JEDWABNE - BEZPOŚREDNIMI SPRAWCAMI BYLI POLACY





ANDRZEJ KACZYŃSKI



Konkluzja śledztwa w sprawie masowego mordu na Żydach w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku prawdopodobnie będzie ogłoszona przed końcem pierwszego kwartału 2002 roku, wtedy też Instytut Pamięci Narodowej (IPN) wyda pierwszy tom "białej księgi".

Nie znaleziono dowodów na bezpośredni udział w zbrodni przybyłych w tym dniu do miasteczka z zewnątrz jakichkolwiek zbrojnych formacji niemieckich, oprócz stale rezydujących tam ośmiu policjantów. Sprawcami w większości byli Polacy.

Dotychczas przesłuchano 67 świadków, niektórych kilkakrotnie. Około jednej trzeciej z nich zeznało, że byli w dniu mordu w Jedwabnem, osobiście widzieli jakiś element przygotowania zbrodni lub sam moment mordu. Jeden świadek, mieszkaniec Izraela, zeznał, że był w grupie skazańców na rynku, doszedł z nimi w pobliże stodoły, która była miejscem kaźni, i wtedy udało mu się uciec. Do przesłuchania pozostało jeszcze około 30 osób - "trzeba sprawdzić, czy mają coś do powiedzenia" - jak powiedział prokurator IPN. Trzy osoby przebywają za granicą, są to krewni ofiar, ich zeznania pomogą skompletować listę zamordowanych.

Pozyskane już zeznania są obecnie weryfikowane, oczyszczane z przekłamań lub konfabulacji, powstałych pod wpływem książki Jana Tomasza Grossa oraz relacji w mediach lub z powodu uprzedzeń rasowych albo światopoglądowych.

Na przykład wątek obecności w miasteczku 10 lipca 1941 roku formacji niemieckiej, a w szczególności relacje o tym, że część Żydów zastrzelili Niemcy, pojawił się, gdy o takich hipotezach przebiegu wydarzeń zaczęły mówić i pisać media.

Prowadzący śledztwo prokurator Radosław Ignatiew z białostockiego oddziału IPN przedstawił wyniki ekspertyzy szczątków amunicji znalezionych na miejscu kaźni. Ekspertyzę wykonało Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji w Warszawie. Materiał porównawczy dostarczył Federalny Urząd Kryminalny w Wiesbaden w RFN.

W okolicy miejsca kaźni znaleziono - w różnych fazach poszukiwań - około dwustu łusek lub innych części amunicji oraz części uzbrojenia. Zbadano wszystkie. Żaden z nich nie został wystrzelony w 1941 roku. Część łusek w ogóle nie była odstrzelona, część pochodziła z okresu pierwszej wojny światowej (w okolicach Jedwabnego w 1915 i 1916 były prowadzone intensywne działania wojenne), jeszcze inne odstrzelono nie wcześniej niż w 1942 roku. Takie ustalenia podjęto albo na podstawie daty wyprodukowania naboju (regularna formacja zbrojna nie mogła w 1941 roku posługiwać się amunicją sprzed dwudziestu kilku lat), albo na podstawie śladów pozostawionych przez broń na łuskach. (Z laboratorium w Wiesbaden nadesłano do porównania łuski odstrzelone przy użyciu różnych typów broni. Można zgłosić jednak zastrzeżenie: nie zapytano niemieckiego urzędu o karabinek wzór 1934, ale zmodyfikowany w 1941 roku - o istnieniu takiego wzoru informuje niemiecki leksykon Wehrmachtu.)

Przebadano też przedmiot, uznany hipotetycznie za płaszcz pocisku, z wytopionym podczas pożaru ołowianym rdzeniem. Znaleziono go w zbiorowej mogile. Ekspertyza wykazała jednak, że nie był to element amunicji, ale metalowy przedmiot nieznanego zastosowania.

Teza, że w okolicy stodoły, w której spalono Żydów jedwabieńskich, strzelano do nich, jak powiedział prokurator Ignatiew, jest "wysoce mało prawdopodobna". Leon Kieres dodał, że w śledztwie nie znaleziono też żadnych dowodów, iż 10 lipca 1941 roku do Jedwabnego przyjechała jakakolwiek zbrojna formacja niemiecka (komando Schapera mogło tam przebywać np. w przeddzień, ale nie w dzień mordu); w miasteczku byli prawdopodobnie tylko żandarmi ze stałego ośmioosobowego posterunku.

Profesor Andrzej Rzepliński przedstawił wyniki analizy zapisów z trzech procesów, w 1949, 1950 i 1953 roku, oraz śledztwa z 1967 r. - Jest to historia zaniedbań i zaniechań, które wskazują, że organom wymiaru sprawiedliwości nie zależało na wyświetleniu okoliczności zbrodni. Część oskarżonych zeznała w czasie procesu, iż w śledztwie wymuszano na nich nieprawdziwe zeznania. Prof. Rzepliński nie wykluczył, że oskarżeni byli bici, ale raczej nie po to, żeby wymusić przyznanie. W innych procesach z tego okresu torturowani oskarżeni także na sali sądowej się oskarżali.

Sądy nie zainteresowały się ani kto został pokrzywdzony, ani przez kogo i w jakich okolicznościach i celach. Wyroki nie były niesprawiedliwe dla oskarżonych, nie został skazany nikt, kto nie był winien, owszem, część winnych z powodu niechlujstwa sądu została uniewinniona. Sąd odtwarzał jedynie przebieg zdarzeń na rynku, ale powstał z tego obraz chocholego tańca: jeden Niemiec pilnował jednego Polaka, żeby ten pilnował jednego Żyda, i to tylko do chwili, gdy Niemiec nie spuścił Polaka z oka.

Na konferencji w IPN profesor Witold Kulesza, szef pionu śledczego, poinformował, że w toku jest obecnie 105 śledztw w sprawie zbrodni nazistowskich, 407 śledztw w sprawie zbrodni komunistycznych i 28 w sprawie innych zbrodni, kwalifikowanych jako zbrodnie wojenne lub zbrodnie przeciwko ludzkości. Postawiono dotychczas 31 zarzutów, sformułowano 12 aktów oskarżenia - jeden przeciwko Polakowi, współsprawcy ludobójstwa w hitlerowskim obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem, pozostałe przeciwko sprawcom zbrodni komunistycznych - dziesięć stalinowskich, jeden z okresu stanu wojennego.

Andrzej Kaczyński

* * *

Komentarz

POWAGA PAMIĘCI

Podsumowanie pewnego etapu najgłośniejszego ze wszystkich śledztw prowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej, dotyczącego mordu na Żydach w Jedwabnem, stało się zarazem okazją do podsumowania dorobku całego IPN, zwłaszcza jego pionu śledczego.

W sprawie Jedwabnego zarysowuje się już konkluzja śledztwa. W zbrodni uczestniczyli Polacy, i to podczas całego jej przebiegu.

Śledztwo w sprawie Jedwabnego prowadzone było pod czujną i wyczuloną obserwacją opinii publicznej, która na prowadzącą je instytucję wywierała nader silną (choć o rozbieżnych, a nawet sprzecznych celach) presję. Dochowało obiektywizmu i staranności. Dobrze, że powstała instytucja profesjonalna i wiarygodna dla wszystkich ludzi dobrej woli.

O bezstronności, a także możliwie najdokładniejszym wypełnianiu obowiązków statutowych IPN świadczy podsumowanie wszystkich śledztw Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu: 105 w sprawie zbrodni nazistowskich, 407 - komunistycznych i 28 w sprawie innych zbrodni wojennych i przeciwko ludzkości.

Ale rola i pozycja IPN wymagają też najwyższej staranności w informowaniu o jego pracy. Nie sprzyja temu pokusa nadmiernej personalizacji i subiektywizacji odpowiedzialności za instytut, której uległ prezes IPN, niefortunnie stwarzając sugestię, że są powody (naciski?), aby rozważał, czy nie ustąpić z tej funkcji. Jednocześnie prezes IPN zadeklarował bowiem, że może liczyć na współpracę prezydenta i premiera. Warto pamiętać, że atmosfera niejasności i nerwowości wokół IPN nie służy sprawie, której służy Instytut.

Andrzej Kaczyński

Rzeczpospolita, 20 grudnia 2001.





Teksty o pogromie w Jedwabnem, zamieszczone w Zwojach:



Copyright © 1997-200
7 Zwoje