
PRZEMIANA
Die Verwandlung
FRANZ KAFKA
Gdy Gregor Samsa obudzil sie pewnego rana z niespokojnych snow, stwierdzil, ze zmienil sie w lozku w potwornego robaka. Lezal na grzbiecie twardym jak pancerz, a kiedy uniosl nieco glowe, widzial swoj sklepiony, brazowy, podzielony sztywnymi lukami brzuch, na ktorym ledwo mogla utrzymac sie calkiem juz zeslizgujaca sie koldra. Liczne, w porownaniu z dawnymi rozmiarami, zalosnie cienkie nogi migaly mu bezradnie przed oczami.
Lezal na grzbiecie twardym jak pancerz ...
widzial swoj sklepiony, brazowy, podzielony sztywnymi lukami brzuch ...
Liczne, zalosnie cienkie nogi migaly mu bezradnie przed oczami.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
"Co sie ze mna stalo?" – myslal. To nie byl sen. Jego pokoj, prawdziwy, nieco tylko zbyt maly ludzki pokoj, miescil sie spokojnie wsrod czterech dobrze znanych scian. Nad stolem, na ktorym rozposcierala sie rozpakowana kolekcja towarow tekstylnych – Samsa byl komiwojazerem - wisial obraz, wyciety przez niego niedawno z ilustrowanego czasopisma i umieszczony w ladnej, pozlacanej ramce. Obraz przedstawial jakas dame w futrzanej czapce i boa. Siedziala wyprostowana, a ciezka, futrzana mufke, w ktorej znikalo jej cale przedramie, wznosila naprzeciw widza.Nastepnie Gregor skierowal wzrok ku oknu i posepna pogoda - slyszalo sie krople deszczu uderzajace o blaszany parapet - wtracila go w calkowita melancholie. "A gdybym tak jeszcze troche pospal i zapomnial o wszystkich glupstwach" – pomyslal. Bylo to jednak zupelnie nieosiagalne, gdyz przyzwyczail sie sypiac na prawym boku, a w swym obecnym stanie nie mogl przybrac tej pozycji. Jakkolwiek silnie przewracal sie na prawy bok, wciaz padal z powrotem na grzbiet. Probowal tego chyba ze sto razy, zamykal oczy, zeby nie patrzec na trzepoczace nogi, a przestal dopiero wowczas, gdy zaczal odczuwac nieznany mu dotychczas lekki, tepy bol w boku.
"Ach, Boze – myslal – coz za wyczerpujacy zawod sobie obralem! Dzien po dniu w podrozy. Interesy sa znacznie bardziej denerwujace niz we wlasciwym sklepie na miejscu, a do tego dochodzi plaga wyjazdow, troska o polaczenia kolejowe, nieregularny, kiepski wikt, zawsze zmienne, zawsze nietrwale, nigdy nie poparte serdecznoscia kontakty z ludzmi. Do diabla z tym wszystkim!" Poczul lekkie swedzenie na brzuchu; z wolna przesunal sie na grzbiecie ku poreczy lozka, by moc lepiej uniesc glowe, odnalazl swedzace miejsce, obsypane malymi, bialymi punkcikami, ktorych pochodzenia nie umial ustalic. Chcial obmacac to miejsce jedna z nog, ale zaraz ja cofnal, gdyz przy dotknieciu przeszyl go zimny dreszcz.
Znow sie przesliznal do swej poprzedniej pozycji. "To wczesne wstawanie – myslal – zupelnie oglupia. Czlowiek musi sie wyspac. Inni komiwojazerzy zyja jak damy haremowe. Gdy ja, na przyklad, w ciagu przedpoludnia wracam do gospody, zeby przepisac uzyskane zamowienia, ci panowie siedza dopiero przy sniadaniu. Gdybym ja sprobowal tego przy moim szefie, z miejsca bym wylecial. Kto wie zreszta, czy tak nie byloby dla mnie najlepiej. Gdyby mnie nie powstrzymywal wzglad na rodzicow, dawno bym wypowiedzial, poszedlbym do szefa i z serca wygarnalbym mu wszystko, co mysle. Spadlby z biurka! To takze jest szczegolny sposob, siadac na biurku i z wysoka rozmawiac z pracownikiem, ktory w dodatku musi podejsc calkiem blisko, bo szef zle slyszy. No, nadzieja nie jest jeszcze calkiem stracona, gdy zbiore wreszcie pieniadze, by splacic mu dlug rodzicow – moze to, jeszcze trwac piec do szesciu lat – zalatwie te sprawe bezwarunkowo. Wtedy zrobi sie to wielkie ciecie. Na razie pewnie musze wstawac, bo moj pociag odchodzi o piatej."
I spojrzal na budzik, ktory tykal na komodzie.
"Ojcze niebieski!" – pomyslal. Bylo wpol do siodmej, a wskazowki spokojnie szly naprzod, bylo juz nawet dalej niz pol, zblizaly sie trzy kwadranse. Czyzby budzik nie dzwonil? Widac bylo z lozka, ze nastawiony byl prawidlowo na godzine czwarta; na pewno tez dzwonil. Tak, ale czy to mozliwe, zeby spokojnie przespac ten dzwonek tak przerazliwy, ze az drza meble? No, spokojnie co prawda nie spal, ale prawdopodobnie tym mocniej. Coz jednak powinien teraz zrobic? Nastepny pociag odchodzi o siodmej, aby na niego zdazyc, musialby sie szalenie spieszyc, a kolekcja nie byla jeszcze spakowana i on sam nie czul sie szczegolnie swiezym i ruchliwym. A nawet jesli zlapie pociag, nie uniknie przeklenstw szefa, gdyz wozny firmy czekal przy pociagu o piatej i dawno juz musial zlozyc meldunek o jego zaniedbaniu. Byl on kreatura szefa, pozbawiona koscca i rozsadku. A gdyby zglosil, ze jest chory? To byloby jednak bardzo nieprzyjemne i podejrzane, gdyz Gregor podczas swej piecioletniej sluzby ani razu jeszcze nie chorowal. Na pewno szef przyszedlby razem z lekarzem Kasy Chorych, robilby wymowki rodzicom z powodu lenistwa ich syna i odrzucalby wszelkie tlumaczenia powolujac sie na lekarza Kasy Chorych, dla ktorego w ogole istnieli tylko ludzie zupelnie zdrowi, lecz bojacy sie pracy. A zreszta, czy w tym wypadku tak calkiem nie mialby racji? Rzeczywiscie, pominawszy istotnie nadmierna sennosc po dlugim snie, Gregor czul sie calkiem dobrze, odczuwal nawet szczegolnie silny glod.
Gdy wszystko to rozwazal w najwiekszym pospiechu, nie mogac sie zdecydowac na opuszczenie lozka – budzik wybil wlasnie trzy kwadranse na siodma – ktos ostroznie zapukal do drzwi u wezglowia.
– Gregor – zawolal ktos, byla to matka – jest trzy na siodma. Czy nie miales jechac?
Ten lagodny glos! Gregor przestraszyl sie, gdy w odpowiedzi uslyszal swoj wlasny. Zapewne, byl to niezaprzeczenie jego dawny glos, ale mieszal sie z nim, jak gdyby spod niego sie dobywajacy i nie dajacy sie stlumic, bolesny pisk, ktory tylko w pierwszej chwili pozostawial slowom ich wlasciwy dzwiek, aby w dalszym ich brzmieniu zniszczyc go tak dalece, ze nie wiedzialo sie, czy sie dobrze slyszy. Gregor chcial szczegolowo odpowiedziec i wszystko wyjasnic, ale w tych warunkach ograniczyl sie tylko do powiedzenia:
– Tak, tak, dziekuje, mamo, juz wstaje.
Pewnie z powodu drewnianych drzwi zmiana w glosie Gregora nie dala sie zauwazyc na zewnatrz, bo matka, uspokojona tym wyjasnieniem, poczlapala z powrotem. Ale ta krotka rozmowa zwrocila uwage innych czlonkow rodziny na to, ze Gregor wbrew oczekiwaniu jest jeszcze w domu, i juz stukal lekko, lecz piescia ojciec do jednych z bocznych drzwi.
– Gregor, Gregor! – wolal – co sie stalo? – A po krotkiej chwili napomnial go raz jeszcze donosniejszym glosem: – Gregor, Gregor!
Przy drugich bocznych drzwiach cicho zalila sie siostra:
– Gregor? Czy zle sie czujesz? Potrzeba ci czegos?
Gregor odpowiadal na obie strony:
– Juz jestem gotow – i staral sie usilnie przez najdokladniejsza wymowe i wtracanie dlugich pauz miedzy pojedynczymi slowami pozbawic swoj glos tego, co bylo w nim niezwykle. Ojciec takze wrocil do sniadania, lecz siostra szeptala:
– Gregor, zaklinam cie, otworz.
Gregor jednak nie myslal nawet o tym, by otworzyc. Owszem, chwalil sobie nabyta w podrozach ostroznosc, ktora i w domu kazala mu zamykac na noc wszystkie drzwi.
Chcial najpierw wstac spokojnie i bez przeszkod, ubrac sie i przede wszystkim zjesc sniadanie, a dopiero potem zastanowic sie nad dalszymi krokami, gdyz zdawal sobie sprawe, ze w lozku nie doprowadzi swych rozmyslan do zadnego rozsadnego konca. Przypomnial sobie, ze czesto juz zdarzalo mu sie w lozku odczuwac lekki bol, bedacy moze wynikiem niewlasciwego lezenia, ktory nastepnie, po wstaniu, okazywal sie czystym urojeniem, i oczekiwal w napieciu, jak jego dzisiejsze wyobrazenia z wolna sie rozwieja. Co do tego, ze zmiana glosu nie byla niczym innym jak zwiastunem silnego przeziebienia, zawodowej choroby podrozujacego agenta, nie mial najmniejszych watpliwosci.
Odrzucenie koldry przyszlo bardzo latwo; wystarczylo tylko nieco sie nadac, a spadla sama. Dalej jednak szlo gorzej, zwlaszcza dlatego, ze byl tak niezwykle szeroki. Aby sie podzwignac, musialby uzyc ramion i rak, ale zamiast nich posiadal tylko wiele nozek, ktore bez przerwy wykonywaly najrozmaitsze ruchy i ktorych w dodatku nie mogl opanowac. Gdy chcial jedna z nich zgiac, od razu sie wyprostowala, a gdy udalo mu sie wreszcie wykonac ta nozka, co pragnal, to wszystkie inne tymczasem, jakby uwolnione z wiezow, poruszaly sie w najwyzszym, bolesnym podnieceniu. "Tylko nie zostawac bezuzytecznie w lozku" – mowil sobie Gregor.
Najpierw chcial wyjsc z lozka dolna czescia ciala, lecz owa dolna czesc, ktorej zreszta jeszcze nie widzial i o ktorej nie mogl tez wyrobic sobie wlasciwego wyobrazenia, okazala sie zbyt ciezka, aby ja poruszyc. Szlo to tak powoli, ze kiedy w koncu, doprowadzony niemal do wscieklosci, zebrawszy sily nieopatrznie rzucil sie do przodu, obral zly kierunek, gwaltownie uderzyl o dolna krawedz lozka, a piekacy bol, ktorego doznal, pouczyl go, ze obecnie wlasnie dolna czesc jego ciala jest prawdopodobnie najbardziej uczulona.
Wobec tego probowal wydostac sie najpierw gorna czescia tulowia i ostroznie zwrocil glowe ku brzegowi lozka. To udalo sie latwo, a cale cialo – mimo jego szerokosci i ciezaru – podazylo w koncu z wolna za ruchem glowy. Ale gdy trzymal wreszcie glowe poza lozkiem, w otwartej przestrzeni, uczul strach przed dalszym posuwaniem sie naprzod, bo gdyby w koncu tak opadl, trzeba by chyba cudu, zeby uchronic glowe przed zranieniem. A wlasnie teraz za zadna cene nie mogl stracic przytomnosci; wolal juz pozostac w lozku.
Kiedy jednak, wzdychajac po nowym wysilku, ulozyl sie z powrotem tak jak przedtem i znow zobaczyl swe nozki ruszajace sie bardziej jeszcze – o ile to mozliwe – niespokojnie i gdy nie znalazl zadnej mozliwosci zaprowadzenia w tej anarchii ladu i porzadku, powiedzial sobie wreszcie, ze nie moze pozostac w lozku i najrozsadniej bedzie zrobic wszystko, byle tylko przy najblizszej sposobnosci z lozka sie uwolnic. Wsrod tego jednak staral sie nie zapominac o tym, ze od rozpaczliwych postanowien znacznie lepsza jest spokojna, najspokojniejsza rozwaga. W takich momentach patrzyl w okno, jak mogl najprzenikliwiej, lecz niestety widok porannej mgly, przeslaniajacej nawet przeciwna strone waskiej ulicy, przynosil niewiele otuchy i pokrzepienia.
Patrzyl w okno, jak mogl najprzenikliwiej,
lecz niestety widok porannej mgly,
przeslaniajacej nawet przeciwna strone waskiej ulicy,
przynosil niewiele otuchy i pokrzepienia.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
"Juz siodma – powiedzial sobie przy nowym uderzeniu budzika – juz siodma, a wciaz jeszcze taka mgla." I przez chwilke lezal spokojnie, wstrzymujac oddech, jakby od pelnej ciszy oczekiwal powrotu rzeczywistych i zrozumialych stosunkow.Lecz pozniej rzekl sobie:
"Zanim wybije kwadrans na osma, musze bezwarunkowo i na dobre opuscic lozko. Zreszta do tej pory przyjdzie pewnie zapytac o mnie ktos z firmy, bo firma otwiera sie przed siodma."
I teraz staral sie o to, by calkowicie i rownomiernie wykolysac z lozka swe cialo w calej jego dlugosci. Gdyby w ten sposob doprowadzil je do wypadniecia z lozka, glowa, ktora przy upadku mial zamiar ostro zadrzec, pozostalaby prawdopodobnie nie uszkodzona. Grzbiet zdawal sie byc twardy – przy upadku na dywan nic mu sie chyba nie stanie. Najbardziej dokuczala mu mysl o glosnym loskocie, ktory sie prawdopodobnie rozlegnie i wywola jesli nie przestrach, to przynajmniej zaniepokojenie za wszystkimi drzwiami. Na to jednak musial sie odwazyc.
Gdy Gregor juz do polowy wystawal z lozka – nowa metoda byla raczej zabawa niz wysilkiem, musial tylko kolysac sie na grzbiecie lekko sie przesuwajac – wpadlo mu do glowy, jak latwe byloby to wszystko, gdyby ktos przyszedl mu z pomoca. Dwoje silnych ludzi – pomyslal o ojcu i o sluzacej – zupelnie by wystarczylo; musieliby tylko wsunac ramiona pod jego sklepiony grzbiet, w ten sposob wyjac go z lozka, pochylic sie z ciezarem, a potem jedynie ostroznie dopilnowac, aby wykonal przeskok na podloge, gdzie pozniej zapewne jego nozki znalazlyby zastosowanie. Tak, lecz pominawszy juz to, ze drzwi byly zamkniete na klucz, czy rzeczywiscie mialby wolac o pomoc? Mimo swego trudnego polozenia nie mogl powstrzymac usmiechu na te mysl.
Byl juz tak daleko, ze przy silniejszym kolysaniu sie ledwie utrzymywal rownowage i zaraz musial powziac ostateczna decyzje, bo do kwadransa na osma brakowalo pieciu minut, gdy rozlegl sie dzwonek przy drzwiach od mieszkania. "To ktos z przedsiebiorstwa" – powiedzial do siebie i niemal struchlal, podczas gdy jego nozki tanczyly tym szybciej. Przez moment trwala cisza. "Nie otwieraja" – powiedzial sobie Gregor, opanowany jakas obledna nadzieja. Lecz potem naturalnie sluzaca podeszla jak zwykle silnym krokiem do drzwi i otworzyla. Gregorowi wystarczylo, ze uslyszal pierwsze powitalne slowo przybylego, i wiedzial juz, kto to byl – sam prokurent. Dlaczego tylko Gregor skazany byl na prace w firmie, w ktorej najmniejsze zaniedbanie sprowadzalo zaraz najwieksze podejrzenie? Czyz wszyscy pracownicy razem wzieci byli lajdakami, czyz nie bylo wsrod nich zadnego godnego zaufania, odddanego czlowieka, ktory jezeli nawet nie wykorzystal dla firmy tych kilku porannych godzin, szalal z powodu wyrzutow sumienia i nie byl po prostu w stanie opuscic lozka? Czy doprawdy nie wystarczyloby przyslac z zapytaniem praktykanta – jesli w ogole to wypytywanie bylo konieczne – czy musial tu przychodzic sam prokurent i czy trzeba bylo pokazywac przez to calej niewinnej rodzinie, ze zbadanie tej podejrzanej okolicznosci moglo byc powierzone tylko rozumowi prokurenta? I bardziej z powodu wzburzenia, w ktore popadl Gregor przez te rozwazania, niz wskutek istotnej decyzji, z cala sila wylecial z lozka. Wywolalo to glosne uderzenie, lecz nie wlasciwy loskot. Dywan oslabil nieco upadek, a takze grzbiet byl bardziej elastyczny, niz Gregor myslal, totez rozlegl sie jedynie niezbyt donosny, gluchy stuk. Glowy tylko nie trzymal dosc ostroznie i stukl ja; krecil nia i tarl o dywan z bolu i irytacji.
Z cala sila wylecial z lozka.
Wywolalo to glosne uderzenie, lecz nie wlasciwy loskot.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
– Cos tam upadlo – powiedzial prokurent w pokoju po lewej stronie.Gregor probowal sobie wyobrazic, czy prokurentowi nie mogloby sie zdarzyc kiedys cos takiego, co dzis zdarzylo sie jemu; wlasciwie trzeba przeciez bylo brac taka mozliwosc pod uwage. Ale jak gdyby w brutalnej odpowiedzi na to pytanie, prokurent w sasiednim pokoju zrobil teraz kilka zdecydowanych krokow, zaskrzypialy przy tym jego lakierki. Z pokoju po prawej stronie siostra, chcac zawiadomic Gregora, szepnela:
– Gregor, przyszedl prokurent.
– Wiem – powiedzial Gregor, lecz nie odwazyl sie podniesc glosu na tyle, by siostra mogla go uslyszec.
– Gregor – mowil teraz ojciec z pokoju po lewej stronie. – Przyszedl pan prokurent i pyta, dlaczego nie odjechales rannym pociagiem. Nie wiemy, co mu odpowiedziec. On zreszta chce tez pomowic z toba osobiscie. Wiec prosze, otworz drzwi. Pan prokurent bedzie juz tak dobry i wybaczy nieporzadek w pokoju.
– Dzien dobry, panie Samsa – przerwal glosno, lecz przyjaznie prokurent.
– On sie zle czuje – mowila matka do prokurenta, podczas gdy ojciec przemawial jeszcze przez drzwi. – On sie zle czuje, prosze mi wierzyc, panie prokurencie. Jakze moglby Gregor inaczej nie przyjsc na pociag! Chlopak ma w glowie tylko firme i nic wiecej. Juz sie prawie zloscilam o to, ze nigdy wieczorem nie wychodzi; teraz byl przeciez osiem dni w miescie, ale kazdy wieczor spedzal w domu. Siedzi tutaj z nami przy stole i spokojnie czyta gazete albo studiuje rozklady jazdy. Kiedy pracuje laubzega, to juz dla niego rozrywka. O, na przyklad, przez dwa czy trzy wieczory wycial mala ramke, zdziwi sie pan, jaka ladna, wisi tam w pokoju. Zaraz ja pan zobaczy, jak tylko Gregor otworzy. Zreszta jestem szczesliwa, ze pan przyszedl, panie prokurencie, my sami nie zdolalibysmy namowic Gregora, zeby otworzyl drzwi, on jest taki uparty i na pewno zle sie czuje, choc rano sie do tego nie przyznawal.
– Zaraz przyjde – powiedzial Gregor powoli i z namyslem i nie ruszal sie, by nie stracic ani slowa z rozmowy.
– Ja tez nie moge sobie tego inaczej wytlumaczyc, laskawa pani – powiedzial prokurent. – Miejmy nadzieje, ze to nic powaznego, choc z drugiej strony musze powiedziec, ze my, ludzie interesu – niestety, czy na szczescie, jak kto chce – bardzo czesto ze wzgledow handlowych nie mozemy po prostu zwracac uwagi na lekka niedyspozycje.
– No wiec, czy pan prokurent moze juz wejsc do ciebie? – pytal niecierpliwy ojciec i powtornie pukal do drzwi.
– Nie – powiedzial Gregor. W pokoju po lewej stronie zapadlo nieprzyjemne milczenie, w pokoju po prawej siostra zaczela lkac.
Dlaczego jednak siostra nie poszla do tamtych? Musiala pewnie dopiero teraz wstac z lozka i jeszcze nawet nie zaczela sie ubierac. I dlaczego plakala? Dlatego ze nie wstal i nie wpuscil prokurenta, dlatego ze grozila mu utrata posady i ze szef zaczalby pozniej znowu nekac rodzicow dawnymi roszczeniami? To przeciez byly na razie calkiem zbyteczne troski. Gregor byl jeszcze tutaj i ani przez mysl mu nie przeszlo, zeby opuscic rodzine. W tej chwili lezal sobie tu na dywanie i nikt, kto by znal jego stan, nie mogl od niego powaznie zadac, by wpuscil prokurenta. Ale z powodu tej drobnej nieuprzejmosci, dla ktorej pozniej bez trudu znajdzie sie odpowiednia wymowke, nie mozna bylo przeciez Gregora natychmiast usunac z posady. I Gregorowi zdawalo sie, ze znacznie rozsadniej byloby pozostawic go teraz w spokoju, zamiast przeszkadzac mu placzem i namowami. Ale ta wlasnie niepewnosc dreczyla tamtych i usprawiedliwiala ich postepowanie.
– Panie Samsa! – zawolal teraz prokurent podniesionym glosem. – Co sie stalo? Barykaduje sie pan w swoim pokoju, odpowiada pan tylko "tak" i "nie", sprawia pan ciezkie, niepotrzebne zmartwienie swoim rodzicom i w nieslychany wprost sposob zaniedbuje pan – o tym wspominam tylko mimochodem – swoje handlowe obowiazki. Mowie tutaj w imieniu panskich rodzicow i panskiego szefa i jak najpowazniej prosze pana o natychmiastowe, wyrazne wyjasnienie. Dziwie sie, dziwie sie. Sadzilem, ze znam pana jako spokojnego, rozsadnego czlowieka, a tu nagle wyglada na to, jakby chcial pan zaczac popisywac sie dziwacznymi kaprysami. Szef probowal mi wprawdzie dzis rano wyjasnic panskie zaniedbanie – mowil o powierzonym panu od niedawna inkasie – ale ja, doprawdy, dalem niemal moje slowo honoru, ze to wyjasnienie nie moze byc trafne. Teraz jednak widze ten panski niepojety upor i calkiem trace jakakolwiek ochote, aby wstawiac sie za panem chocby w najmniejszym stopniu. A panska posada wcale nie jest najmocniejsza. Poczatkowo mialem zamiar powiedziec panu to wszystko w cztery oczy, ale skoro pozwala mi pan tutaj bezuzytecznie tracic czas, nie wiem, dlaczego panscy szanowni rodzice nie mieliby sie takze o tym dowiedziec. Wyniki panskiej pracy byly tez ostatnio bardzo niezadowalajace; pora roku nie jest wprawdzie odpowiednia do robienia nadzwyczajnych interesow, przyznajemy to, ale takiej pory roku, zeby nie robic zadnych interesow, w ogole nie ma, panie Samsa, i byc nie moze.
– Alez, panie prokurencie! – zawolal Gregor z przejeciem i w podnieceniu zapomnial o wszystkim innym. – W tej chwili, natychmiast otwieram. Lekka niedyspozycja, zawrot glowy nie pozwolil mi wstac. Teraz jeszcze leze w lozku. Ale juz znowu czuje sie calkiem dobrze. Wlasnie wstaje z lozka. Tylko malenka chwilke cierpliwosci! To jeszcze nie idzie tak latwo, jak myslalem. Ale czuje sie juz dobrze. Ze tez to moze tak spasc na czlowieka! Wczoraj wieczorem czulem sie jeszcze zupelnie dobrze, rodzice to wiedza, albo raczej juz wczoraj wieczorem mialem lekki przedsmak tego. Mozna bylo to po mnie zobaczyc. Jak moglem nie zglosic tego w firmie! Ale zawsze sie mysli, ze przetrwa sie chorobe bez zostawania w domu. Panie prokurencie! Prosze oszczedzac moich rodzicow! Wszystkie te zarzuty, ktore mi pan teraz robi, nie maja zadnych podstaw, nie powiedziano mi tez o tym ani slowa. Pan pewnie nie czytal ostatnich zamowien, jakie poslalem. Zreszta pojade jeszcze pociagiem o osmej, tych pare godzin odpoczynku mnie wzmocnilo. Prosze sie juz tylko nie fatygowac, panie prokurencie; zaraz sam bede w przedsiebiorstwie, zechce pan byc tak dobrym i wytlumaczyc mnie przed panem szefem!
I podczas gdy Gregor pospiesznie wyrzucal z siebie to wszystko i ledwie wiedzial, co mowi, z latwoscia, zapewne wskutek cwiczen dokonanych jeszcze w lozku, zblizyl sie nieco do komody i teraz probowal sie na nia wspiac. Rzeczywiscie chcial otworzyc drzwi, rzeczywiscie chcial sie pokazac i rozmawiac z prokurentem; bardzo pragnal przekonac sie, co powiedza na jego widok ci, ktorzy teraz bardzo go chca widziec. Gdyby sie przestraszyli, Gregor nie ponosilby juz zadnej odpowiedzialnosci i mialby spokoj. Gdyby jednak wszystko przyjeli spokojnie, wowczas i on nie mialby powodu do niepokoju i moglby, gdyby sie pospieszyl, rzeczywiscie o osmej byc na dworcu. Najpierw zesliznal sie kilka razy z gladkiej komody, lecz w koncu sprezyl sie do ostatniego skoku i stanal na niej wyprostowany; nie zwazal juz nawet na bole w podbrzuszu, choc dokuczaly mu bardzo. Teraz pozwolil sobie opasc na tylne oparcie pobliskiego krzesla; trzymal sie mocno nozkami jego poreczy. Wsrod tego odzyskal tez panowanie nad soba i znieruchomial, gdyz dal sie teraz slyszec glos prokurenta.
– Czy panstwo zrozumieli choc jedno slowo? – pytal prokurent rodzicow. – Czy on nie robi z nas jednak glupcow?
– Na milosc boska! – wolala matka juz we lzach. – On pewnie jest ciezko chory, a my go meczymy. Greto! Greto! – krzyknela.
– Mamo? – zawolala siostra z drugiej strony. Porozumiewaly sie poprzez pokoj Gregora.
– Musisz natychmiast isc po lekarza. Gregor jest chory. Szybko po lekarza. Czy slyszalas przed chwila glos Gregora?
– To byl glos zwierzecy – powiedzial prokurent dziwnie cicho w przeciwienstwie do krzyku matki.
– Anno! Anno! – wolal ojciec poprzez przedpokoj do kuchni i klaskal w dlonie. – Natychmiast sprowadzic slusarza!
I obydwie dziewczyny, szeleszczac sukniami, biegly juz przez przedpokoj – jak tez siostra zdolala sie tak szybko ubrac? – i z trzaskiem otwieraly drzwi od mieszkania. Nie bylo wcale slychac, zeby je zatrzasnely, widocznie zostawily je otwarte, jak to zwykle bywa w mieszkaniach, w ktorych zdarzylo sie wielkie nieszczescie.
Ale Gregor znacznie sie uspokoil. Nie rozumiano juz wprawdzie jego slow, mimo ze jemu zdawaly sie one wyrazne, wyrazniejsze niz przedtem, zapewne wskutek przyzwyczajenia sie ucha. Ale badz co badz uwierzono juz, ze jest z nim cos nie w porzadku, i przygotowywano sie do niesienia mu pomocy. Ufnosc i pewnosc, z jaka wydano pierwsze zarzadzenia, dobrze na niego wplynely. Czul sie znowu wciagnietym w krag ludzki i od obydwu: lekarza i slusarza, wlasciwie dokladnie ich nie odrozniajac, spodziewal sie wspanialych i zaskakujacych rzeczy. Aby do zblizajacych sie decydujacych rozmow miec mozliwie najwyrazniejszy glos, odkaszlnal nieco, starajac sie zreszta uczynic to calkiem cicho, gdyz niewykluczone, ze takze i ten odglos brzmial inaczej niz ludzkie kaszlniecie, czego on sam nie potrafil juz stwierdzic. Tymczasem w pokoju obok zrobilo sie calkiem cicho. Moze rodzice siedzieli z prokurentem przy stole i szeptali, a moze wszyscy nasluchiwali oparci o drzwi.
Gregor z wolna przesunal sie z krzeslem w strone drzwi, potem opuscil krzeslo i rzucil sie ku drzwiom, zatrzymal sie przy nich wyprostowany – konce jego nozek byly nieco lepkie – i odpoczywal chwilke po wysilku. Nastepnie usilowal ustami przekrecic klucz w zamku. Niestety okazalo sie, ze nie posiada prawdziwych zebow – czymze wiec mial uchwycic klucz? Ale za to szczeki byly widocznie silne; z ich tez pomoca rzeczywiscie wprawil klucz w ruch, nie zwazajac na to, ze na pewno wyrzadza sobie jakas krzywde, gdyz z ust wylala mu sie brunatna ciecz, splywala po kluczu i kapala na podloge.
– Prosze posluchac – rzekl prokurent w sasiednim pokoju – on przekreca klucz.
Byla to dla Gregora wielka zacheta, lecz wszyscy, takze ojciec i matka, powinni by nan wolac: "Zywo, Gregor – powinni by wolac – tylko tak dalej, z calej sily!" I wyobrazajac sobie, ze wszyscy z napieciem sledza jego wysilki, z cala moca, na jaka mogl sie zdobyc, oblednie wgryzl sie w klucz. W miare obrotu klucza krecil sie wokol zamka; trzymal sie teraz tylko ustami w pozycji pionowej, stosownie do potrzeby uwieszal sie klucza albo tez cisnal go w dol calym ciezarem swego tulowia. Wreszcie dzwieczniejszy odglos odskakujacego zamka sprawil, ze Gregor jakby sie ocknal. Odetchnal i powiedzial sobie: "A wiec obylem sie bez slusarza" i zlozyl glowe na klamce, aby zupelnie otworzyc drzwi.
Poniewaz musial otwierac je w ten sposob, drzwi byly wlasciwie otwarte juz dosc szeroko, a on sam jeszcze byl niewidoczny. Musial dopiero z wolna okrecic sie wokol skrzydla drzwi, i to bardzo ostroznie, jesli przy samym wejsciu do pokoju nie chcial niezgrabnie upasc na grzbiet. Wciaz jeszcze zajety byl tym trudnym obrotem i nie mial czasu, by zwracac uwage na cos innego, gdy uslyszal glosne "Och!" prokurenta i zabrzmialo to jak szum wiatru. A teraz takze zobaczyl go, jak stojac tuz przy drzwiach przyciskal dlon do otwartych ust i z wolna sie cofal, jak gdyby rownomiernie napierala nan niewidoczna sila. Matka – pomimo obecnosci prokurenta stala tu z rozpuszczonymi jeszcze po nocy, wysoko nastroszonymi wlosami – zalamala rece i najpierw spojrzala na ojca, potem podeszla dwa kroki w strone Gregora i upadla wsrod swych szeroko rozpostartych sukien, z glowa bezradnie opuszczona na piersi. Ojciec zacisnal piesci wrogim gestem, jak gdyby chcial wepchnac Gregora z powrotem do jego pokoju, potem niepewnie rozejrzal sie po mieszkaniu, wreszcie oslonil oczy rekami i zaplakal, az lkanie wstrzasalo jego potezna piersia.
Gregor nie wszedl wcale do srodka pokoju, lecz oparl sie od wewnatrz o nieruchome skrzydlo drzwi, tak ze widoczny byl tylko do polowy jego tulow, a ponad nim pochylona na bok glowa, ktora przechylil ku tamtym.
Nie wszedl wcale do srodka pokoju,
lecz oparl sie od wewnatrz o nieruchome skrzydlo drzwi,
tak ze widoczny byl tylko do polowy jego tulow,
a ponad nim pochylona na bok glowa, ktora przechylil ku tamtym.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Tymczasem zrobilo sie znacznie jasniej. Po drugiej stronie ulicy wyraznie widac bylo fragment przeciwleglego, ciagnacego sie bez konca, szaroczarnego domu – byl to szpital – z jego regularnymi, ostro odcinajacymi sie od fasady oknami. Deszcz padal jeszcze, lecz tylko duzymi, widocznymi z osobna i jakby tez z osobna spadajacymi na ziemie kroplami. Na stole stala az zbyt wielka zastawa ze sniadaniem, bo sniadanie bylo dla ojca najwazniejszym posilkiem dnia i przeciagal je godzinami przy lekturze rozmaitych gazet. Na przeciwnej scianie na wprost wisiala fotografia Gregora z czasow jego sluzby wojskowej, przedstawiajaca go jako podporucznika – z reka na szpadzie, beztrosko usmiechniety budzil respekt swoja postawa i uniformem. Drzwi od przedpokoju byly otwarte, a ze otwarte byly takze drzwi od mieszkania, widac nawet bylo klatke schodowa i poczaiek schodow nwiodacych w dol.– A wiec – mowil Gregor i zdawal sobie sprawe z tego, ze tylko on jeden zachowal spokoj – zaraz sie ubiore, spakuje moja kolekcje i pojade. Czy pozwolicie, czy pozwolicie mi jechac? A wiec widzi pan, panie prokurencie, nie jestem uparty i pracuje chetnie; podroze sa uciazliwe, ale ja nie moglbym zyc bez podrozy. Alez dokad pan idzie, panie prokurencie? Do firmy? Tak? I powie pan o wszystkim zgodnie z prawda? Mozna byc chwilowo niezdolnym do pracy, lecz to jest w sam raz moment, aby przypomniec sobie o tym, czego ktos dawniej dokonal, i uswiadomic sobie, ze pozniej, po usunieciu trudnosci, bedzie pracowal tym pilniej i z tym wieksza uwaga. Ja przeciez jestem tak bardzo oddany panu szefowi, pan wie o tym doskonale. A ponadto opiekuje sie rodzicami i siostra. Jestem w klopocie, ale sie z niego wydostane. Niech mi go pan tylko nie czyni ciezszym, niz jest. Niech pan trzyma w firmie moja strone! Wiem, ze nie lubi sie komiwojazera. Mysli sie, ze on zarabia mnostwo pieniedzy i przy tym pieknie sobie zyje. Po prostu ludzie nie maja specjalnego powodu, by lepiej rozwazyc to uprzedzenie. Ale pan, panie prokurencie, pan ma lepszy wglad w te sprawy niz reszta personelu, a nawet, mowiac w zupelnym zaufaniu, lepszy wglad niz sam pan szef, ktory na swym stanowisku przedsiebiorcy latwo moze pomylic sie w opinii na niekorzysc pracownika. Wie pan tez doskonale, ze podrozujacy agent, ktory prawie przez caly rok jest poza firma, tak latwo moze stac sie ofiara plotek, przypadkowych i bezpodstawnych oskarzen, przed ktorymi zupelnie nie moze sie bronic, o ktorych najczesciej nic nie wie, i dopiero pozniej, gdy wyczerpany wraca z podrozy, doswiadcza w domu na wlasnej skorze skutkow zla, ktorego przyczyn nie moze dociec. Panie prokurencie, niech pan nie odcbodzi, niech mi pan powie choc slowo, aby pokazac, ze przynajmniej w malej czesci przyznaje mi pan slusznosc!
Ale juz przy pierwszych slowach Gregora prokurent odwrocil sie i wzruszajac ramionami patrzyl teraz wstecz ku niemu, wydawszy wargi. A kiedy Gregor mowil, ani przez chwile nie stal spokojnie, lecz nie spuszczajac Gregora z oczu wycofywal sie ku drzwiom, bardzo powoii, jak gdyby istnial tajemny zakaz opuszczania pokoju. Juz byl w przedpokoju, a po gwaltownym ruchu, z jakim oderwal wreszcie stope od progu izby, mozna by sadzic, ze wlasnie spalil sobie podeszwe. W przedpokoju zas wyciagnal prawa reke daleko w strone schodow, jak gdyby czekalo tam na niego nadziemskie zbawienie.
Gregor pojal, ze w zadnym wypadku nie moze pozwolic, aby prokurent odszedl w tym nastroju, jesli nie chce swojej posady w przedsiebiorstwie narazic na najwieksze ryzyko. Rodzice nie rozumieli tego, tak dobrze; w ciagu dlugich lat nabrali przekonania, ze Gregor mial tam na cale zycie byt zapewniony, a poza tym mieli w tej chwili tyle biezacych zmartwien, ze zatracili wszelka przezornosc. Gregor jednak byl przewidujacy. Prokurenta trzeba bylo koniecznie zatrzymac, uspokoic, przekonac i w koncu pozyskac; od tego zalezala przeciez przyszlosc Gregora i jego rodziny! Gdybyz choc siostra tu byla! Ona byla madra, plakala juz, gdy Gregor lezal jeszcze spokojnie na grzbiecie. I z pewnoscia prokurent, ten kobieciarz, dalby sie przez nia uglaskac. Zamknelaby drzwi od mieszkania i w przedpokoju wyperswadowalaby mu przestrach. Ale siostry akurat nie bylo, Gregor musial dzialac sam. I nie myslac o tym, ze nie poznal jeszcze swych obecnych mozliwosci poruszania sie, nie myslac takze o tym, ze jego mowa byc moze, a nawet prawdopodobnie znow nie zostanie zrozumiana, opuscil skrzydlo drzwi, przesunal sie przez prog. Chcial podejsc do prokurenta, ktory juz na klatce schodowej obydwiema rekami smiesznie uchwycil porecz. Ale natychmiast, szukajac oparcia, z lekkim okrzykiem opadl na swoje liczne nozki. Ledwie sie to stalo, po raz pierwszy tego ranka doznal fizycznego zadowolenia. Nozki poczuly sie pewnie na podlodze, byly mu w zupelnosci posluszne, co zauwazyl ku swojej radosci; czekaly tylko na to, by go poniesc, dokad zechce, i wierzyl juz, ze zbliza sie koniec wszelkich cierpien. Ale w tym samym momencie, gdy on, kolyszac sie od wstrzymywanego ruchu, lezal tuz naprzeciw matki, na podlodze, matka, ktora przeciez wygladala na kompletnie zlamana, skoczyla zaraz w gore, szeroko rozlozyla ramiona, rozcapierzyla palce i zawolala: – Ratunku, na milosc boska, ratunku! – Glowe miala pochylona, jak gdyby chciala lepiej widziec Gregora, lecz wbrew temu jak szalona odskoczyla do tylu. Zapomniala, ze poza nia stoi zastawiony stol, a gdy znalazla sie przy nim, usiadla na nim szybko, jakby w roztargnieniu; i zdawala sie calkiem nie zauwazac, ze obok niej z przewroconego wielkiego dzbanka kawa szerokim strumieniem leje sie na dywan.
– Mamo, mamo – cicho powiedzial Gregor i spojrzal na nia. Na chwile prokurent zupelnie wypadl mu z mysli; natomiast na widok plynacej kawy nie mogl powstrzymac sie od kilkakrotnego klapniecia szczekami. Na to matka znowu krzyknela, uciekla od stolu i padla w ramiona spieszacego ku niej ojca. Gregor jednak nie mial teraz czasu dla rodzicow; prokurent byl juz na schodach i oparlszy podbrodek o porecz po raz ostatni spojrzal poza siebie. Gregor wzial rozped, by jak najpewniej go dogonic, ale prokurent musial cos przeczuc, bo wykonal skok przez wiele stopni i zniknal. – Uff! – krzyknal jeszcze, az zagrzmialo w calej klatce schodowej. Niestety, owa ucieczka prokurenta musiala takze zupelnie zdezorientowac ojca, ktory dotychczas byl stosunkowo opanowany. Zamiast bowiem samemu pobiec za prokurentem lub przynajmniej nie przeszkadzac w poscigu Gregorowi, chwycil w prawa reke laske prokurenta, ktora ten wraz z kapeluszem i zarzutka zostawil na krzesle, w lewa duza gazete ze stolu i tupiac nogami oraz machajac laska i gazeta, staral sie zapedzic Gregora z powrotem do jego pokoju. Nie pomagala zadna prosba Gregora, zadna prosba nie zostala zreszta zrozumiana, mogl nie wiedziec jak pokornie krecic glowa – ojciec tym silniej jeszcze tupal nogami. Po drugiej stronie matka mimo chlodu gwaltownie otwarla okno i wychylona daleko na zewnatrz, przyciskala dlonie do twarzy. Miedzy ulica a klatka schodowa powstal silny przeciag, powiewaly firanki, na stole zaszelescily gazety, pojedyncze karty frunely po podlodze. Ojciec nacieral nieublaganie i syczal jak dzikus. Gregor nie mial jeszcze jednak doswiadczenia wchodzeniu tylem, szlo mu to naprawde bardzo powoli. Gdybyz Gregor mogl sie odwrocic, znalazlby sie zaraz w swoim pokoju, ale obawial sie zniecierpliwic ojca dlugotrwalym obracaniem sie; a laska w ojcowskiej rece grozila mu przeciez kazdej chwili smiertelnym uderzeniem w grzbiet lub w glowe. W koncu nie pozostalo jednak Gregorowi nic innego, gdyz zauwazyl z przerazeniem, ze idac tylem nie potrafi zachowac kierunku; zaczal wiec, zerkajac nieustannie i z lekiem w bok ku ojcu, obracac sie jak tylko mogl najszybciej, w rzeczywistosci jednak bardzo powoli, do tylu. Mozliwe, ze ojciec widzial jego dobra wole, gdyz nie przeszkadzal mu w tym, a nawet z daleka, koncem laski kierowal tym obrotem. Gdybyz tylko nie syczal tak nieznosnie! Gregor calkiem tracil od tego glowe. Juz prawie zupelnie sie odwrocil, gdy wciaz sluchajac tego syku pomylil sie i znow cofnal sie nieco z powrotem. Gdy jednak w koncu szczesliwie umiescil glowe naprzeciw uchylonych drzwi, okazalo sie, ze jego tulow byl zbyt szeroki, by bez klopotu sie przez nie przecisnac. Ojcu w jego obecnym nastroju naturalnie ani sie nie snilo, zeby otworzyc nieco drugie skrzydlo drzwi i stworzyc Gregorowi odpowiednie przejscie. Mial tylko te jedna natretna mysl, by Gregor jak najszybciej znalazl sie w swym pokoju. Nigdy tez nie pozwolilby na to, aby Gregor odpowiednio sie wyprostowawszy przedostal sie moze jakos przez drzwi. Raczej popedzal teraz Gregora naprzod z wielkim halasem, jakby nie istniala zadna przeszkoda. Halas ten bynajmniej nie brzmial juz dla Gregora jak glos samego tylko ojca, naprawde nie bylo zartow i – niech sie dzieje, co chce – Gregor wcisnal sie miedzy drzwi. Jedna strona jego tulowia uniosla sie – lezal pochylo w szparze – bok byl bolesnie starty do krwi, na bialych drzwiach zostaly szpetne plamy. Wkrotce Gregor tkwil mocno w szparze i sam nie mogl dalej sie poruszyc: nozki z jednej strony drzac zawisly w powietrzu, z drugiej byly bolesnie przycisniete do podlogi. Wtedy ojciec dal mu z tylu, istotnie teraz zbawienne, mocne pchniecie, i on, obficie krwawiac, wpadl daleko w glab pokoju. Drzwi zostaly jeszcze zatrzasniete laska, a potem wreszcie nastapil spokoj.
II
Dopiero o zmierzchu Gregor obudzil sie z ciezkiego snu, podobnego do omdlenia.
Dopiero o zmierzchu Gregor obudzil sie z ciezkiego snu, podobnego do omdlenia.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Niewiele pozniej i tak by sie ocknal, gdyz czul sie dostatecznie wypoczety i wyspany, ale zdawalo mu sie, ze zbudzilo go jakby lekkie stapanie i ostrozne zamkniecie drzwi wiodacych do przedpokoju. Blask ulicznych lamp elektrycznych lezal tu i owdzie blado na suficie i na wyzszych czesciach mebli, lecz nizej, wokol Gregora, bylo ciemno. Niezgrabnie macajac czulkami, ktore teraz dopiero uczyl sie cenic, posunal sie z wolna ku drzwiom, by popatrzec przez szpare, co sie tam stalo. Caly jego lewy bok wydawal sie jedna wielka, nieprzyjemnie drazniaca blizna, a takze kulal na dwoch rzedach swych nozek; Podczas porannych wypadkow zranil sobie zreszta ciezko jedna nozke ~ byl to prawie cud, ze tylko jedna – i wlokl ja za soba jak martwa.Dopiero przy drzwiach zwrocil uwage na to, co go tu wlasciwie zwabilo – byl to zapach czegos jadalnego. Stala tam bowiem miska pelna slodkiego mleka, w ktorym pywaly male skrawki bielutkiego chleba. O malo nie tozesmial sie z radosci, gdyz byl jeszcze bardziej glodny niz rano, i zaraz zanurzyl w mleku glowe niemal po oczy. Wkrotce jednak wyciagnal ja rozczarowany, nie tylko dlatego, ze jedzenie z powodu obolalego lewego boku sprawialo mu trudnosc – mogl jesc tylko wtedy, gdy wspoldzialal w tym, sapiac, caly jego tulow – lecz ponadto mleko, bedace dotychczas jego ulubionym napojem i z pewnoscia dlatego postawione tutaj przez siostre, zupelnie mu nie smakowalo, prawie ze wstretem odwrocil sie od miski i odpelznal na srodek pokoju.
W pokoju rodzinnym, jak to Gregor widzial przez szpare w drzwiach; palil sie gaz, ale podczas gdy kiedy indziej o tej porze dnia ojciec zwykl matce, a niekiedy i siostrze czytywac glosno popoludniowe gazety, teraz nie dochodzil zaden dzwiek. Moze to czytanie, o ktorym siostra zawsze opowiadala mu i pisala, ostatnio w ogole wyszlo ze zwyczaju. Ale i naokol bylo bardzo cicho, chociaz mieszkanie na pewno nie bylo puste. "Coz za spokojne zycie wiodla jednak rodzina!" – powiedzial sobie Gregor i tepo wpatrujac sie w ciemnosc, uczul wielka dume, ze potrafil rodzicom i siostrze zapewnic takie zycie w tak pieknym mieszkaniu. Lecz coz stad, gdy teraz caly spokoj, caly dobrobyt i zadpwolenie mialy sie tak przerazajaco skonczyc? Zeby nie pograzyc sie w takich myslach, Gregor zaczal sie ruszac i pelzal tam i z powrotem po pokoju.
Podczas dlugiego wieczoru raz jedne boczne drzwi, a raz drugie uchylily sie nieco i szybko znowu zamknely; ktos pewnie mial ochote, lecz zanadto bal sie wejsc. Gregor zatrzymal sie wiec tuz przy drzwiach od pokoju rodzinnego, zdecydowany zachecic przeciez jakos wahajacego sie do wejscia lub dowiedziec sie przynajmniej, kto to taki. Ale drzwi nie otwarly sie juz i Gregor czekal na prozno. Rano, gdy drzwi byly zamkniete, wszyscy chcieli do niego wejsc, teraz, gdy on otworzyl jedne drzwi, a inne zostaly widocznie otwarte w ciagu dnia, nikt nie przychodzil, a klucze tkwily juz teraz ze strony przeciwnej.
Dopiero pozno w nocy zgaslo swiatlo w pokoju rodzinnym, latwo wiec bylo stwierdzic, ze rodzice i siostra czuwali tak dlugo, gdyz, jak mozna bylo dokladnie doslyszec, wszyscy troje oddalali sie teraz na palcach. A zatem do rana na pewno juz nikt nie wejdzie, Gregor mial wiec duzo czasu, by spokojnie sie zastanowic, jak powinien sobie teraz od nowa ulozyc zycie. Jednak wysoki, pusty pokoj, w ktorym uwieziony przywarl na plask na podlodze, przerazal go. Nie wiedzial, z jakiej przyczyny, byl to przeciez jego wlasny, od pieciu lat zamieszkany przezen pokoj. Na pol swiadomie obrocil sie i nie bez lekkiego wstydu pospieszyl ukryc sie pod kanapa, gdzie, mimo ze czul ucisk na grzbiecie i nie mogl podniesc glowy, poczul sie zaraz bardzo wygodnie i zalowal tylko, ze tulow ma zbyt szeroki, by mogl sie caly pod kanapa zmiescic.
Na pol swiadomie obrocil sie i nie bez lekkiego wstydu pospieszyl ukryc sie pod kanapa,
... zalowal tylko, ze tulow ma zbyt szeroki, by mogl sie caly pod kanapa zmiescic.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Pozostal tam przez cala noc. Spedzil ja czescia w polsnie, z ktorego co chwila wyrywal go glod, czescia zas wsrod trosk i niewyraznych nadziei, co jednak wszystko prowadzilo do wniosku, ze tymczasem musi zachowywac sie spokojnie i cierpliwoscia oraz najwiekszymi wzgledami zlagodzic rodzinie przykrosci, ktore mimo woli wyrzadzil jej swoim obecnym stanem.Juz wczesnie rano, prawie jeszcze w nocy, mial Gregor sposobnosc doswiadczyc sily swych dopiero co powzietych postanowien, gdyz siostra, niemal zupelnie ubrana, otwarla drzwi od przedpokoju i w napieciu zajrzala do srodka. Nie znalazla go od razu, ale gdy ujrzala go pod kanapa – na Boga, musial przeciez gdzies byc, nie mogl przeciez wyfrunac – przerazila sie tak bardzo, ze nie mogac sie opanowac, znow zatrzasnela drzwi od zewnatrz. Ale jakby zalujac swego postepowania, natychmiast otworzyla drzwi powtornie i weszla na palcach, tak jak wchodzi sie do kogos ciezko chorego lub zgola do obcego. Gregor wysunal glowe az prawie do krawedzi kanapy i obserwowal siostre. Czy tez zauwazy, ze zostawil mleko, i to bynajmniej nie z braku apetytu, i czy przyniesie cos innego do jedzenia, co by mu bardziej odpowiadalo? Jesliby tego nie uczynila sama, wolalby raczej umrzec z glodu niz zwrocic jej na to uwage, mimo ze wlasciwie cos poteznie parlo go, aby wybiec spod kanapy, rzucic sie siostrze do stop i poprosic ja o cokolwiek dobrego do jedzenia. Lecz siostra natychmiast ze zdziwieniem zauwazyla pelna jeszcze miske i, tylko odrobine mleka rozchlapana wokolo, wziela zaraz naczynie, co prawda nie golymi rekami, lecz przez szmate, i wyniosla. Gregor byl ogromnie ciekaw, co przyniesie w zamian, i snul o tym najrozmaitsze mysli. Lecz nigdy by nie zgadl, co siostra naprawde zrobila w swej dobroci. Aby wyprobowac jego smak, przyniosla mu na starej gazecie wszystko do wyboru. Byla tu stara, na pol zgnila jarzyna, kosci z kolacji w zastyglym bialym sosie, kilka rodzynkow i migdalow, ser, ktory Gregor dwa dni temu uznal za niejadalny, zeschniety chleb, chleb posmarowany maslem oraz chleb posmarowany maslem i posolony. Przy tym wszystkim postawila, juz prawdopodobnie na stale, dla Gregora przeznaczona miske, do ktorej nalala wody. A poniewaz wiedziala, ze Gregor nie bedzie przy niej jadl, przez delikatnosc oddalila sie jak najszybciej i przekrecila nawet klucz w zamku, zeby tylko Gregor zrozumial, ze moze zachowywac sie tak swobodnie, jak zechce. Nozki Gregora furczaly, gdy szedl teraz do jedzenia. Zreszta jego rany musialy sie tez juz zupelnie zagoic, nic mu juz nie przeszkadzalo, dziwil sie temu i myslal o tym, jak przed miesiacem z gora skaleczyl sie calkiem lekko nozem w palec i jak ta rana jeszcze przedwczoraj dosyc mu dokuczala. "Czyzbym teraz byl mniej wrazliwy?" – myslal i ssal juz chciwie ser, ktory przed wszystkimi innymi potrawami pociagnal go natychmiast i nieodparcie. Szybko i ze lzami ukontentowania w oczach pochlonal jedno po drugim: ser, jarzyne i sos; natomiast swieze potrawy mu nie smakowaly, nie mogl nawet zniesc ich zapachu i to, co chcial zjesc, odciagnal nieco na bok. Od dawna byl juz ze wszystkim gotow i lezal tylko leniwie na tym samym miejscu, gdy siostra przekrecila z wolna klucz na znak, ze powinien sie wycofac. Natychmiast go to przestraszylo, mimo ze juz prawie drzemal, i znow pospieszyl pod kanape. Ale pozostawanie pod kanapa chocby przez ten krotki czas, gdy siostra byla w pokoju, wiele go kosztowalo, gdyz od obfitego jedzenia cialo jego troche sie zaokraglilo i scisniety tam ledwie mogl zlapac oddech, Wsrod malych atakow dusznosci patrzyl pleco wybaluszonymi oczami, jak siostra, nie majac o niczym pojecia, zgarnela miotla nie tylko resztki, lecz takze wcale przez Gregora nie tkniete jedzenie, jak gdyby i jego nie mozna juz bylo zuzyc, pospiesznie wsypala wszystko do kubla, ktory nakryla drewniana pokrywa, po czym wszystko wyniosla. Ledwie sie odwrocila, Gregor wypelznal juz spod kanapy, przeciagnal sie i wzdal.
W ten sposob codziennie otrzymywal teraz Gregor swoj posilek; najpierw rano, gdy rodzice i sluzaca jeszcze spali, drugi raz po ogolnym obiedzie, bo i wtedy rodzice spali jeszcze chwilke, a sluzaca siostra wysylala po jakikolwiek sprawunek. Zapewne, i oni nie chcieli, zeby Gregor glodowal, lecz moze nie byli w stanie dowiadywac sie o jego jedzeniu, jak tylko ze slyszenia, a moze siostra pragnela oszczedzic im nawet drobnej troski, gdyz w samej rzeczy dosyc juz cierpieli.
Jakich uzyto wymowek, aby owego pierwszego przedpoludnia odprawic z domu, mimo wezwania, lekarza i slusarza, o tym Gregor zupelnie nie mogl sie dowiedziec. Poniewaz jego nie rozumiano, nikt – nawet siostra – nie pomyslal o tym, ze on moze rozumiec innych; musial wiec, gdy siostra byla w jego pokoju, zadowolic sie tym, ze slyszal od czasu do czasu, jak wzdychala wzywala swietych. Pozniej dopiero, gdy sie do wszystkiego troche przyzwyczaila – o zupelnym przyzwyczajeniu sie nigdy oczywiscie nie moglo byc mowy – pochwycil Gregor niekiedy uwage, ktora byla zyczliwie pomyslana lub mozna ja bylo tak zrozumiec. – Alez mu dzisiaj smakowalo – mowila, gdy Gregor dzielnie sprzatnal jedzenie, podczas gdy w przeciwnym razie, co z wolna zaczelo powtarzac sie coraz czesciej, mawiala niemal ze smutkiem: – Dzis znowu wszystko zostawil.
Chociaz jednak Gregor nie mogl bezposrednio niczego sie dowiedziec, podsluchiwal czasem cos niecos z sasiednich pokojow i skoro tylko uslyszal glosy, zaraz biegl do odpowiednich drzwi i przyciskal sie do nich calym cialem. Z poczatku zwlaszcza nie bylo rozmowy, ktora by nie dotyczyla go w jakis sposob, chocby ukryty. Przez dwa dni przy wszystkich posilkach slychac bylo narady, jak nalezy sie teraz zachowac; lecz takze pomiedzy posilkami mowilo sie na ten sam temat, gdyz zawsze co najmniej dwoje czlonkow rodziny bylo w domu, nikt bowiem nie chcial pewnie zostac w domu sam i w zadnym wypadku nie mozna bylo przeciez calkiem opuscic mieszkania. Takze sluzaca zaraz w pierwszym dniu – nie bylo calkiem jasne, co i ile wiedziala ona o tym, co zaszlo – na kolanach prosila matke o natychmiastowe zwolnienie, a gdy w kwadrans pozniej zegnala sie z domem, ze lzami dziekowala za zwolnienie jak za najwieksze okazane jej tu dobrodziejstwo i choc tego od niej nie zadano, zlozyla straszliwa przysiege, ze nikomu nie pisnie ani slowka.
Teraz wiec siostra razem z matka musialy takze same gotowac; co prawda, nie sprawialo to wiele klopotu, gdyz nikt prawie nic nie jadl. Gregor wciaz slyszal, jak jedno na prozno namawialo drugie do jedzenia, a nigdy nie bylo innej odpowiedzi, jak: – dziekuje, mam juz dosyc – lub cos podobnego. Nic sie tez pewnie nie pilo. Siostra czesto pytala ojca, czy nie chcialby piwa, i serdecznie ofiarowywala sie, ze sama je przyniesie, a gdy ojciec milczal, chcac pozbawic go wszelkich skrupulow mowila, ze moglaby takze poslac po nie dozorczynie, lecz ojciec mowil w koncu wielkie: nie – i wiecej o tym nie mowiono.
Juz w ciagu pierwszego dnia ojciec przedstawil zarowno matce, jak i siostrze cala sytuacje majatkowa i widoki na przyszlosc. Co chwila wstawal od stolu i przynosil jakis dowod lub jakies zapiski z malej kasy wertheimowskiej, ktora przed pieciu laty uratowal ze swego zrujnowanego przedsiebiorstwa. Slychac bylo, jak odmykal, a po wyjeciu tego, czego szukal, znowu zamykal skomplikowany zamek. Ojcowskie wyjasnienia byly po czesci pierwsza pocieszajaca rzecza, jaka Gregor zdolal uslyszec od czasu swego uwiezienia. Gregor mniemal, ze ojcu z owego przedsiebiorstwa nic nie pozostalo, przynajmniej ojciec nigdy nie mowil inaczej, a zreszta Gregor go o to nie pytal. Mial wowczas tylko te jedna troske, by uczynic wszystko, azeby rodzina jak najszybciej zapomniala o nieszczesliwych interesach, ktore wszystkich ich pograzyly w calkowicie beznadziejnej sytuacji. Z niezwyklym wprost zapalem zabral sie wiec wowczas do pracy i prawie i z dnia na dzien z dobrego subiekta stal sie podrozujacym agentem, ktory naturalnie posiadal zupelnie inne mozliwosci zarabiania pieniedzy, a wyniki jego pracy natychmiast – w formie prowizji – zmienialy sie w gotowke, ktora mozna bylo polozyc w domu na stole przed zdumiona i uszczesliwiona rodzina. Byly to piekne czasy i nigdy potem nie powtorzyly sie, przynajmniej w takiej swietnosci, mimo ze Gregor zarabial pozniej tyle pieniedzy, ze byl w stanie pokrywac i naprawde pokrywal wydatki calej rodziny. Po prostu przyzwyczaili sie do tego, tak rodzina, jak i Gregor. Z wdziecznoscia brano od niego pieniadze, on ich chetnie dostarczal, ale nie bylo w tym juz owego szczegolnego ciepla. Tylko siostra wciaz jeszcze pozostala Gregorowi bliska, a ze w przeciwienstwie do niego bardzo kochala muzyke i umiala wzruszajaco grac na skrzypcach, planowal w tajemnicy, aby w przyszlym roku poslac ja do konserwatorium, bez wzgledu na wielkie koszta, ktore to musi za soba pociagnac i ktore juz w inny sposob musialoby sie pokryc. Podczas krotkich pobytow Gregora w miescie, w rozmowach z siostra czesto wspominano o konserwatorium, ale zawsze tylko jak o pieknym snie, o ktorego urzeczywistnieniu nie bylo co myslec. Rodzice niechetnie nawet sluchali tych niewinnych wzmianek; Gregor jednak myslal o tym bardzo stanowczo i zamierzal to uroczyscie oswiadczyc w wilie Bozego Narodzenia.
Takie, w jego obecnym stanie calkiem bezuzyteczne, mysli chodzily mu po glowie, gdy wyprostowany stal tam przyklejony do drzwi i nasluchiwal. Czasem ogolne zmeczenie nie pozwalalo mu sluchac juz dluzej i nieuwaznie uderzal glowa o drzwi, ale natychmiast znow ja podnosil do gory, gdyz nawet ow lekki stuk, jaki to wywolywalo, slychac bylo obok i wszyscy milkli. – Co on tam znow wyprawia – mowil ojciec po chwili, widocznie zwrocony ku drzwiom, a potem dopiero z trudem nawiazywano przerwana rozmowe.
Gregor dowiedzial sie wiec dokladnie – gdyz ojciec zwykl sie powtarzac w swych objasnieniach, po czesci dlatego, ze sam od dawna juz nie zajmowal sie tymi sprawami, po czesci zas, bo matka nie wszystko rozumiala za pierwszym razem – ze mimo calego nieszczescia pozostal jednak z dawnych czasow maly majatek, ktory powiekszyly nieco nienaruszone przez caly czas procenty. Poza tym pieniadze, ktore Gregor co miesiac przynosil do domu – dla siebie zatrzymywal tylko pare guldenow – nie byly w calosci wydawane i zebral sie z nich niewielki kapital. Gregor z zapalem kiwal glowa za swymi drzwiami, ucieszony ta nieoczekiwana przezornoscia i oszczednoscia. Wlasciwie to mogl byl z tych nadwyzek splacic dalsza czesc dlugu ojcowskiego u szefa, i ow dzien, w ktorym moglby rozstac sie ze swa posada, bardzo by sie przyblizyl, lecz teraz niewatpliwie lepiej bylo tak, jak to urzadzil ojciec.
Pieniadze te jednak wcale a wcale nie wystarczaly, aby rodzina mogla zyc z procentow, byc moze, wystarczaly tylko na utrzymanie rodziny przez rok, najwyzej dwa, lecz nie dluzej. Byla to wiec tylko suma, z ktorej wlasciwie nie powinno sie czerpac i ktora trzeba bylo odlozyc na wszelki wypadek; pieniadze na zycie trzeba jednak bylo zarobic. Tak, lecz ojciec byl wprawdzie zdrowym, ale starym czlowiekiem, juz od pieciu lat nie pracowal w zadnym razie nie mogl zbytnio sobie ufac; w ciagu tych pieciu lat, ktore byly pierwszymi wakacjami w jego pelnym trudu, lecz pozbawionym sukcesow zyciu, bardzo obrosl tluszczem i stal sie wskutek tego dosc ociezaly. A moze miala teraz zarabiac cierpiaca na astme stara matka, ktora trudzilo juz samo chodzenie po mieszkaniu i ktora i powodu dusznosci co drugi dzien spedzala na sofie przy otwartym oknie? I czy mogla zarabiac siostra, ktora przy swoich siedemnastu latach byla jeszcze dzieckiem, a dotychczasowy godny pozazdroszczenia jej tryb zycia polegal na tym, aby ladnie sie ubrac, dlugo spac, pomagac w gospodarstwie, miec pare skromnych rozrywek, a przede wszystkim grac na skrzypcach? Gdy zaczynalo sie mowic o tej koniecznosci zarobkowania, Gregor zawsze odchodzil od drzwi i rzucal sie na stojaca obok chlodna, skorzana sofe, bo bylo mu goraco od wstydu i smutku.
Czesto lezal tam calymi nocami, nie spal ani chwili i tylko godzinami drapal skore. Albo nie szczedzil wielkiego wysilku, zeby przysunac krzeslo do okna, a potem wspiac sie na parapet i opierajac sie o krzeslo przywrzec do szyby, zapewne w niejasnej mysli o odprezeniu, jakim dawniej bylo dla niego patrzenie przez okno.
Nie szczedzil wielkiego wysilku, zeby ... wspiac sie na parapet
i ... przywrzec do szyby, zapewne w niejasnej mysli o odprezeniu,
jakim dawniej bylo dla niego patrzenie przez okno.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Bo w samej rzeczy z dnia na dzien widzial coraz bardziej niewyraznie nawet niezbyt oddalone przedmioty, nie dostrzegal w ogole przeciwleglego szpitala, ktorego zbyt czesty widok dawniej przeklinal, i gdyby nie wiedzial na pewno, ze mieszka przy cichej, lecz typowo miejskiej Charlottenstrasse, moglby uwierzyc, ze ze swego okna patrzy na pustynie, w ktorej szare niebo i szara ziemia laczyly sie nierozerwalnie. Wystarczylo uwaznej siostrze, ze dwa razy spostrzegla krzeslo stojace przy oknie, i juz za kazdym razem po sprzatnieciu pokoju stawiala je tam z powrotem, a nawet od tej chwili zostawiala otwarte wewnetrzne skrzydlo okna.Gdyby chociaz Gregor mogl z siostra porozmawiac i podziekowac jej za wszystko, co musi dla niego robic, latwiej przyszloby mu znosic jej uslugi, ale ze bylo to niemozliwe, cierpial. Siostra probowala wprawdzie, jak mogla, zacierac przykre strony calej sprawy, i im wiecej mijalo czasu, tym lepiej jej sie naturalnie udawalo, lecz i Gregor z czasem przejrzal wszystko o wiele dokladniej. Juz samo jej wejscie bylo dla niego czyms okropnym. Zaledwie weszla, nie tracac czasu na zamkniecie drzwi, choc skadinad bardzo zwazala na to, by kazdemu oszczedzic widoku pokoju Gregora, spieszyla prosto do okna, otwierala ja szarpnieciem porywczych rak, jakby sie dusila, i chocby bylo bardzo zimno, zostawala chwilke przy oknie, oddychajac gleboko. Dwa razy dziennie wzbudzala w Gregorze przerazenie tym ruchem i halasem; przez caly czas drzal pod kanapa, a wiedzial przeciez bardzo dobrze, ze na pewno chetnie by mu go oszczedzila, gdyby tylko mozna bylo wytrzymac przy zamknietym oknie w pokoju, w ktorym znajdowal sie Gregor.
Pewnego razu, a minal juz chyba miesiac od przemiany Gregora, nie bylo wiec szczegolnego powodu, by siostra na widok Gregora wpadala w oslupienie, przyszla nieco wczesniej niz zwykle i zastala go jeszcze, jak nieruchomo i jak gdyby wystawiony na postrach, patrzal przez okno. Nie byloby dla Gregora rzecza nieoczekiwana, gdyby nie weszla do pokoju, gdyz bedac w tym miejscu przeszkadzal jej w natychmiastowym otwarciu okna. Ale ona nie tylko nie weszla, lecz szybko sie cofnela i zamknela drzwi. Ktos obcy moglby po prostu pomyslec, ze Gregor zaczail sie na nia i chcial ja ugryzc. Naturalnie, Gregor natychmiast ukryl sie pod kanapa, lecz musial czekac az do poludnia, zanim siostra wrocila, a wydawala sie znacznie bardziej niespokojna niz zwykle. Po tym poznal, ze jego widok wciaz jeszcze byl dla niej nie do zniesienia i rowniez na przyszlosc pozostanie nieznosny oraz ze ona sama musiala sie pewnie bardzo opanowywac, zeby nie uciec na widok nawet tej malej czesci jego tulowia, ktora sterczala spod kanapy. Aby oszczedzic jej takze i tego widoku, pewnego dnia – praca ta zabrala mu cztery godziny – zaniosl na kanape przescieradlo i ulozyl je w taki sposob, ze byl teraz calkiem zakryty i siostra nie mogla go widziec, nawet jesli sie schylila. Gdyby w jej mniemaniu to przescieradlo nie bylo potrzebne, moglaby, je przeciez usunac, gdyz bylo chyba jasne, ze dla Gregora nie nalezalo do przyjemnosci to zupelne odseparowanie sie. Ona jednak zostawila przescieradlo, tak jak bylo, a Gregorowi zdawalo sie nawet, ze pochwycil jej wdzieczne spojrzenie, gdy raz ostroznie uniosl przescieradlo glowa, by sprawdzic, jak siostra przyjela to nowe urzadzenie.
Przez pierwsze czternascie dni rodzice nie mogli sie przemoc, by wejsc do niego, i slyszal czesto, jak wyrazali pelne uznanie dla obecnej pracy siostry, podczas gdy dotychczas czesto sie na siostre gniewali, bo wydawala sie dziewczyna, z ktorej niewiele jest pozytku. Lecz teraz czesto czekali oboje, ojciec i matka, przed pokojem Gregora, gdy siostra tam sprzatala, a ledwie wyszla, musiala bardzo dokladnie opowiadac, jak w pokoju wyglada, co Gregor zjadl, jak sie tym razem zachowywal i czy daje sie moze zauwazyc mala poprawa. Matka chciala zreszta juz wkrotce odwiedzic Gregora, lecz ojciec i siostra powstrzymywali ja poczatkowo argumentami odwolujacymi sie do rozsadku, ktorych Gregor bardzo uwaznie sluchal i w zupelnosci uznawal je za sluszne. Pozniej jednak trzeba ja bylo powstrzymywac gwaltem, a gdy wolala: – Puscie mnie do Gregora, przeciez to moj nieszczesliwy syn! Czyz nie pojmujecie, ze musze isc do niego? – Gregor myslal, ze moze i dobrze by bylo, gdyby matka przychodzila, naturalnie nie co dzien, lecz moze raz w tygodniu. Znala sie przeciez na wszystkim znacznie lepiej od siostry, ktora mimo calej swej odwagi byla tylko dzieckiem i ostatecznie moze tylko z dzieciecej lekkomyslnosci wziela na siebie tak ciezkie zadanie.
Wkrotce spelnilo sie zyczenie Gregora, aby zobaczyc matke. W ciagu dnia Gregor nie chcial juz ze wzgledu na rodzicow pokazywac sie w oknie, lecz po kilku metrach kwadratowych podlogi nie mogl tez zbyt wiele pelzac, spokojne lezenie zle znosil nawet w nocy, jedzenie nie sprawialo mu juz wkrotce najmniejszej przyjemnosci, przyzwyczail sie wiec dla rozrywki pelzac we wszystkich kierunkach po scianach i suficie. Chetnie zwlaszcza wisial na suficie; bylo to cos zupelnie innego niz lezenie na podlodze; oddychalo sie swobodniej, tulow kolysal sie z lekka, a wsrod szczesliwej niemal zabawy, jaka Gregor znajdowal tam w gorze, moglo sie zdarzyc, iz ku wlasnemu zaskoczeniu odrywal sie i padal plackiem na podloge.
Przyzwyczail sie dla rozrywki pelzac we wszystkich kierunkach po scianach i suficie.
Chetnie zwlaszcza wisial na suficie; bylo to cos zupelnie innego niz lezenie na podlodze;
oddychalo sie swobodniej, tulow kolysal sie z lekka.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Ale teraz naturalnie o wiele lepiej panowal juz nad swym cialem niz dawniej i nawet przy tak powaznym upadku nie wyrzadzal sobie krzywdy. Siostra natychmiast zauwazyla nowa zabawe, jaka Gregor sobie wynalazl – pelzajac zostawial tu i owdzie slady swych lepkich nozek – i wbila sobie w glowe, by umozliwic Gregorowi pelzanie po jak najwiekszej przestrzeni, a wiec usunac meble, ktore w tym przeszkadzaly, przede wszystkim komode i biurko. Sama jednak nie byla w stanie tego zrobic; ojca nie miala odwagi prosic o pomoc, sluzaca z pewnoscia by jej nie pomogla, gdyz ta mniej wiecej szesnastoletnia dziewczyna trwala wprawdzie na posterunku po oddaleniu dawnej kucharki, ale wyprosila sobie zgode na to, aby trzymac kuchnie stale zamknieta, a otwierac ja tylko na specjalne wezwanie. Nie pozostalo wiec siostrze nic innego, jak pewnego razu pod nieobecnosc ojca isc po matke. Matka nadeszla z okrzykami radosci pelnej podniecenia, lecz pod drzwiami pokoju Gregora umilkla. Siostra oczywiscie sprawdzila najpierw, czy w pokoju wszystko jest w porzadku; dopiero potem pozwolila matce wejsc. Gregor w najwiekszym pospiechu bardziej jeszcze naciagnal i sfaldowal przescieradlo, wszystko to wygladalo naprawde tak, jak gdyby tylko przypadkowo rzucono przescieradlo na kanape. Gregor zaniechal tym razem szpiegowania spod przescieradla; wyrzekl sie tymczasem ujrzenia matki, cieszyl sie tylko, ze oto jednak przyszla.– Chodz, nie widac go – mowila siostra i widocznie prowadzila matke za reke. Gregor slyszal, jak dwie slabe kobiety ruszyly z miejsca ciezka, stara komode i jak siostra wciaz brala na siebie najwieksza czesc pracy, nie sluchajac ostrzezen matki, ktora obawiala sie, ze corka sie oberwie. Trwalo to bardzo dlugo. Chyba juz po kwadransie pracy matka powiedziala, ze jednak lepiej bedzie moze zostawic komode na miejscu, bo po pierwsze jest za ciezka, nie beda gotowe przed przyjsciem ojca i zostawiona na srodku pokoju komoda zatarasuja Gregorowi wszelkie przejscie, po drugie zas nie mozna byc przeciez wcale pewnym, czy Gregorowi spodoba sie usuniecie mebli. Jej wydaje sie, ze przeciwnie, widok pustej sciany wprost rani jej serce, czemu wiec Gregor nie mialby odniesc tego wrazenia, skoro od dawna byl przeciez przyzwyczajony do mebli i moglby sie czuc opuszczony w pustym pokoju.
– I czyz nie jest tak – zakonczyla matka calkiem cicho, mowila w ogole prawie szeptem, jak gdyby nie chciala, by Gregor, o ktorym nie wiedziala, gdzie sie dokladnie znajduje, uslyszal chocby dzwiek jej glosu, bo o tym, ze slow nie rozumie, byla przekonana – i czyz nie jest tak, jak gdybysmy przez usuniecie mebli pokazali, ze utracilismy wszelka nadzieje na polepszenie i zostawiamy go bezwzglednie samemu sobie? Mysle, ze bedzie najlepiej, jesli sprobujemy utrzymac pokoj dokladnie w tym stanie, w jakim byl poprzednio, azeby Gregor, gdy znow do nas powroci, znalazl wszysto bez zmian i tym latwiej mogl zapomniec o tym, co sie tymczasem dzialo.
Sluchajac tych slow matki, pojal Gregor, ze niemoznosc jakiegokolwiek bezposredniego, ludzkiego odezwania sie, w polaczeniu z tym jednostajnym zyciem posrod rodziny, musiala w ciagu tych dwoch miesiecy zmacic jego umysl. Inaczej bowiem nie umial sobie wytlumaczyc, ze mogl powaznie pragnac, aby oprozniono jego pokoj. Czyz istotnie mial ochote zamienic cieply i odziedziczonymi meblami przyjemnie urzadzony pokoj w nore, w ktorej co prawda bez przeszkod moglby pelzac na wszystkie strony, zapominajac jednak rownoczesnie szybko i zupelnie o swej ludzkiej przeszlosci? Juz byl przeciez bliski zapomnienia i wstrzasnal nim tylko od dawna nieslyszany glos matki. Niczego nie powinno sie usuwac, wszystko musi pozostac, nie mogl obejsc sie bez dobrego wplywu mebli na swoje samopoczucie, a jesli meble przeszkadzaly mu w bezmyslnym pelzaniu, nie bylo to zadna szkoda, lecz wielka korzyscia.
Niestety, siostra byla jednak innego zdania, przy omawianiu spraw Gregora przywyczaila sie, zreszta niezupelnie bez podstaw, wystepowac wobec rodzicow jako osoba szczegolnie kompetentna; totez i teraz rada matki byla dla siostry dostatecznym powodem, by upierac sie przy usunieciu nie tylko komody i biurka, o ktorych sama myslala poprzednio, lecz wszystkich mebli, z wyjatkiem nieodzownej kanapy. Naturalnie nie tylko dziecieca przekora i tak ostatnio nieoczekiwanie, a z trudem zdobyta pewnosc siebie sklanialy ja do tego zadania; rzeczywiscie przeciez obserwowala, ze Gregor potrzebuje do pelzania wiele miejsca, natomiast z mebli – o ile mozna bylo spostrzec – nie korzystal zupelnie. Byc moze dzialaly tu jednak takze, marzycielskie sklonnosci dziewczat w jej wieku, szukajace zaspokojenia przy kazdej okazji, teraz zas necace Grete do przedstawienia sytuacji Gregora w sposob bardziej jeszcze przerazajacy, by potem jeszcze wiecej niz dotychczas moc sie o niego troszczyc. Gdyz chyba zaden czlowiek oprocz Grety nie odwazylby sie nigdy wejsc do pomieszczenia, w ktorym Gregor sam jeden panowal nad pustymi scianami.
Tak wiec nie dala sie matce odwiesc od swej decyzji. Zreszta zdawalo sie, ze w tym pokoju matka, czuje sie niepewnie i nieswojo. Wkrotce umilkla i w miare swych sil pomogla siostrze przy usunieciu komody. No, bez komody Gregor od biedy mogl sie obejsc, ale biurko musialo juz zostac. I zaledwie panie wraz z komoda, na ktora ze stekaniem napieraly, opuscily pokoj, Gregor wysunal glowe spod kanapy, aby zobaczyc, jak moglby ostroznie i mozliwie najogledniej wdac sie w te sprawe. Na nieszczescie wlasnie matka: wrocila pierwsza, podczas gdy Greta w sasiednim pokoju obejmowala ramionami komode i sama probowala popychac ja w te i w tamta strone, nie mogac naturalnie poruszyc jej z miejsca. A matka nie byla przyzwyczajona do widoku Gregora, moglby przyprawic ja o chorobe, wiec przerazony pomknal cofajac sie az pod drugi koniec kanapy, ale nie mogl juz zapobiec temu, ze przescieradlo z przodu nieco sie unioslo. To wystarczylo, by zwrocic uwage matki. Zatrzymala sie, przez moment stala spokojnie, a potem wrocila do Grety.
Chociaz Gregor wciaz sobie mowil, ze nie dzieje sie nic nadzwyczajnego, przestawia sie tylko kilka mebli, to jednak wkrotce musial przyznac, ze owo chodzenie kobiet tam i z powrotem, ich ciche nawolywanie, szuranie mebla po podlodze dziala na niego jak wielki, ze wszech stron ogarniajacy go zamet. I wciaga jac glowe, kulac nozki, z cialem przycisnietym mocno do podlogi, musial sobie otwarcie powiedziec, ze dlugo tego wszystkiego nie wytrzyma. One ogolacaly jego pokoj; zabieraly wszystko, co mu bylo drogie, wyniosly juz komode, w ktorej lezala laubzega i inne narzedzia; teraz wstrzasaly silnie juz zarytym w podloge biurkiem, przy ktorym odrabial swoje zadania jako student akademii handlowej, gimnazjalista, ba, nawet jeszczejako uczen szkoly powszechnej – teraz naprawde nie mial juz czasu, zeby roztrzasac dobre zamiary dwoch kobiet, o ktorych istnieniu zreszta prawie zapomnial, gdyz, wyczerpane, pracowaly juz w milczeniu i slyszalo sie tylko ciezkie tupanie ich nog.
Wyskoczyl wiec wreszcie – w sasiednim pokoju kobiety oparly sie wlasnie o biurko, zeby nieco odsapnac – cztery razy zmienial kierunek swego biegu, doprawdy nie wiedzial, co najpierw powinien ratowac, nagle wzrok jego padl na obraz damy przystrojonej w futro, wiszacy na pustej juz zreszta scianie. Szybko podpelznal w gore i przycisnal sie do szkla, ktore go zatrzymalo chlodzac przyjemnie jego goracy brzuch. Przynajmniej tego obrazu, ktory Gregor calkiem zakrywal, nikt z pewnoscia nie zabierze. Odwrocil glowe ku drzwiom pokoju rodzinnego, by ujrzec wracajace kobiety.
Szybko podpelznal w gore i przycisnal sie do szkla,
ktore go zatrzymalo chlodzac przyjemnie jego goracy brzuch.
Przynajmniej tego obrazu, ktory Gregor calkiem zakrywal, nikt z pewnoscia nie zabierze.
Odwrocil glowe ku drzwiom pokoju rodzinnego, by ujrzec wracajace kobiety.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Juz wracaly po niedlugim wypoczynku; Greta objela matke ramieniem i prawie ja niosla.– A wiec co teraz wezmiemy? – powiedziala Greta i spojrzala naokolo. Wtedy wzrok jej skrzyzowal sie ze wzrokiem Gregora na scianie. Chyba tylko dzieki obecnosci matki zachowala przytomnosc umyslu, sklonila twarz ku matce, by powstrzymac ja od rozgladania sie, i powiedziala nierozwaznie, z drzeniem:
– Pozwol, moze raczej wrocimy jeszcze na chwile do naszego pokoju?
Zamiar Grety byl dla Gregora jasny, chciala zaprowadzic matke w bezpieczne miejsce, a potem spedzic go ze sciany. No, niech tylko sprobuje! Siedzi na swym obrazie i nie odda go. Raczej skoczylby Grecie na twarz.
Ale dopiero slowa Grety naprawde zaniepokoily matke, odstapila na bok, spostrzegla ogromna brazowa plame na kwiecistej tapecie, i zanim wlasciwie dotarlo do jej swiadomosci, ze to, co ujrzala, bylo Gregorem, zawolala wrzaskliwym, ochryplym glosem: – Ach, Boze, ach, Boze! – i z rozpostartymi ramionami, jakby z gestem rezygnacji, padla na kanape i nie ruszala sie.
– Ty, Gregor! – zawolala siostra z podniesiona piescia i ostrym spojrzeniem. Od chwili przemiany byly to pierwsze slowa ktore skierowala bezposrednio do niego. Pobiegla do sasiedniego pokoju po jakakolwiek esencje, ktora moglaby ocucic matke z omdlenia; Gregor takze chcial pomoc – na ratowanie obrazu byl jeszcze czas – ale przykleil sie mocno do szkla i musial oderwac sie sila. Pobiegl potem takze do sasiedniego pokoju, jak gdyby mogl siostrze dac jakas rade, tak jak dawniej, lecz w koncu musial stac za nia bezczynnie, podczas gdy ona przebierala w rozmaitych flaszeczkach, i jeszcze ja przestraszyl, kiedy sie odwrocila. Jedna flaszka upadla na podloge i stukla sie; odlamek zranil Gregora w twarz, oblalo go jakies zrace lekarstwo. Greta, nie zatrzymujac sie dluzej, porwala teraz tyle flaszeczek, ile tylko mogla utrzymac, i pobiegla z nimi do matki. Noga zatrzasnela drzwi. Gregor byl teraz odciety od matki, ktora z jego winy byla moze bliska smierci; nie smial otworzyc drzwi; nie chcial sploszyc siostry, ktora musiala zostac przy matce, nie pozostalo mu nic innego, jak tylko czekac. I dreczony troska oraz wyrzutami sumienia zaczal pelzac, pelzal po wszystkim, po scianach, meblach i suficie, a wreszcie w rozpaczy, gdy caly pokoj zaczal juz jakby krecic sie wokol niego, upadl na srodek wielkiego stolu.
Minela krotka chwila, Gregor lezal oslabiony, wokol panowala cisza, moze byl to dobry znak. Wtem rozlegl sie dzwonek. Dziewczyna naturalnie zamknla sie w kuchni, wiec Greta musiala pojsc otworzyc. Przyszedl ojciec.
– Co sie stalo? – to byly jego pierwsze slowa; zapewne wyglad Grety powiedzial mu wszystko.
Greta odparla stlumionym glosem, widocznie przycisnela twarz do piersi ojca:
– Matka zemdlala, ale teraz juz jej lepiej. Gregor uciekl.
– Spodziewalem sie tego – powiedzial ojciec. – Zawsze wam to mowilem, ale wy, kobiety, nie chcialyscie sluchac.
Dla Gregora bylo jasne, ze ojciec zle zrozumial zbyt krotka wiadomosc uslyszana od Grety i sadzil, ze Gregor dopuscil sie jakiegos gwaltu. Gregor musial dlatego sprobowac teraz ojca przeblagac, gdyz na to, by mu wszystko wyjasnic, nie mial ani czasu, ani mozliwosci. Uciekl wiec do drzwi swego pokoju i przycisnal sie do nich, aby, jak tylko ojciec wejdzie z przedpokoju, mogl zaraz zobaczyc, ze Gregor ma najlepszy zamiar wrocic do siebie i ze nie potrzeba go wypedzac, lecz tylko otworzyc drzwi, a zaraz zniknie.
Ale nastroj ojca nie sprzyjal zwracaniu uwagi na takie subtelnosci. – Ach! – zawolal zaraz przy wejsciu takim tonem, jak gdyby rownoczesnie byl wsciekly i wesoly. Gregor odchylil glowe od drzwi i uniosl ja ku ojcu. Doprawdy, nie wyobrazal sobie ojca takim, jaki stal teraz tutaj; ostatnio co prawda, wskutek nowego nawyku pelzania przestal sie, tak jak dawniej, troszczyc o to, co dzieje, sie w mieszkaniu, i wlasciwie powinien byc przygotowany na to, ze zastanie tu zmienione warunki. Mimo to, mimo to, czyz to byl jeszcze ojciec? Ten sam czlowiek, ktory lezal dawniej gnusnie zagrzebany w lozku, gdy Gregor wybieral sie w handlowa podroz; ktory wieczorami, gdy wracal, przyjmowal go w szlafroku, w fotelu; nie byl nawet w stanie powstac, lecz tylko na znak radosci unosil ramiona; ktory podczas rzadkich wspolnych przechadzek w kilka niedziel w roku i w najwazniejsze swieta, idac miedzy Gregorem i matka, ktorzy juz sami szli powoli, posuwal sie naprzod zawsze jeszcze nieco wolniej, zawiniety w swoj stary plaszcz i zawsze ostroznie stawiajac laske, a gdy chcial cos powiedziec, prawie zawsze zatrzymywal sie, a towarzystwo gromadzilo sie wokol niego? Teraz byl dumnie wyprostowany, ubrany, w obcisly niebieski uniform ze zlotymi guzikami, taki jaki nosza wozni bankowi; nad wysokim sztywnym kolnierzem: surduta rozlewal sie jego potezny, podwojny podbrodek; spod krzaczastych brwi wybiegalo zywe i uwazne spojrzenie; rozczochrane, niegdys biale wlosy za czesane byly starannie i skrupulatnie w blyszczaca fryzure z przedzialkiem. Czapke, do ktorej przypiety byl zloty monogram, prawdopodobnie bankowy, cisnal lukiem przez caly pokoj na kanape i odrzuciwszy poly swego dlugiego munduru, szedl ku Gregorowi z rekami w kieszeniach i zajadlym wyrazem twarzy. Sam chyba nie wiedzial, co zamierza; uno sil stopy niezwykle wysoko i Gregor dziwil sie ogrom nie wielkosci jego podeszew. Nie stal jednak przy tym w miejscu, wiedzial przeciez juz od pierwszego dnia swego nowego zycia, ze ojciec uwazal za sluszne, stosowac wobec niego tylko najwyzsza surowosc. Tak, wiec biegl przed ojcem, zatrzymywal sie, gdy ojciec przystawal, i znow spieszyl naprzod, gdy tylko ojciec sie poruszyl. W ten sposob wielokrotnie okrazyli pokoj i nie zdarzylo sie nic decydujacego, a wskutek powolnego tempa nie wygladalo to nawet na poscig. Dlatego tez Gregor trzymal sie tymczasem podlogi, zwlaszcza ze obawial sie, iz ojciec moglby uznac za szczegolna zlosliwosc ucieczke na sciany lub sufit. Zreszta Gregor musial sobie powiedziec, ze nawet tego biegu dlugo nie wytrzyma, bo podczas gdy ojciec stawial jeden krok, on musial wykonac niezliczona ilosc ruchow. Zaczal juz odczuwac dusznosci, tym bardziej, ze i dawniej jego pluca nie byly calkiem godne zaufania. Gdy sie wiec tak zataczal, zbierajac wszystkie sily do biegu, ledwie otwieral oczy, w swym odretwieniu nie myslal nawet o innym sposobie ratunku niz bieg; i juz prawie zapomnial, ze staly mu otworem sciany, tutaj zastawione zreszta troskliwie rzezbionymi meblami pelnymi hakow i kantow. I wtedy nagle przelecialo cos tuz kolo niego i potoczylo sie przed nim. Bylo to jablko, a zaraz nadlecialo drugie. Gregor zatrzymal sie przerazony. Dalszy bieg byl zbyteczny, gdyz ojciec postanowil go zbombardowac. Napelnil kieszenie owocami z tacy na kredensie i rzucal teraz, nie celujac na razie dokladnie, jablko za jablkiem. Te male czerwone jablka toczyly sie w kolko po podlodze jak naelektryzowane i obijaly sie o siebie. Jedno, slabo rzucone, musnelo grzbiet Gregora, ale zesliznelo sie, nie czyniac mu szkody. Nastepne, rzucone zaraz po tamtym, doslownie wbilo sie w jego tulow, Gregor chcial powlec sie dalej, jak gdyby zmieniajac miejsce mogl ujsc przed niespodzianym, niewiarygodnym bolem; czul sie jednak jakby przygwozdzony i rozciagnal sie w zupelnym pomieszaniu zmyslow.
Nagle przelecialo cos tuz kolo niego i potoczylo sie przed nim.
Bylo to jablko, a zaraz nadlecialo drugie. Gregor zatrzymal sie przerazony.
Dalszy bieg byl zbyteczny, gdyz ojciec postanowil go zbombardowac.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Jedno, slabo rzucone, musnelo grzbiet Gregora, ale zesliznelo sie, nie czyniac mu szkody.
Nastepne, rzucone zaraz po tamtym, doslownie wbilo sie w jego tulow.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Ostatnim spojrzeniem ujrzal jeszcze, jak gwaltownie otwarly sie drzwi jego pokoju i przed krzyczaca siostra biegla matka, w koszuli, gdyz siostra rozebrala ja, by jej w omdleniu zapewnic swobodny oddech. Potem matka pobiegla do ojca, gubiac po drodze suknie, ktore rozwiazane, jedna po drugiej zeslizgiwaly sie na podloge; potykajac sie o nie, matka dopadla ojca, objela go kurczowo – wzrok Gregora odmawial mu juz jednak posluszenstwa – i sciskajac dlonmi glowe ojca blagala go o darowanie Gregorowi zycia.
III
Jablko, ktorego nikt nie odwazyl sie usunac, tkwilo w ciele Gregora jako widoczna pamiatka, i zdawalo sie, ze ciezka rana, z powodu ktorej Gregor chorowal ponad miesiac, przypomniala nawet ojcu, ze mimo swej obecnej smutnej i obrzydliwej postaci Gregor jest jednak czlonkiem rodziny i nie nalezy traktowac go jak wroga, lecz przeciwnie, obowiazek rodzinny nakazuje przemoc wstret i miec dla niego cierpliwosc, juz tylko cierpliwosc.
Jablko, ktorego nikt nie odwazyl sie usunac,
tkwilo w ciele Gregora jako widoczna pamiatka, ... ciezka rana...
Gregor z powodu rany stracil prawdopodobnie na zawsze ruchliwosc
i na samo przejscie pokoju potrzebowal dlugich, dlugich minut,
jak stary inwalida – o pelzaniu w gorze nie bylo nawet co myslec.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Totez choc teraz Gregor z powodu rany stracil prawdopodobnie na zawsze ruchliwosc i na samo przejscie pokoju potrzebowal dlugich, dlugich minut, jak stary inwalida – o pelzaniu w gorze nie bylo nawet co myslec – w zamian za to pogorszenie sie swego stanu otrzymal zupelnie w jego mniemaniu wystarczajaca nagrode. Polegala ona na tym, ze zawsze pod wieczor zostawiano otwarte drzwi od pokoju rodzinnego, drzwi, ktore on juz na godzine lub dwie godziny przedtem zwykl byl z napieciem obserwowac, tak ze lezac w ciemnosciach wlasnego pokoju i z pokoju rodzinnego niewidoczny, mogl patrzec na cala rodzine siedzaca przy oswietlonym stole i niejako za ogolnym zezwoleniem, a wiec zupelnie inaczej niz dawniej, przysluchiwac sie rozmowom.Zapewne, nie byly to juz ozywione gawedy z dawnych czasow, o ktorych Gregor zawsze z tesknota myslal w malych pokojach hotelowych, gdy znuzony musial sie rzucac na wilgotna posciel. Teraz mowilo sie przewaznie tylko bardzo cicho. Ojciec wkrotce po kolacji zasypial w swoim krzesle; matka i siostra upominaly sie nawzajem o cisze, matka, silnie nachylona ku swiatlu, szyla delikatna bielizne dla magazynu mod; siostra, ktora przyjela posade ekspedientki, uczyla sie wieczorem stenografii francuskiego, aby moze kiedys pozniej moc objac lepsze stanowisko. Niekiedy ojciec sie budzil i jakby wcale nie wiedzial o tym, ze zasnal, mowil do matki: – Jak dlugo znowu dzisiaj szyjesz – i natychmiast zasypial z powrotem, podczas gdy matka i siostra wymienialy zmeczony usmiech.
Nawet w domu wzbranial sie ojciec z dziwnym uporem zdejmowac swoj sluzbowy uniform, i podczas gdy szlafrok bezuzytecznie wisial na wieszaku, ojciec drzemal na swym miejscu calkowicie ubrany, jak gdyby zawsze gotow do sluzby i jakby nawet tutaj czekal na glos zwierzchnika. Wskutek tego uniform, juz na poczatku nienowy, pomimo calej troskliwosci matki i siostry nie grzeszyl czystoscia, i Gregor czesto calymi wieczorami patrzyl na owo wyplamione, lecz blyszczace zawsze wyczyszczonymi zlotymi guzikami ubranie, w ktorym stary czlowiek spal bardzo niewygodnie, a jednak spokojnie.
Skoro tylko zegar wybil dziesiata, matka cichymi slowy probowala obudzic ojca i naklonic go, aby poszedl do lozka, gdyz tutaj nie mogl sie przeciez dobrze wyspac, a sen byl mu bardzo potrzebny, bo juz o szostej musial rozpoczynac sluzbe. Lecz ojciec z uporem, ktory opanowal go od czasu, gdy zostal woznym, nastawal zawsze, zeby jeszcze dluzej pozostac przy stole, mimo ze regularnie zasypial i potem tylko z najwiekszym trudem dawal sie naklonic do zmiany krzesla na lozko; choc matka i siostra nalegaly nan wowczas delikatnie upominajac, on calymi kwadransami powoli potrzasal glowa, nie otwieral oczu i nie wstawal. Matka szarpala go za rekaw i mowila mu do ucha pochlebstwa, siostra zostawiala swoje zadanie, by pomoc matce, ale na ojca to nie dzialalo. Zapadal tylko jeszcze glebiej w krzeslo. Dopiero gdy kobiety braly go pod ramiona, otwieral oczy, patrzal kolejno na matke i na siostre i zwykle mowil:
– To jest zycie. To sa spokojne dni mojej starosci.
I wsparty na obydwu kobietach, podnosil sie z trudnoscia, jak gdyby sam dla siebie byl najwiekszym ciezarem, pozwalal im odprowadzic sie do drzwi, tam oddalal je skinieniem i dalej szedl juz o wlasnych silach, podczas gdy matka najspieszniej odrzucala przybory do szycia, a siostra pioro, aby pobiec za ojcem i dalej sluzyc mu pomoca.
Ktoz w tej zapracowanej i przemeczonej rodzinie mial czas, aby troszczyc sie o Gregora wiecej, niz to bezwzglednie bylo konieczne? Gospodarstwo domowe ograniczano coraz bardziej, oddalono przeciez teraz sluzaca; rano i wieczorem przychodzila ogromna, koscista poslugaczka z bialymi rozczochranymi wlosami, aby wykonac najciezsza robote; wszystko inne zalatwiala matka przy mnostwie swych krawieckich prac. Doszlo nawet do tego, ze rozmaite klejnoty rodzinne, ktore dawniej matka i siostra nosily z wielka radoscia z okazji zabaw i uroczystosci, zostaly sprzedane, jak o tym Gregor dowiedzial sie wieczorem przy wspolnym omawianiu uzyskanych cen. Najwiecej jednak zawsze sie skarzono, ze nie mozna opuscic tego mieszkania, o wiele za obszernego na obecne warunki, gdyz trudno bylo obmyslic sposob przesiedlenia Gregora i Gregor pojmowal jednak, ze to nie tylko wzglad na niego utrudnial przeprowadzke. Jego mozna bylo przeciez latwo przetransportowac w odpowiedniej skrzyni i z kilkoma otworami dla doplywu powietrza. Tym, co przede wszystkim powstrzymywalo rodzine od zmiany mieszkania, byla raczej zupelnie rozpaczliwa sytuacja i mysl o tym, ze spotkalo ich takie nieszczescie, jakie nie dotknelo nikogo w kregu krewnych i znajomych. Wypelnili do ostatka wszystko, czego swiat zada od ludzi biedych: ojciec przynosil sniadania drobnym urzednikom w banku, matka naprawiala bielizne obcych ludzi, siostra na rozkazy klientow tam i z powrotem biegala za lada; ale na nic wiecej nie starczylo juz rodzinie sil. I rana na grzbiecie zaczynala Gregora bolec od nowa, gdy matka i siostra, odprowadziwszy ojca do lozka, wracaly teraz, nie podejmowaly roboty, siadaly bliziutko siebie, policzek przy policzku, a matka, pokazujac na pokoj Gregora, mowila: – Zamknij te drzwi, Greto – i teraz Gregor znowu pograzal sie w ciemnosci, a tuz obok kobiety mieszaly swe lzy lub nie placzac nawet wpatrywaly sie milczac w stol.
Noce i dnie spedzal Gregor prawie zupelnie bez snu.
Noce i dnie spedzal Gregor prawie zupelnie bez snu.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Niekiedy myslal, ze przy nastepnym otwarciu drzwi znow, calkiem tak jak dawniej, ujmie sprawy rodziny w swoje rece; w myslach jego pojawiali sie znow po dlugim czasie szef i prokurent, pomocnicy handlowi i praktykanci, malo pojetny sluzacy, dwaj czy trzej przyjaciele z innych firm, pokojowka z hotelu na prowincji, mile, ulotne wspomnienie, kasjerka ze skladu kapeluszy, o ktorej wzgledy staral sie powaznie, ale zbyt powoli – wszyscy oni zjawiali sie, zmieszani z obcymi lub juz zapomnianymi, ale zamiast pomoc jemu i jego rodzinie, byli wszyscy nieprzystepni i cieszyl sie, kiedy znikali. Potem jednak odchodzila go nagle ochota, aby troszczyc sie o rodzine, przepelniala go tylko wscieklosc z powodu zlej pielegnacji, i chociaz nie mogl sobie wyobrazic niczego, na co mialby apetyt, robil przeciez plany, jak by tu sie udac do spizarni i chocby nawet nie czul glodu, zabrac stamtad to, co mimo wszystko mu sie nalezalo. Teraz siostra, nie myslac juz wiele o tym, czym moglaby sprawic Gregorowi szczegolna przyjemnosc, w najwiekszym pospiechu, zanim rano i w poludnie pobiegla do sklepu, wsuwala noga do pokoju Gregora jakiekolwiek jedzenie, aby wieczorem, nie zwazajac na to, czy zostalo tylko skosztowane, czy – w najczestszym przypadku – zupelnie nietkniete, wymiesc je jednym zamachem miotly. Sprzatania pokoju, ktorym teraz zajmowala sie tylko wieczorem, nie mozna juz bylo zalatwiac szybciej. Wzdluz scian ciagnely sie smugi brudu, tu i owdzie lezaly kupki kurzu i smieci. Z poczatku Gregor z chwila przyjscia siostry stawal w specjalnie odznaczajacym sie brudem kacie, aby ta pozycja uczynic jej niejako wymowke. Ale moglby tam chyba stac tygodniami, a siostra by sie nie poprawila; widziala ona brud rownie dobrze jak on, ale zdecydowala wlasnie, ze go pozostawi. Przy tym zas z cala, nowa u niej drazliwoscia, ktorej nabyla w ogole zreszta eala rodzina, czuwala nad tym, aby sprzatanie pokoju Gregora pozostalo jej sprawa. Pewnego razu matka podjela sie wielkiego sprzatania w pokoju Gregora, musiala zuzyc na to pare kublow wody – wiele wilgoci sprawilo zreszta takze przykrosc Gregorowi i rozparl sie na kanapie rozgoryczony i nieruchomy – ale kara nie ominela za to matki. Bo skoro tylko siostra zauwazyla wieczorem zmiane w pokoju Gregora, natychmiast, zraniona do zywego, pobiegla do rodzinnego pokoju i tam, mimo ze matka uniosla blagalnie rece, wybuchnela spazmatycznym placzem, czemu rodzice – ojciec zostal naturalnie wploszony ze swego krzesla – przypatrywali sie z poczatku zdumieni i bezradni. Potem i oni zaczeli sie klocic; ojciec z jednej strony robil wymowki matce, ze nie zostawila siostrze pokoju Gregora do oczyszczenia, z drugiej strony krzyczal na siostre, ze juz nigdy nie bedzie jej wolno go sprzatac. Podczas gdy nie posiadajacego sie ze zdenerwowania ojca matka probowala zaciagnac do sypialni, a siostra, wstrzasana lkaniem, bebnila swymi malymi piastkami o stol, Gregor glosno syczal z wscieklosci o to, ze nikomu nie przyszlo na mysl zamknac drzwi, aby oszczedzic mu tego widoku i halasu.Ale nawet jesli siostrze, wyczerpanej praca zawodowa, uprzykrzylo sie troszczyc o Gregora tak jak dawniej, to przeciez matka nie musiala jej zastepowac, a mimo to Gregor mogl nie byc zaniedbywany. Byla bowiem teraz poslugaczka. Ta stara "wdowa" ktora dzieki swym silnym kosciom potrafila wytrzymac najgorsze w ciagu dlugiego zycia, nie czula wlasciwie do Gregora wstretu. Bez zadnej ciekawosci otworzyla kiedys przypadkowo drzwi do pokoju Gregora i natknela sie na niego. Ogromnie przerazony, choc nikt go nie gonil, Gregor zaczal biegac tam i z powrotem, a ona stala zdumiona, z rekami zalozonymi na brzuchu. Od tego czasu nigdy nie omieszkala, rano i wieczorem uchylic przelotnie drzwi i zajrzec do Gregora. Z poczatku przywolywala go takze do siebie slowami, ktore prawdopodobnie uwazala za przyjazne:
– Chodz no tu, stary zuku! – albo: – Patrzcie no na starego zuka!
Na takie zaczepki Gregor nic nie odpowiadal, lecz, trwal na swoim miejscu nieporuszony, jak gdyby w ogole nikt nie otwieral drzwi. Gdybyz zamiast pozwalac na to, aby poslugaczka przeszkadzala mu stosownie do swych kaprysow, wydano jej rozkaz, zeby codziennie sprzatnela pokoj! Pewnego razu, wczesnym rankiem – o szyby uderzal gwaltowny deszcz, moze juz znak nadchodzacej wiosny – Gregor, gdy poslugaczka znow zaczela swoje mowki, byl tak rozdrazniony, ze obrocil sie ku niej, z wolna zreszta i cherlawo, lecz jakby do ataku. Ale poslugaczka, zamiast sie przestraszyc, podniosla tylko wysoko w gore krzeslo znajdujace sie w poblizu drzwi i gdy stala tam z szeroko otwartymi ustami, wyrazny byl jej zamiar zamkniecia ust dopiero wtedy, gdy trzymane przez nia krzeslo spadnie na grzbiet Gregora.
– A co, dalej juz nie mozesz? – spytala, gdy Gregor znow sie odwrocil, i spokojnie postawila krzeslo z powrotem w kacie.
Gregor nic juz prawie teraz nie jadl. Tylko, jesli przypadkowo zblizyl sie do przygotowanego jedzenia, bral dla zabawy jeden kes w usta, trzymal go godzinami, a potem najczesciej wypluwal. Poczatkowo myslal, ze to smutek, spowodowany wygladem pokoju, powstrzymuje go od jedzenia; ale wlasnie ze zmianami, ktore zaszly w pokoju, pogodzil sie bardzo szybko. Przyzwyczajono sie wstawiac do tego pokoju rzeczy, ktorych nie bylo gdzie umiescic, a rzeczy tych bylo teraz wiele, gdyz jeden pokoj w mieszkaniu wynajeto trzem panom. Ci powazni panowie – wszyscy trzej mieli brody, jak Gregor ustalil raz, patrzac przez szpare w drzwiach – skrupulatnie zwazali na porzadek, nie tylko w ich pokoju, ale, skoro juz sie tutaj sprowadzili, w calym gospodarstwie, a specjalnie w kuchni, Nie znosili rzeczy nieuzytecznych ani tym bardziej brudnych. Ponadto przywiezli ze soba wiekszosc swoich wlasnych sprzetow. Z tego powodu stalo sie zbednych wiele rzeczy, ktore wprawdzie nie nadawaly sie do sprzedania, ale ktorych nie chciano takze wyrzucic. Wszystkie one powedrowaly do pokoju Gregora. Nawet skrzynie na popiol i na odpadki z kuchni. Co tylko w danym moniencie bylo niepotrzebne, poslugaczka, zawsze bardzo pospiesznie, wrzucala po prostu do pokoju Gregora; Gregor widzial najczesciej tylko odnosny przedmiot i reke, ktora go trzymala. Zapewne poslugaczka miala zamiar w wolnym czasie i przy okazji znow wyniesc te rzeczy albo wszystkie wyprzatnac za jednym razem, lecz w istocie zostaly one tam, gdzie znalazly sie, z chwila gdy zostaly rzucone, chyba ze Gregor przeczolgal sie przez te graciarnie i poruszyl ja. Robil to najpierw zmuszony koniecznoscia, gdyz nie mial juz wcale miejsca do pelzania, potem jednak z coraz wieksza przyjemnoscia, chociaz po takich wedrowkach, smiertelnie znuzony i smutny, znowu calymi godzinami lezal bez ruchu.
Poniewaz sublokatorzy jadali czasem kolacje w domu, we wspolnym pokoju rodzinnym, drzwi do tego pokoju w niektore wieczory pozostawaly zamkniete. Gregor zniosl to jednak zupelnie latwo, przeciez juz wielu wieczorow, podczas ktorych byly one otwarte, nie wykorzystywal, tylko lezal w najciemniejszym kacie swego pokoju, a rodzina nawet tego nie spostrzegala. Raz jednak poslugaczka zostawila drzwi do pokoju rodzinnego nieco uchylone, pozostaly tak uchylone i wowczas, gdy wieczorem nadeszli sublokatorzy i zapalono swiatlo. Usiedli przy stole na miejscach, na ktorych dawniej siadali ojciec, matka i Gregor, rozlozyli serwetki i ujeli w rece noze i widelce. Natychmiast w drzwiach pojawila sie matka z polmiskiem miesa, a tuz za nia siostra z polmiskiem, na ktorym pietrzyly sie kartofle. Jedzenie silnie parowalo. Sublokatorzy schylili sie nad postawionymi polmiskami, jak gdyby przed jedzeniem chcieli je sprawdzic, i rzeczywiscie ten, ktory siedzial posrodku i wydawal sie autorytetem dla dwoch pozostalych, odkroil kawalek miesa jeszcze na polmisku, widocznie po to, aby ustalic, czy jest dosc kruche i czy nie nalezy czasem odeslac go do kuchni. Byl zadowolony, a matka i siostra, patrzace na to w napieciu, odetchnely i usmiechnely sie.
Sama rodzina jadla w kuchni. Mimo to ojciec, zanim poszedl do kuchni, wszedl do pokoju i ukloniwszy sie jeden jedyny raz, z czapka w reku obszedl stol naokolo. Sublokatorzy podniesli sie z miejsc i mrukneli cos w brody. Potem, gdy zostali sami, jedli w zupelnym prawie milczeniu. Dziwnym wydalo sie Gregorowi, ze z wszystkich roznorodnych odglosow wydawanych przy jedzeniu slyszal tylko wciaz zgrzytanie ich zebow, jak gdyby trzeba mu bylo pokazac, ze po to, aby jesc, trzeba miec zeby i ze nawet najpiekniejszymi, lecz bezzebnymi szczekami nic sie nie zdziala.
"Nie brak mi przeciez apetytu – powiedzial sobie Gregor, pelen troski – ale nie na te rzeczy. Oto ci panowie sobie jedza, a ja gine!"
Wlasnie tego wieczora rozlegl sie w kuchni dzwiek skrzypiec. Gregor nie przypominal sobie, czy slyszal go przez caly ubiegly czas. Sublokatorzy skonczyli juz wieczerze, siedzacy w srodku wyciagnal gazete, dwom pozostalym dal po jednym arkuszu i teraz, rozparci, czytali i palili. Gdy skrzyce zaczely grac, zwrocili na to uwage, powstali i na palcach podeszli ku drzwiom od przedpokoju, przy ktorych staneli stloczeni. Musiano ich uslyszec z kuchni, gdyz ojciec zawolal:
– Czy ta gra sprawia moze panom przykrosc? Mozna ja natychmiast przerwac!
– Przeciwnie – powiedzial ow, co przedtem siedzial w srodku. – Moze panienka zechce przyjsc do nas i zagrac tutaj w pokoju, gdzie jest przeciez znacznie wygodniej i przyjemniej?
– Alez prosze – zawolal ojciec, jak gdyby to on byl skrzypkiem.
Panowie wrocili do pokoju i czekali. Wkrotce przyszedl ojciec z pulpitem do nut, matka z nutami i siostra ze skrzypcami. Siostra spokojnie przygotowala wszystko do gry; rodzice, ktorzy nigdy przedtem nie odnajmowali pokoju i dlatego przesadzali w uprzejmosci wobec sublokatorow, nie odwazyli sie nawet usiasc na swych wlasnych krzeslach; ojciec oparl sie o drzwi, prawa reke wsunal miedzy dwa guziki zapietego munduru, ale matka usiadla na krzesle, zaofiarowanym jej przez jednego z panow, w kacie na uboczu, gdzie je ow pan przypadkowo postawil.
Siostra zaczela grac. Ojciec i matka, kazde ze swego miejsca, uwaznie obserwowali ruchy jej rak. Gregor, pociagniety gra, odwazyl sie posunac nieco dalej i glowe trzymal juz w pokoju rodzinnym. Troche sie dziwil, ze ostatnio tak malo zwazal na innych – dawniej owe wzgledy dla innych byly jego duma. W dodatku wlasnie teraz mialby wiecej powodow, by sie ukrywac, gdyz wskutek kurzu, ktory pokrywal caly jego pokoj i unosil sie przy najmniejszym poruszeniu, caly byl nim pokryty; na grzbiecie i po bokach niosl ze soba nitki, wlosy, resztki jedzenia; jego obojetnosc na wszystko byla zbyt wielka, aby sie polozyc na grzbiecie i – tak jak dawniej czynil to wielokrotnie w ciagu dnia – oczyscic sie o dywan. A mimo to nie wahal sie posunac nieco naprzod po nieskazitelnej podlodze pokoju rodzinnego.
Nikt zreszta nie zwrocil na niego uwagi. Rodzina byla calkowicie pochlonieta gra; natomiast panowie, ktorzy poczatkowo z rekami w kieszeniach od spodni ustawili sie o wiele za blisko za pulpitem, jak gdyby wszyscy musieli zagladac w nuty, co z pewnoscia siostrze przeszkadzalo, wkrotce, rozmawiajac polglosem z opuszczonymi glowami, cofneli sie pod okno, gdzie tez pozostali, troskliwie obserwowani przez ojca. Sprawialo to teraz az nadto wyrazne wrazenie, jakby rozczarowali sie sadzac, ze posluchaja pieknej lub zabawnej gry, jakby mieli juz dosc calego przedstawienia i tylko z uprzejmosci pozwalali jeszcze zaklocac sobie spokoj. Zwlaszcza sposob, w jaki wszyscy wydmuchiwali w gore nosem i ustami dym z cygar, wskazywal na ich wielka nerwowosc. A przeciez siostra grala tak pieknie. Twarz przechylila na bok, a wzrok jej badawczo i smutnie przebiegal linijki nut. Gregor podpelznal jeszcze kawalek naprzod, a glowe trzymal tuz przy podlodze, aby o ile moznosci napotkac jej spojrzenie. Czy byl zwierzeciem, skoro muzyka tak go pociagala? Bylo mu tak, jak gdyby ukazala mu sie droga do upragnionego, nieznanego pozywienia. Zdecydowany byl podpelznac az do siostry, pociagnac ja za sukienke i dac jej w ten sposob do zrozumienia, ze moglaby przeeiez przyjsc ze swymi skrzypcami do jego pokoju, gdyz nikt tutaj nie cenil jej gry tak bardzo, jak on pragnal ja cenic. Nie wypuscilby jej juz ze swego pokoju, przynajmniej dopoty, dopoki by zyl; jego okropna postac po raz pierwszy by mu sie przydala; bylby rownoczesnie przy wszystkich drzwiach swego pokoju i syczalby na napastnikow. Ale siostra powinna by zostac przy nim nie z musu, lecz dobrowolnie; siedzialaby tuz obok niego na kanapie, nachylilaby ku niemu ucho, a on jakze chetnie zwierzylby jej, ze mial kiedys mocny zamiar, aby ja poslac do konserwatorium, i gdyby tymczasem nie zdarzylo sie nieszczescie, w ubiegle Boze Narodzenie – bo przeciez Boze Narodzenie juz chyba minelo – powiedzialby to wszystkim, nie zwracajac uwagi na zadne sprzeciwy. Po tym oswiadczeniu siostra wybuchnelaby lzami ze wzruszenia, a Gregor unioslby sie az do jej ramion i pocalowal ja w szyje, ktora, odkad chodzila do sklepu, miala odkryta, bez wstazki i bez kolnierzyka.
– Panie Samsa! – zawolal ow srodkowy pan do ojca i nie tracac ani slowa wiecej, wskazal palcem na wolno posuwajacego sie naprzod Gregora. Skrzypce umilkly, sublokator najpierw usmiechnal sie do przyjaciol potrzasajac glowa, a potem znowu spojrzal na Gregora. Ojcu zdawalo sie, ze zamiast wypedzac Gregora, trzeba przede wszystkim uspokoic sublokatorow, choc ci bynajmniej nie byli zdenerwowani, a Gregor zdawal sie bawic ich wiecej niz gra na skrzypcach. Pospieszyl ku nim i szeroko otwartymi ramionami probowal zmusic ich, by weszli do swego pokoju, a rownoczesnie wlasnym cialem staral sie zasloniC im Gregora. Teraz panowie istotnie nieco sie rozgniewali, nie wiadomo czy z powodu zachowania sie ojca, czy dlatego ze zrozumieli, iz nic o tym nie wiedzac mieli za sasiada cos takiego jak Gregor. Zadali od ojca wyjasnien, sami z kolei podnosili do gory ramiona, niespokojnie skubali brody i niechetnie, z wolna cofali sie do swego pokoju. Tymczasem siostra przezwyciezyla odretwienie, w ktore popadla po gwaltownie przerwanej grze. Przez pewien czas trzymala w bezwladnie opuszczonych rekach skrzypce i smyczek i jak gdyby jeszcze grala, wciaz patrzyla w nuty, lecz potem od razu zerwala sie, polozyla instrument na kolanach matki, ktora siedziala jeszcze na swym krzesle dyszac ciezko w ataku dusznosci, i pobiegla do sasiedniego pokoju, do ktorego ponagleni przez ojca sublokatorzy juz sie szybciej zblizali. Widac bylo, jak pod wprawnymi rekami siostry lecialy w gore, a potem porzadnie ukladaly sie na lozkach koldry i poduszki. Zanim jeszcze panowie doszli do pokoju, byla gotowa ze slaniem i wymknela sie. Ojciec wydawal sie znow tak bardzo tkwic w swym uporze, ze zapomnial o wszelkim respekcie, jaki byl winien swym podnajemcom. Ponaglal ich tylko i ponaglal dopoty, dopoki juz w drzwiach pokoju ow srodkowy pan nie tupnal grzmiaco noga i w ten sposob ojca nie zatrzymal.
– Niniejszym oswiadczam – mowil unioslszy reke, a wzrokiem szukal takze matki i siostry – ze ze wzgledu na panujace w tym mieszkaniu i w tej rodzinie wstretne stosunki – splunal przy tym krotko i zdecydowanie na podloge – wypowiadam natychmiast swoj pokoj. Nie zaplace tez oczywiscie ani grosza za poprzednie dni, podczas ktorych tutaj mieszkalem, przeciwnie, zastanowie sie jeszcze, czy nie wystapie przeciwko panstwu z jakimis, prosze mi wierzyc, latwymi do uzasadnienia pretensjami. – Zamilkl i spojrzal wprost przed siebie, jakby czegos oczekiwal. Istotnie, jego dwaj przyjaciele natychmiast wpadli mu w slowo:
– My takze od zaraz wypowiadamy. – Wowczas tamten chwycil za klamke i z trzaskiem zamknal drzwi.
Macajac rekami, ojciec dowlokl sie i opadl na swoje krzeslo; wygladalo to, jakby wyciagnal sie do zwyklej wieczornej drzemki, lecz silne drzenie glowy, jak gdyby pozbawionej oparcia, wskazywalo, ze bynajmniej nie spal. Gregor przez caly czas lezal cicho w miejscu, w ktorym przylapali go sublokatorzy. Rozczarowanie z powodu nieudania sie jego planu, lecz pewnie takze slabosc spowodowana przez czeste glodowanie uniemozliwily mu poruszenie sie. Obawial sie, i to z dziwna pewnoscia, ze juz w nastepnym momencie rozladuje sie nad nim jakis kataklizm. Czekal na niego. Nie przestraszyly go nawet skrzypce, ktore wysunely sie spod drzacych palcow matki, spadly jej z kolan i wydaly glosny dzwiek.
– Kochani rodzice – powiedziala siostra i na wstepie uderzyla piescia w stol. – Tak dalej byc nie moze. Jezeli wy tego nie pojmujecie, to ja to pojmuje. Nie chce wobec tego potwora wymawiac imienia mojego brata i mowie tylko: musimy sprobowac sie go pozbyc. Uczynilismy, co w ludzkiej mocy, aby go pielegnowac i znosic, mysle, ze nikt nie moze nam zrobic najmniejszego zarzutu.
– Ona ma po tysiackroc slusznosc – wypowiedzial ojciec swoj poglad.
Matka, ktora wciaz jeszcze nie mogla zaczerpnac pelnego oddechu, poczela z oblednym wyrazem oczu glucho kaszlec w stulona dlon.
Siostra podbiegla do matki i podtrzymala jej czolo. Dzieki slowom siostry ojciec nabral zdawalo sie lepszych mysli, usiadl prosto, bawil sie swa sluzbowa czapka wsrod talerzy pozostalych na stole po kolacji sublokatorow, a od czasu do czasu spogladal na spokojnego Gregora.
– Musimy starac sie go pozbyc – mowila siostra, teraz juz wylacznie do ojca, gdyz matka wsrod swego kaszlu nic nie slyszala. – On was obydwoje doprowadzi do grobu, wiem, ze to sie stanie. Jesli juz musi sie pracowac tak ciezko, jak my wszyscy, nie mozna jeszcze znosic w domu tej wiecznej meczarni. Ja tez juz tego nie wytrzymuje. – I wybuchnela tak gwaltownym placzem, ze jej lzy trysnely na twarz matki. Starla je machinalnie.
– Moje dziecko – rzekl ojciec ze wspolczuciem i z niezwykla u niego wyrozumialoscia – coz jednak powinnismy uczynic?
Siostra wzruszyla tylko ramionami na znak bezradnosci, ktora ogarnela ja podczas placzu zajmujac miejsce poprzedniej pewnosci siebie.
– Gdyby on mogl nas zrozumiec – powiedzial ojciec na pol pytajaco.
Siostra, placzac, gwaltownie machnela reka na znak, ze o tym nie ma nawet co myslec.
– Gdyby on mogl nas zrozumiec – powtorzyl ojciec i zamknal oczy, okazujac w ten sposob, ze podziela przekonanie siostry – wtedy, byc moze, mozna by sie z nim jakos umowic. Ale jak...
– On musi zniknac – zawolala siostra – to jest jedyny sposob, ojcze. Musisz tylko pozbyc sie wszelkiej mysli o tym, ze to jest Gregor. Naszym nieszczesciem jest wlasnie, ze wierzylismy w to tak dlugo. Ale jakzeby to mogl byc Gregor? Gdyby to byl Gregor, od dawna by juz zrozumial, ze wspolzycie ludzi z takim stworem jest niemozliwe, i odszedlby dobrowolnie. Wtedy nie mielibysmy brata, ale moglibysmy zyc dalej i czcic jego pamiec. Teraz zas przesladuje nas to zwierze, wypedza sublokatorow, chce najwidoczniej zagarnac dla siebie cale mieszkanie, a nam kaze nocowac na ulicy. Spojrz tylko, ojcze – krzyknela nagle – juz znowu zaczyna! – I siostra, z calkowicie dla Gregora niezrozumialym przerazeniem, opuscila nawet matke, odepchnela sie wprost od jej krzesla, jak gdyby wolala raczej poswiecic matke niz znalezc sie w poblizu Gregora, i spiesznie ukryla sie za ojcem, ktory, poruszony jej zachowaniem, takze sie podniosl i wyciagnal rece; jak gdyby w obronie siostry.
Ale Gregorowi nie przyszlo nawet na mysl, zeby chciec przestraszyc kogokolwiek, a zwlaszcza siostre. Po prostu zaczal sie odwracac, aby powedrowac z powrotem do swego pokoju; wygladalo to zreszta dziwnie, poniewaz wobec niedyspozycji obroty przychodzily mu i trudnoscia i musial pomagac sobie glowa, ktora przy tym wiele razy unosil, to znow uderzal nia o podloge. Zatrzymal sie i obejrzal. Zdaje sie ze zrozumiano jego dobry zamiar; przestrach rodziny byl tylko chwilowy. Teraz wszyscy patrzyli na niego w milczeniu i ze smutkiem. Matka lezala w swym krzesle, nogi miala wyciagniete, oczy jej zapadly sie niemal z wycienczenia. Ojciec i siostra siedzieli obok siebie; siostra zarzucila ojcu reke na szyje.
"Teraz juz pewnie moge sie odwrocic" – pomyslal Gregor i znow zabral sie do pracy. Nie mogl stlumic sapania wywolanego wysilkiem, musial tez od czasu do czasu wypoczywac. Nikt go zreszta nie popedzal, pozostawiono mu pelna swobode. Gdy ukonczyl obrot, natychmiast zaczal wedrowac z powrotem przed siebie. Dziwil sie wielkiej odleglosci, jaka dzielila go od jego pokoju, i zupelnie nie pojmowal, jak mogl, przy swoim oslabieniu, przebyc dopiero co te sama droge niemal tego nie zauwazajac. Myslac tylko o tym, by posuwac sie jak najszybciej, nie zwracal prawie uwagi na to, ze ze strony rodziny nie padlo ani jedno slowo, ani jeden okrzyk.
Dziwil sie wielkiej odleglosci, jaka dzielila go od jego pokoju,
i zupelnie nie pojmowal, jak mogl, przy swoim oslabieniu,
przebyc dopiero co te sama droge niemal tego nie zauwazajac.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Dopiero gdy byl juz w drzwiach, odwrocil glowe, niezupelnie zreszta, bo czul, ze kark mu sztywnieje, ale zobaczyl w kazdym badz razie, ze nic sie za jego plecami nie zmienilo, siostra tylko powstala z miejsca. Ostatnie jego spojrzenie padlo na matke, ktora teraz calkiem juz zasnela.Zaledwie znalazl sie w swoim pokoju, drzwi zostaly pospiesznie zatrzasniete i zaryglowane. Gregor tak bardzo przestraszyl sie gwaltownego halasu, ze zalamaly sie pod nim nozki. To siostra tak sie pospieszyla. Stala juz i tylko czekala, potem lekko podskoczyla, Gregor nie slyszal nawet kiedy, a przekrecajac klucz w zamku, krzyknela do rodzicow:
– Nareszcie!
"I coz teraz?" – zapytal Gregor sam siebie i rozejrzal sie w ciemnosci. Wkrotce odkryl, ze juz w ogole nie moze sie poruszyc. Nie zdziwilo go to, raczej wydawalo mu sie nienaturalne, ze az do tej chwili potrafil sie rzeczywiscie poruszac na tych cienkich nozkach. Zreszta bylo mu wzglednie dobrze. Czul wprawdzie bole w calym ciele, ale zdawalo mu sie, jak gdyby byly one coraz slabsze, slabsze, az w koncu calkiem zanikaly. Ledwie juz czul zgnile jablko tkwiace w grzbiecie i rozognione cialo wokol niego, cale pokryte miekkim kurzem. O rodzinie myslal znowu ze wzruszeniem i miloscia. Jeszcze niemal bardziej niz siostra przekonany byl o tym, ze powinien zniknac. Trwal wsrod tych czczych i spokojnych rozwazan do chwili, gdy zegar na wiezy wybil trzecia nad ranem. Przezyl jeszcze pierwszy brzask switu za oknami. Potem bezwolnie opuscil nisko glowe i ostatni, slaby oddech wyplynal z jego nozdrzy.
Przezyl jeszcze pierwszy brzask switu za oknami.
Potem bezwolnie opuscil nisko glowe
i ostatni, slaby oddech wyplynal z jego nozdrzy.
Rys. Andrzej Ploski, 2003.
Gdy wczesnym rankiem przyszla poslugaczka – mimo iz czesto proszono ja, aby tego unikala, trzaskala w pospiechu wszystkimi drzwiami tak silnie, ze w calym mieszkaniu po jej przyjsciu nie mozna juz bylo spac spokojnie – gdy tedy przyszla, z poczatku przy zwyklej, krotkiej wizycie u Gregora nie spostrzegla nic szczegolnego. Sadzila, ze on umyslnie lezy tak nieruchomo i udaje obrazonego; przypisywala mu wszelki mozliwy rozum. Poniewaz przypadkowo trzymala w rece dluga miotle, probowala od drzwi polaskotac Gregora. Gdy to nie odnioslo skutku, rozgniewala sie, popchnela lekko Gregora, i dopiero kiedy ruszyla go z miejsca bez zadnego oporu, zwrocilo to jej uwage. Gdy wkrotce poznala prawdziwy stan rzeczy, zrobila wielkie oczy, gwizdnela pod nosem, ale nie zatrzymujac sie dlugo, z trzaskiem otwarla drzwi od sypialni i glosno zawolala w ciemnosc:– Spojrzcie tylko panstwo, on zdechl! Lezy sobie tutaj, na dobre zdechl!
Panstwo Samsa zerwali sie i usiedli w malzenskim lozu, starajac sie ochlonac ze strachu, jakiego nabawila ich poslugaczka, dopiero po chwili zrozumieli, z czym przychodzi. Potem jednak pan i pani Samsa, kazde ze swojej strony, pospiesznie wstali z lozka; pan Samsa zarzucil koldre na ramiona, pani Samsa wybiegla tylko w nocnej koszuli; tak wkroczyli do pokoju Gregora. Tymczasem otwarly sie takze drzwi od pokoju rodzinnego, w ktorym od czasu wprowadzenia sie sublokatorow spala Greta; byla zupelnie ubrana, jak gdyby wcale nie spala, jej blada twarz zdawala sie to potwierdzac.
– Nie zyje? – spytala pani Samsa i niepewnie spojrzala na poslugaczke, choc mogla to przeciez sama zbadac, a nawet przekonac sie o tym bez badania.
– Chyba sie nie myle – powiedziala poslugaczka i na dowod tego miotla odepchnela zwloki Gregora jeszcze dosc daleko na bok. Pani Samsa uczynila ruch,jak gdyby chciala miotle zatrzymac, ale nie zrobila tego.
– No – powiedzial pan Samsa – teraz mozemy podziekowac Bogu. – Przezegnal sie, a trzy panie poszly za jego przykladem. Greta, ktora nie odwracala oczu od zwlok, powiedziala:
– Popatrzcie no, jaki byl chudy. Bo tez juz od dawna nic nie jadl. Jak sie wstawialo jedzenie, tak sie je wynosilo.
Istotnie, cialo Gregora bylo zupelnie zwiotczale i wyschle, widzialo sie to wlasciwie dopiero teraz, gdy nie unosil sie juz na nozkach i mozna bylo bez przeszkody mu sie przyjrzec.
– Greto, chodz no do nas na chwilke – powiedziala pani Samsa, i Greta, nie przestajac ogladac sie na zwloki, poszla za rodzicami do sypialni. Poslugaczka zamknela drzwi i szeroko otwarla okno. Mimo wczesnego rana powietrze bylo juz jakies letnie. Byl wlasnie koniec marca.
Trzej panowie sublokatorzy wyszli ze swego pokoju i zdumieni rozejrzeli sie za sniadaniem; zapomniano o nich.
– Gdzie jest sniadanie? – gderliwie zapytal poslugaczki ow srodkowy pan. Ale ona polozyla palec na ustach, a potem szybko w milczeniu skinela na panow, zeby przyszli do pokoju Gregora. Przyszli wiec i z rekami w kieszeniach swych znoszonych nieco surducikow staneli w calkiem juz teraz jasnym pokoju wokol zwlok Gregora.
Wtedy otwarly sie drzwi od sypialni i pojawil sie pan Samsa w swej liberii; po jednej stronie mial zone, po drugiej corke. Wszyscy byli troche zaplakani; od czasu do czasu Greta przyciskala twarz do ramienia ojca.
– Panowie natychmiast opuszcza moje mieszkanie! – powiedzial pan Samsa i nie puszczajac od siebie kobiet wskazal na drzwi.
– Jak pan to rozumie? – zapytal nieco zaskoczony srodkowy pan i slodko sie usmiechnal. Dwaj inni trzymali rece zalozone do tylu i bezustannie je zacierali, jakby w wesolym oczekiwaniu wielkiej klotni, ktora musi jednak zakonczyc sie dla nich pomyslnie.
– Rozumiem to dokladnie tak, jak mowie – odrzekl pan Samsa i wraz ze swymi dwiema towarzyszkami postapil ku sublokatorowi. Ten stal najpierw spokojnie i patrzyl w podloge, jak gdyby ukladal sobie dopiero na nowo mysli w swojej glowie. Nastepnie powiedzial: – Wobec tego idziemy – i spojrzal na pana Samse, jakby w pokorze, ktora nagle nim owladnela, prosil o zgode nawet i na te decyzje. Pan Samsa mrugnal mu tylko kilkakrotnie i krotko wielkimi oczami. Na to sublokator rzeczywiscie poszedl natychmiast dlugimi krokami do przedpokoju; obydwaj jego przyjaciele juz od chwili nasluchiwali, trzymajac rece spokojnie, a teraz skoczyli wprost za nim jakby w trwodze, ze pan Samsa moglby przed nimi wkroczyc do przedpokoju i rozlaczyc ich z ich wodzem. W przedpokoju wszyscy trzej zdjeli z wieszadla kapelusze, wyciagneli laski ze stojaka, sklonili sie w milczeniu i opuscili mieszkanie. Z jakims zupelnie, jak sie okazalo, bezpodstawnym niedowierzaniem wyszedl pan Samsa na klatke schodowa wraz z obiema paniami; wszyscy troje, przechyleni przez porecz, przypatrywali sie, jak trzej panowie z wolna wprawdzie, lecz stale schodzili w dol po dlugich schodach, co pietro znikali za okreslonym zakretem schodow, a po, kilku chwilach zjawiali sie znowu. Im glebiej schodzili, tym mniej rodzina Samsy interesowala sie nimi, a gdy naprzeciw nich wyszedl, a potem wysoko ponad nimi pojawil sie dumnie czeladnik rzeznicki z koszem na glowie, wtedy pan Samsa wraz z paniami puscili porecz i wszyscy jakby z ulga wrocili do mieszkania.
Dzisiejszy dzien postanowili wykorzystac na wypoczynek i przechadzke; nie tylko zasluzyli na te przerwe w pracy, ale nawet bezwarunkowo jej potrzebowali. Usiedli zatem przy stole i napisali trzy listy z usprawiedliwieniami: pan Samsa do swojej dyrekcji, pani Samsa do swego zleceniodawcy i Greta do swego pryncypala: Podczas pisania weszla poslugaczka, zeby powiedziec, ze odchodzi skonczywszy swa poranna prace. Troje piszacych z poczatku skinelo glowami, nie patrzac, dopiero gdy poslugaczka wciaz jeszcze nie chciala odejsc, spojrzeli na nia gniewnie.
– No? – zapytal pan Samsa.
Poslugaczka stala w drzwiach z usmiechem, jak gdyby miala zawiadomic rodzine o wielkim szczesciu, ale chciala to uczynic dopiero wowczas, gdy sie ja dokladnie wypyta. Umieszczone na jej kapeluszu niemal pionowo male strusie pioro, ktore odkad tylko poslugaczka nastala, zawsze draznilo pana Samse, chwialo sie lekko na wszystkie strony.
– Wiec czego pani wlasciwie chce? – spytala pani Samsa, przed ktora poslugaczka miala jeszcze najwiekszy respekt.
– No – odparla poslugaczka, a pelen uprzejmosci usmiech nie pozwolil jej zaraz mowic dalej – no wiec, nie potrzebujecie sie panstwo martwic, jak toto stad uprzatnac. To juz zalatwione.
Pani Samsa i Greta pochylily sie nad swymi listami, jak gdyby chcialy dalej pisac; pan Samsa, ktory zauwazyl, ze poslugaczka chce teraz zaczac dokladnie wszystko opowiadac, powstrzymal ja stanowczo wyciagnieta dlonia. Skoro wiec nie wolno jej bylo opowiedziec, przypomniala sobie o tym, ze bardzo sie spieszy, wyraznie obrazona zawolala: – Adje wszystkim – odwrocila sie z wsciekloscia i wyszla, straszliwie trzasnawszy drzwiami.
– Wieczorem sie ja oddali – powiedzial pan Samsa, nie otrzymal jednak odpowiedzi ani od zony, ani od corki, gdyz poslugaczka znow zaklocila ich ledwie odzyskany spokoj. Podniosly sie, podeszly do okna i staly tam, trzymajac sie w objeciu. Pan Samsa odwrocil sie ku nim ze swego krzesla, przez krotka chwile obserwowal w milczeniu, potem zawolal:
– Alez chodzcie tutaj. Zostawcie juz wreszcie te stare sprawy. Miejcie tez troche wzgledow dla mnie. Panie zaraz usluchaly, pospieszyly do niego, uglaskaly go i szybko skonczyly swoje listy.
Potem wszyscy troje wyszli razem z domu, czego nie robili juz od miesiecy, i pojechali tramwajem za miasto. Wagon, w ktorym siedzieli sami, byl caly przeswietlony cieplym sloncem. Wygodnie oparci na swoich miejscach, omawiali widoki na przyszlosc i przy dokladniejszym ich zbadaniu okazalo sie, ze nie sa one bynajmniej zle. Wlasciwie wcale jeszcze z soba o tym nie mowili, lecz dla wszystkich trojga byly ich posady nadzwyczaj korzystne, obiecujace wiele zwlaszcza na przyszlosc. Najwieksze i natychmiastowe polepszenie sytuacji osiagnie sie oczywiscie latwo przez zmiane mieszkania; chcieli teraz wziac mniejsze i tansze, lecz lepiej polozone i w ogole praktyczniejsze niz obecne, ktore wyszukal jeszcze Gregor. Niemal rownoczesnie, gdy tak rozmawiali, przyszlo na mysl panu i pani Samsa, patrzacym na swa coraz bardziej ozywiajaca sie corke, ze mimo wszelkich utrapien, ktore oblekly bladoscia jej policzki, rozwinela sie ona w piekna i bujna dziewczyne. Milknac i niemal bezwiednie porozumiewajac sie wzrokiem, pomysleli, ze zbliza sie czas, aby poszukac dla niej jakiegos dzielnego meza. I jakby na potwierdzenia ich nowych marzen i dobrych zamiarow, u celu drogi corka pierwsza podniosla sie i przeciagnela swoje mlode cialo.
Z niemieckiego przelozyl Juliusz Kydrynski
Andrzej Ploski (ur. 1949) jest znanym polskim artysta-malarzem, grafikiem i ilustratorem ksiazek. Wyksztalcony w krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych, od roku 1975 mieszka w Lund, w Szwecji.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||