
PRZEMYSLAW ROBERT KAPITAN
NOWE WIERSZE 2002
Ciesz sie antraktem
Ciesz sie antraktem,
zanim sie skonczy,
zanim krol szczurow
poslanie wymosci.
Na scenie.
Ciesz sie antraktem.
I nie udawaj wspolnika kata-
strofizmu - orzech juz dawno wydrazyli.
Teraz lupia ciemnosci.
Ciesz sie antraktem.
Chociaz
smakowales wielkie nadzie-
nie dwudziestego wieku,
ktory byl takze twoim wiekiem
i trumny tych co zadarli
z epoka.
Ciesz sie antraktem.
I baw sie.
Jesli chcesz...
beat albo nie beat,
lecz, tak jak tamci, pamietaj :
swiat moze potrwac jeszcze tylko trzy ty-
godnie.
Przezyj go
bez strachu.
(Nawet najwieksi z braci
staja sie w koncu
wielkimi dziadami
do orzechow)
Zmierzch
Czekajac na roztargniona guwernantke,
blekitnookie dzieciaki
w marynarskich mundurkach
przymierzaly znaleziony na lawce kapelusz.
Otwarte okiennice na drugim pietrze
ziewaly przeciagle,
wiec chudy skrzypek spod dwunastki
nie przestawal sie mylic.
Cienie kamienic potulnie kladly sie spac,
a niedoszly student filozofii
umykal sformulowaniom w rodzaju:
"zachod slonca".
Wiekszosc z naocznych swiadkow
twierdzila do samego konca,
ze zmierzch bogow mial w sobie
cos z letniego podwieczorku w altanie.
Allegro dla przebaczajacego
Tym razem zgodze sie z panem,
panie Milosz - polszczyzna
zartuje sobie na calego
w dodatku z aspektu
metafizycznego,
na przyklad :
kaze nieporadnie czcic,
nie wspominajac o zbawieniu,
albo o skrzypcach (powiedzmy
Stradivariego z roku
tysiac siedemset szesnastego)
figurujacych w ksiedze rodzaju
nijakiego.
Wobec takiej niesubordynacji
(jezyka ojczystego)
powstaja we mnie obsesje
na punkcie Kinskiego,
ktore, jak wiadomo, prowadza
do Paganiniego, a wiec znow
do skrzypiec (powiedzmy
Stradivariego) i harmonii allegro
dla przebaczajacego.
A zreszta, czy mesjasz
musi mowic po polsku?
Co prawda, twierdzilo tak
paru facetow (lokatorzy wieku
dziewietnastego; tanie, paryskie
mieszkania; wogole podle dzielnice),
ale oni mieli calkiem inne obsesje...
* * *
Spojrzmy prawdzie w oczy-
wiscie, ze eseje Boleslawa Micinskiego
nie sa niedostepne!
Ktoregos dnia
autor powyzszej/nizszej czytanki
otworzy wreszcie "Portret Kanta..."
wydanie Kultury (1947, a moze
wznowienie?) i
nie dowie sie tego
czego nie mozna sie dowiedziec,
czego nie mozna dowiesc.
Wtedy, finito z zaczesywaniem wlosow à la B. Micinski,
zmora nadziei, kantowaniem.
Maja racje dunscy filozofowie
zyciowej przygody:
– cos za cos
– nic a nic
– ciosanie za ciosaniem

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | |||||