JULIA   HARTWIG






ODWIEDZINY

Janowi Lebensteinowi
i Zbigniewowi Herbertowi

Jednodniowy fajerwerk, bal umarlych!
Nazajutrz wygasly swiatla i zwiedly bukiety,
wrocila cisza, ktorej zostali powierzeni.
Stuk! Stuk! Czy sie za nas modlicie?
Dzis odwiedzam Zbigniewa i Jana,
Was, Zbyszku i Janku,
ktorzy lezycie na tym samym skrawku ziemi, odwroceni,
prawie dotykajac sie glowami.
Rozdzielono was jak chlopcow w klasie, zebyscie nie rozmawiali.
Ale ja pamietam wiecej niz sie miesci w ogloszeniu zalobnym.
Nic nie pasuje do tego miejsca, ktorego nikt z was nie wybieral,
chwile wyzwolone, wypelnione swawola zartu
i oddania bez reszty dziecinstwu doroslosci.
Widzialam was na ulicy Rivoli noca
zmagajacych sie z soba jak dwa niedzwiadki upojone winem,
a potem nawolujacych sie na pozegnanie
z dwu pustych ulic przez jezdnie. To chce pamietac,
a nie udreke choroby i dzielnosc przemilczania bolu.
To na wasze obrazy i wiersze rzucaja dzis kwiaty ci co was odwiedzaja.
Tylko to o was wiedza i az tyle. Cala tasma waszego zycia wyswietla sie
gdzies w gorze ukazujac wszystko co nie zapisane, a bylo.
Spada ze stukiem kasztan, wiatr uderza galezia o pomnik.
Czy nas kochacie? Czy sie za nas modlicie?
Kto komu zadaje to pytanie?

2001




Wiersze Julii Hartwig zamieszczone w Zwojach:


Copyright © 1997-2001 Zwoje