

|
Na prawej szali – leży roślinny nieruchomy byt – rozległe mineralne trwanie – którego prawdy kształtują rzeczywistość – (A rzeczywistość liczy się najwięcej – jest najprawdziwsza znacząca – przedłuża nieruchome początki aż po niejasne dno – obnaża stare miary do rdzenia – odbiera im ich moc – Zwycięża w otwartym ogrodzie dźwięków i kolorów) na drugiej szali leżą porównania – Świadomość wyobraźni wrażliwość I sens własnego położenia – Nasza karkołomna przygoda – z obrazem samego siebie: (Z formułą; własnego nienazwanego czasu własnego przemijania – Wielka przygoda: z przymierzaniem się do swej niewyrażalności do zagubienia do odrębności – Do odpowiedzialności za wszystko – do poznania wszystkiego) |

|
Jakimi rozsypującymi się rozgadanymi korytarzami dojść –
uszeregować sny ponazywać obrazy: – Przyb1iżyć łąki: metaliczne palce zielonych strumieni –zapach gliny – kolor czuwania niepokoju bezsennego słuchania: Jak zapisać słowami – dwugłos wiatru i chmur? Jak dotrzeć do dna nuty – jej zmiennych barw i formuł? – pogodzić przeciwieństwa dwoistości upadki: źródła wieloznaczności świata: Odnaleźć rzeczy czyste niewidzialne bez imion? I jak dotykać czasu – ocierać się o jego czerń – Jego stawanie się sprężyste rytmiczne – jego nienasycone przemijanie? – – Potem odmykać bramy nowych znaczeń – godzić przeciwieństwa przebaczać – tropić niewyrażalność świata – jej źródło bijące tuź obok – określać rzeczywistość – rozlaną burzliwą: – Jej pulsowanie świetliste i zmienne? |


|
Wejście w wiersz jest takie samo jak wejście w gęstwinę ogrodu – wszystko może się zdarzyć: – Włókna słów mogą się skleić w myśl – wzlecieć ponad źródłami – zaczepić o przypadkowe formy – o metafory urwane w połowie nasiona minut – niepowtarzalne ich znikanie – Odmiany błękitu – garście upału nad rzeką – dadzą się zmieszać – zmienić w biegnące rozpalone dźwięki i wyprowadzić z myśli – Z polifonii słów i rytmiczności składni |

|
czas – narosły na najcieńszej strunie – mija nas drwiąco – kiedy idziemy po powierzchni snu w ramiona jedynego ocalonego świata – w stary śpiew obłąkane marzenie mija nas kiedy idziemy samotnie – w gorączce w płaczu – Z uśmiechem wiecznej pożądliwej tęsknoty na zawsze rozbudzonej i nieulękłej |

| świat pozostaje w swej formie niezmienny – migocze w słońcu jak jezioro – Powietrze nad jego krzywym lustrem zaludnia się miliardem drgnień: – wołaniem na powierzchni uciekających dni – myślami imionami uczynkami pokoleń – świecącymi jak pszczoły – Ich głosy – ranią palce o pręty klatki – witają się z nami trwożliwie – Jest ich wszędzie rozpaczliwie dużo |

|
rzeka wyparowuje ciszę – Zieloną próżnię świecącą w oku ptaka – Kolor nieruchomego przednocnego nieba Wieczór – zamienia wielki ptasi gwar i napowietrzny ruch – w gasnącą zimną przestrzeń nocy |


|
Nie wierzymy że potrafi być kluczem do różnych ukrytych form
prawdy – że stoi najbliżej tajemnic które nas oślepiają: – Oswaja przemijanie czasu wołanie przestrzeni – wędrówkę myśli poprzez mity i natarczywe symbole – A w poznawaniu świata jest błyskiem i najjaśniejszym blaskiem kiedy przepływa przez nas pożar głodu – Wtedy wzywamy ją: – Wielką wszechwładną inność – metafizykę nie oddzieloną niczym od rzeczywistościlustro w którym widzimy siebie Z jej pomocą dostrzegamy drugie dno wszystkich rzeczy – miejsca czasu nie wypełnione niczym – zgęszczoną siłę dnia – Miarę która nas sobą nasyca i odnajduje w mroku – Nadzieję – że świat można konstruować z niczego – że gestem rąk albo wołaniem – można otworzyć drzwi tajemnic – uwolnić słowem każdą prawdę |

|
Nie wiem kim jestem naprawdę i co to jest czas? widzę jego kamienne struny rosnące w powietrzu i w ziemi – ich opowieści o brzegach i ciałach Rękę prowadzącą do źródeł które są zawsze nieprzychylne – palące słońce – zieleń roślinnych twarzy – zmielone w żarnach ludzkie sny Trawy zarastające groby i granatową noc poznaję podróże zielonych lasów w oczach – sklepienia wieczoru – – pochylam się i słucham o czasie – który prowadzi donikąd |


|
Nie umiemy wyjaśnić spostrzeżonych zdarzeń – ich przebiegu i sensu – Rozwijamy wybrane spojrzenia – dające się ogarnąć myślą lub językiem wiedzą czy doświadczeniem – pozwalające się sprawdzić – nazwać uporządkować Niewidzialna ściana zasłania przed nami ich związki – ukrywa wiązania przyczyn zamyka rzeczywistość w nieczytelnej mieszaninie znaków |


|
posłuchaj gwiazd nad ranem: – Ich rzeka steruje nami w pustce – Przygarnia nas rękami Boga – i każe w siebie wierzyć |

|
Skąd do nas przyleciała – skąd wzięła się jej pieśń? – skąd siarka na zakrzywionych skrzydłach – błękit w sceptycznym oku i miedź w otwartym dziobie? – z gęstwiny lasu woła na nas – i wyśpiewuje swój niezrozumiały tryl Skąd przyszła? – skąd wzięła się jej pieśń żałosna? – I kto ją nauczył dzikich nierozważnych fraz – które wędrują z nami w szczelinach pokruszonych dni? |

|
Ocalcie od zapomnienia nasze twarze – – zamknięte zawieszone w snach wygasłych dolin – marzeniach rzek wyschniętych – W starych dorzeczach stepach słowach – obłąkanych od deszczu od wiatru wiejącego od zaklęć Wy którzy po nas przyjdziecie: – zbierzcie nasz proch przesypcie go w dłoni – I cień gasnący naszego beztroskiego boga – rozproszony po ziemi złóżcie na nowo – w wyschniętym źródle słów |
W okresie stalinizmu, jako młody człowiek, był więziony. W późniejszych latach był poetą i artystą-grafikiem. Wydał w Polsce co najmniej cztery tomiki wierszy. Powyższy wybór wierszy pochodzi z tomiku Waga (IW PAX, Warszawa 1979). W swojej poezji zajmuje się problematyką egzystencjalną i ontologiczna, poszukuje prawdy, która zaradziłaby ludzkiemu niepokojowi i strachowi przed bezsensem. Jego grafika przekazuje odrębne treści poetyckie.
Nie mam możliwości odszukania Go. Jeżeli ten wybór Jego wierszy w Zwojach dotarłby do Niego lub do kogoś z Jego znajomych, gorąco proszę Go albo owych ludzi o skontaktowanie się ze mną. (Andrzej Kobos)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||