdecznie za Jego zyczenia z powodu powolania mnie do Poznania oraz za mile i zyczliwe rady. Niestety dotychczas nie moge sie otrzasnac z przygnebiajacego wrazenia, jakie odnioslem z pobytu w Poznaniu. Stan zaopatrzenia Zakladu, panujace w nim stosunki personalne, oraz caly skandalicznie niski poziom fizyki poznanskiej – wszystko to niestety okazalo sie przy blizszym poznaniu znacznie gorsze, anizeli mozna bylo poprzednio przypuszczac. Czeka mnie wyjatkowo ciezka i niewdzieczna praca. Nim sie przystapi do organizowania czegos, trzeba bedzie karczowac i wymiatac smutne pozostalosci."
Niewodniczanski przystepuje do tworzenia nowego osrodka naukowego. Ma wielkie plany. Zamierza dzialac w trzech kierunkach: optyki atomowej, fizyki jadrowej i badania powierzchni metali i stopow metoda dyfrakcji elektronow. Za zgoda kolegow z Uniwersytetu Stefana Batorego, przewozi do Poznania czesc laboratorium i dzieki znakomitej reputacji gromadzi wokol siebie grupe mlodych, zdolnych fizykow z Poznania, Wilna i Krakowa.Na mlodego profesora i kierownika katedry spada ogrom obowiazkow.
"Jestem ostatnio tak okropnie zajety – pisze do swoich przyjaciol – ze nawet na spanie wiecej jak 5-6 godzin na dobe nie mam czasu. Bo to jest teraz u nas sesja egzaminacyjna i mam moc egzaminow co dzien. Procz tego 2-och moich magistrantow za kilka dni zdaje egzaminy ostateczne, wiec moc mialem roboty z redagowaniem ich prac. 6-u innych magistrantow zabiera mi tez moc czasu, bo to przewaznie trzeba z nimi wspolmontowac calkiem nowe urzadzenia i aparatury. Ale za to pieknie pracuja teraz u nas komory jonizacyjne ze wzmacniaczami proporcjonalnymi (ladnie idzie jedna praca z fotoneutronami), konczy sie montaz wlasnej budowy komory Wilsona etc."
Wytezona praca zaczyna przynosic owoce. Oprocz badan z optyki atomowej linii wzbronionych, przygotowywane sa pierwsze dwie publikacje z fizyki jadrowej: O absorpcji powolnych neutronow w borze i licie oraz O katowym rozkladzie par elektronow materializacji promieni gamma radu C'. Publikacje te nigdy nie ukazaly sie drukiem. Rekopisy wraz ze wszystkimi materialami splonely podczas wojny w Wilnie. Jednakze w tych wlasnie publikacjach mozna znalezc inspiracje dwoch prac doktorskich, Jerzego Janika i Andrzeja Hrynkiewicza, wykonanych po wojnie w Krakowie pod kierunkiem Henryka Niewodniczanskiego.Tymczasem w roku 1938 umiera profesor Waclaw Dziewulski i z poczatkiem 1939 roku Henryk Niewodniczanski zostaje powolany na kierownika I Katedry Fizyki Doswiadczalnej Uniwersytetu Stefana Batorego. Mimo ze Niewodniczanski nie czul sie w Poznaniu dobrze, musiala to byc trudna alternatywa, pozostawic zbudowany z tak wielkim trudem warsztat pracy w Poznaniu i zaczynac wszystko od nowa w Wilnie. Jednakze Henryk Niewodniczanski uwazal sie za ucznia profesora Waclawa Dziewulskiego. Przejecie jego dziedzictwa uwazal za swoj mily obowiazek. Poza tym, jak pisze Adam Strzalkowski w katalogu wystawy otwartej w PAU w stulecie urodzin Henryka:
"Niewodniczanski, co czesto mial zwyczaj podkreslac, byl Litwinem [...] w tym szlachetnym sensie przynaleznosci do jednej z dwoch nacji wchodzacych w sklad jednej, wspolnej Rzeczpospolitej Obojga Narodow [...] Litwinem z urodzenia w Wilnie, ze studiow w Uniwersytecie Stefana Batorego i swej poczatkowej pracy naukowej."
Irena i Henryk Niewodniczanscy z synami Tomaszem i Jerzym, Wilno, ok. 1939.
Nominacja zostaje podpisana przez prezydenta RP w dniu 30 czerwca 1939 roku i w koncu lipca Irena i Henryk Niewodniczanscy, wraz z synami, 5-letnim Tomaszem i 3-letnim Jerzym, wracaja po kilku latach nieobecnosci do Wilna. Henryk obejmuje I Katedre Fizyki Doswiadczalnej na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Stefana Batorego i kierownictwo Zakladow Fizycznych I i II. Stanowisko to zajmuje do zamkniecia Uniwersytetu Stefana Batorego przez wladze Republiki Litewskiej 16 grudnia 1939 roku. Slyszelismy na wykladzie profesora Romualda Brazisa, ze Henryk Niewodniczanski osobiscie przekazal litewskiemu komisarzowi caly inwentarz naukowych i dydaktycznych pracowni, przyrzad po przyrzadzie. Mial zapewne nadzieje, ze w przyszlosci bedzie go z powrotem odbieral.Angielscy przyjaciele nie zapomnieli o Henryku Niewodniczanskim. Zachowaly sie listy profesora Johna D. Cockrofta (styczen i luty 1940) oraz profesora Williama L. Bragga (marzec 1940) w sprawie przyjazdu Niewodniczanskiego z rodzina do Anglii i przyznania mu grantu na badania w Cavendish Laboratory w Cambridge. W kwietniu nadeszly brytyjskie wizy i bilety. Niestety nie obejmowaly one matki Henryka i Niewodniczanscy zrezygnowali z wyjazdu.
Jak pisze Niewodniczanski w swoim zyciorysie:
"Nastepnie do sierpnia 1940 r. bylem bezrobotnym. Od konca sierpnia 1940 r. pracowalem jako kierownik dzialu budowy przyrzadow fizycznych w Panstwowej Fabryce Elektrotechnicznej w Wilnie, a nastepnie, po zajeciu Wilna przez Niemcow i zwinieciu tego dzialu w lipcu 1941 r. przez caly czas okupacji niemieckiej jako magazynier w tejze fabryce. Jednoczesnie, przez caly czas okupacji, wykladalem fizyke na tajnych kompletach Uniwersytetu Stefana Batorego. Po wyzwoleniu Wilna przez wojska radzieckie, od lipca 1944 r. do opuszczenia Wilna w kwietniu 1945 r. w ramach ewakuacji ludnosci polskiej, pracowalem jako geofizyk w Oddziale Litewskim Komitetu do Spraw Geologii przy Radzie Komisarzy Ludowych SRR (pelniac tam jednoczesnie obowiazki naczelnika wydzialu planowania)." [...]"Po powrocie do Kraju – pisze znowu Niewodniczanski – w m-cu kwietniu 1945 r. zostalem "przygarniety" przez Uniwersytet Lodzki, zas we wrzesniu tegoz roku przenioslem swoje "przygarniecie" do Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie, na ktory zostalem powolany w maju 1945 r. W miedzyczasie, w oczekiwaniu na nominacje na katedre do Krakowa, w czerwcu i lipcu tegoz roku wykladalem fizyke atomowa na Uniwersytecie Marii Curie-Sklodowskiej w Lublinie, a od listopada 1945 r. do konca lipca 1946 r. zajmowalem stanowisko kontraktowego profesora zwyczajnego fizyki doswiadczalnej Uniwersytetu i Politechniki we Wroclawiu."
W rzeczywistosci do konca nie bylo pewne, gdzie ostatecznie osiedla sie Niewodniczanscy. W grudniu 1945 roku profesorowie UJ, Konstanty Zakrzewski i Jan Weyssenhoff, wraz z docentem Mieczyslawem Jezewskim wysylaja pismo, skierowane do Ministerstwa Oswiaty, w sprawie powolania Henryka Niewodniczanskiego i Jana Blatona na stanowiska profesorow w Uniwersytecie Jagiellonskim. Widzielismy tez list Jana Weyssenhoffa do Henryka Niewodniczanskiego z grudnia 1945 roku, zachecajacy go do przeniesienia sie z Wroclawia do Krakowa. Pozostajacy w przyjacielskich stosunkach Blaton i Niewodniczanski naradzaja sie w tej sprawie. Podobno jednym z czynnikow, ktore wplynely na decyzje, byly dobre warunki dla ksztalcenia dzieci, a byc moze rowniez fakt, ze ojciec Ireny Niewodniczanskiej byl przeciez profesorem Uniwersytetu Jagiellonskiego.Ostatecznie w dniu 22 maja 1946 roku Henryk Niewodniczanski zostaje profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Jagiellonskiego i kierownikiem Katedry i II Zakladu Fizyki Doswiadczalnej. Poczatkowo, na krotki czas, Niewodniczanscy zamieszkaja w budynku fizyki, nastepnie przeprowadza sie do stalego lokum przy ulicy Lobzowskiej. W tym mniej wiecej czasie rodzi sie im corka, Justyna. Po smierci profesora Konstantego Zakrzewskiego w 1948 roku, Henryk Niewodniczanski obejmuje kierownictwo Zespolu Katedr Fizyki, a w 1956 zostaje dyrektorem utworzonego Instytutu Fizyki UJ. Jan Blaton uzyskal stanowisko profesora nadzwyczajnego UJ i objal Katedre Mechaniki Teoretycznej. Niestety zginal tragicznie w Tatrach w maju 1948 roku.
I tak, po raz trzeci w swoim zyciu, Henryk Niewodniczanski zaczyna od nowa organizowac osrodek naukowy. Ma 45 lat.
Mimo wielkich tradycji Zygmunta Wroblewskiego i Mariana Smoluchowskiego przedwojenny osrodek fizyki na Uniwersytecie Jagiellonskim byl raczej niewielki. Skladal sie z dwoch katedr, fizyki eksperymentalnej i fizyki teoretycznej. Profesor Konstanty Zakrzewski, wraz ze swoimi uczniami, kontynuowal badania w dziedzinie kriogeniki, a nastepnie zajal sie optyka metali, pomiarami stalych dielektrycznych, rozchodzeniem sie fal elektromagnetycznych, zjawiskiem Kerra i dyfrakcja elektronow. Profesorami fizyki teoretycznej byli: Wladyslaw Natanson, zajmujacy sie optyka i termodynamika procesow nieodwracalnych, a po nim Jan Weyssenhoff, pracujacy w dziedzinie teorii wzglednosci.
Fizyka zajmowala budynek przy ulicy Golebiej 13. Zostal on przez niemieckiego okupanta zdewastowany, aparatura wywieziona. Ocalal natomiast ksiegozbior, przechowany w Bibliotece Jagiellonskiej. Mimo trudnych warunkow profesor Zakrzewski, wraz ze swoimi nielicznymi wspolpracownikami, uruchamia studia fizyczne i podejmuje dzialalnosc naukowa, rowniez w nowych kierunkach. We wspolpracy z Polska Akademia Umiejetnosci powstaje Komisja Stacji Badan Promieniowania Kosmicznego, prowadzaca pomiary w kopalni soli w Wieliczce.
Po przyjezdzie Henryka Niewodniczanskiego praca moze nabrac tempa. Jan Weyssenhoff wraz z Henrykiem Niewodniczanskim organizuja trzy wyprawy do stref okupacyjnych Niemiec w celu zakupu aparatury naukowej oraz roznych niezbednych materialow. Jezdza na ogol samochodem. Kierowca jest Weyssenhoff. Pomagaja im asystenci, Jerzy Gierula i Ryszard Kolodziejski. Dzialaja w rosyjskiej strefie okupacyjnej. Maja do dyspozycji kwote 1.5 miliona marek, pozostawiona w Polsce przez niemieckie wladze okupacyjne. Te, blisko szesc miesiecy trwajace, wyprawy odbywaly sie w ciezkich i niezwyklych warunkach. Trzeba bylo zabierac ze soba zywnosc, nawet make na chleb, zdobywac czesto ukrywane informacje o dostepnej do nabycia aparaturze i materialach. Przewozono je z wieloma przygodami do Krakowa. Umozliwily one rozpoczecie dzialalnosci dydaktycznej i naukowej. Przez kilka lat magazyny w Instytucie na Golebiej, w ktorych przechowywano te skarby, nazywalismy "Berlinem". Najcenniejsza aparature i materialy, np. lampy radiowe czy specjalne kondensatory, byly schowane w gabinecie Henryka Niewodniczanskiego, w zamykanych szafach. Byly wydawane tylko w uzasadnionych przypadkach, osobiscie przez Pape (tak nazywalismy Profesora), z calym ceremonialem i wieloma opowiesciami.
Dwa z przyrzadow fizycznych przywiezionych w roku 1946 z okupowanych Niemiec.
(Zbiory Instytutu Fizyki UJ)
Po powrocie Niewodniczanskiego i Weyssenhoffa z wypraw niemieckich do nielicznego grona pracownikow Instytutu Fizyki dolaczyla wkrotce pokazna grupa mlodych ludzi. Niektorzy przyszli z Wilna, za Henrykiem Niewodniczanskim, niektorzy z Lublina, za Janem Blatonem. Niewodniczanski probowal namowic przebywajacego w Kopenhadze profesora Stefana Rozentala do objecia stanowiska w Krakowie. Rozental odmawia, tlumaczac sie zobowiazaniami wobec Dunczykow. Reszte nowych pracownikow stanowili studenci, czwartego, trzeciego, a nawet drugiego roku (jak autor tego artykulu), ktorzy, przyjeci na asystenture, na gwalt konczyli studia. Druga wojna swiatowa na szesc lat zerwala kontakty fizykow polskich ze swiatem nauki. Niektore dzialy fizyki, a zwlaszcza fizyka jadrowa, poczynily w tym czasie olbrzymi krok naprzod. Zmienil sie przedmiot badan, aparatura, metody badawcze. Prace naukowa nalezalo zaczynac od nauki. W tym szczegolnym okresie, przez kilka lat, wykladowcy uczyli sie razem ze studentami. Na seminaria studenckie i wiele wykladow, zwlaszcza monograficznych, uczeszczali wszyscy pracownicy Zespolu Katedr Fizyki. Kurs zaawansowanej mechaniki kwantowej i fizyki jadrowej przerabiano w kilkunastoosobowym zespole. Najmlodszy uczestnik kursu mial 20 lat i byl jeszcze studentem (dzisiaj jest dyrektorem Instytutu im. Henryka Niewodniczanskiego). Najstarsi uczestnicy, dwaj profesorowie, byli po piecdziesiatce. Szczegolna role, jednoczaca cale krakowskie srodowisko naukowe, odgrywalo Krakowskie Konwersatorium Fizyczne. Zgodnie z przedwojenna tradycja, odbywalo sie w czwartki, o godzinie 17, oczywiscie z kwadransem akademickim, w duzej sali wykladowej Zespolu Katedr Fizyki przy ulicy Golebiej 13. Niewodniczanski pilnowal, by jego wspolpracownicy brali w nim czynny udzial i referowali ciekawe prace z roznych dziedzin fizyki. Prowadzil swoja prywatna liste referujacych i, sugerujac tematy, wzywal leniwych do wyglaszania odczytow. W budynku przy ulicy Golebiej 13 panowal specyficzny nastroj. Siedzialo sie tutaj wlasciwie przez caly dzien, az do godzin nocnych. Pani Irena Niewodniczanska przychodzila czasami, aby wyciagnac meza do domu. "Bo wy jestescie takie nocniki" – mowila. Przychodzily rowniez nasze dziewczyny, a pozniej zony. Kiedys jedna z nich poskarzyla sie Pani Irenie, ze oni ciagle zajmuja sie fizyka. "Przeciez wiedzialas, kogo bralas" – uslyszala od Ireny.Niewodniczanski mial swoja wizje Instytutu Fizyki. Wynikala ona z jego osobistych doswiadczen, ale rowniez z rozmow, ktore prowadzil ze swoimi wspolpracownikami. Umial prowokowac dyskusje, a nastepnie sluchac co inni maja do powiedzenia. Zamierzal rozwijac optyke atomowa, dyscypline swojej mlodosci, i fizyke jadrowa oraz te jej zastosowania, ktore, jak na przyklad rozpraszanie neutronow, otwieraly nowe mozliwosci badania struktury ciala stalego. Te ambitne plany musialy sie rozpoczac od tworzenia bazy aparaturowej. Wiazalo sie to z okreslonym rytualem. Papa wzywal mlodego czlowieka, w wiekszosci przypadkow studenta i proponowal na przyklad: "Panie «Kulego». Moze byscie wybudowali impulsowa komore jonizacyjna [albo licznik proporcjonalny, licznik iskrowy, licznik Geigera-Müllera, licznik scyntylacyjny, komore Wilsona czy komore dyfuzyjna]".
Byla to na ogol propozycja nie do odrzucenia i delikwent oczywiscie sie zgadzal. Jesli mlody czlowiek nic na ten temat nie wiedzial, wowczas obaj udawali sie do biblioteki, gdzie odbywalo sie wyszukiwanie odpowiedniej literatury. W tym momencie Profesor uwazal wszystko za zalatwione i zazwyczaj mial racje. Oczywiscie problem nie ograniczal sie do skonstruowania komory jonizacyjnej. Nalezalo rowniez zbudowac wlasnymi rekami odpowiedni impulsowy wzmacniacz, dyskryminator i jakis uklad rejestracji impulsow oraz system zasilania komory napieciem i gazem. Na przelomie lat czterdziestych i piecdziesiatych tych rzeczy nie kupowalo sie w sklepie. Sam Henryk Niewodniczanski tak wlasnie uprawial fizyke eksperymentalna i odpowiednio wychowywal swoich uczniow.
O dziwo, ale w ten sposob, w ciagu kilku zaledwie lat, w laboratoriach Zespolu Katedr Fizyki pojawily sie skomplikowane, jak na owe czasy, urzadzenia do prac w zakresie fizyki jadrowej i optyki atomowej. Patrzac dzisiaj na owczesne dzialania Niewodniczanskiego w dziedzinie fizyki jadrowej, nie sposob uniknac stwierdzenia, ze wiazaly sie one z wielkim ryzykiem. Juz wtedy, w latach piecdziesiatych, dla uprawiania fizyki jadrowej nie wystarczaly urzadzenia detekcyjne i naturalne zrodla promieniowania. Niezbedne byly akceleratory czastek. Pod tym wzgledem swiat zmienil sie radykalnie od czasow Ernesta Rutherforda. A akceleratory czastek wymagaly wielkich nakladow finansowych. Nic nie wskazywalo na to, by mialy sie one pojawic w ubogim, zrujnowanym wojna kraju.
Nie zaniedbywano oczywiscie zadnej okazji zdobywania pieniedzy. Jedna z nich byla wspolpraca z utworzonym tuz po wojnie Wojskowym Instytutem Technicznym, WIT. Niestety, w 1951 roku zlikwidowano WIT i utworzono Wojskowa Akademie Techniczna, WAT. Nie tylko utracono zrodlo fmansowania, ale WAT zabrala czesc zakupionych za te pieniadze czasopism i przyrzadow. Znacznie korzystniej wygladala wspolpraca z Polska Akademia Nauk. Powstal Instytut Fizyki PAN, a w 1953 roku przy Golebiej 13 zlokalizowano II Zaklad Fizyki Jadra Atomowego PAN, powierzajac jego kierownictwo Henrykowi Niewodniczanskiemu.
Owczesna siedziba fizyki na Uniwersytecie Jagiellonskim... Dwupietrowy budynek z czerwonej cegly, schowany za drzewami Plant, pod nim dwie kondygnacje piwnic, nad nim wieza, doskonale miejsce do ogladania dachow starego Krakowa. Przed budynkiem stoi dzisiaj pomnik Mikolaja Kopernika. Wybudowany przed pierwsza wojna swiatowa, dzieki staraniom profesora Augusta Witkowskiego, budynek ten nosi dzisiaj nazwe Collegium Witkowskiego. Korzystajac ze wszystkich dostepnych srodkow finansowych, przystapiono tutaj do budowy dwoch malych akceleratorow: na pierwszym pietrze – generatora elektrostatycznego AJGES z rura akceleracyjna, a w piwnicy – Malego Cyklotronu C-48, o srednicy nabiegunnikow 48 cm. Budowe cyklotronu trzeba bylo rozpoczac [w roku 1952/1953] od wykopania dolu na fundamenty dla elektromagnesu. Ziemie wynosili wszyscy, z Niewodniczanskim na czele. Z wyjatkiem jarzma i nabiegunnikow o wadze czterech ton, zamowionych w Zakladach Zieleniewskiego, wszystkie elementy cyklotronu wykonano we wlasnym zakresie. Konieczne dla tego projektu doswiadczenie zdobywano, krok po kroku, w trakcie jego realizacji. A oto, jak Jacek Hennel opisuje doniosly moment uruchomienia cyklotronu:
"Poznym wieczorem tegoz dnia (28 grudnia 1956) zebrali sie w piwnicznych pomieszczeniach cyklotronu wszyscy czlonkowie mojej pracowni. Przybyl Profesor Niewodniczanski, przynoszac kilka flaszek wina, ktore na razie ustawil w kaciku. Przyszli rowniez niektorzy uczestnicy dawnych "zebran cyklotronowych", ktorych nowe obowiazki [...] pozbawily przyjemnosci udzialu w pracach nad Malym Cyklotronem. Kazdy z moich wspolpracownikow zajal sie czuwaniem nad wyznaczona sobie czescia aparatury. Przez jakis czas cos sie psulo i nie funkcjonowalo, raz to, raz tamto. Jednakze po paru godzinach usuwania usterek przyszedl moment, ze wszystko bylo gotowe. Obecni skupili sie wokol stolu sterowniczego, na ktorym stala opornica regulujaca natezenie pola magnetycznego i galwanometr podlaczony do tarczy. Przesunalem suwak opornicy. W pewnym jego polozeniu, a zgodnie z uprzednim obliczeniem, galwanometr wychylil sie, wskazujac istnienie wiazki wewnetrznej padajacej na tarcze. Pierwszy w Polsce cyklotron zaczal funkcjonowac. Byla to dla nas wszystkich chwila wielkiego szczescia. Profesor siegnal po butelki wina."
Maly Cyklotron, ktory przyspieszal protony do energii okolo 2 MeV [Megaelektronowolty], byl przedmiotem dumy calego, utworzonego w tym wlasnie roku w miejsce Zespolu Katedr, Instytutu Fizyki UJ. Po przeniesieniu na Bronowice sluzyl do prac w dziedzinie fizyki stosowanej i niektorych prac w spektroskopii jadrowej. Oczywiscie, nie wystarczalo to w zadnej mierze dla realizacji ambitnych planow Henryka Niewodniczanskiego stworzenia osrodka fizyki jadrowej z prawdziwego zdarzenia.I tutaj zdarzyl sie cud, a jednoczesnie okazalo sie, jak genialna byla naukowa polityka Henryka Niewodniczanskiego. W 1955 roku Zwiazek Radziecki zaproponowal niektorym krajom – z grupy tzw. bratnich krajow socjalistycznych – zainstalowanie u siebie reaktorow atomowych i cyklotronow, oczywiscie radzieckiej produkcji. Nie byla to bynajmniej darowizna. Nalezalo za nie slono zaplacic. Pamietajmy, ze byl to czas zimnej wojny. Fizyka i energia jadrowa mialy byc synonimem potegi i przewagi nad Swiatem Zachodnim.
W centralistycznym systemie komunistycznym wydawalo sie rzecza oczywista, ze reaktor atomowy i cyklotron powinny byc zlokalizowane w jednym miejscu. Tak stalo sie w NRD, Rumunii i Czechoslowacji. W Polsce jednak mialo byc inaczej. Niewodniczanski rozwinal nieslychanie energiczna dzialalnosc. Zorganizowal ogolnopolska konferencje, poswiecona metodom eksperymentalnym fizyki jadrowej, ktora niezbicie pokazala, ze jedynie Krakow ma doswiadczenie z budowanym wlasnie Malym Cyklotronem i szerokie zaplecze aparatury pomiarowej, gwarantujace natychmiastowe rozpoczecie prac badawczych w fizyce jadrowej.
Profesor Andrzej Soltan i Profesor Henryk Niewodniczanski, ok. 1956 (?)
Profesor Soltan byl pierwszym dyrektorem Instytutu Badan Jadrowych w Swierku pod Warszawa.
(Archiwum Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie)
Udalo sie dotrzec do odpowiednich ludzi, ktorzy umozliwili Niewodniczanskiemu audiencje u Hilarego Minca, rzadzacego gospodarka PRL-u prezesa Panstwowej Komisji Planowania Gospodarczego. Uzyskano decyzje, ze reaktor atomowy zainstalowany zostanie w Swierku pod Warszawa, a cyklotron U-120 w Krakowie. Nie brakowalo dramatycznych momentow. Poczatkowo chciano ograniczyc inwestycje w Krakowie wylacznie do budynku cyklotronu. Stanowczy opor Henryka Niewodniczanskiego spowodowal, ze zgodzono sie wybudowac caly instytut.
Budowa Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie-Bronowicach, 1957-1958.
Glowny budynek Instytutu; czwarty od lewej Henryk Niewodniczanski.
(Archiwum Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie)
Trudno dzisiaj zrozumiec, jak Profesor tego dokonal. Z cala pewnoscia w swojej akcji nie mogl liczyc na zbyt wielu sojusznikow. Niech mi bedzie wolno opowiedziec w tym miejscu anegdote. Z poczatkiem lat osiemdziesiatych pracowalem w Berkeley, w Instytucie Lawrence'a, nad rozszczepieniem lekkich jader atomowych pod wplywem sil odsrodkowych. Po calym dniu spedzonym przy tamtejszym akceleratorze otrzymalem telefon od szefa laboratorium, Boba Stokstada, z zapytaniem, czy nie przyszedlbym do nich zaraz na kolacje. Bylem dosc sfatygowany i raczej nieodpowiednio ubrany, ale Bob powiedzial, ze to nic nie szkodzi. Julia Stokstad bardzo dobrze gotowala, dom byl mily, wiec nie moglem sie oprzec. Okazalo sie, ze u Stokstadow byl Ben Mottelson z zona. Rozmowa zeszla na Henryka Niewodniczanskiego, ktory wowczas od ponad dziesieciu lat nie zyl. Ben Mottelson wraz z Aage Bohrem (obaj laureaci nagrody Nobla) byli w Krakowie pod koniec lat piecdziesiatych. Zwiedzali Instytut na Bronowicach i Profesor zabral ich w Tatry. "Byla fatalna pogoda, gesta mgla – opowiadal Mottelson – ale Niewodniczanski wszystko nam pokazywal. Tutaj Giewont, tam Rysy. Nic nie bylo widac. Ale On mial taki dar przekonywania!"Decyzja zainstalowania cyklotronu U-120 w Krakowie calkowicie zmienila sytuacje krakowskiej fizyki. Bylo to po prostu przejscie fazowe. Otworzyly sie mozliwosci, o ktorych trudno bylo poprzednio marzyc. Poza cyklotronem pojawila sie rosyjska aparatura elektroniczna, detektory i materialy dotad niedostepne. Budowany [od roku 1956] w imponujacym tempie Instytut w Bronowicach stawal sie pod wzgledem wyposazenia osrodkiem stojacym na przyzwoitym, europejskim poziomie.
Henryk Niewodniczanski na Spitsbergenie, 1958.
Profesor bral udzial w badaniach w polskiej stacji podczas Miedzynarodowego Roku Geofizycznego.
(Archiwum Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie)
Henryk Niewodniczanski na Spitsbergenie, 1958.
Jednoczesnie otwarly sie zamkniete dotychczas drzwi na swiat. Niewodniczanski mogl wysylac swoich uczniow za granice. Adam Strzalkowski, Leon Pomorski i inzynier Wojciech Zakrzewski udali sie na kilka miesiecy do Kijowa, gdzie pracowal podobny cyklotron, a ja na poltora roku do Leningradu, do Instytutu Joffe'go. Niebawem zaczely sie podroze na Zachod, glownie do Wielkiej Brytanii. Adam Strzalkowski, Stefan Swierszczewski i nieco pozniej Andrzej Budzanowski wyjechali na dlugie pobyty do Liverpoolu. Ja pojechalem do Birmingham. Andrzej Hrynkiewicz pojechal do USA, a Lucjan Jarczyk do Szwajcarii. Procedura wysylania mlodych ludzi za granice byla dosc lakoniczna i podobna do tej, stosowanej przez Niewodniczanskiego przy zlecaniu im budowy roznego typu aparatury. Wyjezdzajac do Leningradu, uslyszalem od Profesora, do kogo mam sie udac, zostalem wprowadzony w tajniki uzywania imienia i otczestwa, jak rowniez dowiedzialem sie, gdzie znajduje sie polski kosciol w tym miescie. Przed moim wyjazdem do Birmingham Profesor wyglosil dla mnie krotki wyklad o angielskim systemie monetarnym, ustroju parlamentarnym, stosunkach towarzyskich oraz wreczyl mi mapke londynskiego metra. Natomiast w obydwu przypadkach nie przejmowal sie faktem, ze moja owczesna znajomosc rosyjskiego i angielskiego byla raczej fragmentaryczna.W Wielkiej Brytanii pamietano, ze Niewodniczanski nalezal do ekskluzywnego "Klubu Rutherforda" i my, jego uczniowie, bylismy serdecznie przyjmowani. W Birmingham bylo wowczas trzech czlonkow tego klubu, profesorowie Bill Burcham, Rudi Peierls i J. H. Fremlin. U Billa Burchama bywalem w domu i mimo uplywu czterdziestu lat wymieniamy co roku listy i zyczenia. Caly personel naukowy, teoretycy i eksperymentatorzy nalezacy do Department of Physics, spotykal sie codziennie na "afternoon tea". Rudi Peierls zlokalizowal mnie zaraz po przyjezdzie i czesto wciagal do rozmowy, zwlaszcza ze majac zone z Europy Wschodniej, lubil sluchac wiesci zza "zelaznej kurtyny". Profesor Peierls odegral wazna role w pierwszych krokach brytyjskiego programu budowy bomby atomowej, ktory rozpoczal sie wczesniej od amerykanskiego. W pewnym momencie Anglicy dolaczyli do Projektu Manhattan i wyjechali do Los Alamos. Oczywiscie Peierls nigdy o tym nie mowil. Ale podczas jednej z popoludniowych herbatek rozmawialismy o wizytach w USA, ktore wowczas nie byly tak powszechne i latwe. Zapytany o liczbe podrozy przez Atlantyk, Peierls usmiechnal sie i powiedzial: "kilkadziesiat razy".
Instytut na Bronowicach byl jeszcze w budowie. W budynku cyklotronu instalowano cyklotron. Jeszcze przed jego uruchomieniem przygotowywalismy pierwszy eksperyment: pomiar polaryzacji neutronow z reakcji strippingu deuteronow na weglu. Budowalismy parafinowy kolimator neutronow, tanki z woda i oslony olowiane dla redukcji tla. Szybkie neutrony mialy sie rozpraszac w helu, wypelniajacym licznik proporcjonalny i byc wykrywane w scyntylacyjnym detektorze Hornyaka, ustawianym w plaszczyznie reakcji, raz po lewej, raz po prawej stronie. Asymetria lewo-prawo, w liczbie koincydencji, pomiedzy licznikiem proporcjonalnym, a detektorem Hornyaka miala byc miara stopnia polaryzacji neutronow. Pierwsza wiazke jonow z cyklotronu U-120 uzyskano w listopadzie 1958 roku. Nie moglismy odmowic sobie przyjemnosci wyprowadzenia jej w powietrze i wykonania fotografii. Byla to swiecaca miotla o dlugosci kilkudziesieciu centymetrow, grubsza na koncu, zgodnie z prawem jonizacji Bragga. Schowani za oslonami przed promieniowaniem, obserwowalismy ja poprzez system zwierciadel. Poczulismy zapach ozonu. Byla to podniecajaca i wzruszajaca chwila. Pomiar polaryzacji neutronow powiodl sie i zostal opisany w Biuletynie Polskiej Akademii Nauk. Niebawem wyjechalem do Uniwersytetu w Birmingham, gdzie w dalszym ciagu zajmowalem sie problemem polaryzacji czastek.
Z tym pierwszym eksperymentem, wykonanym na krakowskim cyklotronie, wiaze sie zabawna historia. Wyniki pomiarow zabralem ze soba do Birmingham, aby je statystycznie opracowac. Tam otrzymalem od Adama Strzalkowskiego alarmujaca wiadomosc, ze powinienem je natychmiast przyslac Henrykowi Niewodniczanskiemu, ktory zamierzal zaprezentowac nasza prace na konferencji we Francji. Postanowilem wiec nadac telegram. Byl to zbior kilku liczb, podajacy katy, wartosc polaryzacji i blad pomiaru. Poznym popoludniem udalem sie z tym tekstem do malego urzedu pocztowego przy Boumbrook Road. Uprzejmy urzednik, a jednoczesnie kierownik poczty, pokiwal glowa i powiedzial: "Sorry, Sir, nie nadam takiego telegramu". Wrocilem wiec do mojego pokoiku, wynajmowanego opodal u milego inzyniera Rudawskiego, polskiego emigranta. Po uplywie godziny zjawil sie u mnie kierownik poczty, przeprosil i powiedzial, ze moze przyjac telegram. Jedyny raz w moim zyciu moglem to zrobic u siebie w domu. Ze zdumienia nie zapytalem zafrasowanego Anglika, skad znal moj adres. Sprawa ta miala dalszy ciag. Telegram przyszedl do Krakowa w nocy. Specjalny poslaniec dostarczyl go do Instytutu na Bronowicach. Zaspany wartownik zostal zobowiazany doreczyc go natychmiast Adamowi Strzalkowskiemu. Mozna sobie wyobrazic, ile czasu spedzily odpowiednie komorki wywiadu – brytyjskiego i polskiego – aby rozszyfrowac przekazana wiadomosc.
Telegram od Grotowskiego z Birmingham do Strzalkowskiego w Krakowie
z wynikami pomiarow polaryzacji neutronow w pierwszym eksperymencie na krakowskim cyklotronie U-120 (31 maja 1959).
Opisujac warunki, w ktorych Henryk Niewodniczanski tworzyl wielki osrodek fizyki w Krakowie, nie mozna pominac politycznej atmosfery tamtych lat. Owczesne wladze konsekwentnie dazyly do przygotowania w srodowisku uniwersyteckim nowej, politycznie wlasciwej kadry, ktora miala przejac wladze w uczelni. W tym celu rozwijano stopniowo aparat selekcji, bynajmniej nie naukowej, ale zastraszania i sledzenia. W 1948 roku nalezalem do ostatniego, szczesliwego rocznika, dla ktorego przyjecie na studia polegalo na pomyslnym zdaniu egzaminu wstepnego, niemal bez politycznych uwarunkowan. Ale rowniez wtedy fakt pobytu ojca za granica i jego udzial w wojnie na Zachodzie musial byc przeze mnie ukrywany i w odpowiednich ankietach personalnych nalezalo podawac wykretne lub wrecz klamliwe odpowiedzi. Nie bez znaczenia bylo, iz studia fizyki, nie majace wielkich perspektyw finansowych, nie byly specjalnie oblegane.Nie mialy rowniez takiego znaczenia ideologicznego, jak prawo czy historia. Sytuacja szybko ulegla zmianie. Oprocz wlasciwego spolecznego pochodzenia – robotniczego lub chlopskiego – rowniez na fizyce bardziej skrupulatnie badano wlasciwa postawe polityczna kandydata i polityczne powiazania jego rodziny. Polityczna selekcja pojawila sie przy rekrutacji na studia magisterskie, po trzecim roku studiow. Niektorzy z naszych mlodszych kolegow mieli z tych powodow wielkie trudnosci.
Pod koniec lat czterdziestych wladze zlikwidowaly Kolko Matematyczno-Fizyczne Uczniow Uniwersytetu Jagiellonskiego, samodzielna, naukowa organizacje studencka o wieloletniej przedwojennej tradycji. Studencki zarzad Kolka, do ktorego wtedy nalezalem, zostal zlajany i przywolany do porzadku za udzial w tej reakcyjnej, przedwojennej organizacji. Grozono przy tym skresleniem ze studiow. Likwidacja Kolka polegala, miedzy innymi, na usuwaniu zbioru skryptow i ksiazek, ktore wypozyczano studentom i ktore mialy pieczatke Kola. Z sentymentem przechowuje egzemplarz Teorii Wyznacznikow i Macierzy, autorstwa dra A. B. Turowicza OSB, skryptu wydanego w 1949 roku i opatrzonego pieczecia Kolka, ktory udalo mi sie wowczas ocalic. Mowiac nawiasem, temuz Andrzejowi Turowiczowi wkrotce odebrano wyklady na Uniwersytecie Jagiellonskim, bo byl ksiedzem i zakonnikiem w Tyncu.
Jednym ze sposobow umyslowego zniewolenia mlodego pokolenia miala byc polityczna indoktrynacja. Odbywaly sie wyklady dla pracownikow naukowych, prowadzone przez osoby z bardziej upolitycznionych wydzialow. Szkolenia na wyzszym poziomie, konczone egzaminem, odbywaly sie na owczesnych studiach doktoranckich. Byly to lata piecdziesiate. Nie szczedzono na to pieniedzy. Latalem do Warszawy samolotem lub jezdzilem sypialnym, aby w Domu Marii Sklodowskiej-Curie na warszawskiej Starowce sluchac wykladow prowadzonych przez wysokich funkcjonariuszy partyjnych. Osobnym problemem bylo zachowanie "spolecznej czujnosci". Wspaniala do tego okazja byly dni po smierci Jozefa Stalina. Bylismy wtedy zobowiazani do 24-godzinnych dyzurow w Instytucie Fizyki przy ulicy Golebiej 13. "Bo wrog klasowy moze zaatakowac".
Wielka oslona byl dla nas w tym czasie profesor Niewodniczanski. Razem z niezyjacym Olegiem Czyzewskim zawdzieczamy mu zachowanie pracy na Uniwersytecie, kiedy to – z okazji przejscia z etatu zastepcy na etat asystenta – chciano nas obydwu zwolnic, "ze wzgledu na slaba aktywnosc polityczna". Bywaly grozniejsze sytuacje. Jak wspomina Andrzej Hrynkiewicz, Antonina Kowalska miala odwage wyrazic slowo sprzeciwu w sprawie likwidacji Zakladu Filozofii Chrzescijanskiej profesora Romana Ingardena. Stalo sie to w 1952 roku, na ogolnouniwersyteckim zebraniu, ktore mialo uchwalic odpowiednia rezolucje. Tosia otrzymala na drugi dzien wymowienie z pracy. Profesor musial interweniowac w jej sprawie u wysoko postawionej osoby.
Jak Niewodniczanski potrafil zalatwiac tego rodzaju sprawy? Cieszyl sie u owczesnych wladz komunistycznych wielkim autorytetem, mimo ze nie nalezal do partii i otwarcie, regularnie uczeszczal do kosciola i przystepowal do komunii. Tego typu postepowanie wystarczalo, by zakonczyc niejedna kariere. Byc moze ma racje Andrzej Hrynkiewicz, stwierdzajac:
"Mimo takich pogladow, Profesorowi udalo sie przeprowadzic Instytut i nas wszystkich, praktycznie bez uszczerbku, poprzez najczarniejszy okres stalinizmu i polowan na czarownice. To gladkie przeplyniecie przez fale fanatyzmu i nadgorliwosci nie bylo bynajmniej spowodowane ugodowoscia Profesora, ale bylo wynikiem jego wielkiej tolerancji. Mogl sie nie zgadzac z pogladami innych, ale uznawal je i szanowal, jezeli wyplywaly z prawdziwego przekonania."
Upartyjnienie fizyki na Uniwersytecie Jagiellonskim bylo zreszta wowczas kompromitujaco niskie: jeden pracownik naukowy, jeden techniczny i kilku studentow. Jeden z tych studentow, wyjatkowo malo inteligentny, zlozyl na Niewodniczanskiego skarge u rektora, profesora Marchlewskiego. "Ma pan nieciekawych studentow, panie profesorze" – uslyszal od Marchlewskiego Niewodniczanski. Rezim zrewanzowal sie Niewodniczanskiemu za jego przekonania dopiero po smierci. Przez 20 lat, az do 1988 roku, odrzucano wnioski o nadanie Instytutowi na Bronowicach jego imienia.Bardzo grozna bronia w rekach rezimu komunistycznego, kierowana w tamtych latach przeciwko ludziom nauki, byla inwigilacja przez sluzby bezpieczenstwa i szantaz polityczny. Byl on stosowany wobec fizykow, ktorzy zaczeli wowczas wyjezdzac za granice, rowniez na Zachod. Bardzo czesto kandydat do wyjazdu byl wzywany do Urzedu Bezpieczenstwa, gdzie proszono go o przesylanie do kraju interesujacych wiadomosci. Jesli delikwent byl twardy i odmowil, zazwyczaj nie pociagalo to za soba konsekwencji. Jesli ulegl, bywal pozniej szantazowany. Innym sposobem byla propozycja wspolpracy, kierowana za granica do tych, ktorzy z jakichs powodow prosili o przedluzenie paszportu. Znam osoby, ktore w taki sposob zostaly zmuszone do emigracji. Oczywiscie z reguly nie wypuszczano z kraju czlonkow rodzin. Byli zakladnikami.
W Instytucie w Bronowicach Henryk Niewodniczanski mogl ostatecznie zrealizowac swoje marzenia o utworzeniu duzego osrodka naukowego.
Henryk Niewodniczanski w swoim gabinecie w Instytucie Fizyki Jadrowej w Krakowie, lata 1960.
(Archiwum Instytutu Fizyki Jadrowej w Krakowie; Fot. Bronislaw Motyka, IFJ)
Dzieki niemu, jego uczniowie mogli rozwinac badania nie tylko w fizyce reakcji jadrowych i w spektroskopii jadrowej, ale tez w fizyce fazy skondensowanej, biologii i chemii radiacyjnej, medycynie nuklearnej oraz, przy zastosowaniu metod jadrowych, w geologii i archeologii. Dzisiaj w sklad Instytutu im. Henryka Niewodniczanskiego wchodzi takze Zaklad Fizyki Czastek Elementarnych. Fizyka w Krakowie zaczela sie znacznie szybciej rozwijac, rowniez na Uniwersytecie Jagiellonskim. Z poczatkiem lat szescdziesiatych [1964] wybudowano przy ulicy Reymonta 4 nowy gmach Instytutu Fizyki Uiwersytetu Jagiellonskiego, ktoremu niedawno nadano imie Mariana Smoluchowskiego. Az do smierci w 1968 roku Henryk Niewodniczanski byl rowniez jego dyrektorem.
Wmurowanie kamienia wegielnego pod budynek Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellonskiego.
Porektor UJ, Wiktor Jakubowski odczytuje akt erekcyjny.
Przed nim (w okularach) stoi rektor UJ, Stefan Grzybowski;
za nim stoi Henryk Niewodniczanski, a za nim Andrzej Hrynkiewicz.
Pierwszy od dolu Kazimierz Grotowski, autor artykulu; lato 1959.
Tutaj, ku wielkiej radosci Profesora, oprocz fizyki jadrowej, powstal nowoczesny osrodek optyki atomowej. Mozna smialo powiedziec, ze na przelomie lat szescdziesiatych fizyka w Krakowie przekroczyla pewna "mase krytyczna", czyniac to miasto pod wzgledem znaczenia i wielkosci drugim po Warszawie osrodkiem w Polsce.
Obchody 600-lecia Uniwersytetu Jagiellonskiego, Krakow, maj 1964.
Od lewej profesorowie: Bogdan Kamienski, Henryk Niewodniczanski, Zofia Ciechanowska, Eugeniusz Rybka, Jan Moszew.
Mielismy okazje, wraz z Adamem Strzalkowskim i Andrzejem Budzanowskim, prowadzic wspolne badania naukowe z Henrykiem Niewodniczanskim. Znaczna ich czesc wykonalismy przy pomocy cyklotronu U-120. Za kazdym razem, zabierajac sie do nowego problemu, musielismy prosic Profesora, aby chcial z nami wspolpracowac. Byl bardzo wyczulony na tym punkcie i nigdy nie "dopisywal" sie do prac. Oczywiscie nie mial czasu, by pelnic dyzury przy cyklotronie. Ale dyskusje z nim i wspolne przygotowywanie manuskryptu pracy bylo przyjemnoscia, bo niezaleznie od wielkiej intuicji i doswiadczenia naukowego, mial bardzo duzo poczucia humoru i uroku osobistego. Zajmowalismy sie wowczas optycznym modelem jadrowych rozproszen. Wczesniej, w 1951 roku, Profesor zakomunikowal mi, ze bede robil prace magisterska z optyki, jego ulubionej dziedziny, w ktorej, jak wiemy, mial wybitne osiagniecia. Z wlasciwa mlodemu wiekowi arogancja powiedzialem, ze wole fizyke jadrowa. Profesor nie pogniewal sie i tak powstala nasza pierwsza wspolna publikacja, poswiecona efektowi temperaturowemu licznikow Geigera-Müllera. Ale kilkanascie lat pozniej postawil jednak – w pewnym sensie – na swoim, bo w naszych cyklotronowych eksperymentach obserwowalismy takie "optyczne" zjawiska, jak efekt teczy czy glorii, ale nie optyczny, lecz dla fal materii. Dysponujac nowoczesnym, jak na owe czasy, akceleratorem i dosc zaawansowana aparatura pomiarowa, moglismy obserwowac interesujace i nieznane wtedy zjawiska, a wyniki naszych pomiarow, opisane wstepnie w raportach Instytutu, byly jeszcze przed opublikowaniem wykorzystywane w roznych miejscach na swiecie.
Henryk Niewodniczanski z Piotrem Kapica w Instytucie Fizyki Jadrowej w Krakowie, b.d.; prawdopodobnie 1964.
W trzy lata po smierci profesora Niewodniczanskiego, wspolnie z Andrzejem Budzanowskim i Adamem Strzalkowskim odbylismy samochodowa podroz po Szwajcarii i owczesnych zachodnich Niemczech. Odwiedzilismy rozne miejsca, miedzy innymi Monachium, Karlsruhe, Heidelberg i Julich. Po wieloletnim zakazie zajmowania sie fizyka jadrowa Niemcy wprowadzali do eksploatacji swoje pierwsze akceleratory i rozkrecali zakrojony na duza skale program badawczy. Spotkalismy wowczas wielu znanych fizykow niemieckich, profesorow H. D. Jensena, W. Gentnera, O. Haxela, C. Mayer-Böricke, oraz z mlodszego pokolenia, z ktorymi w nastepnych latach wspolpracowalismy, K. Eberhardta, K. Bethge, H. Rebela, G. Schatza, U. Schmidt-Rohra, H. Weidenmüllera, A. Fässlera i innych. Bylismy wszedzie przyjmowani z zainteresowaniem, jako ci, ktorzy maja juz na swoim koncie osiagniecia w tej dziedzinie. Nalezy pamietac, ze ta nasza niezwykla pozycja byla zasluga Henryka Niewodniczanskiego. Jak wspomina Andrzej Budzanowski: "nasi gospodarze nie zdawali sobie sprawy z faktu, ze nasze finanse na podroz byly bardzo ograniczone, a nie wolno bylo wowczas wywozic z Polski legalnie dewiz". Spalismy wiec gdzie sie dalo, w namiocie. Odwiedzajac CERN, zanocowalismy przypadkowo w poblizu strzelnicy i rankiem obudzila nas glosna kanonada. Korzystajac ze sposobnosci, zaobozowalismy rowniez w Zermatt i z Andrzejem Budzanowskim weszlismy na czterotysiecznik Breithorn.Wczesniej podrozowalismy rowniez z Profesorem. Byly to niezapomniane chwile. Niewodniczanski mowil biegle po niemiecku, angielsku, francusku, nie wspominajac juz o jezyku rosyjskim. Czul sie obywatelem swiata i szalenie lubil zwiedzanie. Przytocze tutaj slowa Adama Strzalkowskiego:
"Profesor byl nadzwyczajnym kompanem. Ciagle cos opowiadal, zawsze cos nowego, wspomnien mial moc i umial snuc gawede zupelnie w stylu wankowiczowskim. Lubil poznawac swiat: zwiedzac, ale tez partycypowac w zyciu odwiedzanych miejsc. Mowil: "nigdy nie zalujcie, Kulego, pieniedzy na to, co moglibyscie zobaczyc – to nie przepadnie, tego wam nikt nie odbierze..." Poznawalismy z Profesorem nie tylko instytuty, nie tylko zabytki, ale rowniez zycie odwiedzanych miejsc. Pamietam taki nasz pobyt w Paryzu. My z Kazikiem Grotowskim bylismy tam juz od kilku dni. Profesor przyjechal na posiedzenie Miedzynarodowego Komitetu Miar i Wag. Byl juz chory – mial przepukline – byl na kilka miesiecy przed operacja. Byl niezmordowany – nie tylko kazal nam zwiedzac miedzynarodowy salon samochodowy, ale wieczorem – wyciagal nas jeszcze do Folies Bergere – i to na glodno! I to na miejsca promenoir!"
Najdluzsza podroz z Profesorem odbylismy w Stanach Zjednoczonych, w 1966 roku. Bralismy (Niewodniczanski, Strzalkowski i ja) udzial w konferencji w Gatlinburgu (Tennessee), referujac tam nasze wyniki pomiarow calkowitych przekrojow czynnych na reakcje. Byl to nasz pierwszy pobyt w USA. Juz na poczatku wywolalismy zamieszanie, zamawiajac sobie indywidualnie miejsca w hotelu, jak normalni uczestnicy. Organizatorzy konferencji chcieli nas umiescic w jednym miejscu – razem z Rosjanami i innymi fizykami zza "zelaznej kurtyny". Po konferencji zamierzalismy odwiedzic kilka miejsc w Stanach Zjednoczonych, skad mielismy zaproszenia do wygloszenia odczytow. Majac ograniczone mozliwosci finansowe, postanowilismy wynajac samochod i udalismy sie z prosba o pomoc do biura zjazdu. Wywolalo to ponownie nie lada zamieszanie. Konsultowano sie z kierownictwem konferencji i prawdopodobnie rowniez z innymi instytucjami. W koncu wynajelismy olbrzymiego Dodge'a Monaco z klimatyzacja i, oczywiscie, automatyczna skrzynia biegow. Trasa przebiegala przez Cincinnati w stanie Ohio, Pittsburg, East Lansing, Chicago, Denver w Colorado, Pasadene i Los Angeles w Kalifornii, a skonczyla sie w Albuquerque w Nowym Meksyku. Jak nam pozniej powiedziano, FBI sprawdzala terminy przyjazdu i odjazdu we wszystkich instytutach, ktore odwiedzalismy na naszej drodze. Henryk Niewodniczanski byl znany jako czlonek "Klubu Rutherforda". Znano rowniez nasze prace nad rozpraszaniem czastek alfa i bylismy serdecznie przyjmowani. W Michigan State University w East Lansing przyjmowali nas Sherwood Haynes, Aron Goldansky i Tom Austin. W Pasadenie spotkalismy slawnego profesora Charlesa Lauritsena i jego syna Toma. Dyskutowalismy z Mike'em Melkanoffem, ktory byl naszym partnerem w pracach nad modelem optycznym. Widzielismy slawna tablice, na ktorej astrofizycy sugerowali fizykom pomiary przekrojow czynnych, waznych dla zrozumienia procesow zachodzacych w gwiazdach. W Los Angeles zostalismy zaproszeni na party przez profesora Saxona, owczesnego dziekana i pozniejszego rektora Uniwersytetu Kalifornijskiego. Saxon byl nam poprzednio znany jako tworca popularnego potencjalu Saxona-Woodsa. Zwiedzajac rozne i osrodki w USA, nie przypuszczalem, ze bede przez wiele lat blisko wspolpracowac z University of Maryland, Lawrence Berkeley Laboratory w Berkeley i Livermore National Laboratory w Kalifornii, A&M University w Texasie, Michigan State University w East Lansing i University of Rochester. Profesor doskonale znosil trudy tego rajdu samochodowego, mimo ze zblizal sie wowczas do siedemdziesiatki. Po drodze bylo wiele przystankow. W Sharonville, niemal na przedmiesciu Cincinnati, zatrzymalismy sie, aby pojsc w niedziele do kosciola. W Pittsburgu bylo ogladanie dinozaurow w slawnym muzeum paleontologicznym. Przecielismy Gory Skaliste. Nocowalismy nad Grand Canyon w Colorado. Przejechalismy przez Zion National Park i pustynie Mohave. W Las Vegas Profesor namietnie gral i wygrywal, az nagle odezwala sie – po polsku! – kelnerka: "Niech pan uwaza, przegra pan wszystkie pieniadze!" W Arizonie ogladnelismy wielki krater, pozostalosc po uderzeniu meteorytu. Ta interwencja przybysza z kosmosu zrobila na nas wielkie wrazenie, a zwlaszcza na Henryku Niewodniczanskim, ktory byl cale zycie zafascynowany astronomia i astrofizyka.W "Turzynie" – jego domku w Bukowinie Tatrzanskiej, nazwanym tak od rodowego herbu szlacheckiego Niewodniczanskich – na scianach i suficie sypialni wisialy mapy nieba. Jak twierdzi Andrzej Hrynkiewicz, w mlodosci Niewodniczanski powaznie sie zastanawial, czy wybrac studia z fizyki, czy astronomii. Czy wspolpracowac z profesorem Waclawem Dziewulskim, czy z jego bratem – astronomem, profesorem Wladyslawem Dziewulskim.
Chcialbym jeszcze wspomniec jedna podroz z Profesorem i Adamem Strzalkowskim, tym razem na Ukraine. Odwiedzalismy Kijow i Charkow. W podrozach na wschod Henryk imponowal nam zawsze wspaniala znajomoscia jezyka rosyjskiego, ktorym wladal jak rodowity Rosjanin, ale sprzed rewolucji. W Charkowie byl interesujacy osrodek, wyposazony w liniowy akcelerator elektronow. Po poludniu zostalismy zaproszeni przez dyrektora Instytutu, profesora Sinielnikowa. I nagle okazalo sie, ze jestesmy w typowo angielskim domu i pijemy "five o'clock tea". Po prostu, profesor Sinielnikow byl rowniez uczniem Rutherforda, ale z nieco pozniejszego okresu niz Niewodniczanski. W Cambridge ozenil sie z Angielka i przywiozl ja ze soba do Zwiazku Radzieckiego. Wyobrazmy sobie odwage tej pani, a moze po prostu nieswiadomosc sytuacji. Panstwu Sinielnikow udalo sie przezyc okres wojny na Syberii, gdzie Sinielnikow, podobnie jak Kapica, pracowal dla potrzeb przemyslu wojennego.
Henryk Niewodniczanski zmarl nagle 20 grudnia 1968 roku, w wyniku powiklan po operacji przepukliny. Zupelnie jak Ernest Rutherford, do ktorego byl tak zewnetrznie podobny. Wywarl wielki wplyw na nas, swoich uczniow, i na naukowe srodowisko Krakowa. Mimo uplywu ponad trzydziestu lat jego obraz bynajmniej nie zbladl. Na czym to polegalo? Profesor mial specjalny sposob postepowania z mlodymi ludzmi. Mial do nas zaufanie i latwo je nie cofal. Cieszyly go nasze zalety, ale godzil sie z naszymi wadami. Rozumial, ze poza fizyka musimy i powinnismy miec zycie rodzinne, interesowac sie swiatem, jezdzic na nartach czy uprawiac taternictwo lub speleologie. Nigdy nie narzucal formalnej dyscypliny, ale swym przykladem powodowal, ze traktowalismy Fizyke jak najwieksza przyjemnosc i przygode. Byl Wielkim Nauczycielem. W tych powojennych, tak ciezkich politycznie i ekonomicznie czasach potrafil wlasciwie oceniac mozliwosci, ale rowniez stawiac sobie i innym niezwykle ambitne zadania. Cechowaly go profesjonalnosc, zdolnosci organizacyjne, umiejetnosc doboru ludzi, sila przekonywania. Nie bez znaczenia byl jego imponujacy wzrost i postura, jak rowniez nieskazitelne maniery, ktore imponowaly rowniez komunistom. Potrafil dogadywac sie z moznymi tamtych lat, ale mial scisle wyznaczona granice kompromisu i przyzwoitosci. Niewodniczanscy stanowili dla nas wzor zycia rodzinnego, ale Profesor nie wykazywal nawet sladu nepotyzmu.
Irena i Henryk Niewodniczanscy z corka Justyna synami Tomaszem i Jerzym, Krakow, 1958.
Potrafil twardo walczyc w slusznej sprawie, ale nigdy nie tepil swoich wrogow. W swym jakze ciekawym zyciu miewal czasem wielkie niepowodzenia, ale mial tez ogromne szczescie i ostatecznie stalo sie ono wielkim sukcesem. Dzisiaj, po latach, patrzac na jego, ale tez na nasze zycie, jeszcze lepiej rozumiemy sentencje, ktora nam czesto powtarzal:"Mozna zawsze osiagnac cel, jesli sie do niego konsekwentnie dazy.
Tyle tylko, ze staje sie to zazwyczaj znacznie pozniej niz oczekiwalismy".
Henryk Niewodniczanski w swojej willi Turzyna w Bukowinie Tatrzanskiej, sierpien 1968.
Jedno z ostatnich zdjec Profesora.
(Fot. Jerzy Niewodniczanski)
Pogrzeb Henryka Niewodniczanskiego ba Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, 23 grudnia 1968.
Pogrzeb prowadzil Ks. Kardynal Karol Wojtyla. Trumne niesli uczniowie i wspolpracownicy sp. Profesora.
(Fot. Andrzej Kobos)
- Bibliografia:
- Korespondencja Henryka Niewodniczanskiego, udostepniona autorowi przez Pania Irene Niewodniczanska (obecnie przechowywana w Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie, sygn. K 111-40).
- K. Grotowski, Henryk Niewodniczanski, "Problemy" 2 (1970) 75-80.
- K. Grotowski, J. Hennel, J. Janik, D. Kunisz i A. Strzalkowski, Wspomnienie o Profesorze, "Zycie Literackie" 29, nr 1 (1979).
- B. Sredniawa, A. Strzalkowski, Historia Fizyki w Uniwersytecie Jagiellonskim [w:] Zlota Ksiega Wydzialu Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Jagiellonskiego, pod red. B. Szafirskiego, Krakow 2000, s. 389.
- A. Hrynkiewicz, Henryk Niewodniczanski [w:] Zlota Ksiega Wydzialu Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Jagielllonskiego, pod red. B. Szafirskiego, Krakow 2000, s. 489.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||