
W Timajosie, wersja którą Platon wkłada w usta egipskiego kapłana jest następująca:
Bardzo liczne i wspaniałe są zasługi waszego państwa Aten zapisane w naszych sagach. Ale jedna z nich przewyższa wszystkie inne swą wielkością i walecznością. Bo opowiada ona o potężnym mocarstwie, które nie sprowokowane podjęło wyprawę przeciwko całej Europie i Azji, a której to wasze miasto położyło kres. To mocarstwo przyszło z Atlantyku, gdyż wówczas Atlantyk był żeglowny; i była wyspa naprzeciw cieśniny, które wy nazywacie Słupami Heraklesa; ta wyspa była większa niż Libia i Azja razem wzięte i była pomostem do innych wysp; z nich mogłeś przejść do całego kontynentu po drugiej stronie, który otaczał prawdziwy ocean, gdyż to morze, które jest wewnątrz cieśniny Heraklesa jest tylko portem o wąskim wejściu, ale owo inne jest morzem prawdziwym, a otaczający je z każdej strony ląd może być najsłuszniej nazwany nieograniczonym kontynentem. I na wyspie Atlantydzie istniało wielkie i wspaniałe imperium, które władało całą tą wyspą i kilkoma innymi oraz częścią kontynentu, a ponadto mężowie Atlantydy podbili część Libii, w obrębie kolumn Heraklesa, aż do Egiptu, i część Europy, aż do Tyrenii. Ta ogromna potęga zebrała się w jedną i wyruszyła na podbój od jednego uderzenia naszego kraju i waszego i całego rejonu ograniczonego cieśninami; i wtedy ... wasz kraj [miasto-państwo Ateny Solona] ... pokonał i zatriumfował nad najeźdźcami i uchronił przed niewolnictwem tych, którzy nie byli jeszcze podbici, i hojnie oswobodził całą resztę nas, którzy mieszkaliśmy w obrębie cieśniny. Ale później nastały gwałtowne trzęsienia ziemi i powodzie, i w ciągu jednego dnia i nocy nieszczęścia wszystkich waszych wojowników jak jednego pochłonęła ziemia, a wyspa Atlantydy w podobny sposób zniknęła w głębinach morza.
Według Platona Atlantydę spotkał jej los około osiem albo dziewięć tysięcy lat przed czasami Solona (który żył około roku 600 pne). Na podstawie tej jedynej informacji, uczeni klasyczni z czasów wiktoriańskich odrzucili opowiadanie Platona jako nic więcej niż wmawianie albo romantyczne marzenie, podobne do Utopii Sir Thomasa Moore'a.
W dziewiętnastym stuleciu byli jednakże i inni, którzy wzięli je bardziej serio. W szczególności amerykański kongresman Ignatius Donnelly w książce pt. Atlantis: the Antediluvian World ["Atlantyda: przedpotopowy świat"] argumentował, iż na zachód od Cieśniny Gibraltarskiej istniał rzeczywiście jakiś zaginiony kontynent, który zniknął w okolicznościach opisanych przez Platona. Według Donnelly'go, Atlantyda była kolebką cywilizowanej ludzkości, zaginionym łącznikiem między wielkimi kulturami Starego i Nowego Świata. Mieszkańcy zaginionej Atlantydy wynaleźli alfabet, rozwinęli sztukę metalurgii, i wiele innych rzeczy.
Kiedy Donnelly pisał swą książkę, niewiele było wiadomo o geologii Atlantyku. W latach 1920. jego teorie zostały odgrzebane przez pisarza o nazwisku Lewis Spence. Wiedząc, że uczeni spierali się wówczas na temat sposobu powstania grzbietu śródatlantyckiego, tj. podwodnego łańcucha górskiego rozciągającego się od Islandii na południe, Spence argumentował, że jest to zachowana część czegoś, co niegdyś było dwoma wielkimi stopniami przez Atlantyk: "Antilla", której pozostałości są obecnie Indiami Zachodnimi (Karaibami), i Atlantyda, niedaleko na zachód od Hiszpanii, która zatonęła około roku 10,000 pne. Podczas gdy w czasach Spence'a taki pogląd nie mógł być uznany za całkowicie naukowo niemożliwy, jest takim obecnie, gdy geologowie o wiele lepiej rozumieją mechanizm powstania skorupy ziemskiej. W zasadzie, z dala od bycia pozostałością zaginionego kontynentu, środkowoatlantycki grzbiet uważany jest za geologicznie bardzo niedawną formację, uformowaną przez siły sejsmiczne, które wyniosły go ponad resztę dna Atlantyku.
Ale czy opowiadanie Platona jest nieuchronnie fikcją? Jeżeli trzymać się jego chronologii i położenia geograficznego, to odpowiedź na to pytanie jest bez wątpienia twierdząca. Ani archeologicznie, ani geograficznie nie ma bowiem żadnego usprawiedliwienia dla jakichś stopni pomiędzy światami Starym a Nowym, który by istniał około 10 000 roku pne. Ale jeżeli przyjąć, że zaginiony ląd mógł nie być na Atlantyku, i że kataklizm, który go zatopił mógł mieć miejsce nie dziewięć tysięcy, ale dziewięćset lat przed czasami Solona, wówczas możliwe jest przypisanie większej wiarygodności tej historii, jako co najmniej przebłyskowi wspomnienia pewnego rzeczywistego zdarzenia.
I tak, wśród niezliczonych teorii co do tego, gdzie pierwotna Atlantyda mogła się znajdować - w Południowej Afryce, Sri Lanka, Brazylii, Grenlandii, Meksyku, Wyspach Brytyjskich, Iranie, Iraku i Saharze - żeby wymienić tylko kilka - w roku 1909 irlandzki uczony K. T. Frost zasugerował, że prawdziwa Atlantyda mogła być minojską cywilizacją Krety, która niewątpliwie doznała nagłego i raczej tajemniczego zaniku około roku 1500 pne. Według Frosta, bardzo prawdopodobnie istniały trudności językowe między Solonem a egipskimi kapłanami, od których dowiedział się o losie Atlantydy. Kiedy oni mówili o wielkiej wyspie daleko na zachodzie, mogli - nieobyci w podróżach po Morzu Śródziemnym - mieć na myśli jakieś miejsce niedaleko Krety, podczas gdy Solon, dla którego Kreta leżała u progu, mógł zakładać, że mieli oni na myśli coś poza Cieśniną Gibraltarską. Teorii tej dodawał wiarygodności fakt, że egipską nazwą na Kreteńczyków i ich sąsiadów było "Keftiu", co z grubsza znaczy "ludzi filaru", zaś dla Greków Atlas był bogiem, który podtrzymywał filary nieba, stąd Atlantis - kraina Atlasa. Kult byka i filaru, który miał być uprawiany na Alantydzie, również wykazuje znaczne podobieństwo do prawie identycznych kultów praktykowanych na minojskiej Krecie.
Do przyjęcia, jak może się zdawać, teoria ta ma dwa poważne braki. Po pierwsze, Kreta nie może, nawet z bardzo gruba, być uznana za okrągłą wyspę. Po drugie, nie ma żadnego dowodu na to, żeby Kreta kiedykolwiek zniknęła "w głębinach morza" w ciągu "jednego dnia i nocy nieszczęścia," co jest najistotniejsze w opowieści o Atlantydzie.

Oba te zastrzeżenia zostają jednak natychmiast rozwiane, gdy zamiast Krety, z zaginioną wyspą identyfikowana jest Thera (dzisiejsza Thira lub Santorini), 100 kilometrów na północ od Krety, niegdyś posiadająca taką samą minojską cywilizację. Chociaż obecnie Thera jest reprezentowana przez grupę wysp, Aspronisi, Therasia, i Thera właściwa, które wszystkie razem otaczają centralną zatokę, są te wyspy niczym innym jak tylko fragmentami czegoś, co bezspornie było kiedyś jedną, okrągłą wyspą, która została rozsadzona przez potężny wybuch wulkaniczny około roku 1500 pne. Geologicznie ustalono, że podczas tego kataklizmu, środkowa część oryginalnej wyspy zatonęła w morzu, formując obecną zatokę, a olbrzymie fale i podwodne wstrząsy spowodować mogły równoczesne zalanie lądu Grecji, co Platon wspomniał w pasażu w Timajosie.
Erupcja była tak kolosalna, że do dziś dnia Thera jest pokryta ogromną warstwą wulkanicznego popiołu, w niektórych miejscach o grubości ponad 30 metrów. Gdy w XIX wieku znaczne ilości tego popiołu były wykorzystywane jako cement przy budowie Kanału Sueskiego, od czasu do czasu znajdowano pozostałości z okresu minojskiego. W roku 1967, grecki archeolog, profesor Spirydon Marinatos rozpoczął wykopaliska w Akrotiri, w południowo-zachodniej Therze, gdzie warstwa popiołu jest cieńsza niż gdzie indziej. Prawie natychmiast Marinatos natknął się na dobrze zachowane pozostałości domów z okresu minojskiego z wymyślnymi wodociągami i pięknymi, dekoracyjnymi freskami, przedstawiającymi Theryńczyków (czy jak tam owi ludzie niegdyś się nazywali) żyjących w bardzo zaawansowanej cywilizacji. Jeden fresk zdaje się obrazować oryginalny morski port Thery (przed wybuchem), który wykopaliska teraz odkopują. Odkrycie pary "rogów konsekracyjnych" wskazuje na to, że Theryńczycy, podobnie jak kreteńscy Minojczycy, uprawiali kult byka. Kilka domów wykazuje oznaki uszkodzeń przez trzęsienie ziemi, znacznie wcześniej przed zasypaniem ich przez wybuch wulkaniczny. Na podstawie tego i innych dowodów, a szczególnie braku domowych kosztowności i szczątków ludzkich, wnioskuje się, iż to trzęsienie ziemi zadziałało jako znak ostrzegawczy dla mieszkańców Thery żeby ewakuować się ze swojej wyspy, i dlatego też udało im się na czas uciec przed pewną zagładą.
Profesor Marinatos zmarł w roku 1974, a zastąpił go inny Grek, profesor Christos Doumas, który corocznie drobiazgowo kopał w pumeksie Akrotiri, odsłaniając więcej niż całą ulicę zamożnych domów. Obecnie jest jasne, że to szczególne miejsce było kwitnącym portem, którego pełny rozmiar czeka jeszcze na ujawnienie. Z rozmaitych, słabo jeszcze zbadanych pozostałości minojskich w innych miejscach Thery i Therasii, jest oczywiste, istniały duże osiedla również i w innych miejscach tej wówczas pojedynczej wyspy. Powstaje stąd pytanie: gdzie mógł leżeć pałac królewski wyspy (którego istnienia można oczekiwać z przykładów minojskich znalezionych w Knossos i w innych miejscach na Krecie), a także jej świątynie? Jeżeli Thera naprawdę była Atlantydą Platona, o której mówi on, że miała pałac królewski i główne świątynie wysoko w centrum wyspy, to prawie na pewno znajdowały się one na pierwotnym stożku wulkanicznym, który został roztrzaskany w drobiazgi w szczycie wybuchu. Nie było powodu, dla którego Theryńczycy mieliby wcześniej widzieć jakieś niebezpieczeństwo w budowaniu na stożku wulkanicznym. Obecnie, jest geologicznie pewne, że uprzednio wulkan był nieczynny przez tysiące lat.
Tak więc być może nigdy nie dowiemy się czy Thera miała pałac i świątynie pasujące do opisu Platona. Dlatego pytanie, czy opowiadanie Platona było czymś więcej niż zupełnym zmyśleniem musi pozostać otwarte. Co najmniej miało ono wielkie niedokładności faktualne, jako że Thera nigdy nie mogła być wyspą ani na skalę odmalowaną przez Platona, ani w miejscu gdzie sobie wyobrażał, ani nie została zniszczona w okresie przypominającym choćby tylko czasy, które on miał na myśli.
Już bez związku z Atlantydą, sama Thera jest niezwykle interesującym miejscem ciągle do odkrycia. Bardzo wiele zabytków z epoki minojskiej leży tam pod pokładami popiołu, tak wiele, że profesor Doumas oszacował, że przy obecnym tempie zajmie więcej niż stulecie by odsłonić samo tylko Akrotiri. Z powodu ogromnych problemów logistycznych, włączając mrówczą pracę odnawiania fresków i ważność najdrobniejszych nawet znalezisk, odkopywanie Thery słusznie musi pozostać domeną zawodowych archeologów. Ale kto wie jakie niespodzianki - być może dalsze potwierdzenie historii o Atlantydzie - mogą te prace ujawnić pewnego dnia. Być może nawet zasypaną bibliotekę tabliczek, które mogłyby stać się kluczem do odczytania ciągle
nie odcyfrowanego pisma linearnego A minojskiej Krety.
Z angielskiego przełożył Andrzej Kobos.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||