Joanna Pollakowna (1939-2002)

WNETRZE   SKORUPKI





JAN   ZIELINSKI



Myslac o Joannie Pollakownie widze przed oczyma zamknieta skorupke orzecha. I wiem, ze w srodku nie tkwi bezmyslny i nieczuly orzech. Wprost przeciwnie. Wewnatrz skorupki jest niezwykly mozg i niecodzienne serce. Madrosc i czulosc.




Joanna Pollakowna, 2002.
(fot. Michal Mutor)


*

Nie pamietam poczatkow naszej znajomosci. Podejrzewam, ze na poczatku byl Wiktor Dluski i jego kostyczne uwagi na zebraniach zespolu podziemnej jeszcze Res Publiki, uwagi swiadczace o szczegolnej, nietypowej erudycji i o redaktorskim doswiadczeniu. Wiktor byl tez oczywiscie pozniej, kiedy znajomosc zaczela sie przeradzac w przyjazn. Nie byl tylko przy dlugich rozmowach telefonicznych, ktore zaczynaly sie zawsze uroczysta formula "Mowi Joanna Pollakowna" i zastepowaly utrudnione z roznych wzgledow kontakty bezposrednie. Niezapomniane rozmowy, wzajemna wymiana informacji i ocen na tematy, ktore obojgu byly nam najblizsze: literatury, sztuki, a zwlaszcza tego, co sie dzieje na ich pograniczu.

Wspolne spotkania, w czworke, bywaly szczegolnie intensywne. Jak tamten wieczor, przed kilku laty, gdy Wiktorowie przyjechali pomieszkac w Bernie podczas naszego wyjazdu do Barcelony. Urodzil sie wtedy pomysl SzatAniola, a po ukazaniu sie tej ksiazki o Slowackim powstal wiersz Joanny Pollakowny Sztuka biografii, wiersz o "pogaslych gwiazdach", co "nachodza nas noca", zamkniety pozornie retorycznym, migotliwym pytaniem:

Ktora iskre migotu wylowisz w zamecie
by zywego odpoznac – uwiezic w portrecie?

To pytanie wraca do mnie dzis, gdy przymierzam sie do nowego projektu biograficznego, o pewnej tajemniczej, migotliwej Eleonorze, projektu, ktory uzyskal pelne "blogoslawienstwo" Joanny w ostatniej dlugiej rozmowie telefonicznej.

*

Ale tak naprawde to na poczatku byli rodzice. Po ojcu, poecie i tlumaczu Sewerynie Pollaku, odziedziczyla talent poetycki, ktory, wzbogacony ciezarami wlasnego doswiadczenia i niezwyklej wrazliwosci, urosl tak wysoko. Jest tez jakies pokrewienstwo w dwuwyrazowych tytulach tomikow wierszy. U ojca: Godzina zycia, Oka sieci. U corki: Korzysci podrozy, Rodzaj glodu, Skapa jasnosc. Po matce, Wandzie Grodzienskiej, wziela pasje do pisania ksiazek dla dzieci. Wanda Grodzienska zmarla przedwczesnie; u Seweryna Pollaka bywalem na Iwickiej, przejmujac materialy do planowanej edycji zbiorowej przekladow Tuwima.

*

W pisaniu Joanny Pollakowny o sztuce uderza potrzeba drazenia, docierania do zrodel malarstwa. Zaczynala od dwudziestolecia miedzywojennego: ksiazkami o Tytusie Czyzewskim, o formistach, swietnym albumem malarstwa tego okresu, potem przyszlo wieloletnie zajmowanie sie dzielem Jozefa Czapskiego, zarowno malarskim jak i pisarskim, gdzies z boku pojawil sie wnikliwy drobiazg o braciach Seidenbeutlach (zapowiedz wiekszej calosci). Przelamanie tematyki, siegniecie wstecz, dokonalo sie w ksiazce Myslac o obrazach (1994), ktora jest jak sprawozdanie z przemyslnie przewrotnej wystawy, zestawiajacej prace artystow dwudziestowiecznych (Czapskiego, Lebensteina, Nachta Samborskiego, Nowosielskiego, Spychalskiego, de Staëla) z obrazami dawnych mistrzow: Chardina, Cotána, de la Toura, Zurbarána. Ale juz wczesniej mamy zapowiedzi takiej potrzeby retrospektywnego myslenia o sztuce. W tekscie z roku 1991, ktory posluzyl za wstep do albumu malarstwa Czapskiego, Joanna Pollakowna szczegolna uwage poswieca jego martwym naturom z lat siedemdziesiatych, podkreslajac "holenderskosc" atmosfery (a mowiac precyzyjniej: "cieploszara zlotawosc powietrza otaczajacego przedmioty") i szuka w tych obrazach "sladow natezonego skupienia, przejscia poza rzeczywistosc poprzez wpatrzenie sie w jej okruch". Stad juz blisko do natchnionych stron, poswieconych obrazom braci Bassano, Guardiego, Tintoretta czy Tycjana w tomie Glina i swiatlo (1999).

*

Byla historykiem sztuki i byla poetka. Te dwie domeny przenikaly sie tak idealnie, ze niektorzy czytelnicy ksiazek Joanny Pollakowny o sztuce cofali sie przed zawartymi w nich ekfrazami, przed opisami konkretnych obrazow, prowadzonymi jezykiem pelnym poezji. Tak, jakby nie chcieli uwierzyc w mozliwosc osiagniecia naukowej precyzji przy pomocy slow, ktorych nie spotyka sie na codzien, czasami nawet slow jednorazowych, ukutych dla oddania odcienia barwy czy sposobu istnienia grudki pigmentu. Z kolei w wierszach ekfrazy obrazow, omawianych w napisanych badz planowanych esejach, powracaly w nowej konstelacji, w dynamicznym skrocie metafory. Jak w tym wierszu na temat Piety Belliniego, jednym z ostatnich, drukowanym na lamach Tygodnika Powszechnego:
Plomykiem wzbija sie dziewanna
kielich powoju zadziwiony
bluszcz czolga sie do stop Madonny
.

*

Ostatni tom wierszy Joanny Pollakowny, Ogarnales mnie chlodem, pozostaje na razie w maszynopisie. Kiedy czytalem raz po raz te wiersze, doszedlem do wniosku, ze sa mi tak bliskie, iz musze sie zdobyc na dystans i spojrzec na nie od strony formalnej, poddac filologicznemu rozbiorowi. I wtedy okazalo sie, ze mniej lub bardziej ukryta miara tego tomu jest trzynastozgloskowiec. Nie chce teraz wdawac sie w szczegoly, napisze o tym, kiedy tomik ujrzy swiatlo dzienne. Chcialbym jednak zacytowac jedyny jego wiersz, ktory w calosci sklada sie z wersow trzynastozgloskowych – zarazem wiersz w tym tomie najbardziej przejmujacy:
Te oczy, co wpijaja sie w pieknosci Twoje
wchlonac ich nie umieja – tak strasznie trwonia je.
Gdy mi oczy zatrzasniesz wreszcie w szczelna ciemnosc
jeden obraz mi zostaw – niech odplynie ze mna
i niech trwa nieruchomy, pod martwa powieka
niby skrzyni wyprawnej cudnie zdobne wieko.

(Modlitwa o obraz)

Martwa powieka to, obok miary wiersza, jeszcze jeden sygnal odwolawczy do Pana Tadeusza, do inwokacji. Ale sygnal chyba bezwiedny, swiadczacy co najwyzej o doglebnym nasiaknieciu tradycja. A zarazem sytuacja, dopuszczajaca przelozenie na pojecia ze wspolczesnego swiata komputerow, w ktorych, jak wiadomo, mozna sobie wybrac dowolny obraz jako tlo, pojawiajace sie przy kazdym uruchomieniu urzadzenia. Co wybrac? Reprodukcje ulubionego obrazu? Fotografie preferowanego miejsca? Wizualny znak tematu, nad ktorym wlasnie pracujemy? Zdjecie ukochanej osoby? Z jakim obrazem chcemy rozpoczynac dzien, prace? Z jakim – umierac? Wiecej, z jakim trwac na wieki (bo przeciez mysl o wiecznosci pobrzmiewa w ostatnim slowie sformulowania "skrzyni wyprawnej cudnie zdobne wieko")?

*

Ostatni raz we czworke spotkalismy sie z Joanna i Wiktorem w maju zeszlego roku w ich nowym mieszkaniu, na polnocnym skraju Warszawy. Osobliwy rozklad przypominal mi podwojna pracownie, jaka pod koniec XIX wieku dzielili w Paryzu Cuno Amiet i Giacometti. Przez radosc, ze trud zwiazany ze zmiana siedziby nie poszedl na marne przebijala jednak swiadomosc, ze ta przeprowadzka jest przymiarka do innej, definitywnej:
Ale niebawem znow trzeba sie zbierac
do zmiany miejsca. Zgasnie swiatlo
drzewa sprzed oczu odsuna sie szykiem
zwartym. Ty swoja siedzibe
znana od lat opuscisz, zdarta, obolala
– to zrujnowane, niemieszkalne cialo
zostawisz ziemi.

(Przeprowadzka)

*

W czwartek wieczor, na koniec ostatniego dnia semestru i (jak sie potem okazalo) w Jej ostatni wieczor, siegnalem po wlasnie nadeszly 79 numer Zeszytow Literackich. Przeczytalem najpierw esej Glod niesmiertelnosci, najlepszy tekst tego numeru. Joanna Pollakowna na materii kilku obrazow renesansowych, glownie wloskich, pokazuje, jak ich tworcy dazyli do zapewnienia portretowanym postaciom, a zarazem sobie – niesmiertelnosci. Najdobitniej widac to na przykladzie malo znanego, pozostajacego w zbiorach prywatnych autoportretu Giovanniego Gerolamo Savoldo. Autorka eseju pochwycila moment, kiedy malarz wbija wzrok w swoje odbicie w lustrze, "odbicie swojej skazanej na smierc twarzy – i calym soba zamienia sie w zywy znak protestu". Dopatrzyla sie "mgnienia pytajacej rozpaczy, buntu – ale i desperackiego mestwa", ktore byly niezbedne, aby "wytezona wola ocalenia czegos z siebie" przeksztalcila sie w tworczy akt i w "sygnal wyslany do potomnych". Wiemy, ile rozpaczy, buntu i mestwa, tkwiacego w tej delikatnej istocie bylo trzeba, zeby wbrew wszystkiemu powstal ten esej, ukonczony w marcu, oraz ostatnie wiersze. Sygnaly do nas i do potomnych.

*

Myslac o Joannie Pollakownie widze przed oczyma zamknieta skorupke orzecha. I wiem, ze w srodku nie tkwi bezmyslny i nieczuly orzech. Wprost przeciwnie. Wewnatrz skorupki jest niezwykly mozg i niecodzienne serce. Trawione glodem niesmiertelnosci, walczyly do konca. I wygraja.


Pierwodruk: Tygodnik Powszechny nr 27. Krakow, 7 lipca 2002.








Jan Zielinski         (fot. Andrzej Wiktor)
Jan Zielinski (ur 1952) jest autorem kilku ksiazek. Pierwsza, komparatystyczna, dotyczyla zwiazkow pomiedzy kilkoma powiesciami autobiograficznymi w Europie na przelomie XIX/XX wieku i nazywala sie Pepek powiesci. Druga – Leksykon polskiej literatury emigracyjnej – wyszla nakladem lubelskiego wydawnictwa FIS najpierw w. "drugim obiegu", potem w pierwszym. Trzecia, o urodzonym na Slowacji szwajcarskim inzynierze Ludwiku Tetmajerze, bracie stryjecznym "naszych" Tetmajerow, ukazala sie tylko po niemiecku i po wegiersku. Czwarta to Krotki przewodnik po dlugim zyciu malarza i pisarza Jozefa Czapskiego. Piata – Nasza Szwajcaria – jest przewodnikiem po polskich sladach w Szwajcarii. Szosta, to SzatAniol, odmienna od dotychczasowych biografia Juliusza Slowackiego. Siodma, wspolczesna powiesc pt. Dotyk czasu, ma ukazac sie niebawem (W.A.B.).

Jako krytyk literacki zajmowal sie literatura emigracyjna (piszac m. in. o Aleksandrze Wacie, Jozefie Wittlinie i Andrzeju Bobkowskim), historia literatury, literatura wspolczesna. Ostatnio intensywnie penetruje pogranicze literatury i sztuk pieknych (np. Prolegomena do wirtualnego muzeum romantycznego poety, "Pamietnik Literacki" 2/2001).

Jako krytyk sztuki pisywal o Hilarym (H. Krzysztofiaku), L. Korolkiewiczu, o Chagallu, Emilu Nolde i Irvingu Petlinie.

Jako edytor wydal m. in. wiersze B. Adamowicza i A. Wata, opowiadania Reymonta (po niemiecku), eseje Wittlina, korespondencje Andrzeja Bobkowskiego z Jerzym Giedroyciem. Najnowsza pozycja to obszerne Pisma wybrane w ukladzie chronologicznym Cypriana Norwida ("Swiat Ksiazki", Warszawa 2002).

Jako tlumacz ma w swym dorobku ksiazki R. Brautigana, Philipa K. Dicka, C. Isherwooda, Jamesa Jonesa, P. Rotha.   (AMK)





Wiersze Joanny Pollakowny i teksty z nia zwiazane zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2002 Zwoje