


Henryk Niewodniczański był przykładem uczonego, którego czysto naukowa, świetnie zapowiadająca się kariera, zakłócona kataklizmem wojny, wymuszoną ewakuacją z Wilna poprzez Wrocław i Lublin do Krakowa i totalitarną, komunistyczną rzeczywistością powojennej Polski, została obrócona na stworzenie poważnego ośrodka naukowego. Od roku 1946 profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, był Niewodniczański najpierw kierownikiem zespołu katedr fizyki doświadczalnej UJ, a potem twórcą i - aż do śmierci - dyrektorem Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doskonale wykształcony fizyk, w latach 1934-1935, stypendysta naukowy w Cambridge u Ernesta Rutherforda (odkrywcy jądra atomowego), wówczas już autor poważnych prac naukowych, odkrywca dipolowych przejść magnetycznych w widmie ołowiu, mógł był w normalnych warunkach sięgnąć po najwyższe laury naukowe. Mimo, że do śmierci był aktywny w badaniach reakcji jądrowych niskich energii i spektroskopii jądrowej, współodkrywcą kilku nowych efektów oraz współautorem wielu znaczących prac naukowych, nie było Mu to dane, rzec można przez siły wyższe. Stworzył za to krakowską szkołę fizyki jądrowej, wykształcił kilkudziesięciu znakomitych fizyków z trzech co najmniej pokoleń, autorów wielu ważnych i pionierskich prac naukowych, kontynuatorów Jego dzieła. Przyczynił się do równoległego stworzenia w Krakowie poważnego ośrodka fizyki teoretycznej, szczególnie fizyki cząstek elementarnych.
W trudnej sytuacji politycznej potrafił utrzymać w swoim Instytucie pewną oazę wolnej myśli, uchronić swoich pracowników naukowych od większych nacisków politycznych, stworzyć im pewne poczucie bezpieczeństwa, być może większe niż niemal gdziekolwiek indziej. Za Jego czasów nawet organizacja partyjna w IFJ zachowywała się z dużym umiarem i nieopresyjnie, była nieomal totumfacka, zaś bezpieka, poza okresem po Marcu 1968, nie była uciążliwa.
Profesor Henryk Niewodniczański stworzył nie tylko poważnie liczący się w świecie ośrodek badawczy, ale stymulował cały sposób myślenia naukowego, system kształcenia oraz wysyłania młodych uczonych w świat do najlepszych ośrodków naukowych oraz atmosferę przyjacielskich stosunków międzyludzkich. To podejście do nauki, tę atmosferę, przekazał swoim uczniom i te pozostały po Nim jako to, co trwałe.
Od 20 grudnia 1988 roku Instytut Fizyki Jądrowej w Krakowie nosi imię Henryka Niewodniczańskiego.
Zrobiłem Mu w IFJ kilkanaście zdjęć, w szczególności podczas wizyty Profesora Bogolubowa, dyrektora Zjednoczonego Instytutu Badań Jądrowych w Dubniej. Te zdjęcia (wraz z innymi) wisiały potem u Niego w gabinecie. Teraz nie mam już tych zdjęć, nawet ich negatywów. Część podarowałem kiedyś Instytutowi Fizyki Jądrowej, a część synowi Profesora, Tomaszowi.
Byłem jednym z pierwszych, którzy dowiedzieli się o
niespodziewanej śmierci Profesora Henryka Niewodniczańskiego. Było to 20
grudnia 1968, pod sam koniec występu kabaretu "Piwnica pod Baranami", który
zorganizowałem w Instytucie Fizyki UJ. W kilka dni później fotografowałem
już tylko pogrzeb Profesora na Cmentarzu Rakowickim, prowadzony przez
Kardynała Karola Wojtyłę. W kilka tygodni później, niemal surrealistycznie, z błahej przyczyny,
zmarł wierny kierowca Profesora, Tadeusz Szopa. W roku
1976 mogłem już tylko zrobić zdjęcie laureata nagrody Nobla w fizyce (1961)
Roberta Hofstadtera w chwili jego zadumy przed popiersiem Profesora
Niewodniczańskiego w Instytucie Fizyki UJ.

Ja Adamowi Strzałkowskiemu zawdzięczam bardzo wiele w mojej karierze naukowej fizyka i nie tylko. Darzę Go ogromną wdzięcznością i niezmiernym szacunkiem. Jestem dumny, że łączy mnie z Nim wiele intelektualnie, a przede wszystkim, że mogę Pana Adama nazwać moim Przyjacielem.
Zachęcam do przeczytania
eseju Adama Strzałkowskiego o Henryku Niewodniczańskim zamieszczonego w tych Zwojach.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||