
JANUSZ GOŁDA
WIERSZE LESKIE
(Wybór)
Leon Chrapko: Uliczka.
Pochwalny
Niech będą pochwalone miasteczka
parterowych domków i kamieniczek z burej cegły
krytych papą, blachą, łupkową dachówką;
miasteczka łukowych bram, cienistych zaułków,
krzywych chodników porośniętych podbiałem,
lebiodą, perzem, wąskich uliczek z kocich łbów
i krętych ścieżek schodzących nad leniwą rzekę,
której bieg mierzą klekoty furmanek na moście
kamiennym i kuranty zegara z wieży kościelnej
– miasteczka zepchnięte na ugory historii.
Marian Galant: Kościół w Lesku.
Rysunek ołówkiem, 1947-1950.
O pobłażaniu
Kwiecień. Środa. Czwarta po południu – niebo
jak rybie oko. Odwiedził mnie Janusz Szuber,
poeta z Sanoka – tak o nim mówi Europa.
Siedzimy na balkonie, na pierwszym piętrze
– najwyższym w kamienicy przy Berka Joselewicza
osiemnaście. Patrzymy z wysoka. Prawe oko widzi
synagogę zamienioną w dom sztuki gładkich lotów.
Lewe ogląda kirkut: gołe brzozy, dęby, nagie
modrzewie - żywe pomniki przyrody; razem widzą
bury stok posolony obficie szczyptami zawilców
i dziećmi, które wracają ze szkoły.
Chłopcy zjeżdżają na butach – żłobią w zawilcach
głębokie bruzdy. Dziewczynki rwą kwiaty
garściami – kłócą się wytykając chłopcom,
że ślepi, głupi, że niszczą. Ich głosy wiercą dziury
w uszach. Janusz boi się i ja się lękam, co będzie,
gdy obudzą śpiących. Zbytecznie. Nikt nie wstaje,
nie oburza się, nie unosi się gniewem, nie goni
urwisów między macewami, nawet błogosławiony
Eliezer Meszulam, mąż, który sprawiedliwie gardzi
słońcem Kastylii i Granady, nawet on, najstarszy
z odpoczywających, żadnego nie skarcił słowem,
grymasem warg, brwi, tylko oczy wznosi i wzdycha
– ben Meszulam wie, jakie niesforne potrafią być dzieci.
Marian Galant: Kirkut w Lesku.
Rysunek ołówkiem, 1947-1950.
O miłosierdziu
Upalne lipcowe popołudnie. Skwar na ulicy
Joselewicza równie dokuczliwy jak na innych
ulicach a jeszcze swąd przykurzonego mleka,
skomlenie psa, kłótnia, wrzask dzieci
bawiących się w berka, sprzeczka synogarlic
na kominie mykwy i bijatyka kawek na dachu
bóżnicy. W upalne popołudnie deszcz na ulicy
Joselewicza w szumie uskrzydlonego powietrza
taki sam rzęsisty jak na innych ulicach miasteczka:
dzieci w żółtych pelerynach, zielonych kaloszach,
kobiety pod parasolami, na słupkowych obcasach,
w długich kwiecistych spódnicach z jedwabiu,
z rozporkami po bokach. Miłosierdzie na mykwę,
bóżnicę, kobiety, dzieci, psy, kawki, synogarlice.
Marian Galant: Synagoga w Lesku.
Rysunek ołówkiem według pocztówki z roku 1910.
O zapamiętywaniu
Pamiętam ścieżkę przez las – ojciec niósł
mnie na barana – przy ścieżce prawdziwki
w kapeluszach zamszowych włożonych na bakier
spoglądały z góry na stado potulnych kurek
stojących na jednej nodze; za nimi kozaki
czerwone, łyskające mlecznym podniebieniem,
dalej kanie, rydze, maślaki, oliwkowe gołąbki
i samotny podciek, czarny, jakby uwalany
w sadzy, na ściółce ze szpilek świerkowych
sypanych latami na gliniastą ziemię, nazywany
również sińcem z powodu sinych nacieków
w miejscach ściśniętych palcami, zapamiętany
dla swojego kształtu, barwy oraz smaku zupy
podbitej słodką śmietaną, którą matka nabierała
drewnianą łyżką z kamionki stojącej w komorze
– tuż za drzwiami, żeby zawsze była pod ręką.
Leśne chody
Nie idź do lasu nocą.
Nie chodź do lasu w dzień.
W lesie złowieszcze orkiestry,
ciurkoty, szepty, szelesty,
w lesie sekretne procesje,
cieciorki, boimki, kocanki
pokrzyki, żagwice, chrobotki,
sierść, żądła, pazury, kły.
O zachciankach
Za trzy minuty koniec świata. W ziemię uderzy
planetoida podobna tej, która zmiotła dinozaury.
Nie ma gdzie się śpieszyć, może byś coś zjadł
– mówi żona, mruga do mnie tłustym oczkiem
rosół, polędwica nęci czosnkiem, szarlotka
jabłkami; w skrzynkach na balkonie więdną
aksamitki i pelargonie – nie zwiędną, zdążę
je podlać. Za trzy minuty koniec a ja chcę
w deszcz bez parasola, alejką pod kasztanami,
przez trawniki, rabatki, po murku okalającym
pomnik zasłużonego dla ludzkości –
z nogi na nogę po sztachetach żelaznych
jak po kamieniach spinających brzegi potoku.
Za trzy minuty koniec. Otwieram gazetę – ciekawe
po ile baryłka ropy w Amsterdamie, ile wzrósł
indeks na giełdzie w Hongkongu, kto majstrował
ostatnio przy genach, kiedy skończy się obecna
a gdzie zaczynie przyszła wojna. Za trzy minuty
koniec – mnie ciągnie do wesołego miasteczka,
na karuzelę, do kapelusików ze słomy, ptaszków
z drewna, baloników na druciku, do cukrowej waty.
Za trzy minuty koniec a ja mam smak na filiżankę
kawy w altance u Tulików pitą bez pośpiechu,
małymi łyczkami przeplatanymi narzekaniem
na muzykę, modę, pogodę, upadek obyczajów.
Spontaniczny
Ziarnko piasku na skraju drogi. Nie ma
gdzie się podziać. Nie szuka schronienia
przed słońcem, deszczem, wiatrem.
Nie wie, na kogo czeka. Że czeka, nie wie.
Znalazło się w moim bucie przypadkiem,
wcisnęło pod duży palec, ułożyło wygodnie
wypukłościami do góry i zaczęło uwierać –
jak ziarnko piasku: indywidualnie, prywatnie
bez wyczucia, że przyjdzie rozdrażnienie,
zniecierpliwienie, pora wysnucia wniosku
że dokucza nie z powodu, z racji, pod naciskiem,
lecz z istoty swojego istnienia. Wyrzucone
z buta na skraj drogi widziało jak odchodzi
najbliższy człowiek, a ono zostaje i nie ma
gdzie się podziać. Nie szuka schronienia
przed słońcem, deszczem, wiatrem. Nie wie
na kogo czeka, że czeka, że na skraju drogi.
Dobrzy ludzie, przygarnijcie ziarnko piasku.
Z tomiku: Janusz Gołda, Wiersze Leskie. Wydawnictwo Nonparel, Krosno 2001.
Leon Chrapko: Zaułek.
![]()
Janusz GołdaJanusz Gołda, ur. 1948 w Jasionowie k. Brzozowa, mieszka w Lesku. Debiutował w roku 1970 opowiadaniem Gero. Poeta, prozaik, publicysta. Autor tomików wierszy:
Błędnik równowagi (1985), Zwyczajna łagodność (1999), Wiersze leskie (2001, 2002); powieści: Trześnia (2002); książki dla dzieci: Tajemnice Hnatowego Berda (2002).Również autor opowiadań, rozmów, wywiadów, artykułów publicystycznych drukowanych w kilku antologiach i ogólnopolskich pismach kulturalno-literackich i społecznych oraz w gazetach lokalnych. Współpracował z redakcjami m.in. Gazety Wyborczej, Sycyny, Gazety Wiejskiej, publikując na ich łamach kilkadziesiąt reportaży o tematyce kulturalnej, społecznej itp.
Członek Związku Literatów Polskich. Laureat głównych nagród w szeregu ogólnopolskich i lokalnych konkursach poetyckich oraz wyróżnień w konkursach: "Uwierz swojej wyobraźni", organizowanym przez Media Rodzina i Muza SA, Warszawa 2002 (wyróżnienie dla powieści Trześnia) oraz "Nie pochłonie nas ekran", Poznań 2002 (wyróżnienie za opowiadanie).
Fragmenty trzech recenzji:
- "... Gołda posługuje się własnym językiem poetyckim, własnym i jakże dramatycznym..." – Tadeusz Śliwiak
- "... (Gołda) szary, codzienny, drobiazg czyni tak samo ważnym, jak to, co zwykliśmy zauważać jako podniosłe i wielkie..." – Jan Tulik, 1999.
- "... (Gołda) skrótowo konstruuje obrazy fabularne odwołując się do inteligencji i wiedzy czytelnika, a gorzkość i ironia wyrastają z osobistej wrażliwości poety..." – Tadeusz Żółciński, 1985.
Prezentacja twórczości Janusza Gołdy dostępna jest pod adresem:
http://www.republika.pl/jagolda/moja.html

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||