O fascynacjach Brunonem Schulzem

MOTYW UKRYTEJ KSIĘGI





JACEK MOSKWA



Bruno Schulz w Drohobyczu, 1934 (1933?).

I

"Wszystkie te rzeczy nie były jeszcze Księgą, dziełem autentycznym, napisanym w naturalnej wielkości, z prawdziwą głębokością wszystkich podziałów i szczegółów życia, nie były jedyną błyskawicą genialnej epoki, w którą mój Bruno został wciągnięty jeszcze jako dziecko, podczas dzikiej wiosny, na długo przedtem, zanim świat zaczął fałszować swoją naturę, zamarzając na śmierć" - te słowa podkreśliłem grubo ołówkiem w kieszonkowym egzemplarzu powieści izraelskiego pisarza Davida Grossmana, Zobacz pod: miłość. Czytałem ją nocą w greckim hoteliku "Xenia" w Trieście. Za rogiem był bulwar, a za nim morze. Słyszałem jego szum, stłumiony przez listopadowy deszcz. Morze, które jest u Grossmana kobietą, przyjmuje "jego Brunona" i narratora książki o nim.

Seminarium o twórczości Brunona Schulza, w którym uczestniczyliśmy, zatytułowano "Il profeta sommerso", co dosłownie znaczy "zatopiony", ale także "zapomniany" prorok. To parafraza określenia Witolda Gombrowicza, który nazwał przyjaciela "zapomnianym wariatem", siebie samego "wariatem zbuntowanym", zaś Witkacego "wariatem zdesperowanym".

Wielokrotnie podczas tej konferencji mówiono, że Triest - najbardziej środkowoeuropejskie miasto Italii, główny port monarchii habsburskiej, taki "Lwów nad morzem", z wiekową wspólnotą żydowską - to idealne miejsce na rozmowę o twórczości pisarza, który "urodził się jako Austriak, żył jako Polak, umarł jako Żyd, tracąc w ten sposób okazję zostania obywatelem Związku Radzieckiego" (formuła Maurice'a Nadeau).

Najciekawszym wątkiem seminarium były schulzowskie fascynacje innych twórców. Pokazano wszystkie chyba filmy osnute wokół jego życia i nawiązujące - czasem w sposób dosyć odległy - do jego opowiadań. Także dokument Andrzeja Wajdy o pierwszej wersji "Umarłej klasy" Tadeusza Kantora, przez wielu we Włoszech uznawanej za najwybitniejsze - w ogóle - dzieło sztuki XX wieku. Mówiono o czterech znanych dotychczas (podobno piąta powstała na Ukrainie) powieściach, których Schulz jest bohaterem.

- Skąd to szczególne zainteresowanie jego postacią? - zapytał w swoim wystąpieniu wprowadzającym jeden z organizatorów triesteńskiej konferencji, wielce zasłużony dla promocji współczesnej literatury polskiej (właśnie do księgarń trafił jego przekład Ziemi Ulro Miłosza) prof. Pietro Marchesani. - Dlaczego właśnie Bruno Schulz tak porusza wyobraźnię ?


Bruno Schulz: Autoportret, 1919.

II

Noty o czterech powieściach zamieścił Pietro Marchesani w albumie, bo trudno doprawdy nazwać katalogiem książkę, zawierającą reprodukcje zachowanej twórczości plastycznej samotnika z Drohobycza, obszerną ikonografię jego miasta i całej Galicji, a także obszerny artykuł Jerzego Ficowskiego - autorytetu uznanego przez wszystkich wyznawców autora Sklepów cynamonowych - o poszukiwaniach ostatniej, zaginionej powieści Schulza Mesjasz [1].

W 1987 roku do Warszawy przyjechał Alex Schulz, obywatel USA urodzony w Drohobyczu, podobno daleki krewny Brunona. Opowiedział Ficowskiemu o telefonach, jakie otrzymywał w Kalifornii. Nieznajomy, mówiący najpierw po angielsku z akcentem rosyjskim, a następnie po ukraińsku, proponował mu sprzedaż - za 10 tysięcy dolarów - dwukilogramowej paczki rysunków i rękopisów Brunona Schulza. Jako miejsce transakcji proponował Lwów, później Warszawę. Alex Schulz powrócił do Kalifornii, gdzie bezskutecznie oczekiwał na odezwanie się nieznajomego, podobnie jak Jerzy Ficowski w Warszawie. Tajemniczy rozmówca nie dał już znaku życia. Z Kalifornii nadeszła natomiast wiadomość, że Alex Schulz doznał wylewu krwi do mózgu i zmarł.

W artykule, drukowanym pierwotnie w Polityce w listopadzie 1992 roku, Ficowski wspomina o powieści amerykańskiej pisarki Cynthii Ozick The Messiah of Stockholm" ("Mesjasz ze Sztokholmu"). Copyright zastrzeżono w 1987 roku, musiała więc być pisana przed tą datą. Tymczasem jej treść w intrygujący sposób koresponduje z późniejszymi wydarzeniami z relacji Ficowskiego. Włoskie wydanie Mesjasza ze Sztokholmu kupiłem parę lat temu na targu w mojej dzielnicy Rzymu u Hindusa, który wszystkie książki sprzedaje za jednakową cenę 3 tysięcy lirów. Zaintrygowało mnie streszczenie na skrzydełku okładki. Osią fabuły jest poszukiwanie tej właśnie, zaginionej powieści Schulza. Polski Żyd, który utracił rodziców w czasie wojny, mieszka w stolicy Szwecji, przybrał miano Larsa Andemeninga, pracuje jako krytyk literacki, i wierzy, że jest synem pisarza. Spotyka parę hochsztaplerów, Niemkę i innego polskiego Żyda ze szwedzkim nazwiskiem. Przedstawiają mu oni domniemaną córkę Schulza (Adelę, jak bohaterka jego opowiadań), która jest w posiadaniu rękopisu Mesjasza. Ten - prawdopodobnie falsyfikat - zostaje w końcu spalony przez Larsa Andemeninga.

Zbieżności fabuły powieści Cynthii Ozick z rzeczywistym poszukiwaniem Mesjasza Schulza na tym się nie kończą. W maju 1990 zgłosił się do Ficowskiego szwedzki dyplomata Jean Christophe Öberg z wiarygodnymi informacjami, jakoby rękopis znajdował się w archiwach KGB, w dużej teczce zawierającej także listy i dokumenty zamordowanego przez hitlerowców pisarza. Planowana podróż Öberga i Ficowskiego na Ukrainę nie doszła jednak do skutku, gdyż władze ówczesnego ZSRR odmówiły Szwedowi wizy dyplomatycznej. "W maju 1992 roku, niedługo po naszym spotkaniu w Warszawie, Öberg zmarł w szpitalu w Sztokholmie po krótkiej, strasznej chorobie, jak kilka lat wcześniej Alex Schulz. Nić znowu się zerwała, raz jeszcze nie było wiadomo, gdzie szukać, w którą udać się stronę" - pisał w Polityce Ficowski, który artykuł rozpoczął takim wyznaniem: - "Oczekuję na Mesjasza od prawie pół wieku, na przemian z wiarą i niewiarą, że moje oczekiwania mogą się spełnić."

O treści Mesjasza wiadomo niewiele. Schulz pracował nad nim z różną intensywnością od 1934 roku. Rozdziały "Księga" i "Genialna epoka" włączył jako pierwsze opowiadania do wydanego w 1937 Sanatorium Pod Klepsydrą. Jerzy Ficowski przypuszcza, że Mesjasz miał być kontynuacją Sklepów cynamonowych jako "mityczne przeobrażenie motywów kultury żydowskiej, przekształcenie mitu uniwersalnego w kategorię indywidualną i biograficzną, w dzieciństwo autora-narratora".


Bruno Schulz: Żydzi   (ilustracja do Mesjasza), 1935.

III

Kończąc w Trieście trudną lekturę powieści Davida Grossmana, w drugim rozdziale pod tytułem "Bruno" odnalazłem znajome fragmenty z początków Sanatorium Pod klepsydrą. Dzieje bohatera nie miały jednak wiele wspólnego z kolejami losów Schulza. U Grossmana Bruno nie ginie na ulicy drohobyckiego getta w krwawy czwartek 19 listopada 1942 roku z ręki Scharführera Karla Günthera, w odwecie za to, że protektor Schulza, gestapowiec Felix Landau zastrzelił innego Żyda. Wbrew wszelkiemu historycznemu prawdopodobieństwu pisarz wsiada do pociągu, zabierając rękopis Mesjasza. Udaje się do Gdańska, w tamtejszym muzeum usiłuje pocałować postać z obrazu "Krzyk" Edvarda Muncha. Spłoszony przez strażników ucieka (czarną teczkę z manuskryptem pozostawia w szatni) do portu, pogrąża się w wodzie i przyłącza do ławicy łososi.

Streszczenie tego rodzaju fabuły musi zabrzmieć zabawnie. Mimo szumu bliskiego morza czułem się zresztą nieco znużony, śledząc długie wędrówki powieściowego Brunona, jeszcze w człowieczej postaci, wśród wielkich ryb. Potem jednak poddałem się urokowi tej prozy, dialogów narratora - alter ego autora - Momika Neumana, izraelskiego pisarza, który latem 1981 roku przybył do Polski śladami swojego dziadka, więźnia hitlerowskiego obozu, przede wszystkim po to, aby pisać o autorze Mesjasza; dialogów prowadzonych z samym Schulzem i pochłaniającym ich obydwu morzem-kobietą i schronieniem. Chwilami ta proza przypominała mi najlepsze strony Śmierci Wergilego Hermanna Brocha.

- Dlaczego wybrałeś Schulza na kluczową postać powieści? - zapytałem Grossmana. - Kiedy czytałem go po raz pierwszy (ktoś po lekturze mojej poprzedniej książki powiedział, że powinienem to zrobić), poczułem się, jakbym odnalazł utraconego starszego brata. Miałem wrażenie, każdy zakochany je zna, że tym słowom nadano znaczenie specjalnie dla mnie. On miał niezwykły talent dotykania korzeni życia, jego pierwotnych idei. Każda strona to eksplozja pasji, wyobraźni, kolorów, uczuć. Wszystkie warstwy ludzkiej egzystencji i doświadczenia są tam obecne. Czytasz go i nagle czujesz, że bardziej żyjesz. Przypomina ci, czym jest życie, przywraca cię do niego - odpowiedział David Grossman.

Jego Ayen 'erekh: ahava - Zobacz pod: miłość - opublikowana w 1986 roku została uznana za udaną próbę spojrzenia na holokaust oczyma młodego Izraelczyka, urodzonego po wojnie. Uderza śmiałym wykorzystaniem fantastyki, a zarazem przywraca wiarę w sens literatury dyskursywnej. Tytuł, odsyłacz do hasła w zamieszczonej na końcu encyklopedii losów bohaterów, brzmi po polsku nie najlepiej. Powieść przetłumaczono bodaj na 27 języków. Nie ukazała się na naszym rynku. A powinna wzbudzić zainteresowanie, choćby z tego względu, że oprócz Schulza można w niej rozpoznać różne osoby i miejsca z Polski, nawet warszawskie zoo. Także dlatego, że jest bardzo różna od tego, co o Zagładzie pisali Hanna Krall czy Henryk Grynberg.

Na prośbę Witka, operatora obrazu, wypowiedź Grossmana dla telewizyjnych "Wiadomości", nagraną w przerwie obrad, powtórzyliśmy w bardziej atrakcyjnej scenerii, na wystawie rysunków i grafik Brunona Schulza. Stojąc na tle fotograficznej planszy, znalazł się jakby na ulicy Drohobycza, tam, gdzie mocą wyobraźni, poruszonej fragmentami Mesjasza, które weszły do Sanatorium Pod klepsydrą, trafił Momik Neuman. Na pożegnanie podsunąłem Grossmanowi do podpisu włoskie wydanie (trzecie, w kieszonkowej serii "Pisarze Dwudziestego Wieku") jego powieści. Księgarze szukali jej dla mnie po całym Trieście. Wspomniałem, że to prawdopodobnie ostatni egzemplarz, jaki był tego dnia do kupienia w tym mieście. - No to teraz będziesz musiał ją przeczytać - odpowiedział.

Zrobiłem to, chociaż niezbyt dokładnie. Tak naprawdę interesowała mnie tylko historia Brunona, wątek istotny, ale przecież nie jedyny. W jej zakończeniu pojawia się Mesjasz. Wjeżdża na plac Przenajświętszej Trójcy w Drohobyczu "od strony ulicy Samborskiej, na lewo od naszego okna, na krótkim odcinku drogi między kościołem a domem Brunona. Jak miał w zwyczaju, dosiadał szarego osiołka ubrudzonego w nieskończonych peregrynacjach". Mesjasz pojawia się i zaraz znika, a oglądający go ludzie - jak w Genialnej epoce - zapominają "wszystko: język, którym mówili, kochane istoty, chwilę, która właśnie przeminęła".


Bruno Schulz: Żydzi   (ilustracja do Mesjasza), 1934.

IV

Jerzy Ficowski wspomina gdzieś, że w zaginionej powieści Schulza szerzy się wieść, jakoby Mesjasz przybył i znajduje się zaledwie 30 kilometrów od Drohobycza. Nawiązuje do tego Włoch Ugo Riccarelli w zakończeniu książki Un uomo che forse si chiamava Schulz - "Człowiek który być może nazywał się Schulz" (1998) - nominowanej do Premio Campiello. I ona nie odpowiada tradycyjnemu wzorcowi la vie romance, chociaż może najbardziej się do niego zbliża. Przebiega jednak życie bohatera "raz jeszcze, posługując się niedokładną miarą powieści, za pośrednictwem zmyślenia, a zatem, paradoksalnie, w sposób prawdziwy" - jak zastrzega autor.


Bruno Schulz: Żydzi   (ilustracja do Mesjasza), 1934.

U Riccarellego wieść, że Mesjasz jest już blisko, rozchodzi się wśród drohobyckich Żydów zamkniętych w getcie i postawionych wobec bliskiej już Zagłady. Wysyłają na jego spotkanie narratora, który korzysta z opieki gestapowca Landaua. Niedaleko skrzyżowania w miejscowości Gronkiew znajduje on człowieka przywiązanego do słupa, jak Chrystus do krzyża. Nad jego głową napis gotyckim alfabetem głosi: "Taki jest koniec włóczęgów, Cyganów, fałszywych proroków i zdeformowanych, oczyszczonych sprawiedliwością Rzeszy, Mesjaszy pokoju".

Człowiek, który być może nazywał się Schulz, wraca do getta, aby powiedzieć ziomkom, że "Mesjasz jest tu, między nami, straszny, surowy i uciążliwy, mocno trzymany rękami naszych strażników".

Jego własny los rozgrywa się, jak w historii prawdziwego Schulza.

- Ty jesteś Żyd Landaua - krzyczy kapitan Günther. - On zabił mojego Żyda, więc ja zabijam jego Żyda.

Zarówno u Grossmana, jak u Riccarellego, przyjście Mesjasza ma przy całej fantastyce ciężar religijnego konkretu - judaistycznego, czy nawet chrześcijańskiego. Tymczasem ze studium Jerzego Ficowskiego wiadomo, że Schulz to przede wszystkim Wielki Herezjarcha. Księga, o której mowa w pierwszym rozdziale Sanatorium pod klepsydrą, nie jest Biblią. Herezjarcha tworzy nową wiarę, ale w przypadku Schulza za mało jest danych, aby próbować odtworzyć jej treść. Sądząc z ikonografii - naładowanych perwersyjną erotyką rysunków - dla wielu mogłaby ona być po prostu bluźniercza.

Z czwórki autorów tylko Włoch Marco Ercolani, autor powieści Il mese dopo l'ultimo - "Miesiąc po ostatnim" (1999) - podjął zuchwałą próbę fantazjowania na temat treści zaginionego Mesjasza.

- Napisałem ją poniekąd po to, by uzupełnić nieodwracalną stratę dużej części twórczości Schulza, zwłaszcza jego najważniejszej powieści Mesjasz - powiedział mi w Trieście. - Postanowiłem wymyślić na nowo możliwą książkę, złożoną z fragmentów i listów, notatek i opowiadań, które dałyby sugestię zaginionego dzieła. Moim zamiarem było zatem ukoić żal za pomocą utworu wyimaginowanego. Tytuł Miesiąc po ostatnim jest aluzją do czasu, który nie może nastąpić, jest aluzją do Mesjasza, który nigdy nie przyjdzie, ale wciąż jest wyczekiwany. Hipoteza przyszłości zawsze fascynuje, w jakiś sposób wymierza ona sprawiedliwość okrutnej przeszłości. Wyobraziłem sobie Schulza, który - inaczej niż w swoich opowiadaniach - skupia się tylko na idei tej powieści, pisząc o niej w listach do przyjaciół, Romany Halpern i Andrzeja Pleśniewicza, aby świadczyć o powstawaniu dzieła. On sam mówi o pisaniu, o procesie twórczym. Z mojej strony był to sposób wyobrażania sobie, snucia fantazji wokół tajemniczego przyjścia Mesjasza, w istocie nieosiągalnego.


Bruno Schulz, Autoportret, ok. 1930.
Nie jest to zresztą pierwszy apokryf w dorobku Ercolaniego. Spod kostiumu dobrze imitowanej korespondencji wyziera jednak zarys dzieła, które ze znaną nam prozą Brunona Schulza, a tym bardziej z jego biografią, nie ma nic wspólnego. W ciągu czterech nocy w Drohobyczu niejaki Stefan Kris, autor dziwnych rysunków, opowiada różne historie - w dużej części osnute wokół idei mesjańskiej - młodemu żołnierzowi niemieckiemu imieniem Herman. Jest to istotnie miesiąc po ostatnim w jakiejś wyimaginowanej "nowhere land". Listy noszą daty od 30 czerwca 1940 do 1 grudnia 1941 roku. Pomijając fakt, że Andrzej Pleśniewicz już wtedy nie żył, to przecież Drohobycz do czerwca 1941 roku pozostawał pod okupacją sowiecką, zamienioną dopiero latem 1941 na hitlerowską. Przed tą datą Schulz mógłby sobie najwyżej wyobrażać niemieckiego żołnierza na gruzach Drohobycza. W listach nie ma także śladów wydarzeń wojennych. To nagromadzenie anachronizmów wydaje się jednak zabiegiem świadomym. Jakby Ercolani chciał zapobiec podejrzeniom, iż rzeczywiście znalazł rękopis Mesjasza, czy choćby nieznane listy Schulza.


Bruno Schulz, ok. 1925.

V

W roku 1808 Rabbi Nachman z Bracławia, którego pradziadem ze strony matki był sławny Ba'al Szem Tow, ojciec chasydyzmu, udał się do Lwowa. Miał 36 lat i był śmiertelnie chory na gruźlicę; umarł w 1811 r. Jeden z jego uczniów Rabbi Natan zanotował w biograficznej książce Chayye Moharan, że Rabbi Nachman uznał za przyczynę choroby swoje ezoteryczne pisma. Powiedział więc do innego ucznia, Rabbiego Szymona:

"Oto klucz od mojej szafki. Jedź jak najprędzej, nie zwlekaj, wynajmij podwodę. Niech cię nie zatrzymają deszcz ani śnieg, pędź do Bracławia. Kiedy tam przybędziesz, weź dwie książki: pierwsza znajduje się w szafce, druga w kuferku mojej córki Adeli (zauważmy zbieżność imienia z bohaterką opowiadań Schulza - przypis J.M.); wyjmij je i spal. Pośpiesz się, a przede wszystkim nie zmieniaj nic z tego, co ci przykazałem".
Po przybyciu do Bracławia Rabbi Szymon spalił obie książki. Rabbi Natan zanotował jednak, że Mistrz "posiadał jeszcze inną, na poziomie znacznie wyższym od "Księgi Spalonej". Chodziło o "Księgę Ukrytą". Mówił, że kiedy ją pisał, wychodził z ciała. Tej księgi żadne oko ludzkie nie widziało. Należała ona do sfery "tajemnicy tajemnic". Tylko Mesjasz byłby napisał do niej komentarz".

- Pewnego razu spotkałem człowieka, który powiedział, że czytał pierwszy wiersz tekstu: wschód słońca rodzący się nad miastem, szczególne światło, wieże. Nikt nigdy nie widział więcej - mówi David Grossman o Mesjaszu Schulza. - Ten prywatny mit został pogrzebany, może któregoś dnia pojawi się znowu jako ziarenko piasku, fragment idola. Napisał tak mało. A przecież czasem zadaję sobie pytanie: Bruno Schulz, który pisze całą powieść? Musieliby zaszyć okładki, aby nie rozpłynęła się w nocy.

Mesjasz rozpłynął się w nocy. Zaginiona Księga musi pozostać ukryta. I wciąż będziemy jej szukać.

Plus-Minus, Warszawa, 1 czerwca 2001


Bruno Schulz, ok. 1936.


  1. Por. również Posłowie Jerzego Ficowskiego do książki: Bruno Schulz: Republika marzeń, Wyd. Chimera, Warszawa 1993. (AMK)


Tekst związany z Brunonem Schulzem zamieszczony w Zwojach:



Copyright © 1997-2007 Zwoje