Zamieszczamy druga czesc zapisow z dziennika od czerwca do grudnia roku 1945 Eugeniusza Szermentowskiego, znanego krytyka sztuki i literatury w okresie miedzywojennym, przyjaciela Stanislawa Ignacego Witkiewicza.

Pierwsza czesc tego dziennika, od stycznia do maja 1945, zamieszczona zostala w poprzednim numerze 34 Zwojow. (AMK)





PIERWSZY ROK POKOJU

Fragmenty dziennika   (II)





EUGENIUSZ SZERMENTOWSKI



12 czerwca (1945).

W Pyrach otrula sie Halszka w przystepie depresji. Odbylismy z nia wspolnie marsz przez pruszkowskie pieklo. Jestesmy przybici.

Prasa podaje informacje o kochance czy zonie Hitlera nazwiskiem Ewa Braun. Konczy sie oto piec i pol roku rzezi, zbrodni, okrucienstw po to zeby sie na koncu dowiedziec iz Hitler mial kochanke czy tez zone imieniem Ewa Braun. Jak w nedznym filmie sensacyjnym. Juz Oscar Wilde powiedzial iz zycie z artystycznego punktu widzenia jest czyms chybionym. Katastrofy jego zdarzaja sie zawsze na niewlasciwym miejscu i dotycza niewlasciwych ludzi. W komediach jego tkwi groteskowy strach, a jego tragedie koncza sie farsa.

Po tym wszystkim kaza nam dzisiaj czytac drastyczne szczegoliki o pani Ewie Braun. Farsa.


13 czerwca.

W kolejce idacej do Dabrowki spotkalem zrujomego kupca warszawskiego, pana B. Zawsze byl z niego frant. Zawadiacki kapelusik, mina pewna siebie. Radosc zycia az tryskala. Byl bogaty, mial dwoje dzieci, chlopca i dziewczynke. Byl szczesliwy. A teraz - co? Ledwom go poznal. Chudy, trzesacy sie staruszek. Pokiwalem glowa. Jeszcze jedna warszawska ofiara. Ile ich jeszcze spotkam? Spytalem o dom, o rodzine, o sklep. Machnal reka. Gest ten uczynil ze szczera wzgarda. Sklep!

- Wszystko przepadlo.

Wiec gdzie sie kryla jego tragedia? Widzac to pytanie w moim wzroku, mechanicznie, odruchowo siegnal do bocznej kieszeni. Wyciagnal chudy pugilares z cielecej skory, poszperal w nim. Wydobyl fotografie dwojga podrastajacych dzieci: chlopiec i dziewczynka.

- Syna mi zabrali – powiedzial glosem chropawym.

Wiec tutaj tkwil gwozdz.

- Nie mial jeszcze 14 lat. Odlaczyli nas w kosciele na Woli... od matki. Od tej pory nie mam wiadomosci. Ale przy mnie zaraz w tym samym kosciele rozstrzelali 80 mlodych powstancow. Dzialo sie to 14 sierpnia, na poczatku powstania. Gdzie go mogli zabrac ?

To byl jego syn.

- Wie pan, - powiada, - nauczylem sie jednej modlitwy. Odmawiam ja codzien. "Boze, zabierz w ofierze owoc trudow calego mego zycia. Niczego mi nie zal, ani bogactw, ani skarbow, ani pamiatek. Przyjmij to ode mnie w ofierze, co ci oddaje bez zalu i bez goryczy. Ale wroc mi syna".

Ale minelo juz tyle miesiecy. I Bog milczy.

Dzis bardzo sensacyjna wiadomosc w Zyciu Warszawy: zaproszenie do Moskwy delegatow rzadu tymczasowego, Bieruta, Osobki-Morawskiego i Gomulki, dalej przedstawicieli dzialaczow krajowych (Wincenty Witos) i przedstawicieli rzadu londynskiego w osobach Mikolajczyka i Stanczyka.

Maja sie zjechac w terminie do 15 czerwca i wspolnie obradowac nad utworzeniem rzadu na szerszych, demokratycznych podstawach. Cwierciakiewiczowa moglaby zalecic: wez cetnar maki, kilo gwozdzi, kope jaj, dwa stare kalosze; przepusc przez maszynke. Wyjdzie z tego smaczna strucelka. Ano, zobaczymy, czy bedzie strawna.




Prezydent Boleslaw Bierut przyjmuje Arthura Bliss Lane, ambnasadora USA w Warszawie.
Podobienstwo Bieruta do Hitlera i jego unikajace spojrzenie zostalo powszechnie zauwazone.
(Arthur Bliss Lane, I saw Poland Betrayed)


We wsi Wierchowiny, w okolicy Krasnegostawu, oddzial terrorystyczny, dokonal napadu na miejscowa ludnosc. Wyrznieto cala prawie ludnosc, okolo 30 ludzi. Gazety podaja, ze napasci dakonaly dddzialy N.S.Z. (Narodowe Sily Zbrojne).

Stefan Szwedowski, kolega mego ojca, spotyka mnie w Piasecznie i powiada, ze w powstaniu zginela jedna z corek Melchiora Wankowicza. Obie te dziewczynki, Tily i Krysie, znalem jeszcze z Jodanc, z Litwy kowienskiej, kiedym pisal pierwsza moja ksiazke. Pani Zofia Wankowiczowa uratowala sie.

Czytajac sprawozdania zagraniczne, nic a nic nie rozumiemy wielu rzeczy. Bor-Komorowski naczelnym wodzem. Anders - ministrem wojny. Co to za szopki? Bo ilekroc opieralismy sie na czyms, wszystko wychodzilo na opak.

Teraz najwieksze zagadnienie, to opieka nad tysiacami wracajacych z obozow. Rzad przeznaczyl na ten cel milionowe fundusze. Obliczono, ze odbudowa kraju bedzie nas kosztowala 12 miliardow zlotych przedwojennych, t.zn. opartych na zlocie. T.zn. ze wlasna nedza placic bedziemy za to odrodzenie. Jezeli zwazyc, ze caly nasz przedwojenny budzet panstwowy przed wojna stanowil dwa miliardy zlotych, ciarki przechodza po grzbiecie.




Sowiecki konwoj z lupami wojennymi przejezdza przez zburzona Warszawe.
Za sfotografowanie takiego konwoju grozilo aresztowanie.
(Arthur Bliss Lane, I saw Poland Betrayed)


14 czerwca.

Po poludniu w Piasecznie. Tajemniczy, jak zawsze, dentysta moj, pan R., opowiada bajdy o skarbach, jakie rozprzedaja zolnierze w Gorze Kalwarii. Garnitur mozna kupic za 1200 zl, dukatowa obraczke - za 300 zl. Slowem - Klondyke. Wszyscy hurmem wala do Gory Kalwarii, zeby sie oblowic. Ale skad te skarby, skad to zloto?

Do Moskwy przybyla juz delegacja rzadu tymczasowego.


15 czerwca.

Nowa psychoza! Gora Kalwaria! Jakiegos bzika ludziska na tym punkcie podostawali. Chodza sluchy ze zolnierze przywiezli ze soba nieslychane skarby: cale barylki topionego zlota, buty, maszyny do szycla i do pisania, cale bele prawdziwej angielskiej welny. Ktos widzial faceta obwieszonego bizuteria. Byly tam kolczyki szmaragdowe, wspaniala bransoleta z rubinow, pierscienie, ze klekajcie narody, broszki prababek w ksztalcie symboli Wiary, Nadziei i Milosci (Kotwica, Serce, Krzyz).

Obraczka rzeczywiscie byla dukatowa. Na wewnetrznej stronie wygrawerowane byly literki B. M. i data 7.8.1930. Komu ja zdarto z palca? Dla kogoz to byla najdrozsza pamiatka? Czy nalezala do Niemki, ktorej maz polegl pod Stalingradem, czy moze do Polki zameczonej w Oswiecimiu? Ale to pana. M. nic a nic nie obchodzi. Pan M. kombinuje tylko ile tez na obraczce zarobi. I glowi sie, skad zebrac dosc pieniedzy, zeby do tej Gory Kalwarii pojechac. Jedna taka juz poleciala do Golkowa do "Rudej". Nie zastala jej. Poleci drugi raz. Niech leci. Jest gola i szuka piorek.

Zimno. Wiatr. Wlozylem sweter. Po poludniu herbatka u pani Kwileckiej. Maja byc lody, bo to jej urodziny.

Pierwsza wariatka! Zawsze sie ogromne dziwilem w czasie okupacji, ze nie ma wariatow. Moze wszyscy byli zwariowani i dlatego sie nie odroznialo. Ale teraz wezly pekly, i oto pierwsza wariatka.

Zobaczylem ja w Piasecznie. W tym przekletym Piasecznie, gdzie, zeby wyzyc, musimy lody sprzedawac wsrod zimnokrwistych przekupek. Na jednym oku miala czarna opaske, na jednej nodze rozdeptany trzewik. Druga byla bosa. Najpierw nie zwrocilem na nia zadnej uwagi. Ale kiedy zaczela glosno zawodzic, przyjrzalem sie jej z bliska. Byla w obszarpanej, zabloconej kiecce, oczy miala szkliste, jakby zaplakane. Wciaz mowila ze teraz musi sie dobrze odzywiac. Chwycila sie za wlosy i krzyczala:

- O Boze, o moj Boze, moja glowa, moja biedna glowa! Mialam isc za maz, ale brakuje mi witamin... Moj Boze, znowu ten glod i znowu te pokrzywy.

Mlody, gorliwy milicjant przystanal i zazadal od niej dokumentow. Upadla na kolana, zaczela sie tluc po piersiach i przysiegac ze dokumentow nie ma, ze dokumenty w parafii, ze ona spalona w Warszawie.

Dalem jej 5 zl na te jej witaminy i odszedlem spiesznie. Jak mozna pomoc wariatce?

U Kwileckiej kupa gosci. Wsrod nich mlody porucznik, b. partyzant. Walczyl na froncie az pod Poznaniem. Mial szofera, Rosjanina, Kole, Sybiraka. Przemily chlopak. Ale zupelnie lekcewazyl sobie rozkazy zwierzchnikow. Jezdzil gdzie i kiedy chcial. Kiedysmy juz wychodzili, zjawil sie bardzo wychudzony pan. Wraca z obozu. Najpierw poszedl do kuchni umyc rece. Potem sie okazalo ze to maz pani Kwileckiej.

Okropnie ktos smierdzial na tym fajfie. Udawalismy ze nikt nie czuje. Potem Lipkowski westchnal i powiedzial ze niedlugo bedziemy mieli swiatlo. Wiec bedzie mozna umyc porzadnie nogi w cieplej wodzie.

Po fajfie dwie godziny rabalem drzewo. Spocilem sie jak mysz. Dunia poszla do lasu z pania Raciecka po chrust. Przyniosla caly worek.

Majcharek, czlonek P.P.R., przyjal moje ksiazki do biblioteki swietlicowej. Szkoda, tylko, ze nikt nie umie po rosyjsku.


16 czerwca.

Wincenty Witos oswiadczyl p. Lebiediewowi, ambasadorowi radzieckiemu w Warszawie, ze z powodu choroby nie bedzie mogl wziac udzialu w rozmowach moskiewskich.

W Moskwie przebywa prof. Kutrzeba.

Konferencja w San Francisco zakonczyla sie 16 bm. Daj Boze zeby po naszej mysli Ma przemawiac Truman. Nie jest to facet, ktory budzi zaufanie, ale ostatecznie honor ma jeszcze jakies znaczenie.

Joachima Ribbentropa ujeto w Hamburgu. Mial przy sobie przygotowane listy do Edena, Churchilla i Montgomery’ego.

W Pyrach powiesil sie nasz przyjaciel Sk., maz Halszki.


19 czerwca.

Wczoraj w Zalesiu u Skapskich na herbatce. Mikolajczyk ze Stanczykiem (co za symboliczne nazwiska! "Miales chamie zloty rog"... Mikolajczyk... Wesele; i znowu Stanczyk matejkowski po utracie Smolenska na balu - dziwne figle lubi platac historia), przyby1i juz do Moskwy. Ma tam byc ustalony czas i miejsce konferencji pokojowej. Im predzej sie zawrze pokoj, tym lepiej. Bo z punktu widzenia prawa miedzynarodowego, jak mnie tego uczyl w Wilnie prof. Waclaw Komarnicki, dalej mamy "status belli", tyle ze z zawieszeniem. Zastanawiamy sie, jaka zasada przyjeta zostanie na tej konferencji pokojowej, czy "status quo ante bellum", czy tez - "uti possidetis". Chyba raczej to drugie.

Spotkanie wielkiej trojki ma sie odbyc w Poczdamie. Co do Hitlera, najzabawniejsze kraza pogloski. Niedawno slyszalem, czy tez czytalem, ze uciekl do Irlandii i ze ukrywa sie w Dublinie, A moze jeszcze w dodatku w podziemiach katedry sw. Patryka. Boki zrywac.

Wpadl na krotko Jozio S. Jakies interesy ze zlotem; maja juz czteropokojowe mieszkanie w Lodzi. Zimno wciaz przerazliwe i gwaltowne wichury. Jakby jakies kosmiczne sily na cztery wiatry rozniesc chcialy skutki tej zabawy, jaka sobie ludkowie na planecie Ziemia zwanej urzadzili. Z Prus Wschodnich wiadomosci alarmujace, ze bez broni pokazac sie nie mozna, ze bandy grasuja, ze kobieta nie wyjdzie tam bezpiecznie.

W Gorze Kalwarii bajkowe operacje finansowe. Handel lupami. No, coz, Sobieski takze sie pod Wiedniem oblowil, a czy dywan sultanski, poniemiecki, czy mnie samemu zrabowany - jakaz to roznica? W domu slynnego cadyka Altera, ktory w pore zdazyl wyemigrowac z rodzina, mieszka teraz dowodca jednostki wojskowej.

Nauczylem sie nowych, nie znanych dotad okreslen. "Miekkie", "twarde" znamy juz z okupacji. Teraz znowu wciaz slysze: "kamien" (zapalki w duzych paczkach), "glowka" (maszyna do szycia), "damka" (rower damski). Kazdy dzis tak tymi wyrazaml operuje jakby przez cale zycie nic nie robil, tylko handlowal zapalkami, bibulka do papierosow czy rowerami.

Wstepne rozmowy delegatow rzadow polskich w Moskwie juz trwaja. 18 czerwca rozpoczal sie w Moskwie "proces szesnastu" z gen. Okulickim na czele. W Belgii kryzys polityczny w zwiazku z powrotem krola Leopolda.

Dzis ladna, sloneczna pogoda. U ksiegarza w Piasecznie widzialem pierwsze, szesciotomowe wydanie slownika Lindego z roku 1807. Cena zlotych 1600, t.zn. piec rubli zlotem!


21 czerwca.

Wszyscy sie pasjonuja procesem moskiewskim. Oskarzenie: dywersja, szpiegostwo, akcje terrorystyczne. Prasa podaje, ze wiekszosc przyznala sie do winy. Jednym z oskarzonych jest Zbigniew Stypulkowski, b. nasz posel na Sejm, moj kolega uniwersytecki. Skapo wiadomosci za to o porozumieniu w sprawie Jednosci Narodowej.

Dzis odwiedzilem mjr. L. Zamyka sie na cztery spusty i nikogo nie chce wpuszczac, bo za czesto ma nieproszone wizyty lazegow, ktorzy natretnie domagaja sie bimbru. W zamian za cwiartke oddaja mu do wylacznego rozporzadzenia caly Lasek Kabacki. Niderlandy Zagloby wciaz sa w modzie.

Na Pradze ruszyly wczoraj pierwsze tramwaje.


22 czerwca.

Dzis mija cztery lata odkad prowadze ten dziennik. Pamietam te jasna noc, kiedym wracal cztery lata temu od Rogalskich. W Alejach Jerozolimskich stalem o polnocy dobra godzine zanim udalo mi sie przeslizgnac pomiedzy dudniacymi czolgami, ktore pedzily na most Poniatowskiego.

I nazajutrz ulice dziwnie opustoszale. Potem telefon od Basi Lubomirskiej, ze nowa wojna. Potem krociutki dodatek nadzwyczajny, a juz po poludniu huk i bomba na Krakowskim Przedmiesciu. Spotkalem zziajanego, pedzacego do siebie Antoniego Uniechowskego. Rzeczywiscie, wylecialy u niego wszystkie szyby.

Czterech lat trzeba bylo na to, zeby te masy wojska przewalily sie Alejami az pod Stalingrad i zeby tymi samymi Alejami zwiewaly az po Berlin i Elbe. Tylko juz grubo przerzedzone.

Pamietam przed wojna kwilenia pacyfistow. Teraz znowu czyta sie wzniosle apele o prawdziwa demokracje, o poszanowanie godnosci ludzkiej. Moze istotnie nowa era, moze w tym ustroju istnieje praworzadnosc i poszanowanie godnosci ludzkiej.

Do Constanzy przybijaja ciagle nowe okrety z darami od U.N.R.R.A.


23 czerwca.

Zapadl wyrok w "procesie szesnastu". Nadspodziewanie lagodny. Okulicki dostal "tylko" 10 lat wiezienia, inni po kilka, pozostali uniewinnieni. Jutro wielkie uroczystosci w Moskwie z powodu zwyciestwa.

Sprzedalem w Piasecznie kilka ksiazek, bo nic innego spieniezyc nie mozna.

Sensacyjna nowina: utworzono Tymczasowy Rzad Jednosci Narodowej. Do obecnego rzadu powolano Witosa, Kiernika, Mikolajczyka, Grabskiego, Thugutta. Zachodzimy w glowe, jak na to zareaguje Londyn i co zrobia Arciszewski, Raczkiewicz, Bor.

Nowe zeznania w sprawie Hitlera zlozyl jego szofer, Kempke. Fuhrer dokonal calopalenia razem z zona.

Nie moge przejsc obojetnie obok ksiazek. Nie mamy nic pieniedzy, ale kupilem Wspomnienia Wojciecha Kossaka. Umarl 29 lipca 1942. Odwiedzilem go w Krakowie na "Kossakowce" wiosna 40-go roku. Pan Wojciech, jak zwykle, w zawadiackim swoim kapelusiku na glowie, siedzial przed stalugami i odwalal kolejnego konika. Ciezko mu, wiec dla roznych lykow i kupcow maluje takie koniki. Przywiozlem mu paczke przedwojennego tytoniu fajkowego. Grzecznie podziekowal. Narzekal na Madzie, ze ma szeroka raczke i nie umie oszczedzac. Ma takze przykrosci z Niemcami, boi sie ze go chca z willi wysiudac. Napisal wiec list do Mackensena, ambasadora w Rzymie, syna feldmarszalka (obu ich znal dobrze z Berlina) zeby sie za nim wstawil. Pokazal mi nawet uprzejma odpowiedz ambasadora. Rzeczywiscie, byloby to smutne: 80-letni artysta bez dachu nad glowa z cala rodzina. Potem pani Maria z Kisielnickich Kossakowa, mila staruszka z pogodnym usmiechem, zaprosila mnie na herbatke. Ogladalem w saloniku przepyszny portret Juliusza roboty Wyczolkowskiego i slynny portret obu coreczek, Marii i Magdaleny, malowanych w kabriolecie, pedzla Wojciecha Kossaka.

Coraz wiecej ludzi przybywa z Zachodu, z obozow. Wielu nie moze odnalezc rodziny. Rzad zabronil handlu dewizami.

Mamy teraz najdluzsze dni. Wieczorami rozlega sie choralny spiew zolnierzy radzieckich. Z animuszem wyspiewuja sobie raz smutne, to znow skoczne "czastuszki".


27 czerwca.

Zniesiono cenzure listow i zakaz poslugiwania sie aparatami radiowymi. Co z tego, kiedy malo kto kupi sobie radio, bo nie ma za co i nie ma gdzie je kupic. Delegaci polscy powracaja z Moskwy do Warszawy.

Za szyba obserwuje pajeczyne. Brudna, stara, poszarpana, ale mocna jeszcze; bezradnie miota sie w niej mucha. Czyni to tak nierozwaznie, ze coraz bardziej zaplatuje sie w sieci pajeczej. Dokola predziutko uwijaja sie trzy malenkie pajaczki. Stary, gruby pajak od dluzszego czasu jakos sie nie pokazuje. Zginal, czy tez opuscil swoja katownie. Mlode pajaczki, jak cyrkowcy w trykotach, zreczn1e biegaja po pajeczych schodkach i ostroznie obchodza muche z daleka. Kiedy sie do niej nieco zbliza, mucha bzyka glosniej i miota sie gwaltowniej. Pajaczki w nogi. Czasem spadna z linki, leca w dol w przepasc. Ale ta im nie grozi. Juz po chwili winduja sie w gore, jakby nigdy nic. Do jutra pewnie mucha zdechnie. Wtedy zaczna ja wysysac.


29 czerwca.

Nasi politycy wrocili do Warszawy. Nowy rzad ma byc sformowany jeszcze w tym tygodniu. Prasa Hearsta podobno jatrzy i judzi przeciwko Z.S.R.R. W Grecji aresztowania socjalistow. Turcja zaniepokojona wzrostem potegi Rosji. Gotuje sie jak w garnku. Lada dzien ukaze sie dekret regulujacy prawo wlasnosci w Warszawie. Nieruchomosci zostaja wlasnoscia posiadaczy. Grunty przechodza na wlasnosc gminy. Place pod budowe maja byc oddawane prywatnym inwestorom tytulem "emfiteuzy".

We dworach ciemni chlopi odrobine przesadzaja w swojej gorliwosci. Jedna z gazet cytuje pismo wojta do starosty: "Posylam wam, obywatelu, nowe ksiazki, zebrane po dworach. Wszystkie stare ksiazki i papiery spalilismy". Kubek w kubek jak we Francji w roku 1789 i w Rosji w roku 1917. Dzis w Warszawie pochody i capstrzyki dla uczczenia Rzadu Jednosci Narodowej. Przemawiali Grabski i Mikolajczyk.

W Piasecznie spotkalismy Halszke Skapska. Chodzi po rynku i sprzedaje materialy wlokiennicze. Pomyslec: wlascicielka trzech domow we Lwowie i palacyku w Pyrach! Wczoraj kartka od Matki z Potoka z zyczeniami. Poczta juz funkcjonuje bez zarzutu, List idzie trzy, cztery dni.


5 lipca.

Dzis po raz pierwszy od czterech miesiecy w Warszawie kolejka podmiejska. Dojazd tylko do Szop. Tam Sodoma i Gomora. Wrzask furmanow, kwik koni, placz dzieci.




Warszawa 1945:   Aleje Jerozolimskie, rejon dawnego Dworca Glownego.
(fot.   Jan Bulhak)


- Na Zoliburz!

- Na Pragie!

- Do dworca!

Po drodze widzimy moc furmanek wywozacych gruz. Wiec odbudowa Warszawy rozpoczeta. Ten wywoz gruzu, to ciezki, ale, jak slysze, bardzo intratny zawod. Furman dostaje dziennie 2000 zl. Zajmuje sie tym kilku bylych ziemian, ktorym udalo sie zachowac woz i konie.

W ksiegarni Kuthana na pl. Trzech Krzyzy dowiedzialem sie o smierci Zygmunta Jurkowskiego. Wrocil z obozu i po trzech dniach umarl na serce. Zostawil zone i troje malych dzieci. Zaszedlem do Muzeum Narodowego obejrzec wystawe p.t. "Warszawa oskarza". Wstrzasajace wrazenia. Bezcenne obrazy podziurawione kolbami, poszarpane w strzepy. Inkunabuly zapaskudzone jakims swinstwem. Meble antyczne pociachane i podziurawione kulami. Najwieksze wrazenie jednak robi pomnik krola Zygmunta. Odpadl krzyz i miecz z kawalkiem reki. Glowa krola, ktora przez 300 lat patrzyla na nas z gory, teraz stoi przed nami oko w oko. Nawet mumiom egipskim, ktore tyle wiekow przetrrwaly, nie darowano. Sciagniete z nich bandaze sciela sie obok jak wydarte wnetrznosci.

Dokola ruiny, Obok tych ruin, gruzu, blota, smrodu, tu i owdzie jakis wspanialy sklep z kawiorem, czekolada, lososiem. Pod murami, we wnekach zrujnowanych bram, antykwariusze sprzedaja, swoj towar. Ksiazki brudne, osmolone. ale tansze niz na prowincji. Z dusza na ramieniu poszedlem na obiad do ocalalej "Polonii". Czy wystarczy mi pieniedzy?


6 lipca.

Wyglada na to, iz rzad londynski przestaje istniec, gdyz glowne mocarstwa, U.S.A., Z.S.R.R., Anglia, Chiny, uznaly Rzad Jednosci Narodowej.

W Piasecznie na rynku spotkalem sie z moim znajomym, Emilem Kipa. Swietny historyk zali mi sie ze razem z calym dobytkiem stracil swoj dorobek naukowy. Najbardziej zal mu opracowanej korespondencji ksiecia Jozefa Poniatowskiego.


8 lipca.

W Odrodzeniu czytam ze w obozie pod Hamburgiem zmarl z ran Jerzy Paczkowski. Znalem go doskonale. Byl swietnym poeta, doskonalym redaktorem Cyrulika Warszawskiego (po Janie Lechoniu), zdolnym satyrykiem. W moich szpargalach uratowal sie tekst "Szopki politycznej" z roku 1931, w ktorej pan Jerzy wspolpracowal. Nie mial pewnie wiecej niz 35 lat. Czesc jego pamieci!

Urzadzono zabawe taneczna i panie wyciagnely mnie z domu. Tanczylem nawet z pewna rosyjska zolnierka. Powiada, ze dziewczeta wracaja do domow. Ona w wojsku od trzech lat. Na nogach nie miala ponczoch, tylko buty z cholewami. Na piersiach medale: "Za odwage" i za "Obrone Stalingradu", Derda, soltys, przy bufecie stawia bimber. Jeden z zolnierzy zaczal blaznowac, chwiac sie, udawac pijanego. "Starszyna" wzial go na strone i widac bylo, ze go surowo strofuje. Derda powiada, ze widzial sie z wicepremierem Mikolajczykiem i z prof, Grabskim. Mikolajczyk ma przybyc do Pyr na rozmowe z delegatami P.S.L. "Piast".

Kanada, Szwecja, Szwajcaria uznaly nowy rzad polski.


10 lipca.

Wczoraj w Warszawie u pani L. Powiada mi, ze po osmiu miesiacach zwolniono z aresztu Boleslawa Piaseckiego, Z Rumunii powrocil Eugeniusz Kwiatkowski.

Zabawnie mieszkaja panstwo L. Mieszkanie na trzecim pietrze przy swieczkach. Wode nosi sie kublami z sasiedniej ulicy, nie maja ani jednego wlasnego mebla, Jeden pokoj bez sciany szczytowej z wywalonym oknem. Tam wlasnie spalem na barlogu z cuchnacych pledow. Wlasciwie wcale nie spalem, tak mnie gryzly pluskwy.

Basia L. na Wawelu sprzedaje lody. Ruch migracyjny szalony. Ludzie jezdza jak opetani, szukajac dachu nad glowa i kawalka chleba.


19 lipca.

Prokuratura krakowska rozeslala listy goncze za Ferdynandem Goetlem i za J. E. Skiwskim.

Japonia podobno zglosila propozycje kapitulacji. Od kilku dni konferencja trzech w Poczdamie. Hitler podobno ukrywa sie w Patagonii. Od kilku dni upaly. Zaczely sie zniwa. Soltys Derda powiada, ze urodzaje wyborne, byleby pogoda dopisala.


1 sierpnia.

Pierwsza rocznica powstania w Warszawie. Wiec w Dabrowce juz siedzimy 10 miesiecy. Kiedy sie pomysli o tym co sie przeszlo, ciarki po grzbiecie lataja. Wciaz odkrycia nowych zbrodni masowych. Na Slasku znaleziono grob jencow i powstancow warszawskich. Podobno do 80.000 ofiar. Wczoraj wizyta pani Alfredowej Bninskiej z corka i pani Grabowskiej.

W Piaseczie spotkanie z Halszka Skapska. Wraca z Gdanska. Jej szwagier jest wojewoda pomorskim. Kiedys, gdy z siotra jechala w towarzystwie adiutanta, zbrojny oddzial w lesie chcial je wywlec z samochodu. Cudem ocalaly. Wille w Sopocie, owszem mozna dostac. Ale zadaja odstepnego 40,000-50,000 zl.

Dzis ukazal sie komunikat po konferencji w Poczdamie. Przyznano Polsce administracje poreczajaca terenow na wschod od Odry i Nysy, a ustalenie granic pozostawiono do rozstrzygniecia kongresowi pokojowemu.

Nastroje wciaz takie jakby wojna wcale sie nie skonczyla. Moj szewc, ktory przybil mi blaszki do trzewikow, powiedzial znaczaco:

- Wojna? Ja ja wciaz czuje nosem.

W Gdansku na jakiejs posadce siedzi moj kolega szkolny, Zdzislaw G., syn b. premiera. Glupstwa rozglasza ze jego ojciec zawsze byl komunista. Jego starszy brat spotkal mnie w Warszawie i kiwal smutnie glowa. Po co plesc takie banialuki!


10 sierpnia.

W tym tygodniu dwie wielkie sensacje. 6 sierpnia rzucono na Hirosime pierwsza bombe atomowa. Rosja wypowiedziala Japonii wojne.


11 sierpnia.

Japonia skapitulowala. Prosza tylko o zachowanie ich cesarzowi praw suwerennych. Marszalek Zymierski odznaczony orderem "Zwyciestwa" przez Rosjan. Prezydent Truman w wywiadzie prasowym rzucil pod adresem Polski kilka cieplych i krzepiacych slow.


13 sierpnia.

Umarl Stefan Jaracz, jeden z najwiekszych naszych aktorow. Zyl lat 61. Uroczysty pogrzeb na koszt panstwa. W "Odrodzeniu" fotografie zamordowanych pisarzy: Boya, Hollendra, Henryka Dembinskiego. Przed kilkoma tygodniami w Glasgow zmarla Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Nie ustaja morderstwa polityczne. Tak zabity zostal kierownik odbudowy radiostacji raszynskiej, kpt. inz. Nikoforow. Pisma ciagle przynosza wiadomosci o mordowaniu Zydow, czlonkow P.P.R. Walka bratobojcza rozgorzala w rozmiarach niepokojacych. W Krakowie 11 b.m. byly rozruchy, napadano na domy zydowskie, na boznice. Podobno sa ofiary w ludziach.

Skapscy nie jada do Gdanska. Mimo stosunkow, protekcji i znajomosci, spotkal ich zawod.

Leje jak z cebra. Jeszcze nie pamietam tak dzdzystego lata.


16 sierpnia.

Rano taka ulewa, ze leje sie po scianach, z okien plyna na podloge cale strumienie. Biegam z naczyniami i ze scierkami i gdyby nie brak arki, czulbym sie jak Noe.

Na Petaina zapadl wyrok smierci, zlagodzony na dozywotnie wiezienie przez wzglad na jego wiek.

Glos Ludu atakuje sady i urzedy, ktore zbyt liberalnie rozumieja "reprywatyzacje". Zarzuty dotycza np. firmy Klawe, ktora pragnie z powrotem objac fabryke i majatek Drwalew (Instytut Serologiczno-Bakteriologiczny), odebrany Klawemu przez Niemcow.

W "Polonii" spotyka sie znajome twarze. Wielu dziennikarzy naszych wrocilo z Londynu. Widzialem Eugeniusza Kwiatkowskiego, Antoniego Slonimskiego, Ksawerego Pruszynskiego. Przybyl do Warszawy ambasador angielski.

Chwala Bogu, w jakims sklepie komisowym sprzedalem dwa dywany perskie za 8000 zl. O pracy literackiej nawet marzyc nie moge. Na domiar zlego pan Stanislaw L. Uznal te wlasnie chwile za najodpowiedniejsza do wymowienia mi mieszkania. Do swego domu wrocic nie moge, bo w proszku, a tu eksmisja. Z ludzi robia sie hieny. Wielkie oblawy na fabrykantow bimbru, spekulantow i handlarzy walut. Bylem u Zeldina, nowego dyrektora "Orbisu". Przed wojna pracowal w warszawskim oddziale Wagons-Lits/Cook. Obiecuje mi posade u siebie. Wielki czas, bo wyprzedaje sie doszczetnie i za psi grosz.

Dzis rano aresztowano u nas pana Stanislawa L. Kto pod kim dolki kopie... W Krakowie dochodzenie przeciwko Feliksowi Mlynarskiemu, b. prezesowi Banku Emisyjnego w G.G. Zona Stefana Ossowieckiego, pani Zofia Ossowiecka, droga ogloszen w pismach poszukuje meza. Znalem go bardzo dobrze i nawet mam wspolna fotografie. Jego Swiat mego ducha to jedna z najciekawszych ksiazek, jakie zdarzylo mi sie czytac. Doswiadczenia z marszalkiem Pilsudskim na odleglosc, zaprotokolowane przez swiadkow, budzily sensacje w swiecie naukowym. Odwiedzilem kiedys inzyniera na Polnej. Zastalem w salonie pelno interesantow domagajacych sie wyjasnien jasnowidza. W rogu stala olbrzymia klatka z ptaszkami, ktore cwierkaly sobie pogodnie. Teraz mieszkanie zburzone, on zginal bez wiesci, zamordowany, jak powiadaja, na poczatku powstania na Szucha, a pani Zofia prowadzi dzielnie mala kawiarenke na Zurawiej. Mowil do zony, ze beda sie dzialy rzeczy straszne. A mimo to nie chcial Warszawy opuscic.




Warszawa 1945:   Ulica Marszalkowska, rog Wilczej.
(fot.   Jan Bulhak)


Tak samo Zaklina Doberska szuka meza, Tadeusza. Byl moim kolega uniwersyteckim. Zginal od bomby we wlasnej willi pierwszego dnia powstania.


22 wrzesnia.

Laze i laze do Zeldina, obiecuje, ale nic sie sprawa moja nie posuwa. Sprzedaje ksiazki. Wczoraj sprzedalem ostatnia bransoletke zony.

Wczoraj cztery godziny bawil w Warszawie gen. Eisenhower. Dekorowany byl w Belwederze wstega orderu Grunwaldu I klasy. Kilka banalnych zdan ubolewania nad zgliszczami miasta.




Warszawa spontanicznie wita Generala Dwighta Eisenhowera.
Na brzegu Wisly Gen. Eisenhower wykrzyknal: "Co za doskonaly przyczolek!"
Warszawa, 21 wrzesnia 1945.
(Arthur Bliss Lane, I saw Poland Betrayed)



Latam jak opetany po urzedach szukajac posady. Znajome twarze: prof. Julian Makowski (o jego Prawie miedzynarodowym pisalem kiedys w Wiadomosciach Literackich), Emila Kipe, Janusza Makarczyka, ktory swiezo wrocil z Zachodu. Chaos wszedzie niesamowity, jak w Ksiedze Genesis. "Na poczatku bylo Slowo". Otoz to nowe slowo zawsze tworzy chaos, dopoki z mglawicy nie wykluje sie cos nowego. Ale co? Jutrzenka swobody czy potworek? Raj dla ludzi czy pieklo?

Moc ludzi wyjezdza na Zachod. Ale jak to robia, nie mam zielonego pojecia. Ja w kazdym razie nie wyjade. Tym bardziej – nielegalnie. Wlasnie ja nie bede uciekac, bo nie mam do tego powodow. Zreszta zawsze troche brzydzilem sie ucieczka. Ucieczka, to obawa przed cierpieniem. A przeciez i tak nigdzie sie go nie uniknie. Ucieczka to przyznanie sie do niepopelnionej winy. Skoro nowy premier oswiadcza, ze przedstawia mnie do zlotego krzyza zaslugi, to chyba ma po temu dostateczne racje. A zreszta, jak powiada Aldous Huxley, czlowiekowi przytrafia sie w zyciu to na co wyglada. Nie mozna zmienic swego losu. Jezeli masz taka gebe, jezeli masz taki charakter, to twoj los tak wlasnie, a nie inaczej, sie ulozy. I zadna ucieczka nic a nic tu nie zmieni. A wlasnie mnie nie wolno uciekac. Mam ja po temu swoje wazne racje.


23 wrzesnia.

Chlopi nie dostarczaja kontyngentu, ktory jest podobno niewielki. Mikolajczyk przemawial w tej sprawie do nich przez radio. Robotnicy takze sarkaja. Gornicy maja 40 zl dniowki i dosc liche deputaty. A cena wegla wciaz rosnie. Eksport. Moze te apetyty rosna zbyt pospiesznie. Wykaraskac sie z tej otchlani ruin, zgliszcz, blota nie bedzie rzecza latwa. Trzeba sie do wyrzeczen przyzwyczaic.

Najgorsza jest ta atmosfera wzajemnej wrogosci, nieufnosci. Jeden taksuje drugiego oczami: kto z nas byl lepszym Polakiem? I ta gorycz zmarnowanych lat. I ten niedosyt wywolany latami udreki. Kto z nas byl lepszym Polakiem: czy ty, ktory spekulowales na walucie albo handlowales dzielami sztuki, czy ja, ktory zgrabialymi od zimna palcami ukladalem tory kolejowe? Czy ty, ktory chytrze umykales przed lapankami na ulicach Warszawy, czy ja, ktory bezradnie siedzialem w Oflagu czy Stalagu? Kto z nas lepszy? A jezeli osadza cie zes gorszy, bo zniosles jakos bez widocznego sladu cala meke okupacji, tos przepadl. Dlatego Janusz Minkiewicz najlepszy swoj wierszyk wtedy napisal: "Przepraszam, ze zyje – pardon!".


29 wrzesnia.

Rocznica naszego wymarszu z Warszawy do Pruszkowa. Ten koszmar sni mi sie po nocach. To byl pochod na wlasnym pogrzebie. Tak wlasnie kazdy szedl: za wlasna trumna. Kto jest w stanie wczuc sie w ten stan: przemarsz wsrod trupow, gruzow, plonacych zgliszcz, w nieznane, pod lufa karabinow maszynowych? Kto ten stan przeszedl, tak jakby zyc juz przestal.

Wczoraj znowu bieganina po Warszawie. Wyczekiwanie godzinami w poczekalniach. Obietnice, nadzieje. I fiasco.


1 pazdziernika.

Przeczytalem dzis ze smutkiem ze 1 pazdziernika 1944, a wiec ostatniego dnia walk warszawskich zginal bohaterska smiercia popularny felietonista Wieczoru Warszawskiego, Stefan Kwasniewski, "Quas". Walczyl jako bombardier przy zbiegu Brackiej i al. Jerozolimskich. Przypominam sobie, jak mnie w czasie okupacji odwiedzal w mojej ksiegarni. Mial niezwykly wprost talent mnemotechnicny. Wystarczylo na przyklad zapytac ile jest 20567 przez 875, i pan Stefan w oka mgnieniu podawal iloczyn bez zajaknienia i bez potkniecia. Inna rzecz, iz kiedy gralem z nim w pokera czy w rulete, potrafil haniebnie przegrywac. Cos jak z Ossowieckim, ktory w brydza gral jak noga.

Zeldin wciaz obiecuje.

W Warszawie ruch szalony. Sklep wyrasta przy sklepie, jak grzyb kolo grzyba. U Klajnmana dalem dywan do sprzedania. Ale sam Klajnman pakuje sie, bo wyjezdza za granice. Ogladalem u niego cudowne obrazy, m.in. Piotra Michalowskiego. I pomyslec ze te tak rzadkie juz dzisiaj arcydziela, powedruja na rynki zagraniczne. Naturalnie, kazdy inny osobnik nigdy by tego nie dokazal, ale pan Klajnman cala galerie arcydzlel narodowych wywiezie bez szwanku. Jak on to robi, u Boga Ojca?

Przyjeli mnie do Zwiazku Bylych Wiezniow Politycznych. Ostatecznie to nie Oswiecim, ale pol roku na Pawiaku tez cos znaczy. Za co mnie wsadzili? Za akcje ratowania Zydow. Robilismy to wspolnie z innym biurami podrozy. Przekupieni przez nas celnicy przymykali oczy na podwojne dna walizek. W ten sposob uratowalem mego przyjaciela Michala Choromanskiego i urocza Ruth Sorel. Ale to inna parafia. O tym obszrniej kiedy indziej. Sam za to wpadlem jak sliwka w kompot. Ale – zdumiewajaca rzecz! – ostrzej widzialem niebezpieczenstwo grozace innym, niz sobie. Jakze tego bolesnie mialem doswiadczyc. Gdziez sie podziala zasada "prima charitas ab ego"? Moze w ogole nie istntieje? Moze istnieja osobnicy ktorzy dostrzegaja niepokojaca aure nad glowami innych a nad wlasna nie dostrzegaja? Tak jest z cala pewnoscia. W pewnych decydujacych chwilach nie mozna polegac na intelekcie, na rowazaniach logicznych. Nie logika bowiem powoduje ludzmi, ale ich umiejetnosci. A o tym sie ciagle zapomina.

Sprzedalem zloty zegarek zony za 700 zl. Zeldin milczy i zwleka.


11 pazdziernika.

Po calych miesiacach zabiegow, wyczekiwania w gabinetach dyrektorskich, listach, przynaglaniach uwolnilem nareszcie mojego Matejke. Mam wrazenie, ze niedlugo uda mi sie go utrzymac.

Pierre Laval skazany na kare smierci. Apeluje.

Dzis u nas generalna kapiel, t.zn. szorowanie w balii. Jak na zlosc, woda nie leci z kranu i trzeba ja dzwigac kublami ze stajni. Klopot z drzewem, z weglem, z woda, ze wszystkim. Wpadli dzis do nas rano pp. Skotniccy. Interesy ich urwaly sie, chca z nami do spolki fabrykowac mydlo. Jakiz mam zal do ojca, ze mnie nie nauczyl jakiegos przyzwoitego rzemiosla. Czytalem gdzies niedawno, ze bardzo bogaty facet kazal synow nauczyc rzemiosla, na wypadek, gdyby nie mogli wyzyc z tego co maja. Genialny facet! Jednego syna kazal uczyc szewstwa, drugiego – slusarstwa, trzeciego – tokarstwa. Zawsze sobie dadza rade. Najlepiej doswiadczylem tego w wiezieniu. Prosci ludzie – robotnicy, rzemieslnicy, wyrobnicy – znosza je o wiele latwiej. Co za cuda mozna zdzialac przy pomocy kawalka miotly i strzepu wyrwanego ze starej marynarki. Pamietam, late sprzadzona mi ta technika nosilem dluzej niz cala skarpetke, ktora w koncu wyrzucilem. Artysci!

W Warszawie wczoraj spotkalem przyjaciol moich, Kazia i Stefana Lubinskich. Stefan zrobil sie zupelny dziad. Kiepsko slyszy, nadstawia ucha i co chwila z sarkarmnem powtarza:

– No i kiedy atomowa bombka?

Dla swietego spokoju odpowiadam mu z cala powaga, ze musimy jeszcze na ten efekt poczekac troche. Czyzby mu sie tak spieszylo?


14 pazdziernika.

Zeldin odklada i odklada. Czekaj tatka latka. U Klajnmana rozmawialem z pewnym Rosjaninem na temat kolekcjoerstwa. Kupowal wlasnie cudowne stare srebra.

Wracajac z Warszawy widzielismy na szosie trupa przejechanej kobiety. Wypadki czeste.


22 pazdziernika.

Wyczytalem w Zyciu Warszawy nekrolog Mieczyslawa Nalecza-Dobrowolskiego. Biedny Miecio! Zdolny, subtelny poeta, chociaz ani jednego tomiku nie wydal. Zeldin kazal sie zglosic jutro. Plotki na moj temat zupelnie niegodziwe. Jak tu sie bronic? Plotka jest jak wiatr, ucieka, przenosi sie z miejsca na miejsce, nieuchwytna.

Smiechu warte! Juz po raz trzeci czytam w Zyciu Warszawy takie oto ogloszenie: "Wodzireja do prowadzenia tancow salonowyoh poszukuje. Zgloszenia Kowienska 19". Nie moga w zaden sposob znalezc wodzireja, to okropne. Skad ten brak salonowych wodzirejow?

Na Mazowieckiej odgruzowanie Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. W pewnej chwili natkneli sie robotnicy na zwloki powstanca. Tak go zostawili: z ruin wystaje naga czaszka z czapka wojskowa z orzelkiem. Nieco nizej reka wyciagnieta, kikut. Pobozne niewiasty ozdobily szkielet zeschnietymi kwiatkami.


1 listopada.

Masz babo placek! Zeldin uciekl za granice. Wyjechal sobie luksusowo wlasnym samochodem w towarzystwie zony i szwagierki. Posada pekla.

W Krakowie w wieku 72 lat umarl Wincenty Witos. Wczoraj w "Romie" pierwszy po wojnie koncert Henryka Sztompki. W programie Chopin. Caly dochod przeznaczono na odbudowe kosciola sw. Krzyza.

Nie widzialem sie ze Sztompka od roku 1940. Bywal wtedy u nas czesto, gdyz mielismy razem wyjechac za granice. Przekupilem Niemcow w Krakowie, gdzie wydawano paszporty, wszystko bylo zalatwione, literka "J" (Jude – mielismy wyjezdzac w charakterze Zydow) umieszczona. Tymczasem w dwa dni pozniej Niemcy aresztowali mnie z tymi paszportami i osadzili na Pawiaku. Potem paszporty zwrocili. Wiza przekreslona i nadruk "Ungultig". Tylko dzieki temu wypadkowi nie zdolali Sztompkowie wyjechac do Morges.

Zupelnie tragikomiczne przejscia ze starym B. Codzien kompletnie pijany. 0znajmil mi ze zakochal sie w mojej zonie. A kiedy okazalem sie dosc obojetny na te nowine, zbesztal mnie, ze go lekcewaze. Chodzi teraz za mna dzien w dzien, wymysla ile wlezie i zada bym sie z nim pojedynkowal. Juz on sam sie o bron wystara. Znajomi radza zebym sie zgodzil. Mam upasc i oblac sie czerwonym atramentem. Ale nie mam ochoty robic figlow temu nieszczesnikowi, ktory cierpi wyraznie na zaburzenia psychicze. Dzis dobijal sie do moich drzwi, a kiedy mu nie otworzylem, dal chlopcu list do mnie.

W Tygodniku Powszechnym swietny artykul ks. Piwowarczyka p.t. "Teologia marxizmu".


10 listopada.

Wczoraj odbyla sie na Marszalkowskiej ekshumacja Piotra Lubinskiego, jego zony, siostry, Nuny Schönowej, i dzieci. Z wielkim trudem rozpoznalismy cialo, zdeformowane do niepoznania. Sterczaly juz piszczele goleni i widac bylo zebra. Przedsiebiorca posypal ciala chlorkiem. Potem przyniesiono dwie duze skrzynie, w ktore wsypano szczatki.

W zwiazku z tym smutnym obrzedem napisalem obszerny list do pani Teresy Lubinskej. Po tylu doznanych nieszczesciach ta swietna w swoim czasie pisarka i dzialaczka spoleczna zamknela sie pod Krakowem w klasztorze.

W Moskwie wypuszczono z wiezienia trzech oskarzonych w procesie Okulickiego: Baginskiego, Zwierzynskiego i Puzaka. W Wierzchoslawicach przy trumnie Witosa doszlo do porozumienia miedzy P.S.L. i frakcja S.L.

Przed kilkoma dniami w bialy dzien na Marszalkowskiej zamordowano jubilera Jazdonczyka. Mialem u niego w komisie pierscionek z brylantem i z perla. Trzeba bedzie postawic krzyzyk.

Ukazalo sie pismo Dzis i Jutro Boleslawa Piaseckiego.


8 grudnia.

Zabojstwa na tle politycznym nie ustaja. W tych dniach zamordowano dzialacza P.S.L. Kojdera, a w Lodzi Sciborka, sekretarza generalnego stronnictwa.

Nadszedl wzruszajacy list od Teresy Lubinskiej. Dziekuje za zajecie sie ekshumacja jej syna.

Sklepy dzis z racji swieta Matki Boskiej zamkniete. Mroz taki, ze w kuble woda zamarzla.

W procesie norymberskim odczytywanie aktu oskarzenia. Podobno Göring raz po raz wybucha cynicznym smiechem. Ale ten sie smieje...

Ktos mi pokazywal 5-kilowa paczke amerykanska. Z U.N.R.R.A. Wspaniala zawatosc: kakao, witaminy, papierosy, jamy, kompoty. Podobno na swieta maja rozdac 100,000 takich paczek. No, ja to w kazdym razie nie sprobuje. Pani D. nadgryzla maly kawalek mydla myslac, ze to cos do zjedzenia. W pismach pelno artykulow o penicylinie, nowym epokowym wynalazku.


30 grudnia.

Od swiat mamy nareszcie prad elektryczny, coz ktedy wieczorami przewaznie go wylaczaja. Dentysta R. w Piasecznie opowiadal mi o swoich wrazeniach ze Slaska. Na zebraniu jedna urzedniczka tak przemowila do bawiacego na inspekcji ministra Stanczyka:

- Dotad szabrowalismy, wiec mielismy co jesc. Teraz juz nic nie ma do szabrowania, wiec glodujemy. Za smialosc dostala huczne oklaski.

Tlumacze Dostojewskiego Slaboje sjerdce.

Jutro Sylwester. Koniec roku. Pierwszego roku pokoju. Bardzo byl burzliwy.


Eugeniusz Szermentowski.

Wiadomosci 44/709, Londyn, 1 listopada 1959.





Teksty Eugeniusza Szermentowskiego oraz o podobnej tematyce zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2003 Zwoje