Pierwodruk tego tekstu nastąpił w jubileuszowym tomie pt. Stulecie Towarzystwa Artystów Polskich "Sztuka", red. Anna Baranowa. Instytut Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, 2000.





WOJCIECH WEISS – CZYLI POCHWAŁA ZMIENNOŚCI





ZOFIA WEISS - NOWINA KONOPCZYNA



"Weiss niestrudzenie szuka w dziedzinie swojej twórczości nowych wartości, nowych sformułowań barwnych nowych efektów światłocienia, nowych kombinacji linii i płaszczyzny. Poszukiwania te zaś niestrudzone, nie są bynajmniej wynikiem jakiejś niezdrowej żądzy oryginalności za wszelką cenę, ale stanowią bezpośredni wyraz najbardziej charakterystycznej cechy talentu i twórczości Weissa, mianowicie jego niezwykle głębokiego i szczerego umiłowania natury, Patrząc na nią oczyma dziecka, a myśląc o niej umysłem mędrca, artysta ten nie może nie widzieć i nie rozumieć, że natura jest skarbcem nigdy nie wyczerpanym i że potrzeba znaleźć punkt patrzenia na nią nowy, dotąd nieznany, aby skarbiec ten nieprzebrany zajaśniał przepychem nowych walorów artystycznych"
- pisano o artyście w roku 1910 w Tygodniku Ilustrowanym [1]. Oczy dziecka i umysł mędrca, miłość, ale i refleksja, oto dwa przeciwstawne bieguny, których przyciąganie się wzajemne dało sztukę nieustannie poszukującą, dynamiczną w swej zmienności, intrygującą krytyków. Dziesięć lat wcześniej natomiast, w eseju o Wojciechu Weissie Stanisław Lack przedstawia taką jego charakterystykę:
"...artysta ulatuje wyzwolony i pogodnie uśmiechnięty (...) patrzy spokojnie, bezinteresownie, z pobłażliwą miłością, na to widowisko wdzierania się jednego świata w drugi, jednej formy w drugą formę! Łagodzi sprzeczności i wyrównywa w nowej znowu formie!" [2].



Wojciech Weiss, ok. 1900,
fotografia.


Wojciech Weiss [1875-1950] związany był z Towarzystwem Artystów Polskich «Sztuka» od samych jego początków, tj. od roku 1898. Brał udział w 61 wystawach, projektował plakaty, dawał ilustracje do katalogów, pełnił funkcje skarbnika, wiceprezesa i prezesa w latach 1908-1910.




Wojciech Weiss:   Plakat X wystawy Towarzystwa Artystów Polskich «Sztuka», 1907,
litografia. Muzeum Narodowe w Krakowie.


W dzieje «Sztuki» wpisał kolejne etapy swojej twórczości. Nie sposób ich tutaj wszystkich analizować, dlatego też dzisiejsza pochwała jego zmienności musi być ograniczona do pierwszego, niezwykle zresztą intensywnego, dziesięciolecia, w którym symbolizm sprzęgał się z wczesnym ekspresjonizmem, a po 1904 tworzone były podstawy dwudziestowiecznego koloryzmu. Istotne jest również, iż był to okres, w którym krytyka wyzwalająca się z roli służebnej wobec dzieła sztuki, nabierała sama artystycznego wymiaru i wzbogacała twórczość Weissa dodatkowymi znaczeniami.

"Zacząłem malować kolegę P. [Antoniego Procajłowicza], który chorował wówczas - pisze w swych pamiętnikach artysta. - Pozując, siedział z rękoma trzymanymi między nogami. Cień z niego na ścianie podobny był do głowy szkieletu. Kiedy Stanisławski zobaczył ten portret, powiedział: 'No da nam pan tego melancholika na wystawę «Sztuki»'. I taki tytuł pozostał."
[3]

I tak również rozpoczęły się związki Wojciecha Weissa ze «Sztuką».




Wojciech Weiss:   Melancholik – Totenmesse, 1894,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Krakowie.





Wojciech Weiss:   Suchotnik, 1898,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie.


Wejście artysty w krąg Towarzystwa miało miejsce na drugiej z kolei wystawie, w Krakowie [1898]. Pokazane wówczas dwie prace zaintrygowały krytyków i prasę. Uznany za najzdolniejszego - uczeń Meisterschuli prowadzonej przez Leona Wyczółkowskiego, został wyróżniony uczestnictwem w wystawie najlepszych, w gronie swoich profesorów i starszych kolegów, wszedł - mówiąc słowami Wojciecha Kossaka – do "arystokracji sztuki polskiej".




Teodor Axentowicz:   Plakat II wystawy Towarzystwa Artystów Polskich «Sztuka», 1898.
Muzeum Narodowe w Krakowie.


Stanisław Tomkowicz od razu też odnotował:
"Organizatorami, a w przeważnej części i wystawcami wystawy naszej secesji byli profesorowie malarstwa krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Chlubę im też przynosi, a niezawodnie i niemałą sprawiło radość, żc do najlepszych, talentem najbardziej na wierzch się wybijających obrazów wystawy należały utwory ucznia tejże szkoły, p. Wojciecha Weissa. Modelka i Melancholik to właściwie studia tylko, ale co to za studia!" [4].

Pogrążony w melancholii Antoni Procajłowicz przykuł uwagę Stanisława Lacka, który na łamach krakowskiego Życia wielokrotnie mierzył się z malarstwem o rok od siebie starszego Wojciecha Weissa. Obaj bardzo wówczas młodzi, 23-letni artysta i 22-letni krytyk stworzą u boku Stanisława Przybyszewskiego jeden z najsilniejszych filarów modernizmu polskiego. Tak jak Przybyszewski, pisząc o Edvardzie Munchu, nadał jego malarstwu dodatkowych znaczeń, które już dla jemu współczesnych weszły w nierozerwalny związek z pracami norweskiego artysty, a sugestywność opisów przetrwała próbę czasu stając się integralną częścią naszego zrozumienia Muncha, tak słowa Lacka związały się z malarstwem Wojciecha Weissa. I możemy powiedzieć, iż najlepsze, co o Weissie napisano, wyszło właśnie spod pióra tego krytyka. Erudyta, który w Przeglądzie przeglądów recenzował najbardziej awangardowe pisma Młodej Europy, opisuje malarski świat Weissa wchodząc głęboko w jego istotę.




Wojciech Weiss:   Chuć, 1899,
ołówek, kredka i akwarela, własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Samobójca, 1899,
węgiel na papierze. (Pierwsza z co najmniej trzech wersji Samobójcy Wojciecha Weissa.) Własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Samobójca, 1899,
rysunek ołówkiem na papierze. (Druga z co najmniej trzech wersji Samobójcy Wojciecha Weissa.) Własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Kompozycja fantastyczna, 1900,
akwaforta, własność rodziny artysty.


Stanisław Lack, widząc w Melancholiku piętno niemal wszystkich znanych mu do tej pory utworów artysty, odnalazł tym samym ich własną młodość, odnalazł samych siebie "rozpacznie usidlonych w obłędnym kole myśli"
[5]. Nie bez powodu napisze w 1900 w Życiu w wprowadzeniu do artykułu poświęconego Wojciechowi Weissowi o:
"umysłach obiektywnych, zadumanych, zasłuchanych, a pogodnie uśmiechniętych, umysłach, które uświadomiły sobie głęboko odwieczne spętanie myśli w tym samym okrężnym, obłędnym tańcu bez początku ni końca, więc kryjącym w sobie wszelkie dawne i nowe formy, chociaż jeszcze na jaw nie wydobyte."

O umysłach, w których sprzeczne dwa światy, obiektywny i subiektywny nie jednostronnie, lecz w jednej jakiejś rzeczywistości, w wyższym obiektywizmie, uzyskały równowagę, w twórczym momencie, bezinteresownym, jednym, prawdziwym
[6].
Zupełnie inne znaczenie mają wypowiedzi krytyków o ustalonych już autorytetach. Odnosi się wrażenie, iż niepokoje szarpiące młodzieńczymi duszami, nie do końca były im dostępne.




Wojciech Weiss:   Upiór na wierzbie, ok. 1900,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Kielcach.


Stanisław Tomkowicz ubolewającym tonem pisał o Melancholiku :
"Szkoda, że do tylu zalet przymieszały się pewne niepotrzebne dziwactwa, jak np. cień głowy Melancholika, kształtujący się na ścianie jako trupia główka, i te oczy, patrzące na niego z motywów makatowego tła na ścianie." [7]

Zaś Cezary Jellenta w recenzji II Wystawy «Sztuki» zaskakuje nas swą obserwacją na temat obrazu:
"Nie nawiewa on jednak nastroju prawdziwie smutnego - o dramatycznym zgoła nie mówię - albowiem Melancholik jest raczej poczciwym zawstydzeńcem, który zrobił coś niemądrego, niż nurkiem poważnym życiowego dramatu [8].

Jakikolwiek był wówczas odbiór młodzieńczych obrazów Weissa, to jednak we wszystkich wypowiedziach krytycznych ich autorzy podkreślają nieugiętość artysty w poszukiwaniu nowych form wypowiedzi i jego ciągle duchowe dojrzewanie.
"Widocznie p. Weiss szuka sobie drogi - pisał Antoni Sygietyński. Pytanie tylko, czy ją znajdzie w tym otoczeniu, jakie przedstawia obecnie krakowska Szkoła Sztuk Pięknych, która, o dziwo, zamiast być twierdzą tradycji i dogmatów estetycznych, jest przystanią dziwactw, zwanych szumnie nowymi prądami, i... mody." [9]

Jednakże tego niepokoju nie podzielał Adam Łada-Cybulski (1903-1904) pisząc:
"Skromny, cichy, pogodnie, a czasami tylko jak gdyby ironicznie uśmiechnięty, umiał on precz odrzucić wszelkie recepty, ażeby z rozwagą mędrca a szczerością dziecka móc dawać tylko siebie. Jest to organizacja malarska sowicie wyposażona. Cechuje ją przede wszystkim rzadka, niezmącona niczym bezpośredniość w odtwarzaniu przyrody i wielkie jej, choć bynajmniej nie niewolnicze, umiłowanie. (...) Przy tym bogata to dusza, dziwnie złożona, pociągająca. Jest w niej jakaś pogoda słoneczna, swawolność równocześnie z powagą; jest tkliwa uczuciowość, zespolona ze specjalnym sui generis humorem, wytwornym i subtelnym; jest prostota naiwna, a zarazem schyłkowe wyrafinowanie; jest miękkość aksamitnej dłoni kobiecej, w której dotknięciu jednak czuć pewną siebie, stalową męską energię." [10]

Około 1900 roku modernistyczne stężenie nastroju zaczyna podlegać stopniowemu rozładowywaniu. Wyjazd stypendialny do Paryża daje artyście możliwość bezpośredniej konfrontacji ze sztuką europejską, raster nałożony na nią przez Przybyszewskiego, powoli zatraca swoją wyrazistość
[11].

Namalowany wówczas Autoportret z maskami, który z przyczyn nieznanych nie trafił na żadną wystawę «Sztuki», przedstawia artystę z trzymanymi w rękach maskami uosabiającymi wszystkie pokusy tego świata, jego pozór i ułudę, "maskaradę uczuć" [12].




Wojciech Weiss:   Autoportret z maskami, 1900,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Krakowie.


"Uporczywa potrzeba samookreślenia" - mówiąc słowami Profesora Wiesława Juszczaka
[13] – w obrazie tym ma swoją czytelną realizację. Targające artystą młodzieńcze niepokoje, pokusy zakosztowania zakazanego owocu, który ledwie czytelną ręką kobiecą podsuwany był do ust artysty na Autoportrecie z jabłkiem, tutaj zostają spętane, osłabione w swej destrukcji, nie są już istotą ale maskaradą. Błąkający się na ustach artysty uśmiech pozostał jednak ten sam:
"ręka podniesiona do ust lekko uśmiechniętych - pisał o Autoportrecie z jabłkiem Stanisław Lack - ponad którymi oczy tonące na pół w uśmiechu, na pół w zadumie; ten ruch ręki, jak u człowieka, który nagle zobaczył jakieś zjawisko w nagiej prawdzie, na gorącym uczynku, poznał tajemne jego pokrewieństwo ze światem naokół i uśmiecha się do swego widzenia, równocześnie kpiąc sobie nieco, pobłażliwie z ludzi." [14]



Wojciech Weiss:   Autoportret z jabłkiem, 1897,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.


Studia we Włoszech, we Florencji i w Rzymie w latach 1901-1902 intensyfikują rytm przemian, skonfrontowane ze sztuką francuską w Paryżu zagadnienia czysto malarskie, tutaj zaczynają nabierać coraz pełniejszej autonomii. Struktura obrazu staje się mięsista, a kolor nasyca się jasnością włoskiego nieba. Już w 1903 roku Adam Łada-Cybulski stwierdza, iż nazwano Weissa "południowcem" i odnajduje w tym słuszność, gdyż "Jego mowa malarska, miękka, płynna, zdaje się istotnie być rodem z krainy klasycznych zaokrągleń przyrody"
[15]. Stwierdzenie to zaskakujące jak na czas tuż po 1900, wydaje się być raczej przeczuciem późniejszej twórczości artysty, tej w pełni dojrzałej, która realizuje się w klasycyzmie lat dwudziestych.

W roku 1903 na VII wystawie «Sztuki» pokazuje Weiss Bachanalie. Motyw tańca ponownie w nich podjęty przybiera formę mitologiczną i jest już dalekim echem Opętania (1900) i Tańca (1899). Mniej w nim pytań o cel i sens ludzkiego wędrowania, więcej ekstatycznej radości życia.




Wojciech Weiss:   Bachanalie, 1903,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Krakowie.




Wojciech Weiss:   Opętanie, 1900,
olej na płótnie. Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.




Wojciech Weiss:   Taniec, 1899,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.



Młodzieńcze niepokoje powracać jednak będą w twórczości artysty do około 1904 roku. Po powrocie z Włoch powstanie szereg kompozycji nawiązujących do schyłkowego nastroju lat dziewięćdziesiątych. Namalowany w 1904 Demon będzie stanowił jeszcze jedno, chociaż może już nostalgiczne, odwołanie do życia krakowskiej bohemy.




Wojciech Weiss:   Demon, 1904,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Krakowie.


Skonfiskowany przez cenzurę styczniowy numer kończy w 1900 roku istnienie krakowskiego Życia, Przybyszewski wyjeżdża do Warszawy, w 1901 ginie jego żona Dagny, w tymże roku przyjeżdża do Krakowa Feliks Manggha Jasieński. Literatura i sztuka zaczynają nasycać się nowymi prądami, wyróżniać się zaczynają tendencje witalistyczne, wzorujące się na elementarnych prawach natury, jakby pozapsychicznych, proste, zgodne z rytmem przyrody, utrzymywane często w tonacji podniosłej.

Monografista "młodego" Weissa Wiesław Juszczak zauważy:

"Odczuwamy wyraźnie kadencję pierwszego gwałtownego zrywu w coraz bardziej zdecydowanym uspokajaniu kompozycyjnych rytmów, w płowieniu tonacji kolorystycznych, które opanowuje matowa szarość i biel, w odchodzeniu od narracyjności drapieżnej, ku hedonistycznemu potwierdzaniu cichej, nieco biernej jak gdyby, skupionej obecności przedmiotów." [16]

Przycicha również ambitna krytyka, typ narracji prowadzonej przez Lacka nie znajduje już swoich kontynuatorów, sztuka Weissa nabiera prywatności, począwszy od Portretu rodziców wystawianego od 1899 z dużymi sukcesami na kilku kolejnych wystawach «Sztuki» i nagrodzonego złotym medalem na Exposition Universelle w Paryżu w 1900.




Wojciech Weiss:   Portret rodziców, 1899,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.


Weiss maluje Małżeństwo - portret Emilii i Stanisława Florków [siostry artysty i jej męża] pokazany po raz pierwszy w 1905 w Wiedniu




Wojciech Weiss:   Małżeństwo, 1902,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Warszawie.


i Portret Ojca, którym zwrócił na siebie uwagę międzynarodowej krytyki na wystawie w Düsseldorfie w 1904.




Wojciech Weiss:   Portret Ojca z cygarem, 1904,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Ojciec czytający, ok. 1904,
rysunek kredką, własność rodziny artysty.


Konstanty Maria Górski odnajduje w tych obrazach "szczerość holenderskiego mistrza XVII stulecia", nazywa Weissa "wielkim malarzem drobnych egzystencji"
[17].




Wojciech Weiss:   Strachy, 1905,
olej na płótnie. Muzeum Narodowe w Krakowie.


Pisząc recenzję z wystawy «Sztuki» w Düsseldorfie, Antoni Potocki na łamach wydawanego przez siebie czasopisma «Sztuka», zwraca natomiast uwagę na nowy kierunek poszukiwań Weissa - inspiracje sztuką japońską:
"Ten krakowski Japończyk z dosadną obserwacją i wytwornym pędzlem niewątpliwie znał się i z Japończykami paryskimi; cała sztuka w tym, że on korzysta z tych wpływów, gdzie inni tracą, wpadając w manierę." [18]



Wojciech Weiss:   Muzykanci na moście, 1904,
olej na płótnie, depozyt w MUzeum Narodowym w Krakowie.




Wojciech Weiss:   Słonecznik (Jesień), 1905,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.


W 1904 maluje Muzykantów na moście i Słonecznik, które są potwierdzeniem uwag Potockiego i zapowiadają równocześnie monochromatyczne rozwiązania malarskie białego okresu.
"Szał, szamotanie się, zdobycie nowej formy - pisał artysta - nuda, pustka. Nikt nie ma nic do powiedzenia. Ja - nieskończona ilość przyzwyczajeń, cały ten ciężar zrzucić! (...) Zrzucić te łachmany, by zajaśnieć pięknem nagim. Ja i natura - to jedność." [19]

W 1908 artysta po raz kolejny staje przed lustrem, by namalować swój portret. Jedynym rekwizytem będzie paleta i pędzle, zaś determinantą nastroju i kolorytu - słońce. Stoi w oknie, za jego plecami bujna roślinność ogrodu rozszczepiona światłem pulsuje zielenią, odbijające się w lustrze słońce zmusza go do przysłonięcia ręką oczu. Stoi nagi, przesycony słonecznym ciepłem, skąpany we wszechświecie, mówiący:
"Moje ja - to mój świat. Mój świat - to wszechświat. Ja chociaż jestem (moje jestem) początkiem i końcem - jestem bez początku i końca. Kiedy tak, jestem dziwną tajemnicą, chociaż pozornie prostą. Jeżeli Ziemia jest niesłychanie doskonałą cząstką wszechświata, dlaczego ja - syn Ziemi i duch Ziemi nie mógłbym pokonać niesłychanych trudności." [20]



Wojciech Weiss:   Autoportret w półakcie, 1907,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.



W 1904 roku po latach emigracyjnej tułaczki realizują się marzenia artysty o cichej przystani w domu rodzinnym, posiadaniu miejsca stałych ucieczek z miasta i rozkoszowania się dziewiczą przyrodą. Jego malarstwo tworzone w Kalwarii, bądź nastrojem z tamtąd przesycone, stanowi ciąg niekończących się zachwytów - to zachwycenie buduje właśnie strukturę twórczości białego okresu, sekwencji trwającej w jego sztuce od około 1904 do 1912 roku.

Będąc jeszcze w Paryżu, malując swoje "młodzieńcze bohaterstwo" - Autoportret z maskami - pisał równocześnie w liście do rodziców:

"Tęsknię bardzo za wsią, za łąkami pełnymi kwiecia, za horyzontem dalekim, za niebem pełnym fantastycznych chmur." [21]
Zaś z Florencji rok później zwierzał się:
"Czasem zmęczony, bluźniący galeriom, wychodzę za miasto całować łąki, kochać się w kwiatkach, tęsknić za cyprysami, ścigać linie faliste, niepokalane, wzgórz skąpanych w przeczystych lazurach." [22]

Plenerem wiejskim, do którego uciekał w kraju rodzinnym, był w tym okresie Strzyżów (1899-1904), ale powstałe tam kompozycje pełne są jeszcze stłumionej melancholii i nostalgicznej zadumy, czasami nabierając ostrości w protoekspresjonistycznych akordach. W Strzyżowie były malowane: Altana (W ogrodzie) wystawiona po raz pierwszy na III Wystawie «Sztuki» w 1903 oraz nie pokazywane wówczas takie kompozycje, jak Maki, Pocałunek na trawie i Promienny zachód słońca.




Wojciech Weiss:   Altana – studium, 1902,
olej na płótnie, własność prywatna.




Wojciech Weiss:   Altana (W ogrodzie, Kot), 1903,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Maki, 1902-1903,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Pocałunek na trawie, ok. 1900,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Promienny zachód słońca, 1903,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss:   Stacja kolejowa w Strzyżowie, 1902,
rysunek kredką, własność rodziny artysty.


W pracach drobniejszych "dominuje stonowana, lekka jasność - jak zauważa Wiesław Juszczak - przeźroczystość atmosfery. Jest w tym radosne wyzwolenie, radosny wiosenny sensualizm. Jest w tym zapowiedź białych sadów z Kalwarii i takich jeszcze dalszych pasteli, które otwierają 'kolorystyczny' etap twórczości Weissa."
[23] Zmienia się paleta malarza i materia malarska jego dzieł. Zagadnienia linii i rysunku ustępują miejsca płaszczyźnie budowanej kolorem, kolorem wyzwolonym z funkcji mimetycznych, przesyconym światłem i zmatowionym bielą. Konstanty Maria Górski nazwał go, jak już mówiliśmy, "wielkim malarzem drobnych egzystencji" i rzeczywiście Weiss zacieśnia topografię swego malarstwa do przestrzeni własnego domu i otaczającego go ogrodu. Maluje portrety rodziny, ale równocześnie, na tych samych jakby, zasadach funkcjonujące portrety domu, jego kątów, okien i parapetów i świecącej ciepłym światłem lampy naftowej. W otaczającym dom ogrodzie pochyla się nad grządką pierwiosnków i spienionym wiosną strumykiem, wycina kadrem obrazu fragment jabłoni czy pnącza winorośli.
"Dla dzisiejszych obrazów Weissa aparat fotograficzny jest zabójczym - zanotuje Tygodnik Ilustrowany. - Działają one bowiem wyłącznie niemal samą barwą, a nie linią i kształtem. Z pewnego oddalenia od obrazu rozrzucone na nim barwy zaczynają grać przedziwnym życiem. «Plain air» weissowski drży wtedy, jak rozgrzane promieniami słońca powietrze. Najsubtelniejsze odcienie barw stają się na nim dostępnymi dla oka, tak że widz robi na tych dziełach odkrycia zupełnie nowych i niespostrzeżonych dotąd piękności, które artysta przenosił na płótno z jakiegoś tam krzaka przed domem wiejskim, lub z jakiegoś zakątka łąki lub lasu." [24]

To swoje pochylenie się nad naturą uobecniającą się w każdym źdźble trawy, zachwyt nad codziennością ludzkiej egzystencji - Weiss nazywa po prostu miłością:
"Obraz tak powinien mówić: patrz, tak kocham. Gdy widzi się całujących kochanków, doznaje się uczucia dziwnego: zazdrość i pożądanie i błogie uczucie miłości. Żywy obraz wywołuje to samo. Oni też stwarzają, jak obraz stworzony powstaje. (...) Jestem równocześnie artystą i kochankiem, chcę płodzić." [25]

W 1909 roku na XIII Wystawie «Sztuki» Weiss dzieli się z publicznością swoją największą miłością - pokazuje portret swojej żony Reni [później znanej malarki Aneri – amk], portret, który na sześciu wystawach towarzystwa będzie nieustannie zniewalał swym urokiem.




Wojciech Weiss:   Renia w drzwiach, 1908,
olej na płótnie, własność rodziny artysty.


Stojąca w drzwiach salonu domu kalwaryjskiego, z pogodnie uniesioną głową wspartą na ręce, promiennym uśmiechem odpowiada na miłosne zapatrzenie artysty. To obraz onieśmielający szczerością, pozbawiony rekwizytów i symboli, wciągający w wyczuwalny tam dialog intymny. Nie ma w nim nic z bolesnego skupienia Melancholika, ani lekko kpiącego uśmiechu jego młodzieńczych autoportretów, a przecież w portrecie żony namalował artysta również siebie samego. Jest w tym portrecie jedynie zachwycenie, swą siłą wszechogarniające świat malarza.

W życzeniach urodzinowych skierowanych do żony zawarł takie słowa:

"No i cóż mam Ci kochanie napisać: jesteś urodzona. widzisz pięknie świat, widział cię świat piękną, oczy zachwytów wlokły się za tobą, (...). No i mnie gdzieś tam na poddaszu przypadło to szczęście, że ja który się Pięknu poświęciłem, Piękno do mnie przyszło, oplotło się dokoła mnie. Chodziłem. budziłem zazdrość, że z Pięknem chodzę, że piękno pieszczę, z Pięknem idę w daleką drogę życia. Idziemy razem. sypią się płatki kwiatów, sypią wiatrem unoszone..." [26].



Wojciech Weiss:   Renia czytająca, 1910,
rysunek piórkiem, własność rodziny artysty.


Na kartach szkicownika zaś odnajdujemy wspomnienie:
"Słyszę przez sen jak deszcz pada, śnię że słońce przesiekło przez chmury i wspaniała tęcza zapaliła się na wschodzie, jakaś tajemnicza siła prowadziła mnie na szczyt łuku, patrzę a obok jest moja miłość, siedzi na kolorze różowym, chciałem ją wygodniej posadzić, ześlizgnęła się, zsunęła się po łuku południowym w dół, ja zrozpaczony zjechałem na północ. Bolesne było zetknięcie się ze ziemią ale i rozkoszne. Podniosłem się aby szukać mojej miłości, naprzeciw niej idąc Eros podaje mi paletę tęczą poplamioną." [27]

* * *

Cechą szczególną twórczości Wojciecha Weissa jest nieustanna obecność artysty w tworzonym dziele, kolejne obrazy notują jego etapy dojrzewania do miłości, wątku, który budował twórczość "młodego" Weissa, poprzez Młodość, Wiosnę, Pokusę, młodzieńcze autoportrety. Około 1907 roku nasyca on bardziej formę stwarzanego obrazu, niż jego treść i anegdotę. Zagadnienia koloru i światła zaczynają odgrywać rolę pierwszoplanową, stanowiąc zarówno istotną dla symbolizmu plastyczną przekładnię stanów emocjonalnych, jak i najczystszą i najwcześniejszą zapowiedź koloryzmu polskiego.

Pochwałę zmienności odnajdujemy w licznie cytowanych wypowiedziach krytyków. Sama twórczość artysty przesycona jest radością ciągłych poszukiwań - zaś poza nią - w tle - wyczuwalne są ciągle pulsująca życiem krakowska Akademia Sztuk Pięknych i mobilizująca do największych osiągnięć elita polskiego życia artystycznego – Towarzystwo Artystów Polskich «Sztuka», w którym Wojciech Weiss przez 52 lata pozostawał.




Wojciech Weiss:   Autoportret, 1940,
drzeworyt, własność rodziny artysty.




Wojciech Weiss,   1948.






Bibliografia:


  1. K.S., Z wędrówki po pracowniach, "Tygodnik Ilustrowany" 1910, nr 10, s. 192.   (powrót)

  2. Stanisław Lack, Wojciech Weiss. "Życie" 1900, nr 1, cyt. za: Teksty o malarzach. Antologia polskiej krytyki artystycznej 1890-1918, wybrał, ułożył i przedmową opatrzył W. Juszczak, Wrocław 1976, s. 325.   (powrót)

  3. Cyt. za: Szkicownik Wojciecha Weissa, przedmową opatrzył W. Juszczak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976, s. 23.   (powrót)

  4. S.T. (Stanisław Tomkowicz), Wystawa «Sztuki» w Krakowie, "Czas" 1898, nr 152, cyt. za: Teksty o malarzach, s. 321; wspomniany drugi obraz Modelka jest dziełem zaginionym.   (powrót)

  5. Stanisław Lack, op. cit., s. 327.   (powrót)

  6. ibid, s. 325.   (powrót)

  7. S.T., op. cit., s. 322.   (powrót)

  8. Cezary Jellenta, Drugi występ «Sztuki», "Przegląd Tygodniowy" 1899, nr 13, cyt. za: Wiesław Juszczak, Młody Weiss, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1979, s. 49.   (powrót)

  9. Antoni Sygietyński, Ruch artystyczny, "Atheneum" 1900, t. 2,z. I, cyt. za: Teksty o malarzach, s. 324.   (powrót)

  10. Adam Łada-Cybulski, Sztuka Polska. Malarstwo. Pod kierownictwem F. Jasieńskiego i A. Łady-Cybulskiego, Lwów [1903-1904], tabl. 24, cyt. za: Teksty o malarzach, s. 332.   (powrót)

  11. Autorka szerzej porusza tę problematykę w tekście Entre impressionnislne et symbolisme: Paris et la peinture polonaise, w katalogu wystawy "Art Nouveau Polonais", Bruxelles 1997; s. 49-64.   (powrót)

  12. Cyt. za: Szkicownik Wojciecha Weissa. s. 24.   (powrót)

  13. Słowa, od których zaczyna autor studium wprowadzające do albumu Malarstwo Polskie. Modernizm, Warszawa 1977, s. 7.   (powrót)

  14. Stanisław Lack, op. cit., s. 325-326.   (powrót)

  15. Adam Łada-Cybulski, op. cit., s. 332.   (powrót)

  16. Młody Weiss, op. cit., s. 26.   (powrót)

  17. Konstanty Maria Górski, Sztuka Polska. Malarstwo. Pod kierownictwem F. Jasieńskiego i A. Łada-Cybulskiego, Lwów [1903-1904], tabl. 16, cyt. za: "Teksty o malarzach", s. 331.   (powrót)

  18. Antoni Potocki, Sztuka polska na wystawie powszechnej w Düsseldorfie. «Sztuka» lipiec 1904, s. 184.   (powrót)

  19. Cyt. za: Szkicownik Wojciecha Weissa, s. 58.   (powrót)

  20. ibid., s. 57.   (powrót)

  21. List z Paryża do rodziców, 5.04.1900.   (powrót)

  22. List z Florencji do rodziców, 190l.   (powrót)

  23. Młody Weiss. op. cit., s. 176-177.   (powrót)

  24. KS., op. cit.   (powrót)

  25. Cyt. za: katalog wystawy Wojciech Weiss, Malarstwo białego okresu, oprac. Zofia Weiss, Muzeum Okręgowe w Rzeszowie 1986, s. 30.   (powrót)

  26. ibid., s. 15-16.   (powrót)

  27. ibid., s. 14.   (powrót)




Zofia Weiss – Nowina Konopczyna, historyk sztuki, jest wnuczką Wojciecha Weissa i Ireny Weissowej-Aneri. Jest kustoszem spuścizn artystycznych Wojciecha Weissa oraz Aneri.

Jest autorką szeregu publikacji na temat malarstwa i grafiki Wojciecha Weissa i Aneri oraz katalogów dużych wystaw ich dzieł. Pisze także o malarstwie innych artystów polskiego Modernizmu. Publikowała m.in w Gazecie Antykwarycznej i Roczniku Szopenowskim oraz w Print Quarterly w Londynie. Jest właścicielką galerii sztuki nowoczesnej w Krakowie przy ul. Sławkowskiej 12.   (AMK)





Teksty o pokrewnej tematyce zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-200
7 Zwoje