
Zamieszczamy obszerny wybor poezji Jerzego Lieberta, wielkiego poety (1904-1931). Ten moj wybor otwieraja i zamykaja dwa, w moim odczuciu, najwspanialsze wiersze Lieberta: Jurgowska karczma i Lisy. (AMK)
JERZY LIEBERT
Jerzy Liebert
WYBOR POEZJI
JURGOWSKA KARCZMA
Raczej zawroc, raczej nadloz pare staj,
Chocby ziab cie spalil, wiatr oslepil
Przed ta karczma nie zatrzymuj san:
Nie pij, moja mila, nie pij...
Tam z kieliszkow wyskakuje siny bies,
Czuly tenor, bies rozanielony,
Stuknie w szklo - juz w kieliszku pelno lez,
A on placze, coraz wyzsze bierze tony...
Stuknie w szklo, wezmie cis, wstrzyma czas
I z wiecznosci - sama wiesz najlepiej –
Bedzie lkal: jeszcze jeden do mnie raz
Przepij, moja luba, przepij.
Brzekna szkla... patrzysz w krag – tenor szczezl,
Ton ostatni jeszcze slania sie po stole,
A z kieliszka drugi bies, rudy bies,
Wyjrzal tepy - czarna bruzde ma na czole.
Wlepil wzrok: w mozgu mysl, ostra kra -
Teskny gzygzak tnie ci czolo miedzy brwiami...
Stuknal w szklo - juz w kieliszku jestem – JA!
Nie pij czasem, nie daj sie omamic!
- Tyzes to, mily moj? - Brzekna szkla -
Pekna sciany, dach dwupoly sie rozlamie,
Miast posadzki - czarny lej bez dna.
I zakracze z wszystkich stron niepamiec...
Tylko walczyk czarci bedzie lkal,
Slodki walczyk - ach, niezapomniany!
Pierwsze pas, drugie pas, trzecie pas
I wyplyniesz lekka poprzez sciany...
z tomiku
GUSLA
z tomiku DRUGA OJCZYZNA MORZE I WINO
Kiedy ustami mymi Twe oczy otworze!
Po coz podroz daleka i glebokie morze?
Rzesy jak ptaki leca, az wieczor je znuzy,
W powiekach nieba tona niby w platkach rozy.
Wtedy morze fal piersia wznosi sie zmeczone,
Caluje gwiazdy lekko i bierze w ramiona,
A ziemia, jak twe usta, brzoskwinia i winem
Napelnia welon nocy, co z ksiezycem plynie.
Wiem, droga, ze nas milosc laczy i rozwodzi,
Jak wino nas upaja i jak morze chlodzi.
Z naszych oczu, z ust biorac odwieczna przyczyne -
Oczy tesknia za morzem, a usta za winem.
WIERSZ MILOSNY
Ziemia cialo pachnace wynurza zza mgly,
Jeszcze senna od switu i cicha,
Piersia mokra obloki roztraca i wzdycha
A juz wstaje, faluje i drzy.
Niebo w gorze rozwiane i zmiete jak tiul,
Do ust gorzkich przyciska i chlodzi -
Blady dzien sie w pieszczocie wylania i rodzi
W pocalunku mocniejszym nad bol.
I od ziemskiej polkuli az do mlecznych drog
Plecie chmury z rozowych warkoczy,
Az sie w pasach jak roza rozwinie i stoczy
Niby dywan dla Twoich nog.
z tomiku GUSLA WIOSNA
Ptaki oszalaly...
Na piersi mlodych brzoz kladly rogi jelenie,
Nieba laknace zieleni,
Chrapy spocone im drzaly,
Tryskaly z drzew liscie i soki,
Pijane chodzily zwierzeta i obloki.
Na wyrebach pod sloncem dziwy – mgly liliowe.
Az trzaskaly z zachwytu kory po gaszczach zdrowe.
ROZMOWA O NORWIDZIE
Mowiono o Norwidzie, oprawnym we wstazki,
W zloconych rogach lsniacym na stole w salonie.
Rzekl ktos, do kart niechetnie przyblizajac dlonie:
- Wszystko jest tu niejasne,. wole proste ksiazki.
I dalej sie o wierszach toczyla rozmowa:
Jedni ganili ciemnosc, inni - zdan zawilosc,
Czy w wierszu jest prawdziwa, czy udana milosc?
Najpiekniejsza poezja to sa zwykle slowa...
Nagle wiatr rozwarl okno i won przywial z alej,
Wszedl wieczor, za nim niebo rozowe od chlodu.
Ktos cisnal biala roze miedzy nich z ogrodu.
Umilkli, obrazeni - i mowiono dalej.
NA LIPE CZARNOLESKA
Wonna lipa czarnoleska
Gesto niebem przetykana,
Pyszna w gwarze i krolewska -
Oto lutnia mistrza Jana,
Lira, ktorej miodu sila,
Na trzy wieki Polske spila.
Z drzewa prostego ciosana,
Jak drzewo ssala u szczytu,
Z Bozego, pelnego dzbana
Wyniosla madrosc blekitu,
By miedzy zyciem a spiewem
Nie rozdzielac ziemi z niebem.
Dzisiaj przed zgielkiem i gwarem
Pozwol skryc sie, o lutnisto,
Pod owej piesni konarem
Jak pod lipa rozlozysta,
Gdzie ptak dzwoni w nocnym chlodzie,
Ksiezyc rogiem chmury bodzie.
Tu pod niebo rosna wience,
Ponad wielka pustke miasta,
Struna sama idzie w rece,
A serce w serce nam wrasta -
Tu cien daje laur z drzewa,
A laur w cieniu dojrzewa.
PRZYMIERZE
Jozefowi Wittlinowi
O, kiedyz z ziemi twardego rdzenia
Na sprawy nasze zgode dobedziem,
Na slowa z ciebie, na slowa ze mnie -
Jakimz wysilkiem, jakimz narzedziem?
Przeciez jednako skrzypi w nas, gnie sie
I trzeszczy dzien nasz - jablon garbata,
Owoce cierpkie w piersiach obraca,
Gnatem korzennym nogi oplata.
Przeciez jednako na nowe lata
Nasiona bolu luskamy z siebie -
Na jutro twoje, na jutro moje,
Na nasze jutro o lepszym drzewie.
O, kiedyz, matko, plon wykolyszesz,
Nadzieja wzejdziesz, dojrzala trysniesz
Ziarnem spod kosci, spod krwi - przymierzem
I koniczyna o czworolisciu.
Niechaj porosnie, niechaj wygladzi
Zywoty nasze szyte i rwane,
Nad twoim domem, nad domem moim,
Niechaj sie przyjmie dobry poranek.
Uderzy niebem, zapachnie wiatrem,
Zadzwoni wilga w bliskiej olszynie,
Bysmy sie, wrogu moj, nie wstydzili
Swierszcza o zmierzchu znalezc w kominie.
Abysmy z mowy, co w zylach plynie,
Zielone slowa, oliwne wzieli,
Galazki mlode, pedy kwietniowe -
Pierwsze nadzieje tej ziemi.
Niechaj wolaja w wiosennym szumie,
Ze blizny nasze w ziolach wygoim,
Ze bedziem przeciez milymi goscmi,
Ty w slowie moim, ja w slowie twoim.
MUZA
Skadze slowo tak biegnie do dzwieku,
Gdy go inne po imieniu zowie?
Jakiz plomien swieci nad ziemia,
Ze tak widno w sercu i w slowie?
NATCHNIENIE BOLESNE
Wsrod zlych moich uczynkow, jak wsrod traw ospalych
Plynie Twoj strumien, Panie,
Porusza moje ziemie, otwiera moje skaly
Twarde, znieruchomiale.
Pozwol za tym strumieniem i miodu i mleka
Ludziom wejsc na nie.
O czlowieka, o milosc czlowieka
Modle sie Panie.
BOZA NOC
Pokad mnie bedziesz gnebil, gniotl,
Smolisty stropie - smola trwozyl?
Rozdawco plag, szafarzu cnot,
Bezgwiezdny szpiegu bozy!
Dokad mnie wzywasz? Wolasz, skad -
Kogucim spiewem o polnocy,
Zza szyb, w swietlicy kazdy kat
Hyzopem wplywasz nocy?
Budzisz mnie, grozisz - czegoz chcesz,
Nieludzki, od mych spraw czlowieczych,
Powiedz, o jaka stoisz rzecz,
Ty, ciemny Sens Wszechrzeczy?
W smolistej pustce glos twoj brzmi,
Koluje, dzwoni przenikliwy.
Za co mnie scigasz? Ploszysz sny,
Trapisz, zywiole msciwy!
Wiesz dobrze, nie od dzis ten spor
Trwa nierozumny miedzy nami...
Dosc! Dosc juz! Niech raz zmilknie kur,
Zlowrozbny ptak otchlani.
GORACZKA
Wyciagnalem dlonie,
Kule szklana gonie...
Wstrzymaj sie, przystan,
Szklany grobie, trumno kulista!
W twoim wnetrzu, w centrum szklanych kol,
Uwieziona moja mila glowa w dol...
Odebralo mi rozum szklane wnetrze,
Nierozumny kule gonie, tak sie mecze,
Za ta kula snuc sie musze krok w krok,
Juz pol roku, jeszcze moze dlugi rok.
Z trumny szklistej, kulistej - polzywa,
Rece lamie, wyciaga - przyzywa,
Wzrokiem blednym zaklina mnie: - Cos zrob,
By nie toczyl sie juz ze mna szklany grob...
Patrze w kule – a ty w kuli glowa wzwyz,
Gonie kule – a ty glowa w dol...
Juz nie moge, moja mila, brak mi tchu
Bola oczy od tortury szklanych kol...
Ona z dolu glowa w gore leci znow,
Zamieniona, obrocona cala w RUCH...
tomiku KOLYSANKA JODLOWA RAPSOD ZALOBNY
...Wyrychtujemy ci, chlopaczku, trumne,
Tak jak sie patrzy - niewielka a szczelna.
Przez gorskie laki i przez lasy szumne
Na barkach skrzynke poniesiem smiertelna.
Jakze tu ziemi oddac mlodziutkiego
I bezbronnego tak, ktory zaufal...
Odstapim predzej od dolu czarnego -
Nie, nie oddamy go, niech nadal ufa.
Scigani placzem i wronim krakaniem,
Z truchlem, pobladli, pojdziemy przed siebie...
Ojciec zawroci i matka odstanie,
Oblednym okiem toczaca po niebie...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
KROKUSY
Ruszyla rzeka. Kra pod mostkiem sie pietrzy.
Noca zabierze kladke Prut.
Patrza swierki z wysoka - Peka lod:
Tyle nieba wiosennego, tyle wod!
Kladke trzeba umocnic, bo woda poniesie,
Haki trzeba powbijac i zalozyc drut.
Komuz by sie to chcialo - malo swierkow w lesie !
Prut sie pieni. Trzaska na rzece lod!
A ty wzruszony po ogrodku
Walesasz sie, wilgotny wachasz krzak.
Nad toba chmura sniada sunie,
Nad toba fruwa ptak.
Stajal marcowy snieg na klombach.
Po blotku drepcesz krok za krokiem.
Tak samo wszystko jak przed rokiem
Podpatrzec chcialbys, poogladac...
Zniesie mostek, poniesie - w dol ruszyly kry!
Belkoca wody, w sloncu sie jarza.
Kladke trzeba ratowac - czas najwyzszy! A ty?
Tobie krokusy w ogrodku sie marza.
Jerzy Liebert w Worochcie na Huculszczyznie
COLAS BREUGNON
Wypedzili z raju aniolowie.
Ludzi, ptaki i strwozone sarny,
Zamiast ambrozji slodkiej i zlotej
Krowie mleko nam dali i chleb czarny.
Myslal Bog, ze lamiac chleba cwiercie
W gniewie okrutnym zalamiemy rece,
A oto nam sie chleb wydal slodszym od ambrozji
I wznieslismy rece w podziece.
Oto krowy na 1akach zielonych
Cieplym mlekiem trysnely w dzbany
I w oblokach dzbanow glinianych
Zobaczylismy raj nam zabrany.
Naszych piesni jablonie srebrzyste
Przeslonily Twoj majestat jasny,
Zakazany owoc zrywamy
I dzielimy go wspolnie z niewiasta.
Przeplynela nam przez serca radosc
Musujaca jak strumien nowina -
Dales, Panie, kielich goryczy,
Mysmy gorycz zmienili na wino.
Luki swiatyn, jak brwi Twe gniewne
Zacisnely nad nami niebiosa,
O, Panie, rozchyl zaslony niebieskie,
Ukaz jasna twarz Dionizosa!
PRZED DOMEM JARZEBINA
Przed domem jarzebina
Ku ziemi sie ugina.
Widzisz, coraz to smlelej
Jesien sobie poczyna.
Juz z pozolklych polonin.
Hucul swe stada goni.
Wez pierwsze z brzegu ziele,
Rozetrzesz je na dloni.
W garsteczce tego prochu,
W trembity ruskiej szlochu,
W oblokach, ach, we wszystkim,
Jesieni jest po trochu.
Zapisz te pore, zapisz,
Bo zaraz ja utracisz.
Pozbieraj ja, pozbieraj,
Jak umiesz, jak potrafisz.
NA FUJARCE
Komuzes ty potrzebne,
Nierobstwo moje spiewne,
Slowka, zda sie, konieczne -
Zbyteczne wy, zbyteczne.
Liryczne, ptasie nutki,
Po ktorych wtor krociutki,
Rzucane po kryjomu -
Kazdemu i nikomu.
Niewiele ich, niewiele,
Ale sa czyste trele,
Niebedne, wiem, konieczne -
Swiatu nieuzyteczne.
W drewienko liche dmucham,
Z rozpacza nutek slucham...
Namawiam swiat daremnie -
Obywa sie beze mnie.
z wierszy rozproszonych ZMARTWYCHWSTANIE (Modlitwa Poety)
Zmartwychwstanie... Zmartwychwstanie!...
Dopomoz mi, Boze Panie,
Uszczesliwic Ludzkosc cala,
Patrz! Cisnie sie wszak nawala
Do stop Twoich... Ja tak prosze -
Pozwolzez mi tu rozgorzec,
Cuda czynic, Piekno tworzyc,
Cala dusze w Wszechswiat wlozyc
I do Ciebie modly wznosic...
Slysze juz niebianskie chory,
I aniolow swietych granie -
Piesni lecace za chmury ...
Zmartwychwstanie!... Zmartwychwstanie!...
Dopomoz mi, Boze Panie,
Byc dla maluczkich - Ochrona,
Dla nieszczesliwych - Pociecha,
Dla zbladzonych - cicha Strzecha,
Zas dla Narodu - Korona
Ozdobiona w idealy,
W perly czyste i krysztaly,
Co blaski w noce ciskaja,
Przyswiecajac jak ognisko...
Pozwolzez mi, Panie Boze,
Zmienic w Raj ziemskie siedlisko -
Niech me piesni czas przetrwaja,
Niech trwa wiecznie to, co stworze...
ZAMYSLENIE
- "Znow powraca nawyk
smetnego mego zamyslenia..."
Michal Aniol
Potrzeba mi pokoju Twoich rak wyciagnietych
(Jestem jak trzepocacy motyl na srebrne igly wpiety).
Niech mnie Twoja zlocistosc usmiechem wypogodzi
(Slowa takie stargane, a mysmy tacy mlodzi).
Potrzeba mi modlitwy, ust Twych szelestu,
Dobroci i martwoty wszelakich gestow.
Potrzeba Twej jasnoty; juz nie milosci,
Co cisze ma rozdarla ostrzem stalowych gwozdzi.
MOJA WIARA
Chcialbym, azeby do mnie przyszedl Ktos najbardziej Prosty,
Taki, jak na maszty brane, polskie sosny.
Zeby mi powiedzial slowo jedno tylko - Synu
I aby odszedl. I zeby zostawil blada won jasminu.
Przypadlbym na kolana i znieruchomial ze zgrozy,
A boska bialosc rozpielyby przede mna brzozy.
SNIEG
Sluchaj... Sluchaj... Padaja biale platki
Nieba, czy kwiatow, czy pocalunkow matki.
Tak mi sie mysl splatala w zawierusze...
Padaja platki na usta, na serce. na dusze,
I slowa padaja gorace, ale to wszystko niejasne -
Sluchaj... Sluchaj... A moze to tylko jest piasek?
POZAR LASU
Gotuje sie zywica
W kadlubach opalonych,
Z trzaskiem smola wytryska
Z gestwi - czerni sklebionych.
Slonce starlo sie z ziemia -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Dym w nieba wgryza sie oczy,
Jeleniom rogi plona,
Ziemie rwa kopytami,
Pruja przestrzen czerwona.
Pieka sie w ogniu buki,
Sosny kwitna jak maki,
Sycza zgroza jalowce,
Trzaskaja suche krzaki.
Pedza wyspy - polanki,
Pierzchaja liliowe wrzosy...
Na mech sczernialy kapia
Zywiczne krople rosy.
OJCZYZNA
Posrod sadow wisniowych, chalup, ryzych zboz,
W ktore noca z dziewkami ksiezyc sie zakrada -
Nie znam Rzymu, obca sloneczna Hellada
I nadrenskie ruiny strojne w wianki roz.
Koncha nieba mi szumi tu drzewo i ptak,
Obce sa szarym skrzydlom fali morskiej dreszcze,
Na skrzypcach lak, smyczkiem rosy, graja swierszcze,
Staw sie z niebem rymuje, z jarzebina mak.
Nie teskni cudzoziemiec zaden do tych stron,
Gdzie zamiast gwiazd jaskrawych jablonie sie kolysza,
Gdzie, szczypiac bujne trawy, mlode zrebaki dysza,
Biegaja i przystaja wpatrzone w slonca dzwon.
W Jesienina ojczyznie harmonia rzewna gra,
A w moim kraju wieczor w ksiezyca dmie fujarke,
Czerwony wschodu bies zbudzona goni jarke,
Na sady, jak na oczy kochane, spada mgla.
Tu jesien dnie przesuwa, jak perel barwnych sznur
I w zlocie je zanurza, perelka po perelce...
Wiatrak jak wrobel siadl i trwoznie bije sercem,
W gardlo mi ziarna sypie pekniety slonca wor.
O, chociaz kusza mnie blekitne porty morz,
Jak barbarzynca, wiem, wyciagne znowu dlonie
Do ziemi, ktorej lzy w swych oczach nosza konie,
gdzie, jak nad Renem, pachna wianuszki bladych roz.
KOLEDA
Kochanej Matce Czackiej
Nie placzze, moj Syneczku, nie placz,
z prosba o modlitwe
Woda bedzie w balijce ciepla,
Kolebeczki Bog Ci poskapil,
Za to Matka ukolysa, ukapie.
Wody troche zaczerpa w dlonie,
Wloski zleje, namasci skronie,
Ale zamknij oczeta, Synu,
Bo kropelki po czole splyna.
Spiewa Panna i woda spiewa,
Bierze dziecie, tuli, oblewa –
Panna schyla zdziwione lice:
Sama woda pluska w balijce,
Sama woda do raczek biezy,
Sama woda u nozek lezy;
Kruchy boczek tylko oplynie,
Nosi woda, kapie woda Dziecine.
Milknie woda i spiewa Panna:
Licha-c, cienka-c koszulka lniana,
Ale nie placz, Syneczku, nie placz,
Bo u Ojca jest duzo ciepla,
Wyprosimy sobie giezleczko -,
Lulaj, Synku, lulaj, Syneczku.
LISY
Nie pomaga, nie pomaga brom.
Znow podchodza - juz sa blisko - tuz za sciana...
Znow odbiegna, i zawroca, i przystana.
Znowu chylkiem podchodza pod dom.
Kozuch wdziej, pod jodlowy wyjdz strop!
Brom nie dziala - nie mysl, nie mysl o noclegu.
Schyl sie nisko, szukaj pilnie, a na sniegu
Lisi slad odnajdziesz, lisi trop.
Za tym tropem, swiatek smetny, idz!
Kretym sladem wszedy zdazaj za lisami.
Ucz sie, ucz sie - dolinkami, pagorkami -
Jak ci chadzac, slady mylic, zyc.
Pojdz! Czy slyszysz? - szczeka w niebo lis,
Lis natchniony, spojrz, z miesiaca lis wykuty!
On ci wskaze drozki swoje, przejscia, skroty,
Lisi rozum da ci, lisi zmysl.
Ucz sie, swiatku, wiedzy lisiej, ucz!
Ucz sie ziemi, mroku, szmeru, ucz sie wiatru!
Podchodz boczkiem, chylkuj lisio i wypatruj,
A przemyslnie koluj, madrze klucz!
Lisim tropem, z morda lisia spiesz,
Lisim chodem zdazaj, swiatku frasobliwy!
Lis ci zdradzi sekret slodki i straszliwy:
Swiat - krolestwo twoje, wzdluz i wszerz!
Pojdz, nie zwlekaj, nie pomoze brom!
Za szybami - patrz - swoboda, nocka lisia...
Nie odkladaj - smialo za mna - jeszcze dzisiaj,
Pod sasiada podejdziemy dom...
Tedy... tedy ...w slepiach gra ci blysk...
Predzej... predzej... pagorkami... dolinkami...
Spadaj... chwytaj... rwij zebami... pazurami...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nie krzycz, nie krzycz! Jam natchniony lis!
z tomiku
KOLYSANKA JODLOWA

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | |||||