GORZKIE   ŻALE   -   SĄSIADÓW

(mała antologia z komentarzem)





WALDEMAR   KONTEWICZ

Fakty nie przenikają do świata, w którym
żyją nasze wierzenia; one ich nie zrodziły,
ani ich nie zniszczą. Fakty mogą zadawać
wierzeniom kłam, nie osłabiając ich.

Marcel Proust

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie
Polskę od Żydów racz uwolnić, Panie.

"Kalendarz Królowej Apostołów
na 1927 rok"


Czy zbiorowy mord w Jedwabnem był aktem wyizolowanym? Czy płonąca stodoła była tylko odwetem za rzekomą kolaborację Żydów z NKWD? Czy istniejący do niedawna w Jedwabnem pomnik, którego tablica mówiła o rzezi niewinnych dzieci, kobiet, starców przez hitlerowskiego okupanta, był zadośćuczynieniem dla pamięci o tysiącu sześciuset zelżonych, zmasakrowanych, uduszonych i spalonych żywcem Żydów?

Spróbujmy odpowiedzieć na te postawione przez różnych ludzi pytania, podając kilka wybranych cytatów z polskiej literatury ? tej z najwyższej, najważniejszej półki. Nie będą to może dokumenty o walorach naukowych ("historyk musi być zawsze sceptyczny"), lecz też ważne, bo oddające atmosferę dni, które od dawno istnieją już tylko na pożółkłych stronach książek. A oprócz tego dochodzi rzecz niezwykle istotna: wszystkie te życiorysy, ludzkie akcje, literackie narracje i cytowane fakty wydarzyły się grubo przed Holocaustem.

Chciałbym zacząć od Wieszcza, który wersami stworzył koncert na jednym instrumencie, godny każdej symfonicznej orkiestry - "Koncert Jankiela". Do dzisiaj dzieci w szkołach dzieci uczą się go na pamięć, a mnie zawsze dźwięczał swym arcypięknem. Można ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że Adam Mickiewicz Starozakonnych uważał za ludzi, za Polaków, za patriotów choćby na podstawie muzycznego mistrzostwa arendarza Jankiela. I co jeszcze zauważył nad Niemnem nasz największy poeta? W tym samym Panu Tadeuszu, gdzie muzyka, wino, dusza i sprawiedliwość polska leją się całymi antałkami, jest kilka znamienitych cytatów, niejako napisanych przez przypadek lub pomyłkę.



Pan Tadeusz

«Widzę - rzekł Sędzia ? że się na rozbój zanosi.»
Jęknęli wszyscy; wszystkich zagłuszył wrzask Zosi,
Która krzyczała, Sędzię objąwszy rękami,
Jako dziecko od żydów kłute igiełkami.

Księga VIII - Zajazd, 667-670.


Pamiętam kiedy byłem małym chłopcem moja babcia opowiadała mi o żydowskiej rytualnej macy robionej z krwi polskich dzieci. Później, czytając Pana Tadeusza i posłowie wielkiego znawcy polskiej literatury Stanisława Pigonia, nie bardzo mogłem połączyć dwa zwalczające się nawzajem fakty: opowieść mojej babci i Pigonia dyskurs z wyżej zacytowanym fragmentem jako o "średniowiecznej, ohydnej legendzie." Wydawało się mi wtedy, że Średniowiecze to była tylko książkowa epoka.

I jest jeszcze zakończenie skarbu naszego narodowego piśmiennictwa, w którym m. in. o Scyzoryku Gerwazego:

A kiedym się zestarzał, nad łóżkiem na ścianie
Wisiał, jako nad żydem Boże przykazanie!

Księga XII - Kochajmy się, 346-347.


U Rydla na weselu

Nasz inny wielki narodowy skarb, Wesele, w świetle Jedwabna ma szczególną wymowę. Oddaje ten cudowny dramat zjawisko polskiego antysemityzmu w sposób niezwykły, zupełnie przez Stanisława Wyspiańskiego niezamierzony. Posłuchajmy kwestii Czepca z Aktu I, Scena 25:

Czepiec:
Tego Żyda
było, jak go hukne w pysk -
juzem myśloł, ze sie stocył
on sie tylko krwoim zamrocył,
a nie upod, bo był ścisk.
A to było przy wyborze,
w sali w tym sokolskim dworze: -
po co sie bestyjo darła,
a to tak z całygo garła; -
było, jak go hukne w pysk,
umyślołem juz, że sie stocył,
on sie ino krwiom zamrocył,
a nie upod bo był ścisk.

Albo Akt I, Scena 29:
Żyd:
Panie Czepiec, wyście winni,
wyście zapłacić powinni
za mój konicz.

Czepiec:
Ty psie ścierwo,
konic Twój? Łżesz! Z nas się żywią,
ssają naszą krew - grosz łudzą,
nasze szyćko świństwem brudzą.

I jeszcze jedna kwestia, mówiąca o "przyjaźni" polsko-żydowskiej, Akt I, Scena 17:
Pan Młody:
Przyszedł Mosiek na wesele...

Żyd:
Nu, ja tu przyszedł nieśmiele.

Pan Młody:
No, jesteśmy przyjaciele.

Żyd:
No, tylko że my jesteśmy
tacy przyjaciele, co się nie lubią.

Pan Młody:
A tak, jak są tacy, co skubią,
to są i tacy, co się boczą.

Jeśli człowiek tak wrażliwy i inteligentny jak Wyspiański pisze o tym wszystkim jak o czymś normalnym, to znaczy że antysemityzm był w Polsce przyjętą, formalnie usankcjonowaną rzeczywistością. Tak jak biblijne niewolnictwo nie robiło większego wrażenia na Jezusie, tak antysemityzm nie wywierał wrażenia na Polakach w Polsce pomiędzy upadkiem Powstania Styczniowego a wybuchem II Wojny Światowej. Obydwa te zjawiska można dziś nazwać historycznymi formacjami, które miały swoje prawa (bezprawia?).

Czy gdyby genialny Krakus przewidział co się za niedługo wydarzy w Auschwitz, Treblince, Bełżcu, Płaszowie, to napisałby swój dramat w taki sam sposób? Trudno odgadnąć, ale myślę, że miałby dylemat natury moralnej, może użyłby innej stylistyki etycznej, może wolność, o której marzył dla Polski, powiązałby ze sprawiedliwością dla Żydów? Może, może?



Niestety - Matka odchodzi

Matka wielkiego współczesnego poety Tadeusza Różewicza tak widziała polską rzeczywistość, gdy była małym dzieckiem:

"Przychodził więc z każdego domu ktoś do kancelarii parafialnej i kupował dla domowników kartki, z którymi petenci przychodzili do spowiedzi. Takie kartki po spowiedzi oddawali organiście, a on tych, którzy byli u spowiedzi wykreślał z książek, w których wszyscy byli wpisani przed Wielkanocą. W ten sposób proboszcz wiedział, ile ma wiernych. [...]

Zaczęłam o spowiedzi wielkanocnej, muszę też opisać, jak na wsi takie święta się odbywały. Cały Wielki Tydzień był dość uroczysty i smutny. Rodzice chodzili na gorzkie żale i opowiadali jak Żydzi Pana Jezusa męczyli, jak ziemia pękała i pioruny biły."



Gorzkie żale

Gorzkie Żale, składające się z trzech części, zostały napisane przez ks. Bartłomieja Tarło i ks. Wawrzyńca Benika z kościoła Św. Krzyża w Warszawie i tam też były odprawione po raz pierwszy dnia 2 stycznia 1707 roku. Ich pełny tytuł brzmi: Gorzkie żale czyli "Snopek Myrry" - żałosne rozmyślanie Męki Jezusa Chrystusa.

(...)
Jezu! na zabicie okrutne
Cichy Baranku, od Żydów wydany -
Jezu mój kochany!

...Jezu! w białą szatę szyderską
Na większy pośmiech i hańbę ubrany -
Jezu mój kochany!

(...)
Ludu mój, ludu! cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił albo w czym zawinił?
Jam cię wyzwolił z mocy Faraona,
A tyś przyrządził krzyż na me ramiona!
Jam cię wprowadził w kraj miodem płynący,
Tyś mi zgotował śmierci znak hańbiący!
Jam ciebie karmił manny rozkoszami,
Tyś mi odpłacił policzkowaniami!
(...)

* * *

"Święcenie składało się z chleba, sera i z szperki. Szperka to jest mięso ze słoniną gotowane, przybierane borowinami. Musiał być koniecznie ocet i chrzan. Ocet bo Żydzi Pana Jezusa nim poili. Na rezurekcję prawie wszyscy dorośli szli. [...]

Dobras Wojciech był światłym chłopem, choć nie umiał pisać. Zawsze pragnął, aby była szkoła. W braku szkoły prosił mojego ojca, aby mu uczył dzieci pisać i czytać. [...]

Dobras był mądry swoim chłopskim rozumem. Mieszkali u niego Żydzi. Ksiądz Chrzanowski chodził po kolędzie i nie chciał do Dobrasów wejść na wizytę pasterską, że to Dobras trzyma we wsi parszywą owcę. Żona Dobrasa pochlipała, dzieciom było przykro, że nie dostały obrazków, ale sam Dobras mówił: niech ino mu zaniosę rubla na ofiarę, to nawet się nie zapyta, czy rubel jest za komorne od Żyda, ino weźmie. [...]

Mawiał też: nie będę nikogo słuchał, jakby Jezus nie chciał, to by Żydów na świecie nie było."

Matka odchodzi


Czy można dodać coś do fundamentu, na którym zbudowano ogromny gmach bigoterii, niewdzięczności, pogardzania innym? Nie sądzę, żeby znalazły się lepsze źródła historyczne niż te, o których tak pięknie wspomina matka Różewicza. Bo to jest żywa historia, która nie potrzebuje weryfikacji, formalnych rozpraw, doktoratów, habilitacji, intelektualnych wojen na fakty i fikcję, albo pustej egzegezy.

Czy zatem można mieć wątpliwości dlaczego doszło do ludobójstwa w Jedwabnem? Nie ma nic gorszego na świecie od pogardy innym człowiekiem. Ta zawsze prowadzi do nieszczęść, tragedii i śmierci. Na pytania postawione na samym początku tych rozważań odpowiedzieli poeci przed katastrofą, o której rozmiarach nie mieli wtedy pojęcia, jak np. Mordechaj Gebirtich - żydowski bard, który ukochał swój Kazimierz nad Wisłą tak bardzo, że musiał oddać za niego życie.



To boli
(S'tut weh)

To boli
to tak strasznie boli...
nie szał nienawiści, którą płonie
wróg,
nie bezmiar niedoli
i nie razów stuk -
nie gwiazda Syjonu
na Żyda ramieniu,
nie znak, że to Żyd,
bo to będzie dla nich -
dla nich - aż do zgonu -
poprzez pokolenia - tylko dla nich
wstyd.

To boli
to tak straszliwie boli,
gdy nie obcy - wróg -
lecz ten, co w niewoli
tak samo jak my,
młody polski chłopiec i polska
dziewczyna
z męki naszej drwi...
gdy patrzą w ulicę na niemieckie harce
jak nas depce wróg -
gdy się z tego śmieją jak bije starce
hańbi każdy próg...

Czy to nic - że dziś
są jak my - w niewoli?
Czy ich nie zaboli
taka prosta myśl,
że ta sama stopa razem podeptała
nas - i polską dumę
polską wolność - chwałę,
że wśród bród żydowskich
podeptanych w pyle
polski Orzeł Biały,
dumny polski orzeł
tarza się w bezsile?

Czy nie widzą tego,
że to wspólny wróg nasz?
Czy to nie wieczysta hańba
dla nich,
Czy to nie jak gdyby
sami
pluli sobie w twarz?
To boli.
To strasznie boli!

Mordechaj Gebirtig




Minuty rozpaczy
(Minuten fun jejusz)

Nasz krzyk modlitewny
Nieba nie dolata.
Niebo na spust zamknięte
Tak jak serce świata.

Niebo jest zamknięte
I czarne jak sadza.
Trwoga i zwątpienie
Serca nam rozsadza.

Wkrada się zwątpienie
I prawda złowroga -
Nie ma już sprawiedliwości,
Nie ma już Boga!

Mordechaj Gebirtig





Wiersze Waldemara Kontewicza zamieszczone w Zwojach:
Teksty tematycznie związane zamieszczone w Zwojach:



Copyright © 1997-2007 Zwoje