


|
Zbieram krople zycia do dzbana ukrytego za drzwiami mojego dnia. Czarne, szare, popielate i brunatne sa krople mojego smutku. Czerwone, rozowe, pomaranczowe i zolte przypominaja mi radosc. Blekitne sa chlodne, lecz razem z zielonymi przynosza mi nadzieje. A biale sa czystoscia, niewinnoscia i oddaniem. Kropli przybywa. 2000 |

|
Idac brzegiem morza czula promieniowanie ciepla piasku poprzez stopy az po swoje dziewczece cialo. W dekolcie sukienki dostrzegla piersi, ksztalty juz kobiece, nekanie, zadze i wstyd. latem 1970 |

|
Zielony odcien przesuwa sie wyraznie wokol mnie. - Jestes wolna - podpowiada mi. Lund, 1977 |


|
Stare meble w pokoju na poddaszu wyscielone plachta kurzu przypominaja, ze czas oczekiwania juz minal. Komoda przykryta popielata serweta, na niej splowiale fotografie naszych przodkow. Fotel na biegunach, w ktorym dziadek zwykl czytac Tanach. Dwa lichtarzyki z niedopalonymi swiecami z ostatniego szabasowego zmroku. Zegar, ktory nadal wybija godzine powrotu dziadka do domu. I my, dzieci, szukajace prawdy historii naszego plemienia. we Wroclawiu, w grudniu 1983 |

|
Zapytalam kogos czym jest cisza, odpowiedzial mi - czym cisza nie jest. Cisza nie jest oddechem, szumem w lesie, tafla lodu, okiem. Nie ma dzwieku, barwy, zapachu, ksztaltu, zasiegu. Nie mowi, nie odpowiada, nie ma jej. I nie mozna jej sobie wyobrazic. Jest proznia, bezbarwnoscia, niedostatkiem, nieobecnoscia. w czerwcu 1985 |

|
Corce Ani Z kraju mojego dziecinstwazabralam z soba szkatulke, owinieta plocienna serwetka, wreczona mi na pozegnanie. Z mysla, by w moim domu bylo wiecej swiatla - powiadano, by anioly wysluchaly Szalom Elejchem. Dwa srebrne lichtarzyki leza nie naruszone, czekaja na twoje przyjscie, na rozpoczecie Szabasu. Lund, w pazdzierniku 1987 |

|
Jest taki kamien co zwabia i przeraza, lsni w ciemnosci zimowa noca, nosi na sobie wode strumienia, gaszac plomien, ktory sie rozpala. W kamieniu mieszka ptak o duzych blekitnych skrzydlach i poteznym sercu. Ziemia drzy kiedy oddycha. z wedrowek po Hven, 1995 |


|
Bladze, Boga pytajac o droge a moze tylko o drogowskaz do przyszlosci, do zycia. Prowadza mnie dobre mysli. Nie konczace sie pytania spisuje w pamieci. Mijam drogowskaz tuz za rogiem uliczki przemijajacego roku. Niewyrazny, zakurzony, lecz z napisem DO ZYCIA. Wiec odwaze sie zyc. 1999 |

|
Temu wyszukiwaniu zdrobnien konca nie widac, a on miauczy na kazde wypowiedziane slowo. Dla naszego kota zjawila sie przystan spokoju w kacie pokoju, fotel z kolorowa chusta babci, miejsce kocich medytacji, przeciagania sie, ziewania dlugimi, bialymi wasami, ktore w nudnych chwilach zdaja sie splatac. Oczy sledza kazdy nasz krok i gest, dopominajac sie glaskania. W nagrode otrzymujemy zadowolone mruczenie, ktore oznajmia: mrucze wiec jestem. jesienia 1997 |


|
Wiatr zaplatany w przydrozne drzewo zaczyna powiewac szukajac instrumentu do zagrania w duecie z szelestem obnazonych, sztywnych galezi. Slychac szelest obudzonych galezi, wzmagane wiatrem, chwytaja za smyczki, brzekaja nieskladnie, ochryple. Wiatr wpada w wir dyrygowania. Z ospalej, kolyszacej sie galezi wiatr wygrywa nowe akordy, nie pojmuje tonu, pragnie wczuc sie w rytm i tajemnice muzyki natury. Napotyka pierwsze krople deszczu, improwizuje szumiace dzwieki spadajacych kropli. Zagluszony oddala sie wiatr. Wiem, ze moglabym zagrac na mojej starej wiolonczeli bez smyczka, opuszkami palcow odtworzyc wariacje natury. Pozno juz i noc nadchodzi. I wolam ciebie pod krople deszczu. Lund, juz w 21 wieku |

|
Jesli nie zatrzymasz ciemnosci nocy, w swietle dnia podaruje ci smak moich mysli pokrytych purpurowym szalem pocalunkow w sloncu. Nie zatrzymales ciemnosci nocy. Zatrzymales mnie w ciemnosci nocy i w swietle slonca. Zatrzymales nasze mysli, pocalunki, zapach, smak, dotyk, czulosc, milosc. Na zawsze. 2000/2001 |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||