

|
O, Poezjo, łaskiś pełna, Módl się za nami. Twoja dzisiaj godzina Bije w niebie gromami. Twoja godzina spływa Jak płaszczem, ognia ulewą. Podnieś ku górze twarz Złotą i czarnobrewą! Boga karzący gniew Idzie ku nam w pożodze, Ty, rozpaczą, jak lew Połóź się Bogu na drodze! Dłoń chwyć co na nas miecz Potrząsa wzniesiony, O, Poezjo! Ostatnia Linio polskiej obrony! O, Zbarażu! O, szańcu Kamieniecki, który Niezdobyty ulatasz! O, wieżo Jasnej Góry! Hel padnie i Westerplatte Ukradną zbójcy - Ty przetrwasz, święty Okopie Poetów Trójcy! Banią rosy pęknij nad głową Co leży w prochu. Ustom zamilkłym Daj łaskę szlochu. Klęskę obmyj i rany Świętymi łzami - O, Poezjo, uklęknij, i płacz, I módl się za nami. Gdy płomień jak blachę lichą Słowa poskręca i pognie, Ty znasz tajemnicę słów, Których nie tknęły ognie, Które się rodzą z płomieni, Słów - łez, słów - soli, słów - chleba, Co wyrastają jak z ziemi I powracają - jak z nieba. Górą nad nami wiej! Smugą białego żaru I drugą, czerwonej krwi! Poeto - a ty u sztandaru! Tobie nie wawrzyn na skroń - Już laur się czoła nie ima - Sztandar jest ważny.
|

|
Nie pozostawił tutaj żadnego dziedzica. Wielka to nasza wina, nie do przebaczenia. Imię jego tak przeszło jako błyskawica W chmurach, wysoko. W pobok polskiego sumienia. O, miłości, co sercu każesz jeno zhardzieć, I krzywdzonemu - krzywdzić, i trwać w gniewnej dumie, Że do końca, do śmierci, po śmierci - nie umie Ani przestać miłować, ani przestać gardzić. Zgrzytem na Złotej Bramie wyszczerbił się brzeszczot. Na Bramie niezdobytej, Bramie tryumfalnej. O, trosko bez nadziei, czułości bez pieszczot, Wiedziałaś, że nie zdzierżyć - Tej Sile Fatalnej. Została w nas ta siła fatalna, co w końcu Wciąż nas aniołów strąca z wysokiego nieba, I strąconych przerabia na zjadaczy chleba - Wciąż tęskniących do słońca. Wciąż ślepnących w słońcu. 1943 |

|
Gdy naród warszawski się porwał do boju, Gdy z bronią powstali cywile - Gdzie ty byłeś wtedy, sowiecki gieroju? Za Wisłą, opodal, o milę. O, cześć wam, radzieccy kamraci! O, cześć, towarzysze przytomni! Za pomoc w Powstaniu niech Bóg wam zapłaci A Polska wam jej nie zapomni. Gdy ponad Warszawą świeciły się łuny Powstańczej, szaleńczej batalii, Za Wisłą czekali sołdaci komuny, Aż ogień się do cna wypali. O, cześć, sojuszniku łaskawy! O, cześć wam, radzieccy kamraci! Za pomoc dla ludu walczącej Warszawy, Niech Bóg wam stokrotnie zapłaci! Gdy trupem padały kobiety i dzieci U miejskich barykad i szańców, Za Wisłą spokojnie czekali sowieci, Aż Hitler dobije powstańców. O, cześć wam, o cześć, w samej rzeczy! O, cześć wam, o cześć, demokraci! Za pomoc w Powstaniu, za pośpiech w odsieczy, Niech Bóg wam stokrotnie zapłaci! Ten sam Rokossowski, nasz wódz-falsyfikat, Widokiem się nie mógł nacieszyć I mruczał: Dopóki strzelają z barykad - Nu, nima do czego się śpieszyć. O, cześć ci marszałku zwycięski! Za odsiecz ginących twych braci, Za pomoc Warszawie w tej dobie jej klęski, Niech Bóg ci stokrotnie zapłaci! A Bierut w Lublinie, a Bierut sobaka, Rozkazy już zaczął powielać: Każdego Paljaka, kto tylko był w AK Od razu na miejscu rozstrzelać! O, cześć wam, moskiewskie bieruty! O, cześć wam, ludowi kamraci! Niech Bóg wam stuleciem straszliwej pokuty Za zdradę Warszawy zapłaci! A dzisiaj, ta ciżba moskiewskich zaprzańców, A dzisiaj, te same psubraty Z butami się pchają na groby powstańców I wieńce im niosą i kwiaty - Dziś oni te groby chcą wziąć w swą arendę I ukraść im honor tej chwili I zwołać umarłych pod swoją komendę, Gdy żywych już sami dobili. Ach, precz stąd radzieccy kamraci! Ach, precz stąd, zdradzieccy psubraci! Czekaliście wtedy, i dziś poczekajcie. Nie bójcie się. Bóg wam zapłaci. 1954
|

|
Wiejski strumyk z Żelazowej Woli Szumi w lewej ręce w barkaroli. Kiedyś kogut zapiał na podwórku, To on, ten sam, w tych kwintach, w mazurku. Księżyc po wsi włóczył się pochmurnie, Znieruchomiał, błyszczący, w nokturnie. Bocian brodzi przez dawne mokradła, Szuka gwiazdy co w etiudę spadła. W rozsypanych koralikach nutek Pierwsza miłość i ostatni smutek I tryumfów rzęsiste trzepoty I nostalgia chora na suchoty. *I przemienił ją w gorzkie harmonie, I przemienił ją w magiczne rytmy, I w melodie rzewne jak modlitwy. W srebrnoksięskie kropki, w czarne skróty I przepisał ją całą w te nuty I zapisał w swoim testamencie Dochowaną, powtórzoną święcie. A tam ona jakby coraz żywsza. Od prawdziwej ojczyzny prawdziwsza. Aż po wieku słowikami wspomni, Mrokiem westchnie i deszczem zasiąpi. I Polakom, gdy będą bezdomni, On muzyką ojczyznę zastąpi. 1960 |

|
Co by mi przysłać z Kraju? Czy mam jakie życzenie? - Zapytałaś mnie w liście. Od razu ci wymienię Jedno z mych wielu życzeń, Pierwsze mam je na myśli. Jeśli chcesz mi co przysłać W prezencie, to mi przyślij Pudełko od zapałek, Albo lniany woreczek, A w nim troszeczkę ziemi Tamtejszej - cokolwieczek. Tyle, co weźmiesz w garstkę Na polu - w przydrożnym rowie - Albo na skwerku miejskim W Warszawie albo w Krakowie - W lesie, albo z czyjego Podmiejskiego ogródka - Gdziekolwiek tam się schylisz. Jedna grudka malutka Wystarczy - tyle ile Jedną obejmiesz dłonią. Przyślij mi ją do Anglii. Chyba ci nie zabronią, Chyba takiej przesyłki Nic skonfiskują tobie? Będę ci bardzo wdzięczny. Wiem, co z tą ziemią zrobię, A raczej, prawdę mówiąc - Ach, przyjaciółko miła - Wiem, o co poproszę żony, Ażeby z nią zrobiła. 1962 |

|
Czym mierzyć wielkość człowieka? Żałobą Którą umarły zostawia za sobą. Żalem, co sprawia, że każda rodzina W nim płacze ojca i brata i syna. Jakby ten jeden, którego stracili, Umarł milionem śmierci. W jednej chwili Świat opustoszał z bliska i z daleka, Choć stracił tylko jednego człowieka. 1963 |

|
W Czerwcu, tysiąc lat temu, Polska była pogańska. Tysiąc lat przeminęło, Przyjdzie Noc Świętojańska. Migotliwe świetliki Zapalą swe sygnały I bardzo dziwne rzeczy Będą się w Polsce działy. W lesie gruchną pioruny Iluminacją zieloną. Nad Dębem błyskawice Zaplotą się koroną. Z dziupli Drzewa wypełznie Wąż stary, srebrnoruski, Z rubinowymi oczyma I skórą w łużyckie łuski. Kwiat paproci w gęstwinie Mignie na ćwierć minuty I wtedy ludzkim altem Zapieją złote koguty. Zorza na ciemnym niebie W runiczny wzór się utka. Nie przeszkadzajcie dziwom, Bo Noc będzie króciutka. Wcześnie zniknie bez śladu, Jak dreszcz magnetycznej burzy. I dopiero za drugie Tysiąc lat się powtórzy. 1962 |

|
A ja człowiek przekorny. Nie szanujący powag. Byle wszystkim na przekór. Wszyscy tak, to ja owak. Przekora piórem wodzi, Przekora lutnię stroi. Ot, przykład: Kiedy w kraju Pisarze, koledzy moi, Przez lata, z nabożeństwem Ideowo maniackiem Przed Stalinem leżeli Migdałowym plackiem, Kiedy się do Stalina Kruczkowski migdalił, Kiedy go Jastrun sławił, Gdy go Przyboś chwalił, Kiedy miedzianym czołem Iwaszkiewicz mu bił, Kiedy go Mitzner kochał, Gdy go Brzechwa lubił, Gdy go Pasternak lizał, Putrament ubóstwiał, Gdy mu Kott wonną chwalbą Z kadzidlanych ust wiał, Gdy Słonimski ogonkiem Przed portretami merdał, Aby za to merdanie Bierut jemu order - dał, Kiedy Broniewski pisał Ze łzami i do rymu "Jak dobrze, że na Kremlu Pracuje Stalin!" - gdy mu Osmańczyki odolskie I arskie Brandysy Wypisywały wiersze, Pieśni, życiorysy. Eklogi, panegiryki, Artykuliki, dziełka, że Stalin geniusz, gwiazdka, Słoneczko, perełka, że on dobry dla Polski, Dla dzieci i dla młodzieży I że jak i dlaczego Kochać jego należy, Że cukier krzepi, A Stalin jeszcze lepiej, Że Stalin grzeje, Stalin chłodzi, Stalin nigdy nie zaszkodzi - Kiedy te rozbuchane Najemne melamedy Tak jazgotały, wyły I piały - to ja wtedy Krzyczałem na kraj cały I na cały globus, Że to wszystko nieprawda! Że Stalin krwawy łobuz! "Przepraszam towarzyszów, Proszę towarzyszek" - Tak krzyczałem - "to kłamstwo! To jest kat i opryszek! Zarozumiały durak, Paranoik upiorny!" Tak krzyczałem. (Mam świadków). Bo ja człowiek przekorny. Aż Chruszczow moje słowa Potwierdził. I każdemu Kazał tak mówić, jak ja Mówiłem pięć lat temu. Zaledwie przyszła z Moskwy Komenda, żeby w try migi Likwidować Stalina, Już hurmą, na wyścigi, Ruszyli moi koledzy. Chruszczow kazał. Nu, znaczy, Bić Stalina, jak w kuper, Za przeproszeniem, kaczy. Hej, kto pierwszy ten lepszy! Do ataku! Do wierszy! Do satyr! Do dyskusji! Patrzcie - Słonimski pierwszy. I Jastrun, Kott, Broniewski, Przyboś, Mitzner, Osmańczyk - Patrzcie, który gorliwszy, Skwapliwszy wańczyk-wstańczyk. Z bohaterską odwagą, Z ryzykanckim zuchwalstwem, Krzyczą: Precz ze Stalinem! Krzyczą: Precz ze służalstwem! Krzyczą: Precz z lizusostwem! Bez żadnych ceregieli Krzyczą. Bo Chruszczow kazał, By teraz tak krzyczeli. A ja człowiek przekorny. Ja odchodzę na stronę I myślę: Czas przed nimi Wziąć Stalina w obronę.
Nie było w dziejach świata |

|
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie? Cyrankiewicz na premierze Palce gryzie, strach go bierze Takie coś na polskiej scenie! Czyje to niedopatrzenie? Cenzor, widać, nie uważa, Nie określił egzemplarza! Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie? Pan Gomułka blady siedzi, Z przerażeniem "Dziady" śledzi. Dotąd jakoś ich nie czytał, Teraz aż zębami zgrzytał. Kliszko z irytacji sapał, Ochab się za głowę łapał, Moczar truchlał w pierwszym rzędzie. Co to będzie, co to będzie? Cały utwór jest wyraźnie Nastawiony nieprzyjaźnie Wobec naszych wschodnich braci, Oraz całej Rosji-Maci. Już podnosi się kurtyna, Widowisko się zaczyna, Stoi GUŚLARZ i GROMADA I na cały głos powiada: "Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?" I od razu śmiech na sali, Wszyscy się rozchichotali. Pierwszych dziesięć słów wieczoru, Pierwszych dziesięć słów utworu, Z pierwszej sceny i obrazu - I chwyciło. I od razu Ta satyra aktualna Jaka celna i genialna! Ta synteza, ta formułka - W loży syknął pan Gomułka. Co za geniusz ten Mickiewicz! Z krzesła spadł pan Cyrankiewicz. Dziesięć słów - od razu mknie pod Strop teatru śmiechu trzepot. "Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?" Świetny kawał. Pierwsze słowa I wiadomo - o nas mowa. I w dosadnej kwintesencji Sekret polskiej egzystencji. Czego chichotacie, młodzi? Rozumiecie, o co chodzi. Mówcie, komu czego braknie? Kto z was pragnie, kto z was łaknie? Kto tu słucha, kto tu siedzi, Ma syntezę odpowiedzi: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie? Patrzcie, ach, patrzcie do góry, Cóż tam pod sklepieniem świeci W reflektorach - jakby szczury - Jakby duchy - jakby dzieci? "Do mamy lecim, do mamy, Cóż to, mamo, nie znasz Józia? Ja to Józio, ja ten samy! Ta gruzińska u mnie buzia, To ja, Józio, czarnobrewek, A to mój - koleżka - Lewek - Razem ze mną wciąż się błąka - Lewek Trocki, proszę mamy - Cóż to, nie chcesz znać Leonka? My tak sobie z nim latamy!" Dusze potępione obie, Pomykajcie stąd w tej dobie! W imię Ojca, Syna, Ducha, Widzicie Pański krzyż? Wy, sprawcy naszego ustroju, Zostawcież nas w spokoju! A kysz! A kysz! Za Guślarzem sala cała Szeptem w duchu powtarzała. Teatr Narodowy słucha Odpowiada z mroku - słysz: W imię Ojca, Syna, Ducha, Zostawcież nas w spokoju! A kysz! A kysz! A za oknem WIDMO - woła: "Hej, kruki, puchacze, wrony, O, wy przeklęte żarłoki, Puśćcie mnie tu, do kościoła, Puśćcie, mnie, choć na dwa kroki!" Wszelki duch! Jakaż potwora! Widzicie w oknie upiora? Włos rozczochrany na czele, Oczy jak węgle w popiele, Łachman na nim skrwawiony. Ledwie się zjawił, na sali Wszyscy ludzie go poznali! Ta twarz wstrętna, ten wzrok winny, To Dzierżyński! Któżby inny? Nie znałeś litości, panie, I my nie znajmy litości! Hej, sowy, puchacze, kruki, Szarpajmy ciało na sztuki! Niechaj nagie świecą kości! Musisz się dręczyć, wiek wiekiem, Sprawiedliwe zrządzenia boże! Bo kto nie był ni razu człowiekiem, Temu człowiek nic nie pomoże. A potem - cisza głucha - Cały Teatr w ciszy słucha: Czy widzisz Pański krzyż? W imię Ojca, Syna, Ducha Bronisz nam jadła, napoju, Zostawże nas w spokoju! A kysz! A kysz! Ziemi nam bronisz i nieba! I wolności jak chleba! Opamiętaj się! Słysz! Dosyć twego podboju! Zostawże nas w spokoju! A kysz! A kysz! Sala cała
|

|

|
Samoobrona małp, że nic nie wiedzą o złudzie Historii. Przed nimi przyszłość -
|

Chrześcijańska zasada
|

|
Taki gęsty cień od niej pada, Tak tu nieprzenikniony, Jakby jakieś ogromne światło świeciło
|

Śniło mu się
|

|
Daj, bym nie błagał nadaremnie. Napraw ten świat!
|

|
Tu leży Grydzewski. Nie martwcie się o niego: Już jest na tamtym świecie redaktorem Pisma Świętego. |

|
W twarzy dawnej kochanki szukam jej urody Wśród zmarszczek, pod pokostem różu i bielidła. Zdawała mi się piękna, kiedy byłem młody, Jakże się postarzała! Jak zwiędła i zbrzydła! A ona patrzy na mnie z cienia Kampanili - Wieczór cyklamenowy spłowiał i poszarzał - Trzęsie głową, i jakbym ją słyszał w tej chwili: Czy to on? Jakiż brzydki ... Jakże się postarzał ... |

|
Żmija Chętnie się w nogę wpija Wtedy trzeba natychmiast wypić dużo dużo wódki Żeby udaremnić skutki. W ogóle wypić dużo wódki nie jest źle, Czy ugryzła, czy nie. |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||