

|
Pisanie o zwierciadłach jest możliwe jedynie lawą słów w znanym języku ognia, na przykład : opis Wezuwiusza, który pochłania Pompeje, morze i Pliniusza, który pochłania żywioł wulkanu wzrokiem, którym pochłaniasz wiersz. |

|
Niech się pan uspokoi, panie Homer, nikt nie uwierzy w te pańskie nerwowe rostroje. . . Jest pan zdrów jak ryba! A tu proszę mały prezencik od firmy - konik na biegunach. |

Mój przedchrystusowy rówieśnik (urodzony w Egipcie w 1974 roku pne) niewiele miał szczęścia. Jako dziecko był świadkiem wygnania wielu kolegów innowierców (oto jak kapłani faraona odwrócili oczy motłochu od palących spraw codziennych). W 1956 (pne) mało nie zginął podczas ludowej rewolty w Sakkarze. Trzydziestoletni starzec, przeżywał zburzenie stolicy swoich bogów, podczas sławnego powstania przeciwko kapłanom Setha. Mocno posunięty w latach (czterdzieści parę), na własnej skórze odczuł załamanie eksportu do kraju Hetytów. Umierał w biedzie, pozostawiwszy swoim wnukom :
- wątpliwą chwałę na polach Nubii
- smak wypraw do krainy Punt
- posady nadwornych poetów Amenemhata snujących doktryny wiecznych powrotów,
natrętnych jak niespokojne sny.

|
Zbigniewowi Herbertowi zanim spytali nieśmiało o długoterminowy kredyt przodkowie pana C. bali się zastukać, więc stali cicho olśnieni przepysznym portalem drapiąc się po długich brodach pożyczonych bogów, Arystotelesa i apsydę wieźli do domu w pełnym uniesieniu dzierżąc delikatnie w nieprzyzwyczajonych dłoniach za otrzymane tiary, denary, filary założyli prosperującą spółkę (z różną odpowiedzialnością) stawiając szklane Padwy, Rzymy Północy Paryże wśród malw spłacali długi w pocie niemilknących salw płodząc własnych Horacych nieuleczalną trawionych narkolepsją |

|
Podskórnie wszyscy wiemy co się powinno znaleźć w wiernym opisie miasta : odzienie czasu, przestrzeń wież, lokalna wersja mitu Fausta, słowem - wysmukłość topografii. Dlatego, portret Montréalu z nieregularną krą rozbieżnej perspektywy musi mnie w końcu ukołysać do słów, nawet gdyby był wprowadzeniem w błąd miast do poezji. |

|
Zamachu na sobowtóra dzisiaj już nikt nie pamięta… Tłuczenia lodu, rąbania, cięcia, tęgiego piłowania i targnięć na pęknięcia. Wiadomo za to, że na wiosnę Narcyz przeglądał się w stawie wyniośle. |

|
I pamiętaj : Od drapania chmur do drapania pięt jest tylko krok Achillesie |

|
Modlitw o krwawy podbój logosfery Euterpe dłużej nie wytrzyma Więc jak Kalliope jak Erato ucieknie w płaszczu swych metafor Zaczniecie wtedy skomleć cicho snuć wywlekać żale wierzyć w Powtórne Przyjście Do głowy |

|
Zacięcie, lecz bez skutku, Krzyżowcy szturmowali baszty Jeruzalem. Wyłomu w murach dokonał dopiero tani tajwański budzik. |

|
Czy przemkną łuki w iluzji drżenia, światła pamięci, ołtarz westchnienia, przodków modlitwy, świece, natchnienia, zatarte progi od zapomnienia ? Czy znikną ludzie – zdrady i grzechy, momenty chwały, zamierzchłe wieki, kruche nadzieje, czy nawet cele ? Taaak... Odnajdziesz wtedy w katedrze Jana kontur milczenia – ono czeka na nas. |

|
Z nim to ja wobec wszystkich Chodziłem, Chodziłem, jak w parze jakiej na zawsze sparzony. Witold Gombrowicz Rów, w którym płynie mętna rzeka nazywam Wisłą... Zbigniew Herbert Cóż się ostanie z naszego Wyłaniania ? W mętnej wodzie Stoimy do kolan. Nam pytania : Paść ? Legnąć ? Nie sposób! Poleżeć ? Trudno, czas Nadszedł wstawania... Pochodzić ? Chodzić ? Być wiernym ? Iść i wszystko Przechodzić ? A może do pięt Dorosnąć ? Ćwiczyć łydki ? Przybierać Postać ? |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||