

|
Przez stare album z nutami Chopina Tym samym wędrujemy szlakiem... – Naturalnie mógłbym uruchomić Maszynkę wyobraźni – z o b a c z y ć C i ę W czerwcowy (niech tak będzie) wieczór – Gdy wpływa przez otwarte okno do pokoju Duszna woń piwonii Mógłbym Cię ujrzeć – w smudze lampy Jak zamyślona kładziesz na pulpicie Album Z okładką w secesyjne wzory Albo na przykład...
Lecz dość fantazji
Dziś – oczy ręce moje
Lecz cóż... Nieznana w onejż materii – Gdzie data Twa ostatniaDalej? Historia nieprzenikniona Od wielokropka gdzie dziś stoję Całkiem już inna i o czym innym Snuje się ballada
Czuję jak pachnie pożółkły papier |

|
Szkoda że się rozmowa w życiu Prawdziwie nie zdarzyła Przepraszam za zamęt w sieci telefonicznej Zbyt pięknie było by... No, gdyby było – Wyprawa czasem w Himalaje Wycieczką kończy się w Beskidy Niskie
Ironio, Ty stój przy mnie blisko Bywa bywa bywa bywaDzwonią tysiące telefonów Tysięczny raz nie dzwoni ten Na który czekasz A gdyby tak ... A gdyby tak zadzwonił ? – Płoną gwiaździste nieboskłony Serce jak paczka dynamitu Trzask iskry się rozlega, Ironio – Na scenę w takiej chwili wbiegaj Ironio słyszysz, prędko prędko – Ze szklanką zimnej wody wbiegaj...
Ty, któraś pierwsza, czujna zręczna – Wyprawa piękna |

|
Wyjechałem i mnie nie ma I na Rynku i na Brackiej To się może przedłużyćAni głos mój się odzywa Tu, wprost brzmiący Nic nie spieszno moim krokom Na Gołębiej i na Brackiej – Cień się zabrał razem ze mną Nie ma nas tu przykładnie Wyjechałem – Mała próba generalna Większej tu nieobecności Kiedyś do cna...
Wyjechałem, nie zalegam (Bez przesady, lecz przez chwilęAch zakręćcie kółkiem płyty Tak jak dawniej – w kółko Się odezwę – Pobiegnijcie śladem wiersza Może co tam zaszeleści Ze mnie Po mnie ? – Dno szuflady komuś prześle "Esemesik" ?
Wyjechałem
Wyjechałem i mnie nie ma
"Kiedyś" ? – ktoś zapyta
A ja powiem : Szanowni Państwo |

|
Po co ja to wszystko?.. Żeby się skracał dystans – Pomiędzy mną a tobą
Żeby się wiła zieleniła
Szarak, uciekający przed pogonią
Serce, co chciało skoczyć z mostu
A miłość – ręką uporczywą
By odłożone w kącie skrzydła, wiosło
Co Rozdzielone, by się łączyło
Żeby ślad po mnie
– Po co ja?
Po co ja to wszystko?
– Żeby się skracał dystans...
Żeby się wiła zieleniła |

|
Tak tracić Tak się nauczyć tracić – Bez poruszenia dłoni Bez słowa co by ze skargą Na głos pospieszyło Ot krótkim zaciśnięciem powiek – Niech tam Żegnać I to wszystko Światu to całe widowisko
I co ścigane
Z dnia na dzień – z wszystkim
Tak się nauczyć – do perfekcji |

|
Umrzeć? – Każdemu wszak przygoda ta pisana Lecz starzeć się, ach starzeć się... panowie panie – To jeszcze inna jest "ballada"
Starzeć się – nie niemożliweNie scenka kiedyś w szybie na ulicy – Ów siwy? (Skądże tak zgorzkniały Czemuż tak surowy?) Młodzieńcze nie tak dawny, spójrz – Cieniom gdzieś dalekim Rękę swą podaje – Młodzieńcze nie tak dawny Rozpoznajesz?
Starzeć się – niezbicie wiedzieć: tak I tyle jeszcze skreślać Starzeć się, cóż starzeć się... – Więc zdradę odkryć dookoła? I zanim świat umieści Umrzeć – ileż potrzeba wprawy Zasługi choćby marnej? – Więc rozpatrywać banał niechybnej tej Oczywistości Lecz – starzeć się? Ach starzeć się, panowie panie O kto by przeczuł, odgadł wcześniej Ów s c e n a r i u s z Powolne to – z dnia na dzień doskonalenie Starzeć się? – Głuchota telefonów – W wieczornym kręgu lampy Scena coraz to powszedniejsza – Wśród cieni przywołanych szepty Ta sama aria pośród fotografii : "Pamiętasz? – Więc pamiętasz? Ja pragnę wciąż tak samo..." – W opustoszałym chłodnym łóżku – Kamfory, waleriany zapach Bezsenność do świtania Poduszki kłębek umęczony I przy policzku czuły – Wciąż jeszcze pamiętany Dłoni tamtej dotyk... Starzeć się?.. Co rano abdykować I z oswojoną melancholią Oddawać po kolei – miejsca władzę Splendor urodę siłę i skuteczność (O jakież jeszcze by rejestry) Stopień po stopniu – po bułki czy po mleko Do sklepiku ledwie schodzić A przecież wiedzieć Widzieć to pod powiekami: tak, Nie na dół, w gruncie rzeczy – Do dołu w gruncie rzeczy (trzymając się poręczy) T a k s i ę s c h o d z i – No sorry życie, wybacz To było by mniej więcej tyle? Powiedzmy – komplet wrażeń? Nic do naprawy Nic do odwołania – Starzeć się ? Więc niemal z zawstydzeniem pod mur się cofać W cień umykać Na widok kłusu b a r b a r z y ń s t w a Młodości rozpędzonej pośród "N a s z y c h u p r a w" Bez ceremonii bez żenady roztrącającej "P i ę k n e n a s z e z b i o r y" Starzeć się... Pospiesznie myśl zataić: "Ach jeszcze być kochanym?..." – Zużycie nie zawstydza... wiedzieć Lecz wiedzieć – m e c z – Jaki tu jeszcze do zagrania: (W końcu, na końcu) To choćby, o jeszcze tylko – b y ć c h o ć w y s ł u c h a n y m ?... O ten przywilej (na końcu, w końcu) – O ten przywilej tu zabiegać?..
Umrzeć – A wiedząc... kto by się odważył? |


![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||