MARIAN SMOLUCHOWSKI

TATERNIK I NARCIARZ





KAZIMIERZ GROTOWSKI



Studiując dzieje życia Mariana Smoluchowskiego nie sposób pominąć jego fascynacji górami. Spędził w nich znaczną część młodości i powracał tam aż do ostatnich swych dni.




Marian Smoluchowski (z lewej) z towarzyszem pod Rysami


Tradycje turystyki górskiej wyniósł z domu rodzinnego. Wiemy, że jego ojciec Wilhelm, doktor prawa, piastował funkcję wysokiego urzędnika w kancelarii cesarza Franciszka Józefa gdzie kierował referatem spraw polskich. Jak na owe czasy przystało był to bardzo dostojny pan. Na ulicy kroczył powoli, czego często nie mogła znieść znacznie młodsza od męża matka Mariana, Teofilia, która wybiegając naprzód, łamała, jak pisze Teske [1], uroczyste tempo pochodu. Nie przeszkadzało to Wilhelmowi w wycieczkach na szczyty górskie jeszcze w wieku lat sześćdziesięciu.

Jest rok 1885. Wilhelm Smoluchowski wraz z rodziną odwiedzają Zakopane. Nie łatwo się tam dostać, brak linii kolejowej na znacznym odcinku drogi z Krakowa, więc wynajmuje się furmanki. Ale życie biegło wówczas wolniej i ten sposób podróżowania dodawał wyprawom w góry kolorytu. Wraz z bratem Tadeuszem, Marian przechodzi przez Zawrat i Polski Grzebień. Ma trzynaście lat. Starszy o cztery lata Tadeusz wszedł również na Świnicę (2301m). Nie wiemy czy w towarzystwie młodszego brata. Pamiętajmy, że nie istniała wówczas kolejka linowa na Kasprowy Wierch. Rok wcześniej Marian uczestniczy w wycieczce na Obir (2100m) w Karyntii.

A więc Marian Smoluchowski już we wczesnej młodości bywał w Tatrach. Wiele lat później, mieszkając we Lwowie i Krakowie znowu po nich chodzi. Na zdjęciu z tego okresu widzimy go na tle Mnicha z liną na ramieniu.




Marian Smoluchowski z członkami rodziny pod Mnichem nad Morskim Okiem.




Marian Smoluchowski, Tadeusz Smoluchowski i NN nad Zmarzłym Stawem w Tatrach




Fotografowanie gór z Profesorem Wincentym Zakrzewskim (?).


Jednak najważniejsze wspinaczki swojego życia odbył w innych górach, głównie w Alpach. Czy był wobec tego taternikiem? Aby to rozstrzygnąć sięgnijmy do "biblii" tego przedmiotu, Zasad Taternictwa [2], autorstwa Zygmunta Klemensiewicza, książki wydanej we Lwowie w 1913 roku. Czytamy tutaj: Taternikiem nazywamy człowieka, który bezinteresownie i umiejętnie zwiedza turnie tatrzańskie !

A więc Marian Smoluchowski był taternikiem.




Marian Smoluchowski w czasach wiedeńskich


Smoluchowscy mieszkają w Wiedniu. Niespełna 100 km na południe mają Kalkalpen i inne góry, przekraczające 2000 m wysokości, dalej na południowy zachód leży Karyntia i tuż, tuż wspaniałe Dolomity. Na zachód od Wiednia, w odległości zaledwie 300 km, wznosi się potężny masyw Wysokich Taurów ze szczytem Grossglockner (3798m). Karierę wysokogórskich wspinaczy rozpoczęli bracia Smoluchowscy w czasach studenckich. Traktowali to niesłychanie serio, zwłaszcza starszy Tadeusz, układający szczegółowo plan treningów. Odbywały się one na ogół na Rax, górskiej hali otoczonej ścianami skalnymi sięgającymi wysokości 2000 metrów. Wyruszali tam w niedziele i święta, rannym pociągiem z Wiednia. Zgodnie z przyjętą strategią, wyprawy w góry odbywały się bez względu na porę roku i pogodę. Bardzo słusznie! Wszak załamania pogody są jedną z głównych przyczyn górskich wypadków. Nawet w lecie, wychodząc w góry w pięknym słońcu można spotkać się nie tylko z ulewą, ale nawet ze śnieżycą. Oswojenie się z bardzo trudnymi warunkami jest ważną częścią wysokogórskiego treningu.

Wyprawa w góry wymaga odpowiedniej odzieży i sprzętu. Są to wg Klemensiewicza: kurtka, specjalne spodnie, podkute gwoździami buty, trzewiczki i nagolennice. Kurtka ma krój - zależnie od upodobania – marynarki, jedno lub dwurzędowej. Na sprzęt składają się: czekan, lina (najlepiej konopna bo najsilniejsza), pętle, haki, raki, karple, kompas, aneroid, latarka. Wszystko to noszone było w worku. Zdaniem Klemensiewicza, powstała w ostatnich czasach nazwa "plecak" jest obrzydliwym dziwolągiem bez żadnego uzasadnienia.

Karplami nazywano rakiety śnieżne, a trzewiczki wdziewało się do pokonywania trudniejszych, bardziej pionowych odcinków skalnych. Liny konopne wprawdzie silne, ale po namoknięciu robiły się przeraźliwie sztywne, o czym mogą zaświadczyć żyjący jeszcze polscy wspinacze lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Nie śmiejmy się z kompasu i aneroidu. Wysokie i wielkie góry nie miały wówczas schronisk i oznakowanych szlaków. W połączeniu z mapą, znajomość kierunku i wzniesienia nad poziomem morza pozwalały uniknąć niebezpiecznego błądzenia.

Osobne przepisy dotyczyły niewiast. Wg Klemensiewicza:

Strój pań powinien się w swym składzie zbliżać o ile możności do męskiego. W szczególności konieczne jest na wycieczkach trudniejszych użycie spodni. ... Krój ich nie powinien być za wąski ani znów z drugiej strony przypominać tureckich szarawarów. ... W pobliżu siedzib ludzkich... wdziewają panie jednakże lekkie swobodne spódniczki.

Sportowy alpinizm narodził się w XIX wieku. Początkowo przodowali w nim Anglicy, a pierwszą alpinistyczną organizację, brytyjski Alpine Club założono w Londynie w 1857 roku. W połowie wieku Niemcy i Austriacy dokonali szeregu brawurowych wejść, niestety za cenę wielu śmiertelnych wypadków. Jako reakcja na to zjawisko narodził się tzw. legitymizm. Wspinacz powinien być wszechstronnie przygotowany i nie ma prawa atakowania dróg, które przekraczają jego siły. Bracia Smoluchowscy stosowali się do tych zasad, systematycznie doskonalili umiejętności, a pierwsze swoje drogi wspinaczkowe przechodzili w towarzystwie doświadczonych przewodników.

Reguły bezpieczeństwa różniły się jednak od dzisiejszych. Uznawano, iż w trudnym terenie wspinacze powinni być związani liną, ale dla asekuracji partnera używano skalnych bloków, a haki służyły głównie do zjazdów. Noszenie osobnego młotka do wbijania haków wydaje mi się zbyteczne – mówi znowu Klemensiewicz, zresztą późniejszy towarzysz wspinaczek Smoluchowskiego. Wystarcza do tego pierwszy lepszy kamień, dostarczony w razie potrzeby na linie przez towarzysza. Trudno nam to dzisiaj zrozumieć, ale pamiętajmy że ówczesny ekwipunek wspinaczkowy i biwakowy były bardzo ciężkie.

Od 1890 roku bracia Smoluchowscy zaczynają samodzielnie zdobywać szczyty i dokonują pierwszych wejść. Marian ma 18 lat i właśnie z odznaczeniem zdał maturę. Wspinaczkom wysokogórskim będą przez kilka najbliższych lat poświęcać każdą wolną chwilę. Jak to jest możliwe? Marian studiuje fizykę i jest bardzo dobrym studentem. I tutaj jak na dłoni widzimy niesprawiedliwość z jaką życie traktuje młodych ludzi. Bardzo zdolni mają czas na wszystko, mniej zdolni muszą pracować cały czas, aby cokolwiek osiągnąć.

Bracia działają początkowo w masywie Rieserferner, gdzie wśród ich przejść warto wymienić np.:


Następnie przenoszą się w Dolomity zaliczając między innymi:
W sumie, w tych czterech niezwykle owocnych latach, Tadeusz i Marian wraz ze swymi partnerami, których było zazwyczaj dwóch lub trzech, przebyli 24 nowe drogi skalne, z czego 16 było jednocześnie pierwszymi wejściami szczytowymi.

Sprawozdania do roczników klubu alpejskiego [3] pisze zwykle Marian. Oto przykład:

Sas dal Léc, pierwsze wejście. ... Wiedzieliśmy, że wierzchołek, na który już wielokrotnie usiłowano wejść, od strony tej szczerby był atakowany bez powodzenia. Wysoka pionowa ściana uniemożliwiała dalsze posuwanie się. ... O godz. 9 min. 30 osiągnęliśmy główny, pokryty śniegiem i piargami taras, o godz. 10 północną ścianę Sas dal Léc. Przez ścianę tę przebiega stroma rynna lodowa, spadająca od wschodniej strony szczytu, która jednak ze względu na liczne przewieszone uskoki nie nadaje się do wejścia. ... Po dłuższym rekonesansie zauważyliśmy ... słabo wykształconą półkę. By dojść do niej wznosimy się po stopniach, aż w wąskim miejscu można było dokonać łatwej przeprawy. ... Pod zwisającą skałą zostawiliśmy buty, czekany (z wyjątkiem jednego), raki etc. W skarpetkach do półki. Półka urywa się, nie łatwo dojść do jej przedłużenia. Jest ona wąska i eksponowana, przewieszka po prawej miejscami mocno odpycha. Po wejściu na blok skalny (bardzo trudne) osiąga się teren wznoszący się stopniami, gdzie szybko zyskuje się na wysokości. ...



Marian Smoluchowski i towarzysze na grani Thailhornu.


Ostatnie lata XIX-go wieku to w Dolomitach czas zdobywców. Na wielu szczytach nie stanęła jeszcze noga ludzka, nie mówiąc już o nadzwyczaj trudnych skalnych drogach. Często tylko grupy gór mają swoje nazwy, a poszczególne szczyty dopiero czekają na imiona. Klasycznym wyzwaniem dla ówczesnych wspinaczy był zespół turni nazywany przez Włochów Cinque Dita, przez Austriaków Fünffingerspitze, po polsku – Szczyt Pięciu Palców. Widzimy go na współczesnym zdjęciu, pomiędzy dwoma tylko ok. 200 metrów wyższymi szczytami: Langkofel i Grohmannspitze. Pionowe turnie Cinque Dita długo opierały się alpinistom. Przy próbie wejścia zginęli Egon Stűcklen wraz z przewodnikiem Seppem Innerkofler'em [4]. Bracia Smoluchowscy, w towarzystwie Hansa Lorenz'a i Wiktora Wessely'ego, wsławili się pierwszym jego trawersowaniem. A jak to się odbyło, dowiadujemy się z relacji Tadeusza (patrz [5]) :
Pomimo istnienia trzech różnych szlaków na szczyt ...dopiero po 25 różnych wejściach ... udało nam się połączyć dwie różne drogi w wejściu i zejściu jako tzw. trawersowanie Fünffingerspitze... Wyszliśmy przy świetle latarek już o godzinie 3 rano ...zaopatrzywszy się jedynie w kijki..., łatwy do niesienia czekanik do lodu i 60 metrów liny. ... Do wejścia wybraliśmy drogę północną, po raz pierwszy odkrytą przez Normana Nerudę i skierowaliśmy się na lodowiec Grohmana. ...Po pokonaniu szczeliny brzeżnej i wykuciu potrzebnej ilości stopni w rynnie lodowej, która wznosiła się po drugiej stronie szczeliny, weszliśmy przez coraz stromsze stopnie skalne...aż do przewieszającego stopnia..., przy którym włożyliśmy na nogi trzewiczki i związaliśmy się liną. Po przejściu krótkiego tarasu stanęliśmy przed 80-o metrowym kominem, który jak czarna krecha przecina żółtą ścianę, zamykającą dalszą drogę. ... Ekspozycja jest tak wielka, że wspinacz widzi między swymi nogami w zawrotnej głębi błękitny lodowiec. Po przejściu całego systemu kominów stajemy przy oknie w grani, a w niewiele minut później przy kopczykach zdobiących szeroki i słabo nachylony wierzchołek.

Poszukiwanie trawersu... przez 25 różnych wejść ..., czy nie przypomina to procesu poszukiwań dla rozwiązania problemu w fizyce?

W notatkach Mariana z kwietnia 1892 (patrz [1]) znajduje się opis rzadko obserwowanego zjawiska:

Kiedy schodziliśmy wzdłuż grani szczytowej Małego Ödstein w kierunku południowym, zauważyliśmy nagle piękne widmo Brockena. Mgły, które nas poprzednio otaczały, rozdzieliły się właśnie i słońce zsyłało siny blask. Każdy z nas widział tylko swoją głowę otoczoną tęczą; w środku był właśnie cień głowy, można było jeszcze wyraźnie rozróżnić ręce. Ku brzegowi cień stawał się mniej wyraźny, lecz nogi sięgałyby mniej więcej do pierścienia. Ażeby zobaczyć częściowo cień towarzysza, trzeba było zbliżyć się do niego możliwie blisko, np. zetknąć głowy. ...Zjawisko obserwowaliśmy przez około 5 minut. Była piąta po południu.

Był to tzw. efekt glorii. Rozpraszanie światła na kropelkach mgły do tyłu, pod kątem bliskim 180o, wzmocnione interferencją. Dlatego każdy widział tylko swoją głowę. W swym opisie niespełna dwudziestoletni Marian ujawnia wnikliwość urodzonego badacza, który zwraca uwagę na istotne szczegóły. Marian Smoluchowski nie mógł przypuszczać, że identyczne zjawisko, ale we wstecznym rozpraszaniu fal de Broglie'a materii na jądrach atomowych, odkryjemy 70 lat później w Krakowie [6], w tym mieście gdzie spędził ostatnie lata swego życia. Pamiętajmy jednak, że w 1892 roku nie było jeszcze mechaniki kwantowej, niczego nie wiedziano o falach de Broglie'a, nie podejrzewano istnienia jąder atomowych, a atomy oczekiwały na potwierdzenie swego istnienia, między innymi właśnie przez Smoluchowskiego. Ale w 1892-im był on dopiero studentem drugiego roku fizyki.

W 1894 roku Marian Smoluchowski wyrusza w Zachodnie Alpy, w rejon czterotysięczników. Wraz z H. Lorenzem wchodzi na Zinalrothorn (4223m) i Monte Rosa (4637m) oraz jako pierwszy Polak na Matterhorn.

Matterhorn, po włosku Monte Cervino, góra przez wiele lat uznawana za niedostępną, stanowiła w XIX wieku wyzwanie zarówno dla alpinistów jak i dla zawodowych przewodników. Znana jest [7] dramatyczna historia jej zdobycia przez Edwarda Whymper'a w 1865 roku, zdobycia okupionego śmiercią czterech jego towarzyszy, Croz'a, Hadow'a, Hudson'a i Douglas'a.




Zespół Whympera na szczycie Matternhornu, 1865.
(Edward Whymper: Scrambles Amonst The Alps,
reprint z r. 1986 wydania z r. 1900 przez H.E.G. Tyndale'a.)




Północna krawędź szczytu Matternhornu, 1874.
(Edward Whymper: Scrambles Amonst The Alps,
reprint z r. 1986 wydania z r. 1900 przez H.E.G. Tyndale'a.)


Stojąc na lodowcu Théodul lub Plateau Breithorn, widzimy w kierunku na wschód przysypane śniegiem szczyty, Breithorn (4165m), a nieco dalej najwyższą w tej okolicy Monte Rosa (4637m). Ale największy respekt budzi położona na zachodzie stroma skalista piramida Matterhorn&'u o wysokości 4478 m. Dzisiaj możemy się dostać w sąsiedztwo Matterhornu, korzystając z kolejek linowych od strony szwajcarskiego Zermatt lub włoskiego Breuil. Możemy również skorzystać z kilku schronów biwakowych. Za czasów Mariana Smoluchowskiego wspinaczy czekał kilkunasto- lub kilkudziesięcio-kilometrowy marsz, biwak pod ścianą i zazwyczaj jeszcze jeden biwak w drodze na szczyt.




Legendarny Matternhorn.


Ta wyprawa w zachodnie Alpy kończy okres nieskrępowanej swobody uniwersyteckiego życia. Marian Smoluchowski po studiach w Wiedniu odbywa roczną służbę wojskową i w międzyczasie pisze rozprawę za którą w 1895 roku otrzymuje, sub auspiciis imperatoris (z najwyższym wyróżnieniem), stopień doktora filozofii. Teraz musi zadecydować o swym przyszłym życiu. Niespodziewanie pojawia się pokusa. Rotschildowie proponują mu odbycie podróży dookoła świata w towarzystwie ich syna. Marian nie waha się ani przez chwilę (patrz [1]).
Bez wątpienia taka podróż byłaby nadzwyczaj przyjemna i interesująca – pisze w liście do rodziców – ... zobaczyłbym różne kraje, dzieła sztuki, których zapewne już nigdy nie będę miał sposobności widzieć, ale przecież pod względem mojego fachowego wykształcenia nic bym nie skorzystał, tylko więcej jeszcze pozapominał i wyszedł z wprawy i odzwyczaił się od pracy. Już ... po maturze zdecydowałem poświęcić się nauce. To jest podstawowa zasada, której pozostanę wierny i wobec której muszą ustąpić wszystkie inne względy.

Tak więc, w 1895 roku, wzorem średniowiecznych scholarów, Smoluchowski udaje się na wędrówkę po zagranicznych ośrodkach naukowych: Paryż, Glasgow, Berlin. Wszystkie odległe od gór wysokich, a samolotów wówczas nie było. A poza tym podróże finansują rodzice i skrupulatny Marian oszczędza jak może. Lata 1896/97 Smoluchowski spędza w Glasgow, pracując u lorda Kelvina. Ale góry są jak narkotyk i Marian, korzystając z okazji, odbywa wycieczkę w szkockie Highlands. Wygłosił później na ten temat odczyt w klubie alpinistów w Wiedniu (patrz [9]) :

Pogoda była raczej typowa dla wysp brytyjskich.

... Nocą lunął potężny deszcz, na szczęście jednak rano znowu zabłysnęło słońce. Ruszyłem tedy w drogę w towarzystwie jakiegoś młodego Anglika, wielce uradowanego, że znalazł wspólnika wyprawy. Paliło mnie niezwykłe pragnienie poznania tych nowych dla mnie terenów, wglądnięcia wreszcie w głąb górskiego świata Szkocji. ...

Znaczna część drogi prowadziła przez trzęsawiska. ...gąbczasty, mokry teren, pokryty gęstym poszyciem wrzosu, paproci, zmieszanych z brunatnym sitowiem. ... Jedna z niemiłych właściwości tych trzęsawisk wkrótce dała się nam we znaki: obfita zawartość wody w terenie. ... miałem wrażenie, że chodzę po nasyconej wodą gąbce. Swoją drogą w znacznej mierze przyczyniało się do tego i niebo, dziwnie kapryśne, co z trudną do wiary szybkością zsyłało nagle ulewny deszcz, to jasnym słońcem zalewało cały krajobraz, to znowu rzęsistą ulewą zraszało ziemię... i tak na przemian. Mój angielski towarzysz nauczył mnie nowej taktyki turystycznej: posuwania się naprzód w podskokach. Skoro tylko deszcz zaczynał lać strumieniami, otulaliśmy się naszymi płaszczami gumowymi, chroniąc się popod blok skalny lub poza fałd terenu osłaniający nas przed wichrem. Zazwyczaj ulewa nie trwała dłużej niż 8-10 minut, po czym mogliśmy spokojnie dalej wędrować. ... Tuż przed samym wierzchołkiem przetrwaliśmy potężny grad; wreszcie drżąc i szczękając zębami z zimna stanęliśmy na szczycie. W tych warunkach nie można było tak rozkoszować się widokiem jak tego pragnęliśmy. Na zawsze jednak pozostanie mi w pamięci obraz ciągnącego się w dole czarno błękitnego jeziora Loch Lomond z jednej, a sielankowo położonego i lasami obrzeżonego jeziora Katrine z drugiej strony, oraz odsłaniającej się w dalach północy całej gmatwaniny ostrych o kształtach przeróżnych grani i szczytów. ... Ufając kompasowi i mapie okolicy, którą przypadkowo miałem ze sobą, ...zacząłem w ukośnym kierunku wdzierać się na zbocza leżącej naprzeciw góry. ... Teraz nastąpiło miłe drapanie się wzdłuż grani, które napełniło mnie prawdziwą rozkoszą, była to bowiem w owym roku pierwsza rzetelna wspinaczka.


Długi okres rozłąki z Alpami na jakiś czas się kończy i po powrocie do Wiednia w 1897 roku Marian Smoluchowski wraz z bratem znowu mogą udawać się w wysokie góry. Jest z nimi teraz Maria, żona Tadeusza. Dwa lata później dołączy do nich piękna, niebieskooka Zofia Baraniecka, przyszła żona Mariana. W 1898 roku działają w Wysokich Taurach, od Grosses Wiesbachhorn (3570m) do Grossglockner (3798m).

Rychło jednak sytuacja ulega radykalnej zmianie. Marian Smoluchowski habilituje się w roku 1898 i jako Privatdozent podejmuje pracę na Uniwersytecie Wiedeńskim. Rok później przenosi swoje veniam legendi do Lwowa, aby zostać asystentem na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Wkrótce zostaje profesorem, najmłodszym w Monarchii Austro-Węgierskiej. Nowe obowiązki oraz w roku 1901 małżeństwo, całkowicie zmieniają tryb życia Mariana Smoluchowskiego. Jeszcze tylko w 1904 i 1909 roku Tadeusz i Marian udają się w góry swojej młodości. Za drugim razem, wraz z Zygmuntem Klemensiewiczem i Tadeuszem Kossowiczem przechodzą szczyty Finsteraarhorn (4274m), Jungfrau (4159m) i Lauterbrunner Breithorn (3782m). Te cele wspinaczek świadczą o ich doskonałej formie fizycznej. Ale Lwów, a następnie od 1913 roku Kraków leżą daleko od Alp. Znacznie bliżej są Tatry i Karpaty. Marian zaczyna uprawiać narciarstwo wysokogórskie. Od Czarnohory po Karpaty Siedmiogrodzkie.




Marian Smoluchowski na nartach w Czarnohorze.


Jak pisze Marian Teske [1] :
były to wycieczki pionierskie nie tylko ze względu na pierwsze wejścia zimą, ... lecz także z racji użycia nart, wówczas w Polsce jeszcze bardzo rzadkich. ... Nim wykształcił się obecny styl jazdy, narciarstwo przechodziło fazy, które dziś mają aspekt trochę humorystyczny. Jeżdżono o jednym kiju regulując nim szybkość jazdy. Narciarz siedział ... na kiju jak czarownica na miotle. ... Narty ówczesne bardzo różniły się od dzisiejszych. Do nakrętki w środku narty przymocowana była trzcina kabłąkowato zgięta, która dawała oparcie pięcie. ...



Marian Smoluchowski (po prawej) z towarzyszem na nartach pod Babią Górą.


Podobnie jak w alpinizmie, brat Tadeusz był najczęstszym towarzyszem narciarskich wypraw Mariana. Tadeusz Smoluchowski należał wraz ze Stanisławem Barabaszem do pionierów narciarstwa w Polsce. Również tutaj fantazja nie opuszczała Tadeusza i Mariana. Zapuszczali się na nartach w odludne wówczas góry pomiędzy głównym szczytem Czarnohory i Karpatami Siedmiogrodzkimi. Możemy o tym przeczytać w artykule Mariana, napisanym dla Taternika w 1913 roku [10] :
Pociągała nas właśnie tajemniczość owych trudno dostępnych, nigdy jeszcze przez narciarzy nie zwiedzanych stron. Cieszyliśmy się przewidywaną, jakkolwiek skromną domieszką romantycznej awanturniczości naszej ekspedycji.

Wyprawy w Karpaty Wschodnie były często pierwszymi wejściami zimowymi, np. na Sywulę, Piekuna, Poleński, Michailecul i Farcaul.

W tym czasie częstymi miejscami wycieczek Mariana Smoluchowskiego były jedyne w Galicji wysokie góry, Tatry. Okrążył je na rowerze, wspinał się na szczyty, ale wędrował również pustymi dolinami. Interesował się geologią, malował akwarele. W jego wyprawach towarzyszyła mu często rodzina lub studenci, których traktował wówczas jak kolega, a nie jak profesor.




Marian Smoluchowski (z lewej) z bratem Tadeuszem w Kotle Gąsienicowym w Tatrach


O jednej z prawdziwie wspinaczkowych wypraw pisze po latach w Taterniku Mieczysław Świerz [11] :
Do Doliny Złomisk wybrał się sam «honorny» sztab Sekcji Turystycznej Towarzystwa Tatrzańskiego. Spożywano obiad. Że np. ów mąż o spojrzeniu satyra, z lubym uśmieszkiem wdychający wonny opar zupy warzonej z kostek Maggiego, to Jerzy Żuławski, skalnych wypraw towarzysz niezrównany, albo że tamten, z namaszczeniem odkrywcy obrotu ciał niebieskich badający smak kompotu śliwkowego – to taternik nad taternikami – prof. Marian Smoluchowski, wreszcie ten wytworny wędrowiec, co ległszy na puchach trawnika, z pańską obojętnością otulił się błękitnym dymem hawańskiego cygara – to Janusz Chmielowski, o którym powiedziano kiedyś, że objął po Chałubińskim berło turystyki w Zakopanem.
Celem wspinaczki był Smoczy Szczyt w grupie Wysokiej.
Krótkie chwile przygotowań i już pierwszy śmiga zuchwale po gładkich pozornie płytach, zawierzając swe istnienie jedynie wytrzymałości palców i dłoni, które bez drżenia czepiają się tych ledwo wyczuwalnych, deszczami wyżartych wklęśnień, karbów i listewek i unoszą ciało coraz wyżej i wyżej nad okrutną głąb doliny. ... Stanęliśmy na szczycie. Krótka jest nasza radość... Oto wzrok przez długie godziny do want przywarty, teraz w bezkres wolnej przestrzeni ze szczytu rzucony, widzi, że spłowiał, przygasł błękit nad nami i zasępienie wieczoru na skalnych legło uroczyskach.
Podczas schodzenia zaskoczyła ich noc.
Próbujemy zejścia. Na lewo, na prawo – nie "puszcza". Na nic obecność w gronie dwu autorów "Przewodnika Po Tatrach", na nic znajomość Żuławskiego ze "Srebrnym Globem", co nie bacząc na niedolę swego aojdy, ukrył się kędyś w otchłaniach przestworza. Jeszcze chwilę migoce w mrokach nocy błędny ognik latarki Smoluchowskiego, który węchem Siuksa z prerii dalekiego zachodu szuka drogi wśród gzymsów i stopni – ale i ta próba doznaje wkrótce niepowodzenia. Droga zatraciła się w urwisku i ciemnościach. Leźć dalej nieszczęściu w gardziel nikt nie ma ochoty. Nie ma rady, trzeba czekać na skałach do świtu... Tak zemścił się Smoczy za spóźnioną wizytę... Minęły lata... Odeszli w grób towarzysze nieopłakani, Żuławski i Smoluchowski, zaginęła wieść o Chmielowskim. Więc nigdy nie staniem wraz, nadskalni druhowie, nad grani dzikim urwiskiem i nie rzucim ze szczytu zwycięskiego krzyku...

Tak pisał Mieczysław Świerz, który sam zginął w Tatrach w roku 1929. Ale tymczasem jest początek XX wieku i możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że Marian Smoluchowski jest rzeczywiście taternikiem. Współcześni Marianowi nie mieli zresztą w tej materii żadnych wątpliwości. Według słów Zygmunta Klemensiewicza [12] :   Jako taternik przedstawiał typ wspaniały, wytworny i zrównoważony. ... Jako towarzysz Smoluchowski był ideałem. W roku 1911 zostaje wybrany na przewodniczącego Sekcji Turystycznej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i pełni tę funkcję przez rok.

Tuż przed śmiercią, w 25. rocznicę wstąpienia do Akademickiej Sekcji Klubu Alpejskiego, gdzie w młodzieńczych latach nosił przydomek Marianny, Smoluchowski otrzymał srebrną szarotkę i tytuł seniora, Alter Herr. Wystosował z tej okazji list (patrz [1]), w którym pisze między innymi:

Teren, który ukazuje się przed moimi oczami – to przede wszystkim świat Dolomitów, i wydaje mi się, że był on znacznie piękniejszy niż dla dzisiejszego turysty. Wszak był daleko pierwotniejszy i dawał okazję do prawdziwych wypraw odkrywczych, i jeżeli próbowaliśmy nowych dróg i nowych wejść, odczuwaliśmy nie tylko obiektywną wspaniałość gór, lecz i subiektywny urok działalności odkrywczej. ...Z tego co dały mi góry, trzy rzeczy uważam za najcenniejsze:
  1. przyzwyczajenie do podejmowania trudnych zadań,
  2. radość z przezwyciężenia trudności,
  3. zdolność do upiększenia codziennego życia przez najwznioślejszą poezję: poezję świata gór.
Jak pisze jego syn Roman [13] :
te trzy uwagi można, mutatis mutandis, przełożyć na stosunek Mariana Smoluchowskiego do nauki.

Marian Smoluchowski dokonał w fizyce rzeczy wielkich. Ale w swym krótkim zaledwie 45-letnim życiu miał również czas być szczęśliwym mężem i ojcem, grać na fortepianie, interesować się muzyką i sztuką, malować akwarele, jeździć na nartach, oraz wejść do grona wybitnych wspinaczy wysokogórskich.




Marian Smoluchowski: Krajobraz alpejski, 4/09/1909, akwarela.


Dla takiego życiorysu nie wystarcza mieć dużo szczęścia. Konieczna jest właściwa skala wartości, której nabywa się zazwyczaj w domu rodzinnym. Musi się być również genialnie uzdolnionym.




Kazimerz Grotowski jest Emerytowanym Profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i przewodniczącym Komisji Astrofizyki Polskiej Akademii Umiejętności. Był kierownikiem Zakładu Fizyki Doświadczalnej Instytutu Fizyki im. Mariana Smoluchowskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz kierownikiem Pracowni Badania Mechanizmu Reakcji Jądrowych w Instytucie Fizyki Jądrowej im. Henryka Niewodniczańskiego w Krakowie. W młodych latach był grotołazem i taternikiem. Jest bratem nieżyjącego już Jerzego Grotowskiego.



Piśmiennictwo:
  1. A. Teske, Marian Smoluchowski, PWN 1955   (powrót)
  2. Z. Klemensiewicz, Zasady Taternictwa, Nakładem Sekcyi Turystycznej Towarzystwa Tatrzańskiego, Lwów 1913   (powrót)
  3. Mitteilungen des D. u. Ő. Alpenvereins, 1892   (powrót)
  4. R. Messner, Zurűck in die Berge, Athesia-Bozen 1981   (powrót)
  5. K. Saysse-Tobiczyk, red. nacz., W Górach Wysokich, Wiedza Powszechna, Warszawa 1985   (powrót)
  6. A. Budzanowski, A. Dudek, R. Dymarz, K. Grotowski, L. Jarczyk, H. Niewodniczański, A. Strzałkowski, "Glory effect in the optical model analysis of 39K(α,α)39K elastic scattering", Nucl. Phys. A126 (1969) 369   (powrót)
  7. B. Chwaściński, Ku Nie Zdobytym Szczytom, Wyd. Sport i Turystyka, 1987   (powrót)
  8. L. Le Bon, Majestic Mountains, H.N. Abrams, Inc. New York   (powrót)
  9. M. Smoluchowski, "Wycieczki górskie w Szkocji", Taternik, rocznik 1915-1921   (powrót)
  10. M. Smoluchowski, "Michailecul (1926m) i Farcaul (1961m) w zimie", Taternik, rocznik 1913   (powrót)
  11. M. Świerz, "Niepowrotny dzień", Taternik, rocznik 1915-1921   (powrót)
  12. Z. Klemensiewicz, Taternik, rocznik 1915-1921   (powrót)
  13. S. Chandrasekhar, M. Kac, R. Smoluchowski, Marian Smoluchowski. His Life and Scientific Work, Warszawa 2000   (powrót)





Teksty o Marianie Smoluchowskim zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2007 Zwoje