

"Wszystkie te rzeczy nie byly jeszcze Ksiega, dzielem autentycznym, napisanym w naturalnej wielkosci, z prawdziwa glebokoscia wszystkich podzialow i szczegolow zycia, nie byly jedyna blyskawica genialnej epoki, w ktora moj Bruno zostal wciagniety jeszcze jako dziecko, podczas dzikiej wiosny, na dlugo przedtem, zanim swiat zaczal falszowac swoja nature, zamarzajac na smierc" - te slowa podkreslilem grubo olowkiem w kieszonkowym egzemplarzu powiesci izraelskiego pisarza Davida Grossmana, Zobacz pod: milosc. Czytalem ja noca w greckim hoteliku "Xenia" w Triescie. Za rogiem byl bulwar, a za nim morze. Slyszalem jego szum, stlumiony przez listopadowy deszcz. Morze, ktore jest u Grossmana kobieta, przyjmuje "jego Brunona" i narratora ksiazki o nim.
Seminarium o tworczosci Brunona Schulza, w ktorym uczestniczylismy, zatytulowano "Il profeta sommerso", co doslownie znaczy "zatopiony", ale takze "zapomniany" prorok. To parafraza okreslenia Witolda Gombrowicza, ktory nazwal przyjaciela "zapomnianym wariatem", siebie samego "wariatem zbuntowanym", zas Witkacego "wariatem zdesperowanym".
Wielokrotnie podczas tej konferencji mowiono, ze Triest - najbardziej srodkowoeuropejskie miasto Italii, glowny port monarchii habsburskiej, taki "Lwow nad morzem", z wiekowa wspolnota zydowska - to idealne miejsce na rozmowe o tworczosci pisarza, ktory "urodzil sie jako Austriak, zyl jako Polak, umarl jako Zyd, tracac w ten sposob okazje zostania obywatelem Zwiazku Radzieckiego" (formula Maurice'a Nadeau).
Najciekawszym watkiem seminarium byly schulzowskie fascynacje innych tworcow. Pokazano wszystkie chyba filmy osnute wokol jego zycia i nawiazujace - czasem w sposob dosyc odlegly - do jego opowiadan. Takze dokument Andrzeja Wajdy o pierwszej wersji "Umarlej klasy" Tadeusza Kantora, przez wielu we Wloszech uznawanej za najwybitniejsze - w ogole - dzielo sztuki XX wieku. Mowiono o czterech znanych dotychczas (podobno piata powstala na Ukrainie) powiesciach, ktorych Schulz jest bohaterem.
- Skad to szczegolne zainteresowanie jego postacia? - zapytal w swoim wystapieniu wprowadzajacym jeden z organizatorow triestenskiej konferencji, wielce zasluzony dla promocji wspolczesnej literatury polskiej (wlasnie do ksiegarn trafil jego przeklad Ziemi Ulro Milosza) prof. Pietro Marchesani. - Dlaczego wlasnie Bruno Schulz tak porusza wyobraznie ?
Noty o czterech powiesciach zamiescil Pietro Marchesani w albumie, bo trudno doprawdy nazwac katalogiem ksiazke, zawierajaca reprodukcje zachowanej tworczosci plastycznej samotnika z Drohobycza, obszerna ikonografie jego miasta i calej Galicji, a takze obszerny artykul Jerzego Ficowskiego - autorytetu uznanego przez wszystkich wyznawcow autora Sklepow cynamonowych - o poszukiwaniach ostatniej, zaginionej powiesci Schulza Mesjasz [1].
W 1987 roku do Warszawy przyjechal Alex Schulz, obywatel USA urodzony w Drohobyczu, podobno daleki krewny Brunona. Opowiedzial Ficowskiemu o telefonach, jakie otrzymywal w Kalifornii. Nieznajomy, mowiacy najpierw po angielsku z akcentem rosyjskim, a nastepnie po ukrainsku, proponowal mu sprzedaz - za 10 tysiecy dolarow - dwukilogramowej paczki rysunkow i rekopisow Brunona Schulza. Jako miejsce transakcji proponowal Lwow, pozniej Warszawe. Alex Schulz powrocil do Kalifornii, gdzie bezskutecznie oczekiwal na odezwanie sie nieznajomego, podobnie jak Jerzy Ficowski w Warszawie. Tajemniczy rozmowca nie dal juz znaku zycia. Z Kalifornii nadeszla natomiast wiadomosc, ze Alex Schulz doznal wylewu krwi do mozgu i zmarl.
W artykule, drukowanym pierwotnie w Polityce w listopadzie 1992 roku, Ficowski wspomina o powiesci amerykanskiej pisarki Cynthii Ozick The Messiah of Stockholm" ("Mesjasz ze Sztokholmu"). Copyright zastrzezono w 1987 roku, musiala wiec byc pisana przed ta data. Tymczasem jej tresc w intrygujacy sposob koresponduje z pozniejszymi wydarzeniami z relacji Ficowskiego. Wloskie wydanie Mesjasza ze Sztokholmu kupilem pare lat temu na targu w mojej dzielnicy Rzymu u Hindusa, ktory wszystkie ksiazki sprzedaje za jednakowa cene 3 tysiecy lirow. Zaintrygowalo mnie streszczenie na skrzydelku okladki. Osia fabuly jest poszukiwanie tej wlasnie, zaginionej powiesci Schulza. Polski Zyd, ktory utracil rodzicow w czasie wojny, mieszka w stolicy Szwecji, przybral miano Larsa Andemeninga, pracuje jako krytyk literacki, i wierzy, ze jest synem pisarza. Spotyka pare hochsztaplerow, Niemke i innego polskiego Zyda ze szwedzkim nazwiskiem. Przedstawiaja mu oni domniemana corke Schulza (Adele, jak bohaterka jego opowiadan), ktora jest w posiadaniu rekopisu Mesjasza. Ten - prawdopodobnie falsyfikat - zostaje w koncu spalony przez Larsa Andemeninga.
Zbieznosci fabuly powiesci Cynthii Ozick z rzeczywistym poszukiwaniem Mesjasza Schulza na tym sie nie koncza. W maju 1990 zglosil sie do Ficowskiego szwedzki dyplomata Jean Christophe Öberg z wiarygodnymi informacjami, jakoby rekopis znajdowal sie w archiwach KGB, w duzej teczce zawierajacej takze listy i dokumenty zamordowanego przez hitlerowcow pisarza. Planowana podroz Öberga i Ficowskiego na Ukraine nie doszla jednak do skutku, gdyz wladze owczesnego ZSRR odmowily Szwedowi wizy dyplomatycznej. "W maju 1992 roku, niedlugo po naszym spotkaniu w Warszawie, Öberg zmarl w szpitalu w Sztokholmie po krotkiej, strasznej chorobie, jak kilka lat wczesniej Alex Schulz. Nic znowu sie zerwala, raz jeszcze nie bylo wiadomo, gdzie szukac, w ktora udac sie strone" - pisal w Polityce Ficowski, ktory artykul rozpoczal takim wyznaniem: - "Oczekuje na Mesjasza od prawie pol wieku, na przemian z wiara i niewiara, ze moje oczekiwania moga sie spelnic."
O tresci Mesjasza wiadomo niewiele. Schulz pracowal nad nim z rozna intensywnoscia od 1934 roku. Rozdzialy "Ksiega" i "Genialna epoka" wlaczyl jako pierwsze opowiadania do wydanego w 1937 Sanatorium Pod Klepsydra. Jerzy Ficowski przypuszcza, ze Mesjasz mial byc kontynuacja Sklepow cynamonowych jako "mityczne przeobrazenie motywow kultury zydowskiej, przeksztalcenie mitu uniwersalnego w kategorie indywidualna i biograficzna, w dziecinstwo autora-narratora".
Konczac w Triescie trudna lekture powiesci Davida Grossmana, w drugim rozdziale pod tytulem "Bruno" odnalazlem znajome fragmenty z poczatkow Sanatorium Pod klepsydra. Dzieje bohatera nie mialy jednak wiele wspolnego z kolejami losow Schulza. U Grossmana Bruno nie ginie na ulicy drohobyckiego getta w krwawy czwartek 19 listopada 1942 roku z reki Scharführera Karla Günthera, w odwecie za to, ze protektor Schulza, gestapowiec Felix Landau zastrzelil innego Zyda. Wbrew wszelkiemu historycznemu prawdopodobienstwu pisarz wsiada do pociagu, zabierajac rekopis Mesjasza. Udaje sie do Gdanska, w tamtejszym muzeum usiluje pocalowac postac z obrazu "Krzyk" Edwarda Muncha. Sploszony przez straznikow ucieka (czarna teczke z manuskryptem pozostawia w szatni) do portu, pograza sie w wodzie i przylacza do lawicy lososi.
Streszczenie tego rodzaju fabuly musi zabrzmiec zabawnie. Mimo szumu bliskiego morza czulem sie zreszta nieco znuzony, sledzac dlugie wedrowki powiesciowego Brunona, jeszcze w czlowieczej postaci, wsrod wielkich ryb. Potem jednak poddalem sie urokowi tej prozy, dialogow narratora - alter ego autora - Momika Neumana, izraelskiego pisarza, ktory latem 1981 roku przybyl do Polski sladami swojego dziadka, wieznia hitlerowskiego obozu, przede wszystkim po to, aby pisac o autorze Mesjasza; dialogow prowadzonych z samym Schulzem i pochlaniajacym ich obydwu morzem-kobieta i schronieniem. Chwilami ta proza przypominala mi najlepsze strony Smierci Wergilego Hermanna Brocha.
- Dlaczego wybrales Schulza na kluczowa postac powiesci? - zapytalem Grossmana. - Kiedy czytalem go po raz pierwszy (ktos po lekturze mojej poprzedniej ksiazki powiedzial, ze powinienem to zrobic), poczulem sie, jakbym odnalazl utraconego starszego brata. Mialem wrazenie, kazdy zakochany je zna, ze tym slowom nadano znaczenie specjalnie dla mnie. On mial niezwykly talent dotykania korzeni zycia, jego pierwotnych idei. Kazda strona to eksplozja pasji, wyobrazni, kolorow, uczuc. Wszystkie warstwy ludzkiej egzystencji i doswiadczenia sa tam obecne. Czytasz go i nagle czujesz, ze bardziej zyjesz. Przypomina ci, czym jest zycie, przywraca cie do niego - odpowiedzial David Grossman.
Jego Ayen 'erekh: ahava - Zobacz pod: milosc - opublikowana w 1986 roku zostala uznana za udana probe spojrzenia na holokaust oczyma mlodego Izraelczyka, urodzonego po wojnie. Uderza smialym wykorzystaniem fantastyki, a zarazem przywraca wiare w sens literatury dyskursywnej. Tytul, odsylacz do hasla w zamieszczonej na koncu encyklopedii losow bohaterow, brzmi po polsku nie najlepiej. Powiesc przetlumaczono bodaj na 27 jezykow. Nie ukazala sie na naszym rynku. A powinna wzbudzic zainteresowanie, chocby z tego wzgledu, ze oprocz Schulza mozna w niej rozpoznac rozne osoby i miejsca z Polski, nawet warszawskie zoo. Takze dlatego, ze jest bardzo rozna od tego, co o Zagladzie pisali Hanna Krall czy Henryk Grynberg.
Na prosbe Witka, operatora obrazu, wypowiedz Grossmana dla telewizyjnych "Wiadomosci", nagrana w przerwie obrad, powtorzylismy w bardziej atrakcyjnej scenerii, na wystawie rysunkow i grafik Brunona Schulza. Stojac na tle fotograficznej planszy, znalazl sie jakby na ulicy Drohobycza, tam, gdzie moca wyobrazni, poruszonej fragmentami Mesjasza, ktore weszly do Sanatorium Pod klepsydra, trafil Momik Neuman. Na pozegnanie podsunalem Grossmanowi do podpisu wloskie wydanie (trzecie, w kieszonkowej serii "Pisarze Dwudziestego Wieku") jego powiesci. Ksiegarze szukali jej dla mnie po calym Triescie. Wspomnialem, ze to prawdopodobnie ostatni egzemplarz, jaki byl tego dnia do kupienia w tym miescie. - No to teraz bedziesz musial ja przeczytac - odpowiedzial.
Zrobilem to, chociaz niezbyt dokladnie. Tak naprawde interesowala mnie tylko historia Brunona, watek istotny, ale przeciez nie jedyny. W jej zakonczeniu pojawia sie Mesjasz. Wjezdza na plac Przenajswietszej Trojcy w Drohobyczu "od strony ulicy Samborskiej, na lewo od naszego okna, na krotkim odcinku drogi miedzy kosciolem a domem Brunona. Jak mial w zwyczaju, dosiadal szarego osiolka ubrudzonego w nieskonczonych peregrynacjach". Mesjasz pojawia sie i zaraz znika, a ogladajacy go ludzie - jak w Genialnej epoce - zapominaja "wszystko: jezyk, ktorym mowili, kochane istoty, chwile, ktora wlasnie przeminela".
Jerzy Ficowski wspomina gdzies, ze w zaginionej powiesci Schulza szerzy sie wiesc, jakoby Mesjasz przybyl i znajduje sie zaledwie 30 kilometrow od Drohobycza. Nawiazuje do tego Wloch Ugo Riccarelli w zakonczeniu ksiazki Un uomo che forse si chiamava Schulz - "Czlowiek ktory byc moze nazywal sie Schulz" (1998) - nominowanej do Premio Campiello. I ona nie odpowiada tradycyjnemu wzorcowi la vie romance, chociaz moze najbardziej sie do niego zbliza. Przebiega jednak zycie bohatera "raz jeszcze, poslugujac sie niedokladna miara powiesci, za posrednictwem zmyslenia, a zatem, paradoksalnie, w sposob prawdziwy" - jak zastrzega autor.
Czlowiek, ktory byc moze nazywal sie Schulz, wraca do getta, aby powiedziec ziomkom, ze "Mesjasz jest tu, miedzy nami, straszny, surowy i uciazliwy, mocno trzymany rekami naszych straznikow".
Jego wlasny los rozgrywa sie, jak w historii prawdziwego Schulza.
- Ty jestes Zyd Landaua - krzyczy kapitan Günther. - On zabil mojego Zyda, wiec ja zabijam jego Zyda.
Zarowno u Grossmana, jak u Riccarellego, przyjscie Mesjasza ma przy calej fantastyce ciezar religijnego konkretu - judaistycznego, czy nawet chrzescijanskiego. Tymczasem ze studium Jerzego Ficowskiego wiadomo, ze Schulz to przede wszystkim Wielki Herezjarcha. Ksiega, o ktorej mowa w pierwszym rozdziale Sanatorium pod klepsydra, nie jest Biblia. Herezjarcha tworzy nowa wiare, ale w przypadku Schulza za malo jest danych, aby probowac odtworzyc jej tresc. Sadzac z ikonografii - naladowanych perwersyjna erotyka rysunkow - dla wielu moglaby ona byc po prostu bluzniercza.
Z czworki autorow tylko Wloch Marco Ercolani, autor powiesci Il mese dopo l'ultimo - "Miesiac po ostatnim" (1999) - podjal zuchwala probe fantazjowania na temat tresci zaginionego Mesjasza.
- Napisalem ja poniekad po to, by uzupelnic nieodwracalna strate duzej czesci tworczosci Schulza, zwlaszcza jego najwazniejszej powiesci Mesjasz - powiedzial mi w Triescie. - Postanowilem wymyslic na nowo mozliwa ksiazke, zlozona z fragmentow i listow, notatek i opowiadan, ktore dalyby sugestie zaginionego dziela. Moim zamiarem bylo zatem ukoic zal za pomoca utworu wyimaginowanego. Tytul Miesiac po ostatnim jest aluzja do czasu, ktory nie moze nastapic, jest aluzja do Mesjasza, ktory nigdy nie przyjdzie, ale wciaz jest wyczekiwany. Hipoteza przyszlosci zawsze fascynuje, w jakis sposob wymierza ona sprawiedliwosc okrutnej przeszlosci. Wyobrazilem sobie Schulza, ktory - inaczej niz w swoich opowiadaniach - skupia sie tylko na idei tej powiesci, piszac o niej w listach do przyjaciol, Romany Halpern i Andrzeja Plesniewicza, aby swiadczyc o powstawaniu dziela. On sam mowi o pisaniu, o procesie tworczym. Z mojej strony byl to sposob wyobrazania sobie, snucia fantazji wokol tajemniczego przyjscia Mesjasza, w istocie nieosiagalnego.
W roku 1808 Rabbi Nachman z Braclawia, ktorego pradziadem ze strony matki byl slawny Ba'al Szem Tow, ojciec chasydyzmu, udal sie do Lwowa. Mial 36 lat i byl smiertelnie chory na gruzlice; umarl w 1811 r. Jeden z jego uczniow Rabbi Natan zanotowal w biograficznej ksiazce Chayye Moharan, ze Rabbi Nachman uznal za przyczyne choroby swoje ezoteryczne pisma. Powiedzial wiec do innego ucznia, Rabbiego Szymona:
"Oto klucz od mojej szafki. Jedz jak najpredzej, nie zwlekaj, wynajmij podwode. Niech cie nie zatrzymaja deszcz ani snieg, pedz do Braclawia. Kiedy tam przybedziesz, wez dwie ksiazki: pierwsza znajduje sie w szafce, druga w kuferku mojej corki Adeli (zauwazmy zbieznosc imienia z bohaterka opowiadan Schulza - przypis J.M.); wyjmij je i spal. Pospiesz sie, a przede wszystkim nie zmieniaj nic z tego, co ci przykazalem".Po przybyciu do Braclawia Rabbi Szymon spalil obie ksiazki. Rabbi Natan zanotowal jednak, ze Mistrz "posiadal jeszcze inna, na poziomie znacznie wyzszym od "Ksiegi Spalonej". Chodzilo o "Ksiege Ukryta". Mowil, ze kiedy ja pisal, wychodzil z ciala. Tej ksiegi zadne oko ludzkie nie widzialo. Nalezala ona do sfery Ètajemnicy tajemnicÇ. Tylko Mesjasz bylby napisal do niej komentarz".
- Pewnego razu spotkalem czlowieka, ktory powiedzial, ze czytal pierwszy wiersz tekstu: wschod slonca rodzacy sie nad miastem, szczegolne swiatlo, wieze. Nikt nigdy nie widzial wiecej - mowi David Grossman o Mesjaszu Schulza. - Ten prywatny mit zostal pogrzebany, moze ktoregos dnia pojawi sie znowu jako ziarenko piasku, fragment idola. Napisal tak malo. A przeciez czasem zadaje sobie pytanie: Bruno Schulz, ktory pisze cala powiesc? Musieliby zaszyc okladki, aby nie rozplynela sie w nocy.
Mesjasz rozplynal sie w nocy. Zaginiona Ksiega musi pozostac ukryta. I wciaz bedziemy jej szukac.
Plus-Minus, Warszawa, 1 czerwca 2001

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||