

Niestety, odpowiedz ta nie jest zadowalajaca, jak zreszta prawie wszystkie proste i oczywiste odpowiedzi. Nie tylko dlatego, ze w przeszlosci kazde nowe wspaniale zrodlo energii okazywalo sie wczesniej czy pozniej niebezpieczna bronia. Przede wszystkim, ogromna wiekszosc fizykow pracujacych nad nowymi problemami nie zdaje sobie sprawy z mozliwych przyszlych zastosowan swoich odkryc. Najwazniejsza sprawa wydaje sie wiec odpowiedz na inne pytanie: czy uczeni winni przed oglaszaniem swoich odkryc rozwazyc doglebnie wszelkie ich konsekwencje? Czy maja publikowac wszystkie swoje wyniki, czy tez winni ukrywac takie, ktore moglyby doprowadzic do katastrofy?
Dylemat ten jest jednak pozorny. Tylko w literaturze bohaterska decyzja uczonego o zniszczeniu wynikow swoich badan moze powstrzymac ludzkosc przed zaglada. W rzeczywistym swiecie trwa nieustanny wyscig grup uczonych z roznych krajow, a wycofanie sie z niego jednej, czy nawet wielu osob nie wplyneloby znaczaco na czas dokonania odkrycia.
Co wiecej, historia pelna jest przykladow uczonych, ktorzy w najlepszej wierze oceniali calkiem falszywie konsekwencje swoich odkryc. Jak wiadomo, Nobel spodziewal sie, ze odkrycie dynamitu polozy kres wojnom, bo nikt nie odwazy sie ryzykowac zniszczen spowodowanych uzyciem tak poteznego srodka wybuchowego. Tworcy bomby atomowej nie byli juz tak naiwni: wiedzieli doskonale, ze bron konstruuje sie po to, aby jej uzyc. Zdecydowali sie jednak na budowe bomby, bo przekonani byli, ze lada miesiac moze ja miec Hitler. Nie powstrzymala ich wiec przed proba nawet obawa przed ostateczna katastrofa: podobno niektorzy uczestnicy "Projektu Manhattan" uwazali za mozliwe, choc malo prawdopodobne, ze pierwsza eksplozja wywola pozar calej atmosfery!
Dochodzimy tu juz jednak do problemow, ktore niewiele maja wspolnego z fizyka. Ci z tworcow bomby, ktorzy protestowali przeciw jej uzyciu dla zniszczenia miast japonskich, uznali za niedopuszczalna masowa zaglade ludnosci cywilnej (i latwo nam ich zrozumiec). Jednak zaglada ta byla juz przeciez praktykowana od lat przez obie strony konfliktu: w bombardowaniach Warszawy, Drezna czy Tokio zginelo w sumie wiecej ludzi, niz w Hiroszimie. Nowoscia byla jedynie blyskawicznosc smierci tak wielu ludzi, a rownoczesnie skazanie wielu innych na smierc opozniona. Co wiecej, mozna zrozumiec i tych, ktorzy domagali sie natychmiastowego uzycia bomby: przeciez kazdego dnia pod okupacja japonska ginely tysiace ludzi, wiec przyspieszenie kapitulacji Japonii oznaczalo ratunek dla rownie wielkiej rzeszy rownie niewinnych ofiar, jak mieszkancy Hiroszimy i Nagasaki! Co bylo tu naprawde "mniejszym zlem"?
Wrocmy wiec do podstawowego problemu, ktory wywodzi sie ze znacznie dawniejszych czasow (mozna go wrecz nazwac problemem Ksiegi Rodzaju): czy zdobywanie wiedzy i dzielenie sie nia ze spoleczenstwem jest zawsze czynnoscia godziwa? Czy odpowiedzialnosc fizykow kladzie na nich ciezar decyzji o wyborze tych, ktorym mozna przekazac swoje odkrycia?
Jedna z legend fizyki dwudziestego wieku spopularyzowana przez Leonardo Sciascie glosi, ze Ettore Majorana jako pierwszy przewidzial mozliwosc wykorzystania energii jadrowej. Nie opublikowal on nigdy pierwszych swoich teorii dotyczacych budowy jadra i, jak twierdzili niektorzy swiadkowie, wydawal sie byc wrecz histerycznie wdzieczny Heisenbergowi, ktory sam doszedl do tych wynikow i opublikowal je, zdejmujac niejako z Majorany odpowiedzialnosc za ich konsekwencje. Ostatecznie Majorana zniknal, czy to popelniajac samobojstwo, czy to wybierajac anonimowe ukrycie w jakims klasztorze. Czy istotnie uczynil to, bo nie chcial brac udzialu w szalenstwie?
Za wielu najwiekszych fizykow decyzje o tym, dla kogo beda pracowac, podjal sam Hitler, rozpoczynajac program eksterminacji Zydow. Zydowscy uciekinierzy z Europy stanowili trzon zespolu tworcow amerykanskiej bomby. Wiekszosc z nich nie miala przy tym zadnych skrupulow; przeciwnie, byli pewni, ze pracuja dla ocalenia ludzkosci. Na zawsze zapewne zagadka pozostanie motywacja tych, ktorzy zostali w Niemczech: czy istotnie sabotowali prace, czy tylko nie starali sie nadmiernie znalezc najkrotszej drogi do celu, czy wreszcie wiedzieli, ze i tak nie zdaza, wiec spokojnie prowadzili swoje badania? A ilu z nich chcialo naprawde dac bombe Hitlerowi?
Tym, ktorzy jednoznacznie potepiaja fizykow pracujacych nad konstrukcja broni, wypada wiec zadac proste pytanie: czy naprawde nie zalezy to od tego, komu bron ma sluzyc? Czy w obronie swojego narodu zagrozonego zaglada nie wolno starac sie zbudowac poteznej broni, ktora zapewni mu bezpieczenstwo?
Jak glosi legenda, Archimedes konstruowal machiny dla obrony Syrakuz przed Rzymianami, a nawet mial spalic ich flote skupionymi w zwierciadlach promieniami slonecznymi. Nikt go jednak za to nie potepia; przeciwnie, caly swiat powtarza jako przyklad heroizmu jego ostatnie slowa skierowane rzekomo do rzymskiego zolnierza "Noli turbare circulos meos!". A co staloby sie, gdyby zolnierz nie zabil medrca, lecz zaprowadzil go do wodza? Czy wystarczyloby mu wtedy heroizmu, aby odmowic swej pomocy w dalszych rzymskich podbojach? A moze nalezaloby w pelni usprawiedliwic jego ewentualna decyzje o wspolpracy, podjeta oczywiscie po wnikliwym porownaniu systemu politycznego syrakuskiej tyranii i rzymskiej republiki?
Dodajmy, ze ostatnie lata przyniosly nowy przyklad nieprzewidywalnosci historii: udzial kilku wybitnych fizykow amerykanskich w programie tzw. "wojen gwiezdnych" byl niemal powszechnie potepiany przez ich srodowisko. Co wiecej, podkreslano, ze cele tego programu sa nierealne: znaczna czesc z tysiecy rakiet, ktorymi dysponowal Zwiazek Radziecki, z pewnoscia uniknelaby zniszczenia przez lasery programu i zaniosla swoj smiercionosny ladunek nad Stany Zjednoczone. Tymczasem dzis wiemy, ze rozpaczliwe proby dotrzymania kroku przeciwnikowi i budowy analogicznego programu staly sie jedna z ostatnich slomek lamiacych grzbiet wielblada ekonomii realnego socjalizmu. Zatem i my w niebagatelnym stopniu zawdzieczamy nasza wolnosc "militarystom" i "jastrzebiom", ktorzy zgodzili sie oddac swoj talent generalom. A przeciez moglo byc calkiem inaczej: gdyby na miejscu Brezniewa byl Stalin, zapewne wybralby "prewencyjne uderzenie" z ryzykiem zaglady obu stron, a nie bezradne oczekiwanie na upadek gospodarki... Odlozmy wiec na bok kwestie wyborow moralnych konstruktorow broni, ktore z pewnoscia nie dadza sie rozstrzygnac jedna prosta formulka. Zapewne fizykow, ktorzy rozwazaja mozliwosc pracy w programie militarnym, mozna jedynie ostrzec, ze takich wyborow nie unikna. Zastanowmy sie nad zagadnieniem szerszym: czy uczeni winni rozwazac powaznie konsekwencje swoich odkryc? Czy powinni starac sie o zachowanie jakiegos wplywu na ich wykorzystanie?
Wbrew pozorom, nie jest to to samo pytanie, od ktorego zaczelismy nasze rozwazania. O ile bowiem nierealna jest perspektywa ukrycia lub zniszczenia wynikow badan, o tyle uczony, ktory zdaje sobie sprawe z wagi swoich odkryc, moze przygotowac sie lepiej na nieuchronny moment ich ujawnienia i wplynac na ich wykorzystanie. Byc moze jestem naiwny, ale wydaje mi sie, ze tak stalo sie z odkryciem, ktore zmienilo juz ksztalt naszej cywilizacji: siecia informacyjna zwana Internetem.
Jest to oczywiscie wynalazek techniczny, a nie odkrycie fizyczne. Jednak poczatki "www" czyli World Wide Web - swiatowej sieci zwiazane sa z miedzynarodowym centrum badan nad czastkami elementarnymi "CERN", pod Genewa. Wprawdzie juz znacznie wczesniej nauczono sie przekazywac informacje miedzy komputerami, ale w CERN-ie po raz pierwszy pojawil sie problem przekazywania ogromnej liczby danych miedzy wieloma osrodkami rozrzuconymi po calym swiecie. Poniewaz zas problem dotyczyl osrodkow naukowych, rozwiazanie znaleziono typowo akademickie: otwarte, bez niczyjego monopolu czy nawet dominacji, dostepne dla kazdego, kogo stac bylo na pokrycie kosztow technicznych.
Dzis oczywiscie Internet obrosl wielkim biznesem: rozne firmy oferuja sprzet, polaczenia i oprogramowanie. Jednak akademickie zrodla systemu spowodowaly, ze nikt nie zdobyl monopolu, a wolna konkurencja i kapital reklamujacych sie w sieci firm sprawily, ze to polaczenie ze swiatem wciaz tanieje i staje sie dostepne dla coraz wiekszej rzeszy uzytkownikow. Coraz wieksza liczba uczonych zaczyna dzien od sprawdzenia, co nowego ogloszono w interesujacej ich dziedzinie, coraz wieksza liczba turystow szuka najlepszych ofert wypoczynku, a absolwentow uczelni - ofert pracy... Nie wszyscy sa zachwyceni zalewem informacji, nie wszyscy aprobuja calkowity brak cenzury, ale chyba wszyscy zgodza sie, ze jest to kolejne zabezpieczenie przed monopolem informacyjnym panstwa, ktory zawsze grozi totalitaryzmem.
O tym, jak wazny jest powszechny dostep do informacji, wiedziano juz dawno. Nie bez powodu podczas okupacji stosowano tak drakonskie kary za posiadanie radioodbiornikow. Wedle wielu historykow upadek puczu w Algerii przeciw de Gaulle’owi zostal przesadzony juz na kilka miesiecy przed jego wybuchem, gdy wszystkim zolnierzom rozdano radia tranzystorowe. Gdy dowodcy zbuntowali sie, kazdy zolnierz mogl wysluchac przemowienia prezydenta i podjac swiadomie decyzje, co jest wlasciwsze i bezpieczniejsze: walczyc przeciw Francji, czy przeciw swoim dowodcom. Nie mogli juz zaslonic sie rozkazem...
Tak wiec historia odkrycia zapewniajacego powszechny dostep do informacji sama moze byc wzorem wlasciwego przekazu informacji o odkryciu. Warto porownac historie Internetu z historia innego odkrycia, ktore warunkowalo jego budowe, a wczesniej juz bylo kluczowym elementem rozwoju wspolczesnej wiedzy: konstrukcja pierwszych komputerow. Na pozor poczatki byly podobne: fizycy musieli przeprowadzic niezwykle zlozone obliczenia, ktore zajelyby wiele lat calemu sztabowi rachmistrzow. Wymyslili wiec metody automatyzacji obliczen i skonstruowali urzadzenia elektroniczne, ktore mogly te zadania wykonac. Jednakze warunki, w ktorych pracowali tworcy pierwszych komputerow byly zupelnie odmienne od warunkow pracy w CERN-ie. Badania ich dotyczyly konstrukcji nowej generacji broni jadrowej, tzw. bomby wodorowej, z natury rzeczy byly wiec utajnione. Spowolnilo to znacznie postep w dziedzinie rozwoju komputerow: przez dlugie lata wydawalo sie, ze konieczna jest budowa coraz wiekszych ukladow lampowych, ktorych koszt i zawodnosc beda nieuchronnie rosly z rozmiarami komputera. Wspanialy rozwoj fizyki ciala stalego, ktory umozliwil konstrukcje elementow polprzewodnikowych, a pozniej ukladow scalonych (i niewyobrazalna miniaturyzacje komputerow) nie mogl dlugo znalezc drogi do masowej produkcji. Niewatpliwie przeszkoda byly ograniczenia informacji wprowadzane przez wojskowych sponsorow badan.
Dopiero w ostatnim dwudziestoleciu sytuacja ulegla gwaltownej zmianie. Dzis, gdy w kazdym biurze i w wielu domach mozna znalezc komputery osobiste o mocy wielokrotnie przewyzszajacej “superkomputery” wojskowe z lat piecdziesiatych, trudno nam zrozumiec, ze przez dziesieciolecia eksport nowszych konstrukcji byl kategorycznie zakazany. Trudno tez wrecz wyobrazic sobie postep techniczny, ktory w ciagu kilku dekad obnizyl koszta np. pamieci komputerow o czynnik jedna stutysieczna ! Gdyby podobny postep nastapil w (dwukrotnie przeciez dluzszej) historii samochodow, to moglibysmy dzis kupic najtansze auto za rownowartosc paczki papierosow.
Ta "opozniona eksplozja komputerowa" stymulowala z kolei rozwoj nie tylko fizyki, ale i innych nauk, jak chemia, biologia czy medycyna, a takze wielu dziedzin techniki. Dzis rownie entuzjastycznymi uzytkownikami komputerow sa zreszta takze prawnicy, filologowie czy socjologowie. Mozna gleboko zadumac sie nad tym, ile chorob mogloby byc juz dzis wytrzebionych, gdyby wojskowe ograniczenia nie wstrzymaly przekazu informacji i wszyscy uczeni uzyskali dostep do komputerow juz w latach piecdziesiatych. A o ile wczesniej upadlby komunizm, gdyby powszechny stal sie wkrotce potem dostep do Internetu?
Przekaz wiedzy jest wiec sam potezna bronia, nawet gdy nie dotyczy odkryc zwiazanych bezposrednio z nowymi broniami. Odpowiedzialne przygotowanie swoich wynikow i wlasciwy wybor ich adresatow moga okazac sie kluczowe dla roli, ktora odkrycie odegra w dziejach ludzkosci.
Dodajmy, ze wlasciwe przygotowanie ogloszenia wynikow jest wazne przy wszelkich odkryciach fizykow. Byc moze koncerny naftowe moga zaplacic wiecej za prawa patentowe do nowych ogniw paliwowych, ktorych nie zamierzaja uzyc, niz inni za ich wykorzystanie. Jednak szerokie ogloszenie odkrycia z rownoczesnym zastrzezeniem praw autorskich moze zapewnic korzysci i odkrywcy, i spoleczenstwu. Rozwoj technik magnetycznego rezonansu jadrowego ratuje dzis zycie milionom pacjentow na calym swiecie, bo na poczatku badan fizycy, technicy, biologowie i medycy dzielili sie swobodnie informacja i nikt nie probowal zastrzec sobie praw patentowych. Nie zmienia to faktu, ze wielu uczonych zawdziecza tym badaniom slawe i kariere naukowa, a wielu producentow aparatury naukowej bogactwo. Podobnie bylo z laserami czy swiatlowodami.
Mozemy miec nadzieje, ze podobnie optymistyczna bedzie historia badan nad nadprzewodnictwem. Od wielu juz lat fizycy, ktorym potrzebne sa do badan wielkie pola magnetyczne, promowali rozwoj technik nadprzewodzacych, umozliwiajacych przekaz energii elektrycznej niemal bez strat. Konieczne bylo jednak utrzymywanie linii przesylowych w skrajnie niskich temperaturach. Tymczasem w ostatniej dekadzie pojawily sie doniesienia o nowych materialach, w ktorych nadprzewodnictwo wystepuje juz w znacznie latwiej dostepnych temperaturach. Badania te sa w pelni jawne, a ich wyniki niemal "na drugi dzien" dostepne dla fizykow na calym swiecie. Moze doczekamy sie wiec wkrotce znacznie tanszej energii elektrycznej w naszych mieszkaniach?
A zatem dochodzimy do konkluzji: wydaje sie, ze dla zapewnienia ludzkosci korzysci z rozwoju nauki najwazniejszy jest wlasciwy przekaz wiedzy. Obowiazkiem uczonego jest nie tylko prowadzenie badan, ale i rozsadne planowanie ich ogloszenia i wykorzystania.
Nie zawsze zapewni to oczywiscie sukces i nie zawsze uchroni przed zagrozeniami. W wielu przypadkach odkrywca nie przewidzial zadnych zastosowan swojego odkrycia; uczynil to kto inny w wiele lat pozniej. Tak stalo sie np. z cieklymi krysztalami, odkrytymi juz w latach trzydziestych, a stosowanymi powszechnie dopiero w drugiej polowie stulecia.
Nalezy tez zachowac zdrowy rozsadek i samokrytycyzm: nieslawna afera rzekomej "zimnej fuzji" wykazala przed ponad dziesieciu laty, ze przedwczesne oglaszanie calemu swiatu niesprawdzonych odkryc prowadzi niechybnie do kompromitacji nie tylko nierozsadnych uczonych, ale i calej nauki. Marnym usprawiedliwieniem jest wtedy tlumaczenie, ze chcialo sie jak najszybciej ucieszyc cala ludzkosc nowym wspanialym zrodlem energii...
Ogolnie mozna chyba powiedziec, ze dobrze jest kierowac
sie wobec spoleczenstwa slowami Ewangelii: "I poznacie prawde, a prawda
was wyswobodzi". Nalezy jednak najpierw upewnic sie, ze bedziemy umieli
odpowiedziec przekonywujaco na sceptyczne pytanie Pilata "Coz to jest
prawda?".
Pierwodruk: Tygodnik Powszechny 17. Krakow, 23 kwietnia 2000.
![]() Krzysztof Fialkowski (fot. Andrzej Kobos) |
Dr Krzysztof Fialkowski (ur.1944), fizyk-teoretyk, jest
Profesorem Uniwersytetu Jagiellonskiego.
Od zakonczenia studiow fizyki w roku 1966 zajmuje sie fizyka czastek, a w szczegolnosci: do roku 1971 modelem kwarkow i modelem biegunow Regge procesow dwucialowych, potem modelami wielorodnej produkcji, korelacjami, modelami partonowymi, efektami intermittencji, efektami symetryzacji Bosego-Einsteina i zderzeniami ciezkich jonow. Jest autorem okolo 70 oryginalnych prac w czasopismach naukowych i 20 w materialach konferencyjnych, autorem lub wspolautorem trzech ksiazek, wspolredaktorem kilku tomow materialow konferencyjnych, promotorem trzech zakonczonych dysertacji doktorskich, ostatnio wspolautorem podrecznika fizyki dla szkol ponadgimnazjalnych. Od roku 1977 pelni szereg kierowniczych funkcji na Wydziale Matematyki i Fizyki i w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Jagiellonskiego. Jest milosnikiem i znawca tworczosci Stanislawa Lema. Czyta literature science-fiction, fantastyczna i historyczna. Krzysztof jest moim kolega ze studiow i jednym z najblizszych moich przyjaciol od ponad 40 lat. Ciesze sie bardzo, ze, dotad czytelnik Zwojow, dolaczyl On teraz do autorow publikujacych w Zwojach. Andrzej Kobos |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||