STEFAN   ANTONI   GRASS


POEZJE







OSTATNIE SPOJRZENIE


Pozwól mi spojrzeć jeszcze raz jeden jedyny
Jak zachód słońca niebo pastelami smuży
Na strzępki obłoków lecące gołębiście
I liście drzew na koncert strojone wiatrami.

Chciałbym w ślad za gwiazdami pójść na kraniec ziemi
Gdzie księżycowe wiedźmy uczą czeladników
Jak wiązać sidła z pajęczyn czarnej wdowy
Kradnąc nocne melodie sowich pohukiwań.

I daj mi wziąć ze sobą dźwięki i zapachy
Wakacji zagubionych w starczej bezpamięci
Rytuałów wieczornych i rytmów odwiecznych
Woń macierzanki i dzwony na Ave Maria.

Pozwól mi odejść w świetlnych błyskawic wołaniu
Szlakiem pielgrzymów gwiezdnych znających te ścieżki
Tylko u bramy złotej daj mi się zatrzymać
Bym mógł głowę odwrócić i spojrzeć raz jeszcze.

24. VIII. 2001





Wiecznotrwałe kuszenie.
Lake District (Pojezierze), Północna Anglia.
(Fot. Stefan Grass)







AZRAEL ANIOŁ ŚMIERCI


Azrael ma oczy przepaściste
jak bliźniacze studnie otchłani
gdzie kropla błękitu jest niebem
w niczyim oceanie.

Azrael zna przejścia tajemne,
mosty pajęcze nad bezdenną głębią
i hasła szeptane w uszy
czujnych wartowników.

Przychodzi zanim słońce wzejdzie.
Otwiera okno i, gdy świeca zgaśnie,
palcami chwyta uciekający strzęp dymu
i niesie go w złotej czaszy na ołtarze nieba.

Czuły jak druh, łagodny jak sen,
Azrael osusza gorzkie łzy
i szepcze słowa, które kojąc czas
znów łączą koniec do początku.







WRZESIEŃ


W piątek wieczorem
ostatnia świeca
ledwie się tliła
sierpniowo.

Nad krętą ścieżką
Przeleciał motyl
Przemytnik z Maripozy
Siewca kolorów.

Jutro o świcie
Wrześniowe wrony
Zrzucą na ogród
Jesienne palety.

31. VIII. 2001








TRIADA


Potrójny echa splot
Jesieni zastygły dźwięk
Tkanina wczoraj i dziś
I strzęp nieczytelnej mgły





Geometria splotu drzew.
(Fot. Stefan Grass)








HAIKU


Czapla nad wodą
Łowi własne odbicie
Złoty karp znika.


Motyl na kwiecie
W słońcu otwiera skrzydła
Kwiat odlatuje.


Starzec przy drzewie
Zmarszczona kora i twarz
robią porównania.

Bezszelestna ćma
Głaszcze aksamit nocy
Czas zgasić świecę.


Wychudzony lis
Głodne ślepia wlepione
w pękaty księżyc.


Chwast bez imienia
w szczelinie starego domu
Postój włóczęgi.







PODRÓŻ W NIEZNANE


Czerwony kleks zachodu
wsiąknął bezładnie w niebo.
Biały żagiel na horyzoncie
próbował udawać trójkąt Pitagorasa,
lecz zawstydzony schował się
w kołyskę nieznanych mórz
i usnął geometrycznie.

Gwiazda polarna, zagubiona
w skrętach nieznanych mgławic,
była sternikiem niepewnego statku.
Maszt zakreślał pijane koła
na zmiętej mapie gwiazd.
Marynarz spał w bocianim gnieździe
gdy mewy-wieszczki wywróżyły ziemię.

Nikt nas nie powitał na brzegu morza.
Fale wymazały z piasku
hieroglify nieobecnych stóp.
Tylko echo wołania czaiło się wśród skał
a wiatr zdradzał dym dalekiego ogniska.

Noc umarła dźgnięta sztyletem błyskawic.
O świcie geometria żagli rozwinęła skrzydła.
Odpłynęliśmy - widma dla nagich tubylców.
Ich zaklęcia jak wicher świszczący nad głową
a za nami mgła nieprzenikalna i już bezpowrotna.







PAMIĘĆ


Jest między nami przestrzeń niespokojna
gdzie żywopłot pamięci zwolna obumiera
a głóg i jeżyny gniewnie odpychają
natrętne żuki w chitynowej zbroi.

Nie szukaj słodkich jagód w cierpkim żywopłocie -
gniazd już tam nie ma
i odleciały ptaki zakochane
na wyspy nieznane
gdzie pamięcią jest wicher
a wspomnienie falą.

Umarły żywopłoty w przestrzeni bez nazwy,
tylko wydmy pożółkłe są dziś papirusem,
na którym w hieroglifach napiszemy łzami:
Pamięć jest złudzeniem zapomnianych chwil.





Zachowane za żywopłotem pamięci.
Wiosna w Hampstead (Londyn). Srebrne brzozy i łan żonkili.
(Fot. Stefan Grass)








MAGIA DRZEW


Pod dębem módl się o wytrwałość,
Mądrości szukaj w liściach klonu.
Wysłuchaj żalów wierzb płaczących,
Runy misterne czytaj w brzozach.

Stań w blasku słońca, szukaj żaru
Który dar drzew przetopi w złoto.
Gdy ich korzenie sięgną w ziemię
Wierzchołki dotkną stóp anielskich.

Wiatr ściga tchnienie w drzew poszumie,
Deszcz rozsypuje świetlne krople.
Na liściach w tęczy migotliwej
Zaklęć tajemnych znachor szuka.

W kropli żywicy sen niejasny,
Topole drogę ci wskazują.
Gdy przyjdzie pora pożegnania
Odejdź cyprysową aleją.





Każde drzewo przesyła jakiś sygnał,
tyle że rzadko potrafimy go trafnie odcyfrować.
(Fot. Stefan Grass)









LIŚCIE


Drzewa szepczą do siebie alfabetem liści,
Geometrią języków piszą zawiłe listy
Z podpisem nieczytelnym jak obłok anielski
Gdy go trąci nieśmiało podmuch sowizdrzała.

Kształty mają przedziwne, trójkątne, zębate,
Jak serce u łopucha, wąskie jak iglice,
Palczaste, rozpostarte w bezradnej niedoli,
Nieśmiałe jak mimoza drżąca pod dotykiem.

Liść-alchemik przetapia słońca płynne złoto
W każdy odcień klejnotów pięknej Esmeraldy,
Zazielenia się wiosną, trwa latem zielonym,
A jesienią odchodzi w śmierci kolorowej.







MÓJ CIEŃ


Cień śpi pod dębem, a tam w górze,
liść szepcze słonecznie do liścia
o tym że, chlorofilistycznie
mówiac, szsz... ptaki nasłuchają.

Polifem jednooki mrugnął
chmurnie i cień się stał półcieniem.
Ziewnął i zaszył się w mrowisko
Orfeusz smętny z niemą lutnią.

Cień biegnie przede mną do bramy -
Don Kiszot z księżycowym kluczem.
A nocą chybotliwie tańczy
ze świecą po ścianach pokoju.

Sprzęgnięte światłem sobowtóry:
ja jego cieniem, a on moim
A tam, w oddali, chiaroscuro
dolina cieni, gdzie wracamy.







STONEHENGE


Błękitne kamienie skandują
Runy - druidów tajemny alfabet.
Tych słów nie słyszysz w zgiełku dnia.
W księżycowym blasku licho się włóczy
Uwikłane w sabat czarownic.
Głazowiły czekają na pierwszy brzask.
Świetliki ślą zaproszenia
Na świętojańskie gody.







EROTYK CIENISTY


Byłaś słonecznie śpiąca
Pod dębowym konarem
Gdy mój cień wkradł się drżąco
I chłód znikł pod twym żarem.

Wiatr zdmuchnął liść zielony
I mój cień opadł na ciebie
A ty śniłaś z uśmiechem
Że kochamy się w niebie.

Rozkosz cienia w upale
Ochłodziła twe ciało
A z półcienia miłości
Senna pamięć powstała.







PÓKI JESTEM


Póki jestem jeszcze...
Słowa wicher niesie
A korowód liści
Błąka się po lesie.
Senna ballada świerszczy
Gawędzi srebrzyście.

Gusła były trudne
W poświacie księżyca.
Znachor chciał być wieszczem
Snuł marzenia złudne
Ogniska rozniecał
Póki był tu jeszcze...

Aż czerwień zachodu
Przemienił w rubiny
I tak jak za młodu
Wysłał do dziewczyny.







NOCNA WIZYTA


Śnieg padał.
W polu tańczące kryształy
Splatały w spirale
Iskrzące klejnoty.

Szedł znachor.
Sto płatków nanizał
Na gwiezdne promienie
W potrójny sznur pereł.

Ślad w śniegu.
Brzęk sopli ją zbudził -
Mróz kwiaty zostawił
I perły na szybie.





Śnieg rzadko pojawia się na moim Wzgórzu Pierwiosnków (Primrose Hill),
ale jednej zimy udało mi się złapać ten a la Breughel pejzaż.
(Fot. Stefan Grass)






Stefan Antoni Grass, ur.1920, w Lublinie, odbył służbę wojskową w szeregach Armii Krajowej, w 1945 uzyskał nominację do stopnia podporucznika cz. wojny i został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jako pisarz debiutował tuż przed ucieczką z Polski - w Prima Aprilis 1946 - w miesięczniku literackim Kamena (Chełm, nr 2-3, grudzień 1945 - styczeń 1946) poematem prozą pt. "Biała noc".

Po długiej karierze redaktora brytyjskich periodyków finansowych, powrócił na łamy Dziennika Polskiego w Londynie jako stały współpracownik, felietonista i krytyk literacki. Wiersze zaczął pisać w ostatnich kilku latach w poszukiwaniu nieuchwytnych metafor na pograniczu dwóch języków - polskiego i angielskiego - które dominują w jego twórczości literackiej. Od czasu do czasu odwiedza grono poetów na liście dyskusyjnej pl.hum.poezja, gdzie podgląda styl wierszowania młodszych pokoleń. Niektóre jego wiersze ukazały się w internetowym zbiorze pod batuta krakowskiego poety, Jerzego Jakuba Wieczorka:   http://www.poezja.exe.pl/.





Teksty Stefana Grassa zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2007 Zwoje