BAJKI





MAŁGORZATA   OSA



BAJKA O MŁOTKU



Teofil budował dom i gadał do młotka: -"Jesteś młotku moim najbliższym przyjacielem. Kiedy skończę dom powieszę cię nad frontowym wejściem w pięknie zdobionym fryzie. Ale zaraz, zaraz, gdzie to ja położyłem znowu gwoździe..." - zastanawiał się Teofil i po chwili puknął się w czoło - "Ach tu leżą". Brał do ręki gwóźdź i najpierw delikatnie młotkiem uderzał aby potem z rozmachem wbić go jak należy. I mówił - "Jesteś młotku świetnie wyważony, subtelny i mocny kiedy trzeba. Spójrz tylko ile ogromnej pracy wykonałeś". Podniósł Teofil młotek w górę i zaczął oprowadzać po domu. Młotek był dumny z siebie i całkowicie zgadzał się z pochwałami Teofila. Osobista skromność młotka nie pozwalała mu na głośne przytaknięcie Teofilowi. Kiedy Teofil wrócił do pracy znowu nie mógł znaleźć gwoździ. "Gdzie położyłem pudełko gwoździ?" - zastanawiał się. Młotek wiedział zawsze gdzie leżą gwoździe ale nie śmiał odezwać się do zapominalskiego człowieka. A Teofil, jak zwykle po dłuższym namyśle, stukał się w czoło i odnajdywał zagubione pudełko. "Och młotku, ty nigdy nie gubisz się, jesteś jak wierny pies. Żebyś młoteczku kochany trochę myślał, to sam zbudowałbyś ten dom. A ja byłbym szarym podawaczem gwoździ. Właściwie to nim jestem" - powiedział Teofil i podał gwóźdź do wbicia. Młotek wbił go starannie i całkowicie zgadzał się ze zdaniem podawacza gwoździ.

Nadszedł ostatni dzień budowania domu. Teofilem i młotkiem targały burze uczuć. "Młotku najmilszy, będziesz ozdobą naszego domu. Nazwę go: Dom Pod Młotkiem" – powiedział Teofil i zaczął szukać pudełka. Zostało już tylko przybicie ozdobnego fryzu nad drzwiami i powieszenie w nim młotka. Zdenerwowany Teofil chodził z kąta w kąt i szukał gwoździ. Wreszcie zmęczony usiadł, położył młotek na stole, rozkładał ręce i klepał się po udach.

"Gdzie ja położyłem gwoździe? Kamień w wodę, nigdzie nie ma" - powiedział.

Oczywiście młotek wiedział gdzie są gwoździe. Na pudełku leżał rzeźbiony fryz i zasłaniał gwoździe. Młotek patrzał na Teofila i myślał - "Teofilu stuknij się, jak zwykle, w czoło to natychmiast przypomnisz sobie gdzie leży pudełko". Ale Teofil dalej bezradnie rozglądał się dookoła.

Nagle skromny młotek zdobył się na odwagę i poruszył się. Głosu z przejęcia nie mógł z siebie wydobyć więc pomyślał - "Uniosę się do góry i stuknę Teofila w czoło. Wtedy przypomni sobie, że pudełko leży pod fryzem". Jak pomyślał tak i zrobił. Uniósł się do góry - po czym spadł na czoło Teofila z wielką radością. Zwinnie odskoczył na stół i tam zaczął czekać, aż go Teofil umieści nad wejściem. A Teofil nigdy młotka nie zawiesił tam gdzie obiecał. Od uderzenia stracił pamięć i nigdy jej nie odzyskał. A młotek do dziś leży i czeka rozżalony.


Małgorzata Osa

Ilustracja: Kasper Jędrysik






POTWÓR BIDULA



Z dala od wielkich miast leżała bogata wieś, otoczona pięknymi górami. Przechodząc tędy Nędza podrzuciła wsi swojego bękarta, Bidulę a ciotka jego Żądza podarowała mu zaczarowaną grzechotkę. "Będzie ci tu jak w raju" - rzekły i powędrowały dalej w świat.

Grzechot tajemniczej zabawki zmuszał ludzi do posłuszeństwa, tak że cała wieś w krótkim czasie znalazła się na usługach Biduli i - zbiedniała. Bidula żarł, grzechotał, rozrastał się nadmiernie i zrobił się paskudny. Przykro mu było z powodu swojego wyglądu, lecz nie to martwiło go najbardziej. Martwiły go dokuczliwe wzdęcia brzucha i bóle żołądka.

Dowiedział się o tym mądry wiejski zielarz i zaczął Bidulę leczyć. Aż nagle potwór, tak go cicho nazywano, zaczął niedomagać, tracił wzrok i mało wychodził z pałacu. Tylko zielarz znał tajemnicę choroby potwora. Ten uczony człowiek nie bał się grzechotki i postanowił podrzutka otruć. Truł go nadzwyczaj powoli, bo potwór węch miał znakomity, a umysł niezwykle podejrzliwy. Kiedy Bidula zaczął wypuszczać z łap grzechotkę, dla zielarza był to znak do zadania ostatecznego ciosu.

Wziął do pomocy młodego, sprytnego pastuszka. Kazał mu natrzeć się ziołami, aby go potwór nie wyczuł, i poszli razem do pałacu. Tam zielarz poił potwora litrami zatrutego naparu, a pastuszek cicho podkradł czarodziejską grzechotkę. Przysięgał pomocnik zielarzowi biec co tchu w góry i tam zrzucić ze skały, w głębinę, tę potworną zabawkę co sieje zło.

Biegnie pastuszek, biegnie, aż tu nagle patrzy, kłócą się dwie kobiety o jabłko skradzione z ogrodu potwora. Tak wrzeszczały, iż nie słyszały pastuszka. Zniecierpliwiony potrząsnął grzechotką a baby natychmiast ucichły i rzuciły mu się do stóp. Ucieszony, że je uspokoił, powiedział co się stało i pobiegł dalej. Za chwilę zobaczył jak wynędzniali chłopi prowadzili wóz pełen żarcia dla potwora. Ucieszył ich wiadomością, że Bidula zdycha, lecz radość trwała krótko. Zaraz zaczęli się kłócić o dobra leżące na wozie i chyba by się pozabijali, gdyby pastuszek nie zagrzechotał. Rozkazał dać jadło głodnym dzieciom, a sam zabrał konia, aby prędzej dotrzeć do skał.

Poczuł zresztą dziwny, dotkliwy głód, więc chciał jak najszybciej wykonać polecenie zielarza. Pod górą ujrzał mnóstwo ludzi, znoszących kamienie do budowy nowego pałacu dla potwora. Powiedział, że Bidula zdechł i podniósł wysoko grzechotkę. Tłum krzyczał z radości, ale zaraz potem otoczył pastuszka i każdy z ludzi wyciągał ręce po grzechotkę. Przerażony pastuszek, chcąc się uratować, potrząsnął zabawką tak mocno, że wszyscy się przewrócili. Kazał im dalej budować pałac, a sam pognał konia w górę.

Głód jego był już tak straszliwy, iż zjadał po drodze co się da: liście, trawę, nawet całe jaszczurki. Kiedy musiał zejść z konia i wchodzić sam po skałach, zaczął mieć wątpliwości. czy warto się pozbywać tego cudownego przedmiotu. Wpadł na genialny pomysł, że będzie używał grzechotki dla dobra wsi.

Zjechał na rynek i zwołał łudzi. Opowiedział im, jak to dzielnie zabrał potworowi grzechotkę, i nakazał, aby od dziś zapanowało szczęście. Przywołał zielarza i podarował mu jeden z pałaców Biduli. Miał tam zielarz parzyć zioła dla wsi i dla pastuszka, bo coś go gniotło w żołądku. Zielarz podszedł do pastuszka i błagał pokornie, żeby wyrzucił grzechotkę. Wtedy pastuszek kazał ludziom zrzucić ze skały ...zielarza.

Niestety, wieś nie doczekała się szczęścia. Ludzie kłócili się o byle co, a nowy władca wpadł w sidła chciwości tak dalece, że zapomniał, po co zatrzymał grzechotkę.

Pastuszek żarł, grzechotał, rozrastał się nadmiernie i zrobił się paskudny. Kiedy miał niestrawność, trochę żałował, że pozbył się mądrego zielarza. Dumając tak, któregoś dnia, usłyszał pukanie do wrót pałacu.

To pukali najlepsi uczniowie straconego zielarza, aby nowemu potworowi zaproponować swoje usługi. Przyjął ich z wdzięcznością.


Małgorzata Osa






O TYM JAK MOC ZBŁĄDZIŁA



Dawno, dawno temu za lasami, za górami, urodziła się Moc, aby walczyć przeciw Złu. Kiedy Moc przystąpiła do decydującej bitwy, nadeszła wiadomość, iż Zło zachorowało i zdechło. Jakież było zdziwienie, kiedy Moc, zamiast cieszyć się - uciekła.

Biedna Moc, zrodzona do walki ze Złem nie umie żyć spokojnie. Błąka się po polach, lasach i szuka nowego Zła, aby z nim stoczyć walkę. Nie byłoby w tym nic smutnego, gdyby nie mały drobiazg. Błądząc bezwiednie, nasza Moc ogłupiała i przestała odróżniać Zło od Dobra. Walczy więc na oślep i sieje zniszczenie.

A czy się opamięta? Któż to wie?

Małgorzata Osa





Małgorzata Osa  w roku 1973 ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Czynnie zajmuje się malarstwem i grafiką, m. in. projektuje znaczki pocztowe dla Poczty Polskiej. Bajki pisze od lat – do szuflady. Namówiona przez przyjaciół, w roku 1990 opublikowała dwie bajki w tygodniku Po prostu. W roku 2002 w unikatowym, artystycznym nakładzie wydała Bajkę o młotku.








Copyright © 1997-200
7 Zwoje