LEKTURA KAFKI PRZYNOSI POCIESZENIE
z ANDRZEJEM PŁOSKIM
rozmawia Andrzej M. Kobos
Andrzej M. Kobos : – Andrzeju, dlaczego Kafka?
Andrzej Płoski : – Kafka należy do tych pisarzy, którzy towarzyszą mi przez całe moje życie, przynajmniej przez większą część mojego życia.Kafkę zacząłem czytać w gimnazjum. Mój starszy brat dał mi przykład, zajrzałem do biblioteki w kancelarii mojego ojca, do książek dla dorosłych, Kafki w szczególności. To były wczesne lata 1960., kiedy zaczęły wychodzić książki Kafki, o ile pamiętam w tłumaczeniu Juliusza Kydryńskiego, Zamek, Ameryka, i oczywiście Proces, podany jako tłumaczenie Bruno Schulza. Później gdzieś czytałem, że to nie była ścisła informacja, że prawdopodobnie był to wynik jakiejś translatorskiej współpracy. Tak to zacząłem czytać Franza Kafkę. Odtąd ciągle wracam do Kafki.
Może na początek powiem dlaczego zrobiłem te rysunki Kafki, jako kawki-ptaka.
Przemiana Franza Kafki (I)
Rys. Andrzej Płoski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (II)
Rys. Andrzej Płoski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (III)
Rys. Andrzej Płoski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (IV)
Rys. Andrzej Płoski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (V)
Rys. Andrzej Płoski, 2003.
To nie jest tylko ta zbieżność słów, ale mam również pewne wspomnienia z tym związane.Na studiach w Krakowie, na pierwszym roku chyba, rozmawiałem o Kafce z panią Janiną Kraupe-Świderską, profesorem malarstwa. Opowiedziała mi wtedy prawdziwą historię: Kiedyś jej syn, Iwo, czytał Kafkę, jako gimnazjalista. Byli wówczas razem na spacerze i rozmawiali na temat Kafki, Iwo był bardzo przejęty tą lekturą. Nagle zauważyli, że prześladuje ich kawka-ptak. Podskakując, uporczywie im towarzyszyła.
AMK : – Metafizyczne...
AP : – Tak, nawet bardzo. Opowiadanie pani Janiny pozostało w mojej pamięci – ilekroć wracałem do Kafki, przypominałem sobie tę historię. Dziwnym trafem, samemu doświadczyłem podobnej sytuacji. Po wielu latach, już tu w Szwecji, byłem na wakacjach, odwiedziliśmy mojego teścia w jego letnim domu na wsi. I tam przyplątała się kawka. To musiał być ptak, którego ktoś hodował. Nagle przyleciałak a w k a. Właśnie wtedy, kiedy ja, tam w ogrodzie, czytałem Kafkę. Nagle usiadła mi na głowie – dosłownie!. Byłem niemalże przestraszony. Ta kawka prześladowała mnie tam przez parę dni, tzn. nie tylko zjadała mi śniadania, które jedliśmy w ogrodzie, ale wcinała wszystko, m. in. kradła mi papierosy gauloisy, które wtedy paliłem, i zajadała je. Myślałem, że się wykończy tymi gauloisami, ale jakoś nic jej nie zaszkodziło.I stąd ta moja metamorfoza Kafki w ptaka. Od tego czasu, gdy patrzę na kawki, to przychodzi mi na myśl Kafka, a jak czytam Kafkę, to widzę tamtą kawkę.
Te moje rysunki są w stosunku do Kafki trochę niesprawiedliwe. Kafka, wiadomo to ze zdjęć, był bardzo przystojny, wiadomo też, choćby z jego listów, że był człowiekiem bardzo delikatnym i wrażliwym. W tej mojej karykaturalnej interpretacji nabiera pewnej agresywności, nachalności ptaka, który mnie kiedyś nawiedził.
AMK : – No właśnie, ale nie tylko ptaka, bo w twojej karykaturze Kafki z roku 1990, ma on twarz wilka, skupioną, planującą, zagrażającą, drapieżną. Oczy wilka, intensywnie tropiące.
Franz Kafka
Rys. Andrzej Płoski, 1990.
AP : – Tak, to prawda. Mój stosunek do Kafki jest dość zażyły, bez konwenansów, przypomina starą znajomość, która wiele toleruje. Ta drapieżność tropiącego spojrzenia może pochodzi z tego, iż Kafka, niemalże mnie prześladuje, a raczej nie tyle Kafka, co jego wizja. Nie mogę się od niego oderwać. Idzie za mną ten wilk tropiący.Przyznam się, ostatnio wróciłem znowu do Kafki w związku z twoją działalnością. Miałem parę lat przerwy, nie pamiętam dokładnie jak długo, może trzy lata, dlatego że zniknęły moje książki. Nigdy nie czytałem Kafki w oryginale, czytałem po polsku przede wszystkim, i po szwedzku. Czytałem też sporo o Kafce. Nie, chyba nie miałem tak długiej przerwy, dwa lata temu czytałem biografię Kafki Ernsta Pawel'a po szwedzku, tłumaczenie z angielskiego, bardzo ciekawa. I ostatnio, to było chyba rok temu, dostałem od znajomych Listy do ojca Kafki. Oczywiście, nie czytam Kafki bez przerwy, ale często do niego wracam i to w różnych okolicznościach.
AMK : – Wspomniałeś mi kiedyś, że na studiach w krakowskiej ASP zrobiłeś pracę z Kafki.
AP: Dyplom zrobiłem na plakatach do Kafki. Wtedy, w 1974, mój rok był chyba ostatnim, który był zobowiązany do zrobienia prac dyplomowych w dwóch dziedzinach. Pierwszy dyplom u profesora Mieczysława Wejmana zrobiłem z grafiki artystycznej, chodziło o techniki metalowe, drugi u profesora Macieja Makarewicza, z grafiki użytkowej. Wybrałem plakat teatralny. Zrobiłem trzy plakaty do trzech powieści Kafki, chociaż, o ile pamiętam, tylko Proces, był przedstawiany jako adaptacja teatralna.
AMK : – W Warszawie, późnych latach 1960., był jeszcze wystawiany Zamek, ze znanym plakatem Cieślewicza: mur w kształcie jaja, do którego wnętrza nie można wejść.
AP : – Tak, ale niestety nie widziałem tej adaptacji. Mój plakat do Procesu przedstawiał krzesło, a raczej jego fragment – nogę ugrzęzłą w poduszce; do Zamku – czerwone światło uliczne na czarnym tle. Ameryki już nie pamiętam, ale pewnie też sporo czerni tam było.Jednakże moje pierwsze Kafkowskie wrażenia były dużo wcześniejsze. W owym czasie pojawiły się u mnie asocjacje ze wspomnieniami z wczesnego dzieciństwa. Opowiadałem ci kiedyś, że mój ojciec w Kielcach był obrońcą w procesach z okresu stalinowskiego.
AMK : – Procesy, nie wiadomo o co, dlaczego, często z wyrokami śmierci. Zupełnie jak proces Józefa K.
AP : – Tak, tak to dosłownie było. Mam bardzo odległe wspomnienie z wczesnego dzieciństwa – wspomnienie wielkiego niepokoju. Matka była zaniepokojona. Wtedy procesy odbywały się także nocą, tak bardzo kafkowsko. Pamiętam, mama zostawiała nas pod opieką niańki i biegła do sądu. Ja i moi bracia odczuwaliśmy, że coś się dzieje, że atmosfera jest napięta. Pamiętam, przez pewien czas mama brała z sobą kanapki dla ojca. Ojciec wychodził z domu ze szczoteczką do zębów, bo nie wiadomo było czy wróci i kiedy, chociaż był tylko adwokatem. Nigdy nie słyszałem wystąpień ojca, znam je tylko z relacji, ale wiem, że wybronił kilku ludzi przed karą śmierci.
AMK : – Cała proza Kafki jest w jakimś sensie przewidzeniem faszyzmu, komunizmu. Nie mówiąc już o III Rzeszy, przecież po wojnie komuniści francuscy chcieli spalić wszystkie książki Kafki. Kafka był zakazany w Polsce do Października 1956, a w Czechosłowacji, z trzyletnią bodajże przerwą, nieomal do końca komunizmu w 1989 roku.
AP : – Czytałem o tym.Mam także późniejsze refleksje. Myślałem o tym, gdy czytałem Miłosza. Miłosz pisze między innymi o Panu Tadeuszu, Mickiewiczu, o Raju Utraconym lat dzieciństwa. Czytając Dolinę Issy, myślałem sobie, że tam gdzie Miłosz opisuje swe rodzinne strony, ja automatycznie widzę moje strony. Przenoszę dolinę Issy w moje okolice, tj. w dolinę Nidy, okolice Marzysza (co za nazwa wioski – wspaniała!). Miłosz pisze o Panu Tadeuszu, że jest to obraz utraconego raju. Uważam, że może tak być, ale, oprócz tego raju utraconego, jest też jego negatyw, jakieś inferno z dzieciństwa. Odbieram to jako przeciwieństwo świata dobrego, uporządkowanego, w którym są jakieś wartości, ustalone.
W Panu Tadeuszu, tak jak są konflikty i tragedie (np. Jacka Soplicy), są i wartości, jakiś porządek, ład, jest natura i to jest kojące. Mnie się to kojarzy z ową cudownością z dzieciństwa, pierwszymi doznaniami, spotkaniami z naturą, rzeką. Wtedy zupełnie inaczej odbiera się naturę. Dorosły człowiek nie ma tej spontaniczności w poznaniu świata, jaką ma dziecko, które doświadcza otoczenie wszystkimi zmysłami, bierze ziemię czy piach do ust, kładzie się na śniegu, itp., bez skrępowania. I to są bardzo silne doznania.
Czasem, gdy spaceruję, dochodzi mnie jakiś zapach czy refleksy światła na wodzie, które kojarzę z czymś bardzo odległym, niemalże zamierzchłym. Może to nie tylko moja pamięć a i doświadczenia pokoleń, genetycznie zakodowane? Myślałem też o tym, że te pierwsze doznania, będąc tak intensywne, są nieporównywalnie mocniejsze od tych, które odczuwamy dzisiaj. Ja nadal bardzo lubię chodzić i gapić się, czy kąpać się w rzece, ale to jest tylko jakby echo tamtych pierwszych doznań.
AMK : – A gdzie inferno?
AP : – Właśnie. Jest też świat przeciwny. Doznania związane z lękiem, z tym, iż świat wydaje się niezrozumiały, nielogiczny, jakąś anarchią, że nie można na niczym polegać, na niczym. Wszyscy ludzie mają okresy pogodne i okresy depresyjne.A jednocześnie te moje powroty do Kafki. Czytanie Kafki miało na mnie efekt pozytywny, gdy się źle czułem – czytałem Kafkę, to było dla mnie pocieszeniem. Tak, jak te koszulki, które tutaj w Szwecji drukowali z Kafką: portret Kafki i zdanie, na polski tłumacząc: "Kafka też nie miał lekko" – "Hade inte lätt". Sam tego doznaję – powroty do lektury Kafki przynoszą mi pocieszenie.
AMK : – Poprzez absurd sytuacji?
AP : – Tak. I stwarza on dystans do tej absurdalnej, ponurej rzeczywistości. Uczy dystansu. Gdy miałem moje ciężkie okresy w życiu i czytałem Kafkę, to Kafka mi pomagał w uzyskaniu pewnego dystansu do mojej sytuacji, która wyglądała tak czarno.
AMK : – Jak Gregor Samsa, który też nabrał dystansu do swojej sytuacji żuka?
AP : – Tak. Z jednej strony, trudności porozumienia się, komunikacji między ludźmi. Fantastyczne interpretacje, jeden list może być rozumiany i tak i tak i tak (to Zamek). Z drugiej strony, pisarstwo Kafki daje pocieszenie przez to, że jednak człowiek nie czuje się samotny, bo poprzez książkę odbiera tego drugiego człowieka, który jest w podobnej sytuacji.Poza tym, proza Kafki dostarcza mi rozrywki szczególnego rodzaju, po prostu bawi mnie, często się śmieję. Z chwilą gdy zaczynają nas bawić własne problemy, już nie jest tak źle... Uważam, że u Kafki jest przy tym wszystkim jakiś specjalny humor.
Chodzi o uzyskanie dystansu. A relacja – dlatego mówiłem o Mickiewiczu, Miłoszu – relacja jest podobna. Tak, jak w świecie Miłosza, czy świecie Mickiewicza – choć to strony dla mnie odległe, nieznane, to jednak i bliskie, konkretne jak ta Nida. Każdy człowiek może się w tym odnaleźć, bo jest to równocześnie bardzo osobiste i uniwersalne, dotyczy każdego. Każdy ma jakiś swój utracony raj i każdy ma w sobie jakieś piekło.
To nie jest tak, że ja odnajduję u Kafki te same obrazy, ważna jest ogólna atmosfera. Na przykład, gdy on opisuje adwokatów, jest to śmieszne, karykatura. Mój ojciec bynajmniej nie przypominał adwokatów z Procesu, a jednak te sterty zakurzonych akt sądowych, klienci (nierzadko chłopi z okolicznych wsi) stłoczeni w korytarzu, ta prawnicza terminologia, rytuały...
U Kafki jest to – nie wiem czy zwróciłeś na to uwagę – że Kafka niewiele miejsca poświęca na opis wyglądu zewnętrznego. Ludzie niemalże nie mają twarzy, nie wiemy, jak wyglądają, natomiast ważne jest środowisko, sytuacja, nazwijmy to – scenografia.
I rysunki samego Kafki – jest ich tylko kilka – takie proste, szkice, przedstawiają człowieka, którego trudno jest zidentyfikować: nie ma rysów twarzy, to jest tylko taki ludzik. Ale zaznaczona jest jego sytuacja, np. człowiek przy stole, widać, że nie czuje się najlepiej, leży na tym blacie. Albo człowiek otoczony jakby drabinką.
![]()
![]()
Rysunki Franza Kafki
Próbowałem ilustrować Kafkę na różne sposoby. Między innymi robiłem ilustracje, gdzie więcej uwagi poświęcałem sytuacji i tej scenografii. Myślałem też o książce, o ilustracjach do książki, która byłaby jakąś wędrówką przez strychy, chodzi mi o Proces, gdzie pracownia malarza sądowego była w ciągu strychów. Z reguły strychy są duszne, z warstwami kurzu. Rysowałem wtedy węglem, bo to jest technika, która daje poczucie kurzu, otoczki kurzu. Duszność strychów Kafki nie jest mi obca, w dzieciństwie miałem astmę. Przemyśliwałem też by stworzyć iluzję, wejście w książkę perspektywą architektoniczną.Ciekawe, sam malarz nie jest dokładnie opisany w Procesie. Wiadomo, że był niechlujny, miał nocną koszulę wyrzuconą na spodnie, ale nie ma detali jego twarzy. Natomiast świetnie opisane są jego obrazy, jego pracownia, sytuacja. Próbowałem nawet rekonstruować te obrazy, zarówno portrety sędziów, jak i, pamiętasz, on malował pejzaże, które były jednakowe, smutne pejzaże. Nie mam już tych moich rysunków.
Z Kafką miałem też inną sytuację, dosyć Kafkowską. Kiedyś w Lund mieszkaliśmy w dzielnicy Norra Fäladen. Wtedy miałem już swój pokój i w roku 1985 zrobiłem wystawę, otwartą dla publiczności. Tę wystawę, dedykowaną Kafce, urządziłem wówczas w moim mieszkaniu, bo nie miałem innych możliwości, ani cierpliwości aby chodzić i prosić się. Wystawę stanowiły ilustracje do Procesu w formie tapety i monumentalny rysunek na papierze pakunkowym. Były również obiekty – czarne kule o średnicy około 60 cm z masy papierowej wytaczały się z pomiędzy ubrań z otwartej szafy w ścianie. Taką wystawę dzisiaj nazywają "instalacją".
Tapeta Kafkowska
Andrzej Płoski, 1985.
"Instalacja Kafkowska"
Andrzej Płoski, 1985.
W taki to sposób w roku 1985 obchodziłem dziesiątą rocznicę mojego pobytu w Szwecji.Zrobiłem jednak błąd tapetując cały pokój rysunkami do Kafki, bo niestety przykleiłem je do ścian. Potem, gdy opuszczaliśmy to mieszkanie, musiałem za te ściany zapłacić kilka tysięcy koron, bo komisja stwierdziła, że muszą to zrywać. To kosztowało mnie całą jedną pensję, wówczas urzędnika biblioteki. To była katastrofa. Ale wróciłem do Kafki i śmiałem się z tego.
AMK : – Czy zachowało się coś z tej twojej Kafkowskiej tapety?
AP : – Mam tylko kopię z powielacza jednego z tych rysunków przyklejonych do ściany tamtego mieszkania. Jest to ilustracja do Procesu – ostatnia scena, egzekucja Józefa K., narysowana węglem. Jako podkładu użyłem wtedy makulatury – różnych starych zaświadczeń; uzbierało się tego sporo w szufladach. Oczywiście, ilustrując Proces, rozmyślnie posłużyłem się urzędowymi papierami szwedzkimi i polskimi.
Proces. Egzekucja Józefa K.
Rys. węglem Andrzej Płoski, 1984.
W przypadku tego rysunku egzekucji – był to szwedzki dokument – wezwanie mnie na policję w sprawie rzekomego zamachu bombowego w roku 1978, a polski dokument był późniejszy, z roku 1984, i dotyczył mojej rezygnacji z mieszkania w Kielcach na rzecz młodszego brata. To była przecież moja rezygnacja z powrotu do Polski! Wtedy polskie spółdzielnie mieszkaniowe były całkiem Kafkowskie: wpłacało się pieniądze, a potem czekało się dziesięć lat na ciasne mieszkanie.
AMK : – Wróćmy do twoich rysunków samego Kafki. Patrzę na te, powiedzmy, dwie twarze Kafki: Wilk i Ptak. Upieram się przy tym wilku, bo ponoć pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Jesteś karykaturzystą, tj. masz dar wydobywania pewnych cech twarzy i wyolbrzymiania ich w karykaturalnej podobiźnie człowieka. Jednak tu jest zachowane podobieństwo do twarzy Kafki z jego fotografii. Czy zdolność wychwycenia pewnych cech twarzy pomogła ci w tym przypadku?
AP : – Nie, to nie jest to, że ja chcę się w jakiś sposób odegrać na Kafce. Tak, jest jakieś podobieństwo, ale większość jego zdjęć, to ów łagodny uśmiech. Poza tym z literatury, z relacji jego znajomych wynika, że był człowiekiem bardzo delikatnym. Czytając jego listy, widać, że nie był człowiekiem agresywnym. A samo spojrzenie jego oczu było bardzo intensywne.
Franz Kafka, ok. 1920.
To, że na moich rysunkach wygląda on rzeczywiście bardziej drapieżnie, może wynika też z obawy przed pewną ckliwością, z ryzyka, że mógłbym go "przesłodzić". Czytając Kafkę, dalecy jesteśmy od takich skojarzeń: to jest bolesność, beznadziejność; weźmy np. Kolonię karną. Kafka jest bardzo gorzki i czarny.
AMK : – Tak jest też w Procesie, Metamorfozie, Zamku. Już nigdy nie wyjdziesz z tego, albo nie wejdziesz do środka.
AP : – Tak. Jeśli przesadzam, to raczej w tym czarnym kierunku. Uważam, że to mniej fałszuje Kafkę-autora, niż niektóre jego zdjęcia – Kafka jako "przyjemny amant". Stąd w moich rysunkach Kafki jest pewna drapieżność, której nie widać, gdy patrzy się na jego fotografie. Ja podejrzewam, czytałem zresztą o tym, że to był człowiek z poczuciem humoru, choć jednocześnie bardzo zdyscyplinowany.
AMK : – Od dzieciństwa był on pod ogromnym wpływem surowego ojca, o bardzo ostrych ocenach.
AP : – Jako człowiek, jako autor. Zadziwia mnie, gdy czytam, że Kafka nie pił, nie palił, gimnastykował się codziennie. Dlatego mnie to zadziwia, bo z jednej strony, gdy czytam Kafkę to czuję jego bliskość, natomiast gdy czytam o Kafce, to czuję, że był to człowiek zupełnie inny niż ja. Nie moglibyśmy dzielić pokoju; Kafka by ze mną nie wytrzymał – on w ogóle ciężko znosił obecność innych, dlatego, na przykład, w Pradze w pewnym momencie przeniósł się na Złotą Uliczkę – a ja też wolę go mieć tylko na półce z książkami.
Złota Uliczka w Pradze w okresie (1913) gdy mieszkał tam Franz Kafka
w domku pod numerem 22 (na tym zdjęciu drugim od prawej), wynajmowanym przez jego siostrę Ottlę.
(Ernst Pawel, Franz Kafka. Ett liv)
Kafka interesuje mnie również dlatego, że nadal jest zagadką i chyba nie tylko dla mnie. To jest tak, że Kafkę można czytać wielokrotnie i na różne sposoby, dlatego, że jest to sztuka otwarta, niesprecyzowana do końca, jakby zapraszająca do współudziału. Kafki nie da się czytać pasywnie, konsumować, połykać jego książek, bo staną w gardle. Nad tymi tekstami trzeba pracować, studiować je jak Kabałę, albo jak akta z procesu.Czytałem, że przy wydaniu Przemiany, jeszcze za życia Kafki, nie zgodził się on, żeby w ogóle przedstawić tego owada, robaka. I dlatego na okładce pierwszego wydania był rysunek ojca Gregora przed drzwiami. Myślę, że rozumiem dlaczego – Kafka nie chciał zawężać opowiadania do jednoznacznej historii człowieka przemienionego w żuka czy chrząszcza, do jednoznacznego odbioru przez czytelnika, zamykać możliwości innych interpretacji.
Uważam, że Przemiana może być tłumaczona na różne sposoby. To może być też tak, że człowiek – bohater tego opowiadania – budzi się i wydaje mu się, że jest insektem, nie może się podnieść, jest po prostu chory. Reakcja otoczenia, rodziny, może być również interpretowana tak, jak reakcja na człowieka chorego, gdzie jest lęk i obrzydzenie też. W końcu, znamy to z życia, pewne reakcje wobec wstrętnego owada i wobec chorego człowieka są podobne. Jest to bardzo brutalne.
Roman Polański zrobił kiedyś Przemianę. Tam nie było charakteryzacji na żuka. Czytałem, że Polański grał główną rolę; niestety nie widziałem tego, było wystawione w Paryżu. Później oglądnąłem to w telewizji, ale już z innym aktorem, nieucharakteryzowanym, grał on po prostu człowieka.
AMK : – Zaskoczyło mnie, że w twoich ilustracjach do Przemiany, które teraz zrobiłeś dla Zwojów, nie ma ludzi. Ani siostry, ani ojca ani matki, ani tych lokatorów, w końcu pośrednich sprawców śmierci Gregora. Wśród twoich dużo dawniejszych ilustracji do Głodomora jest jeden rysunek jakiejś rodziny spośród widzów. A tutaj, gdzie ta zewnętrzna reakcja jest przecież ważniejsza, jak sam mówisz – obrzydzenie, nie ma żadnych innych dramatis personae. Jedyny element, jaki odnosi się do rodziny Gregora, to jest to jabłko tkwiące w jego grzbiecie, rzucone w niego przez ojca. Ograniczyłeś się do świata, co prawda widzianego przez ludzi, ale świata chrząszcza.
AP : – To prawda. Tak wybrałem. Chciałem zaakcentować istotny aspekt tego utworu – odmienność od otoczenia – powodującą izolację, osamotnienie, mimo obecności najbliższej rodziny (nawet kochająca siostra w końcu się zniechęca). Bohaterowi odebrany jest głos, nie może mówić "po ludzku", w konsekwencji czego otoczenie nabiera przekonania, że on także nie czuje, ani nie cierpi.Zastanawiałem się jak to zrobić, były inne możliwości. Przypuszczam, że te ilustracje, to trochę mój autoportret. Robiąc je, czytałem tę nowelkę w ten sposób, że identyfikowałem się z bohaterem. To był mój punkt wyjściowy. W roku 2003 trochę tu z moich dawnych doświadczeń emigranta, bez języka. Dlatego najbardziej interesowały mnie sytuacje Gregora. On tam leżący, w tym łóżku...
AMK : – I długo nie potrafiący przewrócić się na nogi, te owadzie odnóża, które teraz ma...
AP : – Właśnie, to jest bardzo sugestywne. I dlatego wolę to czytać na stojąco... Zdarzało się, że też chodziłem z jabłkiem w plecach. No, to może już trochę przesadzam, w końcu się przecież z tego jakoś wylizałem; gorzej było z Gregorem. A doświadczenia tego typu wzbogacają, ostrożniejszy jestem w ocenach bliźniego, choćby wylądował bardzo kiepsko i bełkotał niezrozumiale.Są różne punkty widzenia. Istnieje opinia, że książki dla dorosłych, np. właśnie Kafka, w ogóle nie powinny być ilustrowane, bo to narzuca wyobraźni czytelnika pewien gotowy obraz. Lecz ja nie uważam, że to ogranicza wyobraźnię czytelnika, że coś wyklucza. Natomiast doszedłem do wniosku, że jako ilustrator wybieram jakiś punkt wyjścia, jakieś założenia i potem jestem konsekwentny w realizacji. W jakiś niewielki sposób dorzucam coś do tego ogromnego materiału, który powstał na temat Kafki. Uważam, że czytelnik też tak powinien to odebrać, jako drobny przyczynek. Na marginesie tego tekstu, który jest istotny, dostaje czytelnik jakąś wersję tego, jak to można odebrać. Ale nikogo nie pragnę zmuszać do przyjęcia mojej interpretacji.
AMK : – W rysunkach przemiany Kafki w kawkę oddajesz całą drapieżność świata. Ten delikatny ze zdjęć Kafka przemienia się w drapieżnego ptaka, a jeśli nie drapieżnego, to takiego, który np. jada padlinę. Te scenografię zewnętrznego świata całą odbijasz w jego twarzy i jego przemianie.
AP : – Myślałem o ptaku, który mnie odwiedzał i o tej kawce, którą znałem z opowiadania pani profesor Kraupe-Świderskiej. Ta moja, to była kawka zupełnie nie przypominająca autora, natarczywa, nachalna, wiecznie bardzo głodna, trochę jak dzieci z Procesu szturmujące pracownię malarza.
AMK : – Wiesz, prawie dwa lata temu, ja miałem podobną historię, może nawet bardziej dramatyczną. Chodziłem codziennie na naświetlania do szpitala rakowego w Edmonton, zwykle przez skwerek między budynkami szpitalnymi, z drzewami. I kiedyś, gdy tamtędy wracałem po sesji radiacji, z drzewa zerwała się kawka czy wrona i kracząc, okrążyła mnie kilkakrotnie. Było pusto, to krakanie było bardzo wyraźnie słychać w upalnej ciszy. Nigdy nie byłem przesądny, lecz w mojej wtedy sytuacji było to momentalne, bardzo przykre wrażenie i skojarzenie. Chociaż Kafka nie przyszedł mi wtedy do głowy. A może powinien był?
AP : – Gdy jesteśmy czymś zaabsorbowani, to nagle świat zmienia się w ten sposób, że cała sytuacja tego świata zaczyna się odnosić do naszych problemów, do naszego świata. Nagle zaczynamy inaczej odbierać znaki. Niektórzy mają na to większą odporność, inni mniejszą. Ale czasami, to może nie nieść w sobie grozy, może być jak pozdrowienie. Dla mnie było to zabawne, że gdy czytałem Kafkę, odwiedzała mnie kawka, która była przecież zupełnie inna od Kafki-autora.
AMK : – Pozdrowienie z innego świata? W końcu, my nie żyjemy w świecie ptaków, nie latamy w powietrzu z drzewa na drzewo.
AP : – Mój znajomy szwedzki poeta, który długo pisał książkę (prozą w tym wypadku) o rewolucji francuskiej, wszędzie oddnajdywał coś, co według niego wiązało się z rewolucją francuską. Zauważyłem to, jak go spotykałem. On sam również to zauważył i po tej paroletniej pracy musiał się otrząsnąć, żeby wrócić z owego świata.
AMK : – Będziesz kontynuować ilustrowanie Kafki?
AP : – Chętnie zilustruję dalsze nowelki. Wezmę krótsze opowiadania. Z Kafką lepiej ostrożnie.Właśnie zrobiłem dla ciebie kilka rysunków do Przed prawem. Wybrałem interpretację bramy do Prawa jako monumentalnej dziurki od klucza przez którą wpada olśniewająca światłość nieosiągalnego Prawa. Napiszę ci coś o tym.
Kiedyś robiłem próby z Procesem i z Zamkiem, monumentalne rysunki na papierze pakunkowym do Procesu. To była ta trójca, samo zakończenie, gdy dwóch panów prowadzi Józefa K. na stracenie. Mówiłem o tym przed chwilą.
Jeszcze jedną rzecz kiedyś zrobiłem. Ja faktycznie napisałem Proces. To był w jednym z moich trudniejszych okresów, gdy nie czułem się dobrze tutaj w Szwecji. Zacząłem przepisywać Proces – i przepisałem cały, ręcznie. Wybrałem dość lichy papier, z jakiegoś taniego zeszytu i przepisywałem piórkiem polskie tłumaczenie Procesu. Ale to nie było nawet istotne, bo ten papier był tak lichy, że atrament rozmywał się a tekst nieomal niknął. Można było odczytać tylko fragmenty. Poza tym, to było pisane maczkiem. W tym okresie byłem tak patetyczny, teraz się tego wstydzę, uważam, że przedobrzyłem: ostatnią stronę: samą egzekucję przepisałem własną krwią. Chodziło mi o podkreślenie, że to nie jest tylko książka, to jest życie, moje życie.
Jest także książka mojego znajomego, Hansa Tovoté, który zbierał materiały o różnych odchyleniach. To było w tym właśnie okresie, ja wtedy miałem okres Kafki i on odebrał mnie jak maniaka. Odwiedzał mnie; ja miałem ów pokój wytapetowany Kafką, rysowałem postaci z Kafki naturalnej wielkości na papierze pakunkowym, miałem wtedy fatalną sytuację finansową. Doradzał mi, żebym nie rysował na pakunkowym papierze, bo to zżółknie. Ja mu na to mówię, że to jest najtańszy papier. Przyjął to jako moje dziwactwo, a mnie rzeczywiście nie było stać na lepszy papier, szczególnie w takim dużym formacie. W końcu użył pewnych elementów mojej historii w tej swojej powieści, Säg något Nijinskij ("Powiedz coś, Niżinskij!"), wydanej w roku 1989, którą zresztą ja zilustrowałem. W dwóch ilustracjach wykorzystałem znane fotografie Kafki.
Jedna z ilustracji do Säg något Nijinskij.
Rys. Andrzej Płoski, 1989.
AMK : – Zaintrygowałeś mnie tym zakończeniem swojego "rękopisu" Procesu, napisanym swoją krwią. Jaka była tego symbolika? Czy to, że znalazłeś się gdzieś, gdzie nie mogłeś się odszukać, zaistnieć, funkcjonować? Ba, wiesz przecież, że ja teraz mam podobne odczucia w Szwecji.
AP : – To nie było dobre, bo było zbyt patetyczne.
AMK : – W tej chwili ty to tak oceniasz. Ale wówczas? Czy do samego końca identyfikowałeś się z Józefem K.?
AP : – Co wtedy, w 1978 roku, było ważne dla mnie? Fakt, że przepisywałem tę właśnie powieść, chociaż nie było to przeznaczone do czytania. Fakt przepisania całej powieści. Miałem potrzebę czytania tej książki w jakiś bardziej aktywny sposób, czułem, że Proces został dla mnie napisany. Więcej, że mógłby być napisany przeze mnie, tyle, że Kafka mnie w tym wcześniej wyręczył. Miałem usilną potrzebę identyfikowania się z sytuacją, chociaż nie w tym samym otoczeniu. Nie tyle identyfikowania się w sensie dosłownym, ale w sensie porozumienia z autorem. Teraz mówię o tym pół-żartem, ale wówczas to było na pograniczu szaleństwa. To tak, jak z tym utraconym rajem dzieciństwa. Ale wtedy powróciłem nie tyle do raju, ile do inferna.Gdy kończyłem przepisywanie, to w sposób klasyczny skaleczyłem się w palec. Fragment samej egzekucji w kamieniołomach, gdzie K. wbijają nóż w serce i obracają dwa razy, napisałem piórkiem umoczonym w krwi cieknącej mi z palca. To się kończy "Jak pies!"
W każdym razie to było adresowane do innych ludzi. Ja ten rękopis złożyłem w prezencie w Konsthallen w Lund; jest tam chyba nadal. Było to w okresie, 1978, kiedy miałem wielki konflikt, po tym gdy jako protest zaniosłem tam otwarcie, w biały dzień, atrapę bomby. Miałem kłopoty z policją. Groziła mi sprawa sądowa, do której nigdy nie doszło. Ale wyobrażałem sobie, że mój proces już trwa, że niedługo się zakończy.
Ówczesna szefowa Konsthallen, Marianne Nanne-Bråhammar, która już nie żyje, wybroniła mnie wtedy. Odwiedziłem ją później i złożyłem jej tego mojego Kafkę. Chciałem, by odebrała to jako przekaz, wytłumaczenie mojej sytuacji i mojego zachowania się. Nie wiem, jak ona to zrozumiała. Niewiele z nią rozmawiałem, wtedy jeszcze bardzo słabo mówiłem po szwedzku. Kafką posłużyłem się z jednej strony jako terapią, z drugiej jako przekazem, komunikacją. Być może, że gdybym wówczas nie zajął się był przepisywaniem Procesu, zrobiłbym coś o wiele głupszego – nie wiem. Tak, czy inaczej, Kafce dużo zawdzięczam.
AMK : – "«Jak pies!» – powiedział do siebie: było to tak, jak gdyby wstyd miał go przeżyć."
AP : – Właśnie, i ja się wtedy też wstydziłem. Bardzo.
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Mówiąc o Kafce. Andrzej Płoski, 3 maja 2003 w Lund.
(Fot. Andrzej Kobos)
Lund, Szwecja, maj 2003.
(Tekst autoryzowany)
Andrzej Płoski (ur. 1949) jest znanym polskim artystą-malarzem, grafikiem i ilustratorem książek. Wykształcony w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, od roku 1975 mieszka w Lund, w Szwecji.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||