

"Na przyklad to, co zdarzylo sie w tym miescie w roku 1749, bylo przykre dla polskiego katolicyzmu i dlatego zaslugiwalo na wymazanie. Spalono wtedy zywcem na stosie heretyka. Byl nim Walentyn hrabia Potocki, ktory, studiujac w Amsterdamie, nawrocil sie na judaizm, i mimo tortur, jakim go poddawano, nie powrocil do chrzescijanstwa. Grob tego meczennika wiary byl otoczony czcia przez wilenskich Zydow rowniez w moich latach szkolnych i uniwersyteckich, przy calkowitej mojej niewiedzy. W pewnym sensie moglbym sluzyc za przyklad deformacji umyslu przez wychowanie w duchu nacjonalistycznym, z czego musialem pozniej sam wyzwalac sie z trudem" – mowil autor "Traktatu moralnego." [1]

Kiedy konczylem pisanie tego tekstu, Ruta Puisyte z Panstwowego Muzeum Zydowskiego w Wilnie, ktorej pomoc w poszukiwaniach sladow Sprawiedliwie Nawroconego okazala sie nieoceniona przyslala mi w lutym 2001 przez Internet reprodukcje kilku fotografii ze starego albumu Wilna. Jedna z nich przedstawia drzewo o niezwyklym ksztalcie – jego pien wyrasta pionowo, by co najmniej przez metr biec poziomo i dalej wrocic do pionu - na grobie. Na drugiej jest niewielki budynek, rodzaj kaplicy na planie czworokata, ze kopertowym, blaszanym dachem i hebrajskimi napisami na scianach. "Kiedy polscy legionisci (?) scieli drzewo, wspolnota zydowska wzniosla na grobie Mauzoleum"
[3] - glosi podpis.

Nieporozumienie bylo jednak tylko czesciowe: posmiertne szczatki Rabbiego Eliyiahu ben Shelomo oraz Sprawiedliwie Nawroconego podzielily wspolny los. Przed likwidacja cmentarza w roku 1949 wladze sowieckie zezwolily na odtworzenie siedmiu najwazniejszych grobow w innym miejsce, co uczyniono w dwa lata pozniej.
"Wazniejsze, kto zostal przeniesiony i pochowany na nowo, kiedy w roku 1951 ta ciezka decyzja musiala byc podjeta. To nie byl nawet Rav (synonim tytulu Rabbi, pochodzenia babilonskiego – przyp. J.M.) Moshe Rivkes, ani Rav Yehoshua Heschel, ani Rav Yehudah Safra v'Dayyna, ani Rav Avraham Danzig, ani Rav Shmuel ben Avigdor, ani Rav Shmuel Strashun. To nie byl ojciec Ga'ona, jego matka, zona, siostra, syn czy corka. To byl tylko Ga’on z Wilna i sasiedzi po jego prawicy i lewicy; Ga'on ocalil nie tylko swoje szczatki, ale takze osoby najblizsze. Jedynie Abraham ben Abraham Ger Cedek spoczywajacy w osobnym zakatku tego samego cmentarza na Snipiszkach, mial wystarczajaco wielka wage w oczach niedobitkow wilenskich Zydow, aby byc godnym ponownego pochowku razem z Ga'onem na nowym cmentarzu na Sultaniszkach"
[4] – pisze amerykanski historyk Shnnyer Z. Leiman, ktory badal w 1996 ohel (rodzaj katakumby), wymurowany czterdziesci lat wczesniej. Mimo tlumu turystow, czekajacych na wejscie i kiepskiego oswietlenia wnetrza skopiowal on napisy i wykonal dobre fotografie siedmiu tablic nagrobnych. Szesc z nich posiada teksty w kwiecistym stylu XVIII-wiecznego hebrajskiego.Jako pierwszy od lewej spoczywa tam Rav Zvi Hirsh Pesseles ben Rav Dov Baer ben Rav Eliyahu. Rodzina Pesseles nalezala do najbogatszych wsrod wilenskich Zydow. Dziad Rabbiego Hirsha, Rabbi Eliyahu finansowal studia pozniejszego Ga'ona. Osoba upamietniona na drugiej tablicy to Rav Yissachar Baer ben Shlomo Zalman, mlodszy brat Ga'ona z Wilna. Dalej jego najblizszy wspolpracownik, autor talmudycznych traktatow – Rav Noah Mindes Lipshutz. Jako czwarty – sam Ga'on. Po jego prawej stronie Minda Lipshutz, corka Rabbiego Eliyahu Posselesa i zona Rabbiego Noaha Lipshutza oraz Devora Pesseles, matka pierwszego z pochowanych. Jej ojcem byl Rabbi Aryeh Leib Bloch, ktory zbadal prawomyslnosc nauczania Ga’ona, zezwalajac na jego pobyt w Winie. Byl to zatem krag osob najblizszych wybitnego talmudysty.
Ostatnia tablica ze starego cmentarza na Snipiszkach nie ma zadnego napisu. Leiman przytacza kilka wczesniejszych relacji o przeniesieniu siedmiu grobow, publikowanych przez periodyczna prase zydowska w USA. Roznia sie one odnosnie tozsamosci pochowanych razem z Ga'onem osob, a nawet nazwy nowego cmentarza (wspominany jest – prawdopodobnie blednie – inny na Zarzeczu, gdzie chowano. Zydow od I polowy XIX w.). Niewykluczone zreszta, ze groby przenoszono dwukrotnie. Czterej czlonkowie chevrach kadisha (bractwa pogrzebowego), uczestniczacy w ekshumacji szczatkow umarli wkrotce potem. Opisy zgadzaja sie, ze wsrod pochowanych na nowo byl sam Ga'on. Jedna z relacji wspomina, iz jego cialo pozostalo nietkniete, z broda i wlosami, jak w dniu pogrzebu (w tradycji chrzescijanskiej – oznaka swietosci), w innej jest mowa tylko o szkielecie. We wszystkich wymieniony jest takze Abraham ben Abraham lub niezidentyfikowana osoba. Wedlug starych przekazow kamien grobowy Sprawiedliwie Nawroconego rowniez na dawnym cmentarzu nie posiadal zadnego napisu.
Co znajduje sie pod ta anonimowa tablica? Relacja opublikowana w 1997 roku przez pismo Yated Ne'eman mowi o urnie z prochami, inne o niej nie wspominaja.
Pomijajac pewna ksiazke, opublikowana w Amsterdamie w roku 1766
[6], do ktorej nie udalo mi sie dotrzec (nie ma jej nawet w bogatych zbiorach judaistycznych Biblioteki Kongresu USA, najwiekszej na swiecie) opowiesc Kraszewskiego jest najstarszym znanym zrodlem informacji o tej sprawie."W wielkiem takze poszanowaniu w Wilnie jest pamiec tak zwanego Abrahama Abrahamowicza, ktory wielkiego rodu, z chrzescijan katolikow, w Amsterdamie nawrocil sie na wiare zydowska, a powrociwszy do kraju spalony za to w Wilnie, niedaleko Zamku, pochowano popioly jego za mogilkami zydowskimi (dla tego, ze nagle zmarlych nie grzebia na mogilkach) gdzie i drzewo na grobie jego rosnie. Rocznice jego obchodza drugiego dnia Zielonych Swiat w Boznicy Wilenskiej. Slyszac opowiadana jego historja, dowiedziawszy sie o exystencjij rekopismu opisujacego cale to zdarzenie, dostalismy z niemala trudnoscia oryginal, z ktorego tlumaczenie, jedyny podobno przyklad Kroniki zydowskiej, w calej oryginalnosci i pierwotnej naiwnosci formy i stylu, tu umieszczamy na koncu, przekonani, jak dalece zajac powinno (...) Rekopism oryginalny nabylem na wage zlota, a moze drozej jeszcze, zmuszony zareczyc, ze nie wydam od kogo mam" – wyjasnia w przypisie pochodzenie tego zrodla Kraszewski - "tlumaczony z pomoca P. Alexandra Ellenbogen. – Zbyt wolne kawalki musielismy powypuszczac (...) Rekopism hebrajski nie wyrazny zajmuje scisle zapisanych osiem stronic cwiartkowych".
"Roku 479 tysiaca szostego (5479 – 1719) byl wielki Pan w Kraju polskim i mial syna madrego – I chlopiec wyrosl i ojciec go kochal i poslal do miasta Paryza, miasta Krolewskiego, Krola Francuzow, pelnego medrcow i pisarzy, gdzie na kazda madrosc jest Szkola, zeby sie jej w niej uczono. W owych czasach byl Pan w kraju Zemet (Zemajtys - Zmudz, przyp. J.I. Kraszewskiego) a imie jego bylo Zareba, a on byl malym panem. I urodzil mu sie syn i wyrosl ten chlopiec i byl wielkim medrcem i uwaznym na wszystko co widzial. I poslal go ojciec do stolicy Wilna, aby sie tam uczyl i ten chlopiec byl biegly we wszystkich madrosciach, dziesiec kroc wiecej od swoich rowiesnikow, a jego dobra slawa rozniosla sie miedzy wszystkimi panami i dali chlopcu wiele pieniedzy i poslali go do miasta Paryza, stolicy kraju Francuzow, aby sie tam uczyl w Akademij. I przybyl chlopiec do Paryza i przyjeli go z wielka czcia i stal sie towarzyszem syna wielkiego pana Polskiego, nazwiskiem Pot..."
Chropowatosc stylistyczna moze byc takze sprawa tlumaczenia. Zetknalem sie z tego rodzaju przeszkoda, gdy probowalem zglebiac – podobnie, jak Kraszewski, przy pomocy osoby znajacej hebrajski – rozmaite stare traktaty zydowskie. Trudnosc sprawialo nam nie tyle odczytanie poszczegolnych slow, za wyjatkiem moze licznych i nie zawsze zrozumialych skrotow oraz neologizmow, ale uchwycenie sensu calosci. Z historia Sprawiedliwie Nawroconego nie jest az tak zle. Tekst pozostaje wystarczajaco jasny. Niemniej jednak, aby Czytelnika nie narazic na zbyt wielkie trudnosci, sprobuje uwspolczesnic nieco jezyk i styl tej opowiesci, starajac sie nie uronic zadnego istotnego szczegolu, ani tez niczego nie dodac.
Obydwaj pozostajacy w Paryzu mlodziency – Pot... (pozostanmy przy tym skrocie) oraz jego przyjaciel Zareba – wybrali sie pewnego dnia na przechadzke po miescie, aby podziwiac jego piekne palace i inne budowle. Spragnieni, wstapili do winiarni. W jej wnetrzu zobaczyli maly namiot, gdzie stary Zyd niemiecki czytal ksiazke. Weszli i oni do namiotu, aby przekonac sie, co tak pilnie studiuje. Kiedy jednak Pot... zajrzal do ksiegi, niczego z niej nie zrozumial, bowiem napisana byla nieznanymi literami. Zwrocil sie zatem do swojego towarzysza – mlodego medrca, czy on potrafi ja przeczytac. – Nigdy, do dzisiejszego dnia, nie spotkalem tego jezyka – odpowiedzial Zareba. Zapytali wiec owego Zyda, co to jest za ksiazka, po jakiemu zostala napisana?
I odpowiedzial im starzec: - W jezyku swietym, hebrajskim.
Prosili wiec, aby powiedzial, co znajduje sie w ksiazce. Przeczytal kilka rozdzialow, z wlasnymi objasnieniami. Slowa te wydaly im sie dobre. Pytali wiec, czy to wszystko jest prawda. Odpowiedzial im znowu: - Jest najbardziej prawdziwa z prawd. - Chcieli wiec wiedziec, dlaczego ich rabin (J.I.K. zaznacza, ze w rekopisie uzyto tytulu Raf czyli Rav) nie uczy z tej ksiazki. Mieli na mysli ksiedza. – Nam i chrzescijanom dana jest rozna wiara. Wszyscy papieze umacniaja swoja wiare. Wydali klatwe, aby zaden z waszego narodu nie uczyl swego syna z tej ksiazki. Dlatego nie czynia tego wasi rabini.
- Zaplace ci dobrze, abys nas uczyl – powiedzial syn
magnata. Starzec naznaczyl im czas trzy razy w tygodniu. Studiowali w osobnej
izbie. W pol roku nauczyciel wylozyl im caly Piecioksiag. Weszly do ich
serc slowa starego Zakonu. Studiujac stali sie innymi ludzmi. Zaniedbali
nauke w Akademii, przestali chodzic do kosciola. Ksiadz strofowal ich za
to, ale mlody panicz odpowiedzial mu ostrymi slowami. Ktoregos dnia Pot…
i Zareba poszli na przechadzke miedzy polami. Byli z nimi sludzy, chociaz
trzymali sie w oddaleniu, to obydwaj panowie poszukali wiekszego odosobnienia,
aby ich nie podsluchano.
- Bracie, objawie ci wszystkie skrytosci serca mojego, ale nie rozglaszaj tego – powiedzial syn magnata.
- Bron mnie Boze, abym taka rzecz mial uczynic – odrzekl jego towarzysz.
- W sercu moim postanowilem uciekac stad do Amsterdamu, aby przyjac wiare Zydow, poniewaz wiara Izraela jest prawdziwa, jak wiemy.
- Jako ty, tak i ja, kiedy tylko bede mial pieniadze na podroz, dolacze do ciebie.
- Bog swiadkiem miedzy nami.
Obydwaj zlozyli przysiege i zawarli umowe. Nie byli jednak
pewni swego; jeszcze skakali na dwoch progach. Postanowili wiec, ze Pot ...
pojedzie do Rzymu, aby zbadac, czy wiara katolicka jest prawdziwa, czy tez
izraelska. Panicz napisal do swego ojca, ze chce studiowac w stolicy
Kosciola; udal sie tam, gdy tylko nadeszly pieniadze. Papiez przyjal go
z wielka czcia. Pot... uczyl sie w jego Akademii. Co tydzien wydawal
uczte dla wszystkich panow z dworu papieskiego i dla ich slug, dawal im
wielkie podarunki. Pozyskal wsrod nich przyjaciol. Pewnego razu jeden z
nich zapytal dworzanina, ktory uslugiwal Papiezowi:
- Powiedz mi o obyczajach Jego Swiatobliwosci. Czy naprawde on do nieba wstepuje?
- Jesli mi dasz dobry podarunek, to ci odpowiem wyraznie. Wszystko to jest falszem. W dniu swietym, ktory oni nazywaja Fajstem, Papiez udaje sie do najglebiej ukrytego pokoju swojego palacu i pozostaje tam w wielkim zamysleniu. Mowia, ze wstepuje do nieba, ale to nie jest tak...
"Tu opuszczamy to czego i niepodobna tlumaczyc, pomimo checi
zachowania charakteru oryginalu" - zaznaczyl w tym miejscu
Kraszewski. Znowu nie wiemy, czy jego powsciagliwosc spowodowana byla
obawa przed bluznierstwem lub zniewazeniem papieskiego majestatu, czy tez
niemoznoscia zrozumienia tlumaczonego tekstu.
- ... tak zawsze robi podczas postu – opowiadal przekupny sluga.
- Teraz nadszedl czas, ze wyjde z falszu i przyjde do Boga prawdziwego, blogoslawione niech bedzie Jego Imie, ze mnie wyprowadzil na droge prawdy.
- Wyjawie ci tajemnice serca mojego – powiedzial na pozegnanie. - Dam ci corke jedyna swoja za zone, bo cie pokochalem bardzo
- Dlaczego znalazlem laske w oczach twoich? – mlodzieniec uklonil sie dwakroc. – Wszakze jestem z familii ubogiej i lichej, a tys moj Pan wielki.
- Jesli ty jestes maly w twoich oczach, to jestes wielki w moich.
Przypomnial o niej sobie po latach, gdy poczta z Korony nadeszla wiadomosc, ze szukaja syna wielkiego Pot..., o ktorym nie bylo wiadomosci od jego wyjazdu do Rzymu. Zareba domyslil sie, ze przyjaciel jego uciekl do Amsterdamu, by tam przyjac wiare zydowska. Ciezko mu bylo dotrzymac przysiegi, rozlaczyc z zona i wielkoscia tego swiata. Bardzo sie umartwil w sercu swoim i twarz mu sie zmienila od zgryzot. Bogato przez niego wyposazony, opuscil dwor tescia, zabierajac zone i syna. Pojechali najprzod do ojca na Zmudz, potem do Krolewca, gdzie zabawili rok caly, dziwujac sie, ze domy wiesniakow piekniejsze tam od dworow panow litewskich, wreszcie okretem do Holandii.
Przybyli do Amsterdamu, gdzie poszedl Pan Zareba do Rabina
miasta i powiedzial, ze chce przyjac wiare zydowska. I obrzezali jego i
syna jego, ktory mial piec lat. Zona go wygladala, a on caly dzien nie
wracal. Poslala wiec sluge, aby go szukal; gdy wrocil z wiadomoscia,
ze jego pan przeszedl na wiare zydowska, zemdlala i upadla na ziemie.
- Co ci jest? – pytali ludzie, ktorzy ja podniesli.
- Moj maz stal sie Zydem! – krzyczala glosem wielkim.
- Tu jest to pozwolonem – smieli sie z niej.
- Idz stad, bom ja Zyd, czlowiek podly, a tys wielka pani, corka hetmanska.
- I ja przejde na wiare zydowska – prosila go i plakala.
- Dobrze zrobisz, ale zanim to nastapi powinnas sie uczyc zakonu zydowskiego i zobaczysz, ze jest wiele przykazan, a nie jak wiara akumska (Kraszewski wyjasnia ten termin, jako wiare "gwiazdochwalcow", z kontekstu wynika, ze chodzi o chrzescijanstwo – przyp. J.M.). A jak sie nauczysz wszystkiego i zechcesz przejsc na wiare zydowska, to przyjme cie z miloscia.
- Teraz jak ty, tak ja – przyszla do meza z radoscia.
- Dobrze jest, lecz ja zyjac razem z toba nie bede wiedzial, jak obchodzic obrzedy zydowskie, dlatego wezme kobiete izraelska, ona mnie nauczy Zakonu, a ciebie bedzie uczyl twoj maz Izraelita, ktorego wezmiesz.
- Opowiem ci historie, ktora czytalam w rocznikach. Szlo dwoch przez las, zabladzili i szli przez kilka dni w wielkim zmartwieniu. I uczynil im sie cud, ze trafili na droge prawdziwa i bardzo sie ucieszyli. Wtedy jeden z nich powiedzial: - Teraz oddzielmy sie jeden od drugiego. Ja pojde sam i ty pojdziesz. – I odpowiedzial jego towarzysz: - A czy taka jest sprawiedliwosc? Kiedysmy bladzili, szlismy razem, a teraz, kiedy odnalezlismy droge prawdziwa, ty chcesz sie oddzielic ode mnie. Powinnismy isc razem, cieszac sie z cudu, ktory nam Bog uczynil. Tako i my.
Jednego dnia w Boznicy tamtejszej zobaczyl chlopca, ktory
bardzo swawolil w szkole, skakal i krzyczal. Sfukal go Ger
Cedek, a chlopiec twardo mu
odpowiedzial. I rzekl mu pobozny : - Widze, ze on nie wyrosnie w wierze
Izraela, tylko ja zmieni, bo hardosc jego jest wielka. - Uslyszal to ojciec
chlopca i bardzo go to rozgniewalo. Poszedl do panow, oznajmil im, ze tam
jest Ger Cedek.
Poslali slugi, przywiezli go do dworu, zakuli w kajdany zelazne i odprawili
do stolicy – Wilna. Tam poznali wielcy panowie, ze on jest synem magnata
polskiego Pot... i upadli przed jego obliczem, mowiac: - Skad ci takie
glupstwa? - A on nie zwazal na ich slowa. Bardzo to ich gniewalo:
- Przed kim ty sie smiejesz i naigrawasz? Tu idzie o twoje zycie.
- Glupcy jestescie, jak ja mam wam odpowiadac, wszakze mnie nie nazwaliscie moim imieniem, poniewaz jestem Izraelita, a imie moje Abraham, zas wy mnie nazwaliscie Pot... to jest imie goimskie i wy mnie mieliscie za goja, jakimi wy jestescie, dlatego nic wam nie odpowiedzialem.
- Oddaj mu nalezna czesc!
- Sprawiedliwie byloby, abym wam oddal czesc i czapke zdjal przed wami, poniewaz wy jestescie wielkim panem, a ja Hebrajczyk, czlowiek mizerny, niski, pohanbiony w wygnaniu gorzkim, ale poniewaz trzymacie Krzyz, to i przed wami czapki nie zdejme
Drugiego dnia swieta Szewues
(wlasc. Shavu'ot,
Piecdziesiatnicy, Kraszewski nie podaje roku 1749, wystepujacego u innych
autorow – przyp. J.M.) wyszedl wyrok, aby go spalic. Przed spaleniem
prosili go bardzo, aby powrocil do ich wiary, a on hanbil ich wielkim
lajaniem. Rozkazali Katu, aby mu wyrznal jezyk i wyciagnal przez kark. A
nim go umeczono, blogoslawil glosem wielkim z radoscia:
- Blogoslawiony jestes Boze, ktory poswiecasz imie swoje miedzy wielu.
Tych, ktorzy z meczennika szydzili, spotkala straszliwa kara:
"Gdy jedna goimka smiala sie a roztwarla swoja gebe, gdy Kat urznal jego jezyk i skrzywil usta jego swiete, goimka ta oniemiala i usta jej skrzywily sie a Szufunikes (zapewne Safiannicy – przyp. Kraszewskiego), ktorzy dali drwa aby go spalic, tym spalily sie domy do gruntu. Tak niech zgina wszyscy twoi nieprzyjaciele, dla krwi twojego slugi, ktora byla przelana, krew poboznego.Tak konczy sie tlumaczenie, opublikowane przez J.I. Kraszewskiego. Za ostatnim przypisem wydawca zamiescil jeszcze, bez wyjasnienia, ruski tekst przywileju Stefana Batorego z roku 1578, gwarantujacego Zydom, ze nie beda sadzeni wedlug magdeburskiego, ale wedlug ziemskiego prawa.I w tych dniach byl w Rusi czlowiek, ktory opowiadal, ze byl Ger Cedek w miescie Wilnie, ktory poswiecil imie swoje w wielkosci, i wszyscy szatanowie upadli z wielkiego strachu a swieci aniolowie staneli w niebie, w miejscu, gdzie Ger poswiecil imie boskie i przyjeli jego czysta dusze do rak Abrahama ojca naszego i przyjeli z wielka radoscia bez konca. I byl wielki strach na Satana (przeszkodziciela) a wielka radosc byla dla Krolow zydowskich, a jego zasluga i wszystkich swietych (meczennikow za wiare) niech nas wspiera, izbysmy dozyli widziec przyjscie Zbawiciela Messjasza Amen"
"Bardzo interesujaco wyglada to, co Pan pisze o W. Potockim. W historiografii litewskiej panuje zdanie, ze jest to wymyslona sprawa. Co do procesow o apostazje, czy o czary zakonczonych na stosie w XVIII wieku w Wilnie, to od lat 30 tego stulecia o takich w zrodlach archiwalnych nie znaleziono informacji. Od tego czasu w sadach byly stosowane juz dosc liberalne wyroki – chlosta itp. Jezeli odnajde cos dla Pana interesujacego co do tej sprawy, bede informowac Pana. Ze swej strony bylbym bardzo wdzieczny za informacje o badaniach Pana w tej sprawie.Z powazaniem
Rimantas Miknys"
Imie Walenty nie wystepuje w genealogiach kilku szlacheckich rodzin Potockich roznych herbow. Najstarsza z nich i najslawniejsza pieczetowala sie Pilawa, inne Janina, Lubiczem, Ostoja, Prusem, Sreniawa i Szeliga. O opinie w rej sprawie zwrocilem sie do profesor Teresy Zielinskiej, autorki ksiazki o magnaterii polskiej czasow saskich, od lat zajmujacej sie rodem Potockich, najpotezniejszym w owej epoce. W ich starych dokumentach nie zetknela sie ona z imieniem Walenty. Przyznaje jednak, ze jakas uschla, to znaczy bezpotomna galazka mogla ujsc uwadze historykow.
Dodatkowa poszlaka negatywna mial byc fakt, ze rodzina ta zaczela uzywac tytulu hrabiowskiego dopiero po rozbiorach, chociaz linia tzw. Zlotej Pilawy miala go otrzymac od cesarza austriackiego jeszcze w 1606. Tymczasem zrodla zydowskie uparcie go Walentemu przypisuja, a niektore wywodza z glownej linii (np. Grosse Juedische National – Biographie, b. m. i roku wydania: "Valentin Graf Potocki (das Stammschloss Potok der grafflichen Familie Potocki lag in der Wojewodschaft Krakau").
[7]
Historycznie potwierdzone sa natomiast wiadomosci o podrozach
synow magnackiej galezi Potockich do Rzymu, a takze ich bliskich kontaktach
z dworami papieskimi.
"Stanislaw starosta halicki, rotmistrz krolewski, (wnuk rowniez Stanislawa 'Rewery' Potockiego wojewody krakowskiego i hetmana wielkiego koronnego - znanego nam z 'Potopu' Sienkiewicza – przyp. J.M.) w Rzymie bedac pod czas Jubileuszu, od Innocentego Papieza XI mile przyjety Swietego Wincentego meczennika cialo, od niego, na znak affektu, otrzymal; byla to nieplonna wrozka, w tej swietej darowiznie, ze i sam Stanislaw, przy ochronie wiary swietej, mial krew swoje z zyciem oraz wylac. Z Rzymu do Francyi, i do Belgium pospieszyl, kedy pod miastem Bruxella, gdy bystra rzeke przebywa, trafunkiem proch zapalony, wszystkich ludzi na tymze statku z nim plynacych wysadzil i potopil; jego tylko samego, i z cialem S. Wincentego, nienaruszenie na blizka kempe, czyli brzeg, wyniosl, i postawil, nie bez osobliwszej opatrznosci nad soba P. Boga i opieki S. Meczennika."[8]
Wszystko to umacnia podejrzenie, ze relacja o zyciu i meczenskiej smierci Nawroconego Sprawiedliwego jest apokryfem. Kto moglby byc jego autorem? Historycy nie sa najlepszego zdania o wiarygodnosci J.I. Kraszewskiego. Zdarzalo mu sie opisac studenckie tumulty w osiemnastowiecznym Wilnie, ktorych nigdy nie bylo, bezkrytycznie przytaczac inne watpliwe opowiesci. Janusz Tazbir mowil mi, ze w dawnej Polsce bylo zreszta sporo dziejopisarzy wymyslajacych postaci i zdarzenia. Profesor interesuje sie nimi od dawna. Wydal on rowniez z krytycznym komentarzem najbardziej zlowrogi – jesli chodzi o wplyw na umysly i dzialania ludzkie - apokryf wszystkich czasow: "Protokoly medrcow Syjonu".
Gdyby autor "Starej basni" zmyslil "Historie Sprawiedliwie Nawroconego" to stworzylby cos w rodzaju "Protokolow..." a rebours. Na Kraszewskiego powoluje sie wiekszosc autorow piszacych po nim o Walentym Potockim. Cytowana juz "Encyclopaedia Judaica", wydanie jerozolimskie, stwierdza, ze wydany przez niego po polsku manuskrypt zostal opublikowany przez I.M. Dicka po hebrajsku (1862), a pozniej w jidysz (bez daty). Nie jest jasne, czy korzystano z oryginalu, czy tez tlumaczono z polskiego. Nie ulega natomiast watpliwosci pochodzenie przekladu na rosyjski, jaki w roku 1873 opublikowala Jerwrejskaja Bibliotieka. Podpisany jest on bowiem nazwiskiem Kraszewskiego.
Rozwazalem juz wczesniej hipoteze dokonanego przez niego swiadomego falszerstwa, analizujac po amatorsku stylistyke tekstu, opublikowanego w 1841 roku. Nie jest ona jedynym argumentem przeciwko temu podejrzeniu. U Kraszewskiego brakuje bowiem najwazniejszych elementow, pojawiajacych sie w pozniejszej literaturze. Pomijajac juz latwe do rozszyfrowania skroty nazwisk dwoch arystokratycznych rodzin, nie znajdujemy tam ani imienia Potockiego – Walenty, ani tez roku, w ktorym mial on byc spalony na stosie – 1749. Albo wiec zostaly one dodane przez nastepnych autorow, albo tez poza "Historia Sprawiedliwie Nawroconego" bylo jeszcze – nazwijmy je tak – Zrodlo Hebrajskie B, zawierajace powyzsze elementy.
Ich istnienie to druga - obok Kraszewskiego jako tworcy apokryfu – hipoteza warta rozwazenia. Kto mogl byc autorem tych tekstow? Mlody rabin o oczach gorejacych nienawiscia do przesladowcow jego wiary, albo moze inaczej – starzec o oczach wygaslych, bo zbyt duzo widzialy pogromow i falszywych oskarzen o mord rytualny? Spisywal stara legende o prozelicie - meczenniku, czy tez kompilowal ja z elementow zaczerpnietych z roznych zrodel?
To ostatnie podejrzenie tez moze byc uzasadnione. Poza samym Potockim w "Historii..." wspomniani sa jeszcze – jego przyjaciel Zareba i hetman Tyszk...; W herbarzach pojawia sie starozytna rodzina Zarembow herbu wlasnego z Wielkopolski. Jakies odgalezienie istnialo takze na Zmudzi, ale brak imienia i innych blizszych danych utrudnia poszukiwania. Jedynym punktem zaczepienia jest malzenstwo z corka hetmana Tyszk... . Rzecz dotyczyc moze tylko Tyszkiewiczow. Istotnie, jeden z przedstawicieli tej rodziny – Ludwik byl w XVIII wieku hetmanem polnym litewskim. Bulawe wzial jednak dopiero w roku 1780. Jego ojciec Jozef, kasztelan zmudzki, a pozniej wojewoda smolenski, bardziej pasuje do chronologii, wynikajacej z "Historii...". Zostawil on potomstwo z Pociejowny, ale o losach corek nic nie wiadomo.
W drugiej polowie osiemnastego stulecia pojawia sie takze para Potocki – Zaremba, ale w zupelnie innym kontekscie. Otoz Wincenty Potocki herbu Szeliga z Potoka w woj. sieradzkim podczas konfederacji barskiej sluzyl od 1770 roku pod rozkazami Jozefa Zaremby, marszalka generalnego wojewodztw wielkopolskich. Zginal 26 czerwca 1771 r. podczas potyczki z oddzialem wojsk krolewskich pod dowodztwem podpulkownika Mojzesza Langa.
[9]Skoro poszukiwania genealogiczne nie przyblizaja rozwiazania zagadki, przyjrzyjmy sie kluczowej dla sprawy kwestii nawrocenia na judaizm. Poza Kraszewskim w polskiej literaturze tylko Jan Stanislaw Bystron w "Dziejach obyczaju w dawnej Polsce" wspomina o sprawie Walentyna Potockiego, streszczajac jej znany nam juz przebieg; powoluje sie jednak wylacznie na tradycje zydowska. Odnotowuje rowniez inne przypadki prozelitow religii mojzeszowej w tym okresie. "Zaznaczyc nalezy, ze takze i Zydzi mieli czasem sporadyczne, ale charakterystyczne sukcesy. Tak np. pierwszej polowie osiemnastego wieku szlachcianka z wojewodztwa minskiego, pani Estkowa, pod wplywem lektury Biblii i nauk arendarza przyjela judaizm i z dwiema corkami wyjechala do Amsterdamu; maz pojechal za nia i rowniez na zydowska wiare przeszedl. Potem sensacja opinii publicznej stali sie dwaj magnaci, ksiaze Mikolaj Radziwill, ktory sie Zydami otaczal, dysputowal z nimi, majatki im w dzierzawe wypuszczal, tudziez Marcin Lubomirski, obydwaj czy to z przekonania, czy to dla fantazji manifestujacy swoje sympatie dla mozaizmu".
[10]Mimo prawie basniowego charakteru "Historia Sprawiedliwego Nawroconego" opisuje zatem szereg okolicznosci zupelnie prawdopodobnych. Zdarzaly sie w pierwszej polowie XVIII wieku w Koronie i na Litwie nawrocenia na judaizm poszczegolnych osob, a nawet calych rodzin z warstwy szlacheckiej. Przyklad pani Estkowej, jej corek i meza wskazuje, ze dzialo sie to pod wplywem studiowania Biblii, zas dopelnilo w Amsterdamie, gdzie nie siegala wladza katolickiej Inkwizycji. W poprzednich dwoch stuleciach pojawiala sie na Litwie herezja judaizantow, ktorej ulegali chrzescijanie roznych wyznan. W skrajnych przypadkach mogla ona doprowadzic do apostazji.
Sposrod dwoch arystokratow tej epoki, podejrzewanych o sympatie dla mozaizmu, zwlaszcza Marcin Maciej Radziwill zasluguje tu na uwage. Jesli hrabia Walenty urodzilby sie okolo roku 1700, to bylby prawie rowiesnikiem mlodego ksiecia. Radziwill przyszedl na swiat w roku 1705. Takze on okolo roku 1720 (Walenty w 1719 – J.M) wyjechal w podroz zagraniczna. Jak pisze autorka poswieconego mu hasla w "Polskim slowniku biograficznym".
[11] zwiedzal instytucje naukowe i zawieral znajomosci z uczonymi. Od najwczesniejszych lat byl mlodziencem zdolnym i ciekawym swiata; wczesnie okazywal sklonnosci do nauki. Pociagaly go galezie wiedzy przyrodniczej – chemia i medycyna, ale przede wszystkim tajemnej: alchemia i poszukiwanie kamienia filozoficznego. Niewykluczone, ze pod wplywem studiow Kabaly uwierzyl w metempsychoze i uczyl sie hebrajskiego. Faworytem jego stal sie Zyd Szymon, ktory rzadzil w jego dobrach. Wszystko to przypisywano chorobie umyslowej. Zone i dzieci uwiezil, a w swoich dobrach mial harem zlozony z dziewczat porwanych, kupionych lub oszukanych. „Inne horrenda o nim opowiadali, jak swoje z metres potomstwo enecabat (dusil) i z nich dystylacje jakies czynil... – zapisal Marcin Matuszewicz, wybrany poslem z instrukcja sejmiku, aby doprowadzil do polozenia kresu ekscesom szalonego magnata. Te pogloski wiazaly sie byc moze z doswiadczeniami, jakich Radziwill dokonywal w specjalnie urzadzonym laboratorium. Powodem wzburzenia byla jednak raczej dzialalnosc, zwyczajnie mowiac, bandycka. Jego pacholkowie dokonywali licznych zabojstw, rabunkow i podpalen, porywali ludzi, miedzy innymi proboszcza. To wlasnie stalo sie przyczyna uchwalenia specjalnych instrukcji sejmikowych. Slano tez petycje do krola. Nie pomoglo jednak nawet wmieszanie sie w sprawe malzonki monarszej.Glowa rodu – Michal Kazimierz Radziwill, hetman wielki litewski i wojewoda wilenski chcial jednak uniknac publicznego oskarzenia i gorszacego procesu krewniaka. Wystaral sie o nakaz kurateli nad szalencem. Inny Radziwill, chorazy litewski Hieronim Florian na czele 200 ludzi otoczyl dwor w Czarnawczycach i uwiezil Marcina Mikolaja. Zone i dzieci uwolniono, harem rozpuszczono, o tym co stalo sie Zydem Szymonem i laboratorium, kroniki milcza. Zauwazmy, ze dzialo sie to okolo roku 1749, domniemanej daty spalenia Walentego Potockiego. Jest jednoczesnie wskazowka, ze magnat obwiniony nie tylko o nawrocenie na judaizm, ale dodatkowo o caly szereg innych zbrodni, mogl liczyc na stosunkowo lagodne potraktowanie. Marcin Mikolaj przebywal pod straza w roznych rodzinnych zamkach, apelujac nawet do krola Stanislawa Augusta Poniatowskiego o przywrocenie mu wolnosci. Zmarl w 1782 i jest pochowany w Nieswiezu.
W zestawieniu postaci obydwu judaizantow – historycznego i legendarnego - jest jednak cos intrygujacego, nie tylko ze wzgledu na rownolegla chronologie ich dziejow. Dwa wielkie rody nie darzyly sie sympatia. Podobno Radziwillowie nazywali swoich nieslubnych synow Potockimi i odwrotnie. Kiedy rozwazam losy Walentego i Marcina Mikolaja przychodzi mi na mysl wloskie slowo controfigura. Jego znaczenie jest dosyc banalne: tak nazywa sie w przemysle kinematograficznym dublerow. Pasowaloby mi jednak dla nazwania postaci, ktora jest jednoczesnie odbiciem i zaprzeczeniem drugiej. Figura kontra.
Badajac inne dokumenty, a zwlaszcza porownujac drzewa genealogiczne wielkich rodow sycylijskiego Sredniowiecza, Sergio probuje przywrocic tozsamosc czlowiekowi, ktory zostal skazany na jej wieczna utrate. Chce napisac o nim kolejna ksiazke. Historia wydarzyla sie w koncu XIII wieku, niedlugo po Nieszporach Sycylijskich, kiedy wyspa przeszla spod wladzy Andegawenow we wladanie dynastii aragonskiej. Mlody arystokrata zbuntowal sie przeciwko krolowi. Ten skazal go na smierc. Czlonkowie rodziny, ktorzy pozostali wierni monarsze, wyprosili jednak laske dla kuzyna. Krol zmienil wyrok: zdrajca mial pozostac przy zyciu, ale tak, jakby nigdy nie istnial. Razem z majatkiem odebrano mu imie. W calym krolestwie zapadlo nad nim milczenie, ktorego nawet najblizsza rodzina nie naruszyla nigdy. Pozbawiony imienia zyl poza tym spokojnie, a nawet sie ozenil i mial dzieci. Laskawy wladca pozwolil, aby odziedziczyly rodowy majatek. Prawo spadkowe w tych czasach na Sycylii bylo juz instrumentem precyzyjnym. Dziedziczacy nie mogli pozostac anonimowi. Wywodzac tytul do spadku notariusz musial wspomniec o ich ojcu.
Instytucje damnatio memoriae (skazania pamieci), polegajaca na wymazaniu imienia skazanego ze wszelkich tekstow i napisow, znalo juz starozytne prawo rzymskie. Jej praktyczne zastosowania spotykamy w roznych krajach i epokach historycznych, jak chocby w Egipcie faraonow.
- Ten, ktorego imie nigdy nie moze byc wymienione – takze i tej hipotezy w przypadku Walentego Potockiego nie moge do konca wykluczyc. Nie tylko dlatego, ze sila swojej intuicji przychyla sie do niej Milosz. Nawet watykanska Kongregacja Spraw Swietych uznaje kontynuacje kultu przez kilka wiekow za wystarczajacy powod wyniesienia Slugi Bozego na oltarze. Czesc, jaka wilenscy Zydzi otaczali grob Sprawiedliwie Nawroconego, trwala na pewno przez sto lat – od czasow, kiedy pisal o niej Kraszewski – a byc moze i dwiescie lat.
Jesli Abraham ben Abraham byl istotnie – jak chce legenda - synem wielkiego polskiego rodu, to aby tak zupelnie zniknac z historii, musialby zostac pozbawiony imienia. Od Nieszporow Sycylijskich minelo blisko osiem wiekow, od daty domniemanego spalenia w Wilnie Sprawiedliwie Nawroconego - zaledwie dwa i pol stulecia. W Palermo testament, odlozony na polke w samym sercu Sredniowiecza, czekal spokojnie na swojego odkrywce do czasow nam wspolczesnych; w naszej czesci Europy archiwalia, chociaz mlodsze, przetrwaly w zdecydowanie gorszym stanie. To jednak nie wyjasnia braku jakiejkolwiek wzmianki w kronikach i pamietnikach polskich, a takze szerszego echa europejskiego; w tej epoce wychodzily juz nawet gazety.
Hipoteza powyzsza – przyznaje fantastyczna – wymaga zatem przyjecia konsekwentnych zalozen. Przede wszystkim istnienia zmowy milczenia. Kto dysponowal wystarczajaco wielkim autorytetem, aby ja narzucic? Na pewno nie obydwaj krolowie z dynastii saskiej, slabi wobec szlacheckiej samowoli i magnackiej potegi, walczacy na dodatek o tron ze Stanislawem Leszczynskim.
Studiujac zyciorysy czlonkow najswietniejszej linii rodu Potockich, herbu Zlota Pilawa, pomyslalem, ze tylko jeden czlowiek moglby byc ukrytym rezyserem wymazania z historii pamieci kuzyna – odstepcy. Tylko on moglby nakazac bezwzgledne milczenie najdalszym krewnym, poslac sekretnych emisariuszy, aby wydarli karty z data urodzenia z ksiag parafialnych, zmienic tresc kronik i raportow do Watykanu. Tylko jeden czlowiek: Teodor, arcybiskup gnieznienski, prymas Korony Polskiej i Wielkiego Ksiestwa Litewskiego. W pierwszej polowie XVIII stulecia glowa najpotezniejszego wowczas rodu magnackiego w Polsce - "Z lekka rosl do najwyzszych honorow" – powiada o nim Niesiecki. Trzeci syn Pawla Potockiego, kasztelana kamienieckiego, urodzil sie w Moskwie, gdzie ojciec jego pozostawal w niewoli, z jego drugiej zony Eleonory Soltykow, synowicy malzonki carskiej. Car Aleksy Michajlowicz byl jego ojcem chrzestnym, a ceremonii dopelnil glosny w dziejach Cerkwi ruskiej patriarcha Nikon. Teodor musial byc powtornie ochrzczony w Kosciele katolickim (przy swieceniach kaplanskich legitymowal sie metryka tego sakramentu, wystawiona na podstawie zeznan swiadkow). Wczesnie rozpoczal wspaniala kariere duchowna. Wychowanek jezuitow uczyl sie najpierw w ich szkolach w Polsce, a pozniej w slawnym Collegium Romanum. Podczas studiow w Rzymie korzystal z opieki najwybitniejszych kardynalow tej epoki. Swiecenia przyjal juz w Polsce, jeszcze jako 19-letni subdiakon zostal sekretarzem krola Jana Sobieskiego. Lubiany na dworze za pobozny, ale i wesoly tryb zycia, za nastepnego panowania Augusta II zostal biskupem chelminskim, senatorem i czlonkiem Rady Krolewskiej. Walczacy o tron Stanislaw Leszczynski bezskutecznie probowal skaptowac go biskupstwem krakowskim. W czasie Wojny Polnocnej przeszedl jednak do jego obozu, by potem znowu zadeklarowac wiernosc Sasowi. W nagrode zostal biskupem warminskim, opatem Tynca, a w koncu arcybiskupem gnieznienskim. Podczas kolejnego bezkrolewia, jako prymas – interrex - poparl jednak Leszczynskiego. Po ucieczce tamtego z Gdanska poddal sie w 1734 Augustowi III, by spedzic siedem miesiecy w niewoli; w koncu jednak uzyskal krolewskie przebaczenie. "Zwano go Wielkim prymasem, tak go owczesne pojecia uznawaly" – pisal autor hasla w XIX wiecznej encyklopedii – "Wedlug dzisiejszych wyobrazen zbywalo Potockiemu na dwoch glownych przymiotach koniecznych w arcykaplanie i mezu stanu, a mianowicie na rozumie wolnym od przesadow i uszanowaniu praw ludzkich".
[12]
Zyczliwy Potockiemu jezuita Kasper Niesiecki, autor slynnego
Herbarza, odmiennie interpretuje wydarzenia, z ktorymi prymas zyskal zla
slawe w historii:
"Nieprzelamany, gdzie szlo o honor Boski i wiare katolicka, dal tego jawne dowody, to w Torunskiej na swietokradzcow i obrazoborcow, sprawie, to na walnym sejmie, gdzie sie do Konstytucyi odsadzajacej wszystkich dyssydentow, nietylko krzesel, ale tez i urzedow inszych, najwiecej przylozyl; to w Warmji, gdzie pijane chlopstwo, gdy mszczac sie nieurodzaju na ten czas w polu i krescencyi, ukrzyzowanego Chrystusa zlosliwie ubiczowalo, na ciezka smierc i cwiertowanie skazal, i sprawiedliwie ukaral; a na tem miejscu gdzie ten excess popelniony, w Szynwezie kaplice wymurowal, na pamiatke, z tym napisem: Paenae, non pietatis opus (kary, a nie litosci, dzielo): to w wielu inszych okazjach".
Tyle tylko, ze Teodor Potocki, arcybiskup gnieznienski, prymas koronny i Wielkiego Ksiestwa Litewskiego "z prymacyalnej godnosci poszedl na droge szczesliwej wiecznosci w roku 1738, wieku swego siedemdziesiatego piatego". To znaczy na jedenascie lat przed data domniemanej smierci Abrahama ben Abrahama. Pozostaje wiec poza podejrzeniem o jej spowodowanie.

- Musi pan wiedziec, ze w pierwszej polowie XVIII wieku nasz rod stanal u szczytu swojej potegi, nie tylko politycznej, ale i finansowej. Mieli mozliwosci i srodki, aby ukryc to, co dla nich niewygodne – ze wstydu, albo i ze strachu. Oczywiscie, zakladajac, ze zdarzylo sie naprawde. Ger Cedek fascynuje mnie od chwili, kiedy o nim uslyszalem. Zajmuje sie tez od dawna postacia i tworczoscia Jana Potockiego, mojego przodka. Jeszcze w polowie XX wieku niektore panie z rodziny nigdy nie wymienialy jego imienia. Lamal zbyt wiele konwencji, uznawany byl za niemoralnego i sprawce klopotow – powiedzial mi Marek Potocki.
To Krystyna, ktora rowniez uczestniczy we wszystkich moich niepokojach, zwrocila uwage, ze powinienem dotrzec do kogos z tej arystokratycznej rodziny. Wybor nie byl jednak latwy, bo jest ona bardzo rozgaleziona. Abraham Karpinowitz, autor ostatniej bodaj biografii Sprawiedliwie Nawroconego, opublikowanej w roku 1990 w jezyku jidysz
[13] wspomina, ze istnienie jakiegos rodzinnego wspomnienia, bez dowodow na jego prawdziwosc, potwierdzil mu jeden z Potockich, mieszkajacy w Hiszpanii. Moglo chodzic o Jozefa Potockiego, ambasadora przedwojennej Rzeczypospolitej. Poznalem kiedys jego corke, piekna Izabelle D'Ornano, zone potomka Pani Walewskiej. Jozef Potocki umarl jednak w koncu lat szescdziesiatych. W naszym domu bywa profesor Stanislaw Mossakowski, dyrektor Instytutu Sztuki PAN, posiadajacy rozgalezione koneksje w kregach arystokratycznych. Za jego rada i rekomendacja zwrocilem sie do Marka Potockiego.Pilawici Potoccy legitymowali sie trzema odmianami tego herbu: Zlota, Srebrna i Zelazna Pilawa, uznawana za najstarsza. Pan Marek wywodzi sie z drugiej linii, zwanej takze hetmanska, bo wsrod jej wybitnych przedstawicieli byl wspomniany juz Stanislaw „Rewera”, dzierzacy w polowie XVII wieku bulawe wielka koronna. Wspolczesnie okresla sie ja raczej od nazw rodowych posiadlosci jako Antoniny - Lancut. W tej ostatniej siedzibie Marek Potocki spedzal dziecinstwo. Po II wojnie swiatowej na krotko zastapila ja willa w Konstancinie, a kiedy i ona zostala wlaczona przez owczesnego premiera Cyrankiewicza do dzielnicy rzadowych rezydencji, zas jedynym schronieniem dla kilku osob okazal sie pokoj w Krakowie pozbawiony biezacej wody i innych wygod, wyjechali za granice.
- W roku 1979 znalazlem sie w Izraelu jako przedstawiciel pewnej amerykanskiej firmy – opowiadal Marek Potocki. – Zaraz na wstepie powiedziano mi, ze Zydzi z Polski przywiezli tam przyslowie na okreslenie czlowieka, probujacego udawac czlowieka bogatszego, czy bardziej znakomitego, niz jest w istocie: Nich szpelen Graf Potocki ("Nie zgrywaj hrabiego Potockiego", pisownia jidysz nie jest pewna – przyp. J.M.). Dowiedzialem sie takze, ze w judaizmie – gdzie nie ma swietych w chrzescijanskim rozumieniu – czci sie meczennika o naszym nazwisku. Szczegoly na o nim poznalem z encyklopedii. Zafascynowala mnie jego historia, bo nawet jesli nieprawdziwa, jest bardzo niezwykla i piekna. Tak bardzo przejal sie zydowska wiara, ktora byla dla owczesnych Polakow czyms obcym, nieznanym i niezrozumialym, mimo ze jej wyznawcy zyli obok nich.
Nikt mi przedtem o Walentym Potockim nie mowil. Mimo, ze moj ojciec bardzo sie interesowal nie tylko dziejami rodziny, ale w ogole historia Polski. Szukajac informacji zwracalem sie do rozmaitych prominentow zydowskich w Szwajcarii, Paryzu i USA. Wielu z nich o tej historii slyszalo, ale i oni nie potrafili wskazac dowodow, potwierdzajacych jej prawdziwosc. Kiedys otrzymalem w poczcie koperte bez nazwiska nadawcy. Widocznie nie chcial on, abym wiedzial, kim on jest. Nawet nigdy nie moglem mu podziekowac. W kopercie znajdowala sie ksiazka pisana w "hochdeustch" gotykiem i wydana we Frankfurcie nad Menem w 1930 roku, ktorej autorem byl niejaki S. Sachnowytz, a zatytulowana Abraham sohn Abrahams (Abraham syn Abrahama).
Przed nastepna nasza rozmowa Marek Potocki siegnal powtornie po ksiazke, otrzymana od anonimowego nadawcy. Jest ona zbeletryzowana wersja historii Sprawiedliwie Nawroconego. Z niektorych szczegolow widac, ze autor slabo orientowal sie w polskich realiach: nazwisko Zaremba wystepuje w brzmieniu Zarembo, sprzecznym z tradycja jezykowa. Sa tam takze szczegoly prawdopodobne, chociaz nie wiadomo skad wziete. Ojcem Walentego jest Stanislaw. W odniesieniu do obydwu uzywany jest tytul hrabiowski. Zapytalem Marka Potockiego, czy nie budzi to jego watpliwosci. Zaprzeczyl. Poza rodami kniaziow pochodzenia ruskiego, arystokracja polska i litewska nie miala prawa rodzimych tytulow. Te nadawane byly przez obcych monarchow, a pozniej potwierdzane przez cesarzy mocarstw zaborczych, w bardzo roznych okolicznosciach. Pilawitow Potockich tytulowano hrabiami juz w XVIII wieku.
Pytalem takze o nastawienia ich rodziny w stosunku do Zydow. Za wyjatkiem jednego z przodkow Mikolaja, ktory ich przesladowal, bodaj w XVII wieku, bylo ono na ogol zyczliwe. – Szkoda, ze nie mamy zydowskiej krwi w zylach, moze bylibysmy bogatsi, a na pewno inteligentniejsi – mawial czasem ojciec mojego rozmowcy. Bez przesadnych uogolnien ta nuta pewnej fascynacji przedstawicielami innego szczepu bardzo starej rasy wydaje mi sie charakterystyczne dla wielu polskich arystokratow. Wzmacniala ja wielowiekowa wspolnota interesow gospodarczych. I odwrotnie – antysemityzm sporej czesci mieszczanstwa i chlopstwa wynikal ze sprzecznosci tychze.
Po przeczytaniu w zydowskiej encyklopedii hasla – biogramu domniemanego przodka, pierwsza mysla Marka Potockiego bylo udac sie do Marca Chagalla i prosic go, aby namalowal te historie. Nie udalo sie, bo wielki tworca byl juz bardzo stary i nie przyjmowal zamowien. Pomysl obrazu, czy nawet calej ich serii, ktorych bohaterem bylby Ger Cedek, malowanych przez kogos specjalizujacego sie w problematyce judaistycznej, jednak pozostal. Udalo sie go zrealizowac znacznie pozniej. Interesy rzucily Marka Potockiego tym razem do Moskwy, gdzie mieszkal od 1985 do 1988 roku. Dotarl tam do grupy malarzy dysydentow, ktorej wybitnym przedstawicielem byl Grisza Bruskin, rosyjski Zyd. Potocki prosil go o wykonanie osmiu gwaszy. – Zawtra, zawtra – odpowiadal Grisza, bo byl bardzo zajety. Pozniej, w polowie 1988 roku miedzynarodowy dom aukcyjny Sotheby’s urzadzil sprzedaz dziel czlonkow tej grupy. Duzy, bardzo piekny obraz Griszy poszedl za 440 tysiecy dolarow, co jest cena niebywala nawet dzisiaj. Marek Potocki pomyslal, ze juz nie zobaczy, jak wygladal Ger Cedek, bo przyjaciel, ktory mial go namalowac jest juz zbyt kosztowny. Dwa czy trzy lata pozniej, spotkali sie w Nowym Jorku.
– Mam cos dla ciebie - powiedzial Grisza i ze starej gazety odwinal bardzo piekny gwasz. Zrobilem sie taki drogi, ze nigdy nie moglbys go kupic, wiec otrzymasz go w prezencie.

Bez wiekszego trudu moglem natomiast przeprowadzic kwerende w Tajnym Archiwum Watykanu. Wbrew intrygujacej nazwie, w jego zabytkowych, ale jasnych salach nie panuje wcale atmosfera tajemniczosci. Pracuja tam na ogol studenci i mlodzi naukowcy, wsrod nich wielu swieckich. Za rada rzymskiego historyka, ktory mnie tam wprowadzil, wybralem kilka fondi (zbiorow), zawierajacych materialy dotyczace Polski tego okresu. Raporty nuncjuszy, po odszyfrowaniu przepisane zupelnie wspolczesnie brzmiacym wloskim, czyta sie jak pasjonujaca powiesc o intrygach politycznych i dynastycznych. Sporo rzecz jasna o prymasie Teodorze Potockim, ale o Walentym, ani w ogole o sprawach zydowskich niczego nie znalazlem. W relacjach ad limina Apostolorum (u progow apostolskich) skladanych, niekoniecznie osobiscie, przez biskupow – ordynariuszy Wilna znajduje sie natomiast dokument, noszacy date bardzo zblizona do dnia domniemanej smierci Abrahama ben Abrahama. Jak pamietamy, mial on zostac spalony drugiego dnia Shavu'ot 1749 r. Zielone. Swieta przypadaly owego roku 23 i 24 maja. Relacja biskupa Michala Zienkowicza nosi date 29 lipca 1749. W krotkim, bo zlozonym zaledwie z dwoch zdan w bardzo popsutej lacinie, fragmencie mowa jest o sytuacji wyznaniowej. Bp. Zienkowicz stwierdza, ze zobowiazanie do zachowania pokoju z heretykami, to jest "Kalwinistami, Luteranami i Dyzunitami (prawoslawnymi)", zawieraja pacta conventa, jakie monarcha podpisuje, wstepujac na tron. Co zas sie tyczy "Scytow (muzulmanow) i Judejczykow" to istniejace, dozwolone im meczety i synagogi nie moga byc odnawiane (w odniesieniu do swiatyn islamskich zakaz taki oglaszano w 1616 i 1668 roku – przyp. J.M.).
[14]Czy biskup, ktory musialby byc w sprawe procesu Abrahama ben Abrahama wmieszany – watek ten przewija sie we wszystkich literackich wersjach tej historii – mogl ja zupelnie przemilczec w relacji dla Stolicy Apostolskiej, zajmujac sie natomiast zupelnie marginalna kwestia remontow synagog? Zwlaszcza, ze wedlug informacji, jaka znalazlem w "The Jewish Encyclopedia" w tym samym okresie w Wilnie mial byc spalony jeszcze inny Zyd: "Sa powody, aby sadzic, ze owczesnym nauczycielem Potockiego, byc moze tym samym, ktory doprowadzil dwoch mlodych szlachcicow do przyjecia Judaizmu, byl ich ziomek Menahem Man ben Aryeh Löb z Wizun, torturowany i stracony w Wilnie w wieku 70 lat (3 lipca 1749). Wedlug tradycji ten zydowski meczennik i Ger Cedek byli ze soba zwiazani, ale obawa przed cenzorami powstrzymala pisarzy w Rosji przed powiedzeniem czegos wprost na ten temat".
[15]Wyjasnienie przemilczen i niejasnosci dzialaniami carskiej cenzury – jak wiadomo dosyc lagodnej – nie wydaje sie specjalnie przekonywujace. Zwlaszcza, ze rosyjskie tlumaczenie tekstu z ksiazki Kraszewskiego zamiescila przeciez Jerwrejskaja Bibliotieka. Niemniej wzmianka, zawierajaca tak dokladne dane o innym Zydzie, skazanym w zwiazku ze sprawa Abrahama ben Abrahama komplikuje jeszcze nasze dochodzenie. Umacnia przypuszczenie, ze przebieg wydarzen mogl byc calkiem inny, niz to glosi legenda Sprawiedliwie Nawroconego.
W Rzymie jest jeszcze jedno miejsce, gdzie moglem szukac wiadomosci o procesie przeciwko apostacie Kosciola katolickiego. Kongregacja Doktryny Wiary to bezposrednia spadkobierczyni Swietego Oficjum, a wiec Inkwizycji. Dostep do jej zasobow – przetrzebionych zreszta na przelomie XVIII i XIX wieku przez Francuzow, szukajacych potwierdzenia "czarnej legendy" koscielnych trybunalow - jest trudniejszy, niz w przypadku Tajnego Archiwum. Badacze z zewnatrz skladaja najpierw pytanie z wyszczegolnieniem interesujacej ich materii. Uczynilem to za posrednictwem znajomego Monsignore Z..., ktory od lat pracuje w Kongregacji. Po kilku dniach zadzwonilem do niego znowu. – Nie ma niczego, co odnosiloby sie do osoby o nazwisku Potocki – uslyszalem w sluchawce. – A moze jest cos o apostatach, ktorzy w Polsce porzucili chrzescijanstwo dla judaizmu? – tym razem chwila milczenia przed odpowiedzia byla dluzsza: - Nie… niczego takiego nie znalezlismy.
Wrocilem do komputera, aby raz jeszcze obejrzec zdjecia otrzymane od Ruty z Wilna: drzewo o dziwnym ksztalcie, kapliczka z hebrajskimi napisami chroniaca grob Sprawiedliwie Nawroconego. Czy mozliwe, ze kult meczennika, tak silny i dlugotrwaly, opieral sie wylacznie na zludzeniu? Jesli zas odpowiedz brzmi: nie - a opowiesc o losach Abrahama ben Abrahama jest w czesci chocby prawdziwa, to czy mozliwe byloby wymazanie z historii wydarzenia tak sensacyjnego?
Pozostawala jeszcze jedna szansa, byc moze ostatnia. Mormoni
z Kosciola Jezusa Chrystusa Swietych Ostatnich Dni probuja
zewidencjonowac z imienia i nazwiska wszystkich ludzi, ktorzy zyli od
poczatku swiata. Wierza bowiem, ze dzieki tym spisom, przechowywanym w ich
swiatyniach w Salt Lake City, Utah, USA kazda jednostka bedzie mogla
stanac przed Bogiem, a rodziny polacza sie na wiecznosc. Za
posrednictwem Internetu korzystam czasem z ich zasobow, szukajac osob
zagubionych w historii.
Walenty Potocki
Sex: M
Event(s): Birth about 1700, Poland
Parents:
Source information: Film number 2078024.
Czy jest to metryka wyrodnego syna arystokratycznej rodziny, ktory chce sie z nia polaczyc, szukajac posrednictwa Kosciola Swietych Ostatnich Dni? Czy to on zginal na stosie w Wilnie jako Abraham ben Abraham drugiego dnia Shavu'ot roku 5509? Czy tez moze skopiowano dla Mormonow ksiegi parafialne jakiejs podkarpackiej wsi, gdzie zyja plebejscy – bo sa i tacy – Potoccy, dziedziczacy nazwisko po wlascicielach dobr? Czy Walenty dokonal zywota nie opuszczajac rodzinnej wioski, jako przykladny katolik?
Nie potrafie odpowiedziec. Kiedy tylko bede w Salt Lake City, to sprawdze.
Jacek Moskwa
2001

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||