
DRZEWA W LUND
Milosc i wchlanianie czasu
ANDRZEJ M. KOBOS
Profesorowi Robertowi V. Moody
w Edmonton, AB, Canada,
– z przyjaznia
Od dawna kocham drzewa. Kocham ich ksztalty, wysmuklosc pni, powyginane konary i galezie, szortkosc i wzory kory. W tych ksztaltach dopatruje sie rozmaitych skojarzen. Blizsze sa mi drzewa bezlistne, jesienia i zima. Widac wowczas cala ich moc, tajemniczosc, ich drzewny dlugi, ciezki zywot, umeczenie opieraniem sie zywiolom, moze nawet meczenstwo. Na ich korze albo w naroslach na konarach mozna dopatrzec sie ich oblicza, czesto dzieki szczegolnemu wspolgraniu swiatla i cieni.
Moja milosc do drzew zrodzila sie nieomal od poczatku mojego mojego fotografowania i zapewne dzieki fotografowaniu. To fotografowanie nauczylo mnie dostrzegania niedostrzeganego. Tak wlasnie jest z drzewami. Niezbyt wielu jest ludzi, ktorzy mijajac drzewa, chociazby powierzchownie je dostrzegaja.Fotografuje drzewa od ponad 40 lat, najpierw w czarno-bialej tonacji, a od 20 lat przewaznie w kolorze. W Edmonton, AB, w zachodniej Kanadzie, przez 18 lat przebywalem glownie wsrod wiazow – elmow, brzoz, jarzebiny, rzadziej klonow i swierkow. W nieodleglych Rocky Mountains (Gorach Skalistych) rosly przede wszystkim jodly, swierki i sosny, a w nizszych rejonach Rockies, szczegolnie w Brytyjskiej Kolumbii rowniez cedry.
* * *
8 pazdziernika 2001 znalazlem sie na stale w Szwecji, w Lund, starym uniwersyteckim miescie w poludniowo-zachodniej Skanii. W piec dni pozniej pojechalem na polwysep Kullaberg fotografowac nadmorskie skaly i las na szczycie urwistego wybrzeza wlotu Kattegat.Po kilku dniach odkrylem wspaniale drzewa w samym Lund, w parkach i wzdluz wielu ulic. Odtad jestem nimi zauroczony. Spedzam wsrod tych drzew duzo czasu, ciagle odkrywam nowe i dostrzegam nowe fotograficzne ujecia drzew w sloncu albo niekiedy ledwie wylaniajacych sie z mgly, kiedy indziej ociekajacych deszczem.
Wracam do nich w roznych porach dnia przy roznym oswietleniu. Interesuja mnie przede wszystkim fragmenty drzew, ich formy, rzeklbym konstrukcja, czesto czesc centralna ich pni.
Ale i tak fotografowanie drzew w miescie nie jest latwe, gdyz unikam na tych zdjeciach wszelkich miejskich elementow, np. budynkow, ulic i alejek, obcych naturalnej naturze drzewa i rozpraszajacych kompozycje zdjecia.* * *
Drzewa w Lund sa doprawdy monumentalne, imponujace i zdumiewajace.
Buki, lipy, deby, klony, wierzby, srubowe robinie (rodzaj akacji), brzozy, topole – czesto imponuja ogromem pni, zdumiewaja prostymi albo powyginanymi konarami, naroslami i sekami, a nade wszystko faktura i barwami kory.
Jesienna i zimowa nieobecnosc lisci umozliwia pelne dostrzeganie form pni, konarow i galezi oraz wszelkich zawilosci ich ksztaltow. Te ksztalty z nadmiarem kompensuja brak lisci i ich poszumu. Percepcja staje sie czysto wizualna, niezaburzona zakryciem przez liscie galezi, rozdrobnieniem formy i zaslonieciem slonecznego swiatla.
Grube, ciezkie konary lip i debow niosa w sobie potege i dume.Strzeliste, niebotyczne, prawie gladkie buki maja niezaburzona czystosc formy.
Powyginane niezwykle, omszale konary robini przekazuja naszemu zatroskanemu swiatu jakies meczenstwo.
Ogromne pnie lip, miejscami rozpekle i odarte z kory, w nizszych partiach maja dziwne guzowate narosla poluszczone kora. Mniejsze z nich, sa jak guzy widziane czasem na twarzach starych ludzi.
Wieksze sa jak jedrne piersi kobiety – jedna lub obie. I wabia jak te, owe tuwimowskie "dwoje nad dwiema"...
Klony, podobne kanadyjskim, tutaj nazywane "niemieckimi", sa wielkimi drzewami o pieknej, prawie regularnej korze. Tu i tam, w gornych partiach galezi tkwia zbiorowiska wronich gniazd.
Klony innego rodzaju, nizsze, podobne platanom, maja platowa kore, jak laciaty collage.
Korony ich stanowia grube, krotkie galezie zakonczone pomarszczonymi "glowicami", z ktorych wyrastaja cienkie, pionowe galazki. Szczegolnie pieknie wygladaja pozna jesienia, z resztkami brazowo-czerwonych lisci. Lecz strasznie, jak wyczekujace szubienice, wygladaja gdy wiosna ludzie obetna im te galazki.
Zawsze fascynowala mnie kora drzew. Bardzo rozniaca sie miedzy gatunkami drzew, choc w ramach gatunku podobna, to jednak dla kazdego drzewa jest nieco inna, jak czlowiecze linie papilarne. Fascynuje mnie faktura, struktura, rzec mozna tkanina kory, uwypuklona glebokimi cieniami. Zadziwiaja mnie kolory kory.
Byc moze kora jest tym, co w drzewach w Lund jest najwspanialsze, czego w takiej rozmaitosci nie spotkalem gdzie indziej. Do niebywalej struktury kory dochodzi jej barwnosc. Barwy kory to wszystkie odcienie zielonosci, brazowosci, zoltosci, czerwonosci, rudosci, szarosci, granatowosci, nawet blekitnosci.
Zielonosc nadaja korze mchy; od cienkiego, zielononiebieskiego porostu, jak na brzozach i bukach, do soczystej, ciemnej zieleni grubego mchu na klonach, lipach i debach. Kolory kory sa zapewne wynikiem wilgotnego, dosc cieplego lokalnego klimatu, powodowanego wzgledna bliskoscia Pradu Zatokowego (Gulfstream). Zaleza te kolory i ich tonacja od pogody i pory dnia; paradoksalnie, w dniu pochmurnym i wilgotnym, wietrznym, staja sie bogatsze, chociaz, matowe. Jeszcze inne kolory ma mokra kora, w deszczu. Z drugiej strony, w slonecznym dniu, glebokie cienie mocnymi kontrastami uplastyczniaja kore, czyniac ja trojwymiarowa. I to nie tylko naturalnie gleboko pozlobiona kore lip, debow lub klonow, brzoz, lecz rowniez raczej plaska, luskowata kore kasztanowcow.
Ta trojwymiarowosc nadaje osobliwa niezwyklosc dziuplom, wnekom i sekom po odlamanych lub odcietych konarach oraz pol-kolumnowym odnogom pni, nisko rozczlonkowujacych sie w korzenie. W tej niezwyklosci mozna niekiedy dopatrzec sie pyska jakiegos wielookiego potwora, ludzkich uszu, lecz czesciej pewnej abstrakcji seksualnosci, albo klebowiska wezy. Nic dziwnego, wszak na Poczatku bylo Drzewo Madrosci i waz i seksualne kuszenie, zakonczone katastrofalna konsumpcja zakazanego owocu Drzewa.
Kora jest jednym z wielu uderzajacych przykladow naturalnej symetrii wystepujacej w przyrodzie. Moj przyjaciel Profesor Robert V. Moody, wybitny matematyk z University of Alberta i wspanialy fotografik, od dawna zajmuje sie matematyczna reprezentacja symetrii, ja zas fotograficznie studiuje symetrie kory drzew
Szczegolnych wrazen dostarczaja buki, liczne w Lund. To wysmuklosc ich pni, czasem przechodzacych w dwa albo wiecej pionowe konary, prawie geometryczna czystosc linii galezi, kolumnada pnia tuz nad ziemia rozchodzacego sie w korzenie. Rzadziej, sa i takie, ktore dosyc nisko rozgaleziaja sie w gore w kilka pni-konarow ze wspolnego, bardzo grubego pnia, ktory na obwodzie ma jakby pierscien drzewnych polkolistych kolumn.
A nade wszystko kora bukow. Jej odcienie zaleza od oswietlenia, wilgotnosci i pory roku. Jesienia ich pnie inaczej wygladaja skrzac sie zolto-zielono-srebrzyscie w sloncu, a inaczej mokre, w glebokich odcieniami szarosci, granatu, oliwkowej zieleni, brazu i zoltosci.
Na rzadko wyrastajacych z pnia galazkach zostaja zwykle male, suche liscie w jeszcze innym jasnobrazowym, sienienskim odcieniu. Wczesna jesienia galezie bukow urzekaja nie tylko zielono-brazowymi lismi, lecz przede wszystkim rozwierajaca sie buczyna, pokryta kosmata, twarda "sierscia".
Prawie gladka kora bukow wrecz zaprasza do pieszczacego dotyku.
Na tej gladkosci pojawiaja sie skrawki szortkosci, jakby odpryski. Wraz z szczelinami i zalamaniami pni oraz sekami niektore przypominaja wyzlobione ludzkie twarze.
Zdarzaja sie rowniez na korze bukow wystajace nieco pekniecia, jakby krotkie, gruzelkowate naciecia, duze przecinki. Cienie krawedzi tych pekniec i polokragle wypuklosci pnia niekiedy nadaja tym strukturom niebywala, kobieco-seksualna aluzyjnosc.
Chociaz bezlistne drzewa ujawniaja wszystko, to przeciez trudno oprzec sie czarowi drobnych listkow brzozy, jasnozielonych wiosna na tle pogodnego nieba a zoltobrazowych jesienia pod ciezkimi chmurami.
Magia kolorow jesiennych lisci, klonowych, lipowych, bukowych, brzozowych jest doprawdy zniewalajaca.
Drzewa zyja swoim dlugim zyciem, o ilez dluzszym niz ludzkie. Ale takze przemijaja, ulegaja, acz wolniej, nieublaganemu czasowi.Niekiedy najpierw na niektorych umierajacych pniach lub konarach wyrasta duza huba.
Huby sa rowniez fascynujace, same w sobie zasluguja na szczegolowe studium fotograficzne. Na ogol huba bywa zolto-czerwona lub szaro-brazowa, splaszczona od dolu, polstozkowa powyzej, o ksztaltach regularnie pofalowanych, z szeregiem ciemniejszych, poprzecznych zyl. Czasem jest to jeden grzyb, czasem po kilka w pionie, jak na oddzielnych pietrach; bywa tez huba ogromna, warstwowa na pniu, tuz nad ziemia. Jednak najciekawsza jest niewarstwowa, o ksztaltach nieregularnych, jak rozeta albo jako grzyb wyrastajacy z malej dziupli w pniu drzewa.
Napotkalem raz taka wyrastajaca, swieza, w kolorze ceglasta a w ksztalcie plaska z polkulistym dziurawym kapeluszem, zas plaska jej czesc z profilu przypominala glowe weza, nieomal kobry.
Po kilku dniach zmienila sie, pociemniala, pomarszczyla, poszarzala. Bo huby starzeja sie szybko, wilgotne butwieja, gnija, zagniezdzaja sie w nich robaki.Ogniwa w odwiecznym lancuchu zycia, najpierw mlode, pozniej potezne w sile wieku, na starosc drzewa prochnieja i rozpadaja sie, zwykle poczynajac od pni. Mniej lub bardziej wyrazne prochno, o zawilej, popekanej, plytkowatej lub gruzelkowatej powierzchni usianej regularnymi kanalikami kornikow, to jeszcze inne, juz smutne oblicze drzewa.
Smierc drzewa bywa w Lund, jak wszedzie gdzie indziej, nie tylko naturalna. Wycinaja tu liczne chore drzewa po tym, gdy niedawno pojawila sie choroba wiazow. W przekroju scietego pnia widac w zdrowym zoltawym drzewnym miazszu brazowy, chory rdzen. Smutno jest patrzec na krzyk tych jakby oczu drzewa, na taka jego smierc – niemal tak, jak na smierc czlowieka w sile wieku.
Drewno stanowi zycie pozagrobowe drzewa. Ze slojow drewna, jak z kory, mozna odczytac nie tylko gatunek drzewa, ale i jego szczegolna przeszlosc odbita w sekach i zylach narosli. Wspomniany juz tutaj Robert Moody niedawno zasugerowal mi bym odszukal starych rzemieslnikow, ktorzy ciagle szanuja drzewa i wykorzystuja je z zamilowaniem i sztuka by tworzyc rzeczy, bym u nich postudiowal ciete drewno.* * *
Drzewa w Lund sa czyms jedynym, co w tym miescie pokochalem i wsrod czego czuje sie dobrze, u siebie. Staly sie one czescia mojego wewnetrznego swiata.We wczesnych latach 1930. Julian Ejsmond napisal zbior czarujacych opowiesci pt. Zywoty drzew. To moze brzmiec jak "Zywoty Swietych"; jest wszakze w drzewach jakas odwiecznosc. Stefan Grass, moj znajomy, napisal, ze drzewa przekazuja nam sygnaly, ktore rzadko potrafimy rozszyfrowac.
Ja, nie antropomorfizujac drzew, poszukuje ich ducha. Dla mnie Duch Drzewa to jest jego potega, moc, szortkosc kory, ogrom konarow, powykrecane galezie, misterna platanina galazek, sprochnialosc, umeczone korzenie ponad i pod ziemia – bezposrednie sprzezenie drzewa z Planeta. Jest to takze szelest lisci...
Barbara, moja zona, napisala o mnie, ze "w rozmowie z drzewami wchlaniam pospiesznie czas". Tak wlasnie jest.
Lund, marzec 2002 – grudzien 2004.
Wszystkie fotografie w tym tekscie Foto: Andrzej M. Kobos * * *
Powyzszy tekst po angielsku oraz liczniejszy zbior moich zdjec drzew Lundu znajduja sie w mojej internetowej galerii "Trees of Lund, Sweden" pod adresem URL:http://www.zwoje.com/lt/index.html
![]()

|
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||