Ponizszy tekst jest collage'm z nagran i zapisow naszych rozmow w roku 1993 w Krakowie oraz w latach 1995 i 2001 w Edmonton, Alberta, Canada. W maju 2001 tekst ten zostal przez nas autoryzowany.

Leszek Dlugosz i Andrzej Kobos

Wszystkie fotografie sa autorstwa Andrzeja Kobosa.






JESTEM.   I CO Z TYM ZROBIC NAJLEPSZEGO ?

Z Leszkiem Dlugoszem rozmowy Andrzeja Kobosa

(z komentarzem poetyckim)





Leszek Dlugosz, 2001

Andrzej M. Kobos:   Leszku, wczesna Twa mlodosc w Zaklikowie, doroslosc w Krakowie. Czy Zaklikow w Tobie tkwi?

Leszek Dlugosz:   Czule i bardzo rzewnie tkwia we mnie tamte lata, spedzone do osiemnastego roku zycia w Zaklikowie, miasteczku na Lubelszczyznie, z ruinami zamku, dwoma kosciolami i bardzo dobrym gimnazjum, w kontakcie z cudowna, wtedy jeszcze nieskazona natura. Czerpie z niej do tej pory. To slychac w moich wierszach i piosenkach.

W muzyce, piosenkach i wierszach Leszka Dlugosza slychac owe wody, widac stworzone ze slow pejzaze.


Lesna pasterka

......................................................
Wiec bieglem przez zielona cizbe
Lecz czulem, ze sie zmowa kryje
Mylily mnie zaslony leszczyn
– Do nog skakaly jezyn zmije.

......................................................
Oparlem czolo o pien sosny
– Co obok stala za piastunke.
I czulem cieple tuz pod kora
Sloje zywicy pelne mleka
I uslyszalem glos jak we mnie
– I jak nam krew jednako scieka.

......................................................


Leszek Dlugosz, 1967

* * *

Lubie przygladac sie motylom
Nad zagonami maku
Kiedy je w lipcu wiatr kolysze
I kiedy   n a r a z miesza sie w powietrzu
– Smiertelne opadanie platkow
I trzepotliwa radosc skrzydel

..................................................................

Aklamacja duszy w Dolinie Ojcowskiej
jesienia 1994 roku

O Bogowie, miliony, miliony szelestow
Ledwie z tchnieniem powietrza
– Zielone niedawno jeszcze folwarki Flory
A wszystko w ogniu
Gore!
– Dywany
Z wiatrem wiruja leca
Plomyki, glownie, wszystkie mozliwe
I niemozliwe jesieni ognie, a jeszcze tu
W tej okolicy
– Na tle tej bieli?

................................................................
Wiec nie trudz sie anima mea
– Pakuj okrzyki, schowaj aklamacje
Zwyczajnie w duchu wyznaj cicho – szczerze:
– Pieknie tej jesieni
W Ojcowskiej Dolinie, rozjarzyl sie nam
Czasu ulamek
– Zaiste nad wyraz...


LD:   Zastanawia mnie porownanie miedzy najwspanialnialszymi tworami ludzkiej reki a doskonaloscia niepozornych (tak o nich powiedzmy) tworow natury.

Przy franciszkanskiej sieni

Bog Ojciec – slawny
Z witraza u Franciszkanow
– Uniesieniem ducha
Zrecznoscia ludzkiej reki
W szklo zaklety
– Jakzes potezny i wspanialy Boze
Na tym konterfekcie
(Mysle – i Ty, z tej roboty jestes kontentny?)
A tuz przy wejsciu
Obok
– Przy franciszkanskiej sieni
Ot byle co
– Przy murze krzaczek
Zielone ladaco, co to sie nawet
Nie zna jego nazwy
I tylko trzeba chwili
I laski takiej moze trzeba
Zeby go tak zobaczyc
Gdy tuz po deszczu
– W kwietniowej smudze swiatla
Dwa albo trzy tysiace zielonego drobiazgu
– Lisci, listeczkow jeszcze
Wiec dwa albo trzy tysiace (bo na kazdym)
Wodnych brylantow (brylancikow, dokladnie)
– W nieziemskich blaskach
Jak to   k o n k u r e n c y j n i e   wola
Skrzy sie...


Ale z Zaklikowa pamietam tez i to "ciemne". Pamietam z Zaklikowa opowiadania o Zagladzie Zydow. Ta "moja opowiedziana mi pamiec, przedziera sie wsrod zarosli".

Historia Zydow z miasteczka Z.

...................................................................
– Nie pamietam urodzilem sie zbyt pozno
Nie widzialem
Dnia – kiedy rozstapila sie Ziemia
I pochlonela wszystkich
– Co do jednej duszy
– Wszystko cokolwiek zostalo
Z ich cial
A pamietam tamta – opowiadana Zydowke
W bogatym futrze
Jak biegla przez podworze szczuta psami
– Woz drabiniasty pelen trupow
Ciagnacy w strone kirkutu
Pamietam tamtego – opowiadanego chlopca
Zastrzelonego na rogu Swietej Anny
(niewiele wiekszy niz ty, mowila Babka)
Przypominam sobie nawet szczegol
– Jak wylala sie zupa i jak potoczyl sie
Garnek, z ktorym biegl Tamten Maly

...............................................................


AMK:   Kto Cie uksztaltowal intelektualnie? Jakas reke, jakis umysl widac z daleka...

LD:   Pani Anna Nagorska, "Panna Anna", dar losu dla mnie. Starsza pani z ziemianskiej rodziny, w mlodosci studiowala na Sorbonie. Przy koncu wojny rozdala wszystko i osiadla w Zaklikowie. Zyla bardzo skromnie, bez zadnych pozorow, w biedzie jak ascetka, swieta, artystka, sluga, Hiob. W Zaklikowie ukochala cmentarz i dzieciarnie. Zawdzieczam jej bardzo wiele, dziewietnastowieczna nieomal, solidna edukacje, lekcje muzyki, francuski, tzw. dobre maniery, czeste, dlugie, pouczajace rozmowy, jakby rzec – dysputy. Rozbudzala moja wyobraznie, umacniala ambicje, rozwijala moja precyzje myslenia, poziom wymagan wobec siebie.

AMK:   Podobnie bylo ze mna, tyle zawdzieczam Tadeuszowi Filipowi w Wadowicach, chociaz precyzji myslenia nauczyla mnie przede wszystkim fizyka.

LD:   Tacy ludzie w nas zostaja, tkwia, towarzysza nam...

AMK:   Opatrznosc czuwa nad Toba...

LD:   Bylo kilka powaznych interwencji, ktore uratowaly mi zycie w dziecinstwie a nawet i niedawno. Dla jakichs tam powodow zostalem ocalony cztery razy. Byc moze nie byl to czysty przypadek. To mnie troche pociesza, ale i nieco "demoralizuje", zbytnio mozna sie przyzwyczaic do tego, ze jednak Ktos czuwa i widac jeszcze nie koniec.

Piosenka szpitalna

Coraz mniej drzenia
Choc, czy odwagi wiecej?
Smierc nie mniej smiertelna
Przez to
Ale co nieuniknione, to dalej takie
I moze tylko – lepiej oswojone?
Wielkie Nadzieje i Ambicje
Zmalaly jak obrazy z dziecinstwa
Ciekawa proporcji igraszka
– Gory w pagorki
Bory w przepastne laski
Poszly
U brzegu ledwie lodka z wioslem
A wczoraj byla portem?
Coraz mniej obaw
Wiecej sie rozumie
Nic nie ma chwili postoju
Tu ze mna.

.........................................

Dusza na ramieniu

Srebrzysty sokol
U mego boku
– Ze stopy na stope
Na przeleczy ramienia
Chwile wazy
– Teraz?
– Nie
– Jeszcze nie teraz
Wstrzymaj sie chwilo
Powietrza lyk
Jeszcze haust istnienia
Potem?
Umiesz to pojac sobie wy-
o-bra-zic
(Zgloska po zglosce)
Nig-dy od-tad wie-cej?...

..........................................


AMK:   Grasz, komponujesz i piszesz wiersze od wczesnych lat...

LD:   Zaczalem uczyc sie grac wczesnie. Od dziecinstwa szalenie lubilem zabawy przy klawiaturze. Wyobrazalem sobie rozmaite burze, deszczowe i sloneczne pogody, rozmaite wody przelatujace, wymyslalem dalszy ciag filmow, zaslyszanych historii, dalekie podroze. Muzyka jakby odzywala sie we mnie sama, fraza, melodia. Mialem rozne pomysly, komponowalem polonezy. Pierwsza piosenke – do ktorej sie przyznaje – nastrojowa ballade-malowanke, Niepotrzebna droga niepotrzebny woz, napisalem bodajze w 9-tej klasie. Kojarzy sie ona z pewna droga mi osoba i wije sie za mna poprzez wszystkie pozniejsze lata; umiescilem ja na niedawnej plycie. Przezywalem wowczas bunty, kryzysy, fascynacje, milosci, ale godziny przy klawiaturze byly czyms wylacznie moim, jakas moja ucieczka, azylem.

Wiosenne wody

Wiosenne wody, szumne porywiste
Jasny niepokoj chmurnych dni
Zycie – jak powiesc nie napisana
Wszystko sie zdarzy, wszystko ma byc...

...................................................................

Panna Anna podarowala mi swoj fortepian, Pleyel, gdy mialem moze osiem lat. Fortepian ten byl kupiony w Paryzu podczas tej wystawy swiatowej, na ktora zbudowano wieze Eiffel'a. Po smierci Anny zabrala go od mojego ojca jej daleka rodzina, razem ze szpargalami, listami, np. od Wladyslawa Tatarkiewicza, a nawet moimi listami do niej, pisanymi juz z Krakowa, ze studiow. Szkoda...

AMK:   Pociagnelo Cie do Krakowa...

LD:   W wieku osiemnastu lat, przyjechalem do Krakowa na Uniwersytet Jagiellonski, majac pod reka dwa uniwersytety w Lublinie. Krakow z jego studenckim srodowiskiem pobudzal wyobraznie, przyciagal. Planowalem ten Krakow w marzeniach mlodosci chociaz nie znalem tam nikogo.

To byla cala historia z samym moim wyjazdem z Zaklikowa do Krakowa. Najpierw w srodku nocy droga w Zaklikowie do pociagu. Ciemno, ojciec niosl walizke, brat bodajze mial kij do opedzania sie od psow i latarnie. Przyjechalem do Krakowa. Mialem pojsc na ulice sw. Marka do kogos, czyj adres mialem. Nie wiedzialem gdzie to jest. Doszedlem z walizka do Rynku i stamtad chcialem wziac taksowke na ulice sw. Marka. Taksowkarz mnie wysmial i przepedzil.

Studiowalem polonistyke. Bylismy ostatnim rocznikiem, ktory mial wielkich profesorow, lacznie z Profesorem Stanislawem Pigoniem. Bralem rowniez lekcje fortepianu u niezwyklej staruszki, Pani Alojzy Hubisztowej, gralem Mozarta i Beethovena. Pozniej mialem inne plany, zwiazane z teatrem. Podczas studiow, w latach 1963/64 wystepowalem w bardzo ciekawym, dzis zagubionym w pamieci, studenckim teatrzyku piosenki "Hefajstos". Publicznie ujawnilem sie z moimi piosenkami w roku 1963 na konkursie piosenki studenckiej w Krakowie. Jedynym w jakim wzialem udzial. Zaspiewalem na nim piosenke, ktora przyniosla mi pewna renome interesujacego czlowieka w tzw. studenckim srodowisku. Byla to piosenka, moze banalna, o niedzieli – Przeciez niedziela.

Potem zaczalem studiowac w Szkole Teatralnej. Mysle, ze pomylilem sie w ocenie wlasnych predyspozycji. Dostrzeglem, ze bardziej chcialem wyrazac sie wlasnym tworzywem, wlasnym slowem, wlasna muzyka, niz tym, co mialbym do powiedzenia w teatrze przez cudzy tekst. "Moje" bylo mi blizsze. Wazniejsze dla mnie.

AMK:   Zostales uksztaltowany artystycznie przez "Piwnice pod Baranami", miejsce wspaniale rozwijajace.

LD:   Tak. W 1965 roku zostalem zaproszony, jak sporo innych osob, do "Piwnicy pod Baranami" na goscinne wystepy przed wlasciwym programem. Wprowadzil mnie tam Wiesiek Dymny. Piotr Skrzynecki prezentowal takiego nowicjusza, jako ciekawostke jednego wieczoru lub dwoch. Po krotkim wystepie tegoz, Piotr wychodzil zza kulisow z dzwonkiem, dzwonil i mowil: "dziekuje bardzo, pozegnajcie go/ja Panstwo serdecznie". I na tym sie to zwykle konczylo. "Piwnica" byla wowczas miejscem nieslychanie nobilitujacym ale i hermetycznym. Istnial tam pewien zestaw nazwisk, ktore mialy juz swoja aure. Dokooptowanie "Nowego" wymagalo karkolomnych motywacji i staran. Byl to akt szalenstwa albo niezwyklej odwagi. Osoby interesujace zostawaly w "Piwnicy," ale bylo ich w owych latach doslownie kilkoro. "Piwnica" byla miejscem niezwykle wymagajacym, katalizujacym, pomogla mi uswiadomic sobie, co we mnie slabe, a co mocne. Widocznie musialem sie na tyle zaznaczyc, ze Piotr i wymagajaca publicznosc zaaprobowali mnie szybko. Powiem wiecej: za jakis czas ludzie zaczeli specjalnie przychodzic takze i na Dlugosza.

Do Piotra Skrzyneckiego

...............................................................................................
Bogu dziekujmy i Wszystkim jego Dobrym Wyslannikom
ze tak i tyle do nas tu adresowano
Niech beda dzieki
Za zaistnienie ocalenie i urzadzenie nam
Wszystkich pokoi tego swiata
I tej jedynej w calym swiecie Piwnicy
Gdzie mlodosc "ta nasza mlodosc"
Przetoczyla sie rozprysla i przeszumiala
Tak szumnie

..................................................................
Niechze Twoj dzwonek Piotrze dzwieczy
– W podziece
I na pochwale
Dni i nocy
Niemozliwie pieknie, przyznaj, jak niemozliwie
Pieknie
Dni i nocy wtedy tam
Rozszastanych...


Ogromna – prawde rzeklszy wlasciwa – zasluga Piotra bylo nie tyle stworzenie jakiegos Dziela, ile stworzenie pewnego Stylu, tj. postawy, estetyki.

Nocne telefony Piotra S.

.............................................................
Sluchaj czlowiek to jest tu cos wiecej
Dluzej
Niewidzialne jego pasmo
Tu rozsnute
Jeszcze sie przesuwa
Spojrzysz
– pod powieka przemknie
Wspomnisz
– czolo musnie
(W srodku drasnie
Ani zgadlbys – czemus oto sie zachmurzyl?)

.......................................................................


Formalnie, tj. w programach, pozostalem w "Piwnicy" przez trzynascie lat, do roku 1978. "Piwnicy" jako takiej, jako zaprzyjaznionej grupy, nigdy nie opuscilem. Mialem wiec czas na zdobycie wiekszej swiadomosci.

"Piwniczaninem" czuje sie jednak do dzis. To moj estetyczny ale i ideologiczny adres. Miejsce, z ktorego sporo wzialem i jako artysta i jako czlowiek. Mysle jednak, ze i ja tez cos tam wnioslem...

Tak to, Andrzeju, w tamtych latach, w tym czarnym swetrze, pedzilo sie saniami do karczmy jurgowskiej z ta piosenka do slow Jerzego Lieberta... "Lepiej zawroc, lepiej nadluz kilka staj" ... Widze jeszcze tamte czasy. I Ciebie, nieomal zawsze z aparatem fotograficznym. To Ty, Andrzeju, robiles pierwsze moje zdjecia pokazywane publicznie.


Leszek Dlugosz w Piwnicy pod Baranami, 1970

AMK:  Nie przywoluj obrazow. Ja rowniez, wiele zawdzieczam moim latom z "Piwnica".

................................................
Biegna lata, no coz
Cos zostaje z nas tu, na pamiatke tych dat
Jakbys lisc w ksiazke kladl...

................................................

Piosenka wybitna, nobilitujaca Leszka Dlugosza w "Piwnicy pod Baranami" byla w roku 1966 Karczma Jurgowska, wiersz znakomitego poety Dwudziestolecia, Jerzego Lieberta, z muzyka Leszka. Ta pelna ekspresji, ale i uwodzicielska, piosenka wpisal sie Leszek w ow specyficzny "taki pejzaz" – Piwniczny. Okreslil nia swoj oryginalny styl.


Leszek Dlugosz w "Piwnicy pod Baranami", 1969

Do swojej muzyki, Leszek w tamtych latach spiewal rowniez wiersze innych poetow, np. Berlin 1913 Juliana Tuwima; Ballade morska Krzysztofa Kamila Baczynskiego o poleglych; kilka wierszy Boleslawa Lesmiana, Sergiusza Jesienina. Wydobyl i pierwszy zaczal spiewac poezje Andrzeja Bursy.

Spiewal rowniez piekne swoje teksty. Glebokie i nastrojowe ale tez nie wolne od elementow humoru, ironii... Np. Juz nas ta nasza milosc nie obchodzi, a takze pogodny Dzien w kolorze sliwkowym (o nastroju jesieni, o "probowaniu nalewki z dzikiej rozy, z porzeczki, aby sprawdzic czy zima to wypic sie da").

Leszek Dlugosz byl takze pierwszym, ktory przywrocil publicznosci w kraju Stanislawa Balinskiego – wybitnego emigracyjnego poete. Piekna, liryczna poezja Balinskiego (Niedziela i NawolywaniaJaka szkoda), z muzyka walca i niskim tembrem glosu Leszka, zyskiwala jakby nowy, ukryty dotad wymiar, odtwarzajacy, zda sie pelniej, klimat, koloryt i melancholijny nastroj przemijania.

Ze Stanislawem Balinskim rozmowa
(fragmenty)

..................................................................
Mielismy z Balinskim wspolna piosenke
Z wiedza wzajemna albo nie
Zlaczyla nas ta melodia
– Woda co w niej rwie
I choc minelo wiele czasu
jak oni (tamci) w kawiarni tej nad rzeka
W niedzielne letnie popoludnie siedli
– Siedza dalej...
– Pochyle panie i panowie
Choc dawno inni wciaz ci sami
– Ubrani jasno mile schludnie
I tak jak wtedy
Fala za fala swiat za swiatem ginie
Przez puste niebo toczy kule smutku

Demon
A oni?
jak w zetlalym w dawnym filmie
Siedza –
Pija herbate za herbata
I rzeka pluszcze – szkoda
ze jak ta rzeka jak ta woda – mlodosc...
refren plynie
– Szkoda no szkoda i jaka szkoda
Szept sie do szeptu sklania
Laczy sie poteznieje zewszad
Lamie sie piosenka
Zrywa sie muzyka
Glos – z drugiego brzegu ktos zawolal?
Poczekaj poczekaj...
Glos znow slychac? ...

..............................................................

Swiat jest daleki powiada Pan
i tak nieduzy
Gdy juz nie tu czy sie spotkamy
Tam – jak Pan to nazwal
"Po tamtej stronie snu?"

..............................................................

LD:   Pozniej, po latach, zapragnalem stac sie samodzielny, jakby autonomiczny. Moze to zrozumiale?

Andrzeju, jezeli bys chcial wrocic, wejsc do tamtej "Piwnicy," zobaczyc tamte cienie naszej mlodosci... to posluchaj:

Pod Baranami tez juz inny czas

................................................................
Pod Baranami tez juz dzisiaj inny czas,
inna muzyke dzis kto inny gra...
A jednak czasem bardziej, bardziej zal,
szczegolnych chwil, jedynych w swiecie miejsc,
urody tamtych dziewczyn, tamtych blaskow swiec.
Pamietasz magie tamtych cisz,
gdy po raz pierwszy w murach tych,
sluchalismy piosenek, jakich nie ma juz,
jakich juz nigdzie nie ma dzis?

..................................................................................
Pod Baranami tez juz inny czas,
Turystow tlum zalicza swoj wieczorny szlak,
Niezle sprzedaje sie legenda tamtych lat,
Ech, Mila, no, usmiechnij sie
I bez ironii wznies kieliszek ze mna swoj
Za cienie tej mlodosci, kiedys zostawione
Przez nas tu...

..................................................................................


AMK:   Pamietam to. Ty nazywasz to magia...

* * *

To miasto tak mi kiedys obce
Katedra plac dziedzince
– W kawiarniach dlugo sluchalem jalowcow
Jesienia palilem ogniska
Zarosla domow wiez korony
I dzien zaduszny tu mijalem
Zwyczajnie ot turysta

..............................................


LD:   Wbrew pewnym poczatkowym projektom co do przyszlosci, zaczalem zakorzeniac sie w Krakowie i ani sie spostrzeglem, ze kiedy wracalem do Krakowa, to wracalem do siebie. Radosnie wychodzilem z dworca kolejowego. Gdy minawszy Planty, patrzylem na olsniewajaca panorame wzdluz Florianskiej, zamknieta Kosciolem Mariackim, to jakos zywiej robilo mi sie w sercu. Uswiadamialem sobie, ze jestem na wlasciwym miejscu. U siebie. To jest rzeczywiscie moje miejsce. Czuje sie za nie odpowiedzialny.

Koscioly gotyku

...................................................
Koscioly gotyku
Przybytki zarliwosci
W woni kadzidla
W gregorianskim zaspiewie
Cegla po cegle opowiadajace
Sen Jakubowy
Wieze strzeliste
Aerodromy tamtych wiekow
Ladowiska aniolow
Przyczolki dla dusz pielgrzymujacych
Na tle tak zwanych Sredniowiecza
Mrokow
Najpiekniej iluminowane litery
Mistycznego pisma epoki.

...................................................



Na rocznice sprowadzenia sie do miasta K.

.......................................................
W koncu tych kilkanascie ulic
Tych pare domow – co na pamiec
i troche "tego" czego juz nie ma
Lecz sie pamieta... (Taka prywatna
Tutejsza Prousta magdalenka)

Coz, miasto moje... drzazgo serdeczna
Grzechow radosnych
Westchnien nielekkich
– Ktora juz skore Ty mnie kosztujesz?...


Leszek Dlugosz, 1995

To wszystko jest u mnie o wiele wiecej, glebiej niz oczarowanie jakims miastem, wszak oczarowany teraz jestem starym Lwowem, choc bardzo zaniedbanym, oraz ladnie odnowionym Wilnem. To sa klejnoty, ktore dostaly sie innym. Tak mysle o tym teraz – Rzym wpadl w czyjes inne rece...

AMK:   Co to znaczy, ze Krakow jest Twoim miejscem?

LD:   To znaczy, ze musze byc bardziej uwaznym gdy chodzi o tradycje, o wymagania. Tu ludzie czesto patrza na rzeczywistosc pod nieco innym katem i maja zazwyczaj wiekszy szacunek dla przeszlosci. Tutaj widac wyraznie, ze w kulturze pozostaja tylko rzeczy najprawdziwsze, najbardziej autentyczne. Ja ciagle odkrywam to miasto w szczegolach. Sadze, ze to "ponadczasowe" (i my i duchy tego miasta) srodowisko artystyczne Krakowa jest bardzo prestizowe.

Czlowiek staje sie obciazony wchodzac w to miasto; musi okreslic sie wobec wpisanej tu przeszlosci, dopasowac sie do tego, co juz tu zaistnialo, do tego po czym stapa – po tych pokladach historii, gdzie swiadkowie spogladaja z kazdego niemal kata. Cos tu zostawili. Tu mozna poczuc sie zobligowanym, rodzi sie pokusa, zeby takze po sobie cos zostawic, dorzucic cos...


Leszek Dlugosz, 1993

Do szkielka z Muzeum Czartoryskich

Mala szklaneczko
Igraszko krucha
Fantazjo z piasku i z powietrza
Otos mi cala i nietknieta:
– Wieki minely
I czasy przeszly...
– Garstko mineralow i zrecznosci palcow
Blasku znikomy
Z ognia z potopow ocalony
– Filozofko zreczna
Traktat bys pewnie mogla wyglosic
– O warunkach trwania –
A ty niemo sie usmiechasz
Gdy wzrok za wzrokiem
To chocby tylko stawia ci pytanie:
– Gdzie jest ta Mozna
– Gdzie jest ta Pani
Co wody lyk wypiwszy kiedys
Odstawila cie
– I gdzie odeszla Nieostrozna?...

AMK:   Zawsze byles, Leszku, inny niz wszyscy, jakby niemodny. Wyczuwalo sie dystans miedzy Toba a reszta.

LD:   Widac taki jestem. Taki widac musze byc. Mam tego swiadomosc. Chcialem wyrazac to, co dla mnie istotne. Najbardziej oczywiste. Moze z tego wynika jakis moj niezamierzony autoportret wewnetrzny?

A tak naprawde, kiedys zapytany – po co ja to wszystko robie, co chce osiagnac, odpowiedzialem spontanicznie, i mysle, ze najlepiej: – Chcialbym aby przez te moja "robote" skracal sie dystans. Pomiedzy mna a publicznoscia. Lecz tez – co rownie wazne – po prostu pomiedzy ludzmi.

Jakby nas jaki wiozl przewoznik

............................................................
Jakby ta droga mogla byc jeszcze
I chociaz pierwsza jakby nie ostatnia
Jakbysmy mieli miec na wlasnosc
Chocby zdzblo trawy
Choc imie wlasne

Jakbysmy jeszcze chcieli ocalac
Slady – w twierdzach z kamienia
Chronic
Jakbysmy sami zapomnieli
Ile w nas samych zapomnienia

............................................................

Juz nas tak ta nasza milosc...

Juz nas tak, ta nasza, nasza milosc
Juz tak dzisiaj, juz nas wcale tak nie obchodzi...
Juz nie tak z wszystkiego pierwsza
– Moze ona nas tez nie chce?...
Moze mysmy nie tak dla niej
Juz... jak przedtem, mlodzi?

........................................................

Zza wielkiej wody

.................................................
Co z ta Mlodoscia kiedys tu
– Na Kamiennych Schodkach
– W malinowym chrusniaku
– W collegium, na Roztoczu
– W oplotkach niegdysiejszych porywow
– W poczekalniach dawnych nadziei
Gdzies tu przed laty
Zostawiona...

.................................................

Nie umialem, nie szukalem, nie bieglem tam, gdzie obowiazywala moda albo kierunki. Nie chcialem wyplywac na zadnej modnej czy wygodniejszej fali. Przez ponad trzydziesci piec lat wymyslam piosenki, pisze teksty, pisze muzyke i wykonuje sam, bez kompozytorow, aranzerow, ludzi, ktorzy by na mnie pracowali. To utrudnialo mi przebicie sie. Nic mi nie spadlo samo. Nigdy nie czulem, ze jestem popierany. Przez lata trwalem przy tym, by nie dac sie zagarnac przez rozmaite wartosci nie moje. Nie moje choragwie, ktore zagarnialy ludzi by im sluzyli.

Ja jestem inne Drzewo

Ja jestem inne Drzewo
Nie obce
Inne tylko
Musisz uslyszec Wszelakolistny
– Spiewajac siebie, Ciebie tez spiewam
Ja inne
Ja z Drzewa pojedyncze jestem drzewo
– Musisz zrozumiec wybaczyc musisz
O Roznogwarny, drzew pelen po horyzont
Do zbioru Twego ze przynaleze
Nie zapominam
I Ty pamietaj

...................................................


To taka moja sciezka obok, ktora wedruje. Tak wybralem. Taki jestem. Zle sie czuje w tlumie, w rozgardiaszu. Intuicyjnie, zawsze chce trwac przy   s w o i m. Jestem nie tyle samotnikiem, ile kims "obciazonym" dystansem. Kraze po wlasnych szlakach. Chodze po swoich swiatach. W swoich butach.


Leszek Dlugosz, 1993

AMK:   To widac bardzo wyraznie w Twojej tworczosci.

LD:   Staram sie nie komentowac wydarzen, bo nie ma we mnie reportazysty. Zastanawiam sie nad tym, jaki jest czlowiek, dlaczego jest taki, co go warunkuje, jak odbiera innego czlowieka, jakie sa relacje miedzy ludzmi, historie ludzkie. Probuje penetrowac i opowiedziec, co jest w czlowieku stale, a co sie zmienia. Najciekawsza rzecza na swiecie jest drugi czlowiek. Z powodu czlowieka swiat jest bogatszy, ciekawszy. Reszta jest wspaniala, ale martwa. Zastanawiam sie nad tym, co bardziej trwale?... Jaki jest czlowiek  i dlaczego taki? Co go warunkuje? Jak odbiera innego czlowieka? Jakie sa jego rzeczywiste relacje? Probuje penetrowac i opowiedziec, co jest w czlowieku stale, a co sie zmienia. Najciekawsza rzecza na swiecie jest drugi czlowiek. Z powodu czlowieka swiat jest bogatszy, ciekawszy. Reszta jest wspaniala, ale martwa.

Ballada o "Kims Drugim"

.......................................................
Tak bylo moze (tak o tym mysle)
– Firmanent, ziemie uladziwszy
Wtedy dopiero Bog nas stworzyl
Gdy puste, "nieludzko puste"
Zdalo Mu sie bez nas Dzielo

.......................................................

Jezeli cos robie, to nie dla siebie, nie dla wspanialych drzew, tylko zeby ktos jeszcze to slyszal, czytal, podzielal. Publicznosc, ktora przychodzi na moje koncerty, a raczej spotkania autorskie, to ludzie, ktorzy szukaja refleksji, aluzji, moze poezji. Ludzie mnie podobni? Odbierajacy swiat podobnie jak ja? Przychodza mlodzi, nawet bardzo mlodzi, ale takze ich rodzice i dziadkowie.

Moje tworzywo, to moje zycie osobiste, moja lektura i obserwowanie drugiego czlowieka, spotkania z ludzmi, przyjaznie, podroze, nawet moje sny. W codziennosci, we wszelkich okolicznosciach, mozna tyle zobaczyc. Poezja, muzyka, piosenka – to wszystko sluzy przekazywaniu siebie, opisywaniu przeze mnie, a moze i ocenie, rzeczywistosci.


Leszek Dlugosz, 2001

Dziekuje Ci Muzyko

Dziekuje Ci Muzyko ze...
Ze tak jak nikt
Ty jedna wiernie przy mnie trwasz
Wyrozumiala tyle lat
Oslaniasz mnie miloscia swa
W godzinach zlych...

........................................................

Przyjaciolom w podziece

Za szklanke herbaty na pustyni
Za kubel zimnej wody
Gdy zasluzy glowa
To oczywiste. (W ogole – o czym mowa!)
Ale najbardziej
Czego sie pewnie nie domyslaja
– Ze z ich powodu
Ze to przez wzglad na nich: – Nie
Jednak nie
– Nie powinienem
– Nie moge...

Hamulec i kaganiec.

.....................................................


AMK:   Czy Ty jestes moze tym ostatnim, co tak idealistycznie poezje wodzi?

LD:   Pewnie nie, ale jezeli jestem idealista, to dobrze. Uczucia trzeba trzymac na wodzy. To kwestia formy. W kazdym tkwi potrzeba refleksji, wzruszenia i radosci. Autentyczne wartosci musza sie wczesniej czy pozniej przebic. Zostac docenione. Wlasne, przy ktorych sie stoi, sa jedynym programem, na ktory nalezy stawiac. Na dalsza mete liczy sie wiernosc wlasnemu rodzajowi piekna, wlasnym wyborom, osadom. Jesli sa do dna, prawdziwe, autentyczne, szczere – obronia sie, przebija sie. Tylko ze mozna tego nie doczekac.

Synowi

Bywa –
Kapliczka ze swiatyni zostaje
Zdzblo z pola
Z podrozy dookola swiata
Dlon wyciagnieta na pozegnanie – pamiec
Najbardziej ocali
Ze stu symfonii – piosenki kawalek
Z miliona godzin, z morza czasu
Kazda sekunda – czescia tego samego jest
Trwania
Wiec pojmij tu – nad ksiazka pochylony
kiedy zadane przemierzajac szlaki
Glosno – slysze – myslisz
– Twoj glos, jest takze (od Nilu od Mezopotamii
Przez Grecje, Rzym, dzis, Bog wie pokad jeszcze)
Czasteczka jak znikoma, ale jest
Fragmentem   t e g o   s a m e g o   wciaz
Wolania...

         I w takiej skali – tez
         Spostrzez sie i ogarnij



Barbara, Leszek i Wojtek Dlugoszowie, 1993

AMK:   Stapasz po dziedzictwie literatury polskiej, po sladach Kochanowskiego, Mickiewicza, Norwida, Lesmiana...

LD:   Chodze po sladach i glosach, wyobrazam sobie wielkich tworcow w roznych, wyimaginowanych, niekiedy metafizycznych, niekiedy zartobliwych, czyli zyciowych, sytuacjach. Wchodze w ich "miejsca", w ich "skore", w ich zywiol.

W Czarnolesie

............................................................................
– Zawsze i wszedzie kedy nie plynie moja nuta
Wiem, Ty mnie sluchasz
– Dzieki Ci wiec Panie za to pojecie
Za moje tu w dolinie Twojej
Miejsce
Za spiewy pozne czarnoleskie
– Wdziecznosc moja dla Ciebie
Zawzdy w nich plynie
– Nawet i kiedy mine


Norwidowi piosenka

Nikt nie zna Panie Twojej intymnosci
Z indiwiduum drugim
Obok
– Rozmow sekretnych
Pociech i wyrokow
Co w naklonione ku Tobie serca
Plyna z wysokosci Twojej
Kazdemu i z osobna

Wiec ze tak bylo, pozwol wierzyc
– Ze na ow barlog, co w przytulku
Swiat mu przeznaczyl na ostatek
Ze Mu tam Aniol jaki, Twoj poslaniec
Upuscil
Galazke lauru
– Znak wdziecznosci
Za to – jak zywot spelnil
Pismem, co powiedziawszy – wtedy
Dzis jak tu mowi jeszcze
Myslom, sumieniom naszym
Ze tak bylo, pozwol wierzyc

.........................................................


Lesmian wstepujacy

...................................................
– Natrudziles sie juz dosyc
Teraz odpocznij w mym pokoju
– Nic tu juz co z Ziemi
Ani z ludzkiego pragnienia
Nic tu juz przystepu nie ma
– Jakzem rad juz witac ciebie
W progach przedwieczystych
Przodem przodem, proszec
Postepuj smialo
– To juz pora podwieczorku
Pogadamy o tym i o tamtym
I o glebszych podstawach istnosci
Przodem Boleslawie
Prosze prosze...

.......................................................

Szczesliwie, ostatnio mam okazje opowiadania o tych zapomnianych, zle odczytanych poetach. W I programie telewizji polskiej realizuje cykl, ktory zatytulowano "Literatura wedlug Dlugosza". Jestem tam gospodarzem, oprowadzam po okolicach i biografiach, spiewam ich wiersze. Byl juz Kochanowski, Morsztyn, ksiadz Baka, Trembecki, Karpinski, Lenartowicz, Konopnicka. Czeka na emisje Liebert. Przy okazji to niezwykla szansa i nauka. Po latach – czesto jakze splaszczonych w szkole – lektur, odkrywac bogactwa kiedys nie dostrzezone. Gdybysmy tak mogli jeszcze raz, w odpowiednim wieku po prostu przeczytac lektury szkolne...


Leszek Dlugosz, 1995

Staram sie tez "zatrzymac" to, co juz przeszlo, albo co moze wraca, ale na innych warunkach.

Oda do mowy kresowej

..........................................................................
Ty masz tu prawo, jak po uslanej kontuszami
Drodze krolewskiej
Na Wawel prosto do siebie isc
I jak po swoje...
– Z ciebie sie przeciez kiedys wywiodly
Ksiegi Adama, Testament Juliusza
Galazko mowy wschodniej
– Zruszczona
– Potargana burza
Pomiedzy tymi sarkofagi
Ty jestes tu jak laur
– Najtrudniej doniesiony

AMK:   Uprawiasz, Leszku, rowniez proze, nie tylko poetycka, ale i publicystyczna, np. "Kroniki Dlugosza" publikowane w Plusie-Minusie, dodatku do Rzeczpospolitej. Co wiecej, niz poezja, przynosi Ci proza?

LD:   Jestem, zyje w Polsce, wiec i reaguje na niektore wydarzenia. Czasem pragne wyrazic publicznie moje zdanie o pewnych zdarzeniach, ocene rzeczywistosci w ktorej zyje. Jestem czlowiekiem z dzis, jakos postrzegajacym, pragnacym skomentowac. Poza tym, mam potrzebe opisania – nie w wierszu – rzeczywistosci, ktorej doswiadczylem. O ktorej wiem. I wiem, ze poza mna nikt jej nie utrwali. Skad sie wzialem. Dlaczego jestem wlasnie taki.


Leszek Dlugosz, 2001

AMK:   Dlaczego przemijanie jest czyms tak dominujacym w Twojej tworczosci? Przemijanie ludzi, ale i czasu, nawet, jak gdzies powiedziales, cmentarzy. Spiewasz: "I tak mijaja ludzi twarze"...

Ogladanie starych fotografii

Wczoraj wieczorem robilismy przeglad
starych fotografii
Dwadziescia piec razy wykrzyknelismy – Boze!

LD:   Staram sie "zatrzymac" to, co juz przeszlo. Silnie, nieomal dotykalnie odczuwam przemijanie. Tak zawsze zreszta zawsze bylo. Albo zostalem wyposazony w specjalny "czujnik" rejestrujacy ten "przeplyw", albo sam sie na to wyczulilem. Widac, takie odczucia sa silne we mnie, same sie o glos dopominaja.

Sobie na urodziny

Ze swiat wyprowadza sie ze mnie
Z takim pospiechem
Ze zapomina?
Trudno
Lecz rozumiem...
To zaden uklad obustronny – akt urodzenia
Do czego taki papier zobowiazuje?

Odpuszczam i zaswiatom
brak zainteresowania
Dla mych – na przyszlosc – propozycji
(Jakaz gwarancja ze docieraja?) Mala karteczko
– Z kalendarza listku
Lec
Dziej sie wola Twoja...
Azymut znasz i miejsce zbiorki
Lepiej niz rozum to ogarnie
Pewniej niz wiara, nawet slepa,
Pojac umie

Przemijanie moze trwozyc, budzic poploch, dawac poczucie niespelnienia. Pozostaje cala sfera niedotknieta, niespelniona. Zal, ze na wiele odczuc, zamiarow jest juz za pozno. Mysle jednak, ze nie wszystko przemija, przeplywa...

Bardzo serdeczny znak pamieci i przyjazni
Zostawiam tu u Ciebie w Edmonton...
I chcialbym abys wiedzial,
Ze masz u nas adres serdeczny, rozumiejacy...

Z drugiej strony, paradoksalnie powiem, przemijanie pozwala na lepsze zrozumienie, rozszerzenie naszej wiedzy, doswiadczen, wrazliwosci, czujnosci, spostrzegawczosci, perspektywy – w czasie kiedy kurcza sie – dystans i nasze szanse i mozliwosci manewru. Staje sie to bardziej dramatyczne.

Piosenka umarlych

Snia nam sie nasze sny
Coraz mniej ziemskie
Bledsze
Szarosci coraz to wiecej w nich
I wszystko w nich coraz dalej

..................................................

Ale i to rowniez trzeba odkryc, przezyc, poznac ten mechanizm. Bo przeciez rowniez stanowi to wartosc. Wzbogacanie sie, wysubtelnienie naszego odczuwania swiata, ze swiadomoscia coraz mniejszych szans.

Ta "schlodzona swiadomosc" to rowniez zdobycz. – Byc moze to nasza  jedyna bron w tej utracie. W sytuacji zaglady naszym "bogactwem" bedzie to, ze nie jestesmy ofiarami, nie zaskoczeni, wyprzedzilismy ja, moze cos tu zostawiamy po sobie bardziej trwalego?

Moze z tego wszystkiego wynika jakis moj niezamierzony autoportret wewnetrzny?

AMK:   Zapewne tak, jest to Twoj wewnetrzny autoportret. Taka jest wlasnie istotnosc pozostawienia po sobie czegos, co nas przezyje na jakis czas chocby. I pozostania w czyjejs pamieci. Wszak zyjemy dotad, dokad zyje pamiec o nas. Ta piekna fraza: "I tak mijaja ludzi twarze" pochodzi z Twojego wiersza "Nie zapominajcie o tych ktorzy juz nie spiewaja"...

LD:   Silnie odczuwam jednorazowosc zycia. Ja istnieje w terazniejszosci. Slucham, co sie dzieje. O kazdym czasie, mam coc pasjonujacego do zrobienia. Naleze do tych ludzi, ktorych absorbuje kilka podstawowych pytan. Kiedys na swym poczatku, w jakims kajecie, tak okreslilem sobie wlasny program: "Jestem, i co z tym zrobic najlepszego?..." No coz... Staram sie.

* * *

Zostanie cisza (lecz tylko ze mnie)
Poniesie sie Muzyka
Dalej...
Ta – ktora w sobie bez sluchania slysze
Dla ktorej muszla mego ciala
Na chwile tylko jest tu
Instrumentem?...
Zostanie cisza (ze mnie tylko)
Zostaje Akord Caly...
Lecz czy sie zdarzy Glos, co wczesniej
Odsunalby te mysl natretna
Rozstrzygnal w koncu to pytanie:
    Czy owe Opus
    Zycie moje
    Jest w tej Harmonii
    Dzwiekiem wzietym pod uwage?
    Czy – to igraszka (ot, alikwot)
    Posrod wichrow
    – Nad ktore nigdy sie nie wzniosla
    Reka Mistrza?...

AMK:   Wyczuwasz Reke Mistrza?

LD:   Wiesz, chodzi to za mna. Pasjonuje mnie ta nieuniknionosc. Oraz pytanie – "A dalej?" Tkwi we mnie przekonanie czyjegos precyzyjnego zamyslu, zamiaru... Uwzglednienia mnie w tym zamiarze? Mysle, ze to odbija sie w moich utworach, w jakosci mojego zycia, po prostu w mojej jakosci?...

W kwestii podrozy wskazowka praktyczna:

Nie przyjmuja zadnego bagazu
Na tamtym swiecie
Procz tego, co dusza uniesie







Tomiki poezji Leszka Dlugosza:


  1. Lekcje rytmiki. Wydawnictwo Literackie, Krakow 1973.
  2. Na wlasna reke. Wydawnictwo Literackie, Krakow 1976.
  3. Wywolywanie wilka z lasu. Wydawnictwo Literackie, Krakow 1980.
  4. Spiewnik ilustrowany. Wydawnictwo Kalambur, Krakow 1986.
  5. Pewnego dnia, pewnego dnia. Panstwowe Wydawnictwo Muzyczne, Warszawa 1988.
  6. Lekkie popoludnie. Wydawnictwo Literackie, Krakow 1989.
  7. Goscinne pokoje muzyki. Wydawnictwo Dolnoslaskie, Wroclaw 1992.
  8. Album Krakowski. (Z fotografiami Adama Bujaka), Editions Raymond, Krakow 1992.
  9. Z tego co jest. Wydawnictwo Dolnoslaskie, Wroclaw 1995.
  10. Po glosach, po sladach. Wydawnictwo Arcana, Krakow 1996.
  11. Piwnica idzie do gory. Wydawnictwo Literackie, Krakow 2000.
  12. Leszek Dlugosz. Biblioteka Bardow. Wydawnictwo Twoj Styl, Warszawa 2001.
  13. Dusza na ramieniu. Wydawnictwo Literackie, Krakow 2003.
  14. Na rynku usiasc w Kazimierzu. Wydawnictwo-Dukarnia L-Print, Zbigniew Lemiech, Kazimierz n. Wisla 2004.




Wiersze Leszka Dlugosza i teksty tematycznie zwiazane zamieszczone w Zwojach:


Copyright © 1997-2005 Zwoje