

Byl to wrzesien 1939. Warszawski ogrod zoologiczny, polozony w poblizu baterii obrony przeciwlotniczej stolicy, znalazl sie pod ciezkim niemieckim bombardowaniem. Ryki zranionych i konajacych zwierzat mieszaly sie z gwizdem pociskow i wybuchami. Polarne niedzwiedzie czlapaly na wolnosci a ich biale futra byly poplamione strugami krwi. Kasia – slonica – zginela trafiona bomba, a jej dwuletnia corka Tuzinka (wowczas dwunasty dopiero slon urodzony w jakimkolwiek zoo) trabila w poplochu. Zyrafa lezala, konajac z nogami rozrzuconymi pod smiesznym katami. W ptaszarni, papugi, rozkladajac plonace skrzydla, usilowaly wzleciec w gore i spadaly rozbijajac sie o ziemie. W piekle swoich klatek i wybiegow, bezsilne, o dzikich oczach malpy i antylopy, wydawaly z siebie kakafonie piskow. Niektore zwierzeta cudem uciekly. Wielblady i lamy wedrowaly wzdluz brzegow Wisly. Hipopotamy, niedzwiedzie, zubry, jelenie i rysie zmieszaly sie przyjaznie a wydry i bobry cierpliwie czekaly w swoich sadzawkach. Antonina Zabinska, ktorej maz Jan, dyrektor warszawskiego zoo od roku 1929, byl jeszcze na froncie, zastanawiala sie, ilu ludziom przyjdzie doswiadczyc tego samego losu jaki spotkal jej ukochane zwierzeta. Zadawala sobie pytanie, dlaczego niektore zwierzeta w sposob widoczny chwilowo utracily swoje drapiezne instykty, podczas gdy ludzie potrafili tak szybko stac sie bardziej drapiezni niz najdziksze bestie.
Po kapitulacji Warszawy, do ciezko zbombardowanego ogrodu
zoologicznego przybylo kilka waznych niemieckich osobistosci. Glownym wsrod
nich byl profesor Lutz Heck, dyrektor ogrodu zoologicznego w Berlinie, ktorego
ojciec, Ludwig, tez piastowal wczesniej to samo stanowisko [1], a brat,
Heinz, byl dyrektorem Ogrodu Zoologicznego im. Hellabruna w Monachium.
Czlonkowie tej rodziny od samego poczatku byli zagorzalymi zwolennikami ruchu
nazistowskiego. Zadaniem misji Hecka w okupowanej Polsce bylo wyslanie
najcenniejszych ocalalych zwierzat do niemieckich ogrodow zoologicznych. Heck
planowal takze wyjazd do Bialowiezy, jednej z pierwotnych puszcz polskich,
ktora rozciagala sie poprzez granice srodkowej i wschodniej Europy i byla
kraina zubra oraz potomkow rzadkiego dzikiego konia, tarpana. Zubry i
tarpany zamierzal on zabrac do Niemiec. Pani Zabinska przypomniala sobie,
jak usluzny dla jej meza i niej samej bywal Heck na przedwojennych
konferencjach i jak przesylal im byl kartki z pozdrowieniami oraz fotografie
rzadkich zwierzat. Wowczas bylo to ujmujace. Heck byl w koncu czlowiekiem
odpowiedzialnym za wszystkie sprawy zwiazane z ochrona zwierzat i polowaniami
w calej Trzeciej Rzeszy. Teraz Heck, wykorzystujac swoj status i przedwojenne
kontakty z Zabinskimi, zapewnial pania Zabinska, ze podczas gdy on sam
nie mial zadnego wplywu na decyzje podejmowane przez wyzsze wladze
niemieckie (co oczywiscie bylo patentowanym klamstwem), bedzie on probowac
lagodzic wszelkie przepisy dotyczace warszawskiego zoo i ulatwic hodowle
swin na zywnosc. Zapewnil takze Zabinska, ze jej ulubione rysie
znajda sie pod jego specjalna opieka w niemieckim zoo w Schorfheide. Co do
innych zwierzat zabieranych do Niemiec, uroczyscie jej obiecal, ze zostaja
one tylko wypozyczone!
Hitlerowcy przywiazywali szczegolna wage do promowania praw zwierzat, szczegolnie dzikich. Byli pionierami w wprowadzeniu najdalej w owym czasie idacej polityki ochrony srodowiska. Od pierwszych dni u wladzy, rezim hitlerowski wprowadzil wiele przepisow ochrony zycia zwierzat. Wybitny niemiecki zoolog zostal napomniany, gdy dzdzownice, ktore uspil byl podczas pewnego eksperymentu, mimo tego poruszaly sie nadal! Pozycja Hecka w hitlerowskiej hierarchi, jako autorytetu od zycia zwierzat, stawala sie coraz wazniejsza i zostal on ulubiencem Hitlera i Goeringa [2].
Heck mial specjalne powody przyjazdu do okupowanej Polski. Obok otwartej kradziezy zwierzat z warszawskiego zoo i innych rezerwatow oraz zrabowania bezcennych zapisow hodowlanych prowadzonych przez polskich specjalistow, Heck przekonal hitlerowskich wladcow, ze sprowadzajac do Niemiec zubry z Puszczy Bialowieskiej, zdola on osiagnac dwa oddzielne cele: bedzie mogl pracowac nad "zrekonstruowaniem" tura [3], jak rowniez nad "ochrona" zubra przed "rasowa degeneracja". Do zrekonstruowania tura Heck uzywal udomowione bydlo i krowy.
To mialo stac sie ukoronowaniem kariery Hecka. Przez proces sztucznej selekcji (inzynieria genetyczna, jako technologia hodowli, nie istniala przed rokiem 1970), chcial on wyhodowac zwierze, ktore calkowicie wymarlo na dlugo przed rokiem 1700; bestie, ktora, jak swastyka, miala stac sie ikona Trzeciej Rzeszy. Byl to jeden z najbardziej dziwacznych "naukowych" eksperymentow nazistow.
Warszawskie zoo, ktore, gdyby nie wybuchla byla wojna,
byloby w roku 1940 gospodarzem kongresu Miedzynarodowego Stowarzyszenia Ogrodow
Zoologicznych (mialo to byc wyrazem uznania dla wzrastajacej reputacji dyrektora,
ktorego zoo istnialo tylko od 12 lat), teraz powaznie ucierpialo nie tylko
od bombardowania, ale i od wywiezienia rzadkich okazow do ogrodow
zoologicznych w Niemczech. Heck szybko wyslal sloniczke Tuzinke do Krolewca,
wielblady i lamy do Hanoweru, hipopotamy do Norymbergi, konie Przewalskiego do
Wiednia, a rysie i zebry do Schorfheide. Podczas pierwszej zimy okupacji, pomimo
obietnic Hecka, kilku gestapowcow nie powstrzymalo sie przed grasowaniem na
terenie zoo i polowaniem na resztki zwierzyny.
Nawet gdy warszawskie zoo utracilo swoje najcenniejsze zwierzeta poprzez smierc lub deportacje, teraz zyskalo cos, co bez watpienia stanowilo najrzadsze okazy tamtych czasow: zywych Zydow. Niespodziewana wizyta w zoo Dr. Zieglera, niemieckiego zoologa i entomologa, ktory zostal mianowany szefem Arbeitsamtu (Biura Pracy) w warszawskim Ghetcie, niebezpiecznie zblizyla sie do wykrycia pilnie strzezonej tajemnicy. Pewnego poranka pani Zabinska z przerazeniem dostrzegla niemiecka limuzyne znienacka zatrzymujaca sie z piskiem przed ich willa w zoo. To Ziegler przyjechal obejrzec slynna kolekcje owadow, ktora Dr. Szymon Tenenbaum, szeroko znany entomolog i wowczas dyrektor zydowskiego gimnazjum w Ghetcie, powierzyl swojemu przyjacielowi Janowi Zabinskiemu [4]. Gdy Ziegler wchodzil do budynku, zona dyrektora z rozmachem uderzyla w klawiature fortepianu. "Jaka wesola atmosfera", promienial Ziegler, slyszac "Podroz na Krete" z Pieknej Heleny Jacques’a Offenbach’a. Ziegler, ktory zreszta leczyl sie w Ghetcie u dentystki, zony Tenenbauma Ireny, na szczescie nie podejrzewal, ze nagle dzwieki melodii Offenbacha byly sygnalem dla Zydow ukrywajacych sie w sasiednich pokojach willi, ze zjawil sie Niemiec. "No, tak," Ziegler poblazliwie usmiechnal sie do Zabinskiej, "Offenbach jest plytkim kompozytorem. Ale trzeba przyznac, ze w sumie Zydzi sa utalentowanymi ludzmi."
Towarzyszenie Zieglerowi do Ghetta podczas kolejnych wypraw by zobaczyc sie z Tenenbaumem, dalo Zabinskiemu sposobnosc bycia widzianym jako znajomy szefa Arbeitsamtu, gdy przejezdzali oni tam i z powrotem przez punkt kontrolny. W dodatku, przejscie, przez ktore Ziegler wjezdzal do swojego biura bylo niedbale strzezone. To bylo kluczowe. Po pewnym czasie umozliwilo to Zabinskiemu przeszmuglowanie dalszych Zydow do zoo, gdzie najpierw byli ukrywani w klatkach dla bazantow, a pozniej przeprowadzani do wilii. Tym z nich, ktorych wyglad i bieglosc w jezyku polskim umozliwialy przeszmuglowanie ich na "strone aryjska", przygotowywano falszywe dokumenty. Ale wiekszosc z prawie trzydziestu Zydow musiala pozostac w zoo. Gdyby Niemcy dowiedzieli sie o tym, kara smierci z pewnoscia spotkalaby wszystkich bioracych udzial w tym smiercionosnym przedsiewzieciu.
W roku 1948 Jan Zabinski (on i jego zona zostali w roku 1965 zaliczeni przez Yad Vashem w Jerozolimie do Sprawiedliwych Wsrod Narodow Swiata) opisal w relacji dla Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie swoje motywy i sposoby przechytrzania Niemcow. Obecnie, kiedy znowu toczy sie zazarta dyskusja nad zjawiskiem antysemityzmu w Polsce [5], warto przytoczyc jego slowa:
"Jestem Polakiem-demokrata", stwierdzil na samym poczatku. "Moje czyny byly i sa konsekwencja pewnego psychologicznego stanu mojego umyslu. – mojego wychowania, ktore bylo postepowe i humanistyczne i pochodzilo od moich rodzicow oraz gimnazjum, do ktorego uczeszczalem ... Nie nalezalem do zadnej partii i podczas okupacji nie kierowal mna program zadnej partii. Jestem indywidualista i nie lubie byc ograniczany zadnym regulaminem" [6].W innej relacji zdeponowanej w kilka lat po wojnie w Zydowskim Instytucie Historycznym i przeslanej mi przed laty przez Michala Grynberga, b. dyrektora tego Instytutu, Jan Zabinski stwierdzil, ze antyzydowskie uczucia w polskim spoleczenstwie zostaly wytworzone sztucznie:
"Nigdy nie znalazlem zadnej cechy charakteru usprawiedliwiajacej nienawisc wobec Zydow … jest to dla mnie sprawa bez znaczenia czy chodzi o Dunczykow, Zydow albo Anglikow. Jest tylko kwestia kto jest uczciwy" [7].Zabinski byl zolnierzem Armii Krajowej (dosluzyl sie stopnia porucznika). Powierzono mu skladowanie materialow wybuchowych na terenie zoo, zadanie szczegolnie niebezpieczne, gdyz w tym rejonie znajdowal sie rowniez sklad zaopatrzenia dla armii niemieckiej. Wykladal on takze ogolna biologie i parazytologie na Wydziale Farmacji i Dentystyki tajnego Uniwersytetu Warszawskiego. Nie mial zadnych watpliwosci co do slusznosci swoich wysilkow pomagania Zydom Warszawy: "Niemcy – napisal – robili wszystko by zaglodzic na smierc pol miliona ludzi." Gdy w zoo hodowano swinie (maciory sprowadzano z Danii), Zabinski mial nowy pretekst dla czestych podrozy do Ghetta. "Mialem przepustke na wjazd do Ghetta, by przywozic stamtad odpady dla zywienia swin. Dlatego moglem przenosic notatki, slonine i tluszcz oraz wiadomosci dla przyjaciol".
Wsrod zydowskich przyjaciol, ktorych uratowal, byli Irena Tenenbaum (jej maz Szymon zmarl nagle w 1941 r.) i jej corka Lonia, Kazimierz Kramsztyk, Profesor Ludwik Hirszfeld i Roza Anzelowna z Panstwowego Instytutu Higieny. Z Zieglerem, jako swoja nic nie podejrzewajaca oslona, Zabinski pojechal do Ghetta by ratowac zone Tenenbauma i ich corke Lonie (ta ostatnia zostala pozniej zamordowana przez Gestapo w Krakowie, gdzie usilowala sie ukryc), a takze siostre Kazimierza Kramsztyka, ktora jednak umarla na tyfus w Ghetcie. Zdolal rowniez przewiezc do willi krewnych Kramsztyka, takich jak prawnik Marceli Lewi-Lebkowski, jeden z przywodcow Polskiej Partii Socjalistycznej, ktory zmarl w roku 1944, prawnik Maurycy Frankiel, ktory pracowal w Judenracie, oraz bliska przyjaciolka Frankla, Magdalena Gross, znana w kraju i zagranica rzezbiarka, ktorej prace podziwiano przed wojna w zoo. Innymi, ktorzy zostali uratowani, byli wedlug Zabinskiego: Wanda Englertowa (Rotwand) i rodzina Kenigsweinow, ktora zjawila sie w zoo w listopadzie 1943. Kenigswein byl znanym bokserem klubu Maccabi i zieciem dostawcy do zoo, Soboli. Sobola walczyl u boku Mordechaja Anielewicza w Powstaniu w Ghetcie Warszawskim w kwietniu 1943. Cala rodzina corki Soboli takze ukrywala sie w zoo. Innymi, ktorzy znalezli schronienie w tej istnej "Arce Noego" (kilkoro Polakow nazywalo wille Zabinskich "Kamienica pod Wariacka Gwiazda"), byli: kobieta o nazwisku Weiss (zona prawnika), pani Poznanska, rodzina Kellerow z dzieckiem, Jolanta Kramsztyk, corka Andrzeja Kramsztyka, Maria Aszerowna, Rachela Auerbach, slynna bojowniczka podziemia, i Genia Sylkes. Przed zjawieniem sie w zoo, Rachela Auerbach, pod nazwiskiem Aniela Dobrucka, pracowala w "Zegocie", co bylo kryptonimem Rady Pomocy Zydom, polskiej organizacji zajmujacej sie pomoca ukrywajacym sie Zydom. To wlasnie Rachela przyprowadzila do zoo Genie Sylkes, ktora wyskoczyla byla z bydlecego wagonu w drodze do obozu zaglady. Ta ostatnia miala wyglad aryjski, ale licho mowila po polsku. Udawala wiec, ze jest niema [8].
Wiekszosc z tych, ktorzy znalezli schronienie w warszawskim
zoo przetrwala wojne. Pawel i Magda, ktorzy pobrali sie tam w ukryciu, po
wojnie najpierw przeniesli sie do Lublina, a potem wrocili do Warszawy.
Regina Keningwein (ktorej maz zmarl nagle w 1946 r.) wyemigrowala do
Izraela. Genia Sylkes wyjechala do Nowego Jorku, gdzie pracowala w bibliotece
YIVO. Rachela Auerbach wyjechala do Londynu z listem Jana Zabinskiego do
Juliana Huxley’a, owczesnego dyrektora londynskiego zoo. List ten dotyczyl
losu zubrow skradzionych z polskiej puszczy przez Lutza Hecka. Pozniej
Rachela osiedlila sie w Izraelu. Podczas Wojny Szesciodniowej w czerwcu 1967,
Regina Keningswein napisala do Zabinskiego: “chcemy zyc w pokoju i
budowac nasz piekny kraj Izrael, ale nie pozwalaja nam na to.” W roku 1967,
Irena Mayzel, inna Zydowka uratowana w warszawskim zoo, sprowadzila Jana i
Antonine Zabinskich na kilka miesiecy z wizyta do Izraela na swoj wlasny
koszt.
Zydzi byli sprowadzeni do zoo podziemnym przejsciem do dawnej klatki lwow, w ktorej wowczas dzialal zaaprobowany przez Niemcow chalupniczy warsztat wyprawiania skorek lisow i norek. Nie bylo w nim okien, ale byla biezaca woda i toaleta oraz czynne rury ogrzewcze. Po kilku dniach Zydzi byli sprowadzani do piwnicy willi Zabinskich. Najtrudniejsza sprawa bylo zapewnienie wyzywienia dla tej stale powiekszajacej sie "rodziny". Kazdy z najblizszej rodziny dyrektora prosil przy posilkach o repete, by potem nakarmic glodujacych "gosci". To budzilo podejrzenia u kuchennego personelu w zoo, niektorych pracownikow trzeba bylo wiec oddalic. Gdy nadszedl czas, ze trzeba bylo pomoc ukrywanym Zydom zdobyc aryjskie papiery, by mogli odbyc niebezpieczna droge na zewnatrz, Zabinska, usilujac ukryc czarne wlosy Zydow z zoo (lub, jak sie to wowczas mowilo po polsku, ich "niedobry wyglad"), ufarbowala wszystkim wlosy na rudo. To byla jedyna farba do wlosow, jaka miala. Wtedy jej siedmioletni syn, Ryszard, wykrzyknal, "Mamo, przemienilas ich wszystkich w wiewiorki!". (Kiedy rozmawialem z Ryszardem podczas mojej pierwszej wizyty w warszawskim zoo w roku 1989, wspominal jak jego matka zabrala go kiedys do pobliskiego sklepiku, gdzie wlasciciel powiedzial do niej, "szanowna pani, pani synek wyglada jak maly zydek."). Jan Zabinski podziwial spokoj swojej zony w tych wszystkich przejsciach. Laczyl to z jej umilowaniem zwierzat. Ale twierdzil, ze nie byl to jej antropomorfizm, ze nie identyfikowala sie ona ze zwierzetami. Zamiast tego, porzucila ona swoje ludzkie cechy i zamienila sie w pantere, borsuka i wojownika zarazem. Jej obserwacje zwierzat daly jej jakis instykt, ktory czynil ja nieustraszona w obrobie swojego wlasnego gatunku. A jej pewnosc siebie zdolala rozbrajac najbardziej nawet wrogich ludzi.
Dla Zydow ukrywajacych sie w zoo, zycie bylo rytualem codziennych czynnosci, podczas gdy zyli na ostrzu brzytwy. Przez pewien czas istnial nawet telefoniczny kontakt z Ghettem i przychodzily kartki pocztowe z "aryjskiej strony." Ludzie w zoo mogli sledzic przebieg powstania w warszawskim Ghetcie w kwietniu 1943. Ale lacznosc z tymi, ktorzy zyli i gineli w warszawskim Ghetcie nawet nie byla konieczna. Straszne wiadomosci nadeszly z gory. Pewnego dnia, popiol i jakby deszcz confetti ze skrawkow spalonego papieru z dzielnicy zydowskiej spadly na zoo, jak z wybuchu wulkanu.
Podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu i wrzesniu 1944, warunki w zoo staly sie jeszcze bardziej ryzykowne niz poprzednio. Coraz czestsze wizyty niemieckiej zandarmerii powodowaly stale poczucie bezposredniego zagrozenia. Ludzie w ukryciu nigdy nie byli dalej niz o kilka metrow od przesladowcow, nieswiadomych ich obecnosci. Wsrod intruzow bylo dwoch niemieckich zolnierzy, ktorzy przyniesli do zoo orla i zazadali, by go dla nich przechowano. Kiedys do zoo wszedl patrol SS i zastrzelil ulubionego kurczaka Ryszarda, mowiac zrozpaczonemu chlopcu, "zrobilismy ci dobry kawal." Ryszard byl zalamany utrata po kolei swoich ulubiencow. Wsrod tych byl i prosiaczek, ktorego sam hodowal, a ktorego Niemcy zabrali na rzez. Mialo tez miejsce najscie bandy pijanych wlasowcow o szerokich twarzach. Wojsko Wlasowa, generala Armii Czerwonej, ktory przeszedl w 1941 roku na niemiecka strone, bylo znane z okrucienstw wobec Polakow i resztek Zydow w Warszawie. Weszli, wedlug Zabinskiej, "jak dzikie zwierzeta". Ale zachowali sie jak dzieci, rozdawali czekolade i slodycze dzieciom z willi. Ich dowodca zmusil swoich podwladnych aby oddali lupy zagrabione w zoo i podarowal Zabinskiej pierscionek z polskim orlem, najprawdopodobniej zdarty z palca jakiegos zabitego powstanca. Najdziwniejsza moze wizyta byly "odwiedziny" jakiegos pijanego niemieckiego oficera, ktory najpierw sam zagral na fortepianie Bacha, a potem poprosil Zabinska, aby mu cos zagrala. Zaczela wiec grac jedna z serenad Schuberta. "Nie", jeknal, "nie to!" Najwyrazniej melodia ta wzbudzila u niego jakies bolesne wspomnienie. Wzial do reki lezaca na fortepianie ksiazke z nutami hymnow narodowych i zagral hymn amerykanski Sztandar usiany gwiazdami. Bylo oczywiste, ze wojna zblizala sie do konca.
Jan Zabinski, ciezko ranny w Powstaniu Warszawskim, dostal
sie do niewoli niemieckiej. Po wojnie wrocil z obozu jenieckiego. Czesc
zwierzal zostalo zwroconych do zoo. Polscy zolnierze przyniesli w beczce
borsuka, ktory podkopal sie z klatki na zewnatrz podczas ostrzalu
artyleryjskiego i przeplynal Wisle. W roku 1949 ponownie otwarto bramy
warszawskiego zoo dla zwiedzajacych.
Artykul pt. "Powrot hitlerowskiej krowy" w warszawskiej Gazecie Wyborczej z 30 marca 2000, piora przyrodnika Andrzeja Wajraka, przyniosl opis kariery Hecka, jak rowniez niemieckich doswiadczen na zubrach i tarpanach. Artykul ten byl streszczeniem pracy biologa i historyka Piotra Daszkiewicza oraz dziennikarza Jean’a Aikhenbaum’a pt. Aurochs, le retour … d’une supercherie nazie (Paris, 1999), ktora opisuje zarowno proby Hecka rozmazania przez krzyzowanie jak i naiwnosc (i amnezje) niektorych zachodnich specjalistow od hodowli zwierzat, ktorzy sa gotowi przyjmowac falszywe stwierdzenia za prawde i to z przyczyn bardziej monetarnych niz naukowych.
Szczegolowy opis kariery Hecka podany przez Daszkiewicza i
Aikhenbauna czyta sie jak detektywistyczna powiesc. Relacjonuja oni jak
Lutz Heck i jego brat Heinz planowali odtworzyc tura, ssaka wymarlego od roku
1627, podobnego do zubra, chociaz o wiele wiekszego [9]. Bracia Heck,
przewertowawszy dawne zapisy i ilustracje, sadzili, ze krzyzujac byki i
krowy z Wegier, Szkocji, Korsyki, Hiszpanii i Francji, droga eliminacji “krowy”
i jej cech udomowienia, zdolaja wyhodowac dawnego tura [10].


Dla Heinricha Himmlera i SS, ktorzy zaangazowali sie w takie
przedsiewziecia, jak wyslanie wyprawy do Tybetu dla poszukiwania przodkow
tzw. rasy aryjskiej, plan Hecka odtworzenia tura, jako symbolu brutalnej sily,
byl darem niebios. Spragnieni mitologii, nazisci rozgladali sie wszedzie za
gatunkami, ktore odroznialyby germanska flore i faune od tych typu
azjatyckiego. Eksperymentalne odtwarzanie przez Hecka wymarlych zwierzat
odbywalo sie pod patronatem Goeringa – ktory byl bardziej zapalonym
mysliwym, niz protektorem zwierzyny, czego dowodzily np. przedwojenne
fotografie z Bialowiezy – i bylo obficie finansowane. Wdzieczny Heck
utworzyl dla Goeringa specjalny mysliwski rezerwat w Schorfheide. W roku 1938
odbyl sie pod protektoratem Goeringa kongres Towarzystwa Ochrony Zubra. Heck,
ktory juz w roku 1927 usilowal skrzyzowac zubra z bizonem amerykanskim,
przed wojna sprowadzil takze bizony z Kanady i w Schorfheide przeprowadzal
eksperymenty krzyzowania. W roku 1941, w srodku wojny, ktora byla
kulminacja szalenczych nazistowskich eksperymentow z zyciem ludzi i
zwierzat, Goering zostal mianowany patronem Puszczy Bialowieskiej. Nie
uratowalo to tam jednak pieknego, starego carskiego palacyku mysliwskiego
gdy armia niemiecka rozpoczela odwrot.
Celem wizyty Hecka w okupowanej Polsce we wrzesniu 1939 bylo nie tylko zabranie do Niemiec dla swoich doswiadczen hodowlanych tylu zubrow ile tylko bylo mozliwe, ale takze zabranie rzadkich polskich koni, potomkow dzikich, wojowniczych tarpanow, ostatni raz napotykanych na Litwie przy koncu osiemnastego wieku [13]. Heck pragnal odtworzyc rowniez i tarpana poprzez krzyzowki z kucykami szetlandzkimi oraz konmi arabskimi i Przewalskiego. Eksperymenty tego typu, przeprowadzane juz przed wojna, spotkaly sie z krytyka ekspertow od tarpanow, takich jak Tadeusz Vetulani (ktory po wojnie domagal sie zwrotu skradzionych przez Hecka tarpanow). Wysilki Hecka w tej dziedzinie peudo-nauki, staly sie, podobnie jak to bylo z turem, posmiewiskiem wsrod wielu zoologow.
Powojenne pisma Lutza Hecka swiadcza o jego "amezji", ktora od roku 1945 stala sie znamienna cecha przestepcow wojennych, i co gorsza, sporej czesci swiata. Ksiazka Hecka Moja przygoda, opublikowana w Niemczech w roku 1952 i przetlumaczona na angielski w 1954, jest pierwszorzednym tego przykladem. W rozdziale "Zoo w plomieniach" dlugo rozpisuje sie on o stratach w jego ukochanym berlinskim zoo, spowodowanych przez alianckie bombardowania, ale nigdzie nie wspomina o zniszczeniach, ktorych byl swiadkiem w warszawskim zoo. "Wydaje sie niewiarygodne" – napisal – "ze ogrod zoologiczny ze swoimi niewinnymi zwierzetami, mogl zostac uznany za cel dla bomb." Uzalajac sie nad soba dodal, "nam w zoo, los zadal straszliwy cios".
W dlugim rozdziale tej ksiazki, zatytulowanym "Tury", Heck opisal swoje hodowlane eksperymenty. Byl pewny, ze powiodlo mu sie odtworzenie tego zwierzecia, wymarlego od roku 1627. To brutalna sile tego zwierzecia cenil nade wszystko. Heck podziwial rowniez hiszpanskiego byka uzywanego do corridy, zwierze, ktore "ma zapal walczyc, az do smierci." Co do krwawej niemieckiej okupacji Polski, Heck piec lat wojny dobrotliwie okreslil jako "zycie pod niemieckim zarzadem." Twierdzil, ze zwierzeta (ktore oczywiscie on sam byl zrabowal) najpierw zostaly wypuszczone na wolnosc w pruskim rezerwacie lesnym w Rominten, a roku 1942 przetransportowane do Bialowiezy by sie tam rozmnozyly.
Proza Hecka siegnela apoteozy gdy pisal o niemieckich
wysilkach zachowania wymierajacych lub wyniszczonych gatunkow, a w
szczegolnosci amerykanskiego bizona. Napisal, "Jednym z najbardziej
wstrzasajacych rozdzialow historii naszych czasow jest prawie zupelne
wyniszczenie calych wielkich gatunkow, pelnych zywotnosci, po prostu przez
ludzkie szalenstwo i chciwosc, ambicje i slepa zadze niszczenia." To
nie Zydow mial Heck na mysli.
Heck, ktory reprezentowal szalencze cele nazistow
odtworzenia doskonalej bestii podczas gdy rownoczesnie eksterminowano „niedoskonalych”
ludzi, zmarl w roku 1983. W rok pozniej jego popiersie ustawiono na honorowym
miejscu w berlinskim zoo. Odpowiedzi na powyzsze pytania byc moze poszly do
grobu wraz z nim.
Daszkiewicz i Aikhenbaum odkryli liczne nieopublikowane dotad dokumenty dotyczace pladrowania przez Hecka ze zwierzyny polskich ogrodow zoologicznych, pierwotnej Puszczy Bialowieskiej i innych rezerwatow w Polsce i na Ukrainie. Podkreslili oni pionierska prace dyrektora warszawskiego zoo, Jana Zabinskiego, ktory byl autorytetem w dziedzinie zubra. Jego zoo bylo integralna czescia wysilkow ratowania tego najwiekszego ssaka Europy. Sprowadzil on rowniez bizony i wypuscil je wolno w Bialowiezy. W roku 1938 sporzadzil ostatni przed wojna spis zubrow w Polsce. Po wojnie, po powrocie do warszawskiego zoo, byl zaangazowany w akcje rewindykacji do polskich archiwow zapisow dotyczacych genealogii zubrow zrabowanych przez Niemcow. Od roku 1947 do przejscia na emeryture, kierowal Miedzynarodowym Stowarzyszeniem Ochrony Zubra. Nigdy nie zaprzestal zwracac uwage na rabunki dokonane przez braci Heck.
Jest dlatego szokujace, ze przeszlosc Hecka wydaje sie
byc zapomniana. Ignorujac nie tylko nazistowska i kryminalna przeszlosc
oraz powiazania Hecka, niektorzy europejscy specjalisci, zdaja sie
przyjmowac jego "tury" za naukowy fakt. We Francji, obok dzialalnosci
SIERDAH, przypadkowe eksperymenty Hecka, przypominajace sowieckie idee
falszywego genetyka Trofima Lysenki, sa uznawane przez Ecole Nationale
Vétérinaire za naukowe osiagniecia. Niektore parki zwierzyny w zachodniej
Europie poswiecaja zasoby dla tej fantazji jak z filmow Stevena Spielberga.
Jest skandaliczne, ze nadal propaguja one pomysly i nazwisko zbrodniarza
wojennego, ktory umknal sprawiedliwosci, ze nadal pokazuja placacej
bilety publicznosci okazy tzw. "tura Hecka." Daszkiewicz i Aikhenbaum
podaja liste 36 parkow zwierzyny we Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii,
Szwecji, Hiszpanii i na Wegrzech, ktore prezentuja tura Hecka. Jest
ublizajace, ze francuscy zoologowie chcieliby pokazywac domniemanego „tura”
w Polsce, pomimo, ze testy wykazaly, iz „bydlo" Hecka nie ma nic wspolnego
z pradawnym, wymarlym zwierzeciem i ze krzyzowkowa hodowla wydala chorowite
zwierzeta o kruchych kosciach.
W roku 1999 podczas wojny w Kosowie i bombardowania Belgradu,
natrafilem na relacje z belgradzkiego zoo. Niewiele stworzen jest bardziej
bezradnych podczas wojny, niz zwierzeta z ogrodow zoologicznych, a ich
niedola jest powszechnie ignorowana, gdyz, rzecz zrozumiala, ofiary sposrod
ludzi sa przedmiotem wiekszej troski. Ale kiedy czytalem o tym, jak
glodujace zwierzeta w belgradzkim zoo ogryzaly swoje wlasne nogi albo
porzucaly i zjadaly swoje mlode, nie potrafilem powstrzymac sie od mysli
o warszawskim zoo przed 60 laty i o komentarzu Antoniny Zabinskiej o „ludziach
i zwierzetach”. Nie musimy zgadzac sie z antropomorficznymi pogladami
niedawno zaprezentowanymi przez J.M. Coetzee w ksiazce Zycie zwierzat,
ktore zrownuja cierpienia zwierzat z okropnosciami obozow koncentracyjnych,
ale i nie powinnismy nie dostrzegac jak okrucienstwa zadawane zwierzetom
przez ludzi umniejszaja zycie jako takie.
Pragne takze podziekowac Ryszardowi Zabinskiemu, ktory podzielil sie ze mna wspomnieniami i opowiedzial mi o niebezpiecznej pracy jego rodzicow, oraz Dr. Maciejowi Rembiszewskiemu, obecnemu dyrektorowi warszawskiego zoo, ktory w roku 1989 pokazal mi wille i klatki, w ktorych podczas okupacji hitlerowskiej ukryci byli Zydzi.
Przede wszystkim jestem wdzieczny biologowi Piotrowi
Daszkiewiczowi i jego wspolpracownikowi Jean’owi Aikhenbaum’owi za ich
wytrwala prace nad ujawnianiem nazistowskich zbrodni przeciw tak ludziom, jak
i zwierzetom. Obaj zwalczaja obecna propagande o tzw. turach Hecka
uprawiana w roznych ogrodach zoologicznych i parkach zwierzyny w zachodniej
Europie. Hojnie dzielili sie oni ze mna owocami swoich badan. Daszkiewicz i
Aikhenbaum napisali wiele prac, w tym ponad 200 artykulow na tematy
zoologiczne i botaniczne.
Niniejszy artykul jest wstepem do mojej biezacej pracy nad
nazistowskimi pomyslami dotyczacymi ludzi i zwierzat oraz nad implikacjami
tychze w naszych czasach.
Niniejszy artykul w jezyku angielskim zostal opublikowany w Londynie w roku 2001:
Frank Fox: "Jews and Buffaloes, Victims of Nazi Pseudo-science",
East European Jewish Affairs, 31, No. 2, 2001, pp. 82–93.
Idee, podobne do koncepcji Hecka, "rekonstrukcji" dzikich gatunkow poprzez krzyzowanie roznych ras udomowionych zwierzat istnialy przed i po jego doswiadczeniach. Z punktu widzenia nauk przyrodniczych i wspolczesnej genetyki podobne doswiadczenia sa po prostu absurdalne. Jednakze takie wlasnie byly zalozenia prac braci Lutza i Heinza Heck. [Piotr Daszkiewicz]
Z angielskiego przelozyl Andrzej Kobos, listopad/grudzien 2001.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||