

Na 44-lecie Klubu Turystow Gorskich
(pozniej Polskiego Klubu Gorskiego)
Fortunately, in 1967, at my initiative, the Polish Mountain Club organised the expedition to Tawan Bogd-uul. Thirteen Poles and three Mongols took part in the expedition. For political reasons, it was named the Polish-Mongol Tawan Bogd-uul Expedition. The expedition was led by Witold Michalowski. However, in some publications in English, (J. Freeman-Attwood, 1998), likely due to a misinformation, the name of Richard Palczewski is mistakenly given as the expedition leader.
During three weeks of the expedition activity, 14 new summits in the Tawan Bogd-uul massive were climbed. Besides of the 2nd and the 3rd ascent of the highest peak in the area - Mt. Huiten (Chujten), the most notable and also the most difficult was the 1st ascent of the Snow Church (Snezhnaya Cerkov) about 4100 m high. We climbed it on August 14, 1967 through its NNE ridge, which divides the valleys of Alexandra Glacier and Przevalski Glacier. The team of five climbers: Wojciech Branski, Zbigniew Rubinowski, Andrzej Skupinski, Andrzej Wachal and Szymon Wdowiak reached the sharp summit of the Snow Church. About one hour after our ascent, another team led by Witold Strupczewski accompanied by two relative novices Richard Palczewski and Wieslaw Skubisz also reached the summit through its easier East Ridge.
The name of Mt. Snow Church (the original name is Snezhnaya Cerkov) was given to it by a Russian biologist V.V. Sapoznikov, who explored the Tawan Bogd massive in the first decade of the 20th century. In the spring of 1967, Szymon Wdowiak and me found Sapoznikov's a description of the Mongol Altai in the Library of the Geography Institute of the University of Warsaw. This publication contained a picture and the location of the unclimbed Sneznaja Cerkov. Its beautiful shape impressed me so much that I designated it to be our prime target in the area.
For 25 years after the Polish ascents, the Snow Church was not climbed again until the collapse of Communism in Mongolia. In 1992, the British-American expedition led by Julian Freeman-Attwood made a significant progress in the exploration of Tawan Bogd. Due to the ice and snow conditions, they did not manage to finish their climb via a new route on the NE face of the Snow Church, named "Ice Diamond" by Ed Webster. In the upper part of the NE face they traversed left and reached the East ridge. They failed about 50 metres short of the Snow Church summit because of bad wind and slab snow. Several days later, the same team of climbers, Julian Freeman-Atwood (UK), Lindsay Griffin (UK) and Ed Webster (USA), made the first ascent by Huiten's SW ridge from the Przevalski Glacier on Chinese territory. Recently, in the summer of 2000, the Snow Church was climbed by two New Zealander teams. One team (Geoff Gabites and Colin Monteath) followed the original Polish route through the NNE ridge. Another team (Dave Bamfort and John Nankervis) climbed another new route on the unclimbed NW face of the mountain. It was very rewarding for us that both expeditions, the Anglo-American (1992) and the New Zealander (2000), have acknowledged in their reports that they had used the original map of the Tawan Bogd massif made in 1967.
Po powrocie z ekspedycji geologicznej w Mongolii, kombinowalem nad sposobem zorganizowania wyprawy alpinistycznej w gory Tawan Bogd-uul. Przykre doswiadczenia z zarzadem Klubu Wysokogorskiego, jakie mielismy z Andrzejem Paulo w 1963 roku, eliminowaly te organizacje jako patrona ewentualnej wyprawy. W okresie swej "bajerowszczyzny" Zarzad Glowny Klubu Wysokogorskiego zajmowal sie, przede wszystkim dzialalnoscia plotkarska, wszelkiego rodzaju remuer-merde i skutecznym udupianiem inicjatyw wychodzacych z poza swego kregu.
W tego typu projektach, jak wyprawa w Altaj Mongolski, nalezalo wtedy omijac Klub Wysokogorski z daleka. Niedlugo potem, pod naporem mlodych, sytuacja w KW zaczela sie na szczescie zmieniac na lepsze. W tym samym czasie, "rezymowy", bo podlegajacy CRZZ, Klub Turystow Gorskich, KTG (przemianowany w roku 1968 na Polski Klub Gorski), byl organizacja efektywna i otwarta na oddolne inicjatywy swych czlonkow. Tam wiec skierowalem moje kroki.
Poczatkowo w KTG nie bylo osob zainteresowanych moja inicjatywa. Minely az dwa lata zanim przypadkowo poznalem Witolda Michalowskiego ze studenckiego Kola Przewodnikow Bieszczadzkich. Podczas pierwszego spotkania w Warszawie w MPiKu na Nowym Swiecie naopowiadalem mu historyjek o Mongolii, skarbie barona Ungerna von Sternberga i o moim projekcie zorganizowania wyprawy w Altaj Mongolski. Witold z wypiekami na twarzy i czerwonymi uszami sluchal mych opowiadan jak male dziecko bajek. W tym samym jeszcze tygodniu wprowadzilem go jako czlonka do KTG i to okazalo sie kluczowym elementem dla pomyslnego zorganizowania wyprawy. Rzutki, pelen pomyslow i temperamentu Witold pokonywal wszelkie trudnosci, zarowno personalne w KTG, jak i zwiazane z gromadzeniem funduszy. Wykorzystujac klubowe znajomosci, trafialismy do rozmaitych niegdysiejszych prominentow, m.in. owczesnego wicepremiera Piotra Jaroszewicza, a nawet literata Jerzego Putramenta. Jaroszewicz, ciepla raczka przelal na fundusz wyprawy, niemala wtedy kwote sto osiemdziesiat tysiecy zlotych. Putramenta zaprosilismy do komitetu organizacyjnego. Przyjal nas w kawiarence Zwiazku Literatow na Krakowskim. Bylismy we trojke: Andrzej Strumillo, Witek Michalowski i ja. Putrament postawil sprawe lapidarnie: "Wykorzystujcie moje nazwisko jak sie wam tylko podoba, pod warunkiem, ze ja jade z wami. Alpinizm mnie nie interesuje, ale bede lowic ryby". W koncu jednak nie zabral sie z nami. O forse i gotowe produkty, zebralismy gdzie sie tylko dalo. W zwiazku z tym dochodzilo nieraz do zabawnych nieporozumien. Pamietam, ze ktos, chyba Antoni Tkaczow, ktorego poznalem w Mongolii w 1963 roku gdy byl ambasadorem Polski w Ulan Bator, skierowal nas do jakiegos generala w Sztabie Generalnym na Rakowieckiej. Poszlismy we czworke: Palczewski, Strupczewski, Wdowiak i ja. Przyjal nas w gabinecie jakis osobnik w lampasach, o czerwonej, nalanej gebie. Sluchal naszych prosb o pieniadze nie bardzo rozumiejac o co chodzi. W koncu splawil nas slowami: "Sluchajcie, z tamtego kierunku, to my przeciez mozemy dostac wszelkie informacje droga oficjalna. No, gdybyscie jechali gdzies na zachod, a to co innego". Wychodzac od niego, juz na schodach rechotalismy szyderczo.
Osobista zasluga Witka Michalowskiego bylo tez, ze przynajmniej czesciowo, zapobiegl zuzyciu splywajacych dla nas pieniedzy na inne cele w Klubie Turystow Gorskich, bo i takie zakusy wtedy byly. Aby uzyskac akceptacje strony mongolskiej, poza forsa, takze wazne bylo wymyslenie wykladnikow i hasel politycznych. Wyprawa wiec odbywala sie pod haslem "Przyjazni Polsko-Mongolskiej".
W czerwcu 1967 roku bylismy gotowi do wyjazdu. W skladzie wyprawy znalazlo sie 13 osob: Witold Michalowski (kierownik), Piotr Aspras, Wojciech Branski, Karol Dziuban, Marian Hadlo (lekarz), Ryszard Palczewski, Wieslaw Skubisz, Andrzej Skupinski, Andrzej Strumillo, Witold Strupczewski, Andrzej Wachal i Szymon Wdowiak. W ostatniej chwili zostal dolaczony Zbyszek Rubinowski, choc w pracach organizacyjnych udzialu nie bral. Poniewaz, ze wzgledow taktycznych, zaproponowalismy udzial trzem osobom ze strony mongolskiej, wyprawe nazwalismy Polsko-Mongolska. Roznymi drogami, do Mongolii dotarlismy w polowie lipca 1967.
Ze stolicy Ulan Bator jechalismy na zachod, poczatkowo samochodami ciezarowymi, pozniej konno i na wielbladach, zanim po wielu dniach wyprawa znalazla sie pod masywem Tawan Bogd, nad brzegiem lodowca Potanina. Z Ulan Bator, to prawie dwa tysiace kilometrow jazdy. Przekraczalismy gory Changaj, zwirowymi traktami po skalistym stepie, w kurzu, sloncu i deszczu jechalismy na zachod. Nie obylo sie bez nieszczesliwego wypadku. Miedzy Kobdo a Bajan Olgij zasnal i spadl z ciezarowki Piotr Aspras i ze zlamana noga zostal pozostawiony w szpitalu.
Od pierwszego dnia wyprawa podzielila sie na dwa ostro ze soba wspolzawodniczace zespoly: grupa Witolda Strupczewskiego, w ktorej byl Ryszard Palczewski i Wieslaw Skubisz, oraz zespol partnerski, w sklad ktorego wchodzil Wojciech Branski, Szymon Wdowiak i Andrzej Skupinski. Inni uczestnicy, wlacznie z Rubinowskim, w tym czasie "cierpieli na kiszki" i pozostawali w namiotach pod czula opieka lekarska Mariana Hadly. Kierownik Witold Michalowski nie wtracal sie do dzialalnosci sportowej i oddawal sie glownie swej pasji mysliwskiej tropiac pardwy z dubeltowka nabita cienkim srutem. Andrzej Strumillo malowal pejzaze i grafiki i takze polowal.
Szczyt ten aktualnie uwazany jest za najwyzszy w Mongolii, choc nie wiadomo czy slusznie. W latach szescdziesiatych mial oficjalna wysokosc 4356 metrow, byl zatem nieco nizszy od Mongh Chajrchan-uul, ktory na mapach mial wysokosc 4362 metry. Chujten, polozony na granicy mongolsko-chinskiej, nie ma ladnej sylwetki i nie jest trudny. Jest wielka granitowa balucha, ktorej wszystkie trzy granie zostaly juz przebyte. Poludniowo-zachodnia gran od strony chinskiej, zostala przebyta jako ostatnia przez wyprawe angielska w roku 1992.
Kiedy w pierwszych dniach sierpnia 1967 zalozylismy baze obok Lodowca Potanina, pogoda w Tawan Bogd byla okropna. Wichury niosly od Syberii wielkie opady sniegu. Mimo niesprzyjajacych warunkow, 8 sierpnia Branski, Skupinski i Wdowiak rozbili wysuniety oboz w skalach wystajacych z gornego pola firnowego Lodowca Potanina. Zamiarem naszym bylo wejscie na Chujten nowa droga, tj. grzeda od strony polnocnej. Wierzcholek ten byl juz podobno zdobyty w roku 1956 nietrudna technicznie grania NE przez Rosjanina Pieskariowa, o czym wtedy nie wiedzielismy. Po dwudniowym oczekiwaniu w szarpanym wichura namiocie, w dniu 10 sierpnia rano pogoda na tyle sie poprawila, ze spod chmury dojrzelismy podstawe masywu Chujtena. Po wyjsciu rankiem z namiotu, ze zdziwieniem stwierdzilismy, ze tej nocy nie bylismy sami. Po drugiej stronie skal, w niewielkiej odleglosci stal drugi namiot, z ktorego wlasnie wyszli w kierunku naszej grzedy Strupczewski, Skubisz, Palczewski i mongolski czlonek wyprawy Zaana Raatnabazar. Nie przywitawszy sie nawet, pomkneli cichaczem w strone Chujtena. Bylo jasne, ze chcieli nas wyprzedzic w wejsciu na szczyt.
Coz bylo robic? Zjedlismy, spakowalismy plecaki i ruszylismy ich sladami. Wdowiak i ja mielismy rakiety sniezne, ktore wspaniale pomagaly w szybkim posuwaniu sie w kopnym sniegu. Nie mielismy najmniejszego zamiaru doganiac zespol Strupczewskiego. Zdarzenie potraktowalismy lekko, jako zwykle kolezenskie swinstewko.
Na stara fotografie pieknej sylwetki tej gory natrafilismy przypadkowo z Szymkiem Wdowiakiem w Bibliotece Instytutu Geografii PAN, podczas wertowania rosyjskiej publikacji Sapoznikowa. Znalezlismy rowniez malo dokladne szkice orograficzne gor Tawan Bogd-uul, wykonane w pierwszej dekadzie XX wieku. Prawdopodobnie ze wzgledu na skojarzenie z ksztaltem cerkiewnej kopuly, Sapoznikow nazwal ten szczyt Sniezna Cerkwia. Na jego szkicu mial wysokosc 4200 metrow i w tekscie nie bylo wzmianki o jego zdobyciu. Bylo jasne, ze gora jest dziewicza. Wierzcholek ten znajduje sie w samym krancu pola firnowego Lodowca Aleksandry, ktory od poludniowego zachodu splywa w strone Lodowca Potanina. Od strony Lodowca Potanina, gdzie stanal nasz oboz bazowy, Sniezna Cerkiew nie jest widoczna, zaslonieta przez zakret Lodowca Aleksandry. Uznalismy z Szymkiem, ze Sniezna Cerkiew winna byc naszym glownym celem. Wobec atmosfery ostrego wspolzawodnictwa, jakie Witek Strupczewski nam narzucil, postanowilismy utrzymac dyskrecje co do zamiaru wejscia na ten wierzcholek. Okazalo sie potem, ze slusznie.
Wieczorem, przy pieknym sloncu, wyszlismy na przelecz robic zdjecia i wybrac droge na wierzcholek Snieznej Cerkwi. Wejscie obralismy bardzo stroma, polnocna krawedzia, oddzielajaca dotad niezdobyta sciane polnocno-wschodnia, po stronie Lodowca Aleksandry, od sciany polnocno-zachodniej, po stronie Lodowca Przewalskiego (polskiego renegata w sluzbie carskiej, odkrywcy dzikiego konia nazwanego jego imieniem oraz domniemanego naturalnego ojca Jozefa Dzugaszwili-Stalina).
Aby wrocic na Lodowiec Aleksandry, trzeba bylo tego dnia przejsc jeszcze dwa kilometry skalno-snieznej grani przylegajacej do Snieznej Cerkwi od wschodu. Ku wieczorowi pogoda poprawila sie znacznie i spod chmur moglismy podziwiac daleko na zachodzie zachodzace slonce, odbite w tafli jeziora Zajsan. Bierze z niego poczatek wielka syberyjska rzeka Irtysz. Przy pelni ksiezyca dotarlismy po polnocy do namiotow.
Przez wiele lat po naszej wyprawie z 1967 roku, gory Tawan Bogd pozostawaly ciagle rejonem nie odwiedzanym ani przez wyprawy alpinistyczne, ani przez turystow. Dopiero po upadku "przodujacego ustroju" w Mongolii, pierwsza wyprawa z Zachodu byla w roku 1992 angielska, kierowana przez Brytyjczyka Juliana Freeman-Attwood'a. Trzej czlonkowie tej wyprawy, Ed Webster, Julian Freeman-Attwood i Lindsay Griffin podjeli probe wejscia na Sniezna Cerkiew bezposrednio z Lodowca Aleksandry, przez polnocno-wschodnia sciane, nazwana przez Webstera "Ice Diamond". Na skutek fatalnych warunkow sniezno-lodowych i problematycznej asekuracji w niezwiazanym z podlozem sniegu, u samej gory polnocno-wschodniej (NE) sciany, zdecydowali sie wytrawersowac ze sciany w lewo i na szczyt weszli wschodnia grania. Jak sam Ed Webster napisal w swym artykule ( Rock & Ice, Nr. 55, 1993), 'We were much too far from home to risk an avalanche'. Niedlugo potem, zrobili tez nowa droge na Chujten poludniowo-zachodnia grania, od strony Lodowca Przewalskiego. W zejsciu nie obylo sie bez wypadku, gdy spadajacy olbrzymi glaz granitowy zlamal noge Lindsay'a Griffin'a. Pozostawili rannego w malym namiociku. Po dwoch dniach oczekiwania udalo sie go ewakuowac mongolskim helikopterem przez Bajan Olgij do Kobdo. Pilot mongolski nie mial pojecia, ze laduje juz na terenie chinskim. W drodze powrotnej, w Bajan Olgij zabraklo paliwa na dalszy lot do Kobdo. Trzeba bylo wymienic piec butelek wodki na paliwo do helikoptera. Ewakuacja byla skomplikowana logistycznie i kosztowala gore pieniedzy, zanim ranny znalazl sie w szpitalu w Hong Kongu.
"Dzien dobry, Andrzeju - Tak, mielismy w tamtym roku dobra zabawe w Mongolii - wspinajac sie na cztery szczyty w Tawan Bogd... Po pieknym trawersie Chujtena, zalozylismy oboz pod Sniezna Cerkwia (miejscowi nazywaja ja "Biala Stupa"). Jeden zespol dwoch wspinaczy (Geoff Gabites/Colin Monteath) wspial sie polnocna grania na granicy mongolsko-chinskiej z wysokiej przeleczy, ktora nazwalismy 'Yak Col' jako ze Ed Webster nazwal przelecz na lodowcu ponizej 'Yeti Col'.Polnocna gran ma trzy trudne zerwy stromego lodu pod urwiskiem lodowym, zanim stala sie latwiejsza przy szczycie. Uznalismy, ze to byla nowa droga. Zeszlismy wasza oryginalna droga grania polnocno-wschodnia (NE) z powrotem na Lodowiec Aleksandry. Drugi zespol dwoch wspinaczy (Dave Bamford/John Nankervis) przeszedl przez Yak Col na strone chinska, po czym okrazyl Sniezna Cerkiew i wspiac sie droga na polnocno-zachodniej (NW) scianie i poludniowo-zachodniej (SW) grani na szczyt, z ktorego potem zeszli oryginalna droga.
Uzywalismy polskiej mapy rysunkowej - uprzejmie dostarczonej nam przez Webster'a/Freeman-Attwood'a. Wedlug naszych informacji, zespol brytyjsko-amerykanski nie osiagnal szczytu Bialej Cerkwi.
Najlepsze zyczenia z Nowej Zelandii - Colin Monteath"
Ponadto, w/g Eda Webstera:
"Sadze, ze Colin Monteath nie ma racji nazywajac wysoka przelecz ('high col' 'Przelecza Jakow' ('Yak Col'). My nazwalismy duza, wysoka przelecz, tuz na polnoc od Snieznej Cerkwi, Przelecza Yeti ('Yeti Col'). Dalej na prawo (polnoc) byla jeszcze jedna, nizsza przelaczka, ale tej nie nazwalismy.Z tego co wiem, jest tylko JEDNA, WYSOKA PRZELECZ ponizej Snieznej Cerkwi i my nazwalismy ja 'Yeti Col.' Ale byc moze wy nazwaliscie ja calkiem inaczej, bo, rzecz jasna, byliscie tam pierwsi! Mysle, ze powinienes calkowicie opuscic twierdzenia Colina co do 'Yak Col', poniewaz z pewnoscia wyglada ona na to samo co 'Yeti Col.'
Ed Webster"
"Good morning Andrew - Yes, we had a fun time in Mongolia last year - climbing four peaks at Tavan Bogd... After a lovely East-West traverse of Khuiten we made a camp under Snow Church (locals called it 'White Stupa'). One team of two climbers (Geoff Gabites/Colin Monteath) climbed the North ridge on the Mongol/China border from a high col we named 'Yak Col' as Ed Webster called the col lower on the glacier 'Yeti Col'.The North Ridge had three hard pitches of steep ice under an icecliff before getting easier near the summit. We assumed this was a new route. We descended your original NE ridge route back to the Alexandra Glacier. The other team of two climbers (Dave Bamford/John Nankervis) crossed Yak Col into China, then circled around under Snow Church to climb a route on the NW face/SW ridge to the summit before descending the original route.
We used your Polish sketch map - kindly supplied by Webster/Freeman-Atwood. Yes, we understand that the Brit/USA team did not reach the summit of Snow Church.
All the best from New Zealand - Colin Monteath"
"I think Colin Monteath is wrong to be labelling the 'high col' as 'Yak Col'. We called the large, high col immediately North of Snow Church 'Yeti Col'. There was another, lower, col farther to the right (north), but we did not name this col.From my knowledge, there is only ONE, HIGH COL below Snow Church, and we named it 'Yeti Col'. But maybe you called it something else entirely, as you were obviously there first! But I think you should delete Colin's references to 'Yak Col' as this certainly seems like (in my opinion) exactly the same col as 'Yeti Col'.
Ed Webster"
W rozmowie telefonicznej 18 czerwca 2001, Ed Webster potwierdzil mi, ze pod Sniezna Cerkwia natkneli sie na swieze slady almasa, nie starsze niz sprzed kilku godzin. Almas, to mongolskie yeti. Wedlug zalaczonej fotografii, slady te szly dokladnie przez miejsce, w ktorym 25 lat wczesniej staly nasze namioty. Slady wiodly od wschodu z Lodowca Granö, przez Lodowiec Aleksandry okolo 5 km, potem przez nasze dawne obozowisko u stop wielkiego plaskiego glazu i poszly stromo lodowym zboczem na przelecz, z ktorej rozpoczyna sie gran NNE Snieznej Cerkwi. Przez przelecz almas poszedl na Lodowiec Przewalskiego po stronie chinskiej. Najdziwniejszym z dziwnych byl uklad tych sladow po trzy, jakby osobnik dodatkowo podpieral sie gorna konczyna. Rowniez niezwyklym bylo to, ze na przelecz, ktore potem Ed Webster nazwal "Yeti Col", slady wiodly prosto w gore, stromizna po ktorej oni wychodzili na przednich zebach rakow. Cwierc wieku wczesniej, prawdopodobnie po lepszym sniegu, my wychodzilismy byli na te przelecz rakami wybijajac stopnie.

N.B. The ascents by nationals of other countries, as known to the author, are also included.
Sources:
NAIRAMBIL ORGIL (Kazah name), CHUJTEN (Polish name).
The name was given after the author of the first Polish-Mongolian
French Dictionary edited in 1844 by Jozef Kowalewski (1801-1878), the first Polish mongologist.
(English: Snow Church; Polish: Sniezna Cerkiew; Mongolian: Cast Sume.)

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||