

"Weiss niestrudzenie szuka w dziedzinie swojej tworczosci nowych wartosci, nowych sformulowan barwnych nowych efektow swiatlocienia, nowych kombinacji linii i plaszczyzny. Poszukiwania te zas niestrudzone, nie sa bynajmniej wynikiem jakiejs niezdrowej zadzy oryginalnosci za wszelka cene, ale stanowia bezposredni wyraz najbardziej charakterystycznej cechy talentu i tworczosci Weissa, mianowicie jego niezwykle glebokiego i szczerego umilowania natury, Patrzac na nia oczyma dziecka, a myslac o niej umyslem medrca, artysta ten nie moze nie widziec i nie rozumiec, ze natura jest skarbcem nigdy nie wyczerpanym i ze potrzeba znalezc punkt patrzenia na nia nowy, dotad nieznany, aby skarbiec ten nieprzebrany zajasnial przepychem nowych walorow artystycznych"- pisano o artyscie w roku 1910 w Tygodniku Ilustrowanym [1]. Oczy dziecka i umysl medrca, milosc, ale i refleksja, oto dwa przeciwstawne bieguny, ktorych przyciaganie sie wzajemne dalo sztuke nieustannie poszukujaca, dynamiczna w swej zmiennosci, intrygujaca krytykow. Dziesiec lat wczesniej natomiast, w eseju o Wojciechu Weissie Stanislaw Lack przedstawia taka jego charakterystyke:
"...artysta ulatuje wyzwolony i pogodnie usmiechniety (...) patrzy spokojnie, bezinteresownie, z poblazliwa miloscia, na to widowisko wdzierania sie jednego swiata w drugi, jednej formy w druga forme! Lagodzi sprzecznosci i wyrownywa w nowej znowu formie!"[2].


[3]
"Zaczalem malowac kolege P. [Antoniego Procajlowicza], ktory chorowal wowczas - pisze w swych pamietnikach artysta. - Pozujac, siedzial z rekoma trzymanymi miedzy nogami. Cien z niego na scianie podobny byl do glowy szkieletu. Kiedy Stanislawski zobaczyl ten portret, powiedzial: 'No da nam pan tego melancholika na wystawe «Sztuki»'. I taki tytul pozostal."



"Organizatorami, a w przewaznej czesci i wystawcami wystawy naszej secesji byli profesorowie malarstwa krakowskiej Szkoly Sztuk Pieknych. Chlube im tez przynosi, a niezawodnie i niemala sprawilo radosc, zc do najlepszych, talentem najbardziej na wierzch sie wybijajacych obrazow wystawy nalezaly utwory ucznia tejze szkoly, p. Wojciecha Weissa. Modelka i Melancholik to wlasciwie studia tylko, ale co to za studia!"[4].




"umyslach obiektywnych, zadumanych, zasluchanych, a pogodnie usmiechnietych, umyslach, ktore uswiadomily sobie gleboko odwieczne spetanie mysli w tym samym okreznym, oblednym tancu bez poczatku ni konca, wiec kryjacym w sobie wszelkie dawne i nowe formy, chociaz jeszcze na jaw nie wydobyte."

"Szkoda, ze do tylu zalet przymieszaly sie pewne niepotrzebne dziwactwa, jak np. cien glowy Melancholika, ksztaltujacy sie na scianie jako trupia glowka, i te oczy, patrzace na niego z motywow makatowego tla na scianie."[7]
"Nie nawiewa on jednak nastroju prawdziwie smutnego - o dramatycznym zgola nie mowie - albowiem Melancholik jest raczej poczciwym zawstydzencem, ktory zrobil cos niemadrego, niz nurkiem powaznym zyciowego dramatu[8].
"Widocznie p. Weiss szuka sobie drogi - pisal Antoni Sygietynski. Pytanie tylko, czy ja znajdzie w tym otoczeniu, jakie przedstawia obecnie krakowska Szkola Sztuk Pieknych, ktora, o dziwo, zamiast byc twierdza tradycji i dogmatow estetycznych, jest przystania dziwactw, zwanych szumnie nowymi pradami, i... mody."[9]
"Skromny, cichy, pogodnie, a czasami tylko jak gdyby ironicznie usmiechniety, umial on precz odrzucic wszelkie recepty, azeby z rozwaga medrca a szczeroscia dziecka moc dawac tylko siebie. Jest to organizacja malarska sowicie wyposazona. Cechuje ja przede wszystkim rzadka, niezmacona niczym bezposredniosc w odtwarzaniu przyrody i wielkie jej, choc bynajmniej nie niewolnicze, umilowanie. (...) Przy tym bogata to dusza, dziwnie zlozona, pociagajaca. Jest w niej jakas pogoda sloneczna, swawolnosc rownoczesnie z powaga; jest tkliwa uczuciowosc, zespolona ze specjalnym sui generis humorem, wytwornym i subtelnym; jest prostota naiwna, a zarazem schylkowe wyrafinowanie; jest miekkosc aksamitnej dloni kobiecej, w ktorej dotknieciu jednak czuc pewna siebie, stalowa meska energie."[10]
Namalowany wowczas Autoportret z maskami, ktory z przyczyn nieznanych nie trafil na zadna wystawe «Sztuki», przedstawia artyste z trzymanymi w rekach maskami uosabiajacymi wszystkie pokusy tego swiata, jego pozor i ulude, "maskarade uczuc"
[12].
"reka podniesiona do ust lekko usmiechnietych - pisal o Autoportrecie z jablkiem Stanislaw Lack - ponad ktorymi oczy tonace na pol w usmiechu, na pol w zadumie; ten ruch reki, jak u czlowieka, ktory nagle zobaczyl jakies zjawisko w nagiej prawdzie, na goracym uczynku, poznal tajemne jego pokrewienstwo ze swiatem naokol i usmiecha sie do swego widzenia, rownoczesnie kpiac sobie nieco, poblazliwie z ludzi."[14]

W roku 1903 na VII wystawie «Sztuki» pokazuje Weiss Bachanalie.
Motyw tanca ponownie w nich podjety przybiera forme mitologiczna i jest juz
dalekim echem Opetania (1900) i Tanca
(1899). Mniej w nim pytan o cel i sens ludzkiego wedrowania, wiecej
ekstatycznej radosci zycia.




Monografista "mlodego" Weissa Wieslaw Juszczak zauwazy:
"Odczuwamy wyraznie kadencje pierwszego gwaltownego zrywu w coraz bardziej zdecydowanym uspokajaniu kompozycyjnych rytmow, w plowieniu tonacji kolorystycznych, ktore opanowuje matowa szarosc i biel, w odchodzeniu od narracyjnosci drapieznej, ku hedonistycznemu potwierdzaniu cichej, nieco biernej jak gdyby, skupionej obecnosci przedmiotow."[16]





"Ten krakowski Japonczyk z dosadna obserwacja i wytwornym pedzlem niewatpliwie znal sie i z Japonczykami paryskimi; cala sztuka w tym, ze on korzysta z tych wplywow, gdzie inni traca, wpadajac w maniere."[18]


"Szal, szamotanie sie, zdobycie nowej formy - pisal artysta - nuda, pustka. Nikt nie ma nic do powiedzenia. Ja - nieskonczona ilosc przyzwyczajen, caly ten ciezar zrzucic! (...) Zrzucic te lachmany, by zajasniec pieknem nagim. Ja i natura - to jednosc."[19]
"Moje ja - to moj swiat. Moj swiat - to wszechswiat. Ja chociaz jestem (moje jestem) poczatkiem i koncem - jestem bez poczatku i konca. Kiedy tak, jestem dziwna tajemnica, chociaz pozornie prosta. Jezeli Ziemia jest nieslychanie doskonala czastka wszechswiata, dlaczego ja - syn Ziemi i duch Ziemi nie moglbym pokonac nieslychanych trudnosci."[20]

Bedac jeszcze w Paryzu, malujac swoje "mlodziencze bohaterstwo" - Autoportret z maskami - pisal rownoczesnie w liscie do rodzicow:
"Tesknie bardzo za wsia, za lakami pelnymi kwiecia, za horyzontem dalekim, za niebem pelnym fantastycznych chmur."[21] Zas z Florencji rok pozniej zwierzal sie:
"Czasem zmeczony, bluzniacy galeriom, wychodze za miasto calowac laki, kochac sie w kwiatkach, tesknic za cyprysami, scigac linie faliste, niepokalane, wzgorz skapanych w przeczystych lazurach."[22]






"Dla dzisiejszych obrazow Weissa aparat fotograficzny jest zabojczym - zanotuje Tygodnik Ilustrowany. - Dzialaja one bowiem wylacznie niemal sama barwa, a nie linia i ksztaltem. Z pewnego oddalenia od obrazu rozrzucone na nim barwy zaczynaja grac przedziwnym zyciem. «Plain air» weissowski drzy wtedy, jak rozgrzane promieniami slonca powietrze. Najsubtelniejsze odcienie barw staja sie na nim dostepnymi dla oka, tak ze widz robi na tych dzielach odkrycia zupelnie nowych i niespostrzezonych dotad pieknosci, ktore artysta przenosil na plotno z jakiegos tam krzaka przed domem wiejskim, lub z jakiegos zakatka laki lub lasu."[24]
"Obraz tak powinien mowic: patrz, tak kocham. Gdy widzi sie calujacych kochankow, doznaje sie uczucia dziwnego: zazdrosc i pozadanie i blogie uczucie milosci. Zywy obraz wywoluje to samo. Oni tez stwarzaja, jak obraz stworzony powstaje. (...) Jestem rownoczesnie artysta i kochankiem, chce plodzic."[25]

W zyczeniach urodzinowych skierowanych do zony zawarl takie slowa:
"No i coz mam Ci kochanie napisac: jestes urodzona. widzisz pieknie swiat, widzial cie swiat piekna, oczy zachwytow wlokly sie za toba, (...). No i mnie gdzies tam na poddaszu przypadlo to szczescie, ze ja ktory sie Pieknu poswiecilem, Piekno do mnie przyszlo, oplotlo sie dokola mnie. Chodzilem. budzilem zazdrosc, ze z Pieknem chodze, ze piekno pieszcze, z Pieknem ide w daleka droge zycia. Idziemy razem. sypia sie platki kwiatow, sypia wiatrem unoszone..."[26].

"Slysze przez sen jak deszcz pada, snie ze slonce przesieklo przez chmury i wspaniala tecza zapalila sie na wschodzie, jakas tajemnicza sila prowadzila mnie na szczyt luku, patrze a obok jest moja milosc, siedzi na kolorze rozowym, chcialem ja wygodniej posadzic, zeslizgnela sie, zsunela sie po luku poludniowym w dol, ja zrozpaczony zjechalem na polnoc. Bolesne bylo zetkniecie sie ze ziemia ale i rozkoszne. Podnioslem sie aby szukac mojej milosci, naprzeciw niej idac Eros podaje mi palete tecza poplamiona."[27]
Pochwale zmiennosci odnajdujemy w licznie cytowanych
wypowiedziach krytykow. Sama tworczosc artysty przesycona jest radoscia
ciaglych poszukiwan - zas poza nia - w tle - wyczuwalne sa ciagle
pulsujaca zyciem krakowska Akademia Sztuk Pieknych i mobilizujaca do
najwiekszych osiagniec elita polskiego zycia artystycznego – Towarzystwo
Artystow Polskich «Sztuka», w ktorym Wojciech Weiss przez 52 lata
pozostawal.


|
Zofia Weiss – Nowina Konopczyna, historyk sztuki, jest wnuczka
Wojciecha Weissa i Ireny Weissowej-Aneri. Jest kustoszem spuscizn artystycznych
Wojciecha Weissa oraz Aneri.
Jest autorka szeregu publikacji na temat malarstwa i grafiki Wojciecha Weissa i Aneri oraz katalogow duzych wystaw ich dziel. Pisze takze o malarstwie innych artystow polskiego Modernizmu. Publikowala m. in w Gazecie Antykwarycznej i Roczniku Szopenowskim oraz w Print Quarterly w Londynie. Jest wlascicielka galerii sztuki nowoczesnej w Krakowie przy ulicy Slawkowskiej 12. (AMK) |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||