
DIABELSKI ŚWIAT I MAŁA KROPLA UTOPII
O manicheizmie w twórczości Stefana Żeromskiego
WIESŁAW TRZECIAKOWSKI
Stefan Żeromski z córką Moniką.
(fot. W. Machowski, Dziesięciolecie Polski Odrodzonej 1918-1928, Warszawa 1928)
W rozdziale poświęconym Stefanowi Żeromskiemu W. Feldman napisał, że bólów ból ziemi polskiej, cząstkę tego bólu, który przenika cały udręczony złem wszechświat, wyraża najprzeraźliwiej ten z najciekawszych pisarzy, którego główna część twórczość przypada na okres Młodej Polski. "Cała twórczość Żeromskiego jest walką z szatanem" [1] - stwierdził Feldman.O ile u Kasprowicza czytelnik odczuwa nurt bólu i goryczy tak gwałtowny, że nie można mieć złudzeń co do tego, że zło jest wieczne, więc posiadające tę samą kategorię bytu, co dobro (chodzi tu zwłaszcza o cykl hymnów), to u Żeromskiego - uważa Feldman - widać to z jeszcze większą siłą. Dla Żeromskiego nawet piękno jest złowieszcze, leży ono w całej naturze, której częścią jesteśmy sami: zło jest rozsiane we wszechświecie, ślepe, nieubłagane. Natura żyje po zbójecku, zaś zło w pierwszym rzędzie uderza nie w tych, którzy żyją opancerzeni egoizmem, ale w tych najlepszych, szlachetnych. To oni cierpią niezrozumiani przez otoczenie, zarażają się nosacizną, jak szlachetny lekarz Poziemski. I giną. Jeśli są kobietami tak pięknymi i dobrymi jak Natalia, to trafiają na łobuzów takich jak Karbowski. Pani Ewa z Tabu nie potrafi nawet szukać pociechy w pięknie natury, bo gdyby zsunęła się do wody i utopiła, pożarłyby ją raki i robactwo, zaś woda płynęłaby spokojnie, jak zawsze. Ludzie są niewolnikami materii, z której próbują się wyrwać. Między dwoma pierwiastkami natury człowieka - dobrem i złem - wre wieczna walka. Judym próbujący żyć dla idei zostaje rozszczepiony jak rozdarta sosna, straszna w swym kalectwie, stercząca w szczerym polu jak próżna skarga.
Jan, syn Dioklecjana, gdy w grocie jego pobożnego odcięcia od grzesznego świata staje pokusa zbyt silna dla jego zmysłów, włożył wskazujący palec do ognia, aż palec spłonął. Mimo męki, zwycięstwo jest krótkie. Aryman mści się. Ormuzd odebrał mu to, co jest jego, gdyż prawem jest ciemność, nie blask; tak jak prawem życia jest chwilka, a nie abstrakcyjna nieokreśloność czasu. Aryman - Zły nie zna litości, jak nie zna jej przyroda - nie wie, co to moralność. Nie puści swej ofiary, ta zaś podnosi okaleczoną dłoń (pięść) do góry i bluźni niebu, światłu, czystości, gdyż w tym świecie nie można tym wartościom dochować wierności.
Kiedy opuścimy miejsce, z którego obserwujemy naturę i przeniesiemy się na płaszczyznę polityczną, by spojrzeć na ten punkt wszechświata, gdzie leży Polska, to ujrzymy leżącego w błocie powstańca, przerażającą nagą piszczel konia, wrony i kruki wdzierające się do mózgu zwierzęcia, a potem człowieka; w mózgu tego człowieka jeszcze niedawno żyła święta idea. Czy istnieje jakikolwiek inny utwór w polskiej literaturze, który w tak wstrząsający sposób pokazał wyrywanie i niszczenie polskiej duszy, wolnej polskiej duszy, przez wrogie potęgi? Opowiadanie Rozdziobią nas kruki, wrony to apokaliptyczna wizja zagłady duchowości polskiej, kojarząca się - w jakimś stopniu - z holokaustem Żydów.
Powieść Syzyfowe prace nie ogranicza się do ukazania zewnętrznych form rusyfikacji, ale obnaża jej wewnętrzny obezwładniający charakter. Zadaniem szkolnictwa rosyjskiego na ziemiach polskich w dobie powstania styczniowego było nie tylko odpolszczenie, jak to nazywano w kołach rosyjskich, ale utrzymywanie umysłów w stanie bezwładu, paraliżowanie w zalążku wolnej, samodzielnej polskiej myśli. Co gorsza, społeczeństwo polskie, często nieświadomie, popierało te dążenia władzy zaborczej, wchodząc z nią w samobójczy i paradoksalny sojusz. Czas akcji powieści to jeden z najbardziej nieprzychylnych dla polskości okresów po rozbiorach Polski (ostatni: 1795). Gimnazjum klerykowskie (kieleckie) to miejsce, w którym dokonywała się walka zła z dobrem. Formami tego zła były strach, system szpiegostwa, donosicielstwa, podsłuchiwania uczniów i nauczycieli, przymusowa nauka w języku rosyjskim (urzędowym), ostry nadzór nad stancjami uczniów i czasem poza lekcjami, perfidna gra na naturalnym dążeniu człowieka do sukcesu i kariery.
Program ugody z władzą zaborczą w pewnym okresie zataczał tak szerokie kręgi w polskim społeczeństwie, że utraciło ono nadzieję na samodzielny byt własnego państwa. Ugoda polegała na bezwarunkowym przyjęciu narodowości rosyjskiej, a także religii, prawosławia będącego w służbie imperialnej Rosji. Nakazywała ona odcinać się od wszelkich dążeń wolnościowych, także od polskiej emigracji na Zachodzie. Pod koniec XIX wieku okazało się, że metoda wabienia cukrem i karania batogiem przyniosła oczekiwane rezutaty: "Wszelkie rozporządzenia władzy rosyjskiej były wykonywane bezopozycyjnie, bez wykrętów i sami Polacy - przynajmniej tak mówili dążyli do ujawnienia swego do tronu przywiązania" [3].
Było więc trochę inaczej niż uczono później - po odzyskaniu niepodległości - w szkołach, niż mówiono na zebraniach i wiecach patriotycznych. Było tak źle, że mogło się wydawać, iż polska inteligencja zmieniła swój stosunek do zaborczej Rosji. W Syzyfowych pracach właśnie widać ten paniczny strach porażonego społeczeństwa polskiego, lęk przed powtórzeniem "tamtego", czyli powstania styczniowego.
Tymczasem do duszy polskiej młodzieży wdzierają się świetnie przygotowani fachowcy - pedagodzy rosyjscy, z zadaniem odpolszczenia rdzennych etnicznie i historycznie ziem polskich. Konieczność zaborów objaśniano jako wyzwolenie: prawosławna Rosja "wyzwoliła" lud polski spod ucisku jezuitów i szlachty. Hasło "jezuici" było w gruncie rzeczy walką rosyjskich władz politycznych i cerkiewnych z Kościołem katolickim, oskarżanym o religijny imperializm. Rosja zdawała sobie sprawę z tego, że największą przeszkodą w odpolszczeniu zagarniętych po 1795 roku ziem polskich jest Kościół katolicki, zrośnięty historycznie i kulturowo z dziejami państwa i narodu polskiego. Ten aspekt znalazł także swój wyraz w Syzyfowych pracach. Młodzi Polacy byli zdani wyłącznie na siebie, tylko od nich i od jakiegoś przypadku zależało, czy przekroczą te wąskie i perfidnie zakreślone horyzonty. Dobrze, jeśli do takiej szkoły trafił Zygier. A jeśli nie? Nieliczni przedstawiciele młodzieży - "przebudzeni" - samotnie dźwigają światło świadomości narodowej pośród obojętności i lęku dorosłego społeczeństwa. Koniec powieści nie jest optymistyczny. Ani tytuł, który można rozumieć dwojako: albo prace Rosjan są syzyfowe, albo wysiłki i poświęcenia takich jak Zygier. Po roku 1918 uznano, że praca zaborców była bezowocna. Polacy ocalili swą tożsamość narodową, kulturę typu zachodniego (łacińską), język i wolność, o którą się modlili od dawna. Jednak przed tym faktem, przed odrodzeniem państwa polskiego, trudno było to ocenić. Radek ledwo uniknął wyrzucenia z gimnazjum, a los Biruty to tragiczny symbol ludzkiego losu, tragizm bez osobistej winy. Borowicz pogrążył się niemal całkowicie w zwątpieniu. Czy ówczesny czytelnik naprawdę sądził, iż ta mała garstka młodych raz jeszcze podejmie trud toczenia wielkiego głazu niewoli i ucisku - ku wolności?
Dobrzy i szlachetni bohaterowie utworów Żeromskiego są ludźmi bezdomnymi, tragicznymi, przegranymi, takimi siłaczkami, które po sobie pozostawiają co najwyżej "Fizykę dla ludu". Są ludźmi, którzy giną lub marnieją za to, że nie chcą uznać praw egoistycznego i okrutnego świata. Ten, który ulega szarzyźnie i moralnem11 zobojętnieniu na ludzką krzywdę, jak Obarecki, przeżyje, lecz będzie wiódł życie godne Obrzydłówka i jego mieszkańców. Zarazi się ową chorobą duchową: "najzupełniej mi wszystko jedno". Będzie żył w świecie, gdzie dyskutuje się o pieczonych prosiętach lub opowiada nieprzystojne żarciki. Czasami może się zdarzyć wstrząs, jak ten, który Obarecki przeżył nad łóżkiem chorej nauczycielki - siłaczki, ale piękne, szlachetne wspomnienia o ideałach nie potrafią już go wyrwać z tego zaklętego kręgu duchowej śmierci, marazmu, obrzydzenia do samego siebie, ze świata skarlałych drzewek i jałowego, szarego krajobrazu.
Ewa Dąbrowska długo i cierpliwie wierzyła w to, że miłość może pokonać chorobę, zło - odwiedza w szpitalu obłąkanego męża. Cierpienie spotyka się z cierpieniem. On przebywa w sobie znanym świecie, opanowany przez obsesyjną myśl: "Wojciech Jastrzębowski napisał agronomię, a ja, Henryk Dąbrowski, oprę na szerszym gruncie socjologicznym cebulonię altruistyczną". Chory pożera z wielkim apetytem cukierki, jak dziecko. Swą bezradnością budzi w żonie czułość, utwierdza ją w przekonaniu, że on ją potrzebuje, że jej miłość przemoże chorobę. Jednak z bólem uświadamia sobie, że "nie przemogła złego", nic nie zrobi, wszystko było próżne. "Gdzież jest twoja nieśmiertelna dusza?" - pyta w myśli, zmiażdżona żalem. Zaskoczona nieprzewidzianą namiętnością seksualną męża, ucieka. Pod pięknem przyrody dojrzała obojętność i okrucieństwo. Patrząc na mężczyznę w pociągu, znów chce żyć, pragnie być kobietą.
Świat przedstawiony w Rozdziobią nas kruki, wrony to przestrzeń wypełniona złem w sposób totalny. Krajobraz "płaski, rozległy i zupełnie pusty", "ani jeden żywy promień nie zdołał przebić powodzi chmur, gnanych przez wichry". Widać tu typową dla gnostycyzmu (i jego skrajnej odmiany: manicheizmu) symbolikę światła i ciemności. Dobro (światło) nie może się przebić przez chmury zalegające nad ziemią. "Ponura jesień zwarzyła się już i wytruła w trawach i chwastach wszystko, co żyło" - to jest zapowiedź tego, co stanie się niebawem w Życiu Winrycha, powstańca. Ostatnie zdanie: "Zza świata szła noc, rozpacz i śmierć" nadaje złu wymiar kosmiczny, manichejski.
Czy Żeromski rzeczywiście uważał poświęcenie dla ojczyzny, trud dla idei, za daremny w tym strasznym, nieludzkim świecie? W Nokturnie powstaniec Toczyski, stojąc pod szubienicą, wypowiada przesłanie: "Ufaj, że Bóg czuwa nad światem". Czy miał na myśli gnostyckiego Boga, Nieznanego, który przebywa poza światem materii, który na ziemię wysyła swoich posłańców światła, budzących ze snu śmierci dusze uwięzione w cielesności? Chyba tak, skoro dobro jest ofiarą, przegrywa w tym świecie. Dusza polska po 1863 podobna jest do milczącej Golgoty, do cmentarzyska popiołów. Na kałużach krwi ofiarnej ktoś w przyszłości założy podły interes. W ciemności biegają ludzie bełkocąc o jadle, piciu, o uciesze cielesnej. Szlachetni buntownicy giną z pamięci, toną w ciemności bez śladu. Pozostają dowcipnisie, mędrkowie, rozsądni egoiści i cynicy. Tylko kości pomarłych dla idei płoną pod ziemią wiecznym światłem i będą grały stamtąd nokturn narodowi polskiemu.
Zło jest - poza naturą zewnętrzną i historią - własnością osobistą człowieka. Ma tutaj charakter wewnętrzny, duchowy. Mówi o tym motto dramatu Grzech: "Grzech jest jedyna twoja własność osobista". To przerażające - nie dobro, ale grzech. Bogata Zofia Parmen, panna w średnim wieku, chce wysłać Annę na studia muzyczne do Włoch. Powodem propozycji, pozornie altruistycznej, jest pospolita intryga. Zofia kocha młodego adwokata Bukowicza i śledzi jego romans z Anną. "Za pieniądze można kupić wszystko. Należy tylko oprócz posiadania ich władać umiejętnością targu" - cynicznie (realistycznie?) oświadcza Annie, która odmawia wyjazdu, znając prawdę. Anna wierzy w miłość Bukowicza i w to, że miłość jest najważniejsza. Zofia kusi adwokata wizją własnej kancelarii, dostatkiem, wygodą życia. Jednak wie, że jest dość stara. Jej szatański pomysł polega na tym, że do intrygi wciąga ubogą dziewczynę, której daje 20 tys. rubli, jeśli zdoła Bukowicza zaciągnąć do ołtarza. Bukowicz przyjmuje tę ofertę, a Annie tłumaczy to realizmem życiowym. Tymczasem Anna jest z nim w ciąży. Wypędzona z domu starszej siostry, znajduje zajęcie i przytułek wśród murarzy, którym śpiewa słowa ballady Świtezianka Mickiewicza:
Bo kto przysięgę naruszy,W romantycznej balladzie widać związek winy i kary: wiarołomny młodzieniec poniósł śmierć w topieli, a jego dusza musi odbyć tysiącletnią pokutę za złamanie przysięgi miłości.
Ach, biada jemu, w tym życiu biada!
I biada jego złej duszy! ...
Wszystkie konsekwencje miłości i zdrady kochanka ponosi Anna za to, że ufnie oddała mu ciało i duszę.
Pierwszych czytelników pisarza - konstatuje Artur Hutnikiewicz [4] – uderzył głęboki, przejmujący pesymizm jego utworów. Zdarzenia dzieją się na ogół na głuchej prowincji, jest jakiś Obrzydłówek, Zapłocie, Wieprzowody, a życie toczy się bez celu i nadziei. Człowiek w takim świecie ginie zżarty nudą i pustką, staje się bydlęciem wyzbytym z wyższych dążeń. Zdarzają się w tej ludzkiej trzodzie jednostki piękne, wzniosłe, jednak są one bezbronne, samotne, jak kropla światła wobec przygniatającej potęgi zła i ciemności.
Bezbłędnie kreślone ręką pisarza krajobrazy, ich kolorystyka i nastrój, nie są opisem rzeczy, ale stanu ducha. powodują reakcje uczuciowo-moralne, zgodnie z zamierzeniem Żeromskiego. U tego pisarza krajobrazy odgrywają szczególną rolę - nie są tłem wydarzeń, ale są ich częścią organiczną, jak w opowiadaniu Zmierzch. Gdzieś w górze migoce światło, zimne, dalekie, gwiazda w mrokach wszechświata, a tu na ziemi, w błocie, pracują nieszczęśliwi ludzie, którzy walczą z determinacją o prawo do nędzarskiego istnienia. Los Gibałów tworzy całość z pejzażem, podobnie jak ostatnie chwile życia powstańca Winrycha z Rozdziobią nas kruki, wrony.
Heroizm moralny bohaterów Żeromskiego prowadzi ich nieuchronnie ku zagładzie, ku niechybnej nędzy – gdyż każdy, kto powstaje przeciw światu zła i przemocy, musi być gotowy na śmierć, ostracyzm, batogi pana, hańbę, głód, zdradę najbliższych. A jednak na przekór wszystkiemu niosą oni innym jakąś pokrzepiającą moc. Skąd ta nadzieja? Czy zawarta jest w samym życiu, w naturze ludzkiej? Czy płynie z życiowego doświadczenia? A może jest wytworem instynktu samozachowawczego, który każe żyć dalej, stwarzając wciąż złudzenia? Możliwe jednak, że płynie ona z innego źródła - przecież heroizm to postawa nie licząca się z instynktem i dlatego rozsądni nazywają ją głupotą, zaś heroizm nazywa rozsądnych małymi, głupimi w sensie ostatecznej racji. Prawda ujawnia czym jest dopiero po fakcie, wtedy można powiedzieć, czy warto było ponieść ofiarę.
Popioły ukazały się drukiem w 1904 roku. Żeromski pokazał w nich wojnę od takiej strony, od jakiej nikt dotąd w literaturze na nią nie patrzył. To, co dla innych było romantyczną przygodą żołnierską i czynem godnym mężczyzny, jak u Paska czy Sienkiewicza lub na obrazach Piotra Michałowskiego, dla Żeromskiego było spotęgowaniem zbrodniczych i niszczycielskich sił zła. Pozorna świetność triumfów jest tutaj morzem krwi i bezprawia, cierpień. Obserwujemy bestialstwo i żołdaków opętanych mordem. Chyba świadomie Żeromski pominął słynny atak polskiej kawalerii pod Somosierrą, utrwalony przez Michałowskiego na płótnie. Za to pokazał szturm jako rzeź, szał zabijania, jęk zabijanych i konających. W ten sposób pisarz demitologizuje wojnę, czyn zbrojny, legendę Polaków, tak jak demitologizuje Napoleona, półboga wojny, jego rzekomą wielkość. Problem walki zbrojnej łączy się u Żeromskiego nierozerwalnie z zagadnieniem społecznym [5]. Gdzieś w Europie przeciągają rewolucje, razem z armią Napoleona idą demokratyczne hasła mające zrujnować podstawy feudalizmu, a w Polsce chłop nadal chodzi w dybach, a takiego, który odważy się na zachowanie wolnego człowieka, w duchu nowych czasów, czeka batog szlachecki. Książę Gintułt, człowiek światły, studiujący gnozę, uważa, że skutek demokratyzacji wsi będzie taki, iż chłop ośmieli się podnieść rękę na swego pana feudalnego. Chłopom z Wygnanki daje wolność, ale czyni to ze względu na przyjaźń, jaka go łączy z bratem Rafała, kapitanem wojsk napoleońskich, towarzyszem walki, który w Wygnance osiadł jako dzierżawca wioski. Inni batogiem piszą swą władzę na plecach chłopskich poddanych.
O ile w utworach poprzedzających Popioły Żeromski widział zło w kategoriach totalnych, zaś dobro jako ofiarę, to w tej powieści czyn zbrojny jest odpowiedzią na pytanie, czy można zmienić źle urządzony świat; oraz w jaki sposób. Pisarz interesował się wówczas żywo socjalizmem - co ciekawe, właśnie z powodów, o których mówimy: co jest przyczyną zła, dlaczego ono istnieje. Wolność osobistą zatem należy sobie zdobyć tak, jak zdobywa się wolność w tym świecie - czynem. Do wolności trzeba duchowo dojrzeć. Tak wtedy Żeromski widział wyzwolenie społeczne: wpierw niezgoda na wyzysk, ucisk, nędzę, poddaństwo, a potem walka. W powieści Popioły siłą napędową historii jest lud - to on wynosi wybitne jednostki, z którymi się utożsamia. Tak jak wynosi, tak też strąca, kiedy wodzowie nie spełniają jego marzeń i nadziei.
Powieść o tematyce wojennej i historycznej dała Żeromskiemu sposobność wypowiedzenia na nowo zdumienia i przerażenia potęgą zła i zniszczenia; pojawiało się ono wszędzie, w naturze człowieka i przyrodzie, w całej historii ludzkiej na ziemi. Tak więc Popioły wznowiły wątek manichejski, gdyż manicheizm (w rozumieniu religii i światopoglądu) doskonale nadaje się do opisu takiego świata, a poza tym sięga do mistycznych rejonów istnienia dobra i zła.
Książę Gintułt, poznawszy prawdę o wojnie i świecie, zamyka się w swym pałacu w Warszawie, a jego zaufanym gościem jest major de With. Obaj wiodą długie rozmowy na temat sensu życia i śmierci. O istocie zła mądrzy ludzie rozważają od dawna, jak choćby św. Augustyn z Fortunatem, kapłanem manichejskim, który widział dzieje ludzkie jako wojnę bez końca, jako zwycięstwo ciała i materii, a ruinę dobra i ducha. W Popiołach ten posępny motyw odwieczności i samoistności zła przewija się na marginesach powieści, ale wypływa z najgłębszych niepokojów światopoglądowych i moralnych samego pisarza. Tylko na tle manichejskim zrozumieć można scenę miłosną z rozdziału Góry, doliny (Popioły).
Rafał i Helena po ucieczce z Warszawy zamieszkali w samotnej chacie, w górskim pustkowiu. Sceneria i wybór miejsca wynikają z podziału manichejskiego: dobro-góry, zło-doliny. Z góry roztaczał się piękny widok: lasy, łąki, potoki, bliski błękit nieba. Tutaj na wysokościach kochankowie chronią swą miłość, daleko i wysoko – jak mniemali - od zła, któremu się wyrwali, żeby przeżywać czystą miłość. Byli jak katarzy średniowieczni, wznoszący w górach swe zamki "słoneczne", którzy uważali ciało i świat materialny za dzieło szatana, boga zła i ciemności. Byli oni manichejczykami. Niektórych z nich poznał św. Franciszek. Później katarzy, zwani też albigensami, wyginęli w dramatycznych okolicznościach, częściowo z własnej winy.
Tam, w górach, blisko nieba, wszystko wydaje się pierwotne, czyste i uduchowione. Po uniesieniach miłosnych nadchodzi chwila szatana: kochanków zniewalają bandyci, gwałcą Helenę, która z rozpaczy rzuca się w przepaść. Po pobycie w więzieniu orawskim Rafał spotyka w karczmie Krzysztofa Cedro. Powie mu, że jego dotychczasowe życie jest tym, czym zgniła odzież, którą miał na sobie.
W czerwcu 1904 Żeromski powiadomił żonę z Zakopanego, że pisze nową powieść - Dzieje grzechu, ukończoną ostatecznie w 1908 roku. Hutnikiewicz sądzi, że pisarz nasycił książkę przygnębiającym nastrojem po katastrofie rewolucji 1905 roku [6]. Rewolucja przeraziła Żeromskiego potęgą i grozą rozpętanego żywiołu. Cały ten dramat nadziei i złudzeń dotknął pisarza bezpośrednio. Fala reakcji władz rosyjskich pochwyciła Żeromskiego w Warszawie. Po rewizji i krótkim areszcie pisarz opuścił Królestwo i wyjechał do Galicji, do Zakopanego. Nic dziwnego, że świat wydał się znów szatański.
Dzieje grzechu to historia Ewy Pobratyńskiej, młodej dziewczyny, posiadającej piękne ciało i niewinną duszę. Ten anioł pod naciskiem okoliczności przeobraża się w istotę upadłą, aż tak dalece, że stała się ona sojuszniczką bandy morderców. Niegdyś kochała Łukasza Niepołomskiego, nosiła w łonie jego dziecko, owoc ich miłości (o czym on nie wiedział), ale los przerwał tę miłość, a ją wrzucił w bagno grzechu, odebrał jej godność, mimo że wiodła atrakcyjne na pozór życie: Rzym, Nicea, Monte Carlo, Paryż, Wiedeń. Za tą fasadą kryła się pustka, nicość. W czasie napadu na mieszkanie jej pierwszego kochanka, Łukasza, Ewa (członek bandy) nie pozwala go zabić, staje w jego obronie. Sama ginie, lecz ta dobrowolna śmierć przywraca jej utraconą godność ludzką.
W końcowych rozdziałach powieści Żeromski, jakby broniąc się przed całkowitym zwątpieniem, ukazuje utopijną słoneczną komunę wolnych ludzi, zrealizowaną przez kaprys hrabiego Bodzanty, jednak komuna rozpada się po jego śmierci.
Dzieje grzechu to najwyraźniejsza manifestacja manicheizmu u Żeromskiego. W tym bezmiarze nudy, zbrodni i wynaturzeń, świeci tylko mała iskra dobra, która nie może zrównoważyć potęgi zła. W tej powieści dwoistość natury jest założeniem od początku do końca. Na powierzchni stawu w parku Bodzanty mijają się co pewien czas łabędzie: jeden czarny, drugi biały. To symbol, obraz duchowy, na wskroś manichejski. Ewa nie spotyka nikogo, kto chciałby bezinteresownie jej pomóc. Żyje jak odurzona, niezdolna do sprzeciwu, uległa złu, będąc jego częścią. Dzieje Ewy z powieści to także parabola i epizod z powszechnych dziejów grzechu; wciąż ta sama historia związana z upadkiem rajskiej Ewy. Rozpamiętując nad morzem południowej Italii zbrodnię dokonaną na własnym dziecku, Ewa zwraca się do morza, do symbolu odrodzenia, prapoczątku, z którego wzięło się życie na ziemi.
"Morze! Ty umiesz obmywać grzechy, wracać dziewictwo i opłukać plugawość rodzenia dziecka! Wróć mi dziewictwo!" [7]Określenie "plugawość rodzenia dziecka" także należy do świadomości manichejskiej, uznającej płeć i ciało, w tym także cud rodzenia, za ciężar zła.
Wiesław Trzeciakowski
Pierwodruk: Przegląd Artystyczno-Literacki PAL, 5 (111), str. 22-27, Toruń 2001
- Przypisy:
- 1 W. Feldman, [w:] Współczesna literatura polska 1864-1918, Kraków 1985, t. 2, s. 81.
- A. Hutnikiewicz, Wstęp, [w:] Syzyfowe prace, Wrocław 1992, s. XVI.
- W. Feldman, Dzieje polskiej myśli politycznej 1864-1914, Warszawa 1933, s. 169.
- A. Hutnikiewicz, Stefan Żeromski, Warszawa 1991, s.56-57.
- Tamże, s. 87.
- Tamże, s. 109.
- Wszystkie cytaty utworów pisarza pochodzą z wydań: Utwory wybrane, Warszawa 1973; Dzieje grzechu, Warszawa 1991.
Wiesław Trzeciakowski - ur. 1950 r. w Bydgoszczy. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Poeta, prozaik, publicysta literacki, tłumacz niemieckojęzycznej poezji i eseistyki artystycznej. Laureat głównej nagrody XII Ogólnopolskiego Festiwalu Poezji w Łodzi (1978) za książkowy debiut poetycki. Laureat XII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. W. Broniewskiego w Płocku (2000). Laureat honorowej nagrody "Białego Pióra" (Warszawa - Płock, 2000) im. D. Stolarskiego za humanistyczne wartości w literaturze. Stały współpracownik miesięcznika Przegląd Artystyczno-Literacki PAL (Toruń) w latach 1997–2001. Założyciel Bydgoskiej Akademii Literatury. Od 2002 r. stały współpracownik internetowego kwartalnika literacko–artystycznego POBOCZA poświęconego literaturze i kulturze Europy Środkowo-Wschodniej.Autor książek:
- Chłopiec z różą (1979), wiersze
- Książę pisze list (1994), wiersze
- Ogród moralny (1995), wiersze
- Uwodziciele. Kryształowa biblioteka (1997), dwa opowiadania
- Novalis, Hymny do Nocy (przekład, wprowadzenie i objaśnienia W. Trzeciakowski), wydanie dwujęzyczne, z grafikami (2001)
- Wyrywanie się (2002), wiersze
- Śmierć w kwitnącym sadzie (2002), opowiadania
Autor szkiców literackich, opowiadań, opracowań historycznych i recenzji literackich. Jego wiersze, szkice, opowiadania i przekłady zamieszczone zostały w trzech antologiach i wielokrotnie w ogólnopolskich czasopismach kulturalnych oraz krytyczno-literackich.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | |||||