ZAGROZONE GATUNKI:   ZYDZI I ZUBRY

Ofiary nazistowskiej pseudo-nauki





FRANK   FOX

 
Hitlerowskie spladrowanie warszawskiego zoo

Byl to wrzesien 1939. Warszawski ogrod zoologiczny, polozony w poblizu baterii obrony przeciwlotniczej stolicy, znalazl sie pod ciezkim niemieckim bombardowaniem. Ryki zranionych i konajacych zwierzat mieszaly sie z gwizdem pociskow i wybuchami. Polarne niedzwiedzie czlapaly na wolnosci a ich biale futra byly poplamione strugami krwi. Kasia – slonica – zginela trafiona bomba, a jej dwuletnia corka Tuzinka (wowczas dwunasty dopiero slon urodzony w jakimkolwiek zoo) trabila w poplochu. Zyrafa lezala, konajac z nogami rozrzuconymi pod smiesznym katami. W ptaszarni, papugi, rozkladajac plonace skrzydla, usilowaly wzleciec w gore i spadaly rozbijajac sie o ziemie. W piekle swoich klatek i wybiegow, bezsilne, o dzikich oczach malpy i antylopy, wydawaly z siebie kakafonie piskow. Niektore zwierzeta cudem uciekly. Wielblady i lamy wedrowaly wzdluz brzegow Wisly. Hipopotamy, niedzwiedzie, zubry, jelenie i rysie zmieszaly sie przyjaznie a wydry i bobry cierpliwie czekaly w swoich sadzawkach. Antonina Zabinska, ktorej maz Jan, dyrektor warszawskiego zoo od roku 1929, byl jeszcze na froncie, zastanawiala sie, ilu ludziom przyjdzie doswiadczyc tego samego losu jaki spotkal jej ukochane zwierzeta. Zadawala sobie pytanie, dlaczego niektore zwierzeta w sposob widoczny chwilowo utracily swoje drapiezne instykty, podczas gdy ludzie potrafili tak szybko stac sie bardziej drapiezni niz najdziksze bestie.

Po kapitulacji Warszawy, do ciezko zbombardowanego ogrodu zoologicznego przybylo kilka waznych niemieckich osobistosci. Glownym wsrod nich byl profesor Lutz Heck, dyrektor ogrodu zoologicznego w Berlinie, ktorego ojciec, Ludwig, tez piastowal wczesniej to samo stanowisko [1], a brat, Heinz, byl dyrektorem Ogrodu Zoologicznego im. Hellabruna w Monachium. Czlonkowie tej rodziny od samego poczatku byli zagorzalymi zwolennikami ruchu nazistowskiego. Zadaniem misji Hecka w okupowanej Polsce bylo wyslanie najcenniejszych ocalalych zwierzat do niemieckich ogrodow zoologicznych. Heck planowal takze wyjazd do Bialowiezy, jednej z pierwotnych puszcz polskich, ktora rozciagala sie poprzez granice srodkowej i wschodniej Europy i byla kraina zubra oraz potomkow rzadkiego dzikiego konia, tarpana. Zubry i tarpany zamierzal on zabrac do Niemiec. Pani Zabinska przypomniala sobie, jak usluzny dla jej meza i niej samej bywal Heck na przedwojennych konferencjach i jak przesylal im byl kartki z pozdrowieniami oraz fotografie rzadkich zwierzat. Wowczas bylo to ujmujace. Heck byl w koncu czlowiekiem odpowiedzialnym za wszystkie sprawy zwiazane z ochrona zwierzat i polowaniami w calej Trzeciej Rzeszy. Teraz Heck, wykorzystujac swoj status i przedwojenne kontakty z Zabinskimi, zapewnial pania Zabinska, ze podczas gdy on sam nie mial zadnego wplywu na decyzje podejmowane przez wyzsze wladze niemieckie (co oczywiscie bylo patentowanym klamstwem), bedzie on probowac lagodzic wszelkie przepisy dotyczace warszawskiego zoo i ulatwic hodowle swin na zywnosc. Zapewnil takze Zabinska, ze jej ulubione rysie znajda sie pod jego specjalna opieka w niemieckim zoo w Schorfheide. Co do innych zwierzat zabieranych do Niemiec, uroczyscie jej obiecal, ze zostaja one tylko wypozyczone!


Dziwaczny eksperyment

Hitlerowcy przywiazywali szczegolna wage do promowania praw zwierzat, szczegolnie dzikich. Byli pionierami w wprowadzeniu najdalej w owym czasie idacej polityki ochrony srodowiska. Od pierwszych dni u wladzy, rezim hitlerowski wprowadzil wiele przepisow ochrony zycia zwierzat. Wybitny niemiecki zoolog zostal napomniany, gdy dzdzownice, ktore uspil byl podczas pewnego eksperymentu, mimo tego poruszaly sie nadal! Pozycja Hecka w hitlerowskiej hierarchi, jako autorytetu od zycia zwierzat, stawala sie coraz wazniejsza i zostal on ulubiencem Hitlera i Goeringa [2].

Heck mial specjalne powody przyjazdu do okupowanej Polski. Obok otwartej kradziezy zwierzat z warszawskiego zoo i innych rezerwatow oraz zrabowania bezcennych zapisow hodowlanych prowadzonych przez polskich specjalistow, Heck przekonal hitlerowskich wladcow, ze sprowadzajac do Niemiec zubry z Puszczy Bialowieskiej, zdola on osiagnac dwa oddzielne cele: bedzie mogl pracowac nad "zrekonstruowaniem" tura [3], jak rowniez nad "ochrona" zubra przed "rasowa degeneracja". Do zrekonstruowania tura Heck uzywal udomowione bydlo i krowy.

To mialo stac sie ukoronowaniem kariery Hecka. Przez proces sztucznej selekcji (inzynieria genetyczna, jako technologia hodowli, nie istniala przed rokiem 1970), chcial on wyhodowac zwierze, ktore calkowicie wymarlo na dlugo przed rokiem 1700; bestie, ktora, jak swastyka, miala stac sie ikona Trzeciej Rzeszy. Byl to jeden z najbardziej dziwacznych "naukowych" eksperymentow nazistow.

Warszawskie zoo, ktore, gdyby nie wybuchla byla wojna, byloby w roku 1940 gospodarzem kongresu Miedzynarodowego Stowarzyszenia Ogrodow Zoologicznych (mialo to byc wyrazem uznania dla wzrastajacej reputacji dyrektora, ktorego zoo istnialo tylko od 12 lat), teraz powaznie ucierpialo nie tylko od bombardowania, ale i od wywiezienia rzadkich okazow do ogrodow zoologicznych w Niemczech. Heck szybko wyslal sloniczke Tuzinke do Krolewca, wielblady i lamy do Hanoweru, hipopotamy do Norymbergi, konie Przewalskiego do Wiednia, a rysie i zebry do Schorfheide. Podczas pierwszej zimy okupacji, pomimo obietnic Hecka, kilku gestapowcow nie powstrzymalo sie przed grasowaniem na terenie zoo i polowaniem na resztki zwierzyny.


Zydzi ukrywani w zoo

Nawet gdy warszawskie zoo utracilo swoje najcenniejsze zwierzeta poprzez smierc lub deportacje, teraz zyskalo cos, co bez watpienia stanowilo najrzadsze okazy tamtych czasow: zywych Zydow. Niespodziewana wizyta w zoo Dr. Zieglera, niemieckiego zoologa i entomologa, ktory zostal mianowany szefem Arbeitsamtu (Biura Pracy) w warszawskim Ghetcie, niebezpiecznie zblizyla sie do wykrycia pilnie strzezonej tajemnicy. Pewnego poranka pani Zabinska z przerazeniem dostrzegla niemiecka limuzyne znienacka zatrzymujaca sie z piskiem przed ich willa w zoo. To Ziegler przyjechal obejrzec slynna kolekcje owadow, ktora Dr. Szymon Tenenbaum, szeroko znany entomolog i wowczas dyrektor zydowskiego gimnazjum w Ghetcie, powierzyl swojemu przyjacielowi Janowi Zabinskiemu [4]. Gdy Ziegler wchodzil do budynku, zona dyrektora z rozmachem uderzyla w klawiature fortepianu. "Jaka wesola atmosfera", promienial Ziegler, slyszac "Podroz na Krete" z Pieknej Heleny Jacques’a Offenbach’a. Ziegler, ktory zreszta leczyl sie w Ghetcie u dentystki, zony Tenenbauma Ireny, na szczescie nie podejrzewal, ze nagle dzwieki melodii Offenbacha byly sygnalem dla Zydow ukrywajacych sie w sasiednich pokojach willi, ze zjawil sie Niemiec. "No, tak," Ziegler poblazliwie usmiechnal sie do Zabinskiej, "Offenbach jest plytkim kompozytorem. Ale trzeba przyznac, ze w sumie Zydzi sa utalentowanymi ludzmi."

Towarzyszenie Zieglerowi do Ghetta podczas kolejnych wypraw by zobaczyc sie z Tenenbaumem, dalo Zabinskiemu sposobnosc bycia widzianym jako znajomy szefa Arbeitsamtu, gdy przejezdzali oni tam i z powrotem przez punkt kontrolny. W dodatku, przejscie, przez ktore Ziegler wjezdzal do swojego biura bylo niedbale strzezone. To bylo kluczowe. Po pewnym czasie umozliwilo to Zabinskiemu przeszmuglowanie dalszych Zydow do zoo, gdzie najpierw byli ukrywani w klatkach dla bazantow, a pozniej przeprowadzani do wilii. Tym z nich, ktorych wyglad i bieglosc w jezyku polskim umozliwialy przeszmuglowanie ich na "strone aryjska", przygotowywano falszywe dokumenty. Ale wiekszosc z prawie trzydziestu Zydow musiala pozostac w zoo. Gdyby Niemcy dowiedzieli sie o tym, kara smierci z pewnoscia spotkalaby wszystkich bioracych udzial w tym smiercionosnym przedsiewzieciu.

W roku 1948 Jan Zabinski (on i jego zona zostali w roku 1965 zaliczeni przez Yad Vashem w Jerozolimie do Sprawiedliwych Wsrod Narodow Swiata) opisal w relacji dla Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie swoje motywy i sposoby przechytrzania Niemcow. Obecnie, kiedy znowu toczy sie zazarta dyskusja nad zjawiskiem antysemityzmu w Polsce [5], warto przytoczyc jego slowa:

"Jestem Polakiem-demokrata", stwierdzil na samym poczatku. "Moje czyny byly i sa konsekwencja pewnego psychologicznego stanu mojego umyslu. – mojego wychowania, ktore bylo postepowe i humanistyczne i pochodzilo od moich rodzicow oraz gimnazjum, do ktorego uczeszczalem ... Nie nalezalem do zadnej partii i podczas okupacji nie kierowal mna program zadnej partii. Jestem indywidualista i nie lubie byc ograniczany zadnym regulaminem" [6].
W innej relacji zdeponowanej w kilka lat po wojnie w Zydowskim Instytucie Historycznym i przeslanej mi przed laty przez Michala Grynberga, b. dyrektora tego Instytutu, Jan Zabinski stwierdzil, ze antyzydowskie uczucia w polskim spoleczenstwie zostaly wytworzone sztucznie:
"Nigdy nie znalazlem zadnej cechy charakteru usprawiedliwiajacej nienawisc wobec Zydow … jest to dla mnie sprawa bez znaczenia czy chodzi o Dunczykow, Zydow albo Anglikow. Jest tylko kwestia kto jest uczciwy" [7].
Zabinski byl zolnierzem Armii Krajowej (dosluzyl sie stopnia porucznika). Powierzono mu skladowanie materialow wybuchowych na terenie zoo, zadanie szczegolnie niebezpieczne, gdyz w tym rejonie znajdowal sie rowniez sklad zaopatrzenia dla armii niemieckiej. Wykladal on takze ogolna biologie i parazytologie na Wydziale Farmacji i Dentystyki tajnego Uniwersytetu Warszawskiego. Nie mial zadnych watpliwosci co do slusznosci swoich wysilkow pomagania Zydom Warszawy: "Niemcy – napisal – robili wszystko by zaglodzic na smierc pol miliona ludzi." Gdy w zoo hodowano swinie (maciory sprowadzano z Danii), Zabinski mial nowy pretekst dla czestych podrozy do Ghetta. "Mialem przepustke na wjazd do Ghetta, by przywozic stamtad odpady dla zywienia swin. Dlatego moglem przenosic notatki, slonine i tluszcz oraz wiadomosci dla przyjaciol".

Wsrod zydowskich przyjaciol, ktorych uratowal, byli Irena Tenenbaum (jej maz Szymon zmarl nagle w 1941 r.) i jej corka Lonia, Kazimierz Kramsztyk, Profesor Ludwik Hirszfeld i Roza Anzelowna z Panstwowego Instytutu Higieny. Z Zieglerem, jako swoja nic nie podejrzewajaca oslona, Zabinski pojechal do Ghetta by ratowac zone Tenenbauma i ich corke Lonie (ta ostatnia zostala pozniej zamordowana przez Gestapo w Krakowie, gdzie usilowala sie ukryc), a takze siostre Kazimierza Kramsztyka, ktora jednak umarla na tyfus w Ghetcie. Zdolal rowniez przewiezc do willi krewnych Kramsztyka, takich jak prawnik Marceli Lewi-Lebkowski, jeden z przywodcow Polskiej Partii Socjalistycznej, ktory zmarl w roku 1944, prawnik Maurycy Frankiel, ktory pracowal w Judenracie, oraz bliska przyjaciolka Frankla, Magdalena Gross, znana w kraju i zagranica rzezbiarka, ktorej prace podziwiano przed wojna w zoo. Innymi, ktorzy zostali uratowani, byli wedlug Zabinskiego: Wanda Englertowa (Rotwand) i rodzina Kenigsweinow, ktora zjawila sie w zoo w listopadzie 1943. Kenigswein byl znanym bokserem klubu Maccabi i zieciem dostawcy do zoo, Soboli. Sobola walczyl u boku Mordechaja Anielewicza w Powstaniu w Ghetcie Warszawskim w kwietniu 1943. Cala rodzina corki Soboli takze ukrywala sie w zoo. Innymi, ktorzy znalezli schronienie w tej istnej "Arce Noego" (kilkoro Polakow nazywalo wille Zabinskich "Kamienica pod Wariacka Gwiazda"), byli: kobieta o nazwisku Weiss (zona prawnika), pani Poznanska, rodzina Kellerow z dzieckiem, Jolanta Kramsztyk, corka Andrzeja Kramsztyka, Maria Aszerowna, Rachela Auerbach, slynna bojowniczka podziemia, i Genia Sylkes. Przed zjawieniem sie w zoo, Rachela Auerbach, pod nazwiskiem Aniela Dobrucka, pracowala w "Zegocie", co bylo kryptonimem Rady Pomocy Zydom, polskiej organizacji zajmujacej sie pomoca ukrywajacym sie Zydom. To wlasnie Rachela przyprowadzila do zoo Genie Sylkes, ktora wyskoczyla byla z bydlecego wagonu w drodze do obozu zaglady. Ta ostatnia miala wyglad aryjski, ale licho mowila po polsku. Udawala wiec, ze jest niema [8].

Wiekszosc z tych, ktorzy znalezli schronienie w warszawskim zoo przetrwala wojne. Pawel i Magda, ktorzy pobrali sie tam w ukryciu, po wojnie najpierw przeniesli sie do Lublina, a potem wrocili do Warszawy. Regina Keningwein (ktorej maz zmarl nagle w 1946 r.) wyemigrowala do Izraela. Genia Sylkes wyjechala do Nowego Jorku, gdzie pracowala w bibliotece YIVO. Rachela Auerbach wyjechala do Londynu z listem Jana Zabinskiego do Juliana Huxley’a, owczesnego dyrektora londynskiego zoo. List ten dotyczyl losu zubrow skradzionych z polskiej puszczy przez Lutza Hecka. Pozniej Rachela osiedlila sie w Izraelu. Podczas Wojny Szesciodniowej w czerwcu 1967, Regina Keningswein napisala do Zabinskiego: “chcemy zyc w pokoju i budowac nasz piekny kraj Izrael, ale nie pozwalaja nam na to.” W roku 1967, Irena Mayzel, inna Zydowka uratowana w warszawskim zoo, sprowadzila Jana i Antonine Zabinskich na kilka miesiecy z wizyta do Izraela na swoj wlasny koszt.


Zyjac ze zwierzetami

Zydzi byli sprowadzeni do zoo podziemnym przejsciem do dawnej klatki lwow, w ktorej wowczas dzialal zaaprobowany przez Niemcow chalupniczy warsztat wyprawiania skorek lisow i norek. Nie bylo w nim okien, ale byla biezaca woda i toaleta oraz czynne rury ogrzewcze. Po kilku dniach Zydzi byli sprowadzani do piwnicy willi Zabinskich. Najtrudniejsza sprawa bylo zapewnienie wyzywienia dla tej stale powiekszajacej sie "rodziny". Kazdy z najblizszej rodziny dyrektora prosil przy posilkach o repete, by potem nakarmic glodujacych "gosci". To budzilo podejrzenia u kuchennego personelu w zoo, niektorych pracownikow trzeba bylo wiec oddalic. Gdy nadszedl czas, ze trzeba bylo pomoc ukrywanym Zydom zdobyc aryjskie papiery, by mogli odbyc niebezpieczna droge na zewnatrz, Zabinska, usilujac ukryc czarne wlosy Zydow z zoo (lub, jak sie to wowczas mowilo po polsku, ich "niedobry wyglad"), ufarbowala wszystkim wlosy na rudo. To byla jedyna farba do wlosow, jaka miala. Wtedy jej siedmioletni syn, Ryszard, wykrzyknal, "Mamo, przemienilas ich wszystkich w wiewiorki!". (Kiedy rozmawialem z Ryszardem podczas mojej pierwszej wizyty w warszawskim zoo w roku 1989, wspominal jak jego matka zabrala go kiedys do pobliskiego sklepiku, gdzie wlasciciel powiedzial do niej, "szanowna pani, pani synek wyglada jak maly zydek."). Jan Zabinski podziwial spokoj swojej zony w tych wszystkich przejsciach. Laczyl to z jej umilowaniem zwierzat. Ale twierdzil, ze nie byl to jej antropomorfizm, ze nie identyfikowala sie ona ze zwierzetami. Zamiast tego, porzucila ona swoje ludzkie cechy i zamienila sie w pantere, borsuka i wojownika zarazem. Jej obserwacje zwierzat daly jej jakis instykt, ktory czynil ja nieustraszona w obrobie swojego wlasnego gatunku. A jej pewnosc siebie zdolala rozbrajac najbardziej nawet wrogich ludzi.

Dla Zydow ukrywajacych sie w zoo, zycie bylo rytualem codziennych czynnosci, podczas gdy zyli na ostrzu brzytwy. Przez pewien czas istnial nawet telefoniczny kontakt z Ghettem i przychodzily kartki pocztowe z "aryjskiej strony." Ludzie w zoo mogli sledzic przebieg powstania w warszawskim Ghetcie w kwietniu 1943. Ale lacznosc z tymi, ktorzy zyli i gineli w warszawskim Ghetcie nawet nie byla konieczna. Straszne wiadomosci nadeszly z gory. Pewnego dnia, popiol i jakby deszcz confetti ze skrawkow spalonego papieru z dzielnicy zydowskiej spadly na zoo, jak z wybuchu wulkanu.

Podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu i wrzesniu 1944, warunki w zoo staly sie jeszcze bardziej ryzykowne niz poprzednio. Coraz czestsze wizyty niemieckiej zandarmerii powodowaly stale poczucie bezposredniego zagrozenia. Ludzie w ukryciu nigdy nie byli dalej niz o kilka metrow od przesladowcow, nieswiadomych ich obecnosci. Wsrod intruzow bylo dwoch niemieckich zolnierzy, ktorzy przyniesli do zoo orla i zazadali, by go dla nich przechowano. Kiedys do zoo wszedl patrol SS i zastrzelil ulubionego kurczaka Ryszarda, mowiac zrozpaczonemu chlopcu, "zrobilismy ci dobry kawal." Ryszard byl zalamany utrata po kolei swoich ulubiencow. Wsrod tych byl i prosiaczek, ktorego sam hodowal, a ktorego Niemcy zabrali na rzez. Mialo tez miejsce najscie bandy pijanych wlasowcow o szerokich twarzach. Wojsko Wlasowa, generala Armii Czerwonej, ktory przeszedl w 1941 roku na niemiecka strone, bylo znane z okrucienstw wobec Polakow i resztek Zydow w Warszawie. Weszli, wedlug Zabinskiej, "jak dzikie zwierzeta". Ale zachowali sie jak dzieci, rozdawali czekolade i slodycze dzieciom z willi. Ich dowodca zmusil swoich podwladnych aby oddali lupy zagrabione w zoo i podarowal Zabinskiej pierscionek z polskim orlem, najprawdopodobniej zdarty z palca jakiegos zabitego powstanca. Najdziwniejsza moze wizyta byly "odwiedziny" jakiegos pijanego niemieckiego oficera, ktory najpierw sam zagral na fortepianie Bacha, a potem poprosil Zabinska, aby mu cos zagrala. Zaczela wiec grac jedna z serenad Schuberta. "Nie", jeknal, "nie to!" Najwyrazniej melodia ta wzbudzila u niego jakies bolesne wspomnienie. Wzial do reki lezaca na fortepianie ksiazke z nutami hymnow narodowych i zagral hymn amerykanski Sztandar usiany gwiazdami. Bylo oczywiste, ze wojna zblizala sie do konca.

Jan Zabinski, ciezko ranny w Powstaniu Warszawskim, dostal sie do niewoli niemieckiej. Po wojnie wrocil z obozu jenieckiego. Czesc zwierzal zostalo zwroconych do zoo. Polscy zolnierze przyniesli w beczce borsuka, ktory podkopal sie z klatki na zewnatrz podczas ostrzalu artyleryjskiego i przeplynal Wisle. W roku 1949 ponownie otwarto bramy warszawskiego zoo dla zwiedzajacych.


"Powrot hitlerowskiej krowy"

Artykul pt. "Powrot hitlerowskiej krowy" w warszawskiej Gazecie Wyborczej z 30 marca 2000, piora przyrodnika Andrzeja Wajraka, przyniosl opis kariery Hecka, jak rowniez niemieckich doswiadczen na zubrach i tarpanach. Artykul ten byl streszczeniem pracy biologa i historyka Piotra Daszkiewicza oraz dziennikarza Jean’a Aikhenbaum’a pt. Aurochs, le retour … d’une supercherie nazie (Paris, 1999), ktora opisuje zarowno proby Hecka rozmazania przez krzyzowanie jak i naiwnosc (i amnezje) niektorych zachodnich specjalistow od hodowli zwierzat, ktorzy sa gotowi przyjmowac falszywe stwierdzenia za prawde i to z przyczyn bardziej monetarnych niz naukowych.

Szczegolowy opis kariery Hecka podany przez Daszkiewicza i Aikhenbauna czyta sie jak detektywistyczna powiesc. Relacjonuja oni jak Lutz Heck i jego brat Heinz planowali odtworzyc tura, ssaka wymarlego od roku 1627, podobnego do zubra, chociaz o wiele wiekszego [9]. Bracia Heck, przewertowawszy dawne zapisy i ilustracje, sadzili, ze krzyzujac byki i krowy z Wegier, Szkocji, Korsyki, Hiszpanii i Francji, droga eliminacji “krowy” i jej cech udomowienia, zdolaja wyhodowac dawnego tura [10].






Tur wedlug ilustracji z XVI-wiecznego dziela Sigmunda Herbersteina [11].
Ilustracje te posluzyly Lutz'owi Heck'owi za punkt odniesienia w jego eksperymentach nad pseudorekonstrukcja tura.



Lutz i Heinz Heck usilnie dazyli do tego celu juz od lat 1930. Wybitni zoologowie, genetycy i eksperci od hodowli byli zdania, ze bracia Heck wydadza na swiat jakas “nowa krowe” a nie od dawna wymarlego tura. Zas dla niemieckich milosnikow mitologicznych bohaterow Nibelungow w helmach z przytwierdzonymi przerazajacymi rogami, tur reprezentowal moc, podobnie jak czynila to swastyka. (Okladka ksiazki Daszkiewicza i Aikhenbauma pokazuje dawnego tura ze sztandarem ze swastyka.)




Okladka ksiazki Daszkiewicza i Aikhenbauma (1999).


Oczywiscie, w ich doswiadczeniach krzyzowania bylo cos glebszego niz tylko odtworzenie pewnego wymarlego gatunku. Hitlerowska polityka sterylizacji, eutanazji a nastepnie masowego ludobojstwa tworzyly calosc z niemieckimi teoriami wyzszosci rasowej. Bracia Heck pozostawali pod wplywem dzialalnosci Eugeniusza Fischera, jednego z ojcow nazistowskiej pseudonauki i pierwszego dyrektora Instytutu Antropologii, Genetyki i Eugeniki Instytutu Cesarza Wilhelma w Berlinie. Fischer, ktorego poprzednie poglady byly sprzeczne z pogladami "prawdziwych" wyznawcow nazizmu, po dojsciu Hitlera do wladzy wychwalal hitlerowska ideologie rasowa i rozpoczal liczne projekty "badawcze", ktore mialy wspierac biologiczne cele ruchu nazistowskiego. Byl doradca nazistow do spraw czystosci rasowej, a jego instytut szkolil pozniej lekarzy-mordercow z SS. W roku 1942, nastepca Fischera w tym instytucie, Otmar von Verschuer, byl nauczycielem Josefa Mengele. Zarowno nauczyciel, jak i uczen interesowali sie badaniami nad blizniakami. Bedac w Auschwitz, Mengele dostarczal do instytutu krew i szkielety ofiar z obozu. Fischer, jak rowniez Konrad Lorenz, laureat Nagrody Nobla (1974), badacz ludzkiej agresywnosci, argumentowali iz wyrozniajace cechy ras ludzkich byly w swojej istocie podobne do mutacji wsrod udomowionych zwierzat. Obaj wierzyli, ze "udomowienie" zagrazalo gatunkowi ludzkiemu tak, jak wyeliminowalo ono "pieknosc, dobro i bohaterstwo" z zycia dzikich zwierzat. Bracia Lutz i Heinz Heck, ktorzy osobiscie znali Fischera, chcieli gorliwie zastosowac pomysly Fischera i Lorenza dla odtworzenia tura.

Dla Heinricha Himmlera i SS, ktorzy zaangazowali sie w takie przedsiewziecia, jak wyslanie wyprawy do Tybetu dla poszukiwania przodkow tzw. rasy aryjskiej, plan Hecka odtworzenia tura, jako symbolu brutalnej sily, byl darem niebios. Spragnieni mitologii, nazisci rozgladali sie wszedzie za gatunkami, ktore odroznialyby germanska flore i faune od tych typu azjatyckiego. Eksperymentalne odtwarzanie przez Hecka wymarlych zwierzat odbywalo sie pod patronatem Goeringa – ktory byl bardziej zapalonym mysliwym, niz protektorem zwierzyny, czego dowodzily np. przedwojenne fotografie z Bialowiezy – i bylo obficie finansowane. Wdzieczny Heck utworzyl dla Goeringa specjalny mysliwski rezerwat w Schorfheide. W roku 1938 odbyl sie pod protektoratem Goeringa kongres Towarzystwa Ochrony Zubra. Heck, ktory juz w roku 1927 usilowal skrzyzowac zubra z bizonem amerykanskim, przed wojna sprowadzil takze bizony z Kanady i w Schorfheide przeprowadzal eksperymenty krzyzowania. W roku 1941, w srodku wojny, ktora byla kulminacja szalenczych nazistowskich eksperymentow z zyciem ludzi i zwierzat, Goering zostal mianowany patronem Puszczy Bialowieskiej. Nie uratowalo to tam jednak pieknego, starego carskiego palacyku mysliwskiego gdy armia niemiecka rozpoczela odwrot.






Zubr wedlug ilustracji z XVII-wiecznego dziela Conrada Gesnera [12].


Heck - czlowiek tajemnicy

Celem wizyty Hecka w okupowanej Polsce we wrzesniu 1939 bylo nie tylko zabranie do Niemiec dla swoich doswiadczen hodowlanych tylu zubrow ile tylko bylo mozliwe, ale takze zabranie rzadkich polskich koni, potomkow dzikich, wojowniczych tarpanow, ostatni raz napotykanych na Litwie przy koncu osiemnastego wieku [13]. Heck pragnal odtworzyc rowniez i tarpana poprzez krzyzowki z kucykami szetlandzkimi oraz konmi arabskimi i Przewalskiego. Eksperymenty tego typu, przeprowadzane juz przed wojna, spotkaly sie z krytyka ekspertow od tarpanow, takich jak Tadeusz Vetulani (ktory po wojnie domagal sie zwrotu skradzionych przez Hecka tarpanow). Wysilki Hecka w tej dziedzinie peudo-nauki, staly sie, podobnie jak to bylo z turem, posmiewiskiem wsrod wielu zoologow.

Powojenne pisma Lutza Hecka swiadcza o jego "amezji", ktora od roku 1945 stala sie znamienna cecha przestepcow wojennych, i co gorsza, sporej czesci swiata. Ksiazka Hecka Moja przygoda, opublikowana w Niemczech w roku 1952 i przetlumaczona na angielski w 1954, jest pierwszorzednym tego przykladem. W rozdziale "Zoo w plomieniach" dlugo rozpisuje sie on o stratach w jego ukochanym berlinskim zoo, spowodowanych przez alianckie bombardowania, ale nigdzie nie wspomina o zniszczeniach, ktorych byl swiadkiem w warszawskim zoo. "Wydaje sie niewiarygodne" – napisal – "ze ogrod zoologiczny ze swoimi niewinnymi zwierzetami, mogl zostac uznany za cel dla bomb." Uzalajac sie nad soba dodal, "nam w zoo, los zadal straszliwy cios".

W dlugim rozdziale tej ksiazki, zatytulowanym "Tury", Heck opisal swoje hodowlane eksperymenty. Byl pewny, ze powiodlo mu sie odtworzenie tego zwierzecia, wymarlego od roku 1627. To brutalna sile tego zwierzecia cenil nade wszystko. Heck podziwial rowniez hiszpanskiego byka uzywanego do corridy, zwierze, ktore "ma zapal walczyc, az do smierci." Co do krwawej niemieckiej okupacji Polski, Heck piec lat wojny dobrotliwie okreslil jako "zycie pod niemieckim zarzadem." Twierdzil, ze zwierzeta (ktore oczywiscie on sam byl zrabowal) najpierw zostaly wypuszczone na wolnosc w pruskim rezerwacie lesnym w Rominten, a roku 1942 przetransportowane do Bialowiezy by sie tam rozmnozyly.

Proza Hecka siegnela apoteozy gdy pisal o niemieckich wysilkach zachowania wymierajacych lub wyniszczonych gatunkow, a w szczegolnosci amerykanskiego bizona. Napisal, "Jednym z najbardziej wstrzasajacych rozdzialow historii naszych czasow jest prawie zupelne wyniszczenie calych wielkich gatunkow, pelnych zywotnosci, po prostu przez ludzkie szalenstwo i chciwosc, ambicje i slepa zadze niszczenia." To nie Zydow mial Heck na mysli.

* * *

Daszkiewicza zastanawia nie tylko akceptacja pseudonaukowych eksperymentow Hecka przez dzisiejszy latwowierny swiat ale i liczne podroze Hecka przed wojna po calym swiecie, finansowane przez Goeringa. Przed inwazja, niemieckie samoloty pasazerskie ukradkiem fotografowaly polskie i rosyjskie terytoria, to czyz nie wiec jest mozliwe, ze misje Hecka na rozne kontynenty mialy na celu szpiegostwo pod plaszczykiem poszukiwania rzadkiej dzikiej zwierzyny? Waznosc Hecka dla Hitlera moze byc mierzona faktem, iz pod koniec wojny zostal on cichaczem wyciagniety z sowieckiego terytorium i przewieziony samolotem do Niemiec. Rosjanie uznali Hecka za zbrodniarza wojennego za jego rabunek zwierzat z rezerwatow zwierzat na Ukrainie, ale uniknal on aresztowania pozostajac we francuskiej strefie okupacyjnej Niemiec. Tam zas nie uczyniono zadnego powaznego wysilku by go zatrzymac. Daszkiewicz zastanawia sie, czy aby rozlegle kontakty Hecka na calym swiecie (podobnie jak i kontakty innych hitlerowcow) nie uczynily go po wojnie uzytecznym dla Rosjan i nie zapewnily mu bezkarnosc od oskarzenia za kradziez i lupiestwo na okupowanych terytoriach polskich i rosyjskich. Pytaniem, do ktorego Daszkiewicz powraca raz po raz jest: jakie jest zrodlo finansowania SIERDAH (Syndicat International Pour l’Elevage, La Réintroduction et Le Développement de l’Auroche de Heck), ktore nadal propaguje tury Hecka?

Heck, ktory reprezentowal szalencze cele nazistow odtworzenia doskonalej bestii podczas gdy rownoczesnie eksterminowano „niedoskonalych” ludzi, zmarl w roku 1983. W rok pozniej jego popiersie ustawiono na honorowym miejscu w berlinskim zoo. Odpowiedzi na powyzsze pytania byc moze poszly do grobu wraz z nim.


Koncowe mysli o Zydach i zubrach

Daszkiewicz i Aikhenbaum odkryli liczne nieopublikowane dotad dokumenty dotyczace pladrowania przez Hecka ze zwierzyny polskich ogrodow zoologicznych, pierwotnej Puszczy Bialowieskiej i innych rezerwatow w Polsce i na Ukrainie. Podkreslili oni pionierska prace dyrektora warszawskiego zoo, Jana Zabinskiego, ktory byl autorytetem w dziedzinie zubra. Jego zoo bylo integralna czescia wysilkow ratowania tego najwiekszego ssaka Europy. Sprowadzil on rowniez bizony i wypuscil je wolno w Bialowiezy. W roku 1938 sporzadzil ostatni przed wojna spis zubrow w Polsce. Po wojnie, po powrocie do warszawskiego zoo, byl zaangazowany w akcje rewindykacji do polskich archiwow zapisow dotyczacych genealogii zubrow zrabowanych przez Niemcow. Od roku 1947 do przejscia na emeryture, kierowal Miedzynarodowym Stowarzyszeniem Ochrony Zubra. Nigdy nie zaprzestal zwracac uwage na rabunki dokonane przez braci Heck.

Jest dlatego szokujace, ze przeszlosc Hecka wydaje sie byc zapomniana. Ignorujac nie tylko nazistowska i kryminalna przeszlosc oraz powiazania Hecka, niektorzy europejscy specjalisci, zdaja sie przyjmowac jego "tury" za naukowy fakt. We Francji, obok dzialalnosci SIERDAH, przypadkowe eksperymenty Hecka, przypominajace sowieckie idee falszywego genetyka Trofima Lysenki, sa uznawane przez Ecole Nationale Vétérinaire za naukowe osiagniecia. Niektore parki zwierzyny w zachodniej Europie poswiecaja zasoby dla tej fantazji jak z filmow Stevena Spielberga. Jest skandaliczne, ze nadal propaguja one pomysly i nazwisko zbrodniarza wojennego, ktory umknal sprawiedliwosci, ze nadal pokazuja placacej bilety publicznosci okazy tzw. "tura Hecka." Daszkiewicz i Aikhenbaum podaja liste 36 parkow zwierzyny we Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Szwecji, Hiszpanii i na Wegrzech, ktore prezentuja tura Hecka. Jest ublizajace, ze francuscy zoologowie chcieliby pokazywac domniemanego „tura” w Polsce, pomimo, ze testy wykazaly, iz „bydlo" Hecka nie ma nic wspolnego z pradawnym, wymarlym zwierzeciem i ze krzyzowkowa hodowla wydala chorowite zwierzeta o kruchych kosciach.

* * *

W poznych latach 1980. odwiedzilem warszawskie zoo by przesledzic historie Zydow uratowanych w zwierzecych klatkach. W roku 1999 pojechalem do Bialowiezy, gdzie moglem obejrzec ostatnie ze szlachetnych zubrow. W moim umysle rozbrzmiewala ta historia: Zydzi i zubry, ofiary nazistowskiej pseudo-nauki. Ludzie i zwierzeta, ktorzy usilowali przetrwac (a tylko garstka zdolala) kiedy fala niemieckiego zelastwa zalala ich kraj.

W roku 1999 podczas wojny w Kosowie i bombardowania Belgradu, natrafilem na relacje z belgradzkiego zoo. Niewiele stworzen jest bardziej bezradnych podczas wojny, niz zwierzeta z ogrodow zoologicznych, a ich niedola jest powszechnie ignorowana, gdyz, rzecz zrozumiala, ofiary sposrod ludzi sa przedmiotem wiekszej troski. Ale kiedy czytalem o tym, jak glodujace zwierzeta w belgradzkim zoo ogryzaly swoje wlasne nogi albo porzucaly i zjadaly swoje mlode, nie potrafilem powstrzymac sie od mysli o warszawskim zoo przed 60 laty i o komentarzu Antoniny Zabinskiej o „ludziach i zwierzetach”. Nie musimy zgadzac sie z antropomorficznymi pogladami niedawno zaprezentowanymi przez J.M. Coetzee w ksiazce Zycie zwierzat, ktore zrownuja cierpienia zwierzat z okropnosciami obozow koncentracyjnych, ale i nie powinnismy nie dostrzegac jak okrucienstwa zadawane zwierzetom przez ludzi umniejszaja zycie jako takie.

* * *

Pragne zlozyc hold niezyjacym juz odwaznym ludziom: Janowi Zabinskiemu i jego zonie Antoninie, ktorzy ryzykowali swoje zycie by ratowac Zydow z warszawskiego Ghetta. Ksiazka Antoniny Zabinskiej Ludzie i zwierzeta (Warszawa 1968) jest bezcenna, przynoszac szczegoly tych malo znanych wydarzen bedacych czescia Holocaustu.

Pragne takze podziekowac Ryszardowi Zabinskiemu, ktory podzielil sie ze mna wspomnieniami i opowiedzial mi o niebezpiecznej pracy jego rodzicow, oraz Dr. Maciejowi Rembiszewskiemu, obecnemu dyrektorowi warszawskiego zoo, ktory w roku 1989 pokazal mi wille i klatki, w ktorych podczas okupacji hitlerowskiej ukryci byli Zydzi.

Przede wszystkim jestem wdzieczny biologowi Piotrowi Daszkiewiczowi i jego wspolpracownikowi Jean’owi Aikhenbaum’owi za ich wytrwala prace nad ujawnianiem nazistowskich zbrodni przeciw tak ludziom, jak i zwierzetom. Obaj zwalczaja obecna propagande o tzw. turach Hecka uprawiana w roznych ogrodach zoologicznych i parkach zwierzyny w zachodniej Europie. Hojnie dzielili sie oni ze mna owocami swoich badan. Daszkiewicz i Aikhenbaum napisali wiele prac, w tym ponad 200 artykulow na tematy zoologiczne i botaniczne.


Niniejszy artykul jest wstepem do mojej biezacej pracy nad nazistowskimi pomyslami dotyczacymi ludzi i zwierzat oraz nad implikacjami tychze w naszych czasach.


Niniejszy artykul w jezyku angielskim zostal opublikowany w Londynie w roku 2001:
Frank Fox: "Jews and Buffaloes, Victims of Nazi Pseudo-science", East European Jewish Affairs, 31, No. 2, 2001, pp. 82–93.




Przypisy:


  1. Jest warte zanotowania w historii, ze w roku 1938, gdy Lutz Heck byl dyrektorem berlinskiego ogrodu zoologicznego, Zydom zabroniono zwiedzania zoo, a dozywotnie karty wstepu, ktore zydowskie rodziny otrzymaly byly kupujac akcje zoo, zostaly skonfiskowane. Potomek pewnej berlinskiej rodziny, obecnie mieszkajacy w Stanach Zjednoczonych, czyni wysilki by nie tylko wykryc kto nabyl prawo jego rodziny do wolnych wizyt w zoo, ale takze by odzyskac ten przywilej dla swojego wnuka. Korespondencje Profesora Wernera Cohn’a z zarzadem berlinskiego zoo mozna przeczytac na jego internetowej stronie:
    http://www.wernercohn.com/zoo.html

  2. W archiwach Princeton University znajduja sie dwa dokumenty podpisane przez Lutza Hecka. Pierwszy, datowany 28 grudnia 1939, jest adresowany do "Naszego Ukochanego Führera" i przesyla mu zyczenia noworoczne na "rok, w ktorym armie niemieckie odniosa zwyciestwa." Drugi, datowany "styczen 1940", jest honorowym biletem wstepu do berlinskiego zoo dla "naszego Führera und Reichskanzler". Piotr Daszkiewicz udostepnil mi kopie tych dokumentow.

  3. The Oxford Universal Dictionary (3rd Edition, 1955) okresla tura (auroch) jako "wymarly gatunek dzikiego byka - opisany przez Cezara jako Urus - nazwa blednie stosowana do europejskiego bizona ... dotad zyjacego na Litwie."

  4. Profesor Szymon Tenenbaum byl jednym z najwybitniejszych entomologow swoich czasow; jego pionierska praca nad chrzaszczami Wysp Balearow zostala opublikowana w pieciu tomach. Pomimo straszliwych warunkow w warszawskim Ghetcie, kontynuowal on swoje prace piszac artykuly, prowadzac zapiski entomologiczne i kolekcjonujac owady. Jego koledzy-przyrodnicy padli ofiara Niemcow; Dr. Michal Suminski zostal aresztowany przez Gestapo w roku 1942 i rok pozniej zamordowany w wiezieniu. Inny uczony, Dr. Roman Kuntze, zostal zamordowany wraz z zona w roku 1944. Przyrodnicy, przyjaciele Tenenbauma, przygotowali plan jego ucieczki z Ghetta, ale odmowil on wyjscia z Ghetta. W listopadzie 1939, SS zrabowalo z warszawskiego ogrodu zoologicznego ponad 200 cennych ksiazek i kolekcje mikroskopow, ale przeoczyli kolekcje Tenenbauma zawierajaca 500,000 okazow owadow. W roku 1944, trzy tygodnie przed Powstaniem Warszawskim, zbiory te przeniesiono do Muzeum Zoologicznego i tam ocalaly. Po wojnie, wdowa po Tenenbaumie, zgodnie z wczesniejszym zyczeniem jej meza, przekazala te zbiory na wlasnosc Muzeum Zoologicznemu w Warszawie. Jestem wdzieczny Piotrowi Daszkiewiczowi za te informacje.

  5. Zob. np. Frank Fox, "A Skeleton in Poland’s Closet: The Jedwabne Massacre", East European Jewish Affairs, 31, No. 1, 2001, 77–94.

  6. T. Bernstein i A. Rutkowski, "Rada Pomocy Zydom w Polsce Zegota", Biuletyn Zydowskiego Instytutu Historycznego, 65–66, 1968, 198–199.

  7. Archiwa Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, 1948, n. d. 5704.

  8. Szczegolowe biografie Zydow uratowanych w warszawskim zoo mozna znalezc w ksiazce Wladyslawa Bartoszewskiego i Zofii Lewinowny, Ten jest z ojczyzny mojej: Polacy z pomoca Zydom, 1939–1945 (He Who Is From My Homeland: Poles and Assistance to Jews, 1939–1945), Znak, Krakow 1969, pp. 498–499. Cytowany tekst jest wziety prawie doslownie z ksiazki Antoniny Zabinskiej pt. Ludzie i zwierzeta.

  9. Rog jednego z ostatnich polskich turow, oprawiony w srebro, z napisem "Rog turzy ostatniego turu z Puszczy Sochaczewskiej od wojewody rawskiego Stanislawa Radziejowskiego na ten czas starosti sochaczewskiego 1621", znajduje sie w Sztokholmie w Muzeum Arsenalu (Livrustkammaren).

  10. Lutz Heck w swoich doswiadczeniach genetycznej "rekonstrukcji" tura stosowal do krzyzowek wylacznie rozne rasy bydla domowego. Zakladal on, ze z jednej strony domowe bydlo pochodzi od tura (co jest prawda), jak rowniez, ze prymitywne rasy domowego bydla (jak np. rasa z wegierskiej puszty lub rasa z francuskiego Camargue) zachowaly "prymitywne cechy" swojego dzikiego przodka, aczkolwiek rozne rasy zachowaly rozne z owych "prymitywnych cech". Mozliwe wiec bylo, zdaniem Hecka, otrzymanie zwierzecia posiadajacego sume owych atawistycznych, prymitywnych cech. Zwierze posiadajace owe wybrane wyselekcjonowane cechy, mialo byc "zrekonstruowanym turem". Doswiadczenia Hecka nad "rekonstrukcja" tarpana opieraly sie na zupelnie innym zalozeniu. W tym przypadku, krzyzowal on rozne rasy koni z koniem Przewalskiego. Jego doswiadczenia nad zubrami byly jeszcze innego rodzaju. Krzyzowal bowiem zubra z bizonami, wierzac iz w ten sposob "odswiezy krew degenerujacych sie zubrow".

    Idee, podobne do koncepcji Hecka, "rekonstrukcji" dzikich gatunkow poprzez krzyzowanie roznych ras udomowionych zwierzat istnialy przed i po jego doswiadczeniach. Z punktu widzenia nauk przyrodniczych i wspolczesnej genetyki podobne doswiadczenia sa po prostu absurdalne. Jednakze takie wlasnie byly zalozenia prac braci Lutza i Heinza Heck.   [Piotr Daszkiewicz]

  11. Sigmund Herberstein, Rerum moscoviticarum commentarij, sigismundo libero authore : russiæ breauissima descriptio, & de religione eorum varia inserta sunt. Chorographia totius imperij moscici, & vicinorum quorundam mentio. Antverpiae, Ioannis Steelsij, 1557.

  12. Conrad Gesner, Historiae animalium Lib. I, de quadrupedibus viviparis ... Conradi Gesneri ... Edition Editio secunda ... Editeur, date Francofurti,~in bibliopolio Cambieriano, #1603.

  13. Niektorzy przyrodnicy uwazaja Polske, a w szczegolnosci park zwierzyny rodu Zamoyskich, za ostatnie miejsce, w ktorym zyja tarpany. "Konik polski" jest potomkiem lesnego tarpana, podgatunku opisanego przez Tadeusza Vetulaniego. Prawdziwy tarpan zyl na stepach Ukrainy gdzie wymarl przy koncu XIX wieku, okolo 100 lat pozniej niz w lasach polskich i litewskich.





Konsultowane zrodla:


  • Kai Artinger, 'Lutz Heck: "Der Vater der Rominter Ure": Einige Bemerkungen zum wissenschaftlichen Leiter des Berliner Zoos im Nationalsocialismus', Der Bär (Berlin), 43, 1994, 125–38.

  • Anna Bramwell, Ecology in the 20th Century: A History. Yale University Press, New Haven 1989.

  • J. M. Coetzee, The Lives of Animals. Princeton University Press, 1999. Tresc tej ksiazki zostala zaprezentowana w serii wykladow ”The Tanner Lectures” w Princeton University.

  • Piotr Daszkiewicz, „Polska zoologiczna misja rewindykacja w swietle dokumentow z archiwum Tadeusza Vetulaniego”, Przeglad Zoologiczny, XLV, 3–4.

  • Piotr Daszkiewicz et Jean Aikhenbaum, Aurochs, le retour … d’une supercherie nazie. Histoire, Sciences, Totalitarisme, Ethique et Societe, Paris 1999.

  • Michal Grynberg, „Pomoc udzielana Zydom w czasie okupacji hitlerowskiej w Polsce”, Biuletyn Zydowskiego Instytutu Historycznego, 2, 1977, 142.

  • Lutz Heck, My Adventure (translated with some omissions by E. W. Dickes) from Tiere-Mein Abenteur. Ullstein Verlag, Austria, 1952; pierwsze wydanie angielskie: Methuen, London 1954.

  • Fabrice Nicolino, "L’histoire d’une supercherie scientifique", Politics, No. 578, 9 December 1999.

  • Boria Sax, Animals in the Third Reich: Pets, Scapegoats and the Holocaust. Continuum, New York, 2000.

  • Stanislaw Strzetelski, Goering poluje na rysie (Goering Hunts For the Lynx). M. I. Kolin, London, 1942.

  • Adam Wajrak, "Powrot hitlerowskiej krowy", Gazeta Wyborcza, 30 marca 2000.

  • Douglas R. Weiner, "Demythologizing Environmentalism", Journal of History of Biology, 25, No. 3, 1992.

  • Zbigniew Wolinski, Wspomnienie. Osobisty dokument zdeponowany w Zydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie w pazdzierniku 1974.

  • Antonina Zabinska, Ludzie i zwierzeta. Czytelnik, Warszawa 1968.

  • Jan Zabinski, Relacja ... Osobiste wspomnienie Dr Jana Zabinskiego zlozone po wojnie w Zydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, n.d. 5704, przedrukowane w Biuletynie Zydowskiego Instytutu Historycznego, 65–66, 1968.

  • Opis polowan w rezerwacie Rominten w Prusach Wschodnich, ktory zawiera szczegoly o polowaniach Goeringa i trofeow, jakie tam otrzymal, mozna znalezc pod adresem:
    http://www.snydertreasaures.com

  • Listy do autora od Piotra Daszkiewicza, maj-sierpien 2001.

  • Listy do polskojezycznej gazety Czytelnik w Tel Avivie od Ireny Mayzel i Reginy Kenigswein napisane podczas wizyty Jana i Antoniny Zabinskich w Izraelu u ocalonych przez nich Zydow, 1967-1968.

  • Korespondencja miedzy autorem i Dr. Maciejem Rembiszewskim, 1989-1994.



Z angielskiego przelozyl Andrzej Kobos, listopad/grudzien 2001.


Serdecznie dziekuje Dr. Piotrowi Daszkiewiczowi za autorski egzemplarz jego ksiazki oraz dodatkowe informacje i dane bibliograficzne przeslane mi w trakcie mojego tlumaczenia artykulu Profesora Franka Foxa z angielskiego na polski - Andrzej Kobos.





Teksty Franka Foxa zamieszczone w Zwojach:





Copyright © 1997-2002 Zwoje