
Niedawno otrzymałem list z prośbą, na którą nic konkretnego nie mogę odpowiedzieć. Publikuję ten list w Zwojach nie tyle w nikłej nadziei, że może ktoś... gdzieś ... coś słyszał, ile jako przyczynek do obrazu wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku, a w ogólności do obrazu dni strasznych... (AMK)
POSZUKIWANIE RODZINY WITOLDA
IWONA GOŁĘBIOWSKA
Z redakcyjnej poczty
- Szanowni Państwo,
Zwracam się o pomoc w rozwikłaniu pewnej historii, lub we wskazaniu co mam w tym celu uczynić. Historia dotyczy roku 1920. W czasie odwrotu bolszewików w promieniu do 50 km. od wsi Makarki, została zamordowana rodzina "burżujska". Zostało jednak z niej zabrane przez bolszewików niemowlę, chłopczyk, wiek około cztery miesiące. Był on owinięty w czerwone sukno (sądzę, że spod ikony), na sobie miał kaftanik z herbem, ale niestety nie wiadomo co ten herb przedstawiał. Chłopczyk, prawdopodobnie wieziony przez dwa dni na lufie armatniej, został 19 sierpnia 1920 roku porzucony we wsi Makarki. Bolszewicy (w/g zeznania świadka) mieli zastraszyć mieszkańców wsi, by nie pytali o to czyje to dziecko i skąd, bo rodzina została spalona, a kto będzie pytać, temu "kula w łeb". Dzieckiem zaopiekował się pan Jan Markiewicz, mieszkaniec Makarek, który ulitował się nad płaczącym, długo leżącym na ulicy niemowlęciem. W dniu 8 listopada 1920 dziecko, będące w okropnym stanie, zostało zabrane z domu p. Markiewicza przez Polski Czerwony Krzyż do Warszawy i umieszczone w żłobku dla sierot.
Chłopiec miał cechy szczególne: dwa pieprzyki na prawej nodze przy kostce, był wówczas blondynem, później szatynem, oczy ciemne, rysy szlachetne.
Dalsze losy tego dziecka są znane. W lutym 1921 r. został zaadoptowany przez Władysława Włodarczyka z Borysławia. Od swych przybranych rodziców otrzymał imię Witold
Posiadam trochę dokumentów m. in. zeznanie p. Markiewicza z Makarek. Ten porzucony chłopczyk był później moim wujkiem. Zginął w Oświęcimiu w roku 1943.
Poszukiwania jego biologicznej rodziny prowadzone do roku 1942 nie dały rezultatu (poszukiwania prowadzone były przez PCK już od listopada 1920 r.). Dla jego pamięci, gdyż marzył o tym, by dowiedzieć się prawdy o swym pochodzeniu, pragniemy znowu spróbować. Szczególnie jego żona i syn.
Czy istnieje możliwość odnalezienia śladu wymordowanej rodziny? Czy może ktoś szukał dziecka?
Bardzo proszę o wyrozumiałość, jestem zdesperowana i dlatego zwracam się właśnie do Państwa, którzy być może są w posiadaniu jakiejś dokumentacji. Zaznaczam, że nie kieruję się żadnymi ewentualnymi korzyściami, a wyłącznie uszanowaniem pamięci. Ogromnie proszę o odpowiedź.
Iwona Gołębiowska
ul. Piotra Ściegiennego 69/54
30-809 Kraków
Polska
e-mail: ivego@poczta.onet.pl
![]()
Copyright © 1997-2007 Zwoje