

|
Janowi Lebensteinowi Nazajutrz wygasly swiatla i zwiedly bukiety, wrocila cisza, ktorej zostali powierzeni. Stuk! Stuk! Czy sie za nas modlicie? Dzis odwiedzam Zbigniewa i Jana, Was, Zbyszku i Janku, ktorzy lezycie na tym samym skrawku ziemi, odwroceni, prawie dotykajac sie glowami. Rozdzielono was jak chlopcow w klasie, zebyscie nie rozmawiali. Ale ja pamietam wiecej niz sie miesci w ogloszeniu zalobnym. Nic nie pasuje do tego miejsca, ktorego nikt z was nie wybieral, chwile wyzwolone, wypelnione swawola zartu i oddania bez reszty dziecinstwu doroslosci. Widzialam was na ulicy Rivoli noca zmagajacych sie z soba jak dwa niedzwiadki upojone winem, a potem nawolujacych sie na pozegnanie z dwu pustych ulic przez jezdnie. To chce pamietac, a nie udreke choroby i dzielnosc przemilczania bolu. To na wasze obrazy i wiersze rzucaja dzis kwiaty ci co was odwiedzaja. Tylko to o was wiedza i az tyle. Cala tasma waszego zycia wyswietla sie gdzies w gorze ukazujac wszystko co nie zapisane, a bylo. Spada ze stukiem kasztan, wiatr uderza galezia o pomnik. Czy nas kochacie? Czy sie za nas modlicie? Kto komu zadaje to pytanie? 2001 |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||