Ponizszy tekst traktuje o ksiazce Andrzeja Szczeklika Katharsis. O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki, Wydawnictwo Znak, Krakow 2002, 2003. Jest konglomeratem recenzji, fragmentow z ksiazki – jakby antologii sformulowan autora, najbardziej dla mnie uderzajacych – i moich refleksji – na marginesie mysli autora.Ksiegi Genesis ustanowily przepasc miedzy wezem a czlowiekiem."
Zdania w podwojnym cudzyslowiu " " i rownoczesnie napisane inna czcionka sa bezposrednimi cytatami z ksiazki. Wewnatrz tych cytatow, cytaty Autora zaznaczone sa pojedynczym cudzyslowem ' '.
Andrzej Kobos
LEKARZ WOBEC ANANKE
ANDRZEJ M. KOBOS
Obwoluta ksiazki Katharsis,
projektowal Olgierd Chmielewski.
(Wydawnictwo Znak, Krakow 2002, 2003)
Ostatnio przeczytalem ksiazke... To nie jest zapozyczenie tytulu pewnej rybryki w Tygodniku Powszechnym, ani stwierdzenie czegos nadzwyczajnego. Ksiazki zdarza mi sie czytac i to nie rzadko. A jednak wlasnie przeczytalem ksiazke niezwykla: Katharsis. O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki, Andrzeja Szczeklika.Autor jest rzeczywiscie uzdrowicielem: znakomitym lekarzem – wiecej o tym w jego notce biograficznej pod tekstem. Dla tej ksiazki i dla nas tutaj rownie wazne jest to, ze jest on wielkim erudyta, myslicielem. Zyje pelnia zycia intelektualnego i artystycznego. Jest czlowiekiem w ow specyficzny sposob zyjacym dla innych ludzi, tych w potrzebie choroby, cierpieniu i w obliczu smierci, ale zarazem i tych szukajacych naukowych i intelektualnych wyzwan i doznan.
To wszystko widac w tej ksiazce, na zaledwie 150 stronach tekstu. Zawieraja one ogromny ladunek informacji, oraz owego food for thoughts – pozywienia dla mysli, materialu ktory narzuca potrzebe przemyslen. Wyobrazam sobie jednak, ze u niektorych, szczegolnie lekarzy, moga okazac sie to przemyslenia z uniesionymi brwiami, krytyczne. To dlatego, iz z ksiazki Andrzeja Szczeklika wylania sie wizerunek lekarza dosyc rozniacy sie (na korzysc!) od obrazu lekarzy zwykle spotykanych.
Dla formalnej kompletnosci dodac nalezy, ze ksiazka zostala pieknie wydana, z niespotykana pieczolowitoscia edytorska. Kazdy rozdzial rozpoczyna sie od wklejonej reprodukcji jakiegos obrazu. Trzystronicowy wstep napisal Czeslaw Milosz. Po tekscie, na 21 stronach podane sa zrodla cytatow przytoczonych przez Autora.
Od poczatku ksiazki staje sie oczywiste, ze Andrzej Szczeklik – Platonczyk – wzorem Platona i Arystotelesa szuka jednosci, harmonii w swiecie, a raczej wszechswiecie.W Katharsis wszystko o czym pisze Autor jest logicznie, naukowo i emocjonalnie zlaczone z jego spojrzeniem, siegajacym od Starozytnosci do Genomu roku 2001. Szczeklik pisze o medycynie, odnosi sie przy tym do sztuki (muzyki, malarstwa, literatury), kultury antycznej, historii, fizyki, psychologii, historii nauki. Pisze o udrekach czlowieka, czesto z wlasnego lekarskiego doswiadczenia. Pisze o tym wszystkim, chcialoby sie znow z angielska powiedziec scholarly, sposobem skolarza, erudyty, szukajacego interrelacji pomiedzy tym wszystkim (rzeklbym w czterowymiarowej przestrzeni), cytujacego innych, ktorzy takie zwiazki dostrzegli byli i trafnie ujeli. Te powiazania unaoczniaja juz same tytuly rozdzialow, a pierwsze zdanie kazdego nieomal rozdzialu, zwykle nawiazujace do Starozytnosci, albo czlowieczego odczucia, jasno wskazuje o czym bedzie mowa i to w szerokiej interpretacji. W sumie, Katharsis jest Andrzeja Szczeklika kulturowym (w najszerszym sensie) i czlowieczym spojrzeniem na medycyne, opisanym pieknym literacko jezykiem.
Niezwykla jest zdolnosc Autora do objecia, krotko przeciez, az tylu zagadnien, do plynnego, jakby matematycznie ciaglego przejscia od jednego aspektu bytu do drugiego, nie tylko bytu czlowieka. Matematycznie ciaglego, tj. o wspolnej pochodnej...
Stwierdzenia i rozmyslenia Autora sa tak glebokie i istotne, iz warto wypunktowac tresc wszystkich rozdzialow, obficie poslugujac sie cytatami z nich, nawet jesli niektore sa z kolei cytatami ze zrodel wyliczonych na koncu ksiazki.
Andrzej Ploski: "Wstazki" (Katharsis)
collage, 2003.
Pierwszy rozdzial ksiazki, Wstazki, ustawia juz cala jej tresc i metodyke w jakiej zostala napisana. Jak przystalo na uczonego autora prac naukowych, jest to pewien abstrakt punktujacy wszystko o czym napisal on w swej ksiazce.Zaczyna sie tak: "Koniecznosc ma imie Ananke". Wstegi wszystko zespalajacej sieci Koniecznosci. Nic zycia. Przeznaczenie, powinowactwo – oba pojecia zawarte w znaczeniu terminu Ananke.
"... siec Koniecznosci zaciska sie nieuchronnie i bezwzglednie wokol czlowieka, gdy swiat rozpryskuje sie, pierzcha na boki.... W blysku odslania sie pokrewienstwo i siec zaczyna swiecic wszystkimi gwiazdami Drogi Mlecznej. Medycyna to odnajdywanie tego pokrewienstwa."
W Katharsis w to wpleciony jest w sposob ciagly Platon, fizyka kwantowa, medycyna, udreki czlowieka, rola lekarza, jego trudne acz jak istotne docieranie do psychicznego wnetrza chorego czlowieka. I jakby credo lekarskie Andrzeja Szczeklika, ktore, zda sie, konsekwetnie stawia on na rowni z calym aparatem techniczno-biochemicznym wspolczesnej medycyny.
"W trudnych sytuacjach lekarz siegnie po najtajniejsze arkana swej sztuki, by nawiazac nic porozumienia, odkryc wiezy laczace dwoch ludzi. Nagroda – w chwilach szczegolnych – niechby mu byl trzepot wstazek na wietrze."
Andrzej Ploski: "Konstelacje" (Katharsis)
collage, 2003.
Pierwsze zdanie drugiego rozdzialu pt. Konstelacje znowu okresla to, o czym mowa nie tylko w tym rozdziale. "Medycyna i sztuka wywodza sie z jednego pnia. Obie biora poczatek w magii – systemie opartym na wszechmocy slowa". Autor przypomina, ze do XVII-XVIII wieku filozofowie i lekarze sadzili, iz istniala analogia pomiedzy rytmami czlowieka a rytmami kosmosu. Choroba byla zaburzeniem wspolbrzmienia, harmonii czlowieka z kosmosem.W metaforycznym sensie Autor nadal ciagnie te analogie. Lekarz obraca sie w swiecie sygnalow wysylanych przez organizm chorego. Ta konstalecja objawow, jesli zidentyfikowana, sklada sie na rozpoznanie choroby. "Konstelacja objawow jest jak kontelacja gwiazd, wskazujaca zelarzowi droge do portu. Okresla polozenie na mapie."
Choroba jest "spowiedzia ciala." Przesilenie jest oczyszczeniem, katharsis. Stad i tytul ksiazki. Andrzej Szczeklik wie o bezradnosci lekarza nie potrafiacego zrozumiec tej spowiedzi ciala. Bywaja i "Wielcy Lekarze, poruszajacy sie w swiecie choroby rownie swobodnie, jak czlowiek o sluchu absolutnym w przestrzeni tonalnej – dla innych niedostenej. ... Spotyka sie ich najwyzej kilku w dlugim zyciu zawodowym.". A zaraz potem, bezszwowo, Szczeklik opowiada pewna anegdote i przechodzi do starozytnej Grecji – do niejednoznacznej, zagadkowej wyroczni delfickiej, i dalej do przejmujacego wiersza Emily Dickinson, by przypomniec dylemat, czy czlowiek chory powinien "uslyszec od lekarza nagle cala okrutna prawde?". Opisuje jak Hipokrates w rysach chorego czlowieka szukal zwiastunow losu.
Pisze dalej:
"Nauka twierdzi, iz los nie w gwiazdach lecz w genach jest zapisany... Rozstrzygajacy bedzie ich zbior, uklad, konstelacja, Tak, jak konstelacja gwiazd nad horyzontem zwiastowac miala los przychodzacego na swiat. ... Poniewaz konstelacje genetyczne sa proweniencji niebieskiej, wiec moze poznanie ich odtworzy utracona wiez z niebem, wskaze droge powrotu, przywroci zagubiona harmonie."I to jest Andrzej Szczeklik – mysliciel, czlowiek wyrywajacy ludzi smierci w zawale serca. Czy, w jakims wymiarze, takze dla przywracania owej harmonii?
Andrzej Ploski: "Eliksir zycia" (Katharsis)
collage, 2003.
Nastepny rozdzial, fundamentalny z tytulu Eliksir zycia, zaczyna sie fundamentalnie. "Milosc i ogien znacza narodziny medycyny". Choc chodzi tu tylko o zdradzona milosc Apolla do Koronis i wyciagniecie przez Apolla Asklepiosa z lona niewiernej kochanki, gdy zwloki jej palono juz na pogrzebowym stosie. W greckiej mitologii, Asklepios stal sie patronem czy bogiem medycyny, potem zreszta obroconym przez piorun Zeusa w popiol za przywracanie matwych do zycia, za to, iz "przekroczyl ludzki krag istnienia."
Asklepios, bog uzdrawiania i medycyny.
Rzymska rzezba z Cypru.
Temu przywracaniu, zachowaniu zycia i mlodosci mialy sluzyc zabiegi egipskie – Ph-ar-maki (ten ktory chroni), cudowny kamien filozoficzny poszukiwany przez tysiaclecia oraz alchemia, ktora swe apogeum osiagnela w XVI-XVII wieku, tak bardzo fascynujaca i pochlaniajaca Sir Isaaka Newtona. Ars Magna alchemikow miala wytworzyc eliksir zycia. Alchemiczne terapie mialy choremu pozwolic narodzic sie na nowo, "uleczyc sie z zuzycia przez czas". "Alchemia byla nauka swieta, podczas gdy chemia ukonstytuowala sie kiedy substancje zostaly pozbawione swietosci".
Laboratorium alchemika.
Sztych XVII-wieczny.
Starosc.Andrzej Szczeklik rzuca pytanie: "Czy mozna kogos wyjac z Czasu, schowac w sobie, uchronic przed zmiana?" Jakze pieknie to formuluje: "wyjac z Czasu"! I opowiada o starszej, niewidomej pacjentce, ktora zachowala w sobie jego obraz sprzed 25 lat, kiedy jeszcze widziala. Czas nie potrafil tego obrazu w niej odmienic.
Nieomal kazdy z nas, rowniez tych nieociemnialych, w pozniejszych latach zycia zachowuje w sobie obraz kogos z mlodosci. Tyle, ze czesto, jako widzacy, natykamy sie na zawsze nas zaskakujaca rzeczywistosc przy jakims spotkaniu albo ogladajac dawne fotografie. Doswiadczylem tego wielokrotnie. Moj Przyjaciel Leszek Dlugosz napisal: "Wczoraj wieczorem robilismy przeglad starych fotografii. Dwadziescia piec razy wykrzyknelismy – Boze!"
Andrzej Szczeklik szerzej mowi o naglej smierci w wyniku zatrzymania serca. "Przez zaskoczenie i szybkosc budzi zdumienie i lek wsrod tych, ktorzy pozostaja. Uswiadamia im wlasna bezradnosc wobec slepego i niezrozumialego losu." Fachowo wyjasnia reanimacje, mowi o rozmowach z chorymi, ktorzy przebyli smierc kliniczna. "Nie potrafia powiedziec co sie z nimi dzialo i co czuli 'po tamtej stronie'. Ich wrazenia, jesli je w ogole mieli, pierzchaja na najintensywniejszych nawet podobienstwo snow – w chwili obudzenia". W rozdziale Exitus Autor wroci do tych paranormalnych wrazen.
Opisuje telomer, prawdopodobny gen dlugowiecznosci. Opisawszy esencje stanu wspolczesnej medycyny:
"Powiekszylismy granice naszego istnienia. Poszerzylismy krag. Smierc oddalilismy o dziesieciolecia. Jesli przyjdzie wczesniej, niespodziewanie, nie wahamy sie wyrywac jej ofiary, przywracac zycie...",ten lekarz konczy rozdzial jak wspolczesny humanista, ale i tak jak ow sprzed wiekow:"Spojrzmy na esencjalna sytuacje medycyny, ktora odslania istote tego zawodu. Jest nia spotkanie dwoch ludzi. Chorego z lekarzem. Na wolanie chorego o pomoc lekarz odpowiada, zwykle nie glosem, lecz usmiechem, gestem, mowiac: 'Stane obok ciebie. Nie opuszcze cie. Razem spojrzymy w twarz smiertelnemu niebezpieczenstwu.' Wolanie chorego staje sie lekarza powolaniem. Wowczas w to spotkanie dwoch ludzi wchodzi mit. Lekarz i chory zaczynaja snic ten sam, pradawny sen. Razem ruszaja na poszukiwanie eliksiru zycia."
Andrzej Ploski: "Wezowy splot" (Katharsis)
collage, 2003.
Rozdzial Wezowy splot powraca do medycyny w starozytnej Grecji, tej mitologicznej i praktycznej. Tamten rytual lekarski opisany jest dosyc dokladnie. Swiatynie Asklepiosa, prowadzone przez kaplanow-lekarzy zamieszkiwaly weze, a lekarze nazywani byli asklepiadami, co przetrwalo do naszych czasow w zartobliwej nazwie "eskulap". W ciszy i mroku swiatyni chorzy mieli sie oczyscic z winy i pojednac z bostwem. Chory, wykapany i poszczacy, zapadal w wrozebny sen. Noca pojawial sie kaplan-lekarz, przebrany za Asklepiosa, w towarzystwie slug i weza. Szli od chorego do chorego. (Rytual takiej "wizyty lekarskiej" albo "obchodu" przetrwal w szpitalach do dzisiaj. Tyle, ze lekarz chodzi co najwyzej w bialym chalacie.) W pomyslnym scenariuszu, rankiem, po nocnej wizycie, chory budzil sie uwolniony od choroby (katharsis) i opowiadal swoje sny kaplanom.Przedstawiona jest antyczna i biblijna symbolika weza oraz weza (lub dwoch wezy) zlaczonego z laska. Waz symbolizowal dwie przeciwstawne sily: zabijania i leczenia. Zrzucajac co roku skore, symbolizowal tez odrodzenie. "Waz czarowal czlowieka. I czlowiek przeniosl go w swoj swiat czarow czyniac zen symbol pierwotnych sil kosmicznych, ... mocy uzdrowicielskich, ... podstepu i inteligencji. ... Dopiero
Nie bez powodu pisze Andrzej Szczeklik o wezowym splocie. W dziewietnastym wieku, chemik August Kekulé, rozwiazal problem struktury chemicznej benzenu – szesciokatnego pierscienia CH, w sumie C6H6 – ponoc olsniony widokiem plomienistego "weza" zjadajacego swoj ogon, dostrzezonym w wijacych sie plomieniach ogniska pod Gandawa. Rzecz byla niebagatelna, gdyz to rozwiazanie problemu benzenu zapoczatkowalo cala chemie organiczna. Jad weza z Brazylii doprowadzil w latach 1970. do zsyntetyzowania nowej klasy lekow hipotensyjnych. Jad australijskiej kobry naprowadzil na wykrycie w roku 1979 leukotrienow, krotkozyciowej substancji pojawiajacej sie w plucach podczas ataku astmatycznego. Kilka lat temu wprowadzono leki hamujace leukotriony.
W mitach, prastare weze sa podpora swiata. Symetryczne luski splecionych wezow zlewaja sie w jednosc. Punkt ostatni staje sie zarazem punktem poczatkowym, pierwszym. To narzucajaca sie analogia do cofania sie Kronosa w czasie, analogia konca i poczatku czasu.
Kwas dezoksyrybonukleinowy DNA obecny w jadrze kazdej naszej komorki, "ma ksztalt podwojnej wezowej spirali i zamyka tajemnice odradzania sie zycia".
Nawiasem mowiac (o tym nie ma w ksiazce), luski wezowej
skory sa przykladem takich symetrii, ktore bada nowoczesna matematyka, pewne
algebry w szczegolnosci, dla rozszerzenia fundamentow matematycznego opisu
swiata. Czy i jak zwiaze sie to z fizyczna "teoria wszystkiego", tj.
wspolna dla mikro- i makroswiata (o ktorej takze napomyka Szczeklik), byc
moze pokaze niezbyt odlegla przyszlosc.




Medycyna nie jest fizyka w sensie ilosciowego opisu rzeczywistosci, z ktora ma do czynienia, nie ma tez tej zdolnosci przewidywania co fizyka, bo i zjawiska w jej domenie nie sa powtarzalne czy reprodukowalne w sensie powtarzalnosci zjawisk fizycznych. Nie sa, gdyz wchodza w gre najrozmaitsze konstrukcje genetyczne, obiekty zjawisk roznia sie, a przede wszystkim nie istnieje matematyczny opis procesow zyciowych zachodzacych w czlowieku. W ogromnej wiekszosci przypadkow, nie ma mozliwosci zredukowania tych ostatnich do zjawisk elementarnych i opisania jako takich w prosty matematycznie sposob. Trzeba jednak pamietac, ze i w fizyce, jej moc ilosciowego opisu pewnych zjawisk jest iluzoryczna. Dla wielu problemow mamy tylko opis jakosciowy, zgodnosc w ramach rzedu wielkosci staje sie juz osiagnieciem. Powod najczesciej jest ten sam, co i naszkicowany tuz ponizej dla medycyny: nieznajomosc wzajemnego wplywu roznych (niekiedy nieznanych) zjawisk, ich sprzezen.
Zycie jest nieliniowe, jest wynikiem wspolistnienia i wzajemnych silnych oddzialywan mnostwa zjawisk. Nie mamy ich teorii, problem jest w zasadzie wielocialowy (gdzie "wielo" znaczy duza liczbe), nie znamy fizyczno-matematycznego zapisu sprzezen miedzy wielka liczba skladowych ukladu, nawet jezeli wspolczesna medycyna w ogromnym stopniu jakosciowo je rozumie i potrafi w nie ingerowac farmakologicznie albo inaczej, dla czesto bardzo skutecznego ich korygowania. Gdyby taki opis stanowic mialy, czego nalezy oczekiwac, nieliniowe rownania rozniczkowe, to ich ogromny uklad musialby byc silnie sprzezony. I tutaj prawdopodobnie znowu utknelibysmy na dlugo, szukajac metod numerycznych, algorytmow i komputerowych sposobow rozwiazania takiego gigantycznego ukladu rownan.
Ale, zawsze jest jakies ale, tym razem na szczescie. Najpierw o rownaniach. Rozwijajaca sie w ostatnich dekadach chemia kwantowa umozliwila skonstruowanie rownan z oddzialywaniami na poziomie molekularnym lub nawet atomowym, ktore opisuja struktury chemiczne. Doprowadzilo to do matematyczno-komputerowego modelowania skomplikowanych substancji chemicznych, przede wszystkim lekow (modelowania, a nie ogolnej teeorii!). Od lat 1970. wielkie kompanie farmaceutyczne staly sie jednymi z glownych uzytkownikow supercomputerow (poczynajac od supercomputera Cray-1), oferujacych coraz to wieksza moc obliczeniowa. Modelowane struktury chemiczne mozna modyfikowac, zmieniac, ulepszac i wizualizowac w kolorach dla lepszego ich zrozumienia. Matematyczno-komputerowe modelowanie uroslo do rangi trzeciej metodyki badan naukowych, obok teoretycznej i eksperymentalnej.
W ostatnich latach zaczyna sie matematycznie modelowac absorpcje lekow w organizmie, mowi sie o modelach watroby, jelit, itd. (Jednym z takich osrodkow jest centrum kanadyjskiej matematycznej sieci MITACS pod nazwa Mathematical Modelling in Pharmaceutical Development, dzialajace na University of Alberta w Edmonton i prowadzone przez Jacka Tuszynskiego.)
I tutaj dochodzimy do biomatematyki i biofizyki. Dziedziny to nowe.
Jednym z ich tworcow byl Stanislaw Ulam na University of Colorado w Boulder,
CO, pod koniec zycia, w poznych latach 1970. i wczesnych 1980. Biofizyka i
biomatematyka rozwijaja sie bardzo zywiolowo. Mowi sie, ze tak jak wiek
XX byl wiekiem fizyki (jadrowej, czastek i ciala stalego przede wszystkim),
to wiek XXI bedzie wiekiem bio: biologii molekularnej, biofizyki i biochemii, a
sila rzeczy przez to i medycyny. Odczytanie w roku 2001 genomu – kompletnego
genetycznego zapisu czlowieka – stanowi niebywala zapowiedz tego co w
nauce nadchodzi.
| "Przed klinika przy ul. Skawinskiej w Krakowie, ktora przez ostatnie lata zycia Piotra Skrzyneckiego byla mu drugim domem (ochrzcil ja mianem 'Hotel snow'), stanela rzezba poswiecona jego pamieci. Przedstawia akrobatow – kobiete i mezczyzne – balansujacych wbrew sile ciezkosci. Nawiazuje do czarodziejskiej sztuki Wielkiego Maga z Piwnicy pod Baranami, a takze do sztuki lekarskiej, bedacej balansowaniem na granicy zycia i smierci. Rodowod maja wspolny – magie. O tym rodowodzie medycyny warto pamietac dzis, gdy przeksztalca sie ona w nauke." |


"Nie tylko swiat przenika nas rytmami. Rytmy sa takze w nas. W organizmach naszych przebiega rytmicznie tak wiele zjawisk – od oczywistych, jak sen i czuwanie, az po najbardziej ukryte, jak wydzielanie hormonow do krwi – ze dla wytlumaczenia ich przedziwnej regularnosci i synchronizacji zaczeto sie poslugiwac obrazowym pojeciem zegara biologicznego. ... Wydaje sie, iz mechanizm zegara stanowi cykl powtarzajacych sie reakcji: transkrycji genow i syntezy bialek. ... W mechanizmie zegarowo-genetycznym zbiegaja sie i wspolbrzmia rytmy swiata zewnetrznego i wewnetrznego."Najbardziej odczuwalnym, nigdy nam nieodlacznym, od wczesnego zycia plodowego do smierci, rytmem jest bicie naszego serca i wywolany nim puls naszej krwi. Serce zawsze bylo "znakiem rozpoznawczym zycia – zarowno biologicznego, jak i uczuciowego."
Z wlasciwa sobie finezja, Szczeklik-erudyta przechodzi od
serca na wadze sadu Ozyrysa w wczesnoeipskich wierzeniach –
do medycznego opisu
rytmu serca podanego przez Szczeklika-kardiologa. A zaraz potem odzywa sie
Szczeklik-zamilowany pianista i przechodzi do muzyki Chopina i wlasciwego jej
tempa rubato, skad z powrotem
do bicia serca. "Sa serca, w ktorych rubato, ten
'subtelny niepokoj rytmiczny', zapisuje sie wyraznie, jak w dojrzalej
sztuce Chopina, sa inne, w ktorych – jak w tworczosci wczesnej,
mlodzienczej, jest niewidoczny."
Te pierwsze serca, dotkniete sa grozna choroba.
Autor, korzystajac z asocjacji muzycznych, opisuje niektore z
82 (!) rytmow serca (wyliczonych w fachowej literaturze roku 2000). Przywoluje
gorska nimfe Echo, by wprowadzic echokardiorafie serca, oraz czarujace
analogie z Platona i Castiglione do zamarzajacych w zimnym powietrzu slow,
aby opisac "zamrazanie" serca na stole operacyjnym.
Opowiada anegdotyczny choc prawdziwy przypadek ze swej praktyki
lekarskiej, kiedy w latach 1960. we Wroclawiu zamarzniety czlowiek odmrozony
po kilku godzinach i uratowany przez niego, zwymyslal go, bo zaginela mu
przy tym paczka papierosow "extra mocne"! To przypomina mi niedawna
historie innej pacjentki Profesora Szczeklika, osoby szeroko w Krakowie znanej:
tuz po tym gdy Profesor Szczeklik wyprowadzil ja byl z zawalu serca,
zapytala go stojacego nad jej glowa: "Andrzeju, a gdzie ja tu bede
mogla zapalic?" To opowiadala mi Zosia, a Andrzej Szczeklik w swej ksiazce
opisuje moc slowa, gdy zawodza leki: niewytlumaczalne wyczyszczenie sie
groznego rytmu serca Jerzego Turowicza, po nocnej rozmowie telefonicznej ze
szpitalnego lozka z Ojcem Swietym.
Naszkicowawszy historie odkrycia krazenia krwi, Autor
powraca do analogii krazenia krwi z muzyka i ruchem planet, do
muzyki sfer niebieskich Pitagorasa. Konczy rozdzial tak:
Do miliardow naszych komorek dociera fala krwi i, jak fala
morska, co lize piasek na brzegu, ociera sie o nie – i odplywa, by powrocic
po odmierzonej chwili. Nasze wielkie narzady wewnetrzne i komorki, ktore je
tworza, sa bez konca kolysane falami przyplywu i odplywu. One czuja,
slysza szum i rytm krwi, ktora 'spina dalekie brzegi nicia porozumienia'
i mowi im o przeplywie czasu."
"Moj ulubiony Oxford Companion to the Music definiuje
rytm jako oblicze muzyki, zwrocone w strone czasu. Jak odniesc to do rytmu
serca?


Czy wyzdrowienia sa udzialem lekarzy? Hipokrates tlumaczyl je uzdrowicielska sila natury.
"W przedhipokratejskiej Grecji pralekarzy nazywano 'oczyscicielami' (kathartai), wymieniajac ich jednym tchem z magami. ... Pojecie katharsis wywodzi sie zazwyczaj od Pitagorasa, choc pojawilo sie u poczatkow sztuki greckiej w chorei, bedacej zespoleniem tanca z muzyka, piesnia i poezja. ... Mowiac mowa owczesna, choreja sluzyla do 'oczyszczenia dusz.' ... Dopiero Arystoteles uczynil z katharsis tajemnicza zagadke, ktora pozostala do dzisiaj. ... Otworzyl w ten sposob pole do nieprzebranych interpretacji, ktore narastaly przez tysiaclecia. Chodzilo o to, czy on mial na mysli oczyszczenie uczuc, czy ich wyladowanie... Udoskonalenie i uwznioslenie uczuc, czy tez wyzbycie sie nadmiaru uczuc niepokojacych i destrukcyjnych, by zdobyc spokoj wewnetrzny? Dlugo sklaniano sie do pierwszej interpretacji, dzis raczej przewaza druga."Andrzej Szczeklik wie bardzo duzo nie tylko o medycynie i Starozytnosci, ale takze o naukach scislych. Porownuje wiec lapidarnosc wypowiedzi Arystotelesa ze sfromulowaniem i dowodem tzw. wielkiego twierdzenia Fermata w matematyce (XVII w.). Fermat nie pozostawil po sobie dowodu tego twierdzenia, lecz tylko notatke: "margines, na ktorym pisze, jest zbyt waski, by dowod tu przedstawic". Wielkie twierdzenie Fermata niepodwazalnie udowodnil Andrew Willis dopiero w roku 1995, "zaprzegajac cala potege matematyki."
I znow do Antyku.
"Muzyka uzdrawiala przez duchowe oczyszczenie... Olsniewajace odkrycie Pitagorosa, iz wspolbrzmienie muzyczne czyli interwaly, znajduje odbicie w prostych stosunkach liczbowych, dalo poczatek teorii piekna opartej na ladzie i proporcji. Sile zas emocjonalna melodii, jej oddzialywanie na dusze ujeli Grecy w nauce o 'etosie muzyki'."I dalej:
"Podstawa uporzadkowania komorek rzeskowych w blonie slimaka [w ludzkim uchu] sa ciagi tonow harmonicznych, stanowiacych skladowa kazdego dzwieku. Kompozytor Leonard Bernstein nazwal tony harmoniczne 'z gory wyznaczonym wszechswiatem' i 'wspolnym zrodlem calej muzyki'. Bylzeby ten wszechswiat takze w nas wbudowany?"Wykopane piszczalki neandertalczykow pozwalaja na wykonanie gam "o dzwiekach czystych, choc zatrwazajacych"...
Muzyka ulecza.
Tzw. Wariacje Goldbergowskie, Johann Sebastian Bach napisal, by ukoic bezsennosc hrabiego Keyserlingha w Dreznie, a gral je hrabiemu po nocach na klawesynie uczen Bacha, Johann Gottlieb Goldberg.
Nieodparcie przychodzi mi na mysl moj Przyjaciel, Marek Jablonski,
wielki pianista koncertowy, Polak i Kanadyjczyk zarazem. W 1996 roku, niedlugo przed
rozpoznaniem u niego nieuleczalnego raka, powiedzial do mnie: "najwazniejsza
jest muzyka, piekno, pasja". I muzyka dala Markowi po operacji kregoslupa
jeszcze dwa lata glebokiego zycia. W szpitalu grywal na pianinie, pozniej,
gdy podniosl sie, jeszcze koncertowal. Ostatni, wspanialy chopinowski
koncert w Vancouver w kwietniu 1999 ukonczyl juz z trudem. 8 maja 1999 Marek
zmarl w hospicjum w Edmonton.


Choc na poczatku Andrzej Szczeklik optymistycznie stwierdza, ze "chorobe, cierpienie wypieramy z naszej swiadomosci", to zaraz po tym nastepuja bardzo dramatyczne i bardzo prawdziwe zdania:
"Dopiero wchodzac na korytarze i do sal szpitalnych doswiadczamy w dramatyczny sposob slabosci i ulomnosci naszej ludzkiej. Tu ujawnia sie z przemozna sila tajemnica fizycznego bolu, o ktorej Jan Pawel II powiedzial, iz 'zadaje umyslowi ludzkiemu jedno z najbardziej przejmujacych pytan'. Tu czekac na nas moze bezmiar ludzkiego cierpienia i samotnosci. Ale to miejsce jest takze miejscem nadziei."Tak rzeczywiscie jest. Cierpienie, szczegolnie niewinnych, dzieci, stanowi wyzwanie dla tych systemow religijnych, ktore rzutuja na ludzi obraz Boga rozumiejacego, litosciwego, kochajacego. Niewatpliwa, byc moze jedna z dwoch glownych (obok obietnicy zycia wiecznego w szczescie zapewniajacej obecnosci Boga) sil przyciagajacych chrzescijanstwa jest pojecie Boga cierpiacego, solidarnie, tak jak my, ja – po czlowieczemu, pojecie tej wspolnoty w ludzkim cierpieniu. Pamietam, przegadalem o tym sporo przez telefon z Gustawem Herlingiem-Grudzinskim. W tym wlasnie Herling widzial chrzescijanstwo jako wiare "zywa", w przeciwienstwie do "martwego" judaizmu, z ktorego sie wywodzil."W oczach swiata bol i cierpienie sa czyms strasznym, bezowocnym, destruktywnym."
Wracajmy do ksiazki. Czlowiek od niepamietnych czasow probowal usmierzac bol. Zwykle wyciagami z roslin lub z kory drzew, np. wierzby. Malo kto kojarzy nazwe kwasu salicylowego z lacinska nazwa wierzby, Salix. Najpopularniejszy lek na swiecie, aspiryna, wprowadzona przez firme Bayer w roku 1899, jako aktywny skladnik (przeciwbolowy, przeciwgoraczkowy, a nawet, jak sie okazuje, przeciwkrzepliwy, a stad przeciwzawalowy) zawiera syntetyczna pochodna kwasu salicylowego. Zas oszalamiajace i przeciwbolowe dzialanie opium znali juz 5000 lat temu Sumerowie.
"Bol wszakze nie zagniezdza sie tylko w ciele. Obsesyjne krazenie mysli po kole moze byc nie mniejsza tortura niz lamanie kolem. Wirowanie rozpalonego umyslu wobec jednego srodka, oblakana karuzela..."I tu Autor znowu przywodzi grecka mitologie. Afrodyta wymyslila maszyne – wirujace kolo z rozpietym nan ptakiem – dla opetania Medei, by ta pomogla Jazonowi w zdobyciu Zlotego Runa.
"Sa zdarzenia, ktore druzgoca najpotezniejsze serca." Andrzej Szczeklik ilustruje to wierszem Emily Dickinson. Dalej, pyta i natychmiast odpowiada:
"Gdzie szukac w cierpieniu pomocy? Serdeczna obecnosc bliskich, slowa otuchy, pociecha stanowia 'duchowe lekarstwo' przywracajace chec do zycia i do walki o nie. ... Metaforyzacja cierpienia czyni bol latwiejszym do zniesienia ... trzeba bolowi nadac sens."W tym kontekscie Andrzej Szczeklik rozmysla o samobojstwie czlowieka."Szpital noca. Cisze przerywa dlugi krzyk bolu. Sceny jakze do niedawna czeste. Te glosy dzis cichna. Cierpienie traci glos. Wachlarz srodkow przeciwbolowych otworzyl sie szeroko. Podobnie jak i sposoby ich ciaglego podawania. ... Cierpienie jednak, choc cichsze. bezglosne, nie odeszlo przeciez na dobre. Sa chwile gdy przekracza miare. – Reka cofa sie przed klamka, gdy za drzwiami lezy chory, ktoremu trudno cos jeszcze ofiarowac. A przeciez wtedy zostaje jedno: obecnosc. Obecnosc powodowana zwykla solidarnoscia. Obecnosc, ostateczna powinnosc lekarska."
"Samobojstwo wstrzasa. Porusza najglebsze poklady naszej duszy o wiele silniej niz smierc naturalna. I budzi gluche, przemozne pytania: Czy nie bylo sposobu, by mu zapobiec? Czy ja nie moglem cos zrobic, by zachowac to zycie? Jest w tej reakcji i wspolczucie i przerazenie na widok zniweczenia instynktu samozachowawczego. Wyraza ona tez nasza niemoznosc zrozumienia i akceptacji cierpienia. Bo samobojstwo rodzi sie z cierpienia – duchowego i fizycznego."Wyraza Szczeklik swoj moralny i lekarski sprzeciw wobec eutanazji, przykladania lekarskiej reki do samobojstwa. Konczy bardzo szczerze:
"Na koniec jedna uwaga osobista... Gdybys ty wiedzial, mily Czytelniku, ile razy ja sie w swoim wyrokowaniu lekarskim mylilem! Ile razy – bywalo – w ciagu roku! Gdyby smierc miala zalezec od mojego osadu lekarskiego (wspartego – zapewne zgodnie – przez grupe pokrewnych specjalistow), ilez mniej ludzi chodziloby dzis po ziemi."


Zejscie. Mozliwosci i powinnosc lekarza w tym momencie sie koncza, poza (w niektorych przypadkach) probami reanimacji, niekiedy zakonczonymi przywroceniem do zycia.
Wspomniana juz tutaj Zosia, ktora jednak nie byla w stanie smierci klinicznej, tylko w zawale serca, po powrocie do swiadomosci uslyszala od Andrzeja Szczeklika: "no to, Zosiu, mamy cie z powrotem."
W ksiazce Autor pyta:
"Czy to wtedy, w tej ostatniej chwili, nawiedza nas osobliwa jasnosc widzenia? Jakies dopowiedzenie tajemnicy w momencie olsnienia? Czy odslania sie – zakryte dotad – oblicze swiata?"Ciagnie opowiesc z pogranicza "Drugiego Brzegu":
"Jesli reanimacje podjeto w pore, a przyczyna zatrzymania serca nie byla nieodwracalna, to mozna przywrocic zycie. Gdzie przez ten czas byli reanimowani? Co widzieli? Te pytania rozpalaja wyobraznie tak dalece, iz niektorzy w odpowiedzi na nie widza szanse rozwiklania dualizmu ciala i duszy... Sek w tym, iz nikt nie wie, czy wrazenia podawane przez chorych zachodzily rzeczywiscie w czasie ustania pracy mozgu, czy tez wtedy, gdy stopniowo wracala swiadomosc.Andrzej Szczeklik wspomina takze, ze w literaturze pieknej wystepuja "dziwne stany istnienia, zawieszenie miedzy zyciem a smiercia." Na przykad u Allana Edgara Poe i w Pamietnikach zza grobu Chateaubriand'a, a przede wszystkim platonski Er, ktory, jako "Her Armenczyk", otwiera Krola-Ducha Slowackiego. Dalej, Autor wspomina stany letargowe.Trzeba powiedziec dwie rzeczy. Po pierwsze wrazenia takie naleza do rzadkosci. Nie podal mi ich ani jeden z blisko stu chorych, z ktorymi rozmawialem wkrotce po reanimacji. W duzym zestawieniu z dziesieciu szpitali holenderskich, obejmujacym trzystu piecdziesieciu chorych, tylko 15% raportowalo jakies odczucia. Zamykaly sie one w stwierdzeniach: 'zdawalem sobie sprawe ze smierci', 'poruszalem sie w tunelu', 'komunikowalem sie ze swiatlem', 'obserwowalem krajobraz niebieski', 'spotkalem znajomych zmarlych', 'zycie moje przesunelo mi sie przed oczami'. Po drugie, odsetek majacych cos do przekazania w pierwszych tygodniach po reanimacji jest bliski zeru, lecz rosnie z uplywem czasu."
Obecnie smierc zostala scisle okreslona jako "smierc mozgu." Takie rozpoznanie smierci ma fundamentalne znaczenie dla pobierania narzadow, przede wszystkim serca, do operacji transplantacji. Szczeklik podaje cos, co brzmi jak ciekawostka:
"Christian Barnard nie byl jedynym wirtuozem przygotowanym do transplantacji. Ale innych, w tym amerykanskich chirurgow, u ktorych uczyl sie Barnard, powstrzymywal lek przed pobraniem serca od kogos, kto nie wiadomo, czy jeszcze byl zywy, czy juz martwy. Jak to rozstrzygnac? Granice smierci nie byly wowczas jasno wytyczone. O smierci mozgu, ktora jest dzis skladowa rozpoznania zgonu, nikt jeszcze nie mowil. Bernard byl najbardziej zdecydowany, najodwazniejszy i gotow poniesc konsekwencje swojego dzialania. Jego 'zuchwaly krok' otworzyl nowa epoke."Andrzej Szczeklik zastanawia sie czy nadchodza smierc mozna przewidziec. Mowi o oznakach zblizajacej sie smierci, ktore podal jeszcze Hipokrates, a po nim uzupelnili je inni. Opowiada slynna historie smierci Talleyranda, ktory zdolal tak zsynchronizowac podpisanie i wyslanie przedsmiertnego listu z dwuznacznym wyznaniem win i skruchy oraz deklaracja powrotu "na lono Kosciola", ze znalazl sie on na biurku papieza Grzegorza XVI juz po smierci Talleyranda. Gdyby zyl on o kilka dni dluzej, musialby podpisac o wiele bardziej surowy akt skruchy.
Autor podaje przyklady ludzi (Antoni Kepinski, Jozef Tischer), ktorzy zdajac sobie sprawe ze zblizajacej sie smierci, stworzyli swoje najlepsze dziela.
"Zdaje sie wowczas rodzic w wielu z nas potrzeba ostatecznego zrozumienia siebie, dotarcia do prawdy o sobie, odszukania przeslania."Zapewne nieomal kazdy z nas moze podac na to przyklady. Piszacy te slowa (amk) przemyslal to wielokrotnie. Do listy tych "ostatecznych" potrzeb Andrzeja Szczeklika dodalbym potrzebe pozostawienia po sobie czegos trwalego, czegos wiecej niz przedluzenie biologiczne.
Autor opowiada takze o Bachu, ktory, pracujac nad Sztuka fugi, zmarl w kilka dni po wprowadzeniu do ostatniej fugi polifonicznego "tematu czterech nut, odpowiadajacych czterem literom jego nazwiska: b-a-c-h." Konczy rozdzial pytaniami:
"Czy zdazyl [Bach] je zobaczyc? Uslyszec? Czy, jak Asklepios, zginal wowczas, gdy probowal przekroczyc ludzki krag istnienia?"


Jakze prawdziwie Andrzej Szczeklik pisze:
"Gdzies gleboko uspiona, drzemie w nas pamiec pandemii. Czarna smierc [dzuma], trad, ospa, gruzlica, hiszpanka znaczyly historie czlowieka."Pisze o gruzlicy, ktora "zawladnela Europa na blisko dwiescie lat." Mysle, ze byc moze przez to, iz gruzlica pochlonela wielu wielkich i tak wczesnie, tkwi w zbiorowej pamieci jak ludobojstwo. Chopin, Slowacki, Liebert, Kafka, tylu, tylu innych. Wytworzyl sie niegdys wrecz styl zycia gruzlikow. Gruzlica ostawila piekne skadinad slady w literaturze. W latach 1950.-1960. zanikla.
"Przyjmuje sie powszechnie, iz epidemie gruzlicy opanowala streptomycyna.... Ale epidemia cofac zaczela sie o wiele wczesniej, co najmniej jakies trzydziesci lat przed odkryciem streptomycyny. Powodow doszukiwano sie w lepszym odzywianiu, poprawie czystosci miast, izolowaniu chorych w sanatoriach.... Dokladne modelowania matematyczne przecza tej argumentacji. Powod, do dzis ukryty, musial byc inny. Duch epidemii, ktorego imie wymawiano zawsze sciszonym glosem, widzac rzucany przez nadchodzace wydarzenia cien, zaczal wycofywac sie sam."
Od dawna zastanawiam sie dlaczego wlasnie tam? Klimat? Dieta? Ptaki? Nie sadze, zeby higiena, tj. jej brak, bo brakuje jej nie tylko w tamtym obszarze swiata.
Zbigniew Herbert tak zakonczyl swoj szkic Tulipanow gorzki smak:
"Jesli tulipomania byla rodzajem psychicznej epidemii – a tak osmielamy sie sadzic – istnieje prawdopodobienstwo graniczace z pewnoscia, ze ktoregos dnia, w tej czy innej postaci nawiedzi nas znowu.Jakze rychlo sprawdzilo sie niewesole proroctwo Herberta. SARS wlasnie zszedl z pokladu samolotow z Dalekiego Wschodu i to glownie w mojej przybranej ojczyznie – Kanadzie. Na szczescie, co podkresla Profesor Szczeklik (bez kontekstu SARS, ktorego w 2002 roku jeszcze nie bylo), jestesmy teraz o wiele lepiej przygotowani na przyjecie pandemii. Wysilki te, wierzmy, doprowadza do rychlego wytworzenia szczepionki.W jakims porcie Dalekiego Wschodu wchodzi wlasnie na poklad."
Nie trzeba dodawac, ze przy tej okazji Autor opisuje rowniez mitologiczna Chimera, jedna z potwornych potomkow potworow Tyfona i Echidny. Tyfon podniosl bunt przeciwko Zeusowi i nieomal pokonal jego oraz bogow z Olimpu. Homer opisal Chimere jako "lwa z przodu, weza z tylu, a koze w posrodku". Chimere zabil w koncu Bellorofont na Pegazie. Pisze Szczeklik o Chimerze, ze "zmaterializowala sie po tysiacach lat, tysiace kilometrow od Grecji."
Jaka chimera okaze sie wirus SARS? W momencie gdy to pisze,
juz wiadomo, ze w przeciwienstwie do innych wirusow, przezywa 24 godziny na
powierzchni normalnych przedmiotow. Moze to budzic tylko strach.


"Mechanizm dziedziczenia zachwyca. I zdumiewa powszechnoscia. Sekwencje DNA mowia jak poskladac z najmniejszych cegielek kazdy zywy twor na naszej planecie".W rozdziale Po genomie, Autor snuje przypuszczenia oparte na wiedzy i doswiadczeniu, rzeklbym educated guess, co do rozwoju medycyny w przyszlosci, po niedawnym osiagnieciu niewatpliwie milowego kamienia w genetyce, tj. odczytania pelnego zapisu DNA czlowieka.
Zdumiewa zupelnie eksponencjalna szybkosc postepu w odczytaniu zapisu DNA. W roku 1995 dokonano tego dla bakterii H. Influenza. W roku 2000 dla muszki owocowej Drosophila melanogaster. W roku 2001 dla czlowieka.
Dyskretne roznice w ukladzie trzech miliardow symbolicznych liter kodu genetycznego czlowieka (polimorfizm) moga tlumaczyc podatnosc czlowieka na jakas chorobe, albo okreslac jego reakcje na jakis lek. To zaczyna byc przedmiotem badan i jest nadzieja na niebywale przelomy w medycynie. "Medycyny po Genomie":
"Zagladniemy w geny, zobaczymy przestawiona literke i powiemy ten chory zareaguje najlepiej na taki a taki lek. Leczenie bedzie wowczas przykrawane na miare pacjenta."Podobne nadzieje Autor poklada w dianostyce chorob opartej na analizie genow. Takie analizy, rzecz prosta, beda wymagac nowych technik algorytmicznych i komputerowych, prowadzacych do zrozumienia ogromnej liczby danych. Innym, nieodzownym celem jest poznanie wszystkich bialek czlowieka, ich oddzialywania oraz bialek zwiazanych z chorobami, a w koncu wynalezienie lekow dzialajacych poprzez te odkryte bialka. Mamy w sobie od 200 000 do 2 000 000 bialek, w dodatku zmieniajacych sie. Jasne wiec, ze takie badania sa i beda zmudne i bardzo kosztowne. Miejmy jednak nadzieje w owej eksponencjalnej naturze postepu w biologii molekularnej.
Nazwa tej dziedziny wiedzy jest Proteomika, pochodzi od mitycznego Proteusa, co Autor wykorzystuje do ulubionego, czarujacego odskoku w swiat greckiej mitologii.
I, rzecz prosta, klonowanie. Idea klonowania jest dawna, z roku 1938 i pochodzi od Hansa Spemanna. Pierwszym klonem byla owca Dolly w Szkocji w roku 1997. Mowi sie wiele o klonowaniu ludzi. Andrzej Szczeklik wskazuje, ze klonowanie ludzi "moze zagrozic naszej identycznosci, dziedzicznosc przestanie byc loteria" i "narazone jest na niewyobrazalna mozliwosc powiklan a takze budzi podstawowe watpliwosci etyczne." Wiaze on natomiast nadzieje z tzw. klonowaniem teraupetycznym, w ktorym "sklonowane komorki jajowe hoduje sie przez kilka dni, az osiagna liczbe okolo stu komorek potomnych sposrod ktorych izoluje sie tak zwane zarodkowe komorki macierzyste (embryonic stem cells). Mowimy, iz sa one totipotencjane, to znaczy po odpowiedniej stymulacji przeksztalcaja sie w dowolny typ komorek, ktore nastepnie wszczepiamy choremu."
Autor dyskutuje rowniez ewolucje.
"Wiele genow czlowieka jest zdumiewajaco podobnych do genow innych organizmow wielokomorkowych. Zadziwia zachowanie calych identycznych segmentow genomu u ludzi i myszy, choc gatunki te dzieli co najmniej 200 milionow lat ewolucji. Badania porownawcze genomow czlowieka i innych organizmow zywych winny odslonic mechanizmy ewolucji."Andrzej Szczeklik, uczony, czlonek m. in. Papieskiej Akademii Nauk, przypomina zdanie papieza Jana Pawla II wyrazone w liscie do tej Akademii: "Naukowa teoria ewolucji nie jest sprzeczna z zadna prawda wiary chrzescijanskiej". Dostrzega jednak mozliwe rozdarcie miedzy Bogiem a czlowiekiem. Konczy ten rozdzial slowami:
"Czy to rozdarcie jest nieuniknionym nastepstwem samoczynnej i przypadkowej ewolucji? Czy przemienia ona czas w pasmo rozwijajace sie znikad donikad? A moze przypadek nie jest wolny od przyczyn. I wowczas to, co widzi fizyk na poziomie kwantowym, a biolog na poziomie ewolucji, to wtargniecie przypadku, jest w rzeczywistosci wtargnieciem innej przyczynowosci, dla nas niezrozumialej, a jednak konsekwentnej. Badanie historii genomu, dotarcie do jego najglebszych pokladow, moze przyblizy kiedys te tajemnice."


Zmiany w sposobach leczenia Andrzej Szczeklik ilustruje na przykladzie operacji w chorobie wiencowej, od wylaczania serca spod kontroli ukladu nerwowego do rozwinietych w ostatnich dekadach operacji by-pass i balonikowania tetnic wiencowych.
Niestety jednak rownoczesnie, zaawansowane techniki leczenia i leki doprowadzily w rozwinietych krajach do galopujacego wzrostu kosztow opieki zdrowotnej. Koszty wprowadzenia nowych lekow i ich klinicznych prob staja sie astronomiczne. Z moich informacji "z branzy" wynika, ze wprowadzenie nowego leku do normalnego obiegu kosztuje do 500 milionow dolarow.
Autor wraca do humanistycznych rozwazan o medycynie.
Wychodzac z opowiesci o Filipie z Akarnanii, lekarzu Aleksandra Wielkiego i jego lekarstwie dla chorego krola, Autor mowi o dwoch zasadniczych watkach medycyny. "Pierwszy to nieustepliwosc w zmaganiu z choroba. ... Drugi to wiara w lekarza." Prowadzi to do dylematow lekarza.
"Lekarz stara sie o zaufanie, a gdy je zdobedzie, potrafi dziwic sie jego mocy, mowiac do siebie: 'Gdybys ty znal, chory czlowieku, ogrom mojej niewiedzy, mojej niemocy, gdybys ty wiedzial, jak malo ja wiem'."Jest czyms pocieszajacym uslyszec takie slowa od znakomitego lekarza.
Nastepnie, Andrzej Szczeklik zastanawia sie nad probami czlowieka zrozumienia kim jest.
"Jest naszym udzialem zdolnosc odrozniania siebie od reszty swiata. Czynnosc te spelnia uklad immunologiczny." Lecz "Czym jest «ja«? Nie pytajmy o to immunologii." Immunologia mowi tylko "jak rozpoznajemy «ja»". «Ja» jest swiadomoscia. "Roger Penrose sadzi, iz efekty kwantowe, niezbedne dla zaistnienia swiadomosci, zachodza w mikroskopowych strukturach neuronow mozgu, tak zwanych mikrotubulach. Francis Crick, odkrywca podwojnej spirali DNA, plasuje swiadomosc w sieci laczacej kore (neocortex) z podwzgorzem (hypothalamos). ... Biologia i nauki scisle nie powiedzialy na temat swiadomosci nic ponad to, co odkryla filozofia i literatura."(Nawiasem mowiac, microtubules od kilku lat staly sie obiektem intesywnych badan nie tylko biologicznych, lecz i biofizycznych. Mowi sie juz o przyszlych generacjach komputerow opartych na microtubules.)
"[Platon i Arystoteles] szukali uporczywie jednosci w swiecie, bedac przekonanymi, ze na przekor pozorom, rzeczy przenika wspolny rys, ktory je laczy, jak spadajaca z nieba siec Ananke. I w mitach, ktore snuli, dostrzegali w jednej postaci, w jednym zdarzeniu inne w nich zawarte.Wierzyli mocno w magie sztuki, ktora – wzorem sztuki lekarskiej – przynosi katharsis, poniewaz 'sztuka jest zaklinianiem istnienia, zeby przetrwalo'.
W chorobie przebiegajacej ostro dochodzi do przesilenia. Wsrod burzliwych objawow wyladowuja sie elementy wadliwe, nastepuje oczyszczenie ciala. Towarzyszy temu wstrzas uczuciowy. Rodzi sie przeczucie, iz choroba mija, a nastepnie pewnosc, iz nie wroci. Jawi sie 'nagle swiat w innym oswietleniu'. Rzeczy czekaja, by je dotknac, wziac do reki, swiat po to istnieje, bysmy go soba wypelnili. Jak w olsnieniu 'zamiast wielu rol, rozmaitych celow, odslania sie sens zycia. Kiedy sie slucha chorych, ktorzy przez to przeszli, katharsis nabiera oczywistosci. Opadaja z niej wszystkie watpliwosci, w jakie mysl nasza stroila ja przez wieki. Bije z niej pewnosc, staje sie jasna i wyrazista, jak w tej krotkiej chwili, gdy odslania widok na vita nuovatym, ktorzy wychodzac z choroby, jej doswiadczaja."
Andrzej Kobos
Lund, Szwecja, maj 2003
Andrzej Szczeklik, autor ksiazki Katharsis, i Andrzej Kobos, autor tego szkicu o Katharsis,
serdecznie dziekuja Andrzejowi Ploskiemu, za entuzjastyczne
wykonanie kilkunastu niezwyklych ilustracji do tej ksiazki.

Od stycznia 1972 roku objal kierownictwo kliniki AM w Krakowie. W latach 1990-1993 rektor Akademii Medycznej w Krakowie, doprowadzil do powrotu wydzialow medycznych do Uniwersytetu Jagiellonskiego. Po czym w latach 1993-1996 pelnil funkcje prorektora ds. Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellonskiego.
Jego zainteresowania badawcze skupiaja sie wokol chorob serca i pluc. W 1975 roku przedstawil teorie rozwoju czestej postaci astmy, tzw. aspirynowej, ktora zostala udowodniona w nastepnych latach i powszechnie przyjeta. W 1976 roku po raz pierwszy na swiecie wstrzyknal prostacykline Profesorowi Ryszardowi Gryglewskiemu i sobie, opisal jej dzialanie na ustroj ludzki i wprowadzil do leczenia chorob tetnic. Dzis prostacyklina i jej analogi sa szeroko stosowane w leczeniu nadcisnienia plucnego i choroby Bürgera. W roku 1997 uzyskal pierwsza nagrode czasopisma The Lancet za odkrycie podloza genetycznego astmy oskrzelowej. W 1995 The Royal College of Physicians w Londynie przyznalo mu czlonkostwo honorowe za odkrycie zaburzen krzepniecia krwi w chorobach serca. W tym samym roku uzyskal glowna nagrode Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. W roku 1998 zostal wybrany – wraz z sp. ks Jozefem Tischnerem – Krakowianinem Roku. W 2001 roku wyrozniony zostal pierwsza nagroda im. Roberta A. Cooka Amerykanskiej Akademii Alergii i Immunologii.
W roku 1991 roku wygral duzy miedzynarodowy konkurs na badania naukowe, ogloszony przez Komisje Nauk Wspolnoty Europejskiej, a za uzyskane srodki wsparte nastepnie przez Rzad Flandrii i Rzad Polski wyremontowal od podstaw budynek szpitalny przy ul. Skawinskiej w Krakowie, zajmowany obecnie przez II Katedre Chorob Wewnetrznych Uniwersytetu Jagiellonskiego, ktora kieruje, oraz zbudowal nowe, pieciopietrowe skrzydlo kliniczne, nowe laboratoria badawcze i zaplecze dydaktyczne, stwarzajac tak jeden z najnowoczesniejszych osrodkow interny i genetyki medycznej w Europie.
Profesor Andrzej Szczeklik jest autorem okolo 600 prac, w wiekszosci publikowanych w czasopismach miedzynarodowych, a takze kilku monografii i podrecznikow publikowanych m.in. w USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Jest czlonkiem Papieskiej Akademii Nauk, Polskiej Akademii Umiejetnosci, Polskiej Akademii Nauk oraz innych towarzystw naukowych – miedzynarodowych i krajowych.
Pasjonuje sie muzyka, poezja i gorami. Przyjaciel i opiekun artystow i pisarzy, znany jest ze swoich improwizowanych wystepow przy fortepianie w Piwnicy pod Baranami. Jako lekarz i jedna z najbarwniejszych postaci Krakowa ulubiony jest przez pacjentow, wspolpracownikow i krakowska boheme.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |||||