SYLWIA   ORACZ






DOROŻKA   2001

Boesendorfer fortepian
i butelkę wina
pozostawiam Tobie
doktorze Amonie Goethe
wszak najlepsze diagnozy
stawia się po pijanemu
Ja, Karolina Buber
córa filozofa, wyjeżdżam
dorożką na cmentarz
Szybciej, bo na Wałowej
nie ma już pół Żyda
przez rynek jazda
maszkarony wołają do tanga
Tra-ta-ta-ta Tratatatata
Coś pękło na rogu Fortecznej
szkło tak łatwo nie pęka
główka żydowskiego dziecka
wylewa wyrok śmierci
kielich młodego wina
trzymany za nóżkę
nie wie,
że szkło tak łatwo nie pęka
jak wiara w człowieka
to nie naszej wiary droga
Krakowska, Nowa,
Rynek, zbylitowski las
falujące ciała
Magdeburskiego Placu
gaz
Mnie, Karolinę Buber
gwiazdą dawidową
oddzielają od księżyca
aby inna gwiazda
pod kopułą nowego dworca
mogła zdobić wasze niebo
To tylko kosmetyka
kulka w łeb
wleci i wyleci
będę na wylot
będę na przylot
gotowa

Kominy na horyzoncie to nie krematorium
to kominy uśpionej fabryki pochylają głowy
krew już nie lepi się do kół pustych dorożek
Na rogu umiera kolejna knajpa
Na rynek powróciły gołębie
W Twoim mieszkaniu
przy Bernardyńskiej
ktoś pisze wiersz
dla Ciebie,
Mojł





Wiersz Sylwii Oracz Dorożka 2001 zajął pierwsze miejsce w kategorii wierszy o Tarnowie w 18. Ogólnopolskim Konkursie Literackim o "Laur Tarnowskiej Starówki", Tarnów, 2001.

Fragmenty artykułu Barbary Kurczab "Poezja czasem pisana" w tarnowskim piśmie TEMI:

[...]
Godło: "Syfon". Autorka: Sylwia Oracz [32 lata]. Z Tarnowa, z Bernardyńskiej, ekonomistka pracująca w Zakładach Azotowych.

O konkursie dowiedziała się z notatki prasowej. Debiutantka wygrała. [...] Zadziwia artyzm, dojrzałość, ale i wybór tematu, w wierszu "Dorożka 2001". Żydzi tarnowscy, ich gehenna, exodus z krajobrazu miasta. O tragedii, wiele opowiadał ojciec. Zaczęła czytać Biblię. Uważa, że jest to najwspanialszy poetycki tekst ręką ludzką pod natchnieniem Ducha spisany. W kamienicy, w której mieszka został ślad po mezuzie, ukośny rowek u bramy, gdzie wkuwano zwitek z tekstem Pisma, aby każdy prawowierny Żyd wchodząc do wnętrza domu w czcią go dotknął i dłoń, którą to uczynił, ucałował. Podczas remontu mieszkania, robotnicy znajdowali żydowskie gazety. Jej rodzina ratowała życie przedstawicielom narodu wybranego. W pierwszych dniach okupacji, przy ulicy Spytka z Melsztyna w Tarnowie m.in. Żydzi zmuszeni byli do budowania parowozowni. Pradziadek Sylwii Oracz znał doskonale język niemiecki - służył w armii austriackiej - potrafił więc nawiązać kontakt z nadzorującymi, tak, że nie zwracali uwagi na pomoc dla pracujących. Siostra babci ukryła jednego z nich w grobowcu na Starym Cmentarzu, babcia szczególną opieką otoczyła Mariana, Mośka. Nawiązała się przyjaźń, sympatia. Nie uchroniła go jednak przed wywózką do Oświęcimia.

W latach 80. starsza pani ze zdziwieniem przyjęła niespodziewaną wizytą nieznajomego starszego mężczyzny. - "To ja, Mosiek, nie poznajesz?" Przeżył trzy obozy. Cała rodzina zginęła. Za pieniądze z odszkodowania wybudował domy, nabył w Izraelu majątek. Zamożny człowiek z poczuciem winy, że wszystko co ma, zapłacone zostało śmiercią najbliższych. Pamiętał o młodej dziewczynie, przyjaźni, uczuciu. W Oświęcimiu, po uroczystościach ku czci współbraci, wsiadł w taksówkę, przyjechał do Tarnowa, znając jedynie panieńskie nazwisko, niosącą pomoc odnalazł. Zaprosił do Izraela. Fetowano ją jak gwiazdę, gazety opisały fakty sprzed lat. Nie chciała zostać z nim, u niego. Może starość, może pamięć nieżyjącego męża. Wnuczka, nosi czasopisma z niezrozumiałym, nierozszyfrowanym tekstem. Wielkie zdjęcie babci, zaświadcza, że to ona jest bohaterką artykułu.

Sylwia Oracz mówi:

– Potknęłam się o Żydów. Trzy lata męczył mnie ten temat. Pisałam, ale nie wiersz, wyniosły esej, wychodził. Udało się wreszcie. Wierszem tym i historii rodziny dotknęłam i hołd Żydom, ich mądrości, sile odrodzenia, oddaję. Karolinę Buber przywołuję. Postać najprawdziwsza. Właścicielka młyna przy ulicy Kołłątaja, zacna i szanowana do tego stopnia, że Niemcy na miejsce kaźni dorożką ją zawieźli".
Pani Sylwia zastanawia się czym jest poezja. Nie w ogóle, dla niej. Natłok myśli niebezpieczny, do obłędu, metafory niespodziewane, na tarnowskim rynku, w autobusie linii nr 9 przychodzące i tak ulotne, że natychmiast zanotować je należy, bo znikną... Sposób na życie? Dyskurs z cudzą poezją ją inspirującą? Z tych pojęć mogły wszakże wyniknąć i nowe wiersze. Przecież już rozsmakowała się w tworzeniu, czytelników obojętnymi wobec jej wizji nie zostawiając. A to dla poety nagroda najważniejsza.

Barbara Kurczab





Tekst o pokrewnej tematyce zamieszczony w Zwojach:





Copyright © 1997-2007 Zwoje