
Zamieszczamy kilka wierszy z najnowszego tomu Czesława Miłosza pt. Druga przestrzeń, Wydawnictwo Znak, Kraków 2002."Druga przestrzeń - nowy tom wierszy Czesława Miłosza, będąc kontynuacją wątków interesujących pisarza właściwie "od zawsze", przesuwa granice jego metafizycznych poszukiwań na terytoria nie penetrowane dotąd tak dogłębnie nie tylko przez niego samego, ale przez współczesną poezję w ogóle. Większość tych wierszy to rozpisana na różne głosy, a zarazem szalenie osobista rozmowa z Panem Bogiem. Miłosz z niespotykaną odwagą i szczerością dotyka kwestii najważniejszych: wiary i zwątpienia, pytań o wszechmocność Boga i Jego obojętność wobec zła. Przedkłada poszukiwanie i brak pewności nad płytkie i bezrefleksyjne samozadowolenie. Jest bezkompromisowy w dążeniu do prawdy, nie stroni przy tym od rozważań heretyckich i manichejskich. ..."(Fragment wprowadzenia od Wydawcy na skrzydełku obwoluty tomu wierszy Druga przestrzeń.)
CZESŁAW MIŁOSZ
DRUGA PRZESTRZEŃ
POWINIENEM TERAZ
Powinienem teraz być mądrzejszy, niż byłem.
Ale nie wiem, czy mądrzejszy jestem.
Pamięć układa historię wstydów i zachwyceń.
Wstydy zamknąłem w sobie, ale chwila zachwytu
pręgą słońca na ścianie, trelem wilgi, twarzą, irysem,
tomikiem wierszy, człowiekiem trwa i powraca w blasku.
Ta chwila mnie podnosi nad moją ułomność.
Wy, w których się kochałem, zbliżcie się, przebaczcie mi
moje winy z uwagi na moje olśnienie waszą pięknością.
Nie byłyście doskonałe, ale dla mnie ten wykrój brwi,
to pochylenie głowy, ta mowa zalotna a wstrzemięźliwa
mogły należeć tylko do istot doskonałych.
Przysięgałem kochać was wiecznie, ale potem
słabło postanowienie.
Z migotliwych spojrzeń utkana jest moja tkanina,
nie starczyłoby jej na owinięcie monumentu.
Zostałem z nie napisanymi odami na chwałę wielu
kobiet i mężczyzn.
Ich nieporównana dzielność, ofiarność, oddanie
przeminęły razem z nimi, i nikt o nich nie wie.
Nikt nie wie na całą wieczność.
Kiedy o tym myślę, potrzebuję nieśmiertelnego Świadka,
żeby on jeden wiedział i pamiętał.
KUFER
Może świat został przez Pana Boga po to stworzony, żeby odbijał
się w nieskończonej liczbie oczu istot żywych, albo, co bardziej
prawdopodobne, w nieskończonej liczbie ludzkich świadomości.
Także ludzkich fantazji, takich jak moje romantyczne wyobrażenie
lasu w Raudonce, albo moje wyobrażenie piersi panny Poli,
kiedy byłem w niej zakochany.
Gdzie Pan Bóg chowa te odbicia? Czy ma taki bardzo duży kufer,
w którym przechowuje wszystkie swoje skarby?
Czy też jest ogromnym komputerem, w którym zmieści się
ich bezgraniczna mnogość?
Może zajmuje się ich przeglądaniem, porównując odbicia z tym,
jak naprawdę było?
Podśmiewając się w brodę z mędrków, którzy utrzymywali,
że są tylko te odbicia i nic więcej.
DEGRADACJA
Wysokie wyobrażenia o sobie zostają poniżone
spojrzeniem w lustro,
niemocą starości,
wstrzymywaniem oddechu w nadziei, że ból
nie powróci.
Niewyczerpana mnogość ludzi poniżonych,
jak też innych istot śmiertelnych,
które to znoszą jakby z większą pokorą:
sokół, którego lot już nie jest dość szybki, żeby dogonić gołębia,
kulejący bocian wygnany wyrokiem odlatującego stada.
Obrót sezonów, zstępowanie w ziemię.
Co na to niebieskie moce?
Przechadzają się, patrzą. -
Tu my, a tam tak zwane królestwo Natury.
Co gorsze? Świadomość czy brak świadomości?
No tak, żadnego lustra nie mieliśmy w Raju.
OCZY
Szanowne moje oczy, nie najlepiej z wami.
Dostaję od was rysunek nieostry,
A jeżeli kolor, to przymglony.
A byłyście wy sforą królewskich ogarów,
Z którymi wyruszałem niegdyś o poranku.
Chwytliwe moje oczy, dużoście widziały
Krajów i miast, wysp i oceanów.
Razem witaliśmy ogromne wschody słońca,
Kiedy szeroki oddech przyzywał do biegu
Po ścieżkach, na których podsychała rosa.
Teraz coście widziały, schowane jest we mnie
I przemienione w pamięć albo sny.
Oddalam się powoli od jarmarku świata
I zauważam w sobie jakby niechęć
Do małpowatych strojów, wrzasków, bicia w bębny.
Co za ulga. Sam na sam, z moim rozmyślaniem
O zasadniczym podobieństwie ludzi
I o drobnym ziarnie ich niepodobieństwa.
Bez oczu, zapatrzony w jeden jasny punkt,
Który rozszerza się i mnie ogarnia.
22 VII 2001
4. JAK MOGŁEŚ
Nie pojmuję, jak mogłeś stworzyć taki świat,
Obcy ludzkiemu sercu, bezlitosny.
W którym kopulują monstra i śmierć
Jest niemym strażnikiem czasu.
Nie potrafię uwierzyć, że Ty tego chciałeś.
To musiała być jakaś przed-kosmiczna katastrofa,
Zwycięstwo inercji silniejszej niż Twoja wola.
Wędrowny rabbi, który nazwał Ciebie ojcem naszym,
Bezbronny człowiek przeciw prawom i bestiom tej ziemi,
Pohańbiony, rozpaczający,
Niech mnie wspomaga
W moich modlitwach do Ciebie.
z cyklu: Ksiądz Seweryn
9. A JEŻELI
A jeżeli to wszystko jest tylko snem
Ludzkości o sobie? I my, chrześcijanie,
Śnimy swój sen wewnątrz snu?
I jeżeli nikt nie jest odpowiedzialny za nasze złudzenie,
Z którym schodzimy pod ziemię,
Oczekując, że nas podniesie Wieczna Sprawiedliwość?
z cyklu: Ksiądz Seweryn
11. CESARZ KONSTANTYN
Mógłbym żyć w czasach Konstantyna.
Trzysta lat po śmierci Zbawiciela,
O którym tyle było wiadomo, że zmartwychwstał,
Niby słoneczny Mitra rzymskich legionów.
Byłbym tam świadkiem sporu pomiędzy homoousios i homoiousios,
O to, czy Chrystus ma naturę boską czy boskiej podobną.
Pewnie opowiedziałbym się przeciwko trynitarianom,
Bo kto może odgadnąć naturę Stwórcy?
Konstantyn, Imperator Całego Świata, pyszałek i morderca,
Przechylił szalę na soborze nicejskim,
Żebyśmy, pokolenie za pokoleniem, rozmyślali o Trójcy Świętej,
tajemnicy tajemnic,
Bez której krew człowieka byłaby obca krwi wszechświata
I daremne byłoby wylanie własnej krwi przez cierpiącego Boga,
Który złożył z siebie ofiarę, już kiedy stwarzał świat.
Więc Konstantyn był jedynie niegodnym narzędziem,
Nieświadomym, co czyni dla ludzi dalekich czasów?
A my, czy wiemy, do czego jesteśmy przeznaczeni?
z cyklu: Ksiądz Seweryn
9. NIE Z FRYWOLNOŚCI
Nie z frywolności, dostojni teologowie,
zajmowałem się wiedzą tajemną wielu stuleci -
ale z bólu serdecznego, patrząc na okropność świata.
Jeżeli Bóg jest wszechmocny, może na to pozwalać,
tylko jeżeli założymy, że dobry nie jest.
Skąd granice jego potęgi, dlaczego taki a nie inny
jest porządek stworzenia - na to starali się odpowiedzieć
hermetycy, kabaliści, alchemicy, rycerze Różanego Krzyża.
Dzisiaj dopiero znaleźliby potwierdzenie swoich przeczuć
w twierdzeniu astrofizyków, że przestrzeń i czas
nie są niczym wiecznym, ale miały swój początek.
W jednym niewyobrażalnym błysku, od którego zaczęły się
liczyć minuty, godziny i stulecia stuleci.
A oni właśnie zajmowali się tym, co zaszło w łonie Bóstwa
przed tym błyskiem, czyli jak pojawiło się Tak i Nie, dobro i zło.
Jakub Bohme wierzył, że świat widzialny powstał
wskutek katastrofy, jako akt miłosierdzia Boga,
który chciał zapobiec rozszerzaniu się czystego zła.
Kiedy uskarżamy się na ziemię jako przedsionek piekła,
pomyślmy, że mogłaby być piekłem zupełnym,
bez jednego promienia piękna i dobroci.
z cyklu: Traktat teologiczny
15. RELIGIĘ BIERZEMY
Religię bierzemy z naszego litowania się nad ludźmi.
Są za słabi, żeby żyć bez boskiej opieki.
Za słabi, żeby słuchać zgrzytliwego obrotu piekielnych kół.
Kto z nas pogodzi się z wszechświatem bez jednego głosu
Współczucia, litości, zrozumienia?
Człowieczeństwo oznacza zupełną obcość pośród galaktyk.
Dostateczny powód, żeby wspólnie z innymi wznosić świątynie
niewyobrażalnego miłosierdzia.
z cyklu: Traktat teologiczny
Wiersze i teksty Czesława Miłosza zamieszczone w Zwojach:
- Czesław Miłosz: Biedny chrześcijanin patrzy na ghetto, Zwoje 3/7, 1998
- Czesław Miłosz: Ten świat, Zwoje 9/13, 1998
- Czesław Miłosz: Przeciwieństwo, Zwoje 5/18, 1999
- Czesław Miłosz: Leśny strumień, Zwoje 4/24, 2000
- Czesław Miłosz: "TO" i inne wiersze, Zwoje 5/25, 2000
- Czesław Miłosz: Oprawa Zwoje 3/28, 2001
- Czesław Miłosz: Druga przestrzeń Zwoje 5/33, 2002
- Czesław Miłosz: Rzeki (Piesek przydrożny), Zwoje 6/10, 1998
- Czesław Miłosz: Mały traktat o kolorach (Piesek przydrożny), Zwoje 8/12, 1998
- Czesław Miłosz: Konfrateria miłośników książki, Zwoje 5/25, 2000
- Czesław Miłosz: Aby duchy umarłych zostawiły nas w spokoju, Zwoje 5/25, 2000
![]()
Copyright © 1997-2007 Zwoje