Jako swego rodzaju antologie wybralem z Dziennika Pisanego Noca Gustawa Herlinga-Grudzinskiego zapisy lub fragmenty zapisow odnoszace sie do tworczosci Franza Kafki. Przez dziesiatki lat Gustaw Herling-Grudzinski z duza oryginalnoscia interpretowal utwory Kafki i "kafkologie".Nie zamiescilem w tym wyborze fragmentow eseju Gustawa Herlinga-Grudzinskiego pt. Sad Ostateczny. Camus i Kafka, z roku 1957, ktorym autor rozpoczal swoje rozwazania nad Kafka. Pominalem takze jego szkice Kafka w Rosji (1965) i Kafka wraca do Pragi (1966). Byc moze wroce do tych esejow w przyszlosci.
Tytul ponizszego zbioru zapisow pochodzi ode mnie. W kwadratowych nawiasach [ ] zamiescilem moje wyjasnienia. (AMK)
* * *
"Czytal pan gdzies pewnie, ze wyrok skazujacy czlowieka zapada czesto w przypadkowym slowie wypowiedzianym przez przypadkowa osobe w jakims przypadkowym czasie".
Franz Kafka, Proces
"Pobiec ku oknu i przez roztrzaskane drewno i szklo ruchem jeszcze slabym po wytezeniu wszystkich sil przestapic framuge."
Franz Kafka, Dziennik, 24 grudnia 1911
NIEZNISZCZALNE JADRO
Zapisy o Kafce
GUSTAW HERLING-GRUDZINSKI
Franz Kafka
- 13 grudnia 1971
[...]
Kafka twierdzil, ze czlowiek nie jest w stanie zyc bez ufnosci w cos niezniszczalnego w sobie samym: bywa jednak na ogol nieswiadomy owego niezniszczalnego "jadra", i jedna z form tej nieswiadomosci jest wiara w Boga.
[...]
- 1 grudnia 1972
Ewenementem wydawniczym sa tu od jakiegos czasu Listy do Felicji Bauer Kafki, widze, ze takze w Polsce przygotowuje je do druku Irena Kronska. Nie wydaje mi sie, by w tym tomisku, historii daremnego narzeczenstwa, odslonil sie czytelnikom "Kafka nieznany". Lektura jest monotonna i meczaca wlasnie dlatego, ze w epistolarnym rozwodnieniu i zmaceniu natykamy sie wciaz na motywy Kafkowskich powiesci, opowiadan, dziennika. Autonomicznym dzielem mialy sie dopiero po latach okazac listy do Mileny Jesenskiej.
Piecioletnia tortura narzeczenstwa z Felicja Bauer (zerwanego w pewnej chwili i pozniej wznowionego) zdazyla juz obrosnac w kontrowersje interpretacyjne. Dla psychoanalitykow podtekstem listow jest impotencja Kafki, ale topornoscia w odczytywaniu tekstow i podtekstow przewyzszaja psychoanalitykow tylko sedziowie sledczy. Z przeciwnej strony slyszy sie rozumniejsza uwage, ze Kafka byl ofiara i poeta podwojnej obsesji: tesknoty do "normalnego" zycia i leku przed wszelkimi formami uzaleznienia, wladzy czlowieka nad czlowiekiem. W jednym z listow mowi o sobie jako o "mieszkancu piwnicy", Felicja na prozno usilowala wywabic go z niej na swiatlo dzienne. Na dobra sprawe nie warto przedzierac sie przez ten ogromny tom, skoro wszystko, co przynosi, zawarte jest w kilku linijkach Bajeczki Kafki.
"Niestety - rzekla mysz - swiat kurczy sie z dnia na dzien. Na poczatku byl tak wielki, ze az sie balam, pedzilam przed siebie bez przerwy, i ucieszylam sie, gdy z lewej i z prawej zobaczylam sciany, ale dlugie sciany zwezily sie tak nagle, ze jestem juz oto w ostatnim pokoju, gdzie w rogu stoi pulapka, do ktorej musze teraz wbiec". "Radze ci zmienic kierunek biegu - powiedzial do myszy kot i polknal ja".
W samowiedzy Kafki bylo cos z geniuszu gnomicznego.
Felicja Bauer i Franz Kafka, 1917
- 15 kwietnia 1973
Apolog Kafki Przed Prawem. Stoi przed Prawem odzwierny, przychodzi do niego czlowiek i prosi o wpuszczenie. Odzwierny odpowiada, ze nie moze go chwilowo wpuscic. A pozniej? Pozniej sie zobaczy, chwilowo nie mozna. Petent decyduje sie czekac. Czeka miesiac, rok, dwa, trzy, usiluje to przeblagac odzwiernego, to przekupic go podarkami, na prozno. Lata plyna, wpatruje sie nieustannie w odzwiernego, przeklina swoj los. Starzeje sie, bola go oczy, nie wie, czy swiat ogarnely ciemnosci, czy po prostu nie dopisuje mu wzrok. Widzi jednak za brama Prawa jarzace sie ciagle swiatlo. O krok od smierci i prawie gluchy, daje znak odzwiernemu, by sie zblizyl, nie jest juz w stanie podniesc sie o wlasnych silach. Ulozyl sobie dawno wazne pytanie, chce je koniecznie zadac. "Jestes nienasycony" – zrzedzi odzwierny, ale podchodzi, przyklada ucho do jego ust i slyszy szept: " Wszyscy staraja sie dotrzec do Prawa, wiec jak to jest, ze przez tyle lat ja jeden tylko blagalem o wpuszczenie?" Odzwierny ryczy w odpowiedzi: "Nikt inny nie mogl byc tutaj wpuszczony, brame zrobiono wylacznie dla ciebie. Zamkne ja, ledwie umrzesz".
Uwspolczesnienie przypowiesci Kafki. Stoi przed Prawem odzwierny, czeka miesiac, rok, dwa, trzy, nikt nie przychodzi. Lata plyna, wpatruje sie nieustannie w droge, zlorzeczy losowi. Starzeje sie, bola go oczy, nie wie, czy swiat ogarnely ciemnosci, czy po prostu nie dopisuje mu wzrok. Rowniez za brama Prawa przygasa wolno swiatlo. Pewnego dnia, bliski smierci i prawie gluchy, czuje, ze ktos kladzie mu dlon na ramieniu. "Zyjesz jeszcze?" - rozlega sie w ciemnosciach glos. "Zyje i czekam, zeby cie wpuscic do Prawa, te brame zrobiono wylacznie dla ciebie". Przybysz nachyla sie nad nim, wyteza glos: "Jestes nienasycony. Ta brama nie sluzy juz do niczego, zrobiono ja niegdys, bys mial przy czym strozowac. Zamkne ja, ledwie umrzesz, klucz oddam twojemu nastepcy". Odzwierny dziwi sie: "Jezeli nikt teraz nie stara sie dotrzec do Prawa, po co ma tu czekac moj nastepca?" Przybysz macha tylko reka i chichocze cicho, tak cicho, ze umierajacy odzwierny nie slyszy na swoje szczescie jego chichotu.
- 27 marca 1974
Dokladnie dziesiec lat trwala waznosc wizy pobytowej Kafki w Pradze. Zaczelo sie od wyzwania Ernsta Fischera pod adresem towarzyszy czeskich: "Dacie, u diabla, Kafce wize wjazdowa?" Problem debatowano na zamku w Liblicach pod Praga 27 i 28 maja 1963 roku, w dobranym gronie luminarzy marksizmu europejskiego z obu stron zelaznej kurtyny. Byl to zaiste Proces na Zamku. Jedni perorowali za, inni przeciw, w zasadzie warunkowa decyzje pozytywna zalatwil juz wczesniej Goldstiicker na Glownym Zamku Hradczanskim, praktycznie rzecz biorac spor toczyl sie o jej motywacje. Ostroznym marksistom z Podzamcza Kremlowskiego nie bylo do Liblic spieszno, na odleglosc tylko zasugerowali kolegom oparcie motywacji na "przeczuciu faszyzmu" w tworczosci Kafki: numer bez pudla, dawno wyprobowany, tak niegdys wize do ZSSR dostal tworca Biesow. Sugestie przyjeto kwasno, co moze i lisie tam, zanadto sloniowate tutaj. Nalezalo rozstrzygnac smialo nie byle jaki dylemat: kafkowska "alienacja" jest wylaczna cecha kapitalizmu, czy zdolala rowniez wtargnac, jak zaraza, do twierdzy socjalizmu? Zloty, chcialoby sie powiedziec: koegzystencjalny, srodek podsunal Garaudy: kafkowska "alienacje" zapiszmy raczej na konto wspolczesnego spoleczenstwa przemyslowego niz jakiegokolwiek okreslonego systemu politycznego. Na tej podstawie wydano banicie wize wjazdowa i pobytowa. Anulowano ja w maju zeszlego roku [1973] artykulem w tygodniku partyjnym Tribuna pod bezapelacyjnym tytulem "Z Kafka przeciw socjalizmowi". Wlasciwie (wynika z artykulu) zbrodnia Kafki jest ciezsza: za absurdalne uwazal wszelkie systemy spoleczne, ale ostatecznie nie ma powodu klopotac sie w Pradze, jak sobie z nim poradza rzady poza zasiegiem wladania socjalizmu. Niechby jego duch potepiony i wyklety przez ludzi szybowal w przestworzach, gdzie w najgorszym razie natknie sie na kosmonautow sowieckich i amerykanskich, budujacych zgodnie "wspolna platforme-laboratorium przyszlosci".
E. byla trzy lata temu w Pradze, w hotelu poprosila dyzurujacego przewodnika, sympatycznego staruszka poliglote, o ture nadprogramowa: postanowila odwiedzic grob Kafki na cmentarzu zydowskim. Zawiozl ja niechetnie, ogladal sie lekliwie i wciaz przynaglal, gdy stala przed kamienna plyta. "Boi sie pan?" "Ech, pol biedy jeszcze z doktorem Kafka, sa tacy, co im sie zachciewa na grob Palacha". Palacha juz nie ma, w przeddzien Zaduszek ubieglego roku ekshumowano noca urne z jego prochami i zakopano gdzie indziej, jako smiertelne resztki Marii Jedlickovej. Kiedy dowiemy sie, ze ze starosci zapadla sie pod ziemie i zarosla chwastami plyta grobowa Kafki?
Macewa na grobie Franza Kafki i jego rodzicow, Hermanna i Julii,
na Nowym Cmentarzu Zydowskim w Pradze-Strasnice.
(Stan ok. roku 1982.)
- 22 maja 1976
Prometeusz Kafki.
"Sa cztery legendy dotyczace Prometeusza.
Wedlug pierwszej, zostal przykuty do skaly na Kaukazie za to, ze zdradzil sekrety bogow ludziom; bogowie zeslali orly kazac im zywic sie jego watroba, ktora odnawiala sie nieustannie.
Wedlug drugiej, Prometeusz jatrzony bolem, jaki zadawaly mu szarpiace dzioby, wciskal sie coraz glebiej i glebiej w skale, az wtopil sie w nia zupelnie.
Wedlug trzeciej, zapomniano o jego zdradzie w ciagu tysiecy lat, zapomnieli o niej bogowie, zapomnialy o niej orly, sam o niej zapomnial.
Wedlug czwartej, wszystkim uprzykrzyla sie cala ta bezsensowna sprawa. Uprzykrzyla sie bogom, uprzykrzyla sie orlom, uprzykrzyla sie zasklepionej z wolna ranie.
Pozostala niewytlumaczalna masa skalna. Legenda usilowala wytlumaczyc niewytlumaczalne. Poniewaz wyrosla z podkladu prawdy, sama musiala sie w koncu obrocic w cos niewytlumaczalnego".
Wedlug piatej (nie znanej Kafce) legendy, Prometeusz byl prowokatorem. W porozumieniu z bogami zdradzil ludziom sekrety falszywe, po czym zainscenizowano komedie kary - przykucia go do skaly na Kaukazie i wydziobywania mu przez orly odrastajacej stale watroby - dla odwrocenia uwagi ludzi od poszukiwania sekretow prawdziwych. Gdyby mieli kiedykolwiek uzmyslowic sobie z nieodparta jasnoscia, ze ich oszukano, ze prometejski sen o potedze wykradzionej bogom byl prowokacja, bedzie juz za pozno. Nie beda mogli przydusic Prometeusza do skaly, by zdradzil wreszcie prawde, gdyz scenariusz komedii przewidywal jego wtopienie sie w skale po odegraniu wyznaczonej mu roli: podstepnej wobec ludzi, sluzebnej wobec bogow. Nie jest wykluczone, ze ludzki swiat bedzie wtedy wygladal tak, iz bogowie pozaluja swej prowokacji. Ale i dla nich bedzie juz za pozno.
- 11 lutego 1977
[...]
I przychodza na mysl ostatnie slowa Procesu: "Gdzie byl sedzia, ktorego nigdy nie widzial? Gdzie byl najwyzszy trybunal, do ktorego nigdy nie dotarl? Dokola gardla K. zacisnely sie dlonie jednego z ludzi, gdy drugi wbil mu noz w serce i po dwakroc go przekrecil".
[...]
Vandor Sulvany, plakat Proces, 1968
- 28 lipca 1977
Utarlo sie mowic w zwiazku z dzielem Kafki o prefiguracji Panstwa-Lewiatana, o czlowieku, ktory nie dziala, lecz jest dzialany przez anonimowe i wszechmocne sily. Slusznie. Ale ja, ilekroc mysle o Kafce, powtarzam sobie w duchu jego list do Oskara Pollaka z roku 1903: "Jestesmy opuszczeni jak zablakane dzieci w lesie. Kiedy stoisz przede mna i patrzysz na mnie, co wiesz o moich bolach i co ja wiem o twoich? A gdybym padl przed toba na kolana i plakal, i opowiadal, co wiedzialbys o mnie wiecej niz o piekle, ktore ktos okreslil ci jako gorace i straszne? Juz dlatego my ludzie powinnismy stac naprzeciw siebie tak zamysleni i wspolczujacy jak przed wejsciem do piekla".
Piszac ten list, Kafka mial dwadziescia lat. Calkowita wzajemna nieprzejrzystosc ludzi; calkowite zamkniecie jednych przed drugimi, przy rownoczesnej pewnosci, ze kazdy z nas zamyka w sobie wlasne pieklo; niezdolnosc jezyka do wyrazenia czy chocby zakomunikowania indywidualnych bolow. Zadna z postaci wystepujacych w przypowiesciach i metaforach Kafki nie ma twarzy, zadna nie probuje nawet odslonic swego wnetrza. W jego utworach panuje szczegolna atmosfera obrzadkow, ktorych prawdziwy sens jest niezupelnie uchwytny dla samego autora. Kafka uwazal swoje pisarstwo za "srodek zbawienia" i "forme modlitwy". Od kogo lub czego spodziewal sie zbawienia? Do kogo lub czego sie modlil? Jego list kaze pamietac, ze nie spodziewal sie zbawienia od nikogo i niczego. A modlil sie do impulsu modlitwy, jakby to ona byla prazrodlem jezyka ludzkiego.
- Gruzy (Maj 1981)
[...] (IX)
W Ksiedze Hioba zawsze robila na mnie najglebsze wrazenie jego skarga w rozdziale siedemnastym, zaczynajaca sie od slow: "Duch moj zlamany, dni moje wypalily sie, cmentarz jedynie dla mnie". I z zakonczeniem, ktore roznie bywa interpretowane: "Noc w dzien chca przemienic, mowia: swiatlo w ciemnosci jest blisko, zaiste, czekac musze na Otchlan, moj dom, w ciemnosci uslac sobie loze. Do zgnilizny wolac: «Ojcem moim jestes», do robactwa: «Matko i siostro moja». Gdziez wiec moja nadzieja, moja nadzieje kto bedzie ogladal? Zstepuje ona do bram Otchlani i razem z nia legne w prochu".Legne z nia w prochu, czyli i ona w proch sie obroci? Czy raczej lezec bedzie obok mnie wiernie, nie opuszczac mnie, gdy oczekuje konca, jak nie opuszczala mnie potajemnie, gdy miotalem sie rozpaczajac, gdy zlorzeczylem Najwyzszemu, gdy krzyczalem, ze Go nie ma? Boskie jest w nas tylko to: sila Nadziei, ktora wyraza nawet - a moze tym gwaltowniej - sila rozpaczy. Piszac o niezniszczalnym twardym jadrze w czlowieku, Kafka mial na mysli Nadzieje, choc brakowalo mu odwagi, by nazwac ja po imieniu. "Nie mozna zyc bez nadziei", wolal Dostojewski; i to jest nasza boska wiecznosc.
[...]
- 22 lutego 1982
Kiedys wyrwalo sie Felicji Bauer, narzeczonej Kafki: "Chcialabym byc przy tobie, kiedy piszesz". Odpowiedzial dlugim listem. "Pisac znaczy otwierac sie az do nadmiaru... Dlatego gdy sie pisze, nie mozna byc nigdy dostatecznie samotnym, nie mozna miec nigdy wokol siebie dosc milczenia, noc jest jeszcze za malo noca". Marzyla mu sie najdalej polozona komorka w rozleglej piwnicy. Pisalby tam przy swietle lampy naftowej, posilki stawiano by mu u progu drzwi wejsciowych do piwnicy, chodzilby po nie o oznaczonych godzinach. Bylyby to jego jedyne spacery pod sklepieniem ciemnego korytarza podziemnego. "Jakiez bym tam pisal rzeczy, z jakich wydobywalbym je glebi!"
Wolno ten list z roku 1913 uwazac za manifest literatury "piwnicznej". Bylo to cos zupelnie innego niz "wieza z kosci sloniowej", dom "samotnika z Croisset", czy obity korkiem pokoj Prousta; cos spokrewnionego raczej z podpoljem Dostojewskiego. Przesycona obrazem swiata widzialnego "w calej okazalosci", coraz bardziej wobec niego nieufna, literatura zatesknila do jego niewidzialnych zrodel i korzeni. Dzis swiat widzialny zasluguje nierzadko na przydomek "kafkowskiego", totez wyznawcy, nasladowcy i admiratorzy Kafki snuja nowe marzenia o glebszych, wciaz glebszych piwnicach. Ale tam, gdzie pragneliby dotrzec, nie ma juz zadnych w ogole korzeni, jest tylko ciemnosc: bez granic i bez jadra. A Kafka byl pisarzem religijnym, szukal rozpaczliwie w swoich piwnicach ukrytego przed ludzkim wzrokiem zrodla swiatla.
- 27 kwietnia 1983
[...]
Wedlug Kundery jest bledem uwazac powiesci i opowiadania Kafki za parabole religijne, nie ma bowiem podstaw do dopatrywania sie alegorycznosci tam, gdzie w gre wchodza konkretne sytuacje zycia ludzkiego. Mimo ze bledna, interpretacja religijna jest przeciez znamienna: wladza zachowujaca sie jak bostwo rodzi automatycznie wlasna teologie, budzi w stosunku do siebie uczucia religijne, sklania do opisu swiata jezykiem teologicznym. "Kafka - powiada Kundera - nie pisal alegorii religijnych, lecz pojecie «kafkowski» (zarowno w rzeczywistosci jak w fikcji) jest nieodlaczne od wlasnego aspektu teologicznego (a raczej pseudoteologicznego)". Autor Zartu radzi zawezic wizje Kafki do spolecznego i ludzkiego konkretu swoistego przeczucia totalitaryzmu.Jestem takiemu zawezeniu przeciwny. Obojetne, czy powiesci i opowiadania Kafki nazwiemy parabolami religijnymi, nazwa ma tu mniejsze znaczenie niz szczegolna atmosfera otaczajaca Kafkowski zmysl rzeczywistosci, czesto i ze slusznym naciskiem podkreslany. Atmosfera obecnosci sil wyzszych, ktorym czlowiek oplatywany przez rzeczywistosc chcialby choc raz zajrzec w oczy, ponoszac wciaz kleske, a mimo to nie dajac do konca za wygrana. "Nasze prawa nie sa powszechnie znane; niezmiernie to bolesna rzecz byc rzadzonym przez prawa, ktorych sie nie zna". W tym zdaniu z Problemu naszych praw tkwi cala istota Kafki, mozna je zastosowac i do Procesu, i do Zamku. Istnieja zatem "gdzies" "jakies", przez "kogos" stanowione prawa, tropione przez nas z daremnym, lecz nieustajacym uporem. Kto smie glosic, ze je odkryl hic et nunc i bierze sie do ich kodyfikowania, skazany jest na zycie w swiecie jednowymiarowym, wiecej - wystawia sie na pokuse przeobrazenia go w swiat "skodyfikowanej" przemocy i "skodyfikowanego" gwaltu. To prawda, ze w Kafkowskich wizjach nie ma miejsca na nagrode za uparte poszukiwanie, ale jego waznosc i nieuchronnosc sa u Wiecznego Wedrowca jakby jedynym swiatlem w nieprzeniknionych ciemnosciach. Kafka zaklocil zeszlowieczny sen czlowieka o wlasnej samowystarczalnosci.
Wiec byl pisarzem religijnym? Trzeba w jego wypadku slowa Pascala: "Nie szukalbys mnie, gdybys mnie nie byl juz znalazl", sparafrazowac w ten sposob: "Szukam cie, nigdy nie przestane cie szukac, bez zadnej nadziei znalezienia".
- 29 kwietnia 1984
Chasydzka wioska, w sobote wieczorem zbiera sie w karczmie gromadka jej mieszkancow. Popijaja herbate, rozmawiaja. Sami swoi, z wyjatkiem obdartego przybledy, ktory siedzi skulony w ciemnym kacie i nie odzywa sie ani slowem. Ktos proponuje, zeby kolejno kazdy z obecnych powiedzial, jakie byloby jego najwieksze zyczenie, gdyby moglo zostac spelnione. Jeden mowi o pieniadzach, drugi o mezu dla starzejacej sie corki na wydaniu, trzeci o nowiutkich deskach z warsztatu stolarskiego, etc. Zamyka sie kolko samych swoich, pozostaje nieznajomy nedzarz w kacie. Jakie byloby jego najwieksze zyczenie? Wzbrania sie dlugo, wreszcie ulega. "Chcialbym byc krolem, wladca poteznego kraju. Chcialbym, aby noca wtargnal do mojego krolestwa nieprzyjaciel, by moje wojska nie stawialy oporu, abym przebudzony nagle i zdjety strachem musial z mojego palacu uciekac w samej tylko koszuli, abym uchodzac przed pogonia, pedzil bez tchu przez gory, lasy i doliny, ani chwili nie odpoczywajac, i abym w koncu zdrow i caly dobrnal do waszej karczmy, do kata, w ktorym wlasnie siedze. Oto czego bym sobie najbardziej zyczyl". Wszyscy wybaluszaja na niego ze zdumieniem oczy: "No i co by ci przynioslo to twoje najwieksze zyczenie?" Pada natychmiastowa odpowiedz: "Koszule".
Walter Benjamin twierdzi, ze ta anegdota jest doskonalym wprowadzeniem w swiat Kafki; ma racje. Nie probuje swojego twierdzenia uzasadnic; ma rowniez racje. Im wiecej mysle o Kafce, tym sceptyczniej odnosze sie do wszelkich interpretacji jego dziela (w tym moich wlasnych). Zawsze przechodza po omacku obok nieuchwytnej i ledwie wyczuwalnej istoty rzeczy, jak w nieskonczonej grze w chowanego. Wyobraznia Kafki zywila sie sokami zagadkowych przypowiesci, a przypowiesc mozna co najwyzej rozjasnic troche swiatlem innej przypowiesci, nigdy zinterpretowac. Ze szkicu Benjamina o Kafce, subtelnego i skomplikowanego, na zapamietanie zasluguje jedynie przypowiesc o nedzarzu-krolu i jego koszuli.
![]()
![]()
Rysunki Franza Kafki
- 25 czerwca 1984
[...]
"Spalic Kafke?" Na wystawie [Le Siecle de Kafka w "Centre Georges Pompidou" w Paryzu] pytanie dotyczy testamentu Kafki, z prosba skierowana do Maxa Broda o spalenie wszystkich manuskryptow. To samo pytanie Faut-il bruler Kafka? - o czym wystawa nie wspomina – sformulowal nazajutrz po wojnie w formie ankiety francuski tygodnik komunistyczny Action, otrzymujac w odpowiedzi zgodny ryk swoich czytelnikow: "Spalic, spalic!" (pisal o tym zabawnie Jerzy Stempowski [*]). W roku 1962, podczas miedzynarodowego Procesu marksistowskiego na czeskim Zamku w Liblicach, skazujacy Wyrok czesciowo uchylono. Kafka jest odtad w swiecie komunistycznym Pisarzem Pod Specjalnym Nadzorem. Trudno o ciekawszy temat wystawy kafkowskiej w setna rocznice urodzin Kafki i smierci Marksa. Kto sie boi Kafki? Kto i dlaczego? "Transkulturalnym" organizatorom wystawy paryskiej zabraklo odwagi albo po prostu wyobrazni, by takie pytanie otwarcie postawic.
(*) W 1946 spedzilem pare tygodni w paryskim szpitalu epidemicznym. W pawilonie moim lezeli glownie studenci mniej lub wiecej komunizujacy. ktorym koledzy przysylali stosy aprobowanych przez partie periodykow literackich. Dzieki uprzejmosci towarzyszy niedoli, moglem sie z tymi wydawnictwami blizej zapoznac. Daleko im bylo do akademickiego tonu Litieraturnoj Gaziety. Wiekszosc ich miala w sobie cos naiwnie prostackiego. na poziomie felietonu literackiego w biuletynie berdyczowskiego ispolkomu. Najzabawniejszej lektury dostarczyl mi tygodnik L'Action, ktorego redaktorem byl Pierre Hervé, w dziesiec lat pozniej wydalony z partii za zbyt daleko idaca krytyke stalinizmu. Tygodnik jego oglaszal wowczas wyniki ankiety przeprowadzonej wsrod czytelnikow na temat: czy nalezy spalic dziela Kafki? Ale dlaczego je palic? Redakcja motywowala to mniej wiecej w ten sposob, ze ponury pesymizm Kafki, bedacy produktem moralnego rozkladu burzuazji. rzuca cien na swietlane perspektywy, jakie roztoczyl przed ludzkoscia geniusz Stalina. Na pytanie postawione w ten sposob ze wszystkich departamentow odezwaly sie ryki barbarzyncow: "Palic. Palic!". Dopiero na samym koncu jakis zlosliwiec oswiadczyl. ze uwaza ankiete za bezprzedmiotowa. bo dziela Kafki spalili juz hitlerowcy: pozostalo jedynie wydanie zuryskie, watpic zas mozna, aby udalo sie namowic Szwajcarow do spalenia go. Na tym ankiete zakonczono.(Pawel Hostowiec [Jerzy Stempowski], "Klimat zycia i klimat literatury";
w tomie Eseje dla Kassandry, Instytut Literacki, Paryz 1961, str. 56-57.)
- 14 stycznia 1985
"Pisarstwo jest forma modlitwy". Do tej refleksji Kafki odwoluje sie Auden, by wytlumaczyc jego decyzje zniszczenia calego swojego dorobku pisarskiego. "Kto naprawde kieruje swoje modlitwy do Boga, nie zyczy sobie, aby byly podsluchiwane przez innych"
Interpretacja efektowna, lecz naciagnieta, natomiast pozostaje w mocy madrosc refleksji Kafki. Kazde autentyczne pisarstwo przybiera w koncu postac modlitwy, jestem o tym przekonany. Modlitwy pojetej bardzo szeroko, powiedzmy: rownoznacznej z zadawaniem pytan Stworcy.
Autentyczny pisarz jednak - wierzacy lub nie, na kleczkach i z pochylona kornie glowa lub wyprostowany i z blyskiem wyzwania w oczach - nie powinien miec swiadomosci, ze w jego glosie modlitwa plynie niby podziemny strumien, raz doslyszalny wyraznie, raz przytlumiony czy zupelnie gluchy. Kiedy taka swiadomosc posiada, modlitwa staje sie forma literatury, przewaznie kiepskiej literatury.
W tych dniach, chcac sobie powetowac odlozona z roznych powodow wycieczke do Asyzu, przeczytalem ksiazke Juliena Greena o swietym Franciszku. To wlasnie jest modlitwa w formie literatury. Szczera zapewne modlitwa, miejscami nawet zarliwa, ale jak rozmieniajaca wielkiego i dramatycznego Poverello na szelest papieru!
- 14 pazdziernika 1986
- "Tak to Prometeusz budzi sie ze snu o potedze jak Kafkowski Gregor Samsa". To zdanie zamyka pierwszy tom Glownych nurtow marksizmu Kolakowskiego. Jest bardzo efektowne. I troche zanadto na wyrost.
Gregor Samsa budzi sie ktoregos dnia rano, przemieniony w ogromnego karalucha, nie z prometejskiego "snu o potedze", lecz (jak oznajmia pierwsze zdanie Metamorfozy Kafki) z "niespokojnych snow" komiwojazera. Latwo odgadnac jakich: o dokuczliwej, zmudnej i zle platnej pracy, o surowosci pryncypala firmy, o klopotach pienieznych rodziny, o zaciagnietych dlugach. I (co zauwazyl Camus) glowna rzecza, ktora go przeraza w przemianie w karalucha, jest mysl o gniewie pryncypala na widok jego nieobecnosci w biurze firmy.
Karaluch, Symmyrmica chamberlini.
Idzie mi o to, ze w mistrzowskim opowiadaniu Kafki nie ma sladow tzw. "metafory ludzkiego losu", ktora moglaby Kolakowskiemu podsunac przytoczone zdanie. Robak rzeczywisty budzi sie z "niespokojnych snow" o swoim utajonym przedtem robactwie czlowieczym. W pare minut po przebudzeniu, i uprzytomnieniu sobie, ze jest ogromnym karaluchem, wydaje sie raczej zafrasowany niz zdziwiony nagla metamorfoza. Nie pyta: "Jakze to mozliwe, kim jestem naprawde, kto i czemu pozbawil mnie ludzkiej postaci?" Drecza go pytania: "Co ja teraz poczne, jak wywiaze sie z obowiazku utrzymania rodzicow i siostry?" Dobrze uchwycil to Günther Anders, najinteligentniejszy chyba "kafkolog": " W lekturze opowiadania straszny jest nie fakt, ze Samsa budzi sie jako karaluch; straszny jest fakt, ze on sam nie widzi w tym nic zdumiewajacego. Straszna jest wiec powszedniosc groteski".Wielokrotnie czytalem Metamorfoze, za kazdym razem usilujac wykryc sekret tej "powszedniosci" przemiany. Szok trwa krotko, po kilku stronicach opowiadanie zaczyna plynac lozyskiem wiarygodnej, rzeczowej, skrupulatnej relacji, i plynie tak az do konca, do chwili, w ktorej rodzina Gregora z westchnieniem ulgi przyjmuje smierc syna i brata w skorupie karalucha. Jak moglo sie Kafce cos podobnego udac? Mysle, ze przez trzymanie caly czas groteski w ryzach absolutnej naturalnosci. Nie jestem nawet pewien, czy wolno tu w ogole mowic o grotesce. Kafka swiadomie i konsekwentnie zabija w Metamorfozie wszelka metaforycznosc, oczyszcza opowiadanie z jakichkolwiek cech przypowiesci. Tak sie po prostu zdarzylo. Ktoregos dnia Gregor Samsa obudzil sie przemieniony w robaka, jak ktoregos dnia obudzono i aresztowano winnego bez winy Jozefa K. w Procesie.
Gdy pisarz tak radykalnie i bezwzglednie ogolaca sytuacje czlowieka w swiecie, co mu pozostaje? Wkraczamy tu w spekulacje o religijnosci Kafki, chwiejne i mgliste. Istnieje, byc moze, religijnosc przez redukcje do nicosci; religijnosc jako forma skrytej, lecz zywej wciaz tesknoty do czegos poza nicoscia lub ponad nia. Bez ustanku, wytrwale, z nieustraszonym uporem patrzac w pustke, musisz w koncu zobaczyc jakis trwaly punkt: pamietam taka refleksje Kafki, ale nie mam jej pod reka w doslownym brzmieniu.
- 23 pazdziernika 1987
Pietro Citati, jego portrety wielkich pisarzy. Po Tolstoju wydany ostatnio Kafka. Citati jest wrazliwym i bardzo oczytanym krytykiem literackim, ale ma wedlug mnie dwie okropne wady. Jest ukrytym i niewyzytym poeta. Lubi "opowiadac" (bo nie streszczac nawet) w poetycko-kwiecistym wieloslowiu swoje ulubione ksiazki. Mozna ostatecznie, wzruszajac ramionami, czytac "opowiadane" przez krytyka-portreciste powiesci i nowele Tolstoja: sa one dostatecznie "tradycyjne" w swojej strukturze narracyjnej, aby zniesc jako tako dziwaczny zabieg "renarracji". W wypadku Kafki dziwacznosc staje sie bzikiem. Nie dlatego tylko, ze struktura narracyjna utworow Kafki jest mniej "tradycyjna". Dlatego, ze "opowiadane" przez kogos innego traca swa enigmatyczna nature; rozchwiewaja sie, blakna, zamazuja, jak podziemne malowidla w zetknieciu ze swiatlem i z powietrzem w jednym z filmow Felliniego.
Paradoksalnie widze teraz jasniej, po lekturze ksiazki Citatiego, czym byla tworczosc Kafki w sensie czysto artystycznym. Zgadzam sie naturalnie z Citatim, sam bylem zawsze tego zdania, ze Kafke trzeba uwazac za pisarza religijnego, ktory we wszystkich swoich powiesciach, dluzszych i krotszych nowelach, przypowiesciach i aforyzmach, wznosil budowle teologiczna, usilowal niestrudzenie przeniknac teodycee boskiej wszechmocy (z przypisywanymi jej atrybutami) i ludzkiej niemocy (z jej niezliczonymi przejawami). Nie, "wznosil" nie jest wlasciwym okresleniem, wprost przeciwnie: wkopywal coraz glebiej w ziemie cos, co dla odroznienia od Wiezy Babel nazwal raz Studnia Babel. Citati rozumie to dobrze, nie traci nigdy z oczu istoty Kafkowskiego przedsiewziecia, slusznie ignoruje rozmaite i dosc rozpowszechnione balamuctwa o Kafce "proroku przyszlosci", "wizjonerze biurokracji", "antycypatorze nadchodzacej formy procesow sadowych w ustrojach totalitarnych". Bez konfrontacji Bog-czlowiek, boskosc-ludzkosc, Kafka mnie jest ogole Kafka. Ale ten Wielki Kret ryl sie w "doskonalym" boskim Dziele Stworzenia i w "absurdalnym" ludzkim Padole Lez w sposob nie spotykany dotad w literaturze.
Przy pozorach "normalnosci", a nawet pewnej konwencjnalnosci, proza Kafki ma cechy narracyjnego rytualu. Od epizodu do epizodu, od opisu do opisu, od dialogu do dialogu, rosnie wrazenie uczestniczenia w upartym i rozpaczliwym poszukiwaniu Boga, ktorego imie nie zostaje nigdy glosno wymowione. Ten rytual okazuje sie nadaremny, ale jest nieuchronny i bedzie sie powtarzal zawsze, dopoki zyje czlowiek rzucony w swiat, jak w apologu Przed Prawem. Sekret geniuszu Kafki tkwi w przelozeniu na jezyk prozy, tajemnicza modulacja glosu zblizona o wlos do zwyklego glosu, lecz od poczatku do konca niezalezna od niego i samoistna, obrzedowego charakteru losu ludzkiego miedzy niedosieznym niebem i jalowa ziemia. Droga wchlania krok po kroku Cel, nie uznajac zadnych przystankow poza definitywna kleska smierci. Oczekiwanie i wytrwalosc przybieraja postac jedynej dostepnej nam niesmiertelnosci. "W teorii (slowa Kafki) istnieje mozliwosc ziemska doskonalego szczescia: wierzyc w to, co jest zdecydowanie boskie, i nie dazyc do jego osiagniecia". Na pytanie Broda, czy "poza swiatem, ktory znamy, egzystuje jakas nadzieja", odpowiedzial: "Ogromna, bezgraniczna nadzieja, ale nie dla nas". Pisal do Mileny: "Nikt nie spiewa tak czysto jak ci, ktorzy znajduja sie w najglebszym piekle; to, co bierzemy za spiew aniolow, jest ich spiewem".
"Opowiadac" zrytualizowane utwory Kafki! Stawiac kropki nad i, zatykac komentarzem swiadome szpary milczenia, rozjasniac umyslne zaciemnienia, dociskac zawieszenie glosu! Szalony zamiar, ktory Kafke pod piorem Citatiego zamienia nie w szkielet nawet, lecz wyodrebnione i oczyszczone preparaty anatomiczne w sloikach.
W eseju o religii Jesli Boga nie ma... Kolakowski zalicza Kafke do szerokiej kategorii "konsekwentnych ateistow", wlaczajac go do podgrupy tych, ktorzy "z bolesnym uczuciem tragicznego rozdarcia" widza "nieprzekraczalna przepasc oddzielajaca nasza pogon za sensem od swiata takiego jaki jest i pozostac musi". Dla mnie, kazda powazna rozmowe o Kafce nalezy rozpoczynac od slow: "Bog jest, a jednak..." Albo, z naciskiem na Kafkowska samoudreke "noza obracanego w sercu": "Im bardziej Boga nie ma, tym bardziej jest".
["Dzis rano, po raz pierwszy od dlugiego czasu, znowu radosc wyobrazania sobie noza obracanego w moim sercu." – Franz Kafka, Dziennik, 2 listopada 1911.]
- Neapol, 27 grudnia 1990
Wloski "kafkista" Gaspare Giudice przygotowal ksiege snow swego ukochanego pisarza: Franz Kajka. Sogni. Przeczytalem ja z mieszanymi uczuciami. Rzecz w tym, co dla Kafki bylo prawdziwym snem. Miewal naturalnie sny zwykle, takie jak wszyscy, powiazane wstecznie lub antycypacyjnie (niekiedy nawet proroczo) z rzeczywistoscia, i zapisywal je skrupulatnie w dzienniku albo opisywal w listach do przyjaciol. Te wlasnie sny, czesto blahe lub banalne, zebral Giudice. Ale nie one odgrywaly glowna role w tworczosci Kafki, byly piana spychana ku brzegom rzeczywistosci przez zagadkowy nurt snu snionego na jawie. "Spie, ze tak powiem, obok siebie, gdy musze sie szamotac ze snami". "Nie bede pewnie spal, pozostaje mi snic". "Nie moge spac. Tylko sny, bez spania". Takie sny - wedlug Kafki - nie mieszaja sie z rzeczywistoscia, zachowuja swoja "nieskazitelna niepowtarzalnosc". Nie mozna ich przekazac, gdyz sa nieuchwytne, a przeciez "dlatego, z tego dokladnie powodu, domagaja sie przekazania". Walter Benjamin pisal, ze wyobraznia (wysnuta ze snow) Kafki przekraczala historie, poprzedzala jakby kulture i spoleczenstwo. Dla Mileny Jesenskiej, kobiety uroczej i madrej, Kafka byl czlowiekiem organicznie pozbawionym wszelkiego schronienia, nie mial sie gdzie skryc, robil wrazenie nagiego wsrod ubranych. Dodalbym do uwagi Mileny, ze jego wrazliwosc znamionowala nie czlowieka o cienkiej skorze, lecz czlowieka odartego ze skory.
Milena Jesenska-Pollack (1896-1944).
Przyjaciolka i milosc Kafki w latach 1920-1923. Pierwsza tlumaczka utworow Kafki na obcy jezyk - czeski.
Zginela w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Ravenbrück.
Niewielki wiec ma sens wylawianie z dziennika i korespondencji rzeczywistych snow Kafki; sny, z ktorymi "szamotal sie" w bezsennosci, przenikaly do jego powiesci i opowiadan. Zdumiewajaca, wspaniala poezja utworow Kafki, wobec ktorej wiersze poetow sa sentymentalnymi podrygami, zbudowana jest z materii snow na pograniczu bytu i znakow czy sygnalow, dochodzacych z niezbadanego obszaru niebytu.
Andrzej Ploski, Franz Kafka, 1990.
- 3 marca 1991
[...]
Zafrapowala mnie szczegolnie [w dzienniku religioznawcy Mircea Eliade] rozmowa Eliade z o. Teilhardem de Chardin. Eliade zapytal Teilharda, co dla niego oznacza niesmiertelnosc duszy. Odpowiedz: wszystko, co moze byc przekazane i z a k o m u n i k o w a n e (milosc, kultura, polityka itd.), "nie przechodzi w zaswiaty", lecz znika wraz ze smiercia jednostki. Pozostaje jednak "nieredukowalne jadro", niemozliwe do przekazania. Nie mozna go wyrazic, zakomunikowac innym. I wlasnie to tajemnicze, nie poddajace sie zadnej redukcji jadro "przechodzi na druga strone", trwa, nawet gdy cialo umiera.Takim niezniszczalnym, niesmiertelnym "twardym jadrem" istoty ludzkiej zajmowal sie Kafka w calej swojej tworczosci. Wiedzial, ze nie moze go zakomunikowac innym. Krazyl wokol niego bezustannie, pamietajac, ze jest nienazywalne. Nie osmielal sie go zreszta nazwac, skoro nie wzywa sie nadaremnie swietego imienia.
[...]
- Neapol, 7 czerwca 1992
Opowiadania Kafki dzieli sie na wydane za jego zycia u wydane posmiertnie. W tomie pierwszym dominuja Wyrok, Metamorfoza, W kolonii karnej. W tomie drugim Budowa muru chinskiego, Dochodzenia psa, Jama. Zaproszony przez Feltrinellego do napisania przedmowy do tomu opowiadan posmiertnych, zajrzalem do eseju, ktory zapoczatkowal moja eksploracje tworczosci Kafki.
Powstal w roku 1957, zatytulowany byl Sad Ostateczny z podtytulem Camus i Kafka. Bezposredni impuls stanowil swiezo wowczas wydany, "kafkowski" troche Upadek Camusa, ale wiecej uwagi poswiecilem szkicowi Camusa Nadzieja i absurd w tworczosci Kafki. O ile Upadek zestarzal sie bardzo w ciagu minionych lat, nie dorownuje Obcemu i Dzumie oraz niektorym nowelom i dramatom Camusa, to szkic o Kafce zachowal po dzis dzien zalety przenikliwosci i odkrywczosci, goruje wciaz zdecydowanie nad ogromna literatura "kafkologiczna".
I wciaz jest uzytecznym kluczem do "dwoch swiatow" Kafki. "U Kafki - pisal Camus - te dwa swiaty to z jednej strony swiat codziennego zycia, a z drugiej swiat nadprzyrodzonego niepokoju". W doli czlowieczej towarzysza sobie wzajemnie absurdalnosc i wznioslosc. "By dac pojecie o tej absurdalnosci, trzeba tchnac w nia zycie w serii rownoleglych kontrastow. Kafka wiec wyraza tragedie codziennoscia, a absurd logika". Zamek nazwal Camus "powiescia, w ktorej nic sie nie konczy i wszystko zaczyna od nowa, powiescia opisujaca przygody duszy w poszukiwaniu laski". Kierkegaard twierdzil, ze czlowiek musi zabic ziemska nadzieje, bo jedynie wtedy moze byc zbawiony przez prawdziwa nadzieje. W Zamku wiec wkraczamy w nowy wymiar slusznie przez Maxa Broda podkreslonej "niewspolmiernosci ziemskich i religijnych celow". W Refleksjach o grzechu, bolu, nadziei i prawdziwej drodze, pisanych po Procesie, a na pare lat przed Zamkiem, Kafka zapewnial, ze "istnieje cel, lecz nie ma drogi"; w Zamku odkryl, ze sama droga jest celem i juz przez to chocby musi jednak prowadzic do jakiegos celu. Ale najwazniejsza w Refleksjach jest inna uwaga, o ktorej trzeba zawsze pamietac, zwlaszcza, czytajac ostatnie opowiadania Kafki, Dochodzenia psa i Jame: czlowiek nie moze zyc bez uporczywej ufnosci w cos niezniszczalnego w sobie samym, bywa wszakze przez cale zycie nieswiadomy owej niezniszczalnej rzeczy i jedna z form tej ustawicznej nieswiadomosci jest wiara w Boga.
Jeszcze jedna lektura, tym razem przypadkowa, poprzedzila moja prace nad wstepem do posmiertnych opowiadan Kafki. Chodzi o Zapiski iz podpolja, wznowione ostatnio przez Puls jako Notatki z podziemia. Kafka znal z pewnoscia ksiazke Dostojewskiego, ktora uwaza sie slusznie za opowiesc inaugurujaca nowy rozdzial w tworczosci pisarza rosyjskiego i za punkt zwrotny w calej nowoczesnej prozie. Dostojewski pierwszy posluzyl sie pojeciem " winnego bez winy", obecnym nieustannie pod piorem Kafki. Pierwszy takze przeciwstawil czlowiekowi "normalnemu" czlowieka "o zaostrzonej swiadomosci", skazujac go na ciagle poszukiwanie, w histerycznym niekiedy napieciu, czegos od siebie wiekszego i nieprzeniknionego. Kafka szamotal sie miedzy swiatem codziennego zycia i swiatem nadprzyrodzonego niepokoju. U Dostojewskiego "mistyk z podziemia" (jak sam siebie ironicznie nazywal, "gustujac w cierpieniu") doprowadzony zostal w udrece samotnosci do "uwazania czlowieka o zaostrzonej swiadomosci za mysz, a nie za czlowieka". Warto o tym pamietac, gdy sie sledzi podziemny zywot kreta w Jamie Kafki. Wyobrazam sobie, z jakim przejeciem Kafka czytal Notatki z podziemia, jak bliski mu byl pisarz krazacy bez wytchnienia (w Notatkach w sposob celowo karykaturalny) wokol problemu religijnosci swiadomej.
* W Budowie muru chinskiego uderza fragment, do ktorego Kafka przywiazywal widocznie szczegolna wage, skoro w tym samym roku 1917 wylaczyl go bez zmian jako niewielki tekst samodzielny pod nazwa Poslanie Imperatora. W Budowie muru chinskiego mowa o "legendzie", w tekscie samodzielnym wystarcza zwrot "tak opowiadaja". Opowiadaja mianowicie, ze na lozu smierci Imperator (synonim bostwa) wezwal do siebie gonca i wyszeptal mu na ucho poslanie do ciebie, "nedznego poddanego, drobnego cienia, ktory od blasku imperialnego slonca schronil sie w dalekim zakatku cesarstwa", wlasnie do ciebie "skierowal swoje ostatnie slowa". Tak wysoko zas stawial swoje poslanie, ze kazal je goncowi slowo w slowo powtorzyc, aby dopiero po wysluchaniu skinac potakujaco glowa i dac goncowi znak, ze moze ruszyc w droge. Goniec bardzo dlugo wedrowal w labiryncie palacu, z trudem pokonujac rozliczne przeszkody. Po tysiacleciach mial wreszcie wyrwac sie z palacu i stanac pod murami miasta imperialnego, zwanego "pepkiem swiata". Lecz do miasta imperialnego wpuszczano jedynie poslow z wiesciami od umarlych. (A czy umarl juz Imperator? zdaje sie pytac legenda). Ty zas, "nedzny poddany i drobny cien", siedzisz obok okna i czekasz, co wieczor snisz o przybyciu gonca, niosacego poslanie Imperatora, skierowane wylacznie do ciebie.
Chinska legenda Kafki wiaze sie naturalnie bardzo scisle z jego apologiem Przed Prawem (1914). Stoi przed Prawem odzwierny, przychodzi do niego czlowiek i prosi o wpuszczenie. Odzwierny nie moze go chwilowo wpuscic. A pozniej? Pozniej sie zobaczy, chwilowo nie mozna. Lata plyna, czlowiek czeka, przeklina swoj los. O krok od smierci pyta odzwiernego, jak to jest: przeciez wszyscy staraja sie dotrzec do Prawa, a tymczasem przez tyle lat tylko on jeden blagal o wpuszczenie. Odzwierny odpowiada: nikt inny nie mogl byc tutaj wpuszczony, brame zrobiono wylacznie dla ciebie: zamkne ja natychmiast po twojej smierci.
Zarowno w chinskiej legendzie, jak w apologu istotne sa slowa "wylacznie dla ciebie". Proza Kafki ma cechy narracyjnego rytualu. Od epizodu do epizodu, od opisu do opisu, od dialogu do dialogu, rosnie wrazenie uczestniczenia w upartym i rozpaczliwym poszukiwaniu Boga, ktorego imie nie zostaje nigdy glosno wymowione. Ten rytual okazuje sie nadaremny, ale jest nieuchronny i bedzie powtarzal sie zawsze, dopoki zyje czlowiek rzucony w swiat, jak w chinskiej legendzie Poslanie Imperatora, jak w apologu Przed Prawem. Kafka niemal doslownie szukal zetkniecia z Bogiem "wylacznie dla siebie", jego religijnosc (z braku lepszego okreslenia) byla skrajnie indywidualistyczna, chcialoby sie powiedziec: prywatna do granic strzezonej gorliwie intymnosci. Zaliczac tego pisarza na wskros metafizycznego, chwilami wrecz mistycznego, do kategorii "konsekwentnych ateistow" (jak to zrobil Kolakowski) jest niewybaczalnym nonsensem.
Dlaczego mieszkaniec podziemia "uwaza czlowieka o zaostrzonej swiadomosci za mysz, a nie za czlowieka"? Zlosliwy, masochistyczny grymas nienawistnika, przesmiewcy "szklanych palacow"? Nie, nie sadze. Albo nie tylko to. Redukcja czlowieka do myszy u Dostojewskiego - jak redukcja czlowieka do karalucha, psa i kreta u Kafki - jest metaforyczna figura, wskazujaca samotnosc czlowieka we wszechswiecie i jego niemoc wobec nie nazwanych po imieniu sil wyzszych. Jesli posiada swiadomosc swego "twardego, niezniszczalnego jadra", szuka czegos wladajacego jego losem, nie dbajac o imie owej sily , ba - uciekajac przed pokusa jej nazwania. Jesli jest nieswiadomy owego "twardego jadra", lecz ufa mu w nieswiadomosci, znajduje trwale oparcie w wierze w Boga.
Metamorfoza Kafki na pozor doprowadza do absurdalnej skrajnosci samotnosc czlowieka w najblizszym otoczeniu (takze rodzinnym), w rzeczywistosci jest hipostaza wylaczenia ze swiata; wylaczenia tak radykalnego, ze w ogromnym karaluchu zanikaja stopniowo wszelkie dawne cechy czlowieczenstwa. Znamienny (i na ogol przeoczany) jest jego wysilek, czy raczej jego nieudana proba, wypelzniecia z nory miedzy meblami po scianie do gory, na sufit: spada na grzbiet i nie moze powrocic do swej normalnej pozycji. Kafka, zapewne, chcial w ten sposob pokazac wyrok ostateczny. W tym strasznym opowiadaniu nie ma zadnej nadziei. Jakiez okrucienstwo tkwi w spacerze rodziny Samsa po wymieceniu martwego karalucha! Istnial kiedys Gregor, zywiciel rodziny? Nie, nie istnial nigdy. Metamorfoza to czysty, ciemny, szczelnie zamkniety absurd bez zadnego, najmniejszego chocby, przeswitu.
Wspomnialem na poczatku, ze w opowiadaniach posmiertnych Kafki dominuja trzy: Budowa muru chinskiego, Dochodzenia psa i Jama. Rok przed smiercia (1923) napisal Dochodzenia psa, w roku smierci (1924) Jame. Wolno zatem widziec w nich cos w rodzaju ostatniego slowa "winnego bez winy". I zetkniecie, spotkanie z Bogiem (wciaz bez wzywania Jego imienia) tak wyrazne, jak w zadnym z dotychczasowych utworow. W Jamie kret zarywa sie w ziemi, uciekajac przed swiatem (i teskniac do niego), aby odkryc naraz, ze jego szczelne odgrodzenie nie odseparowalo go od wrogow; slyszy, jak nadchodza, przekopujac sie podziemnymi kanalami do jego jamy. Moze powinien byl zbudowac jame w jamie, ukryc sie jeszcze glebiej, pograzyc sie w niedosiegalnych dla nikogo ciemnosciach. O czym marzy? "O sluchaniu w ekstazie czegos, brakujacego mu calkowicie: szelestu milczenia w jego podziemnej twierdzy". Nie mam watpliwosci, ze w owym "szelescie milczenia " Kafka, filozoficzny i teologiczny Kret, snul rojenia o swoim Jedynym Wybawcy. Jak pewien jestem, ze pies, opanowany metafizyczna goraczka swoich dochodzen, staje pewnego dnia przed Wielkim Psem, ktory wydobywa z siebie boski spiew przeznaczony w y l a c z n i e dla niego. Tak Kafka, do konca nie majac smialosci nazwania po imieniu Sacrum, opisal ujrzane na mgnienie oka Objawienie.
Dora Dymant (Diamant)
Chcialbym wierzyc, ze umierajac po jakiemus wreszcie szczesliwy (po raz pierwszy kochal naprawde kobiete, Dore Dymant; byla to milosc, a nie tylko fascynacja, jak w wypadku Mileny Jesenskiej), gdy poprosil lekarza, zeby nie odchodzil, i uslyszawszy w odpowiedzi: "nie odchodze", wypowiedzial swoje ostatnie slowa: "ale ja odchodze", chcialbym wierzyc, ze w tej chwili odejscia uslyszal boski spiew skierowany wylacznie do niego, po czym ogarnal go na zawsze juz tak upragniony "szelest milczenia".
Franz Kafka.
Portret w nekrologu Kafki piora Otto Pick'a w Prager Presse, 19 czerwca 1924.
- 16 lutego 1994
Wyszedl tu u Feltrinellego tom posmiertnych opowiadan Kafki z moja przedmowa. Z tego tytulu bralem dzis telefonicznie udzial w rozmowie radiowej o tomie, ktory byl dla mnie rewelacja, dla mnie, wytrawnego niby "kafkisty". Rzecz w tym, ze list zapraszajacy do napisania przedmowy zawieral liste opowiadan posmiertnych, oczywiscie dobrze mi znanych. Nie wiedzialem natomiast - i to jest wlasnie rewelacja wydanego tomu - ze posmiertne opowiadania Kafki wyluskano z jego zeszytow, ktore germanistka wenecka przelozyla i filologicznie opracowala na podstawie swiezych zbiorowych edycji niemieckich.
A wiec Kafka prowadzil, procz wlasciwego dziennika, dziennikowa "filie" w postaci zeszytow, w ktorych uprawial albo swoista gre, albo w naturalny i odruchowy sposob mieszal drobne zapiski z zarysami opowiadan. "Mieszal" nie jest okresleniem scislym. Szkice opowiadan w y r a s t a l y z zapiskow. To odkrycie podekscytowalo mnie i (co tu ukrywac) uradowalo: przeciez ja cos bardzo zblizonego robie od lat w moim dzienniku, nieswiadomy, ze podziwia ny przeze mnie pisarz postepowal tak samo.
- 6 kwietnia 1995
Co w zapisie z 14 listopada 1991 bylo tylko marzeniem - podroz do Pragi - staje sie "zaklepanym" juz projektem: pierwszy tydzien maja, z zona i z dziecmi, jako goscie Instytutu Polskiego. Tydzien, zaledwie tydzien, to za malo, ale wiecej nie mozna. Dobre i to, zeby w oku w pamieci utrwalic obraz nigdy nie widzianego i tak ciagle snionego miasta. "Cieszysz sie jak chlopczyk, ktoremu podarowano w koncu dlugo obiecywany rower", powiedzial B. Dokladnie tak.
Moj zapis z 14 listopada 1991 poswiecony jest ksiazce zmarlego w mlodym wieku bohemisty, rusycysty i polonisty, Angelo Maria Ripellino, Praga magica. I osobie jej autora, wielkiego erudyty, znakomitego tlumacza i poety. Prage magiczna mogl napisac tylko erudyta i poeta, skrzyzowani w tworczej imprezie. Kazdy rozdzial napecznialy jest informacjami, "profesorskimi odsylaczami i przypisami", a rownoczesnie wzrusza i zachwyca proza lekka, przejrzysta, nabita metaforami jak zlotymi gwozdziami. Jak on te swoja "magiczna" Prage kochal! Czasem opis malenkiej uliczki, raczej zaulka, zamienia sie w wiersz, zroszony lzami szczescia, pelny wycyzelowanych po mistrzowsku szczegolow. Potrafie i ja spojrzec tak na Prage, chocby na krotka chwile?
Okreslenie "magiczna" nie jest tylko pomyslem André Bretona. Od przelomu XVI i XVII wieku, czyli od panowania przewrazliwionego, zamknietego w sobie, podejrzliwego, melancholijnego Rudolfa II, stala sie Praga grodem czarow, chiromancji, przystania wrozbitow i alchemikow, tyglem mistyki, czarnoksiestwa, domena posiadaczy zaklec i formul zmieniajacych substancje. Przyjezdzali ze wszystkich stron swiata (byl wsrod nich takze polski czarownik Michal Sedziwoj-Sendigovius), glownie z Anglii, znajdowali posluch i sute nagrody na krolewskim dworze, zrozumienie i cechowa wiez ezoteryczna wsrod komilitonow rodem z Bohemii (rzecz jasna, nie bez rywalizacyjnych podstepow).
Ripellino cytuje dwoch poetow wspolczesnych, Nezvala i nobliste Seiferta. Pierwszy:
"Na zlotej uliczce hradczanskiejDrugi:
czas stoi w miejscu
jesli chcesz zyc piecset lat
rzuc wszystko i poswiec sie alchemii".
"Alchemicy, zagotujcie wasze trucizny
wymruczcie ciemna formule
wypiszcie znaki tajemnego alfabetu,
aby uzyskac i ukorzyc diabelska sluzbe".
Osobna dziedzine, za murami getta praskiego, stanowila magia czarodziejska uczonych rabinow. Rabin Löw stworzyl Golema, ktorego po wiekach wskrzesil w powiesci praski pisarz, Gustaw Meyrink. Golem, jak zobaczymy, zyje w roznych postaciach po dzien dzisiejszy.Przychodzi mi do glowy, ze atmosfera wspolczesnej literatury, wykarmionej sokami Bohemii, wiele zawdziecza Pradze "magicznej". No, chocby Kafka. Czy tajemnicze zaklecie nie wisi nad Procesem, Zamkiem, wieloma opowiadaniami? Czy Metamorfoza moglaby powstac poza "magiczna" Praga? Kafka zdawal sobie widocznie z tego sprawe, byl niewolnikiem praskiej magii, lecz niewolnikiem pragnacym wyzwolenia. Myslal przeciez o podpaleniu Pragi, "szponiastej mateczki, ktora nie popuszcza".
[...]
- Krotka podroz do Pragi, 30 kwietnia – 7 maja 1995
[...]
Zlota Uliczka - dawna siedziba alchemikow, chiromantow i czarownikow - bajkowa troche w grze malowanych domkow, zawiera od razu u wejscia informacje na tabliczce, ze pracowala tu kilka miesiecy siostra Kafki; i ze jej brat lubil ja odwiedzac. (Zaczyna sie wiec praska kafkomania na uzytek turystow, sztucznie rozdeta, jesli sie wie o samotnosci pisarza w rodzinnym miescie, o obojetnym stosunku Czechow do autora piszacego - o zgrozo! - po niemiecku). Ale "bajkowosc" Zlotej Uliczki musze zapamietac. [...]
Zlota Uliczka, Praga.
Z prawej, domek wynajmowany przez najmlodsza siostre Kafki, Ottle.
(fot. Andrzej Kobos, 1972)
Zlota Uliczka, Praga.
Domek, w ktorym w zimie 1916-1917 u siostry Ottli
zatrzymywal sie i pisal Franz Kafka.
(fot. Andrzej Kobos, 1972)
Ale we mnie zachodzi dosc dziwny proces. Z jednej strony, schodzac w glab Pragi, staje czesto przed Kafka mniej abstrakcyjnym, bardziej realnym, ktoregos z nastepnych dni wydreptalem nawet szlak, ktorym przez most Karola w strone Strahova dwaj oprawcy w cylindrach prowadzili na egzekucje Jozefa K. z Procesu; z drugiej strony, nie wiem, jakim cudem pomysly Kafki wydaly mi sie nagle rodem z materii bajkowej (lubil zreszta czytac bajki). Ten niezwykly melanz realistyczno-bajkowy jest zapewne jednym z sekretow jego sztuki; raz zapalajaca sie, raz gasnaca iskra, ktora na okamgnienie oswietla inny wymiar.
[...]
- Krotka podroz do Berlina, 4-10 pazdziernika 1995
[...]
W przedostatnim dniu Basil Kerski zawiozl nas na Grunewaldstrasse 13 w dzielnicy Steglitz. Niski domek, gdzie na pierwszym pietrze czy polpietrze spedzil ostatnie miesiace zycia (przed przewiezieniem do sanatorium w Kierling) Kafka. Od listopada 1923 do lutego 1924 krotki przedsmierty okres szczescia z Dora Dymant. Chadzal z nia do pobliskiego parku, czesto bawil sie z dziecmi. Historyjke o tym, jak skomponowal bajeczke dla dziewczynki zrozpaczonej zgubieniem lalki, Dora opowiedziala wielokrotnie. Nawiasem mowiac, dowiedzielismy sie od niej niewiele o schylku zycia Kafki. Watpie zreszta, czy rozumiala jego pisarstwo. Zakochala sie w nim od pierwszego wejrzenia, chciala go przed smiercia skapac w madrosci talmudycznej.Tabliczka na fasadzie domku, wbudowana przez jakies wiedenskie ministerstwo, nazywa Kafke "pisarzem austriackim". Dlaczego? Pewnie dlatego, ze urodzil sie i wychowal w cesarstwie "milosciwie nam panujacego" Franciszka Jozefa. Zdaje sie, ze nigdy nie byl w Wiedniu.
[...]
- 12 kwietnia 1996
Po tak dlugim obcowaniu z Kafka, po tylu lekturach jego ksiazek i tylu refleksjach w szkicach o nim i w zapisach dziennika, nie moglem nigdy zrozumiec i wyjasnic sobie jednej rzeczy. Dowiedzialem sie o niej ze zdumieniem od Broda. Wierny giermek pisarza ujawnil, ze podczas ulubionych recytacji fragmentow w gronie najblizszych przyjaciol Kafka wybuchal czesto smiechem; i to tak zarazliwym, ze przylaczali sie do niego inni, nie bardzo wiedzac, dlaczego. Najdramatyczniejsze sceny z Procesu i Zamku, historia zycia i smierci Gregora Samsy w Metamorfozie z akompaniamentem smiechu! Od biedy mogla do smiechu pobudzac Ameryka, ale cala reszta? Pogodzilem sie juz z mysla, ze pozostanie tajemnica rodowod smiechu filozoficznego Kafki. Gdy tymczasem...
W tych dniach dostalem z Gliwic, od Jana Mazurkiewicza, wydany swiezo w Polsce tom Maurice Blanchota Wokol Kafki. Tom jak tom, do francuskich literaturoznawcow najlepiej pasuje okrzyk Gombrowicza: "Im madrzej, tym glupiej!" Madrosc Blanchota zawila jest i zaplatana, trzeba sie nad nia napracowac jak nad upuszczonym przez nieuwage i zwichrzonym klebkiem welny. Az tu naraz... Przyznaje sie, jako "kafkista", do ciezkiego grzechu: nie przywiazuje wielkiej wagi do Dziennikow Kafki, przegladam je czasem na wyrywki i bez zainteresowania, podejrzewajac, ze sam autor nie wyznaczyl im zbyt waznej roli w swoim pisarstwie. Krotko mowiac, przegapilem zapis w Dziennikach, przytoczony przez Blanchota:
"W drodze powrotnej do domu powiedzialem Maxowi (Brodowi), ze na lozu smierci bede bardzo zadowolony, jesli tylko oszczedza mnie bole. Zapomnialem dodac, i pozniej nie dorzucilem tego rozmyslnie, ze najlepsze utwory, jakie napisalem, korzystaja z tej wlasnie zdolnosci - moc umrzec z zadowoleniem... Dla mnie, ktory wierze, ze na lozu smierci potrafie byc zadowolony, opisy smierci sa w glebi ducha zabawa, ciesze sie na umieranie w umierajacym, wykorzystuje zatem z wyrachowaniem uwage czytelnika skupiajaca sie na smierci, mam o wiele jasniejszy umysl niz on, przyjmuje bowiem, ze to on bedzie sie skarzyl na lozu smierci, moja zas skarga jest mozliwie doskonala, nie urywa sie tak nagle jak skarga prawdziwa, lecz trwa piekna i czysta". [Dziennik, 13 grudnia 1914]
Co jest w tym zapisie istotne, to swiadomy stopien dystans u pisarza wobec siebie i swiata; niespotykany chyba w calej literaturze, nawet u maniakalnego pod tym wzgledem Flauberta (ktorego Kafka z podziwem podgladal). Przy takim dystansie, przy takiej s z c z e r e j obojetnosci wyostrzajacej wzrok i umysl do maksimum, kazdy opis staje sie "w glebi ducha zabawa". Ale zabawa szczegolna, skoro usmiech ma game odcieni bardzo szeroka. Jeden z tych odcieni latwo wskazac: z usmiechem opisuje Kafka pierwszy spacer rodziny Samsa po wymieceniu z pokoju martwego Gregora przemienionego w karalucha. Czy jest to usmiech okrutny, czy Kafka czytajac glosno ten opis przyjaciolom, wybuchl smiechem szyderczym i gorzkim? Nie sadze. Jego sila i jego absolutna wyjatkowosc w literaturze polegaly na tym, ze tak naprawde widzial swiat, zycie i ludzi, a nie tylko stroil tak swoje pioro (wypadek Flauberta). S p o j r z e n i e Kafki - czyste, niczym nie zaklocone i nie zamacone, jest kamieniem wegielnym jego pisarstwa. Kto wie, ze "na lozu smierci bedzie bardzo zadowolony", ten ma prawo smiac sie z rzeczy budzacych lek czy groze w innych.
Franz Kafka czytajacy swoje utwory, 1917
Rys. Friedrich Feigl (1881-1965)
- 10 wrzesnia 1998
Kazdy admirator Kafki na pytanie o jego arcydziela odpowie bez namyslu: dwa, Proces i Zamek.
Roman Cieslewicz, plakat Proces, 1967
Franciszek Starowieyski, plakat Zamek, 1968
Zgadzam sie z tym, a jednak cisnie mi sie na usta trzecie arcydzielo - Metamorfoza. I to nie na przyprzazke, czesto wydaje mi sie, ze w tym szescdziesieciostronicowym opowiadaniu Kafka najostrzej zajrzal w glab samego siebie w "przestrzeni ograniczonej" (podziwianej przez niego u Flauberta).W listopadzie 1912 roku Kafka pisal jedna z wersji Ameryki, ale nie byl z niej zadowolony. Zarzucil ja wiec i z pamieci wydobyl inny, stary pomysl. Od pierwszego slowa rzecz ruszyla szybko naprzod, jakby opowiadanie od dawna juz czekalo cierpliwie na swego ociagajacego sie autora. Zaczeta 17 listopada, Metamorfoza dobiegla do konca 7 grudnia. Przemiana komiwojazera Gregora Samsy w ogromnego karalucha stroni od tematow "ogolnoludzkich " (Prawo w Procesie, poszukiwanie Laski w Zamku), aby skupic sie na jednostce. Wloski krytyk Pietro Citati, autor dobrej ksiazki Kafka, nadal jej podtytul Podroz do glebin duszy. Tym wlasnie jest Metamorfoza; pod pokrywa znakomicie zbudowanej i rozwinietej metafory r e a l i s t y c z n e j znajdujemy tekst najbardziej w tworczosci Kafki autobiograficzny. W flaubertowskiej "przestrzeni ograniczonej" rozgrywa sie historia rodzinna Kafki, a raczej historia jego spojrzenia na wlasne zycie w ramach rodziny. Historia okrutna? Trudno tak, bez chwili wahania, powiedziec. Okrucienstwu towarzyszy stale melancholijna zaduma nad egzystencja jednostki ludzkiej; komiwojazer w postaci karalucha jest prawie pogodzony ze swoja przemiana, spokojniejszy z pewnoscia od czytelnika opowiadania. Jak to czesto u Kafki bywa, zgroza przejmuje jedyna scena pogodna. Zamieniony w karalucha komiwojazer umiera (zdycha?), zostaje wymieciony ze swego pokoju, jego rodzice i ukochana siostra nie probuja nawet powstrzymac westchnienia ulgi, po czym wszyscy troje jada w sloneczny dzien tramwajem za miasto, czego nie robili juz od wielu miesiecy. U celu majowki "coraz bardziej ozywiajaca sie siostra Gregora" pierwsza podnosi sie usmiechnieta z lawki i "przeciaga swoje mlode cialo".
W przeciwstawieniu kupki chrzeszczacych prochow, czyli tego, czym jest martwy karaluch Gregor Samsa przed zgarnieciem jego resztek do kubla ze smieciami, rozweselonym rodzicom i siostrze prezacej radosnie swoje mlode cialo, Kafka dotyka absolutnego dna samotnosci i rozpaczy. W samej rzeczy, w jego tworczosci nie ma utworu rownie "czarnego". Mowi sie o "piwnicznym" charakterze pisarstwa Kafki. W Metamorfozie rzecz dzieje sie w ostatniej ciemnej i ciasnej norze dlugiego piwnicznego labiryntu; bez ani jednego otworu, ktory pozwalalby odetchnac i wzrokiem uczepic sie skrawka nieba. W calej literaturze swiatowej nie spotkamy takiego hermetycznego i nieodwracalnego zamkniecia.
A jednak, a jednak... W Procesie i Zamku, w dzienniku i w listach czuje sie nadzieje Kafki, ze do konca opierac sie bedzie w czlowieku "twarde jadro". W Metamorfozie te role odgrywa, w sposob znacznie watlejszy, muzyka. Karaluch slucha gry siostry na skrzypcach w przyleglym pokoju i teskni do "pokarmu upragnionego, lecz nieznanego". Umiera (czy zdycha) z ostatnia mysla o tym pokarmie, zmysla, ktora jest jakby namiastka tego, co utracil. O nonsens ociera sie twierdzenie Waltera Sokela, znawcy tworczosci Kafki, ze Gregor jako karaluch jest "kozlem ofiarnym", przyjmujacym na siebie grzechy swoich bliskich; jeszcze krok, a okaze sie swoistym Odkupicielem... Marzenie o "pokarmie upragnionym, lecz nieznanym" na krotka przedsmiertna chwile jest jego jedynym przeswitem ludzkim w losie, jaki mu zgotowala metamorfoza. Czy to wlasnie wolno odczytywac jako cien cienia Kafkowskiego "twardego jadra"?
Franz Kafka
Ostatnie znane zdjecie, 1923-1924.
- 10 listopada 1999
[...]
Kafka powiedzial kiedys: "Cala moja egzystencja nastawiona jest na literature. Gdy sie od niej oddalam, przestaje zyc. Wszystko, czym jestem i nie jestem, zalezy od tego". I jeszcze: "Jestem tylko literatura, i nie moge, nie chce byc czyms innym". Tyle ze literatura nie byla dlan "piekna sztuka pisania", lecz nieustannym zmaganiem sie z Bogiem (nie z takimi czy innymi religiami, ktore wedlug niego "zaslaniaja Boga ").
- Demon naszych czasow (1963)
[...]
"Nie jest bynajmniej konieczne - powiada w scenie katedralnej ksiadz do Jozefa K. - przyjmowac wszystko jako prawde, trzeba tylko przyjmowac wszystko jako koniecznosc". "Melancholijna konkluzja - zauwaza bohater. - Klamstwo obraca sie w niej w uniwersalna zasade".Gdy klamstwo staje sie uniwersalna zasada, po czym poznac prawde? Nie ma jej, znika, a raczej zmienia sama znak i przechodzi na strone "nosicieli tajemnic i rozkazow", Oto dlaczego, nawet po klesce, "skrucha jest dobra dla malych dzieci", Oto dlaczego, nawet u stop szubienicy w Jerozolimie, rozlegaja sie slowa: "Wkrotce, panowie, spotkamy sie znowu. Taki jest los ludzi". O jakim spotkaniu mowil, skoro nie wierzyl w zycie pozagrobowe? Byla to wylacznie, jak sadzi Hanna Arendt, ostatnia banalna sztanca oratorska banalnego zloczyncy [Adolfa Eichmanna], ktory zapomnial, ze przemawia na wlasnym pogrzebie? Czy tez Demon Naszych Czasow, przeczuwajac niejasno, ze reprezentuje wiecej niz samego siebie i wiecej niz pogrzebane pod gruzami Krolestwo Ciemnosci, ktoremu wiernie do konca sluzyl, zapowiadal swoj powrot w innych? Ksiazka o nim zawiera jedna uwage, wskazujaca, ze nie wolno lekcewazyc takiej grozby: "Przyczyny, ktore przemawiaja za mozliwoscia powtorzenia zbrodni hitlerowskich, sa realne. Przerazajaca zbieznosc wspolczesnej eksplozji populacyjnej z odkryciem srodkow technicznych, ktore, poprzez automatyzacje, ujawniaja «zbednosc» szerokich odlamow ludnosci, nawet w kategoriach pracy, i ktore, poprzez energie jadrowa, umozliwiaja uporanie sie z tym podwojnym niebezpieczenstwem za pomoca instrumentow sprowadzajacych hitlerowskie urzadzenia gazowe do wymiarow niezdarnych zabawek w rekach zlych dzieci, powinna wystarczyc, by nas przyprawic o drzenie. [...]
Okrzyk Kafki "Nasze prawa nie sa powszechnie znane; niezmiernie to bolesna rzecz byc rzadzonym przez prawa, ktorych sie nie zna", jest tylez metafizyczna formula losu ludzkiego, co mimowolna glossa na marginesie doli zydowskiej. Endlösung zastala Zydow w stanie obywatelskiego kompleksu nizszosci, z poczuciem, ze za murami moga czesciej liczyc na niechec niz na zaplecze. W sytuacji zatem niezbyt podatnej dla biernego oporu i nieposluszenstwa. Zbrodnie zorganizowal i wykonal Demon Naszych Czasow. Toksyny sprzyjajace zbrodni zatruwaly powietrze europejskie na dlugo przed jego najazdem.
[...]
- Zrodla:
- Gustaw Herling-Grudzinski, Dziennik Pisany Noca, "Dziela zebrane", tomy 3, 4, 5, 6, 7, 10, 11; Godzina Cieni (t. 8 "Dziel"),
Czytelnik, Warszawa 1995-2000.
Teksty Franza Kafki i o nim zamieszczone w Zwojach:
- Franz Kafka: Przed Prawem, Zwoje 1/34, 2003
- Franz Kafka: Glodomor, Zwoje 1/34, 2003
- Gustaw Herling-Grudzinski: Niezniszczalne jadro (Zapisy o Kafce), Zwoje 1/34, 2003
- Arthur Hertzberg: Franz Kafka: Metamorfoza w Pradze, Zwoje 1/34, 2003
- Ryszard Krynicki: Jakie to szczescie, Zwoje 1/34, 2003
Teksty Gustawa Herlinga-Grudzinskiego lub z nim zwiazane:
- Gustaw Herling-Grudzinski: Legenda o nawroconym pustelniku, Zwoje 2/2, 1997
- Gustaw Herling-Grudzinski: Dwa totalitaryzmy (Dziennik pisany noca, 8 sierpnia 1997), Zwoje 3/3, 1997
- Gustaw Herling-Grudzinski: Dziennik pisany noca, 17 pazdziernika 1997, Zwoje 4/4, 1997
- Gustaw Herling-Grudzinski: Ofiarowanie, Zwoje 1/5, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Zima w zaswiatach, Zwoje 2/6, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: O snach (Dziennik pisany noca, 2 listopada 1985), 3/7, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Sny w pieknym Morodi, Zwoje 3/7, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Herling-Grudzinski do Abp. Zycinskiego, Zwoje 4/8, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Wariacje na temat Wielkiej Ucieczki, Zwoje 5/9, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Polaczenie dwoch drog, Zwoje 6/10,1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Siena i okolice, Zwoje 7/11, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Nagroda Nobla dla José Saramago, Zwoje 8/12, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Schronisko lunatyczne, Zwoje 8/12, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Inkwizytorzy (Dziennik pisany noca), Zwoje 9/13, 1998
- Gustaw Herling-Grudzinski: Poezja Lesmiana, Zwoje 3/16, 1999
- Gustaw Herling-Grudzinski: Bl. Abp. Stepinac (Dziennik pisany noca, 9 marca 1999), Zwoje 3/16, 1999
- Gustaw Herling-Grudzinski: Rosja (Dziennik pisany noca, 10 stycznia 2000), Zwoje 2/22, 2000
- Gustaw Herling-Grudzinski: Moje "Podwojne zycie pisarza," Zwoje 3/23, 2000
- Gustaw Herling-Grudzinski: Nadzieja / Samotnosc, Zwoje 3/23, 2000
- Gustaw Herling-Grudzinski: Byc. I pisac., Zwoje 4/24, 2000
- Gustaw Herling-Grudzinski (opr. Zdzislaw Kudelski): Wspomnienia, Zwoje 4/32, 2002
- Jozef Zycinski: Abp. Zycinski do Herlinga-Grudzinskiego, Zwoje 4/8, 1998
- (Mieczyslaw Grydzewski): O ksiazce Gustawa Herlinga-Grudzinskiego ["Inny swiat"], Zwoje 4/24, 2000
- Wlodzimierz Bolecki: Krzyk czlowieka XX wieku, Zwoje 4/24, 2000
- Wlodzimierz Bolecki: Dorobek Gustawa Herlinga-Grudzinskiego, Zwoje 4/24, 2000
- Wlodzimierz Bolecki: Wieczny debiutant, Zwoje 4/24, 2000
- Wlodzimierz Bolecki/Andrzej Kobos: Co zostanie po Gustawie Herlingu-Grudzinskim, Zwoje 4/24, 2000
- Irena Grudzinska-Gross: Gustaw Herling-Grudzinski - In Memoriam, Zwoje 4/24, 2000
- Andrzej Kobos: Moje dotkniecie Gustawem Herlingiem-Grudzinskim, Zwoje 4/24, 2000
![]()
Copyright © 1997-2003 Zwoje