JÓZEF   OLSZEWSKI


POEZJE







WAGA


Na prawej szali –
leży roślinny nieruchomy byt – rozległe mineralne trwanie
– którego prawdy kształtują rzeczywistość –
(A rzeczywistość liczy się najwięcej – jest najprawdziwsza znacząca
– przedłuża nieruchome początki aż po niejasne dno –
obnaża stare miary do rdzenia – odbiera im ich moc
– Zwycięża w otwartym ogrodzie dźwięków i kolorów)


na drugiej szali leżą porównania
– Świadomość wyobraźni wrażliwość I sens własnego położenia –
Nasza karkołomna przygoda – z obrazem samego siebie:
(Z formułą; własnego nienazwanego czasu własnego przemijania
– Wielka przygoda: z przymierzaniem się do swej niewyrażalności do zagubienia do odrębności –
Do odpowiedzialności za wszystko – do poznania wszystkiego)







STRUMIEŃ


Jakimi rozsypującymi się rozgadanymi korytarzami dojść – uszeregować sny ponazywać obrazy:
– Przyb1iżyć łąki: metaliczne palce zielonych strumieni
–zapach gliny – kolor czuwania niepokoju bezsennego słuchania:
Jak zapisać słowami – dwugłos wiatru i chmur?
Jak dotrzeć do dna nuty – jej zmiennych barw i formuł?
– pogodzić przeciwieństwa dwoistości upadki: źródła wieloznaczności świata:
Odnaleźć rzeczy czyste niewidzialne bez imion?


I jak dotykać czasu – ocierać się o jego czerń – Jego stawanie się sprężyste rytmiczne
– jego nienasycone przemijanie? –
– Potem odmykać bramy nowych znaczeń – godzić przeciwieństwa przebaczać –
tropić niewyrażalność świata – jej źródło bijące tuź obok
– określać rzeczywistość – rozlaną burzliwą:
– Jej pulsowanie świetliste i zmienne?





Józef   Olszewski: Sny, 1966,
rysunek piórkiem.







WEJŚCIE


Wejście w wiersz
jest takie samo jak wejście w gęstwinę ogrodu –

wszystko może się zdarzyć:
– Włókna słów mogą się skleić w myśl – wzlecieć ponad źródłami –
zaczepić o przypadkowe formy
– o metafory urwane w połowie


nasiona minut – niepowtarzalne ich znikanie –
Odmiany błękitu – garście upału nad rzeką –
dadzą się zmieszać – zmienić w biegnące rozpalone dźwięki
i wyprowadzić z myśli
– Z polifonii słów i rytmiczności składni







CZAS


czas –
narosły na najcieńszej strunie –
mija nas drwiąco – kiedy idziemy po powierzchni snu
w ramiona jedynego ocalonego świata
– w stary śpiew obłąkane marzenie
mija nas
kiedy idziemy samotnie – w gorączce w płaczu
– Z uśmiechem wiecznej pożądliwej tęsknoty na zawsze rozbudzonej i nieulękłej







GŁOSY


świat pozostaje w swej formie niezmienny –
migocze w słońcu jak jezioro –
Powietrze nad jego krzywym lustrem zaludnia się miliardem drgnień:
– wołaniem na powierzchni uciekających dni –
myślami imionami uczynkami pokoleń – świecącymi jak pszczoły
– Ich głosy – ranią palce o pręty klatki –
witają się z nami trwożliwie –
Jest ich wszędzie rozpaczliwie dużo







WIECZÓR


rzeka
wyparowuje ciszę
– Zieloną próżnię świecącą w oku ptaka
– Kolor nieruchomego przednocnego nieba

Wieczór –
zamienia wielki ptasi gwar
i napowietrzny ruch –

w gasnącą zimną przestrzeń nocy





Józef   Olszewski: Wieczór, 1976,
papierotyp.







POEZJA


Nie wierzymy że potrafi być kluczem do różnych ukrytych form prawdy –
że stoi najbliżej tajemnic które nas oślepiają:
– Oswaja przemijanie czasu wołanie przestrzeni –
wędrówkę myśli poprzez mity i natarczywe symbole
– A w poznawaniu świata jest błyskiem i najjaśniejszym blaskiem


kiedy przepływa przez nas pożar głodu –
Wtedy wzywamy ją:
– Wielką wszechwładną inność – metafizykę nie oddzieloną niczym od rzeczywistości
lustro w którym widzimy siebie


Z jej pomocą
dostrzegamy drugie dno wszystkich rzeczy –
miejsca czasu nie wypełnione niczym – zgęszczoną siłę dnia
– Miarę która nas sobą nasyca i odnajduje w mroku –
Nadzieję – że świat można konstruować z niczego –
że gestem rąk albo wołaniem – można otworzyć drzwi tajemnic
– uwolnić słowem każdą prawdę







KODA


Nie wiem kim jestem naprawdę i co to jest czas?
widzę jego kamienne struny rosnące w powietrzu i w ziemi
– ich opowieści o brzegach i ciałach

Rękę prowadzącą do źródeł które są zawsze nieprzychylne –
palące słońce – zieleń roślinnych twarzy
– zmielone w żarnach ludzkie sny
Trawy zarastające groby i granatową noc


poznaję podróże zielonych lasów w oczach – sklepienia wieczoru –
– pochylam się i słucham o czasie – który prowadzi donikąd





Józef   Olszewski: Brzozy, 1970,
rysunek piórkiem.







FILOZOFIA


Nie umiemy wyjaśnić spostrzeżonych zdarzeń – ich przebiegu i sensu –
Rozwijamy wybrane spojrzenia
– dające się ogarnąć myślą lub językiem wiedzą czy doświadczeniem –
pozwalające się sprawdzić –
nazwać
uporządkować


Niewidzialna ściana zasłania przed nami ich związki –
ukrywa wiązania przyczyn
zamyka rzeczywistość w nieczytelnej mieszaninie znaków





Józef   Olszewski: Tajemnica, 1974,
rysunek piórkiem.







NAD RANEM


posłuchaj gwiazd nad ranem:

– Ich rzeka
steruje nami w pustce –
Przygarnia nas rękami Boga
– i każe w siebie wierzyć







WILGA


Skąd do nas przyleciała – skąd wzięła się jej pieśń? –
skąd siarka na zakrzywionych skrzydłach – błękit w sceptycznym oku i miedź w otwartym dziobie?

– z gęstwiny lasu woła na nas –
i wyśpiewuje swój niezrozumiały tryl

Skąd przyszła? – skąd wzięła się jej pieśń żałosna? –
I kto ją nauczył dzikich nierozważnych fraz
– które wędrują z nami w szczelinach pokruszonych dni?







MODLITWA


Ocalcie od zapomnienia nasze twarze –
– zamknięte zawieszone w snach wygasłych dolin – marzeniach rzek wyschniętych
– W starych dorzeczach stepach słowach
– obłąkanych od deszczu od wiatru wiejącego od zaklęć

Wy którzy po nas przyjdziecie:
– zbierzcie nasz proch przesypcie go w dłoni –
I cień gasnący naszego beztroskiego boga – rozproszony po ziemi

złóżcie na nowo
– w wyschniętym źródle słów






Józef Olszewski, urodzony ok. roku 1932 w Wadowicach, był synem brata mojej matki, Stanisława, zmarłego młodo w roku 1935. Józef - "Dudek" - jest moim najstarszym kuzynem, z którym utraciłem kontakt od roku 1979. Wówczas mieszkał w Warszawie.

W okresie stalinizmu, jako młody człowiek, był więziony. W późniejszych latach był poetą i artystą-grafikiem. Wydał w Polsce co najmniej cztery tomiki wierszy. Powyższy wybór wierszy pochodzi z tomiku Waga (IW PAX, Warszawa 1979). W swojej poezji zajmuje się problematyką egzystencjalną i ontologiczna, poszukuje prawdy, która zaradziłaby ludzkiemu niepokojowi i strachowi przed bezsensem. Jego grafika przekazuje odrębne treści poetyckie.

Nie mam możliwości odszukania Go. Jeżeli ten wybór Jego wierszy w Zwojach dotarłby do Niego lub do kogoś z Jego znajomych, gorąco proszę Go albo owych ludzi o skontaktowanie się ze mną.   (Andrzej Kobos)








Copyright © 1997–2007 Zwoje