ELŻBIETA   BINSWANGER-STEFAŃSKA






WIERSZE


sonet o O.


na wyspie naznaczonej zielenią i solą *
zapisanej historią jak kartki zeszytu
pod górą tryskającą do granic błękitu
gdzie zmysły od wrażeń to śmieją się to bolą

wśród świątyń starożytnych i współczesnych witryn
w miasteczkach na wpół greckich na wpół katolickich
gdzie śpiewa jeszcze echo handlarzy fenickich
w cieniu drzewek oliwnych i kwitnących cytryn

tam gdzie cyklop wytężał swoje jedno oko
a Gorgona syczała wężami wśród włosów
wylądował podróżny mierzący wysoko

co śmierci właśnie dotknął pośród syren głosów
a skórę miał starganą smaganiem scirocco
- i żyje nieśmiertelny wyrokami losu


* Na zachodnim wybrzeżu Sycylii, o której mowa, jest port Trapani, stolica prowincji o nazwie Trapani.
Całe wybrzeże wokół usiane jest kopczykami soli odparowanej z wody morskiej.







monolog w masce




maskarada na placu San Marco
maska uwodzi maskę
uśmiechy złote srebrne
sztuczne amarantowe

nad podnieconym tłumem
fruwa duch Casanovy
rzeźbione konie patrzą
spłoszone koty czmychnęły

słyszysz? słyszysz co mówię?
widzisz jak sztukę wabienia ludzie
uprawiają? widzisz jak udają?

aksamitne pantofle płaszcze
szaleńczo rozwiane
odwieczna commedia dell'arte
dla zachowania gatunku

o tam! aktor nie-aktor
roztacza pawi ogon
maski na wąskich mostach
a dołem suną gondole

słuchasz? słuchasz kochanku?
miłość wiruje Wenecją
dziś tańczmy tarantellę! *


* Tarantella jest ludowym włoskim tańcem, bardzo żywym, w takt na 3/4 lub 6/8 (też 12/8 i 3/8).
Nazwa pochodzi od choroby, która zwie się "tarantyzmem" i którą leczono tańcem właśnie. Taniec wywodzi się z Apulii, najgorętszego południowego regionu Włoch. W gorące dni nagle ktoś wyskakiwał jak oparzony i skakał w kółko - został ukąszony przez pająka - tarantulę apulijską (3 do 4 cm; lycosa tarentula), którego ukąszenie nie jest niebezpieczne, ale bardzo bolesne. Nie zaznałam tego, lecz ukąszenie miłosne też takie może być.







wyznanie


granicę między nocą a dniem
znaczyły pelikany

ciemność zwijała się
i
od płonącego nagle słońca
zlatywały stada głodnych ptaków

trzask - fontanna - ryba w dziobie
trzask - fontanna
trzask

Wiedziałaś, że tak?

Nie.
(uśmiecham się)
Nie wiedziałam.

Popłynę na plażę, zbiorę ci muszli na śniadanie.
Muszli na śniadanie?

Tak, tak, muszli na śniadanie...
...nie, żartuję, turkus miesza zmysły.
(zrzucasz słone krople patrząc na mnie)

Morze i ty. Na zawsze.

a fale zataczają kręgi coraz dalej
coraz dalej
i dalej





nieszczerość


ze wszystkich możliwych zdrad
najgorsza jest wobec szczerości

jest jak brzoskwinia
dojrzała i soczysta
z wyglądu

wbijasz zęby

--- twarda

jest jak kiść winogron
pełna śródziemnomorskiego
słońca

myślisz

--- a tu kwas

jak porzeczki
martwe czerwone krople

--- już tyle czasu

a one ciągle niezepsute
bo nie wiedziały co to deszcz i wiatr

zdrada to zaserwować komuś
wśród słodkich miłosnych słów

--- tacę fałszywych owoców





pająk


zatrzymuję wzrok:
między światem a mną
jest szyba
której nie widzę
dal odbija się od nieba
i wraca
niczym nie zmącona
nagle mózg
wydaje szereg różnych rozkazów
za którymi nie nadążam
tęczówki reagują w mgnieniu oka
soczewki uwypuklają się do granic
przez moment
nie wiem o co chodzi
choć od ułamka czasu widzę:
między światem a mną
zawisł pająk
od dłuższej chwili
przygotowywał ten skok
ze skraju karnisza
w głąb mojej jaźni
jedną cienką nitką
przeciął mi horyzont






spojrzenie


kciukiem od lewej dłoni
palcem wskazującym prawej
kciukiem prawej - palcem lewej

wykrawam sobie z życia
mój własny odrębny kadr

jedno oko przymykam
- niech spogląda w głąb ego -
drugie tym ostrzej wyostrzam

i ruszam w pościg i jestem
i jestem wszędzie tam

gdzie zderza się miejsce i czas
wydarzeń na gorąco

bo oto wielki Voltaire
powiedział coś bardzo ważnego
na tym najlepszym ze światów

klik, klik, jest, jest, mam

i Chopin po kłótni z George Sand
horrendalnej i bardzo głośnej
usiadł do fortepianu (białego, białego)
w znienawidzonej Valdemosie

klik, klik, siedzi - byłam tam!

a Lautrec w bezwstydnej pozie
w podupadłym burdelu
wśród syfilitek-kokot?

pstryk, pstryk, pstryk, pstryk
seria i jeszcze trochę
bo niby kto jak nie ja?

spojrzenie mam wyczulone
a jeszcze ostrzę i ostrzę
to moje osobiste, śmiertelne, żądne
skrzywienie zawodowe

być tam i tylko tam

gdzie delfin kocha się z falą

gdzie nikt jeszcze nie zebrał
szczęśliwych frutti di mare

gdzie cyklon błękitne oko
wytęża w stronę przestworzy
i dyszy świeżym ozonem

tam bawię i ja, i ja

uczeń skrzydlatych spojrzeń
wieczny tułacz fotograf
ja - paparazzo samotny



Wiersze Elżbiety Binswanger-Stefańskiej zamieszczone w Zwojach:




Copyright © 1997-2007 Zwoje