LEKTURA KAFKI PRZYNOSI POCIESZENIE
z ANDRZEJEM PLOSKIM
rozmawia Andrzej M. Kobos
Andrzej M. Kobos : – Andrzeju, dlaczego Kafka?
Andrzej Ploski : – Kafka nalezy do tych pisarzy, ktorzy towarzysza mi przez cale moje zycie, przynajmniej przez wieksza czesc mojego zycia.Kafke zaczalem czytac w gimnazjum. Moj starszy brat dal mi przyklad, zajrzalem do biblioteki w kancelarii mojego ojca, do ksiazek dla doroslych, Kafki w szczegolnosci. To byly wczesne lata 1960., kiedy zaczely wychodzic ksiazki Kafki, o ile pamietam w tlumaczeniu Juliusza Kydrynskiego, Zamek, Ameryka, i oczywiscie Proces, podany jako tlumaczenie Bruno Schulza. Pozniej gdzies czytalem, ze to nie byla scisla informacja, ze prawdopobnie byl to wynik jakiejs translatorskiej wspolpracy. Tak to zaczalem czytac Franza Kafke. Odtad ciagle wracam do Kafki.
Moze na poczatek powiem dlaczego zrobilem te rysynki Kafki, jako kawki-ptaka.
Przemiana Franza Kafki (I)
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (II)
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (III)
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (IV)
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Przemiana Franza Kafki (V)
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
To nie jest tylko ta zbieznosc slow, ale mam rowniez pewne wspomnienia z tym zwiazane.Na studiach w Krakowie, na pierwszym roku chyba, rozmawialem o Kafce z pania Janina Kraupe-Swiderska, profesorem malarstwa. Opowiedziala mi wtedy prawdziwa historie: Kiedys jej syn, Iwo, czytal Kafke, jako gimnazjalista. Byli wowczas razem na spacerze i rozmawiali na temat Kafki, Iwo byl bardzo przejety ta lektura. Nagle zauwazyli, ze przesladuje ich kawka-ptak. Podskakujac, uporczywie im towarzyszyla.
AMK : – Metafizyczne...
AP : – Tak, nawet bardzo. Opowiadanie pani Janiny pozostalo w mojej pamieci – ilekroc wracalem do Kafki, przypominalem sobie te historie. Dziwnym trafem, samemu doswiadczylem podobnej sytuacji. Po wielu latach, juz tu w Szwecji, bylem na wakacjach, odwiedzilismy mojego tescia w jego letnim domu na wsi. I tam przyplatala sie kawka. To musial byc ptak, ktorego ktos hodowal. Nagle przylecialak a w k a. Wlasnie wtedy, kiedy ja, tam w ogrodzie, czytalem Kafke. Nagle usiadla mi na glowie – doslownie!. Bylem niemalze przestraszony. Ta kawka przesladowala mnie tam przez pare dni, tzn. nie tylko zjadala mi sniadania, ktore jedlismy w ogrodzie, ale wcinala wszystko, m. in. kradla mi papierosy gauloisy, ktore wtedy palilem, i zajadala je. Myslalem, ze sie wykonczy tymi gauloisami, ale jakos nic jej nie zaszkodzilo.I stad ta moja metamorfoza Kafki w ptaka. Od tego czasu, gdy patrze na kawki, to przychodzi mi na mysl Kafka, a jak czytam Kafke, to widze tamta kawke.
Te moje rysunki sa w stosunku do Kafki troche niesprawiedliwe. Kafka, wiadomo to ze zdjec, byl bardzo przystojny, wiadomo tez, chocby z jego listow, ze byl czlowiekiem bardzo delikatnym i wrazliwym. W tej mojej karykaturalnej interpretacji nabiera pewnej agresywnosci, nachalnosci ptaka, ktory mnie kiedys nawiedzil.
AMK : – No wlasnie, ale nie tylko ptaka, bo w twojej karykaturze Kafki z roku 1990, ma on twarz wilka, skupiona, planujaca, zagrazajaca, drapiezna. Oczy wilka, intensywnie tropiace.
Franz Kafka
Rys. Andrzej Ploski, 1990.
AP : – Tak, to prawda. Moj stosunek do Kafki jest dosc zazyly, bez konwenansow, przypomina stara znajomosc, ktora wiele toleruje. Ta drapieznosc tropiacego spojrzenia moze pochodzi z tego, iz Kafka, niemalze mnie przesladuje, a raczej nie tyle Kafka, co jego wizja. Nie moge sie od niego oderwac. Idzie za mna ten wilk tropiacy.Przyznam sie, ostatnio wrocilem znowu do Kafki w zwiazku z twoja dzialalnoscia. Mialem pare lat przerwy, nie pamietam dokladnie jak dlugo, moze trzy lata, dlatego ze zniknely moje ksiazki. Nigdy nie czytalem Kafki w oryginale, czytalem po polsku przede wszystkim, i po szwedzku. Czytalem tez sporo o Kafce. Nie, chyba nie mialem tak dlugiej przerwy, dwa lata temu czytalem biografie Kafki Ernsta Pawel'a po szwedzku, tlumaczenie z angielskiego, bardzo ciekawa. I ostatnio, to bylo chyba rok temu, dostalem od znajomych Listy do ojca Kafki. Oczywiscie, nie czytam Kafki bez przerwy, ale czesto do niego wracam i to w roznych okolicznosciach.
AMK : – Wspomniales mi kiedys, ze na studiach w krakowskiej ASP zrobiles prace z Kafki.
AP: Dyplom zrobilem na plakatach do Kafki. Wtedy, w 1974, moj rok byl chyba ostatnim, ktory byl zobowiazany do zrobienia prac dyplomowych w dwoch dziedzinach. Pierwszy dyplom u profesora Mieczyslawa Wejmana zrobilem z grafiki artystycznej, chodzilo o techniki metalowe, drugi u profesora Macieja Makarewicza, z grafiki uzytkowej. Wybralem plakat teatralny. Zrobilem trzy plakaty do trzech powiesci Kafki, chociaz, o ile pamietam, tylko Proces, byl przedstawiany jako adaptacja teatralna.
AMK : – W Warszawie, poznych latach 1960., byl jeszcze wystawiany Zamek, ze znanym plakatem Cieslewicza: mur w ksztalcie jaja, do ktorego wnetrza nie mozna wejsc.
AP : – Tak, ale niestety nie widzialem tej adaptacji. Moj plakat do Procesu przedstawial krzeslo, a raczej jego fragment – noge ugrzezla w poduszce; do Zamku – czerwone swiatlo uliczne na czarnym tle. Ameryki juz nie pamietam, ale pewnie tez sporo czerni tam bylo.Jednakze moje pierwsze Kafkowskie wrazenia byly duzo wczesniejsze. W owym czasie pojawily sie u mnie asocjacje ze wspomnieniami z wczesnego dziecinstwa. Opowiadalem ci kiedys, ze moj ojciec w Kielcach byl obronca w procesach z okresu stalinowskiego.
AMK : – Procesy, nie wiadomo o co, dlaczego, czesto z wyrokami smierci. Zupelnie jak proces Jozefa K.
AP : – Tak, tak to doslownie bylo. Mam bardzo odlegle wspomnienie z wczesnego dziecinstwa – wspomnienie wielkiego niepokoju. Matka byla zaniepokojona. Wtedy procesy odbywaly sie takze noca, tak bardzo kafkowsko. Pamietam, mama zostawiala nas pod opieka nianki i biegla do sadu. Ja i moi bracia odczuwalismy, ze cos sie dzieje, ze atmosfera jest napieta. Pamietam, przez pewien czas mama brala z soba kanapki dla ojca. Ojciec wychodzil z domu ze szczoteczka do zebow, bo nie wiadomo bylo czy wroci i kiedy, chociaz byl tylko adwokatem. Nigdy nie slyszalem wystapien ojca, znam je tylko z relacji, ale wiem, ze wybronil kilku ludzi przed kara smierci.
AMK : – Cala proza Kafki jest w jakims sensie przewidzeniem faszyzmu, komunizmu. Nie mowiac juz o III Rzeszy, przeciez po wojnie komunisci francuscy chcieli spalic wszystkie ksiazki Kafki. Kafka byl zakazany w Polsce do Pazdziernika 1956, a w Czechoslowacji, z trzyletnia bodajze przerwa, nieomal do konca komunizmu w 1989 roku.
AP : – Czytalem o tym.Mam takze pozniejsze refleksje. Myslalem o tym, gdy czytalem Milosza. Milosz pisze miedzy innymi o Panu Tadeuszu, Mickiewiczu, o Raju Utraconym lat dziecinstwa. Czytajac Doline Issy, myslalem sobie, ze tam gdzie Milosz opisuje swe rodzinne strony, ja automatycznie widze moje strony. Przenosze doline Issy w moje okolice, tj. w doline Nidy, okolice Marzysza (co za nazwa wioski – wspaniala!). Milosz pisze o Panu Tadeuszu, ze jest to obraz utraconego raju. Uwazam, ze moze tak byc, ale, oprocz tego raju utraconego, jest tez jego negatyw, jakies inferno z dziecinstwa. Odbieram to jako przeciwienstwo swiata dobrego, uporzadkowanego, w ktorym sa jakies wartosci, ustalone.
W Panu Tadeuszu, tak jak sa konflikty i tragedie (np. Jacka Soplicy), sa i wartosci, jakis porzadek, lad, jest natura i to jest kojace. Mnie sie to kojarzy z owa cudownoscia z dziecinstwa, pierwszymi doznaniami, spotkaniami z natura, rzeka. Wtedy zupelnie inaczej odbiera sie nature. Dorosly czlowiek nie ma tej spontanicznosci w poznaniu swiata, jaka ma dziecko, ktore doswiadcza otoczenie wszystkimi zmyslami, bierze ziemie czy piach do ust, kladzie sie na sniegu, itp., bez skrepowania. I to sa bardzo silne doznania.
Czasem, gdy spaceruje, dochodzi mnie jakis zapach czy refleksy swiatla na wodzie, ktore kojarze z czyms bardzo odleglym, niemalze zamierzchlym. Moze to nie tylko moja pamiec a i doswiadczenia pokolen, genetycznie zakodowane? Myslalem tez o tym, ze te pierwsze doznania, bedac tak intensywne, sa nieporownywalnie mocniejsze od tych, ktore odczuwamy dzisiaj. Ja nadal bardzo lubie chodzic i gapic sie, czy kapac sie w rzece, ale to jest tylko jakby echo tamtych pierwszych doznan.
AMK : – A gdzie inferno?
AP : – Wlasnie. Jest tez swiat przeciwny. Doznania zwiazane z lekiem, z tym, iz swiat wydaje sie niezrozumialy, nielogiczny, jakas anarchia, ze nie mozna na niczym polegac, na niczym. Wszyscy ludzie maja okresy pogodne i okresy depresyjne.A jednoczesnie te moje powroty do Kafki. Czytanie Kafki mialo na mnie efekt pozytywny, gdy sie zle czulem – czytalem Kafke, to bylo dla mnie pocieszeniem. Tak, jak te koszulki, ktore tutaj w Szwecji drukowali z Kafka: portret Kafki i zdanie, na polski tlumaczac: "Kafka tez nie mial lekko" – "Hade inte lätt". Sam tego doznaje – powroty do lektury Kafki przynosza mi pocieszenie.
AMK : – Poprzez absurd sytuacji?
AP : – Tak. I stwarza on dystans do tej absurdalnej, ponurej rzeczywistosci. Uczy dystansu. Gdy mialem moje ciezkie okresy w zyciu i czytalem Kafke, to Kafka mi pomagal w uzyskaniu pewnego dystansu do mojej sytuacji, ktora wygladala tak czarno.
AMK : – Jak Gregor Samsa, ktory tez nabral dystansu do swojej sytuacji zuka?
AP : – Tak. Z jednej strony, trudnosci porozumienia sie, komunikacji miedzy ludzmi. Fantastyczne interpretacje, jeden list moze byc rozumiany i tak i tak i tak (to Zamek). Z drugiej strony, pisarstwo Kafki daje pocieszenie przez to, ze jednak czlowiek nie czuje sie samotny, bo poprzez ksiazke odbiera tego drugiego czlowieka, ktory jest w podobnej sytuacji.Poza tym, proza Kafki dostarcza mi rozrywki szczegolnego rodzaju, po prostu bawi mnie, czesto sie smieje. Z chwila gdy zaczynaja nas bawic wlasne problemy, juz nie jest tak zle... Uwazam, ze u Kafki jest przy tym wszystkim jakis specjalny humor.
Chodzi o uzyskanie dystansu. A relacja – dlatego mowilem o Mickiewiczu, Miloszu – relacja jest podobna. Tak, jak w swiecie Milosza, czy swiecie Mickiewicza – choc to strony dla mnie odlegle, nieznane, to jednak i bliskie, konkretne jak ta Nida. Kazdy czlowiek moze sie w tym odnalezc, bo jest to rownoczesnie bardzo osobiste i uniwersalne, dotyczy kazdego. Kazdy ma jakis swoj utracony raj i kazdy ma w sobie jakies pieklo.
To nie jest tak, ze ja odnajduje u Kafki te same obrazy, wazna jest ogolna atmosfera. Na przyklad, gdy on opisuje adwokatow, jest to smieszne, karykatura. Moj ojciec bynajmniej nie przypominal adwokatow z Procesu, a jednak te sterty zakurzonych akt sadowych, klienci (nierzadko chlopi z okolicznych wsi) stloczeni w korytarzu, ta prawnicza terminologia, rytualy...
U Kafki jest to – nie wiem czy zwrociles na to uwage – ze Kafka niewiele miejsca poswieca na opis wygladu zewnetrznego. Ludzie niemalze nie maja twarzy, nie wiemy, jak wygladaja, natomiast wazne jest srodowisko, sytuacja, nazwijmy to – scenografia.
I rysunki samego Kafki – jest ich tylko kilka – takie proste, szkice, przedstawiaja czlowieka, ktorego trudno jest zidentyfikowac: nie ma rysow twarzy, to jest tylko taki ludzik. Ale zaznaczona jest jego sytuacja, np. czlowiek przy stole, widac, ze nie czuje sie najlepiej, lezy na tym blacie. Albo czlowiek otoczony jakby drabinka.
![]()
![]()
Rysunki Franza Kafki
Probowalem ilustrowac Kafke na rozne sposoby. Miedzy innymi robilem ilustracje, gdzie wiecej uwagi poswiecalem sytuacji i tej scenografii. Myslalem tez o ksiazce, o ilustracjach do ksiazki, ktora bylaby jakas wedrowka przez strychy, chodzi mi o Proces, gdzie pracownia malarza sadowego byla w ciagu strychow. Z reguly strychy sa duszne, z warstwami kurzu. Rysowalem wtedy weglem, bo to jest technika, ktora daje poczucie kurzu, otoczki kurzu. Dusznosc strychow Kafki nie jest mi obca, w dziecinstwie mialem astme. Przemysliwalem tez by stworzyc iluzje, wejscie w ksiazke perspektywa architektoniczna.Ciekawe, sam malarz nie jest dokladnie opisany w Procesie. Wiadomo, ze byl niechlujny, mial nocna koszule wyrzucona na spodnie, ale nie ma detali jego twarzy. Natomiast swietnie opisane sa jego obrazy, jego pracownia, sytuacja. Probowalem nawet rekonstruowac te obrazy, zarowno portrety sedziow, jak i, pamietasz, on malowal pejzaze, ktore byly jednakowe, smutne pejzaze. Nie mam juz tych moich rysunkow.
Z Kafka mialem tez inna sytuacje, dosyc Kafkowska. Kiedys w Lund mieszkalismy w dzielnicy Norra Fäladen. Wtedy mialem juz swoj pokoj i w roku 1985 zrobilem wystawe, otwarta dla publicznosci. Te wystawe, dedykowana Kafce, urzadzilem wowczas w moim mieszkaniu, bo nie mialem innych mozliwosci, ani cierpliwosci aby chodzic i prosic sie. Wystawe stanowily ilustracje do Procesu w formie tapety i monumentalny rysunek na papierze pakunkowym. Byly rowniez obiekty – czarne kule o srednicy okolo 60 cm z masy papierowej wytaczaly sie z pomiedzy ubran z otwartej szafy w scianie. Taka wystawe dzisiaj nazywaja "instalacja".
Tapeta Kafkowska
Andrzej Ploski, 1985.
"Instalacja Kafkowska"
Andrzej Ploski, 1985.
W taki to sposob w roku 1985 obchodzilem dziesiata rocznice mojego pobytu w Szwecji.Zrobilem jednak blad tapetujac caly pokoj rysunkami do Kafki, bo niestety przykleilem je do scian. Potem, gdy opuszczalismy to mieszkanie, musialem za te sciany zaplacic kilka tysiecy koron, bo komisja stwierdzila, ze musza to zrywac. To kosztowalo mnie cala jedna pensje, wowczas urzednika biblioteki. To byla katastrofa. Ale wrocilem do Kafki i smialem sie z tego.
AMK : – Czy zachowalo sie cos z tej twojej Kafkowskiej tapety?
AP : – Mam tylko kopie z powielacza jednego z tych rysunkow przyklejonych do sciany tamtego mieszkania. Jest to ilustracja do Procesu – ostatnia scena, egzekucja Jozefa K., narysowana weglem. Jako podkladu uzylem wtedy makulatury – roznych starych zaswiadczen; uzbieralo sie tego sporo w szufladach. Oczywiscie, ilustrujac Proces, rozmyslnie posluzylem sie urzedowymi papierami szwedzkimi i polskimi.
Proces. Egzekucja Jozefa K.
Rys. weglem Andrzej Ploski, 1984.
W przypadku tego rysunku egzekucji – byl to szwedzki dokument – wezwanie mnie na policje w sprawie rzekomego zamachu bombowego w roku 1978, a polski dokument byl pozniejszy, z roku 1984, i dotyczyl mojej rezygnacji z mieszkania w Kielcach na rzecz mlodszego brata. To byla przeciez moja rezygnacja z powrotu do Polski! Wtedy polskie spoldzielnie mieszkaniowe byly calkiem Kafkowskie: wplacalo sie pieniadze, a potem czekalo sie dziesiec lat na ciasne mieszkanie.
AMK : – Wrocmy do twoich rysunkow samego Kafki. Patrze na te, powiedzmy, dwie twarze Kafki: Wilk i Ptak. Upieram sie przy tym wilku, bo ponoc pierwsze wrazenie jest najwazniejsze. Jestes karykaturzysta, tj. masz dar wydobywania pewnych cech twarzy i wyolbrzymiania ich w karykaturalnej podobiznie czlowieka. Jednak tu jest zachowane podobienstwo do twarzy Kafki z jego fotografii. Czy zdolnosc wychwycenia pewnych cech twarzy pomogla ci w tym przypadku?
AP : – Nie, to nie jest to, ze ja chce sie w jakis sposob odegrac na Kafce. Tak, jest jakies podobienstwo, ale wiekszosc jego zdjec, to ow lagodny usmiech. Poza tym z literatury, z relacji jego znajomych wynika, ze byl czlowiekiem bardzo delikatnym. Czytajac jego listy, widac, ze nie byl czlowiekiem agresywnym. A samo spojrzenie jego oczu bylo bardzo intensywne.
Franz Kafka, ok. 1920.
To, ze na moich rysunkach wyglada on rzeczywiscie bardziej drapieznie, moze wynika tez z obawy przed pewna ckliwoscia, z ryzyka, ze moglbym go "przeslodzic". Czytajac Kafke, dalecy jestesmy od takich skojarzen: to jest bolesnosc, beznadziejnosc; wezmy np. Kolonie karna. Kafka jest bardzo gorzki i czarny.
AMK : – Tak jest tez w Procesie, Metamorfozie, Zamku. Juz nigdy nie wyjdziesz z tego, albo nie wejdziesz do srodka.
AP : – Tak. Jesli przesadzam, to raczej w tym czarnym kierunku. Uwazam, ze to mniej falszuje Kafke-autora, niz niektore jego zdjecia – Kafka jako "przyjemny amant". Stad w moich rysunkach Kafki jest pewna drapieznosc, ktorej nie widac, gdy patrzy sie na jego fotografie. Ja podejrzewam, czytalem zreszta o tym, ze to byl czlowiek z poczuciem humoru, choc jednoczesnie bardzo zdyscyplinowany.
AMK : – Od dziecinstwa byl on pod ogromnym wplywem surowego ojca, o bardzo ostrych ocenach.
AP : – Jako czlowiek, jako autor. Zadziwia mnie, gdy czytam, ze Kafka nie pil, nie palil, gimnastykowal sie codziennie. Dlatego mnie to zadziwia, bo z jednej strony, gdy czytam Kafke to czuje jego bliskosc, natomiast gdy czytam o Kafce, to czuje, ze byl to czlowiek zupelnie inny niz ja. Nie moglibysmy dzielic pokoju; Kafka by ze mna nie wytrzymal – on w ogole ciezko znosil obecnosc innych, dlatego, na przyklad, w Pradze w pewnym momencie przeniosl sie na Zlota Uliczke – a ja tez wole go miec tylko na polce z ksiazkami.
Zlota Uliczka w Pradze w okresie (1913) gdy mieszkal tam Franz Kafka
w domku pod numerem 22 (na tym zdjeciu drugim od prawej), wynajmowanym przez jego siostre Ottle.
(Ernst Pawel, Franz Kafka. Ett liv)
Kafka interesuje mnie rowniez dlatego, ze nadal jest zagadka i chyba nie tylko dla mnie. To jest tak, ze Kafke mozna czytac wielokrotnie i na rozne sposoby, dlatego, ze jest to sztuka otwarta, niesprecyzowana do konca, jakby zapraszajaca do wspoludzialu. Kafki nie da sie czytac pasywnie, konsumowac, polykac jego ksiazek, bo stana w gardle. Nad tymi tekstami trzeba pracowac, studiowac je jak Kabale, albo jak akta z procesu.Czytalem, ze przy wydaniu Przemiany, jeszcze za zycia Kafki, nie zgodzil sie on, zeby w ogole przedstawic tego owada, robaka. I dlatego na okladce pierwszego wydania byl rysunek ojca Gregora przed drzwiami. Mysle, ze rozumiem dlaczego – Kafka nie chcial zawezac opowiadania do jednoznacznej historii czlowieka przemienionego w zuka czy chrzaszcza, do jednoznacznego odbioru przez czytelnika, zamykac mozliwosci innych interpretacji.
Uwazam, ze Przemiana moze byc tlumaczona na rozne sposoby. To moze byc tez tak, ze czlowiek – bohater tego opowiadania – budzi sie i wydaje mu sie, ze jest insektem, nie moze sie podniesc, jest po prostu chory. Reakcja otoczenia, rodziny, moze byc rowniez interpretowana tak, jak reakcja na czlowieka chorego, gdzie jest lek i obrzydzenie tez. W koncu, znamy to z zycia, pewne reakcje wobec wstretnego owada i wobec chorego czlowieka sa podobne. Jest to bardzo brutalne.
Roman Polanski zrobil kiedys Przemiane. Tam nie bylo charakteryzacji na zuka. Czytalem, ze Polanski gral glowna role; niestety nie widzialem tego, bylo wystawione w Paryzu. Pozniej ogladnalem to w telewizji, ale juz z innym aktorem, nieucharakteryzowanym, gral on po prostu czlowieka.
AMK : – Zaskoczylo mnie, ze w twoich ilustracjach do Przemiany, ktore teraz zrobiles dla Zwojow, nie ma ludzi. Ani siostry, ani ojca ani matki, ani tych lokatorow, w koncu posrednich sprawcow smierci Gregora. Wsrod twoich duzo dawniejszych ilustracji do Glodomora jest jeden rysunek jakiejs rodziny sposrod widzow. A tutaj, gdzie ta zewnetrzna reakcja jest przeciez wazniejsza, jak sam mowisz – obrzydzenie, nie ma zadnych innych dramatis personae. Jedyny element, jaki odnosi sie do rodziny Gregora, to jest to jablko tkwiace w jego grzbiecie, rzucone w niego przez ojca. Ograniczyles sie do swiata, co prawda widzianego przez ludzi, ale swiata chrzaszcza.
AP : – To prawda. Tak wybralem. Chcialem zaakcentowac istotny aspekt tego utworu – odmiennosc od otoczenia – powodujaca izolacje, osamotnienie, mimo obecnosci najblizszej rodziny (nawet kochajaca siostra w koncu sie zniecheca). Bohaterowi odebrany jest glos, nie moze mowic "po ludzku", w konsekwencji czego otoczenie nabiera przekonania, ze on takze nie czuje, ani nie cierpi.Zastanawialem sie jak to zrobic, byly inne mozliwosci. Przypuszczam, ze te ilustracje, to troche moj autoportret. Robiac je, czytalem te nowelke w ten sposob, ze identyfikowalem sie z bohaterem. To byl moj punkt wyjsciowy. W roku 2003 troche tu z moich dawnych doswiadczen emigranta, bez jezyka. Dlatego najbardziej interesowaly mnie sytuacje Gregora. On tam lezacy, w tym lozku...
AMK : – I dlugo nie potrafiacy przewrocic sie na nogi, te owadzie odnoza, ktore teraz ma...
AP : – Wlasnie, to jest bardzo sugestywne. I dlatego wole to czytac na stojaco... Zdarzalo sie, ze tez chodzilem z jablkiem w plecach. No, to moze juz troche przesadzam, w koncu sie przeciez z tego jakos wylizalem; gorzej bylo z Gregorem. A doswiadczenia tego typu wzbogacaja, ostrozniejszy jestem w ocenach blizniego, chocby wyladowal bardzo kiepsko i belkotal niezrozumiale.Sa rozne punkty widzenia. Istnieje opinia, ze ksiazki dla doroslych, np. wlasnie Kafka, w ogole nie powinny byc ilustrowane, bo to narzuca wyobrazni czytelnika pewien gotowy obraz. Lecz ja nie uwazam, ze to ogranicza wyobraznie czytelnika, ze cos wyklucza. Natomiast doszedlem do wniosku, ze jako ilustrator wybieram jakis punkt wyjscia, jakies zalozenia i potem jestem konsekwentny w realizacji. W jakis niewielki sposob dorzucam cos do tego ogromnego materialu, ktory powstal na temat Kafki. Uwazam, ze czytelnik tez tak powinien to odebrac, jako drobny przyczynek. Na marginesie tego tekstu, ktory jest istotny, dostaje czytelnik jakas wersje tego, jak to mozna odebrac. Ale nikogo nie pragne zmuszac do przyjecia mojej interpretacji.
AMK : – W rysunkach przemiany Kafki w kawke oddajesz cala drapieznosc swiata. Ten delikatny ze zdjec Kafka przemienia sie w drapieznego ptaka, a jesli nie drapieznego, to takiego, ktory np. jada padline. Te scenografie zewnetrznego swiata cala odbijasz w jego twarzy i jego przemianie.
AP : – Myslalem o ptaku, ktory mnie odwiedzal i o tej kawce, ktora znalem z opowiadania pani profesor Kraupe-Swiderskiej. Ta moja, to byla kawka zupelnie nie przypominajaca autora, natarczywa, nachalna, wiecznie bardzo glodna, troche jak dzieci z Procesu szturmujace pracownie malarza.
AMK : – Wiesz, prawie dwa lata temu, ja mialem podobna historie, moze nawet bardziej dramatyczna. Chodzilem codziennie na naswietlania do szpitala rakowego w Edmonton, zwykle przez skwerek miedzy budynkami szpitalnymi, z drzewami. I kiedys, gdy tamtedy wracalem po sesji radiacji, z drzewa zerwala sie kawka czy wrona i kraczac, okrazyla mnie kilkakrotnie. Bylo pusto, to krakanie bylo bardzo wyraznie slychac w upalnej ciszy. Nigdy nie bylem przesadny, lecz w mojej wtedy sytuacji bylo to momentalne, bardzo przykre wrazenie i skojarzenie. Chociaz Kafka nie przyszedl mi wtedy do glowy. A moze powinien byl?
AP : – Gdy jestesmy czyms zaabsorbowani, to nagle swiat zmienia sie w ten sposob, ze cala sytuacja tego swiata zaczyna sie odnosic do naszych problemow, do naszego swiata. Nagle zaczynamy inaczej odbierac znaki. Niektorzy maja na to wieksza odpornosc, inni mniejsza. Ale czasami, to moze nie niesc w sobie grozy, moze byc jak pozdrowienie. Dla mnie bylo to zabawne, ze gdy czytalem Kafke, odwiedzala mnie kawka, ktora byla przeciez zupelnie inna od Kafki-autora.
AMK : – Pozdrowienie z innego swiata? W koncu, my nie zyjemy w swiecie ptakow, nie latamy w powietrzu z drzewa na drzewo.
AP : – Moj znajomy szwedzki poeta, ktory dlugo pisal ksiazke (proza w tym wypadku) o rewolucji francuskiej, wszedzie oddnajdowal cos, co wedlug niego wiazalo sie z rewolucja francuska. Zauwazylem to, jak go spotykalem. On sam rowniez to zauwazyl i po tej paroletniej pracy musial sie otrzasnac, zeby wrocic z owego swiata.
AMK : – Bedziesz kontynuowac ilustrowanie Kafki?
AP : – Chetnie zilustruje dalsze nowelki. Wezme krotsze opowiadania. Z Kafka lepiej ostroznie.Wlasnie zrobilem dla ciebie kilka rysunkow do Przed prawem. Wybralem interpretacje bramy do Prawa jako monumentalnej dziurki od klucza przez ktora wpada olsniewajaca swiatlosc nieosiagalnego Prawa. Napisze ci cos o tym.
Kiedys robilem proby z Procesem i z Zamkiem, monumentalne rysunki na papierze pakunkowym do Procesu. To byla ta trojca, samo zakonczenie, gdy dwoch panow prowadzi Jozefa K. na stracenie. Mowilem o tym przed chwila.
Jeszcze jedna rzecz kiedys zrobilem. Ja faktycznie napisalem Proces. To byl w jednym z moich trudniejszych okresow, gdy nie czulem sie dobrze tutaj w Szwecji. Zaczalem przepisywac Proces – i przepisalem caly, recznie. Wybralem dosc lichy papier, z jakiegos taniego zeszytu i przepisywalem piorkiem polskie tlumaczenie Procesu. Ale to nie bylo nawet istotne, bo ten papier byl tak lichy, ze atrament rozmywal sie a tekst nieomal niknal. Mozna bylo odczytac tylko fragmenty. Poza tym, to bylo pisane maczkiem. W tym okresie bylem tak patetyczny, teraz sie tego wstydze, uwazam, ze przedobrzylem: ostatnia strone: sama egzekucje przepisalem wlasna krwia. Chodzilo mi o podkreslenie, ze to nie jest tylko ksiazka, to jest zycie, moje zycie.
Jest takze ksiazka mojego znajomego, Hansa Tovoté, ktory zbieral materialy o roznych odchyleniach. To bylo w tym wlasnie okresie, ja wtedy mialem okres Kafki i on odebral mnie jak maniaka. Odwiedzal mnie; ja mialem ow pokoj wytapetowany Kafka, rysowalem postaci z Kafki naturalnej wielkosci na papierze pakunkowym, mialem wtedy fatalna sytuacje finansowa. Doradzal mi, zebym nie rysowal na pakunkowym papierze, bo to zzolknie. Ja mu na to mowie, ze to jest najtanszy papier. Przyjal to jako moje dziwactwo, a mnie rzeczywiscie nie bylo stac na lepszy papier, szczegolnie w takim duzym formacie. W koncu uzyl pewnych elementow mojej historii w tej swojej powiesci, Säg något Nijinskij ("Powiedz cos, Nizinskij!"), wydanej w roku 1989, ktora zreszta ja zilustrowalem. W dwoch ilustracjach wykorzystalem znane fotografie Kafki.
Jedna z ilustracji do Säg något Nijinskij.
Rys. Andrzej Ploski, 1989.
AMK : – Zaintrygowales mnie tym zakonczeniem swojego "rekopisu" Procesu, napisanym swoja krwia. Jaka byla tego symbolika? Czy to, ze znalazles sie gdzies, gdzie nie mogles sie odszukac, zaistniec, funkcjonowac? Ba, wiesz przeciez, ze ja teraz mam podobne odczucia w Szwecji.
AP : – To nie bylo dobre, bo bylo zbyt patetyczne.
AMK : – W tej chwili ty to tak oceniasz. Ale wowczas? Czy do samego konca identyfikowales sie z Jozefem K.?
AP : – Co wtedy, w 1978 roku, bylo wazne dla mnie? Fakt, ze przepisywalem te wlasnie powiesc, chociaz nie bylo to przeznaczone do czytania. Fakt przepisania calej powiesci. Mialem potrzebe czytania tej ksiazki w jakis bardziej aktywny sposob, czulem, ze Proces zostal dla mnie napisany. Wiecej, ze moglby byc napisany przeze mnie, tyle, ze Kafka mnie w tym wczesniej wyreczyl. Mialem usilna potrzebe identyfikowania sie z sytuacja, chociaz nie w tym samym otoczeniu. Nie tyle identyfikowania sie w sensie doslownym, ale w sensie porozumienia z autorem. Teraz mowie o tym pol-zartem, ale wowczas to bylo na pograniczu szalenstwa. To tak, jak z tym utraconym rajem dziecinstwa. Ale wtedy powrocilem nie tyle do raju, ile do inferna.Gdy konczylem przepisywanie, to w sposob klasyczny skaleczylem sie w palec. Fragment samej egzekucji w kamieniolomach, gdzie K. wbijaja noz w serce i obracaja dwa razy, napisalem piorkiem umoczonym w krwi cieknacej mi z palca. To sie konczy "Jak pies!"
W kazdym razie to bylo adresowane do innych ludzi. Ja ten rekopis zlozylem w prezencie w Konsthallen w Lund; jest tam chyba nadal. Bylo to w okresie, 1978, kiedy mialem wielki konflikt, po tym gdy jako protest zanioslem tam otwarcie, w bialy dzien, atrape bomby. Mialem klopoty z policja. Grozila mi sprawa sadowa, do ktorej nigdy nie doszlo. Ale wyobrazalem sobie, ze moj proces juz trwa, ze niedlugo sie zakonczy.
Owczesna szefowa Konsthallen, Marianne Nanne-Bråhammar, ktora juz nie zyje, wybronila mnie wtedy. Odwiedzilem ja pozniej i zlozylem jej tego mojego Kafke. Chcialem, by odebrala to jako przekaz, wytlumaczenie mojej sytuacji i mojego zachowania sie. Nie wiem, jak ona to zrozumiala. Niewiele z nia rozmawialem, wtedy jeszcze bardzo slabo mowilem po szwedzku. Kafka posluzylem sie z jednej strony jako terapia, z drugiej jako przekazem, komunikacja. Byc moze, ze gdybym wowczas nie zajal sie byl przepisywaniem Procesu, zrobilbym cos o wiele glupszego – nie wiem. Tak, czy inaczej, Kafce duzo zawdzieczam.
AMK : – "«Jak pies!» – powiedzial do siebie: bylo to tak, jak gdyby wstyd mial go przezyc."
AP : – Wlasnie, i ja sie wtedy tez wstydzilem. Bardzo.
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Mowiac o Kafce. Andrzej Ploski, 3 maja 2003 w Lund.
(Fot. Andrzej Kobos)
Lund, Szwecja, maj 2003.
(Tekst autoryzowany)
Andrzej Ploski (ur. 1949) jest znanym polskim artysta-malarzem, grafikiem i ilustratorem ksiazek. Wyksztalcony w krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych, od roku 1975 mieszka w Lund, w Szwecji.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||