Zamieszczony ponizej jednoaktowy dramat piora Lecha Brywczynskiego dotyczy prawdziwego, historycznego wydarzenia w drugiej polowie XVII wieku.

Kazimierz Lyszczynski (ur. 1634), podsedek ziemski brzeski, zostal oskarzony o ateizm przez biskupa Jana Stanislawa Witwickiego (wowczas dzialajacego w wojewodztwie brzeskolitewskim) przed biskupem wilenskim Kostantym Brzostowskim (ktory byl wrogiem krola Jana III Sobieskiego). Biskup Witwicki byl pierwszym inspiratorem procesu przeciwko Lyszczynskiemu i on pierwszy oblozyl go klatwa. Juz w trakcie sprawy Lyszczynskiego Witwicki zostal awansowany i przeniesiony do diecezji poznanskiej.

Kazimierz Lyszczynski, uznany przez sad biskupi winnym bluznierstwa, zostal skazany przez sejm za ateizm na spalenie zywcem 1689. Scieto go na rynku Starego Miasta w Warszawie 30 marca 1698, a zwloki spalono. Nie jest jednak pewne, czy Lyszczynski zostal sciety przed spaleniem - niektore zrodla (w tym koscielne) mowia o publicznych torturach i spaleniu zywcem. Ten ponury postepek posluzyl wrogom Jana III Sobieskiego do kolejnego ataku na niego.







DIAMENTOWE SERCE

Dramat jednego zycia, w jednym akcie





LECH BRYWCZYNSKI


Motto:

Wszystkie wasze opowiesci sa tylko bajkami, ktorym
nie potrafiliscie nadac nawet podobienstwa prawdy.

Celsus, pisarz rzymski, do chrzescijan.


Osoby:

Jan Stanislaw Witwicki, biskup poznanski
Jan Brzoska, stolnik braclawski
Jezuita
Ludwik Konstanty Pociej, pisarz brzeskolitewski
Szlachcic I
Szlachcic II
Szlachcic III
Giacopo Cantelmi, nuncjusz papieski
Michal Stefan Radziejowski, prymas Polski


Zjawy:

Kazimierz Lyszczynski, ateista
Giordano Bruno, ateista
Giulio Cesare Vanini, ateista



SCENA PIERWSZA


Gabinet biskupa Witwickiego. Biskup siedzi przy stoliku, rozparty wygodnie na fotelu, kartkujac lezacy przed nim rekopis. Jezuita, stojacy za fotelem, przyglada sie rekopisowi zza plecow biskupa. Naprzeciwko biskupa stoi Jan Brzoska, w stroju XVII-wiecznego szlachcica, z szabla u boku.

Biskup Witwicki (do Jezuity): - Zaiste, slowa, ktore tu zostaly zapisane, nie moga pozostac bez kary. Az czytac sie ich nie godzi! Lyszczynski pisze: my, ateisci! To nieslychane! My! To znaczy, ze ten ateusz pewnie mial uczniow!

Jezuita: - Trzeba bedzie to zbadac. Moze sam Lyszczynski wyjawi nazwiska swoich uczniow, gdy juz zamkniemy go w wiezieniu...

Biskup Witwicki: - To, co tu znajduje, wola o pomste do nieba! Tylko posluchajcie! (czyta na glos fragment rekopisu) "Czlowiek jest tworca Boga, a Bog jest tworem i dzielem czlowieka... Bog nie jest bytem rzeczywistym, lecz bytem istniejacym tylko w umysle, a przy tym bytem chimerycznym..." On porownuje Boga do chimery! Boze milosierny, wybacz mi, ze to czytam! W imie Ojca i Syna... (zegna sie zamaszyscie, Jezuita czyni to samo)

Jezuita (do biskupa): - Podobnych, bluznierczych zdan jest tu wiele. Rekopis liczy sobie wiecej niz dwiescie stronic. Znam dobrze ten tekst, bo pan stolnik (wskazuje na Brzoske) dal mi go do przeczytania juz tydzien temu. Dlatego pozwole sobie zauwazyc, ze sa tu jeszcze bardziej bezecne fragmenty... (pochyla sie nad stolem, przewraca kilka kartek rekopisu i pokazuje biskupowi fragment tekstu)

Biskup Witwicki (czyta glosno wskazany fragment): - "Prosty lud oszukiwany jest przez madrzejszych wymyslem wiary w Boga na swoje uciemiezenie..." (kreci glowa z oburzeniem) To niedopuszczalne! To bluznierstwo! "Religia zostala ustanowiona przez ludzi bez religii, aby ich czczono, chociaz Boga nie ma..." To karygodne! (zegna sie) To niewyobrazalne! "Wiara, zwana boska, jest wymyslem ludzkim..." Zaprawde, trudno mi pojac, jak to sie stalo, ze tak plugawa ksiazka mogla zostac napisana u nas, w Polszcze! Dotad myslalem, ze ateusze, jak Giordano Bruno czy Vanini, rodza sie tylko w Italii... Lyszczynski musi podzielic ich los i takze splonac na stosie! (do Brzoski) Jestem ci bardzo wdzieczny, panie stolniku Brzoska, bo bedzie to glowny dowod w przyszlym procesie!

Brzoska (klaniajac sie unizenie): - Z gory sie ciesze na mysl o tym procesie! Zaraze ateizmu trzeba zdlawic w zarodku, bo moze ona zagrozic naszej wierze swietej, katolickiej... Uczynie wszystko, by bronic religii przed bezboznikami!

Jezuita (podejrzliwie przygladajac sie Brzosce): - Czy aby na pewno tylko i wylacznie pobozna gorliwosc jest jedynym powodem postepowania Waszmosci? Chcialbym, zeby tak bylo, ale... (chodzi wolnym krokiem wokol Brzoski, ktory jest coraz bardziej speszony i zaniepokojony) Poinformowano mnie, ze masz Wasc dlug u Lyszczynskiego – jestes mu winien az sto tysiecy talarow... To majatek! Lyszczynski dawno temu wytoczyl ci proces o przywlaszczenie sobie tych pieniedzy... Jesli on zostanie teraz uznany za bezboznika i skazany, to Wasc nie bedziesz musial nic oddawac ani jemu, ani jego rodzinie... (stajac naprzeciwko Brzoski i patrzac mu prosto w oczy) Czyz nie tak?

Brzoska: - Tak... to prawda, rzeczywiscie mam dlug. To stare dzieje... Ale to nie dlatego ja z tym... (wskazuje dlonia rekopis) do was przyszedlem... Jako czlowiek gorliwie wierzacy, nie moglem zniesc, aby...

Jezuita (przerywajac mu gestem zniecierpliwienia): - Chcialbym tez wiedziec, jakim to sposobem ow rekopis wpadl w rece Waszmosc Pana? O ile mi wiadomo, Lyszczynski nie dawal tego tekstu do przeczytania postronnym ludziom, nie mial tez zamiaru go drukowac... On trzymal ten rekopis u siebie w domu, w schowku. Skad zatem acan go masz?

Brzoska (z przerazeniem): - Ja... Bedac kiedys z wizyta u Lyszczynskiego... Ja ten rekopis... potajemnie wykradlem.

Jezuita: - A jest przeciez napisane – nie kradnij... (odwraca sie od Brzoski, a potem znow staje za fotelem biskupa)

Biskup Witwicki (do Brzoski, zyczliwym tonem): - Uspokoj sie Wasc! Nikt z nas, ludzi, nie jest doskonaly, kazdy z nas ma swoje wady i slabosci. To, ze przyniosles nam ten rekopis, stanowi twa wielka zasluge wobec Boga. Zasluge, ktorej Kosciol nigdy ci nie zapomni i za ktora zawsze bedzie ci wdzieczny. Obaj bedziemy sie za ciebie modlic. (wstaje z fotela, podchodzi do Brzoski i daje mu dlon do pocalowania)

Brzoska (calujac dlon biskupa): - Ekscelencja jak zawsze jest dla mnie taki laskawy, taki laskawy! Kiedy mam zlozyc w sadzie oskarzenie?

Biskup Witwicki: - Wnies Wacpan pozew jak najszybciej, chocby dzis. Zarzut bedzie tylko jeden, ale za to jakze grozny – ateizm! My (wskazuje na siebie) zajmiemy sie reszta i zaraz po zlozeniu pozwu zamkniemy Lyszczynskiego w wiezieniu koscielnym. Zostal on juz oblozony klatwa koscielna, teraz pora na proces o ateizm... Szlachta pewnie pokrzyczy, potrzaska szablami, ale kto by sie tym przejmowal... Troche to bedzie niezrecznie, ze Wasc, bedac wczesniej pozwany przez Lyszczynskiego, teraz sam wnosisz przeciw niemu oskarzenie, ale trudno... poradzimy sobie i tak. Dziekuje Waszmosci za wszystko, mozesz odejsc. (Brzoska zgina sie w glebokim uklonie i wychodzi, zamykajac za soba drzwi.)

Jezuita (polglosem, spogladajac z odraza za wychodzacym Brzoska): - Zaiste, czlowiek to plugawe naczynie, niemile Bogu...

Biskup Witwicki (do Jezuity, tonem napomnienia): - Nic to! Niekiedy Bog posluguje sie nikczemnymi ludzmi, zeby okazac swa wielkosc i sile, zeby wcielic w zycie to, co w swej chwale postanowil... Chcialbym zreszta zauwazyc, ze wasz zakon tez nie jest w tej sprawie bez winy. Przeciez ten Lyszczynski sam byl przez osiem lat jezuita! Czyz to nie w jezuickich szkolach pobieral on nauki i czyz nie tam wlasnie zakielkowalo w nim plugawe ziarno ateizmu? Nie sadzmy zatem, abysmy sami nie byli sadzeni. Lepiej pomodlmy sie obaj o zwyciestwo sprawy Bozej... (kleka, po czym sklada dlonie do modlitwy, Jezuita ze spuszczona glowa kleka obok niego. obaj modla sie w milczeniu, wznoszac oczy ku gorze)

* * *


SCENA DRUGA


Podmiejska karczma. W izbie, przy wielkim, debowym stole, siedza czterej szlachcice w XVII-wiecznych strojach, z szablami u boku. Przed kazdym z nich stoi na stole puchar, pelen miodu.

Szlachcic I (do Pocieja): - Powiadajze Wasc wreszcie, jaki respons odebrales w krolewskiej kancelaryi? Czy Sobieski wstawi sie za Lyszczynskim i zazada, by ten zostal zwolniony z koscielnego wiezienia?

Pociej (wstaje i ze smutkiem spoglada na pozostalych): - Nie mam ja dla was dobrych wiesci, Waszmosciowie! Odebrany przeze mnie respons krolewski niczego nam nie obiecuje... Widno mi, ze krol jegomosc nie chce zadzierac z Kosciolem teraz, gdy Rzeczpospolita trwa w przymierzu z katolickim cesarstwem. Wiedenscy Habsburgowie sa krolowi drozsi, niz nasze przywileje szlacheckie...

Szlachcic I: - Jakze to? Azali Lyszczynski ma pozostac w wiezieniu? To oburzajace!

Szlachcic II (uderza piescia w stol): - To zdrada!

Szlachcic III: Hanba! Wara klechom od naszych praw!

Pociej: - Uspokojcie sie, Waszmosciowie! Jak wiecie, Lyszczynski to szlachcic z naszego wojewodztwa, to zamozny posesjonat i czlowiek godny. Pelnil urzedy, trzykroc byl poslem, bral udzial w elekcjach, jego podpis widnieje przeciez pod aktem wyboru Sobieskiego na krola! Dlatego jego proces odbedzie sie niebawem w Sejmie i zareczam wam, ze bedzie to ognista debata. Obiecuje wam, panowie bracia, ze jako wasz posel, w imieniu szlachty wojewodztwa brzeskolitewskiego ujme sie za Lyszczynskim, za przywilejami szlacheckimi i obywatelskimi!

Szlachcic I: - Slusznie prawicie! Pogwalcono tu wszystkie prawa Rzeczypospolitej! (trzesie sie z oburzenia) Na mily Bog! Tak jestem wzburzony, ze chyba zaraz rozwale te karczme!

Szlachcic II: - Niech Waszmosc przypomni w Sejmie, ze Kosciol nie mial prawa zamykac szlachcica w wiezieniu! A gdzie odwieczne nasze prawo neminem captivabimus, ktore powiada, ze nie wolno osadzic nikogo w wiezieniu bez wyroku sadowego? Lyszczynski powinien odpowiadac z wolnej stopy, a nie siedziec w lochu, gdzie klechy moga go do woli dreczyc i torturowac! (naglym ruchem wyciaga szable z pochwy) Tymi szablami odbijemy Lyszczynskiego, jesli oskarzenie nie zostanie cofniete! Dobrze powiedzial wojewoda Matczynski, ze wszystkich biskupow trzeba wypedzic z Polski do Rzymu!

Szlachcic III: - Dziwno mi, ze tyle nieprawosci i gwaltow uchodzi dzis w Polszcze plazem, tyle zbrodni nie jest karanych, a tu sadzi sie spokojnego szlachcica tylko za to, ze napisal bezbozny rekopis. Zawsze balismy sie krolewskiego despotyzmu, a tu pod bokiem wyrosl nam despotyzm jeszcze gorszy i grozniejszy... (z niedowierzaniem kreci glowa) A tego nikczemnika Brzoske trzeba wyzwac na pojedynek i rozsiekac, jak psa! (wyciaga szable z pochwy).

Szlachcic I (wyciagajac szable z pochwy): - Nikt nie moze byc pewnym swego zycia i mienia, jesli pozwolimy na deptanie naszej wolnosci przez kler!

Pociej (uspokajajacym tonem) : - Dziekuje Waszmosciom za gorliwosc! Powstrzymajcie sie jednak od gwaltownych krokow i pojedynkow, bo to mogloby tylko zaszkodzic naszej sprawie. Nie wiem zreszta, czy warto zaszczycac tego delatora, donosiciela Brzoske, skrzyzowaniem z nim szabli. Nie jest on godny tego, by uczciwy czlowiek powiedzial do niego choc slowo... (odchrzakuje, a potem podnosi swoj pucharek) Wypijmy teraz, Wacpanowie, do dna, za zdrowie Lyszczynskiego i jedzmy do Warszawy. Do Sejmu! (wypija jednym haustem i odstawia puchar)

Szlachcic I (wypija i odstawia puchar): - Do Sejmu! Nie pozwolimy pogrzesc naszej swobody!

Szlachcic II (wypija i odstawia puchar): - Do Sejmu! Vivat Pociej, nasz posel! Bedziemy w Warszawie wspierac Waszmosci!

Szlachcic III (wypija i odstawia puchar): - Do Sejmu! Jestze ten Lyszczynski ateuszem, czy nie jest, mniejsza o to. Jako szlachcic ma prawo myslec, co mu sie zywnie podoba...

Wszyscy czterej wstaja i wychodza z izby.

* * *


SCENA TRZECIA


Bogato i gustownie umeblowana rezydencja nuncjusza papieskiego. Nuncjusz i prymas siedza naprzeciwko siebie, przy malym stoliku, popijajac wino.

Nuncjusz (odstawiajac kielich): - Jak ksiadz prymas znajduje ten trunek? Wlasnie sprowadzilem sobie dziesiec beczek tego wina ze slonecznej Italii, z moich rodzinnych stron...

Prymas (pociaga lyk wina i delektuje sie jego smakiem, a potem odstawia kielich): - Tak dobrego wina od lat nie pilem! Co za smak i aromat! Przywodzi na mysl zbocza Apeninow...

Nuncjusz: - Moze ksiadz byc pewny, ze jeszcze nie raz zaprosze cie na ten trunek... (powazniejszym tonem) Jako nuncjusz apostolski chcialbym, za waszym posrednictwem, ksieze prymasie, oswiadczyc polskim biskupom moje ukontentowanie. Cieszy mnie to, ze podczas sejmowego procesu wszyscy oni jednym glosem domagali sie kary smierci dla Lyszczynskiego... Jutro wyrok zostanie wykonany, a ow nikczemny ateusz splonie na stosie. To dobrze. Niepokoi mnie tylko jedno: dlaczego nie udalo sie wam wydobyc od Lyszczynskiego nazwisk jego uczniow i wspolpracownikow? Przeciez mieliscie go w swojej mocy, w wiezieniu...

Prymas: - Nasi teologowie przez dlugie godziny przekonywali Lyszczynskiego, by porzucil ateizm i uwierzyl w jedynego Boga. Wszystko na nic, okazalo sie bowiem, ze Lyszczynski ma diamentowe serce, ktorego rozbic ani skruszyc nie mozna... Usilnie probowalismy tez wydobyc od niego nazwiska uczniow, ale i to bezskutecznie. (rozklada bezradnie rece) Byc moze rzeczywiscie uczniow nie mial... Po prawdzie to nie slyszalem o tym, by osobiscie probowal odstreczac kogokolwiek od wiary. On dobrze wiedzial, ze u nas, w Polszcze, to sie udac nie moze...

Nuncjusz: - Niech i tak bedzie. Rozumiem. Tak czy owak, jestem wdzieczny polskim biskupom, ze zachowali sie odpowiednio i staneli na wysokosci zadania. To bardzo budujace.

Prymas: - Rzeczywiscie. Wszyscy polscy biskupi zadali stosu dla tego ateusza. Wielu z nich uwaza nawet, ze przed spaleniem na stosie, Lyszczynskiemu nalezy wyrwac jezyk, ktorym bluznil, i obciac reke, ktora pisal bezbozne pisma...

Nuncjusz: - Najwazniejsze, ze ten ateusz zginie. Nie wiem, czy warto rozdrazniac szlachte nadmiernym okrucienstwem kary... Wasz krol, Sobieski, domaga sie, zeby Lyszczynski nie byl spalony zywcem. Krol zada, zeby skazanca najpierw sciac, a potem dopiero spalic cialo... To w koncu szlachcic i niegdysiejszy posel... (po chwili zastanowienia) A co z tym obronca Lyszczynskiego, ktory tak gardlowal przeciwko Kosciolowi w Sejmie? Jak on sie tam zowie...

Prymas: - Ludwik Konstanty Pociej. On pelni godnosc pisarza brzeskolitewskiego.

Nuncjusz: - No wlasnie! Moze warto byloby jemu takze wytoczyc proces o ateizm?

Prymas: - Mysle, ze nie nalezy wszczynac nastepnego procesu. To powazna persona, z ktora liczy sie cale wojewodztwo. A poza tym, on nie napisal zadnego ateistycznego traktatu i jest wierzacym katolikiem... Pociej bronil Lyszczynskiego, choc jego pogladow nie podziela, bo tym samym bronil dawnych wolnosci szlacheckich...

Nuncjusz (z rezygnacja kiwa glowa): - Ach, ta wasza Zlota Wolnosc... Jeszcze za nia zaplacicie... Zawsze powtarzam, ze Polsce przydalyby sie rzady na modle francuska, taka silna, dziedziczna monarchia...

Prymas: - Bog raczy wiedziec, czy i francuscy krolowie nie zaplaca kiedys za swoja potege...

Nuncjusz: - Oby nigdy to sie nie stalo... No, dobrze. Dla mnie wazne jest to, ze wyrok skazujacy juz zapadl i ze jutro Lyszczynski zostanie stracony. Oby plomien tego stosu rozpalil w sercach Polakow swiatlo wiary... (wstaje z fotela, podchodzi do Prymasa i bierze go pod reke) Drogi prymasie, pojedzmy teraz obaj do krola i poprawmy jego nastroj. Przekonajmy go, ze polska szlachta nie powinna traktowac sprawy Lyszczynskiego jako zamachu na swoje swobody... (obaj ruszaja w kierunku wyjscia) Wyjasnijmy Sobieskiemu, ze teraz, kiedy Polska sprzymierzyla sie z domem Habsburgow, by bronic chrzescijanstwa przed Turkami, prawa polskiego Kosciola nie powinny byc w zaden sposob ograniczane... (wychodza)

* * *


SCENA CZWARTA


Podmiejska karczma. W izbie, przy wielkim, debowym stole, siedza czterej szlachcice w XVII-wiecznych strojach, z szablami u boku. Przed kazdym z nich stoi na stole puchar, pelen miodu. Wszyscy pija w milczeniu, ze zwieszonymi glowami.

Szlachcic I (sam do siebie): - Ponura to data – trzydziestego marca tysiac szescset osiemdziesiatego dziewiatego roku... Dzis zginal Lyszczynski...

Szlachcic II (sam do siebie): - Zmuszono go, zeby tuz przed smiercia spalil wlasnorecznie swoj rekopis... A potem... Tego sie nie da opowiedziec... Tak chcialoby sie wymiesc z pamieci ten straszny widok... (zrozpaczony, zaslania oczy dlonmi)

Szlachcic III (sam do siebie, ponurym tonem): - Tak potraktowac szlachcica, obywatela Rzeczypospolitej!

Pociej (ze smutkiem i gorycza): - Panowie bracie, zaprawde smutna to godzina dla naszej wolnosci... Dzis, wraz z Lyszczynskim, splonela wolnosc obywateli Rzeczypospolitej... Pomyslcie tylko, jak go pohanbiono: po spaleniu, jego prochy rozrzucono na rozstaju drog, jak smieci... Tak, by nie zostal po nim nawet slad... (chwytajac sie oburacz za glowe) Zrobilem tyle, ile mozna bylo zrobic, ale i to bylo za malo, by go ocalic... Prawie caly Sejm byl przeciwko mnie...

Szlachcic I: - A ta haniebna ceremonia, ktora odbyla sie wczesniej, w kosciele? Biskup Witwicki publicznie wychlostal Lyszczynskiego, a potem jakis ksiadz – rzekomo w imieniu wieznia! – glosno odczytal odwolanie przez skazanca ateizmu...

Przez dluzsza chwile wszyscy siedza w milczeniu.

Szlachcic I (spogladajac po twarzach obecnych): - Dalsze deliberowanie nic nie da. Jak powiadaja, na frasunek najlepszy jest trunek. Waszmosciowie! Niedaleko stad do dobr mojego ziecia... (wstajac) Zapraszam tam was wszystkich, zapraszam was na uczte! I tak sie tam wybieralem, bo dawno nie odwiedzalem mojej corki...

Szlachcic II (wstaje): - Przednia to mysl i hojny gest Waszmosci! Chetnie tam pojedziemy! Zgoda?

Szlachcic III (wstajac): - Zgoda! (spoglada pytajaco na Pocieja)

Pociej (wstaje z ociaganiem): - Zgoda! I tak przeciez nie odmienimy losu... Idziemy!

Wszyscy po kolei wychodza.

* * *


SCENA PIATA


Gabinet biskupa Witwickiego. Biskup siedzi przy stoliku, rozparty wygodnie na fotelu. Przed soba ma plik papierow, pioro i kalamarz.

Biskup Witwicki (sam do siebie, ziewajac ze zmeczenia): - Znuzylo mnie to pisanie... Tyle listow juz dzis wyslalem... Ale warto bylo, warto! Wielki to dzien dla sprawy Bozej, dzien kazni niegodnego bluzniercy, ateusza Lyszczynskiego! Trzydziesty dzien marca Roku Panskiego tysiac szescset osiemdziesiatego dziewiatego! Ten wspanialy stos, ktory dzis zaplonal na rynku Starego Miasta w Warszawie, bedzie przestroga, by nikt nie wazyl sie podazac droga Lyszczynskiego! (ziewa) Musze ze szczegolami opisac te egzekucje, by dowiedziano sie o niej w calej Europie. Zostaly mi jeszcze do napisania listy do kilku kardynalow... (kladzie przed soba nowa kartke, siega po pioro, zanurza je w kalamarzu. pisze starannie, w milczeniu)

W gorze niespodziewanie rozlega sie grzmot. Biskup Witwicki rozglada sie, zaniepokojony. Patrzy z lekiem ku gorze. Ze strachem odklada pioro, gdy z gory dobiega go potezny, tubalny glos.

Lyszczynski (mowi glosno i stanowczo, a jego slowom towarzyszy brzek lancuchow): -Uczcie sie prawdy od kamieni, bo ludzie, nawet jesli wiedza, co jest prawda, to i tak powiedza, ze to wlasnie jest klamstwem! Zaprawde, powiadam wam, Polacy! To tylko uczynic mozecie! Uczcie sie prawdy od kamieni! Od kamieni!!!

Biskup Witwicki (spoglada ku gorze, jakby widzial tam jakies zjawy): - A coz to za zjawa? Skad to sie tam wzielo! Przeciez to Lyszczynski!!! A mialem juz nadzieje, ze go nigdy wiecej nie zobacze! Zgin, przepadnij, maro nieczysta! Przeciez jestes juz tylko prochem! (zegna sie zamaszyscie, a potem oddycha gleboko) A moze to mi sie tylko zdawalo... Moze to tylko zludzenie? Jestem ostatnio przemeczony... (uspokaja sie i powraca do pisania. po napisaniu kilku slow ponownie zamiera w bezruchu, bo z gory raz jeszcze rozlega sie glos)

Giordano Bruno (mowi wyraznie, ale z wloskim akcentem): - Kto chce w prawidlowy sposob rozumowac, powinien odzwyczaic sie od przyjmowania czegokolwiek na wiare...

Biskup Witwicki (odklada pioro i z obawa patrzy ku gorze): - To niemozliwe! Przeciez to ten bezboznik, Giordano Bruno! [1] Widzialem go kiedys na wloskiej rycinie! Jak to jest mozliwe, zeby ateisci pojawiali sie jako zjawy... Kto im na to pozwolil... (po chwili milczenia, sam do siebie, uspokajajacym tonem) Trzeba sie uspokoic, przeciez Bog jest wszechmocny i nie zostawi w potrzebie mnie, swego pokornego slugi... Powrocmy lepiej do pisania listow... Podzielmy sie z bracmi w Chrystusie radosna nowina o smierci bezboznika Lyszczynskiego... (drzaca reka siega po pioro. zanurza je w atramencie i zaczyna pisac. dyktuje sobie na glos) ...Chcialbym poinformowac ksiedza kardynala, ze wyrok zostal wreszcie wykonany i ogien stosu pochlonal cialo ateusza Lyszczynskiego...

Z gory rozlega sie dzwieczny, mocny glos.

Vanini (drwiaco, z wloskim akcentem): - Kazda religia ma swoj poczatek i bedzie tez miala swoj koniec!

Biskup Witwicki (pioro wypada mu z reki, z przerazeniem spogladajac ku gorze): - Co to ma znaczyc? Kto to taki? Jeszcze jeden bezboznik, skazany na smierc... To Vanini! [2] Boze milosierny, zabierz mi go sprzed oczu! Zabierz go! (wstaje, ucieka na srodek izby. kleka i sklada dlonie do modlitwy, spogladajac ku gorze)

Vanini (glosem donosnym i stanowczym, ale pelnym wewnetrznego spokoju): - Chodzmy! Kat juz na mnie czeka... Chodzmy umierac pogodnie, jak przystoi filozofowi... (slychac jego miarowy krok i gwar otaczajacego go tlumu gapiow) Zobaczycie, ze ja, ateista, potrafie umrzec odwazniej, niz ten wasz Chrystus...

Ponownie slychac kroki Vaniniego i gwar tlumu. Biskup Witwicki, wciaz kleczac i spogladajac ku gorze, kuli sie w sobie. Po chwili kroki milkna i zapada cisza, przerwana przez tepe uderzenie katowskiego topora, wbijajacego sie w pien. Po chwili slychac trzaski plonacego stosu. Tlum wydaje z siebie okrzyk grozy, a biskup Witwicki zaslania oczy dlonmi.

Biskup Witwicki (na chwile nieruchomieje, a potem zrywa sie z kleczek i ucieka w strone wyjscia, ogladajac sie za siebie z przerazeniem): - Precz mi z oczu, bezboznicy! Precz! Apage, satanas! Boze, Boze, czemus mnie opuscil! Apage! Apage! (w poplochu wybiega z izby, zostawiajac otwarte drzwi)

W pokoju zapada cisza. Przez drzwi wpada do wnetrza nagly podmuch wiatru. Wiatr zrzuca ze stolika lezace na nim listy biskupa Witwickiego i gasi oswietlajace izbe pochodnie. Zapada ciemnosc.


KURTYNA




Przypisy:
  1. Giordano Bruno, 1548-1600, wielki filozof wloski. Jako zakonnik uciekl z klasztoru dominikanow, po czem tulal sie w Szwajcarii, Anglii, Francji i Niemczech, walczac w wykladach uniwersyteckich z kosciolem i filozofia scholastyczna. Najszczesliwszy okres swego zycia spedzil w Londynie, na dworze krolowej Elzbiety I. Tam napisal Spaccio della bestia trionfante ("Wygnanie bestii tryumfujacej"), trzy rozmowy o oczyszczeniu nieba z grzechow przez moralna reforme swiata; nastepnie La cena delle ceneri ("Wieczerza w srode popielcowa"), obrone kopernikanskiego systemu, i najwazniejsze dzielo: Della causa, principio ed uno ("Przyczyna, poczatek i jednosc") oraz Del infinito universo e mondi ("O nieskonczonym wszechswiecie i swiatach"). W r. 1585 ukazala se w Paryzu jego ksiazka Degli eroici furori ("O bohaterach i marzycielach"). W pozniejszych dzielach przewaza matematyczna i metafizyczna abstrakcja. W r. 1592 Bruno dostal sie w rece Inkwizycji, i po siedmioletnim procesie zostal w Rzymie spalony na stosie.

    W filozofii byl Bruno zdecydowanym przeciwnikiem Arystotelesa, jego poglad na swiat artystycznym panteizmem, przepojonym wplywem neoplatonczykow i Mikolaja z Kuzy, jak rowniez stoikow i epikurejczykow. Podstawa i przyczyna wszystkiego jest doskonala jednosc, z ktorej jest wszystko, i ktora sama jest we wszystkim, uduchowiona i uduchowiajaca. Jest to bostwo, ktore dziala podobnie jak artysta, rozwija sie w nieskonczonosc powstajacych i ginacych swiatow. Ostatnimi skladnikami natury sa minima (monady), ktore sa ozywione i uduchowione, a ich zwiazek jest czynnikiem objawiania sie tworczej sily Boga, ktory jest monada wszystkich monad. Ze stanowiska ciasnego egoizmu wznosi sie czlowiek do szerszego ujecia wskutek natchnienia i zapalu, jakie rodza sie podczas rozwazania pieknosci swiata.

    Giordano Bruno otwiera epoke nowozytna. W przeciwienstwie do starozytnych i sredniowiecznych mistykow, znajduje on Boga w sobie i w rzeczywistym swiecie stwarzajac swiatopoglad, ktory znalezc pozniej mozna w dzielach Spinozy, Leibniza, Herdera, Goethego, Schellinga, a wreszcie Hegla. (Encyklopedia Gutenberga - AMK)

  2. Lucilio Vanini, 1584-1619, filozof wloski. Otrzymal swiecenia kaplanskie, podrozowal po Niderlandach, Niemczech, Anglii i Francji. We Francji, na podstawie jego dziel: Amphitheatrum aeternae providentiae (1615) i De admirandis naturae reginae deque mortalium arcanis (1616), w ktorych nauczal o wiecznosci materii, jednorodnosci ziemi i nieba, zgodnosci mocy bozej z prawami natury, zostal przez Inkwizycje oskarzony o ateizm i, mimo odwolania swoich twierdzen, jako kacerz spalony na stosie w Tuluzie w roku 1619. (Encyklopedia Gutenberga - AMK)

* * *

Nota o autorze:

Lech Brywczynski (ur. 1959) jest dziennikarzem, historykiem, milosnikiem i znawca starozytnej cywilizacji grecko-rzymskiej. Byl wydawca i redaktorem naczelnym miesiecznika Echo Elblaga, nastepnie etatowym dziennikarzem Elblaskiego Magazynu Ilustrowanego i Kuriera Elblaskiego. Obecnie jest dziennikarzem elblaskiego dwutygodnika Regiony, wiceprezesem Stowarzyszenia Elblaski Klub Autorow SEKA i czlonkiem zarzadu Baltyckiego Centrum Informacji Prasowej. Mieszka z rodzina w Elblagu.

Poza tekstami o tematyce regionalnej, publikuje takze felietony, szkice historyczne, recenzje i wiersze. Dotychczas napisal 14 dramatow jednoaktowych (glownie o tematyce starozytnej), z ktorych wiele zostalo juz opublikowanych.






Copyright © 1997-2001 Zwoje