


Ale po chwili zastanowienia zdalem sobie sprawe z tego, ze warto jednak przekazac, czym byl i jest Stanislaw Lem dla mojego pokolenia, urodzonego w latach czterdziestych, pokolenia, ktore wolno lecz nieuchronnie odchodzi. Moze skloni to choc kilku mlodszych do ponownego odczytania ksiazek Lema? A przy tym wspominanie, jak ponury byl czas, gdy te niezwykle ksiazki trafialy do czytelnikow, budzi we mnie jednak zawsze optymizm, ktorym chcialbym sie podzielic: ktoz mogl wtedy przewidziec, ze "wybijemy sie na niepodleglosc"?
Slownik Wspolczesni polscy pisarze i badacze literatury w piatym tomie z roku 1997 poswieca Lemowi 13 stron, wiecej niz obu Mackiewiczom razem wzietym. Jest to wynik rozleglosci bibliografii, obejmujacej 57 pozycji. Samych powiesci mozna naliczyc 15: od Czlowieka z Marsa drukowanego w odcinkach w 1946 roku, przez Astronautow, Oblok Magellana i Czas nieutracony z lat stalinowskich, Eden, Sledztwo, Pamietnik znaleziony w wannie, Powrot z gwiazd, Solaris, Niezwyciezonego i Glos Pana z lat 1957-1970 do poznych Kataru, Wizji lokalnej, Fiaska i Pokoju na ziemi. Powiesci te juz piec lat temu doczekaly sie w sumie 170 przekladow. A przeciez niemniej wazne sa opowiadania, eseje czy felietony i inne formy, specyficzne dla Lema - bo jak wlasciwie nazwac recenzje z nieistniejacych ksiazek lub wstepy do nich?
Mialem chyba osiem albo dziewiec lat, gdy wzialem w reke niepozorny tomik z tytulem Astronauci. Bylem juz wowczas "zarlocznym czytelnikiem", albo, jak mowia Amerykanie, "compulsory reader", wiec jednym tchem przeczytalem cala ksiazke. Jak to sie stalo, ze wyroznilem ja natychmiast wsrod stosu pochlanianej wowczas przeze mnie literatury mlodziezowej? Przeciez na pozor wszystko bylo "jak nakazano": bohater dziejacej sie w XXI wieku powiesci byl urodzonym w ZSRR potomkiem czarnoskorego emigranta z USA, na Ziemi panowal zwycieski komunizm, a nuklearna zaglada planujacych inwazje na Ziemie Wenusjan miala wzmocnic jeszcze uczucia wrogosci do agresorow-imperialistow. Jakos jednak najlepiej zapamietalem opis wyprawy himalajskiej na Kanczendzonge, a cala powiesc przeksztalcila sie szybko w mojej pamieci w opis bohaterstwa nie kolektywu, ale wlasnie pojedynczego czlowieka, ktory stawia czolo losowi. Byc moze podswiadomie wyczulem, co w tej ksiazce pochodzilo naprawde od autora, a co bylo wynikiem nacisku cenzury. Podziwialem oczywiscie takze sztafaz "science fiction", calkiem nowy wowczas dla polskiego czytelnika i tak odmienny od ksiazek Zulawskiego, Uminskiego czy Zyckiego-Malachowskiego, ktore lezaly w naszym domu. Do dzis pamietam zdumiewajace wrazenie, ze wreszcie trafilem na wspolczesnego autora, ktory oczekuje od czytelnikow myslenia, a nie slepej akceptacji.
Potem Przekroj zaczal drukowac w odcinkach Oblok Magellana. To bylo juz prawdziwe szalenstwo: z tygodnia na tydzien oczekiwalem z niecierpliwoscia na kolejny numer, choc nie drukowano tam pelnego tekstu powiesci. Tym wieksza byla radosc, gdy wreszcie ukazal sie imponujacy tom w twardej okladce z obwoluta i moglem poznac calosc opowiesci lekarza - maratonczyka - kosmonauty, z ktorym natychmiast utozsamilem sie cala swoja dziesiecioletnia istota. Nie mialem oczywiscie pojecia, jak koszmarna dla samego autora byla wizja stuleci zwycieskiego komunizmu, jak ponura koniecznosc potepienia imperialistow amerykanskich jako "Atlantydow" i jak atakowano go za przemycenie "burzuazyjnej pseudonauki" cybernetyki pod kryptonimem mechaneurystyki. Dla mnie wazna byla wizja swiata, w ktorym cala ludzkosc przerywa rozmowy, aby wysluchac komunikatu i zidentyfikowac zagubione dziecko, w ktorym tylko geniusz Goyi pozwala zrozumiec mlodemu chlopcu, ze kiedys ludzie zabijali sie nawzajem, w ktorym spolecznosc statku kosmicznego rezygnuje z odwetu i ryzykuje zaglade dla watlej szansy porozumienia z obca cywilizacja. Wiedzialem oczywiscie juz wtedy, ze sa to nierealne marzenia, ale czy wszyscy nie marzymy o tym, abysmy wraz z cala ludzkoscia stali sie naprawde dobrzy? Podziwialem tez powsciagliwosc autora, ktory powstrzymal sie od ulubionego w powiesciach SF opisu "obcych".
Jako potomek ksiegarzy dorwalem sie takze wkrotce do zakurzonych rocznikow Nowego Swiata Przygod i przeczytalem Czlowieka z Marsa, ale szybko stwierdzilem, ze "to nie to". Natomiast opowiadania z Sezamu zaskoczyly mnie i zdezorientowaly. Topolny i Czwartek i opowiadanie tytulowe byc moze mialy jakis wplyw na moj pozniejszy wybor zawodu fizyka, ale raczej podswiadomy, Krysztalowa kula zdumiala mnie niespojnoscia znakomitego pastiszu opowiesci historyczno-przygodowej i trywialnej czesci wspolczesnej. Podobny rozdzwiek czulem miedzy opisami roznych podrozy w Dziennikach gwiazdowych Ijona Tichego, a ESID, Hormon agatotropowy i Klient Panaboga zwyczajnie mnie zniesmaczyly. Na szczescie jeszcze tylko w Czasie nieutraconym Lem zostal zmuszony do dopisania dwu czesci do znakomitego Szpitala przemienienia, a potem mogl juz zaczac pisac na wlasny rachunek.
Eden jest czesto krytykowany za schematycznosc i nadmierny dydaktyzm. Sam rzadziej wracam do tej ksiazki, niz do pozniejszych powiesci Lema. Jednak ta przypowiesc o dyktaturze, ktora sama siebie utajnila, widzianej oczami kilku anonimowych kosmonautow, byla dla mnie wtedy rodzajem diagnozy minionego okresu. Do dzis zreszta ma ona w sobie cos niezwyklego - moze ostatnie zdanie "Z rachunku prawdopodobienstwa wynika, ze bywaja jeszcze piekniejsze"? A moze po prostu nigdy nie wierzylem w rozpaczliwy pesymizm rozmowcy bohaterow, wyrazony jego odpowiedzia na ostatnie pytanie "Zero"?
Kolejne trzy powiesci - Sledztwo, Pamietnik znaleziony w wannie i Powrot z gwiazd pokazaly, ze Lem stal sie naprawde wszechstronnym pisarzem. Stylizowana na tradycyjna powiesc kryminalna historia sledztwa, ktore zderza sie z nieznanym, nie jest tylko zartem z czytelnika, ale kaze sie zastanowic nad sila schematow, w ktorych tkwi nasze myslenie. Groteskowa opowiesc o Gmachu przezartym szpiegostwem jest tak bezbledna stylowo, jakby pisal ja Witkacy do spolki z Gombrowiczem. Zmusza to czytelnika do zastanowienia, czy Powrot z gwiazd naprawde jest tylko prostolinijna i naiwna opowiescia o trudnosci adaptacji kosmonautow w nowej epoce, jak to sie wydaje przy pierwszej lekturze. Zwlaszcza, ze w tym samym roku zjawila sie powiesc uwazana przez wielu za arcydzielo: Solaris.
Milosnicy fantastyki w Polsce znali juz wtedy przecietne opowiadanie Murraya Leinstera Alyx o rozumnym oceanie zamieszkujacym samotna planete, dla ktorego jedynym wyjsciem po spotkaniu z agresywna i pazerna ludzkoscia stala sie ucieczka do innej galaktyki. Tym wieksze bylo zdumienie, gdy znalezlismy w perfekcyjnej powiesci Lema ten sam pozornie schemat, ale jakze odmienne przeslanie: o niemoznosci zrozumienia nie tylko innej cywilizacji, ale i ludzi miedzy soba. Temu pesymizmowi zaprzecza jednak ostatnie zdanie narratora. Na “skrzydelku” obwoluty jednej z pozniejszych powiesci Lem umiescil w autoprezentacji polzartobliwe stwierdzenie: "Napisalem tez jedna powiesc, ktorej nie rozumiem, ale szanuje: Solaris". Pozniej troche widac zmienil zdanie, bo glosno twierdzil, ze to slawny rezyser Andrej Tarkowski kompletnie nie zrozumial powiesci krecac swoj film. Ciekawe, co Lem powie o wersji hollywoodzkiej, ktora ma wkrotce powstac...
Bajki robotow i nieco pozniejsza Cyberiada ukazaly jeszcze innego Lema - autora groteskowych opowiesci, w ktorych cala ludzkosc zredukowana zostala do roli mitologicznych potworow, przesladujacych dzielne roboty. Wirtuozeria jezykowa idzie tu w parze z autoironia, pozwalajaca na nowe spojrzenie na cala wspolczesna technologie, z ktorej jestesmy tak dumni.
W tym samym czasie powstal tez Niezwyciezony. Wydaje sie, ze Lem postanowil zrehabilitowac pogardzany przez estetow podgatunek "space opera", opisujacy zwykle walki bohaterskiej ekspedycji ze zlowrogimi "obcymi". Od pierwszego zdania tej powiesci, jakby celowo sztampowego ("’Niezwyciezony’, krazownik drugiej klasy, najwieksza jednostka, jaka dysponowala baza w konstelacji Liry, szedl fotonowym ciagiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru.") wyjatkowo daleka jest droga do zdania ostatniego, zamykajacego powiesc tym samym slowem "niezwyciezony". Z dwustu stron nie dowiadujemy sie niczego o wczesniejszym zyciu glownych bohaterow, a mimo to Rohan, Horpach i Lauda byli dla mnie zawsze blizsi i prawdziwsi od wielu przedstawianych szczegolowo bohaterow wielotomowych sag. Tak znakomitej opowiesci nie stworzyl nigdy ani Asimov, ani Heinlein czy Clarke.
Kolejna klasyczna powiescia tego okresu jest Glos Pana. Znow latwo znalezc analogie np. z Andromeda Elliota i Hoyle'a (skadinad znakomitego astronoma), ale Lem bije na glowe "konkurencje" umiarem i stylem. Na historii "Projektu Manhattan" (konstrukcji amerykanskiej bomby atomowej) wzorowali sie autorzy wielu ksiazek opisujacych prace miedzynarodowych zespolow naukowych pod kierunkiem politykow i wojskowych nad fikcyjnymi zjawiskami zagrazajacymi ludzkosci. Jednak tylko narrator Lema opisuje wypadki tak, jak "Projekt Manhattan" opisywali Stanislaw Ulam czy Richard Feynman. Dzieki temu czytelnik nie jest tylko biernym odbiorca opowiadanej historii, ale moze odetchnac niezwykla atmosfera "przygody intelektualnej z grozba zaglady ludzkosci w tle".
Nie chcialbym zanudzic czytelnikow, nie bede wiec nawet probowac opisywac powstalych w tym samym czasie grubych tomow Summa technologiae, Filozofia przypadku i Fantastyka i futurologia. Sadze, ze mozna je krotko podsumowac: Lem postanowil naklonic czytelnikow, ktorych zachecil juz do myslenia, aby zrobili uzytek z nowo nabytej umiejetnosci. Nie bede tez wymieniac kolejnych licznych opowiadan z cyklu przygod Ijona Tichego, Trurla i Klapaucjusza oraz pilota Pirxa, ani innych drobnych utworow. Nie wspomne tez o ostatnich powiesciach, choc sa one nie mniej swietne od poprzednich i zapewne pozwolily odkryc Lema kolejnemu pokoleniu.
Nie sposob jednak nie wspomniec dwu znakomitych tomow: zbioru fikcyjnych recenzji z nie istniejacych ksiazek Doskonala proznia i zbioru wstepow do nie istniejacych dziel Wielkosc urojona. Poza Borgesem nie znam autora, ktory bylby tak hojny w publikacji kilkustronicowych opracowan pomyslow fabul. Naprawde zal, ze Lem nie napisal jeszcze choc kilku powiesci wykorzystujacych te pomysly. Z drugiej strony, nie ma chyba autora, do ktorego tak doskonale pasowalyby slowa Izaaka Babla: "On mowi malo, ale on mowi smacznie. Jak on cos powie, chcialoby sie, zeby jeszcze cos powiedzial". Nadal tego chcemy...
Jednakze najwazniejsza rola, jako odegraly ksiazki Lema dla
mojego pokolenia, bylo budzenie do myslenia. I w czasach stalinowskich, i za
Gomulki i Gierka wydawane oficjalnie ksiazki "popularne" byly z reguly
lektura raczej usypiajaca. Chwala Lemowi za to, ze dal nam tyle - i ze
byl tak bardzo inny!

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||