Recenzja książki Katharsis Andrzeja Szczeklika, Wydawnictwo Znak, Kraków 2002, 2003.





RUBATO SERCA, GENOM I ODWIECZNY PULS MEDYCYNY





MICHAŁ   JASIEŃSKI



Czy medycyna jest nauką, czy ma szanse nią być i czy nią być powinna? Jak połączyć wyjątkowość historii życia chorej osoby, patrzącej wyczekująco w oczy lekarza, z metodologicznymi oczekiwaniami procedury naukowej, wymagającej powtarzalnych obserwacji i testowalnych hipotez?

W jakim stopniu tryumfy redukcjonizmu, widzącego świat jako skomplikowany, ale dający się opisać, efekt interakcji między składnikami, mogą stać się udziałem medycyny? Czy można rozłożyć człowieka na części składowe? Czy, tak jak z przekładem poezji na język obcy, coś się zgubi w tłumaczeniu i jedynym środkiem zaradczym będzie odejście od zimnych procedur nauki? Jedno z przesłań książki Andrzeja Szczeklika, pięknie wydanej przez Znak, głosi, że niełatwo jest być lekarzem. Trudno poruszać się po tym pograniczu nauki ścisłej, magii, sztuki i rzemiosła. Dobry lekarz ma w sobie po trosze z naukowca, czarodzieja, artysty i rzemieślnika i wie, że żadnego z nich nie musi się wstydzić.

Andrzej Szczeklik jest wybitnym uczonym, profesorem Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Krakowianinem Roku, naszym krakowskim Hipokratesem. Czy opinie takich ot recenzentów na temat książki przez niego napisanej mogą mieć jakiekolwiek znaczenie? Z czystym sumieniem możemy założyć, że gdy Autor mówi, warto słuchać. Jego samego. Nie jest przeto moją intencją streszczanie, rozdział po rozdziale, poruszanych przezeń tematów, ponieważ ten rodzaj narracji wymaga, by każdy czytelnik odkrywał sam dla siebie wszystkie perełki myśli Autora i smakowite kąski przytaczanych faktów.

W literaturze anglosaskiej tradycja eseistyki uprawianej przez naukowców i lekarzy jest bardzo silna. Mistrzem wśród nich był Lewis Thomas – eseje Andrzeja Szczeklika głębią refleksji, erudycją i pewnym rodzajem spokojnej zadumy przypominają mi właśnie pisarstwo Thomasa. Poza tym wybrany przez Autora zestaw odniesień do słonecznego świata mitycznej Grecji gwarantuje sukces. Jakże miło, skrywszy się w zaroślach ligustru, wśród aromatu dojrzewających oliwek, podglądać zaloty Zeusa do Europy. To świat jasny, nie uwikłany w nasze przaśne słowiańskie gusła, zsiadłe mleko, rybie pęcherze czy kulki z chleba i pajęczyny.

Podziw budzi lekkość, z jaką Autor prowadzi nas przez prawdziwie wyrafinowane osiągnięcia nauki ostatnich lat, porównując na przykład chaotyczną dynamikę układów nieliniowych opisujących bicie serca do Chopinowskiego rubato, z jego "subtelnym niepokojem rytmicznym" (str. 70). Wiedzieliśmy oczywiście, że mamy w sercu Chopina, ale żeby układy nieliniowe? Jest w nas też vis medicatrix (str. 79). Objawy, które dotychczas widziano jako patologiczne reakcje chorego ciała, można, powracając do poglądów Hipokratesa, interpretować inaczej. Językiem tzw. medycyny darwinowskiej, która re-definiuje pojęcie choroby organizmu, możemy je określić jako wyewoluowane, posiadające wartość funkcjonalną (czyli "sensowne") sztuczki, które ciało stosuje, aby zwyciężyć chorobę. Gorączka, ropienie, rumień, biegunka to takie właśnie katartyczne auto-zabiegi.




Leonardo da Vinci:   Studium anatomiczne, ok. 1510.
The Royal Library, Windsor.


Cóż milszego niż gdy o człowieku pisze humanista, który ma o tym człowieku coś do powiedzenia! Na ogół normy jakości wytyczają u nas produkcje innego rodzaju humanistów ("czystych") – czyli bardzo elokwentne, auto-referencyjne przeżuwanie papki przeżutej przez innych (czyżby to była owa alchemiczna massa confusa, o której mówi Autor?) – prawda o człowieku jest gdzieś tam obecna tylko raczej implicite, a w ogóle i tak dość wyssana z palca. Książka Andrzeja Szczeklika sprawi humanistom kłopot. Jak to – nie ma tu napuszenia, nie ma tu żargonu, a w dalszym ciągu miejscami nie rozumiemy? Jej lektura zakłada bowiem pewien poziom zainteresowania prawdziwą wiedzą o prawdziwym świecie. Autor przy tym po profesorsku sprawdza, czy czytamy uważnie, w pewnym miejscu filuternie nazywając replikację DNA "transkrypcją".

Mam nadzieję, że Katharsis Andrzeja Szczeklika ustanowi nowe standardy co do szerokości horyzontów przeciętnego krajowego intelektualisty. Nasza świadomość uwarunkowana jest przecież przez kręgi twierdzące, że nie uchodzi nie czytać Husserla czy Gadamera, ale można darować sobie Darwina. Tymczasem w XXI wieku po prostu nie wypada żonglować Gadamerem, a nie mieć pojęcia, co to jest nukleotyd i na czym polega kod genetyczny! Pomimo tego, że "konstelacje genetyczne są proweniencji niebieskiej" (str. 28), nie chodzi o to, aby, malować je na klęcząco, jak Styka Pana Boga, ale by malować je dobrze, ze zrozumieniem.

Nie jest to bynajmniej jakiś akademicki hyper-biologizm, ale konieczność, wykraczająca poza rozumienie ulotek farmaceutycznych. Bez szczypty biologii nie można, dla przykładu, zbudować sobie właściwego światopoglądu w tak fundamentalnej kwestii jak natura ludzka. Co nas kształtuje: geny czy środowisko, natura czy kultura? Niezrozumienie tych wzajemnych zależności odpowiedzialne jest przecież za tyle łez. Tymczasem od polskiego intelektualisty, który już nauczył się, że nie wypada być antysemitą, można w dalszym ciągu usłyszeć sądy (wynikające z braku wiedzy o "naturze"), w których wybrzmiewa czysty, prymitywny rasizm. Ze znajomością "kultury" też nie jest najlepiej w tym naszym prowincjonalnym, europejskim grajdołku – i tak jak, na szczęście, istnieje twórczość Ryszarda Kapuścińskiego, by otworzyć nam oczy na szerszy świat, mądra książka Andrzeja Szczeklika otwiera nam oczy na głębszy świat.

Katharsis może też spełnić funkcję szczególną: jest wspaniałym prezentem dla ulubionego lekarza. O ileż elegantszym niż butelka koniaku wyznaniem szacunku i dowodem, że pacjent traktuje lekarza tak, jak uczy nas Autor – nie tylko jak najemnego pigularza, ale również jak cicerone i towarzysza wędrówki, w którą (str. 41) "razem ruszają na poszukiwanie eliksiru życia".









Teksty o książce Katharsis i fragmenty z niej zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2007 Zwoje