

"Z całej kompanii, która kiedyś błądziła w zaczarowanej krainie gór, mówiąc o rzeczach istotnych, został tylko książę Nevermore i Brummel. Książę za jakieś niesłychane zbrodnie, których dopuszczał się po zaułkach Whitechapelu z paroma lordami, skazany na deportację na Nową Gwineę, napisał będąc tamże dzieło tak genialne o perwersjach tych pozornie dzikich ludzi, których z pogardą Papuasami nazywają, że wrócił po paru latach do Anglii jako Member of British Association for Advancement of Science i Fellow Royal Society. Dalsze jego życie było tylko szeregiem dzikich, niewiarygodnych tryumfów".Stanisław Ignacy Witkiewicz: 622 upadki Bunga (1910-1911).
![]() Fotografia Bronisława Malinowskiego, wykonana przez Witkacego, ok. 1911-1913. | ![]() Fotografia Bronisława Malinowskiego, wykonana przez Witkacego, ok. 1911. |
| Pozytywy tych fotografii wykonane zostały tzw. techniką gumową, która przez kontrast i siatkową
ziarnistość daje efekt żarzącego się ciała i twarzy znikającej w ciemnym tle. | |
Jeszcze u schyłku lat 30-tych ponowił Witkacy edytorskie próby. Niestety ta ostatnia za jego życia próba wydania debiutanckiej powieści również spełzła na niczym. Współcześni mogli ją poznać od samego Witkacego, który zwykł czytać swoim znajomym wybrane fragmenty "upadków Bunga". Inni musieli czekać aż do roku 1972, kiedy ukazała się ona nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego.
Ale nie losami tej powieści chcę się zająć...
Wnikliwi znawcy twórczości Witkacego wiedzą, że zwykł on
portretować we własnych utworach swoich przyjaciół. Tak też uczynił na
początku swojej literackiej drogi. Do wspomnianego portretu Brummela de
Buffadero-Bluff posłużył mu logik i malarz Leon Chwistek, natomiast pod
postacią Edgara Nevermore krył się sam Bronisław Malinowski.

Los zetknął obu wybitnych Polaków bardzo wcześnie. Właściwie jeszcze przed ich narodzeniem. Ojciec Witkacego był znanym malarzem, pisarzem i teoretykiem sztuki, ale też jednym z wielbicieli uroków polskich gór. Należał do pionierskiej grupy osób, zauroczonych okolicami Zakopanego, którzy rozsławili ten uroczy zakątek w piśmiennictwie. Jednym z owych miłośników gór był Lucjan Malinowski, ojciec przyszłego antropologa, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ten nobliwy profesor filologii słowiańskiej i lingwista, oprócz pracy naukowej miał też wiele pobocznych zainteresowań, między innymi zajmował się folklorem i gwarami ziem polskich. To jego hobby zaprowadziło go na obszary górskie. Nie mógł zatem nie być w Zakopanem, nie mógł nie spotkać Witkiewicza-seniora. Spotkał go i z nim się zaprzyjaźnił. Tak splotły się ich życiorysy, a owa przyjaźń przeszła na dzieci.
Synowie dwóch wybitnych ojców dorastali w schyłkowej
atmosferze zachodniej Galicji. Ich losy mimo, że wspólne, miały się jednak
częściej krzyżować niż splatać. Różniła ich edukacja. Malinowski
zmierzał ku sławie drogą akademicką, studiował w Krakowie i w Lipsku,
piął się powoli po stopniach naukowej hierarchii, studiując fizykę i
matematykę. Później swe zainteresowania skierował ku filozofii. Swój
doktorat poświęcił zasadom myślenia ekonomicznego, gdzie krytycznej ocenie
poddał pozytywistyczną epistemologię Avenariusa i Macha.
W przeciwieństwie do Malinowskiego, edukacja Witkacego, za sprawą ojca, ma bardziej oryginalny charakter, usadowiony z dala od powszechnego szkolnictwa. Rok młodszy od Malinowskiego, Witkiewicz-junior idzie początkowo drogą samodzielnych studiów. Domowi nauczyciele i guwernerzy dobierani przez ojca przez kilka lat kształtują osobowość młodego chłopca. Etap ten wieńczy zdana na początku wieku matura we Lwowie. W latach 1904/1905 Witkacy podejmuje studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Zaczyna, po czym przerywa, wyjeżdża za granicę, powraca znowu na krakowską uczelnię i nigdy nie dane będzie mu jej ukończyć. Na zawsze pozostanie cudownym samoukiem, któremu brak formalnego wykształcenia nigdy nie będzie przeszkadzać w tworzeniu oryginalnych koncepcji sztuki. Ani też w stworzeniu jednej z najbardziej oryginalnych i wizjonerskich twórczości literackiej.
Niebawem po tym jak Witkacy ostatecznie zrywa z krakowską ASP,
próby choćby chwilowej współpracy z krakowskim środowiskiem akademickim
podejmuje Malinowski. W październiku 1913 roku stara się on w krakowskiej
Akademii Umiejętności o zasiłek z funduszu obrotowego, by móc przeprowadzić
badania socjologiczne wierzeń pierwotnych w Afryce północno-wschodniej. W styczniu następnego roku zasiłek zostaje mu przyznany, choć
nigdy nie zostanie przezeń wykorzystany. Tak miały ostatecznie wygasnąć
kontakty Malinowskiego z polską uczelnią. Choć nie z ojczyzną, bowiem
niebawem nastąpi ostatnia wizyta w ojczyźnie i... tu splotą się losy Bronia
i Stasia. Właściwie po raz ostatni.
W lutym 1914 roku Witkacy pisze do Malinowskiego: "Kochany Broniu: Spotkało mnie najstraszniejsze nieszczęście, jakie być może. Nieszczęsna panna Jadwiga [Janczewska, narzeczona Witkacego - przyp. autora] popełniła samobójstwo. Wiele było w tym, co zaszło od początku tego roku, mojej winy..."
Bronisław Malinowski, by nie pozostać obojętnym na los przyjaciela, proponuje Witkacemu udział (w charakterze rysownika i fotografa) w badaniach terenowych, jakie zamierza przeprowadzić na Wyspach Trobrianda, leżących u północnych wybrzeży Papui-Nowej Gwinei, a wcześniej podróż do Ceylonu i Australii. Tam ma wziąć udział w kongresie naukowym. Stara się pomóc swojemu przyjacielowi, który nie może się otrząsnąć, po śmierci narzeczonej, ale sobie samemu również. On też ucieka przed kobietą, przed beznadziejnym i pozbawionym perspektyw romansem z żoną Józefa Rettingera, Otolią.
Zdrowie psychiczne Witkacego w ostatnich miesiącach przed wybuchem pierwszej wojny nie jest najlepsze. W jednym z listów do Malinowskiego pisze: "Jeżeli będziesz mógł przyjedź po skończeniu wykładów, ... ale nie bierz mi za złe jeśli mnie już nie będzie". Trwa intensywna wymiana listów między przyjaciółmi, a to Witkacy pyta o szczegóły techniczne wyprawy, a to popadając w stan depresji prosi Malinowskiego o cyjanek potasu, który chce mieć blisko siebie: "żeby w każdej chwili być panem swego życia".
W tym czasie Malinowski przebywa w towarzystwie swojej matki na wyspie Wight, gdzie kończy ostatnią swoją pracę napisaną po polsku Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego (książka wyszła drukiem w 1915 roku staraniem Stanisława Estreichera). Miała być ona podstawą habilitacji na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nigdy do tego nie doszło, choć w niepodległej Polsce krakowska uczelnia upomniała się o niego.
Po Wielkanocy 1914 roku Malinowski wyrusza przez Berlin, Warszawę i Kraków, do Zakopanego. Dociera tam w ostatnich dniach kwietnia i spotyka przyjaciela z dawnych lat. Kilka dni spędzonych razem utwierdza przyszłego wielkiego uczonego, że wspólny wyjazd to być może jedyne panaceum na nienajlepszy stan psychiki Witkacego i ponawiane przez niego zapędy samobójcze. W swoim dzienniku pisze: "Jestem bardzo dużo ze Stasiem. Bardzo przygnębiony jego stanem." Po kilku dniach namów udaje mu się wymusić zgodę Witkacego na wspólny ich wyjazd.
Witkacy, pomny danej obietnicy, szykuje się do wyjazdu do
Londynu. Wyrusza tam 21 maja 1914. Niestety powracające stany niepokoju,
sprawiają, że zawraca z Berlina. Po namowach przyjaciół ponawia udać się
jednak do Londynu. Stamtąd, 9 czerwca 1914 roku obaj przyjaciele wyruszają do
francuskiego Calais, by przez Paryż dotrzeć do Marsylii. Z tego śródziemnomorskiego
portu (gdzie odwiedzili i pobawili dnia kilka u Andrzeja Struga) pasażerskim
statkiem "Orsova" wyruszają w podróż na Cejlon. Po podróży przez kanał
Sueski i chwilowym pobycie na jemeńskiej wyspie Sokotra (która pół wieku później
zdobyła niechlubną sławę jako ośrodek szkolenia terrorystów sowieckiego
chowu), cel osiągają 28 czerwca. Gorący klimat Cejlonu najwyraźniej nie
służy Witkacemu. Miast poprawić jego psychiczne zdrowie, ponownie popycha go
do samobójczych myśli. W liście datowanym na 2 lipca Witkacy pisze "do
władz Cejlonu": "I jest mi
bardzo przykro, że jestem zmuszony popełnić wobec niego [Malinowskiego -
przyp. autora.] taką niegodziwość.
Ja jednak widzę, że podróżowanie zamiast poprawić mój stan, sprawia mi
okropne cierpienie...".

Witkacy oddaje się poznawaniu najmniejszego kontynentu,
niestety nie na długo.
W dalekiej Europie jest o krok od starcia różnych kulturowych światów.
W Australii dochodzi do sprzeczki i ostatecznego zerwania obu przyjaciół. Wybuch wojny powoduje komplikacje w ich życiu. W Witkacym odzywa się patriotyzm, wraca do Europy. W październiku 1914 roku pojawia się w Petersburgu, gdzie na kilka lat przywdziewa żołnierski mundur. Kończy swoją karierę wojskową w elitarnym pułku lejbgwardii w stopniu podporucznika. Nim wróci do odrodzonej ojczyzny staje się świadkiem rewolucji w Rosji. Bliski przyjrzenie się nowo tworzącej się rzeczywistości odciśnie ślad w jego twórczości. Po owych oględzinach "nowego" wraca do Zakopanego, gdzie osiada na kilka lat.
Jego przyjacielowi, jako poddanemu Franciszka Józefa, grozi internowanie.
Wspaniałomyślność australijskich władz sprawia, że Malinowski może
bez przeszkód kontynuować swoje badania. Wyjeżdża na Trobriandy,
gdzie (z przerwami) prowadzi badania przez cały niemal czas trwania pierwszej
wojny światowej.
W życiu Witkacego te kilka miesięcy obserwacji też pozostawiły ślad. Pierwsze impresje pobytu na Cejlonie odnajdujemy w artykule "Z podróży do tropików", zamieszczonym w 1919 roku w Echu tatrzańskim. Repryzy pobytu na tej wyspie pojawiają się też na stronicach Pożegnania jesieni, powieści wydanej w 1926 roku. Pojawia się tam plastyczny opis czarownika.
Nieco wcześniej zrekompensował sobie Witkacy nieobecność w Papui-Nowej Gwinei. Pisze dramat Metafizyka dwugłowego cielca a jego akcje umieszcza tam właśnie, by tereny nie spenetrowane uczynić miejscem walki cywilizacji z kulturą prymitywną. W rok po wydaniu dramatu rozpoczyna się druk kilku tomów dzieł Malinowskiego (czyżby znowu jasnowidztwo!).
W 1923 roku jego druh Malinowski odrzuca propozycję objęcia katedry etnologii na krakowskim uniwersytecie. Ma ku temu powody, staje się znany, poczyna wytyczać kurs światowej antropologii społecznej, którą z czasem Amerykanie nazwą kulturową. Nie pojawi się już w swoim rodzinnym kraju. Już nigdy nie dane będzie spotkać się obu mistrzom.
W 1938 roku Malinowski opuszcza Anglię i wyjeżdża na urlop
naukowy do Stanów Zjednoczonych. Prowadzi wykłady w Yale University i zajmuje się
badaniami chłopskich rynków w Meksyku (później napisze o tym książkę z
Meksykaninem de la Fuente).
![]() Stanislaw Ignacy Witkiewicz: Autoportret, 1927, pastel, papier, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku | ![]() Stanisław Ignacy Witkiewicz - Witkacy. Fotografia. |
I do końca nie wiadomo czy wrócił do ojczyzny, mimo czynionych prób.
Bronisław Malinowski też pozostanie na obczyźnie. W roku 1942 podczas pobytu w Yale University nagle umiera w amerykańskim mieście New Haven, CN.
W roku 2000 w Szwecji ukazała się powieść Agnety Pleijel Lord
Nevermore, traktująca o przyjaźni dwóch Polaków. Jak napisała Rzecz o
Książkach: "Powieść zaczyna się na początkach XX wieku w Zakopanem,
skąd akcja przenosi się do Krakowa i Wilna, ale i do Australii i na Nową
Gwineę, do St. Petersburga i Londynu, kończy zaś współcześnie na ławce w
Central Parku...".
Krzysztof Jarosławski, absolwent etnologii i antropologii
kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, publikował w Rzeczpospolitej i Nowym Państwie.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||