
Gabrielowi i Danielowi Krajewskim
Wiadomość, którą wyczytałem w odległych latach siedemdziesiątych w pewnej pracy poświęconej fantastyce naukowej, nie dawała mi spokoju przez kilka dziesięcioleci: "Ostatni golem został podobno skonstruowany przez rabina Jaffego w Grodnie, w roku 1800. Skutkiem błędu konstrukcyjnego golem zdołał się uniezależnić i spalił prawie całe miasto". Zafascynował mnie konkret tych danych. Prawie każdy czytający człowiek słyszał o golemie, sztucznym człowieku stworzonym przez rabina. Znana jest zwłaszcza historia praska. Literacka legenda umieszcza ją jednak w odległym XVI stuleciu. Natomiast rok 1800 jest nam bliższy, na przełomie oświecenia i romantyzmu. Urodzony niedaleko Grodna Adam Mickiewicz miał wtedy dwa lata, w Europie Napoleon Bonaparte odnosił swoje zwycięstwa, a w większych miastach, Grodna nie wyłączając, istniały już gazety. Jak to się stało, że nie doniosły o wydarzeniu tak sensacyjnym?
Grodno w osiemnastym stuleciu paliło się wielokrotnie. W źródłach żydowskich niektóre z tych pożarów wiązano z rozruchami na tle fałszywych oskarżeń o mord rytualny. Żaden jednak nie wydarzył się w roku 1800. W długich dziejach grodzieńskiego sztetla był jeden wybitny rabin z rodziny Jaffe (pochodzących z Jaffy): Mordechaj ben Abraham, kabalista i talmudysta, uczeń wielkiego kodyfikatora Salomona Lurii (nie mylić ze współczesnym im filozofem - kabalistą Izaakiem). Urodził się on jednak w Pradze około roku 1535, a zmarł w roku 1612. Na przełomie wieku XVIII i XIX rabini w Grodnie nosili inne nazwiska, zaś rabinat w tym mieście skasowano ostatecznie w roku 1819.
O niebezpieczeństwach studiowania kabały przez chrześcijan
Szukałem Dawida Jaffe po żydowskich genealogiach, a jednocześnie starałem się uzupełnić skąpą wiedzę na temat kabały, bo wiedziałem już, że w niej znajduje się klucz do historii golema. W tym celu zaszedłem raz do pewnej księgarni w Rzymie. Znajduje się ona opodal okazałej synagogi, znanej z tego, że jako pierwszą w historii odwiedził ją papież. Wybudowana została w 1904 roku, co w Wiecznym Mieście nie daje jej wieku godnego uwagi, w stylu asyryjsko-babilońskim, jak piszą przewodniki. Od XVI do XIX wieku znajdowało się tutaj getto, w którym przymusowo zamieszkiwali przedstawiciele najstarszej w Europie wspólnoty żydowskiej. Synagogi musiały się jednak znajdować w tym miejscu także w czasach dawniejszych, o czym świadczy nazwa placu Cinque Scole.
Księgarnia była maleńka, ale okazała się nadzwyczaj dobrze zaopatrzona w dzieła z zakresu mistyki. Trochę bezradnie wyjmowałem z półek opasłe i niestety bardzo kosztowne tomy, wertując indeksy w poszukiwaniu słowa golem.
- Interesuje cię jakaś szczególna materia? - głos należał do mężczyzny o nalanej twarzy i wydatnym nosie, który na czubku głowy przypiętą miał czarną kipę. - Jesteś chyba chrześcijaninem?
Po chwili wahania potwierdziłem skinieniem głowy.
- Studiowanie kabały może być dla chrześcijanina wysoce niebezpieczne. Słyszałeś zapewne o filozofie Pico della Mirandola?
Mruknąłem coś, ale on nie zwrócił uwagi na moją odpowiedź, nie przerywając wywodu nawet na chwilę:
- Otóż pod koniec Quattrocento (XV w.) Giovanni Pico hrabia della Mirandola napisał swoje 900 Conclusiones, które miały zawierać rekonstrukcję całej myśli ludzkiej w dziedzinie religii, filozofii, nauk przyrodniczych, astrologii i wiedzy tajemnej. Z właściwą mu pychą chciał zaprosić do Rzymu i gościć na swój koszt wszystkich uczonych chrześcijańskiego świata, aby przekonać ich do tych wniosków. Nadzwyczaj nieostrożnie nie poddał jednak owych konkluzji ocenie właściwego trybunału papieskiego, ale wydał dzieło - zresztą przy pomocy żydowskiego drukarza nazwiskiem Eucharius Silber Frank - bez cenzury. Tymczasem zawierało ono myśli nadzwyczaj ryzykowne! Hrabia della Mirandola nie tylko zacierał różnice między Platonem i Arystotelesem, ale między judaizmem a chrześcijaństwem, używając do wykazania ich jedności dowodów astrologicznych. Aż dziw, że papieski trybunał uznał za heretyckie tylko 13 z 900 tez, skoro aż 72 Conclusiones dotyczyły kabały "secundum opinionem propriam" (według własnej opinii), zaś 47 "secundum secretam dottrinam sapientium hebreorum" (według tajnej doktryny wiedzy hebrajskiej). W końcu całe dzieło zostało potępione, a jego autor musiał uciekać. Inkwizycja ścigała go po całej Europie. W Wenecji Conclusiones palono na stosie przez czternaście kolejnych dni. W drodze do Paryża, gdzie Pico miał nadzieję broniæ swoich tez na Sorbonie, w okolicach Lyonu uwięził go Filip Sabaudzki. Hrabia uciekł jednak z zamku Vincennes. Wreszcie znalazł bezpieczne schronienie we Florencji. Wawrzyniec Medici, zwany Wspaniałym, był władcą wystarczająco potężnym, by go obronić, w dodatku spowinowaconym z papieżem. Rodrigo Borgia, Aleksander VI ma okropną opinię ze względu na występki swoje i rodziny, ale w tej sprawie wydał wyrok przykładny. Uznał, że Pico hrabia della Mirandola napisał co prawda dzieło heretyckie, ale nie oznacza to, że on sam jest heretykiem.
- Wzór godny naśladowania przez wszystkich inkwizytorów - zaryzykowałem uwagę, ale mój rozmówca nawet się nie uśmiechnął. Mimo to, już ośmielony, powiedziałem, że szukam wiadomości o golemach, bo wszyscy znają historię z Pragi, a tymczasem w Polsce... i tak dalej. Przejrzał wtedy wybrane przeze mnie książki, dyskwalifikując wszystkie z wyjątkiem najgrubszej Mistyki hebrajskiej.
- Brak ci elementarnych wiadomości. Przepis na stworzenie człowieka daje Eleazar z Wormacji w komentarzu do Sefer Jecira. Giovanni Pico della Mirandola też zastanawiał się nad sensem tej księgi, chociaż o golemie nie wspomina. Próbowałem kiedyś zastosować receptę Eleazara. Trzeba znać kombinacje liter, tworzących Boskie Imiona, mieć glinę dziewiczą - z miejsca, które nie było nigdy uprawiane - i czyste serce. Nic z tego jednak nie wyszło. Może zabrakło czystego serca?
Nagle, w sposób dosyć grubiański, przestał się zupełnie zajmować moją osobą. Pożegnał się tylko z pulchną dziewczyną, która sprzedawała książki. Nałożył czarny kapelusz o szerokich kresach, jakie noszą kabaliści w galilejskim Safed, Jerozolimie oraz Nowym Jorku, i wyszedł.
Po kilku miesiącach intensywnych lektur mógłbym z nim dyskutować w sposób nieco bardziej kompetentny.
Mistrz Boskiego Imienia
"Po odmówieniu określonych modlitw i kilku dniach postu robią postać człowieka z gliny, a kiedy wypowiedzą nad nim szem ha-meforasz (imię Boga, którego użycie jest zakazane), posąg ożywa. I chociaż sam nie umie mówić, rozumie przecie, co się mówi i co się mu rozkaże, tudzież spełnia u polskich Żydów wszelkie posługi domowe, ale nie może wychodzić z domu. Na czole posągu wypisują: emet, co znaczy Prawda. Taki posąg rośnie wszelako z każdym dniem i choć na początku był malutki, na końcu jest większy od wszystkich domowników. Żeby mu jednak odjąć jego siłę, której w końcu wszyscy w domu muszą się obawiać, wymazują prędko pierwszą literę, alef, w wyrazie emet na jego czole, tak że pozostaje tylko słowo met, czyli martwy. Kiedy to nastąpi, golem rozsypuje się i zamienia na powrót w glinę albo w muł (...). Opowiadają, że niejaki Baal-Szem, o imieniu rabbi Eliasz, uczynił golema, który tak urósł, że rabbi nie mógł sięgnąć jego czoła (...). Wtedy wymyślił, żeby golem jako parobek ściągnął mu buty; mniemał, że gdy golem się schyli, to wymaże mu literę na czole, i tak się stało; ale gdy golem zamienił się na powrót w muł, cały ciężar spadł na ławkę, na której siedział rabbi i go zmiażdżył".
Tradycja przypisująca tę umiejętność polskim Żydom sięga siedemnastego wieku i pojawiła się najpierw w literaturze chrześcijańskiej. Ten fragment z listu, który w 1674 roku napisał niemiecki badacz spraw żydowskich Christoph Arnold, jest najstarszym znanym świadectwem na ten temat. Jego tekst przedrukowywano wielokrotnie, z drobnymi zmianami, aż do pierwszych dziesięcioleci XIX wieku. W prawie dokładnym brzmieniu powtórzył go znany bajkopisarz Jakob Grimm w swojej Gazecie dla Pustelników z roku 1808. Stamtąd historia trafiła do licznych utworów europejskiego romantyzmu, w coraz bardziej przekształcanych wersjach. Znała ją Mary Shelley, pisząc swojego sławnego Frankensteina.
Bohater oryginalnej opowieści Arnolda - Eliasz ben Jehuda z Chełma, znany jako Baal-Szem, jest postacią historyczną. Rabin i kabalista żył w latach 1514-1583. Już sam jego przydomek - Mistrz, Władca Boskiego Imienia, stosowany często w odniesieniu do wielu wybitnych postaci - świadczy, że przypisywano mu umiejętności magiczne. Przekaz o stworzeniu przez niego golema był żywy w jego rodzinie. Zapisał go jednak dopiero w pierwszej połowie XVIII wieku potomek Eliasza z Chełma, Jakob Emden, rabin w wielu miejscowościach Polski i Niemiec, który w historii pozostał głównie dzięki swoim polemikom ze zwolennikami fałszywego Mesjasza Sabbataja Cwi. Około roku 1700 miał Jakubowi opowiedzieć tę historię jego ojciec Cwi Hirsz ben Jakob Aszkenazi, wspominając, że sztuczny człowiek został stworzony przy wykorzystaniu Księgi Jecira. Po upływie ponad stu lat okoliczności śmierci sławnego przodka musiały być jednak w rodzinie ciągle znane. Dlatego w tej wersji sztuczny człowiek rozpadając się w proch nie zabił swego stwórcy, a jedynie zranił i podrapał mu twarz.
Słowo "golem" oznaczające materię bez formy, ale także ludzki embrion, tylko raz pojawia się w Biblii. Częściej występuje w Talmudzie Babilońskim, w kontekście rozważań o możliwości powtórzenia aktu stworzenia przy użyciu potęgi liter alfabetu hebrajskiego i niewymawialnego Imienia Bożego YHWH. Spekulacje te nasiliły się w Średniowieczu wśród żydowskich mistyków z południa Francji, Hiszpanii i Niemiec, zwłaszcza pod wpływem lektury Sefer Jecira (Księgi Stworzenia). Ten najstarszy traktat kabały powstał prawdopodobnie między III a VII wiekiem, w Babilonii lub Palestynie, wielokrotnie pojawiały się jednak poglądy, że jego autorem był Abraham, a nawet praojciec Adam. Najdłuższy z zachowanych do dziś średniowiecznych rękopisów liczy około 2500 słów i przechowywany jest w Bibliotece Watykańskiej. Sefer Jecira to wykład kosmogonii opartej na 22 literach alfabetu hebrajskiego i 10 emanacjach Boga, określanych słowem sefirot. Księga Stworzenia stała się inspiracją dla innych traktatów kabalistycznych, z których najbardziej znany to Sefer Zohar (Księga Blasku); obrosła też setkami komentarzy. Zwłaszcza jeden z nich, napisany przez Eleazara z Wormacji, powinien przyciągnąć naszą uwagę. Myśliciel ten, żyjący na przełomie XII i XIII wieku, był ostatnim wybitnym przedstawicielem ruchu chasydów - pobożnych - w średniowiecznych Niemczech. Kiedy mniej więcej w pięćset lat później chasydyzm odrodził się wśród polskich i litewskich Żydów, komentarz Eleazara zyskał niezwykłą popularność. Sądząc z bibliograficznych odsyłaczy, wydany był m.in. w 1888 roku w Przemyślu. Niestety, żadnego egzemplarza nie ma ani w warszawskiej Bibliotece Narodowej, ani w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Tymczasem zapewne właśnie ów komentarz ożywił spekulacje wokół możliwości stworzenia golema.
Warszawski apokryf i praska legenda
Jest rok 5340 (1580),
Praga czeska za panowania cesarza Rudolfa II. W odludnym miejscu nad Wełtawą trzej ubrani na biało
rabini przy blasku
świec przystępują do magicznych czynności. Oczyszczeni rytualną kąpielą w mykwie recytują psalm 119 i fragmenty
"Sefer Jecira". Rabbi Jehuda Löw ben Betzalel, zwany Maharal, te, które dotyczą
powietrza, jego zięć rabbi Izaak ben Samson - odnoszące się do ognia, uczeń Jakob ben Chajim ha-Lewi Sasson - mówiące
o wodzie. Z mułu rzecznego modelują postać człowieka. Okrążają go po siedem razy - z prawa na lewo i odwrotnie;
najpierw Izaak, za nim Jakob. Wypowiadając
święte kombinacje liter przekazują martwemu ciału żar ognia i wilgoć wody. Później okrążenia powtarza rabbi Löw.
Wspólnie recytują słowa Tory: "... i tchnął w jego nozdrza tchnienie
życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą" (Ks. Rodzaju 2,7). Maharal wkłada w usta golema kawałek pergaminu
z Boskim Imieniem; rozkazuje mu wstać i być posłusznym. W domu przedstawia go
żonie jako Josele, przygodnie spotkanego wędrowca. Będzie on bronić Żydów przed fałszywymi oskarżeniami o mord rytualny.
Golem krąży po uliczkach praskiego getta, aby zapobiec - zwłaszcza w okresie Paschy - podrzucaniu do
żydowskich domów zwłok chrześcijańskich dzieci, z których rzekomo wytoczono krew. Osią całej intrygi jest katolicki
ksiądz - przechrzta, niejaki Tadeusz. Jego działania zostają jednak zniweczone, a sprawiedliwy cesarz Rudolf II, po
spotkaniu z wielkim rabinem, wymierza sprawiedliwość.
|
|
|
Sceny z niemieckiego niemego filmu Der Golem (1920-1921) w reżyserii Paula Wegenera i Carla Boese. Wegener grał również rolę golema. Nakręcił on trzy filmy o Golemie, z których zachował się trzeci, ostatni, pt. "Jak przyszedł on na świat." Wegener (1874-1948) był później bardzo aktywny i zasłużony w hitlerowskiej propagandzie filmowej. | |
Monstrum wymyka się spod kontroli
Opowieść o tym, że to Eliasz Baal-Szem z Chełma stworzył golema znana jest dziś tylko nielicznym. Rozgłos uzyskał natomiast jej wariant ulokowany w innych dekoracjach. Możliwe, że tuż przed połową XVIII wieku polska legenda o rabbim z Chełma dotarła do Pragi i została przeniesiona na znacznie sławniejszą postać żydowskiego świata - dostojnego rabbiego Löwa z Pragi (około 1520-1609).
"Wydaje się mało prawdopodobne, aby praska legenda powstała niezależnie od chełmskiej" - pisał najwybitniejszy dwudziestowieczny znawca żydowskiej mistyki Gershom Scholem. W formie drukowanej pojawiła się ona dopiero w zbiorze różności, jakie żydowski autor z Pragi Wolf Pascheles publikował pod tytułem Sippurim w latach 1847-1867. W różnych literackich wersjach, jakie ukazywały się w XIX wieku, została wzbogacona o nowe elementy. W wariantach praskich golem ożywa nie dzięki wypisaniu na jego czole słowa emet, jak to czynił Eliasz z Chełma, ale przez umieszczenie w glinianych ustach zakazanego Imienia Boga szem ha-meforasz. Wydarzenia dzieją się w sugestywnej scenerii praskiej Staro-Nowej Synagogi (Altneueschul) i liturgii szabatowej.
Stworzony przez rabbiego Löwa golem wymyka się spod kontroli swego stwórcy i przerywa sobotnie modlitwy, które na
pamiątkę tego wydarzenia są powtarzane dwukrotnie. Szczątki unieszkodliwionego monstrum mają spoczywać na strychu synagogi.

Międzynarodowa kariera
Cuda Maharala, znane początkowo tylko wąskiemu kręgowi hebrajskich czytelników w Polsce, zrobiły jednak międzynarodową karierę, zwłaszcza dzięki niemieckiemu przekładowi, a właściwie przeróbce Chajima Blocha Der Prager Golem (Berlin 1920). Wielu ówczesnych autorów potraktowało je jako prawdziwy dokument. Dzisiaj poglądy takie są rzadkie, chociaż obrońcy autentyczności wskazują, że urodzony w 1860 roku w Skaryszewie Juda Rosenberg był ze wszech miar godnym szacunku, najwyższym autorytetem rabinicznym, najpierw w Polsce, a później w Kanadzie, dokąd emigrował z początkiem pierwszej wojny światowej.
Jeśli to on napisał rzekomy traktat, okazał się literackim geniuszem. Historia rabbiego Löwa i stworzonego przez niego sztucznego człowieka stała się w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku tematem dziesiątków utworów literackich, a z czasem także filmowych. Niektóre z nich są bardzo wybitne, jak Golem Gustava Meyrinka, traktujący zresztą wątek zaczerpnięty z żydowskiej mistyki w sposób dosyć dowolny. Inną znaną literacką wersją jest dłuższe opowiadanie Isaaca Bashevisa Singera The Golem (1969 w jidysz / 1982 po angielsku). Obowiązująca jest jednak wersja Rosenberga. Być może stało się to dlatego, że mit golema przeciwstawiła innemu - oskarżeniom o mordy rytualne, wznowionym także na początku XX wieku. Jej powodzenie skłania do refleksji o losach legendy. Współczesna wersja, tak żywa wśród Żydów polskich, odbiła się głośnym echem w literaturze niemieckiej i czeskiej, gdy tymczasem w polskiej pozostawiła ślady bardzo nikłe - jeśli za takowe można w ogóle uznać Traktat o manekinach Brunona Schulza czy Golema Stanisława Lema. Świadczy to o braku osmozy między tymi kulturami.
Demony chcą zawładnąć martwym ciałem
Cuda Maharala nie powinny być jednak traktowane wyłącznie jako utwór literacki czy falsyfikat. Autor współczesnej monografii golema Moshe Idel podkreślając, że jest to najważniejsza wersja podania, wskazuje, że zawiera ona wielką wiedzą na ten temat, opartą być może na nieznanych dziś manuskryptach. Siedmiokrotne okrążanie ciała przy akompaniamencie modlitw to żydowski rytuał pogrzebowy zwany haqqafot, znany w całej epoce potalmudycznej. Uczestniczą w nim krewni i przyjaciele zmarłego, wyłącznie mężczyźni. Celem jest obrona przed demonami szedim, które, nie posiadając własnego ciała, chcą zawładnąć martwym. Nie wiadomo, czy jest to refleks poglądów panujących w środowisku polskich chasydów, czy też echo starszej tradycji. Okrążanie i recytację liter spotyka się jednak także w wielu innych czynnościach kabalistycznych.
W każdym razie przytoczony opis odpowiada dokładnie recepcie z komentarza Eleazara do Księgi Stworzenia: "Każdy, kto zajmuje się Sefer Jecira, powinien oczyścić się, przywdziewając białe szaty. Nie jest właściwe, żeby czynił to sam, niezbędne, aby byli dwaj lub trzej (...) musi wziąć ziemi dziewiczej z miejsca górskiego, gdzie nikt przedtem nie kopał; zmiesza proch z bieżącą wodą i zrobi golema. Zacznie wtedy obracać alfabety dwustu bram". Spotkać można poglądy, że ten fragment nie jest formułą magiczną, ale odzwierciedla rytuał inicjacyjny, w którym stwarzanie człowieka ma głęboki sens symboliczny i mistyczny. Nawet jeśli tak było, to 19 punktów, które według wydawcy Cudów są dziełem rabbiego Izaaka ben Samsona, ma charakter zadziwiająco konkretny.
Dowiadujemy się, że golem sam w sobie nie ma ani dobrych, ani złych skłonności. Działa tylko ze strachu przed utratą egzystencji, gdyby odmówił posłuszeństwa. Wszystkie czynności spełnia mechanicznie. Rozpoznaje byty duchowe w mniejszym stopniu, niż mogą to uczynić duchy i demony, w większym jednak, niż zdolne są do tego ptaki i zwierzęta. Ludzie, nawet najwybitniejsi cadykowie, są natomiast tej umiejętności zupełnie pozbawieni. Golem posiada specjalne energie. Dlatego nie można go ugodzić mieczem, spalić ani utopić. Fakt, że nie otrzymał duszy od Boga, sprawia, że nie odczuwa on współczucia, nie dysponuje mądrością ani intuicją. Z tego samego powodu nie może mówić. Podczas szabatu nie omija go jednak boskie światło. Golem nie odczuwa pożądania seksualnego ani nie może się rozmnażać. Gdyby było inaczej, wszystkie kobiety znalazłyby się w niebezpieczeństwie, jak wobec Synów Bożych, opisanych w Biblii. Nie może go dotknąć żadna choroba, gdyż nie odczuwając pożądań, prowadzi żywot umiarkowany. Rozpoznaje godziny bez użycia zegarka. Ponieważ golem nie został zrodzony, jego martwe ciało nie powoduje stanu nieczystości. W erze mesjańskiej zmartwychwstanie natomiast razem z innymi zmarłymi. Powróci jednak nie w swojej własnej formie, ale jako istota ludzka. Będzie to nagrodą, gdyż uratował lud żydowski od wielkich tragedii.
Jak uzyskać świadomość świateł bożych
Punkt siedemnasty jest odpowiedzią na problem nurtujący mojego rozmówcę z księgarni przy Piazza delle Cinque Scole: "Maharal wytłumaczył jasno, że nie było możliwe stworzenie istoty żywej, używając wyłącznie formuł zawartych w Sefer Jecira, które znajdują się w jej drukowanych edycjach. Kto uczy się formułowania słów kabalistycznych z książki, nie uzyska nigdy władzy tworzenia niczego. Przede wszystkim dlatego, że drukowane wydania zawierają wiele błędów, a niektóre ich części zaginęły. Kabalistyczna umiejętność tworzenia musi mieć źródło wewnątrz samej osoby; trzeba ją uzyskać najpierw przez głęboką świadomość świateł bożych, które promieniują z różnych liter i słów hebrajskich. Kiedy zrozumie się ich znaczenie duchowe, można zacząć rozumieć objawienie fizyczne w nich zawarte. W tym punkcie można czytać Sefer Jecira, ale studiując książkę z wielką przenikliwością. Cała możliwość tworzenia zależy także od faktu, czy osoba jest naprawdę cadykiem i od głębokości jej zrozumienia".
W ostatnim, dziewiętnastym punkcie rozpatrywana jest sprawa, która od wieków zajmowała najwybitniejszych znawców Tory i kabały: "Maharal nigdy nie chciał włączyć Golema do minian". Termin ten, oznaczający dosłownie liczbę, dotyczy dziesięciu Żydów w wieku ponad 13 lat, tworzących minimalną wspólnotę niezbędną w judaistycznej liturgii. Sprawa pozornie tylko marginalna. Odnosi się bowiem do pytania, czy golem jest Synem Izraela. Odpowiedź brzmiała negatywnie. Zastanawiał się nad tym nie tylko rabbi Juda Rosenberg z Warszawy. Jako pierwszy postawił tę kwestię, wspominając stworzenie golema przez swojego przodka Eliasza z Chełma, cytowany już Jakob Emden. Medytując nad jego dziełem Responsa, inny chasydzki rabin Cadok ha-Kohen z Lublina zdrzemnął się, a we śnie rozważał, czy sztuczny człowiek może być uznany za bałwochwalcę. Treść tych dociekań zamieścił w traktacie, opublikowanym w roku 1903.
Czytając o tym nie wiedziałem jeszcze, że kwestia tożsamości - żydowskiej lub nie - mieć będzie decydujące znaczenie w odniesieniu do ostatniego golema.
Na zapadłym Polesiu
Tworzeniem człowieka zajmowali się nie tylko chasydzi. Ich zaciekły przeciwnik rabbi Eliasz ben Salomon Zalman, znany jako Gaon z Wilna, najwybitniejszy umysł wśród litewskich Żydów drugiej połowy XVIII wieku, opowiadał swojemu uczniowi Chajimowi z Wołoszyna o pokusie ożywienia golema, jaka naszła go podczas studiowania Sefer Jecira: "Kiedy jednak byłem w trakcie tworzenia, nad moją głową przeszła jakaś postać, i przestałem go robić, gdyż powiedziałem sobie: Prawdopodobnie z uwagi na mój młody wiek ktoś z nieba pragnie mi przeszkodzić". Fragment ten opublikowano w Wilnie w roku 1819; geograficznie i czasowo blisko miejsca narodzin fascynującej mnie zagadki. Po latach bezowocnych poszukiwań, nagle mogłem ujrzeć jej rozwiązanie. Otrzymałem list.
Jacek,historia golema z Drohiczyna jest interesująca. Ponieważ twórca Golema Dovid Yaffa jest moim przodkiem, byłem tak zafascynowany, że przetłumaczyłem historię z "Księgi Pamięci". Załączam kompletny przekład.
Czy wykorzystasz to w prasie?Ben Eisenstein
Glenwiew, Illinois.
Dotarłem do niego w sposób następujący: Najpierw mój przyjaciel Zbyszek, który pracuje w Bibliotece Kongresu USA, odszukał tam wydaną przed blisko czterdziestu laty w prowincjonalnym mieście amerykańskim książkę o "science fiction", do której prowadził intrygujący mnie przypis. Dowiedziałem się z niej, że ostatniego golema stworzył "David Jaffe, rabbi Dorhiczyna (sic!), Grodno, Rosja, około roku 1800". Tak się złożyło, że w tym samym czasie mój syn Maciek znalazł identyczną informację w starszym wydaniu The Jewish Encyclopedia (Nowy Jork, Londyn 1944), z tą tylko różnicą, że rabbi Jaffe nosił imię Dawid, a domniemany Dorhiczyn miał się znajdować w "government of Grodno". Gubernia grodzieńska powstała dopiero w drugiej dekadzie XIX wieku, ale było jasne, że o nią tu chodziło. Niestety, telefoniczna konsultacja z dyrektorem diecezjalnego muzeum w Drohiczynie nie przyniosła żadnych wskazówek. Miasto nad Bugiem paliło się w epoce rozbiorów i bezpośrednio po niej kilkakrotnie, ale nie w roku 1800. Żadnego śladu rabina Jaffe, nie mówiąc już o golemie.
Istnieje jednak także inny Drohiczyn, usytuowany na tzw. Suchym Polesiu, które po drugiej wojnie światowej znalazło się poza granicami Polski. Tamtejszy sztetl nie przetrwał Zagłady, ale istnieje w Internecie. Podstawą jego strony jest "Księga Pamięci" zatytułowana Drohiczyn: Pięć wieków żydowskiego życia. Reb Dov Warszawski napisał ją w jidysz zaraz po wojnie i dedykował: "Ku pamięci pięciu tysięcy żydowskich dusz z Drohiczyna, zabitych rękami niemieckich morderców w czasie dwóch masowych rzezi". Z bijącym sercem czytałem w krótkim streszczeniu tej publikacji:
"Religijne życie było bardzo ważne w miasteczku. Stanowiło ono centrum Kabały. W końcu XVIII wieku żył jeden ze starych drohiczyńskich rabinów Reb Dovid Yafa (Jaffee, Yaffe), wielki kabalista. Istnieje legenda, że stworzył golema. Później miasto znalazło się pod wpływem ruchu chasydów".Jak Safed w Galilei, tak maleńki Drohiczyn na zapadłym Polesiu był zatem stolicą kabały. Poza streszczeniem, w Internecie osiągalny był jednak tylko spis treści "Księgi Pamięci". W części poświęconej rabinom i rzezakom rytualnym miał swój rozdział także "Yafo, Dovidl" (!). Niestety, niedostępny tą drogą nawet w jidysz. Przy okazji zrozumiałem bezowocność moich dotychczasowych poszukiwań w żydowskich genealogiach. Między hebrajskim, jidysz, polskim, rosyjskim i współczesnym angielskim, a także trzema - włączając cyrylicę - alfabetami, imiona i znacznie mniej istotne nazwiska przybierały najdziwniejsze formy. Na stronie internetowej znalazłem jednak także adres e-mailowy niejakiego Bena Eisensteina, lekarza z okolic Chicago. Bez większej nadziei wysłałem do niego list. Odpowiedź nadeszła już po dwóch dniach, wprawiając mnie w stan euforii. Rozdziały drohiczyńskiej "Księgi Pamięci", które przysłał mi doktor Eisenstein, zawierały bowiem rozwiniêęcie opowieści, która okazała się nie tylko chronologicznie ostatnią, ale także jedyną w swoim rodzaju historią stworzenia golema.
Dovid przewyższa Mistrza Szat
O osobie Reba Dovida Yafa (pozostańmy już przy tej pisowni) wiadomo niewiele, poza tym, że był głową rabinackiego trybunału w Drohiczynie. Żył na przełomie XVIII i XIX wieku. Jego przodkiem był Reb Mordke (Mordechaj) Yafa, znany jako Mistrz Szat. Dovid przewyższył jednak w kabalistycznych umiejętnościach nawet swojego prapradziada, stwarzając golema. Istnieją dwie wersje legendy: ustna i pisana. Pierwsza, przechodząca z ojca na syna, głosi, że w każdy piątek Reb Dovid lepił z gliny sztucznego człowieka, który w szabat nosił wodę do synagogi i domu rabina. Po wykonaniu tego zadania, za sprawą Boskich Imion golem ulegał unicestwieniu.
Według wersji pisanej - niespotykanej w innych wariantach legendy - golem był natomiast kimś w rodzaju szabes-goja, który wykonuje (najczęściej za pieniądze) prace zakazane Żydom podczas szabatu. W zimie mógł on rozpalać w piecach i pod kuchniami, co było bardzo ważne. Polecenia wydawano mu jednak dnia poprzedniego, aby nie naruszać zakazu. Jednego razu, wskutek małego błędu w rozkazie, golem rozniecił ogień, który spalił całe sztetl. Ta wersja trafiła do Yiddish-English Encyclopedia.
"Spytałem autora tego hasła, którym był Reb Jehuda Dovid Eisenstein, skąd uzyskał informację o legendzie, ale niestety nie pamiętał. Rabbi Jakob Minkin także opisał tę historię w The Universal Jewish Encyclopedia, ale i on nie potrafił wskazać źródła. Prawdopodobnie skopiował informacje z Yiddish-English Encyclopedia" - pisze autor wspomnienia w "Księdze Pamięci", dodając jednak z przekonaniem: "Wygląda na to, że historia pożaru jest prawdziwa. Z jego powodu Reb Dovid nakazał swoim potomkom, aby wybierali inne zawody zamiast rabinatu. Ten zakaz był przestrzegany".
Potomkowie jednego z synów rabina zmienili nazwisko na Warszawski, innego na Milner. Zostawali kupcami i przedsiębiorcami budowlanymi. Niektórzy na przełomie XIX i XX wieku wyemigrowali do USA. Podobno wraz z jednym z nich trafił tam także kabalistyczny traktat, w którym Reb Dovid Yafa opisał stworzenie golema. Próbowano księgę odszukać i ogłosić drukiem, aby uczcić wybitnego przodka, ale manuskryptu nie udało się odnaleźć.
Pamięć o wielkim cudotwórcy żywa była w Drohiczynie Poleskim jeszcze przed II wojną światową. Grób rabina Dovida na tamtejszym cmentarzu stał się miejscem modlitw; w dni świąteczne dekorowano go też wstążkami, którymi obwiązywano później świece, używane przy innych uroczystościach. Wśród tamtejszych Żydów znane było porzekadło "Rusza się tak powoli jak golem Rabbiego Yafa".
To właśnie mnie niepokoi. O dalszych losach kreatury nic bowiem nie wiadomo. Popularne w Drohiczynie powiedzenie
świadczy jednak, że nie tylko Reb Yafa widział golema. Czyżby zatem przeżył on spowodowany przez siebie pożar?
Dokąd udał się potem swoim powolnym, niezgrabnym krokiem? Z kabalistycznych ksiąg wiadomo, co powinien uczynić twórca,
który chce sztucznego człowieka unicestwić. Poza tym nie ma jednak
żadnych wskazówek, jak umierają golemowie - i czy w ogóle umierają? Twór Rabbiego Yafa nie był - w jego przypadku
pozostaje to poza wszelką wątpliwością - Synem Izraela. Mógł zatem przeżyć nawet dwa straszne dni 25 lipca
i 17 października 1942 roku, kiedy zginęła większość drohiczyńskich
Żydów. Czy przetrwał także rozkwit i upadek komunizmu? Osuszenie pińskich bagien? Potrafię go sobie wyobrazić,
jak błąka się po tej strasznej zonie wokół elektrowni w Czarnobylu, pełnej podobnych mu monstrów. Kto wie?
Plus-Minus, Warszawa, 2 i 9 lutego 2002
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||