
LEM I SWIAT PO 11 WRZESNIA
JERZY JARZEBSKI
Atak terrorystow na Ameryke przyszedl dla Stanislawa Lema w najmniej odpowiednim momencie, zepsul mu bowiem przygotowywane od wielu tygodni huczne i wesole w zapowiedziach osiemdziesiate urodziny. Zamiast toastow, wierszy i spiewow okolicznosciowych byly tylko krotkie zyczenia, po ktorych wszyscy rozeszli sie szybko do telewizorow, aby tam ze scisnietym sercem obserwowac tragedie nowojorczykow. Sam jubilat o terrorystycznym ataku dowiedzial sie juz w sali, gdzie planowano obchody urodzin. Dziennikarze zas, ktorzy zbiegli sie tam, aby rejestrowac wspolna zabawe, pytali zgromadzonych raczej o sad na temat wydarzen zza Atlantyku. Indagowany wowczas na te okolicznosc przez dziennikarke Polskiego Radia, powiedzialem od razu, ze amerykanska tragedia jawi mi sie spelnieniem proroctw samego Lema o tym, jak beda wygladac wojny przyszlosci i jakie systemy broni zwycieza w ogolnoswiatowym wspolzawodnictwie. W miare jednak dalszego rozwoju wypadkow prognozy zawarte w ksiazkach Lema zdaly mi sie coraz bardziej przenikliwe, a zakres tego, co nalezaloby w tym kontekscie brac pod uwage, coraz obszerniejszy. Nie bede tutaj referowal owych prognoz po to, by slawic glosna od dziesiecioleci Lema zdolnosc przewidywania przyszlosci, nie tyle chodzi bowiem o wspolzawodnictwo o laury najwiekszego futurologa, ile o to, by wesprzec sie o pewien "projekt ogolny", pozwalajacy lepiej zrozumiec, co sie ze swiatem stalo.
Nic dziwnego, ze pierwsze, o co chcialoby sie pytac po ataku, to militarny aspekt katastrofy. To dosc zlozony problem, choc jedno zdaje sie oczywiste: ze, mianowicie, skala i typ uderzenia zdecydowanie przekroczyl wyobraznie ludzi odpowiedzialnych za ochrone terytorium USA. Troche zgodnie ze slawnym powiedzeniem, iz generalowie przygotowani sa zawsze doskonale do prowadzenia poprzedniej wojny. Takie wojny dnia wczorajszego przewidywaly uderzenia zmasowanymi silami wojsk, uzycie poteznych broni i rownie poteznych ich nosnikow. W mysl takiej doktryny wojennej zdolni do prowadzenia wspolczesnych dzialan bojowych byli w gruncie rzeczy wylacznie partnerzy dysponujacy bardzo nowoczesna technika, nie mowiac juz o olbrzymich srodkach materialnych, potrzebnych do skonstruowania militarnego arsenalu. Stad tez konieczna w perspektywie swiatowego konfliktu gra o globalna dominacje, o zagarniecie bogactw naturalnych i rynkow zbytu. Lem wielokrotnie przestrzegal, ze wojna przyszlosci moze wygladac zupelnie inaczej, a mianowicie – ze bronie najbardziej w perspektywie niebezpieczne to te, ktore pozwola na atak po pierwsze: niejako bez wiedzy atakowanego, ze taka inwazje w rzeczywistosci sie przygotowuje; po drugie: z uzyciem mechanizmow zminiaturyzowanych, nielatwych do wykrycia, tanich w produkcji, a jednoczesnie pozwalajacych kumulowac swoja moc w miare skladania drobin w wieksze agregaty.No dobrze, zapytamy, ale coz to ma wspolnego z najbardziej w historii spektakularnym atakiem na Ameryke, z zaglada tysiecy ludzi i rozbiciem w proch architektonicznego symbolu Nowego Jorku? Otoz ma, ale nie tyle na poziomie calkiem konkretnych rozwiazan technicznych, ile na poziomie calej filozofii wojny.
Lema fascynuja walczace drobnoustroje – czy beda to sztuczne "owady" z powiesci Niezwyciezony, czy prototypowe bronie wykoncypowane w Weapon Systems of the Twenty First Century or The Upside-Down Evolution. Szczegolnie te ostatnie moga nas tutaj zainteresowac, dzialac bowiem mialy tak, by na siebie nie zwracac uwagi, przenikac poza linie obronne przeciwnika niepostrzezenie i tam dopiero integrowac sie, aby dokonac niespodziewanych zniszczen. Takich broni zapewne (jeszcze) nie mamy, ale czym innym jest terrorysta, jak nie "drobnoustrojem", bakteria niewidoczna dla nieuzbrojonego oka, a zdolna przedzierac sie na glebokie tyly wroga, by tam tworzyc dopiero smiercionosne komando? Cala filozofia terroryzmu jest zwiazana z idea dzialan obliczonych na zainfekowanie atakowanego organizmu, na unikanie "silowej" konfrontacji, w ktorej terrorysci nie maja oczywiscie zadnych szans, w zamian zas na wykorzystanie niszczycielskiego potencjalu przeciwnika tak, by spowodowac u niego jak najwieksze straty i powszechny poploch.
Terrorysta atakuje niekoniecznie w sposob spektakularny, nie zawsze porywa sie na zniszczenie wielkich obiektow, zawsze jednak ma na celu destrukcje spolecznego porzadku i morale wroga, toczy bowiem wojne nie wypowiedziana i nie umiejscowiona, wojne, w ktorej dzialania moga nie byc na pierwszy rzut oka widoczne, kieruja sie bowiem niekoniecznie bezposrednio przeciw ludziom, uzbrojeniu i majatkowi wroga, ale przeciw srodowisku, w ktorym przebywa. Stad pomysl Lema, ze w przyszlych zmaganiach bedzie mozna np. wplywac na klimat w kraju atakowanym tak, by jego przemiany kladzione byly na karb naturalnych kataklizmow. Tego terrorysci jeszcze nie umieja, umieja natomiast calkiem niezle dokonywac inwazji na informatyczne sieci, rozsylac wirusy sprawiajace wrazenie produktu komputerowych maniakow, atakowac gieldy i swiat finansow, zapewniajac sobie srodki na dalsza dzialalnosc, itd. Nastepnym krokiem w tego typu wojnie jest rozsiewanie smiercionosnych bakterii, zatruwanie zrodel wody lub powietrza.
Ani mi w glowie poswiecac ten tekst "straszeniu", on jest zreszta nie tyle o terrorystach, ile o wizji swiata, ktora zrekonstruowac mozna z ksiazek Lema, i o zwiazkach pomiedzy jego pomyslami a dzisiejszym stanem ludzkosci. Jesli cos w tym stanie swiata niepokoi i przeraza, to wspolistnienie rozumnych zasad funkcjonowania i organizacji spoleczenstw z irracjonalizmem zbiorowych przeswiadczen, wzmagajaca sie rola mitow i stereotypow. Jest tak dlatego, ze czlowiek jest istota nie tylko i moze nawet nie przede wszystkim racjonalna, ale uwiklana w cala swoja przeszlosc, powodowana w takiej samej mierze rozumna analiza rzeczywistosci, co ciemnymi emocjami; dzialajaca niekoniecznie w imie wlasnego dobra, ale wrecz przeciw niemu. Nie darmo Lem byl swego czasu pilnym czytelnikiem Dostojewskiego, a przede wszystkim jego Notatek z podziemia. "Czlowiek z lochu" jest bez watpienia prototypem wielu Lemowych bohaterow. Ale krakowski autor konstruuje ich inaczej: kladzie wciaz nacisk na rozdwojenie wewnetrzne opisywanych istot. Roboty z Cyberiady zdaja sie na pozor kreacjami groteskowo-komicznymi, ale u podstaw tej kreacji lezy chyba przeswiadczenie, iz jestesmy – w tej samej mierze my, co bohaterowie opowiesci o Trurlu i Klapaucjuszu – osobliwym polaczeniem tego, co nowoczesne, rozumne, oparte o naukowe podstawy, i tego, co staroswieckie, irracjonalne, sterowane przez popedy lub prymitywne zadze – wladzy, bogactwa, uzycia. Rozlamuje sie wiec bohater Lema na biologiczne cialo i mechanizm, emocje i analize, swiadomosc i nieswiadome popedy. W Cyberiadzie przeprowadzone to w tonacji buffo, ale w Masce na przyklad juz zupelnie inaczej, ze smiertelna powaga – bo dziwaczna bohaterka tego niezwyklego opowiadania, bedac robotem obleczonym zrazu w cialo zjawiskowo pieknej dziewczyny, stara sie przeniknac "prawde" o sobie i choc tnie calkiem doslownie powloke, ktora w niej okrywa metaliczne i zaprogramowane z zewnatrz "sedno", w rezultacie niczego konkretnego o sobie nie umie sie dowiedziec. Do ostatniej chwili prezentuje sie sama sobie jako nierozerwalny splot obydwu czynnikow: chlodnego, narzuconego jej programu – i goracej, osobistej emocji. Autor opowiesci przeprowadza swoja bohaterke przez kilka niejako sfer autoanalizy. Bada ona materialny substrat swej istoty, przechodzi przez doswiadczenie milosno-nienawistnego zwiazku z czlowiekiem, ktorego ma doprowadzic do smierci, wstepuje w mit o funkcji spolecznej i politycznej, a wreszcie zadaje sobie pytania natury religijnej: o granice w sobie predestynacji i wolnej woli. Wszystkie te proby prowadza do podobnych konkluzji – o nieuleczalnym rozdarciu bohaterki na to, co przynalezy do sfery ratio i na to, co emocjonalne, na to, co pochodzi z ciala, i na to, co sie gniezdzi w mechanice. Ale i pozbawiona ciala bohaterka jako "czysty mechanizm" jawi sie podobnie niedefiniowalna, tak jakby wykolejenie scislego projektu jej myslenia i dzialania wynikalo wprost ze stopnia komplikacji wewnetrznej. Kiedy przygladamy sie podobnym istotom u Lema, dochodzimy do wniosku, ze one wlasnie najlepiej sluza jako ilustracja pogladow autora na nature czlowieka.
Ale nie na tym koniec – bo czlowiek to nie tylko nader zlozona wewnetrznie jednostka, ale takze istota spoleczna. Jako taka zmienia sie, bo byt spoleczny wyzwala w niej odmienne cechy – tak jakby historia ludzkiej zbiorowosci, jej myslenia i dzialania, narzucala jednostce maski, wiklala ja w jakies kolektywnie zywione przekonania. W opowiadaniach Lema nader czesto pojawiaja sie spoleczenstwa-probki, poddane eksperymentom socjologicznym, spoleczenstwa, ktore zachowuja sie wbrew przewidywaniom, bo ich dzialaniem rzadza prawa zbyt skomplikowane, aby mozna bylo prognozowac udatnie skutki takich lub innych operacji na okreslajacych je parametrach.
Wiaze sie to nad wyraz scisle z idea naprawy spoleczenstw, raz z parodystycznym zacieciem, innym razem z wielka powaga przedstawiana w roznych tekstach Lema. Melioracja w tych opowiesciach z reguly sie nie udaje – z roznych powodow, z ktorych najwazniejszy to zapewne zbytnie prostactwo naprawczych pomyslow w zestawieniu z niezmierna komplikacja spolecznej struktury, a takze – zroznicowanie zachodzace pomiedzy poszczegolnymi typami spolecznosci, zroznicowanie uniemozliwiajace przewidywanie skutkow zastosowanych posuniec. Tak jest w opowiadaniu Kobyszcze, w ktorym Trurl na prozno chcialby stworzyc spoleczenstwo istot szczesliwych, tak w Dziennikach gwiazdowych, w ktorych Ijon Tichy wciaz nowych i innych napotyka kosmitow, a kazda z ich ras czy odmian rzadzi sie innymi prawami, co z gory czyni wszelkie pomysly standaryzacji dobra czyms bezsensownym.
Jesli przyswieca Lemowi jakis parodystyczny zamysl, to wiaze sie on byc moze z misjonarskimi zapedami, jakie mieli przedstawiciele cywilizacji euro-amerykanskiej wobec innych ludow. Idea, ze wszystkie spoleczenstwa powinny dazyc do realizacji modelu stworzonego przez owa cywilizacje jest dosyc gleboko zakorzeniona w swiecie zachodu. Choc juz od czasow Herdera, a szczegolnie Aleksandra von Humboldta, wiadomo, ze kultury sa po prostu rozne i nadzwyczaj trudno zaprowadzic wsrod nich jednolita hierarchie, przedstawiciele zachodniej cywilizacji radzi sa mniemac, ze przyjecie przez kraje Azji czy Afryki standardow swiata zachodu pozwoliloby nim nie tylko poprawic sytuacje ekonomiczna, ale tez wychowac nowe, szczesliwsze spoleczenstwo. Jest to idea nad wyraz watpliwa, nie bierze bowiem pod uwage odmiennych tradycji i zwiazanego z tym odmiennego wartosciowania roznych modeli zycia i spolecznej organizacji.
Lem w swoich pierwszych powiesciach zdawal sie wierzyc w pewne uniwersalne standardy spolecznego bytu i moralnosci, co pozwalalo mu okreslac cywilizacje Marsjan w Czlowieku z Marsa czy Wenusjan w Astronautach jako opetane zlem, zas spoleczenstwo Bialej Planety z Obloku Magellana jako "dobre" czy przynajmniej podlug naszych standardow racjonalne. Do dzis pamietam wywod uczonego z tej powiesci, podlug ktorego kosmici po prostu m u s z a ludzi przypominac. Nic dziwnego, ze wszystkie trzy planetarne spoleczenstwa z tych wczesnych ksiazek niejako z koniecznosci poddawac sie mialy ocenom w kategoriach ludzkiej etyki. Niebawem stanowisko to ulegac zaczelo modyfikacji. Watek niemozliwosci uzgodnienia systemow wartosci pomiedzy cywilizacjami pojawia sie juz w Edenie, gdzie – podlug stanowiska Ziemian – dzieja sie potworne zbrodnie, a wladza dokonuje okrutnej eksterminacji wlasnych obywateli. Proba interwencji ludzi w obronie jakiejs ponadplanetarnej moralnosci przynosi jednak kolejna hekatombe, z czego plynie wniosek, ze jakiekolwiek narzucanie jednej cywilizacji standardow wytworzonych w obrebie innej jest rzecza nieslychanie ryzykowna. Ten sam watek pojawia sie w Niezwyciezonym, to samo – w inny sposob – w Powrocie z gwiazd, gdzie scieraja sie dwie wersje cywilizacji ziemskiej. W Fiasku proba – zaledwie – nawiazania kontaktu (tyle ze par force) z obca, innoplanetarna kultura prowadzi w efekcie do zniszczenia planety przez Ziemian. Wszystkie te przyklady, lacznie z klasycznym watkiem nie-porozumienia z jedynym mieszkancem planety Solaris, mowia wlasciwie jedno: ze istnieje mianowicie cos takiego, jak zasadnicza i gruntowna odmiennosc uniemozliwiajaca uzgodnienie jezyka i wartosci pomiedzy roznymi istotami czy kulturami, przy czym kultury owe moga istniec obok siebie, nie mieszajac sie i nie przejmujac wzajem sposobow zycia i rozumienia swiata. Ten ostatni motyw pojawia sie szczegolnie dobitnie w Wizji lokalnej, gdzie na jednej planecie istnieja obok siebie dwa systemy polityczno-spoleczne: bogata Luzania, w ktorej nie tylko rozwiazano wszelkie problemy technologiczno-produkcyjne, ale tez zapewniono obywatelom maksymalne bezpieczenstwo wraz z szerokim zakresem osobistej wolnosci – oraz prymitywna Kurdlandia, udreczajaca swych poddanych politycznym terrorem i nakazujaca im zyc w warunkach uragajacych wprost godnosci jednostek. Teza Lema, wypowiedziana mimochodem w tej powiesci, jest – ze jednostki w obydwu systemach moga cierpiec podobnie, a zatem – ze subiektywne poczucie szczescia nie jest prosta pochodna komfortu zycia i poziomu swobody. To wlasnie sprawia, ze obydwa panstwa bytuja przez wieki obok siebie, przy czym to wyzej technologicznie rozwiniete jakos niekoniecznie wchlania to drugie lub narzuca mu swoje standardy. Teza owa powinna dac do myslenia tym wszystkim, ktorzy uwazaja, iz model parlamentarnej demokracji w stylu zachodnim czy wyksztalcony na zachodzie model rzadzenia, ekonomii i trybu zycia jednostek powinien predzej czy pozniej zostac przejety przez wszystkie cywilizacje na swiecie jako "obiektywnie najlepszy" (na tym, z grubsza biorac, polegala teza Fukuyamy o "koncu historii"). Takie myslenie doprowadzilo w wielu punktach swiata do stanow zapalnych, a juz na pewno: do glebokiego urazenia przedstawicieli kultur odmiennych niz euro-amerykanska.
Najbardziej jednak przenikliwa i pesymistyczna diagnoze dotyczaca sytuacji, w jaka niepostrzezenie wchodzi ludzkosc, przynosi dopiero Katar. Ksiazka to niezwykle sugestywna w swej warstwie prognostycznej, mowi bowiem o takich zagrozeniach, ktore rodza sie w spoleczenstwie przyszlosci niejako bez niczyjej winy czy nawet woli. Seria zagadkowych smierci pacjentow zakladow balneologicznych na poludniu Wloch powstaje przecie nie jako wyrafinowane morderstwo, ale jako produkt szeregu przypadkowych koincydencji, w wyniku ktorych rodzi sie nieszczesny zwiazek chemiczny odpowiadajacy za smiertelna psychoze kolejnych ofiar. Do ostatecznego rozwiazania powiesciowej zagadki bohater dociera jednak zrazu poprzez doswiadczenie terroru, ktore wydaje sie byc tutaj tylko nieco mniej radykalna wersja zla rodzacego sie z chaosu. W swym doskonalym szkicu poswieconym powiesci Przemyslaw Czaplinski pisze:
"Katar ukazuje – co wydaje mi sie osobna, acz nie dostrzegana wartoscia utworu – nowe postaci zla. Pierwsze z nich, upostaciowane przez terroryzm, ma charakter dzialan premedytowanych (a wiec zamierzonych jako zbrodnia), lecz rownoczesnie losowych, a wiec nie wymierzonych w konkretna ofiare. Jako przeciwdzialanie politycy proponuja sile rownowazna:na ekstremistyczny terror nie ma skuteczniejszego srodka ponad prewencyjne likwidowanie aktywistow. Na profilaktyczny mord wprost demokracja sobie nie pozwoli, moze jednak przymknac oczy na prorzadowe skrytobojstwo z ograniczona odpowiedzialnoscia pod dyskretnie uposrednionym nadzorem. To juz nie stary mord kapturowy, represja firmowana przez panstwo, lecz konstruktywny terror per procura.
Poglad jest tak dosadny, ze wlasciwie nie wymaga komentarza; dodac pewnie mozna jedno: widac tu nie tylko, jak kazde zlo, ktore sie upowszechnia, pociaga za soba metodyke prewencji, a wiec zarowno poszukiwanie metody poznawczej, jak i strategii postepowania. W „prewencyjnym likwidowaniu aktywistow” uwidacznia sie i to, ze nowe postaci zla, powolujac do zycia srodki zaradcze, zarazaja soba dobro – niejako zatruwaja je, niweczac jakas czesc jego sily, plynacej z moralnej czystosci." [1].
Terror, jaki w swej powiesci pokazuje Lem, jest wyraznie odmienny od tego, ktory znamy z odleglejszej w czasie historii. Tamten dawniejszy kierowany byl przeciwko starannie wybieranym celom: ginac mial nienawistny wladca lub czlonek jego rodziny, minister czy policmajster, w kazdym razie przedstawiciel panstwowego systemu. Terror dzisiejszy jest na pozor slepy i bezkierunkowy: "Nowozelandzki turysta, chcac zaprotestowac przeciw porwaniu w Boliwii australijskiego dyplomaty, usilowal porwac w Helsinkach czarterowa maszyne z pielgrzymami do Watykanu" – powiada sie w Katarze. Groteskowosc tego przykladu blednie, jesli go przylozymy do swiata globalnych powiazan i wspolzaleznosci. Rzeczywistosc dzisiejsza polega nie tylko na niewyobrazalnym nagromadzeniu rzeczy i faktow, ale tez na pomnozeniu wiazacych te elementy relacji. W tej sytuacji cios wymierzony w "kogokolwiek" moze jakos tam, w drodze wielu rykoszetowych odbic, trafic w przewidziany cel. Swiat globalistyczny wymaga zatem globalistycznego systemu prewencji i kontroli, jego choroby rozprzestrzeniaja sie bowiem blyskawicznie i obejmuja caly organizm tego molocha. Lem pokazuje nam to, co stalo sie bijaca w oczy rzeczywistoscia nazajutrz po zamachu 11 wrzesnia: ze niemal kazdy moze stac sie ni stad, ni zowad ofiara ataku terrorystow, ale tez – ze kazdy musi w tym swiecie przygotowac sie do roli podejrzanego, poddac upokarzajacym procedurom inwigilacji.Ale unaocznienie niebezpieczenstw plynacych z globalizacji powiazan miedzyludzkich i "przepelnienia" planety to jedynie pierwszy stopien wtajemniczenia w nowy porzadek, w ktorym zwolna trzeba sie nam bedzie zadomowic. Drugi stopien spowija jeszcze mgla, ale widac juz zarysy nowego typu zagrozen, ktory w Katarze uosabia chemia: to wszak nieoczekiwane, losowe nastepstwo chemicznych reakcji doprowadza w powiesci do serii smiertelnych wypadkow. Terrorysta wspolczesny strzela wiec do przypadkowych przechodniow na ulicy, wysadza sie wraz z bomba w przepelnionej kawiarni, zawsze jednak jest to akt swiadomy i ukierunkowany, podczas gdy chaos zabija mimochodem, poza wszelka intencja i rachuba. Powiada Czaplinski:
"Jesli wiec konsekwentnie rozpatrywac krytycznosc powiesci Lema jako nowego obrazu zla, to polemika polegalaby na ukazaniu wspolczesnej cywilizacji jako producenta mechanizmow zbrodniczych i nieprecyzyjnych, dzialajacych nie jak zegar, lecz jak maszyna loteryjna, dla ktorej ofiara to nie cel na muszce, lecz przypadkowy obiekt w polu gestego obstrzalu." [2].I dalej:"Powiesc kryminalna, powolana u swych zrodel do przywracania porzadku, w wariancie Lemowym ukazala, ze nie ma czego przywracac: nie istnieje metoda poznania gwarantujaca wykrycie zla, nie ma spolecznego mecahnizmu przeciwdzialania zbrodni i, wreszcie, nie ma swiata, ktory po chwilowym zakloceniu przestepstwem moglby wrocic do normy." [3].
Czy jednak chaos jest u Lema jednoznacznie zly? Wydaje sie, iz stosunek don autora jest bardziej skomplikowany i niejednoznaczny. Chaos bowiem produkuje nie tylko zlo, lecz i dobro, poznajemy go jako maszyne losowa, z ktorej moze wyskoczyc wszystko, co tylko fizycznie mozliwe. Ten watek pojawia sie u Lema czesto w aurze niepowaznej lub groteskowej, choc w najglebszym ujeciu chaos jest wazny i niezbywalny jako kolebka wszelkiej zmiany, a wiec i rozwoju. W miare jednak rozwoju wydarzen na swiecie chaotycznosc zdaje sie pisarza coraz bardziej meczyc i przerazac. Jej odbiciem najwyrazistszym staje sie dla niego internet – jako nie tylko metoda przesylania i gromadzenia informacji, ale tez jako gigantyczny labirynt, w ktorym nie sposob sie rozeznac i wsrod milionow wiadomosci nieistotnych lub zgola falszywych odszukac te, ktore maja jakakolwiek wartosc. Co wiecej, internet obrazuje nie tylko chaos mentalny, ale i moralny, jest bowiem arena, na ktorej kazdy moze wystapic w masce, eksponujac to, co w nim zle lub perwersyjne, a latwosc dostepu do sieci polaczona z anonimowoscia powoduje, ze obok zadzy poznania szaleja w niej takze wszelkie niepoczciwe zadze, pleni sie agresja, zwoluja czciciele zagrazajacych ogolowi wiar religijnych czy politycznych, milosnicy sadystycznego seksu, pedofile, etc. Trzy niedawno wydane ksiazki Lema o charakterze eseistycznym: Tajemnica chinskiego pokoju, Bomba megabitowa i – szczegolnie – Okamgnienie coraz dobitniej wyrazaja ten nowy, zdecydowanie bardziej pesymistyczny stosunek autora do chaosu, w ktorym powoli rozpuszcza sie struktura i hierarchia swiata ludzkiej kultury, a jedynym orezem pozwalajacym w pewnej mierze utrzymac go w ryzach wydaje sie wszechobecna inwigilacja.W poczatkach lat szescdziesiatych taki organizm spoleczny, w ktorym bylejakosc i chaotycznosc isc miala w parze z totalnym ubezwlasnowolnieniem jednostki na rzecz instytucji, kojarzyl sie Lemowi raczej z panstwem totalitarnym w jego najwyzszym stopniu rozwoju. Tak wlasnie prezentuje sie czytelnikowi Gmach z Pamietnika znalezionego w wannie – biurokratyczna struktura dazaca do przechwycenia kontroli nad kazdym atomem poddanego jej swiata. Taki absolutyzm nie idzie jej na zdrowie, bo od wiedzy i mocy totalnej bardzo blisko do niewiedzy i niemocy – wlasnie przez to, ze lawiny pozyskiwanych wiadomosci nie da sie w zaden sposob opanowac i sensownie uzyc, mozna jedynie z ich pomoca udreczac zaplatane w trzewia Gmachu jednostki.
Gmach jako sublimacja totalitarnego panstwa tym sie jednak odznacza, ze w nim wszyscy dzialaja z jakas (polityczna, militarna) intencja, wszyscy spiskuja – niewazne juz, w imie jakiej wladzy czy idei, bo takze wszelkie wyzsze motywacje ulegaja w strukturze Gmachu rozpuszczeniu i zrownaniu. Monument z gowna – tak widzi go w koncu zniechecony bohater. Ale wspolczesna permisywna i demokratyczna kultura globalna ma tendencje do wytwarzania podobnie grzaskich i brzydko pachnacych quasi-struktur, w ktorych ukryte powiazania moga laczyc wszystko ze wszystkim (np. agencje rzadu USA sprzedaja potajemnie bron do Iranu, by – rownie potajemnie – sfinansowac swe akcje w Nikaragui). W takim srodowisku znakomicie rozwija sie terroryzm – jako sposob prowadzenia wojny nielegalny lub pollegalny, poddany kontroli juz nie parlamentow czy rzadow, lecz struktur wywiadowczych, wielkich korporacji, tajnych zrzeszen lub nawet osob prywatnych.
Trzeba dobrze zrozumiec Lema: nie jest on z pewnoscia chwalca ustrojow opartych o konserwatywne zasady i wzorce dzialania, nie poparlby bez watpienia prawicowego stylu myslenia o spoleczenstwie i wartosciach. Przeciez jednak nie umie przystac na swiat bez moralnej sankcji, swiat, w ktorym brak "moralnego kregoslupa", czyli zbioru regul pochodzacych nie z racjonalnych rozumowan, tylko z tradycji i umow spolecznych. Te reguly funkcjonuja prawidlowo nie tyle wtedy, gdy stoi za nimi przymus prawny, ale wtedy, gdy sa uwewnetrznione, gdy posluszenstwo nim staje sie indywidualnym i spolecznym odruchem. Dzisiejsze spoleczenstwo globalne juz takich uwewnetrznionych regul nie slucha – moze dlatego, ze w kulturowym zmieszaniu ulegly one relatywizacji? Moze dlatego, ze ludzie coraz mniej wierza w pozaswiatowe sankcje czekajace grzesznikow? Moze wreszcie dlatego, ze cywilizacje trwajace w pogoni za dobrami wyzszego rzedu zastapily cywilizacje nastawione na materialne korzysci, zabawe lub draznienie osrodkow rozkoszy? Cywilizacja, w ktorej normy moralne ulegly atrofii, rozwija sie nadal, nawet moze dokonywac znaczacych odkryc, ale jest wciaz zagrozona rozpadem. Antidotum na kryzys moralnosci zdaje sie niektorym fundamentalizm – ale ten wlasnie zdaje sie byc owocem kryzysu religii, zarazil sie bowiem takze etycznym indyferentyzmem, przeksztalcil w idee bezkompromisowego "niszczenia niewiernych" bez pytania o wine i racje, gdzie cel ma – jak zwykle – uswiecac srodki.
Choroba, jaka toczy wspolczesne spoleczenstwo jest wiec szczegolnie trudna do uleczenia, ma bowiem charakter infekcji niezogniskowanej, zarazajacej zbiorowosci ludzkie jako calosc, utajonej w strukturach socjalnych, w wiarach i systemach wartosci, w urzadzeniach politycznych, w kanalach przesylu i przechowywania informacji. Nie da sie zapewne zapanowac nad nia w sposob tradycyjny: przez edukacje, wprowadzenie takich czy innych reform systemu prawa i jego egzekucji. Lem zdaje sie sadzic, ze beda tu w perspektywie potrzebne jakies zupelnie nowe pomysly na opanowanie sytuacji, wcale nie koniecznie mile dla mieszkancow planety.
Skutki zagrozen w postaci globalnego systemu nadzoru nad obywatelami Lem przewidzial bardzo wczesnie. Co szczegolnie smakowite, przewidzial zrazu niejako bezwiednie – bo to Andrzej Stoff, jak sam autor przyznaje – zwrocil jego uwage na szczegolny charater systemu wladzy w Powrocie z gwiazd. Ziemia przyszlosci jest tam zarzadzana przez wladze dobrze przed mieszkancami globu ukryta, a jednoczesnie wszechwiedna i dosc bezwzglednie narzucajaca wszystkim zalozony porzadek, w ktorym miejsce naczelne zajmuje przymusowa amputacja instynktu agresji. Moze wiec tylko tak da sie uchronic ludzi przed nimi samymi? Wizje poprawiona takiego systemu przynosi Wizja lokalna, gdzie nadzor nad obywatelami Luzanii przejmuje automatyczna "etykosfera", chroniaca jednostki przed zagrozeniem i dzialajaca na poziomie mikroczastek, wiec niejako wprzagnieta w porzadek natury. Czy tylko tak uda sie ludzkosci skojarzyc idee osobistej wolnosci z pragnieniem bezpieczenstwa? Nie mysle tu o „etykosferze”, ktora – jako pomysl – zdaje sie wciaz urzadzeniem fantastycznym, nieziszczalnym w dzisiejszym stanie technologii. Czy moze wiec powstac system zapewniajacy bezpieczenstwo w sposob arbitralny, nie przeksztalcajac sie natychmiast w jakas forme totalitaryzmu? Trudno na to pytanie dzisiaj odpowiedziec, choc bez watpienia jakies proby rozwiazania opisanych tu dylematow musza byc podjete. I moze nie byloby zle, gdyby zajeci tym ludzie mieli gdzies pod reka – chocby jako zbior przestrog – opowiesci Stanislawa Lema.
Tekst otrzymany od Autora.
Pierwodruk: Dekada Literacka, 2002
- Przypisy:
- P. Czaplinski, Smierc chaotyczna: Katar Stanislawa Lema, w: Mikrologi ze smiercia. Motywy tanatyczne we wspolczesnej literaturze polskiej, Biblioteka Literacka "Poznanskich Studiow Polonistycznych", Poznan 2001, s. 146-147. (powrot)
- P. Czaplinski, op.cit., s. 151. (powrot)
- Tamze, s. 155. (powrot)
Jerzy Jarzebski jest historykiem literatury i krytykiem literackim, profesorem Uniwersytetu Jagiellonskiego. Jest rowniez redaktorem wydania Dziel Zebranych Stanislawa Lema.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | |||||